Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem Tajnym Współpracownikiem Anioła. Chyba nikt z was nie sądzi, że jakiekolwiek spotkanie Środowiska może odbyć się bez permanentnej inwigilacji. Warszawa, podziemia kawiarni, nieopodal Uniwerku. Przypominacie sobie parę obściskującą się na kanapie? Nawet ta stara (za przeproszeniem) wyga, Magda Tara, niczego nie podejrzewając, zerkała tęsknie na nas. A tymczasem...
Spotkanie zaczęło się punktualnie. Około osiemnastej wkroczyła trójka organizacyjna: Marzena Obserwejszyn – dziewczyna cicha, śliczna, o radosnym spojrzeniu, ale o zupełnie nieadekwatnym nicku - cóż to za obsewejszyn, skoro nie zauważyła agentów w miłosnym uścisku?!. Tuż za nią – Krzysztof Kamil (ba! wbrew pozorom) Kurc. Młody człowiek, pragnący udowodnić przodkom właściwy wybór dwojga imion. Krzysztof Kamil (ba! wbrew pozorom) Kurc pisze od przedszkola. Jak pisze – wszyscy wiedzą. Jak wygląda – nieliczni.
Jest chłopcem o niezwykłej urodzie. Niewiele starszy od swojego sławnego imiennika KK (ba!.....)Kurc ma w sobie jasność, a w oczach- łagodność. Usiądzie przy Żubrze, żeby chłonąć tę niewiarygodnie szorstką męskość.
Tara – największe zaskoczenie wieczoru. Postać w wirtualu - o ogromnym potencjale pozytywnej energii i sposobie bycia młodej dziewczyny (ostatecznie kobiety) okazała się być osiemdziesięcioletnią, zasuszoną staruszką z burzą ciemnych loków, czarnym, farbowanym lisem wokół szyi i maleńkim moherowym berecikiem wpiętym w klapę męskiej (po mężu nieboszczyku) marynarki z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Watowane ramiona burzyły, i tak już zachwiane, proporcje, albowiem kobieta opierała się na lasce z rączką w kształcie penisa.
Cała trójka zajęła miejsca na kanapach i wymieniała fascynujące uwagi o pogodzie. A ta, trzeba przyznać, nie była przyjazna. Padało. Rozmowę przerwało przyjście kolejnej osoby.
Dziewczyna, jak lalka, bynajmniej, nie papierowa! Po prostu Lalka z krzywą grzywką, niesfornie zaglądającą do jej niebieskiego oka. Dłonią o długich, krwistoczerwonych paznokciach wygrzebywała powyższą grzywkę erotycznym ruchem, co powodowało widoczny niepokój zebranych mężczyzn. Lalka przyniosła ze sobą rubaszny humor i Wielką Pustkę w postaci nieobecnego Znanego PoetyB, zwanego Zetpebem, który postanowił się alienować. Jest to swego rodzaju tradycja rodzinna – głęboka alienacja w dniu Świętego Mikołaja. Rodzaj ascetycznej manifestacji – performens socjopatyczny. Efekt ascezy Zetpeba przyniesie tragiczne w skutkach wydarzenie, ale wróćmy do gości.
Oxyvia, z radosnym śmiechem przywitała wszystkich, wołając od drzwi:
- Drogie dzieci, witam wszystkich, których nie znam i których znam, a że znam już wszystkich, witam całą ósemkę!
Spłoszyła ją nieco postać siedząca na schodkach, prowadzących na nieistniejącą scenę. Ale Tara, z radosnym uśmiechem otworzyła ramiona, najszerzej, jak umiała i wzruszona wyszeptała:
- Oxyvio, dziecko drogie, jesteś najbliższa memu sercu, albowiem przyszłość narodu w twoich rękach!
Zapowiedziało się jeszcze siedem osób, dotarły cztery.
A tak a' propos! Jedynie alienacja usprawiedliwia nieobecność, pozostali będą się tłumaczyć Aniołowi na priwie. A' propos Olesi Apropos – w końcu i ona dołączyła do grona. Maleńka, filigranowa Calineczka o dużych stopach w za małych pantofelkach. Calineczkę Olesię wniósł w dłoniach vacker flickan, zwany Wafelkiem, w krecikowym futerku, którego nie zdjął do końca, ukrywając pod nim pas z dwoma rewolwerami. Rewolwery to znakomita imitacja, mająca odstraszać ewentualnych zalotników.
Ewentualnym zalotnikiem, był, rzecz jasna, Żubr. Mężczyzna około czterdziestki, postawny, z bródką, niebywale adekwatną do sytuacji. Ciało pokrywało sfilcowane futerko, jak to u żubra, które najbardziej skołtuniło się w okolicach głowy, tworząc malownicze dredy. Żubr emanował męską szorstkością, co przyciągało kobiety i jedną staruszkę. Tara powtarzała, jak mantrę.
- Żubrze, zróbże minę uprzejmą, Żubrze!
- Ku....ile razy można!? - uśmiechnął się szorstko, acz po męsku.
Ostatnia dobiegła zdyszana Ania Ostrowska (kto ją tak naprawdę wie, czy Ostrowska). Dziewczyna o niezwykłej urodzie, skupieniu i powadze w jasnych oczach. Brązowe, krótkie włosy podkreślały szczupłość twarzy. Sweter w kolorach jesieni wzbudził zachwyt seniorki Tary.
- Robiłam takie w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, ściegiem przemiennym, wypukłym!
Szły, jak woda, na Uniwerku. Pół Warszawy w nich chodziło. Dobry masz gust, córeczko - stwierdziła.
Ania nie jest poetką, pisze prozę i jest dociekliwą komentatorką. Interesuje ją proces twórczy i warsztat pisarski, jako taki. Usiłowała od dłuższego czasu przekrzyczeć rozdyskutowaną gromadę poetów.
- Powiedzcie, proszę, w którym momencie kończy się poezja, a zaczyna grafomania? I spojrzała wymownie na Tarę.
Po krótkiej chwili pytanie trafiło w Żubra, poety skromnego, płodnego, błądzącego po manowcach.
- Pisałem niedawno, Anno, pracę: "Różnice między grafomanią a grafologią w postępie geometrycznym". W wyniku wydziałowej dyskusji, wyodrębnione i określone zostało nowe pojęcie, a mianowicie: grafomagia, którą ku...ku...ku...blueee!
- Kultywuje Magda Tara - Tara wyręczyła chłopca i strzeliła go w plecy, gdyż jednoczesne picie piwa i gadanie kończy się często zachłyśnięciem.
- Dziękuję - zrobił minę uprzejmą Żubr.
I w tym momencie Olesia Apropos Calineczka pisnęła:
- Poszłabym do kibelka, mam mokre pantofelki...

Olesia zamoczyła pantofelki, wracając z bufetu. Woda, wydostająca się spod drzwi damskiej toalety, sięgała olesinych stóp. Wafel w tym czasie zażarcie dyskutował z KKK o wyższości krótkiej formy nad prozą poetycką. Nie doszli do porozumienia. Damska toaleta została zamknięta. Ogólnodostępne gumofilce, używane w trudnych dla lokalu przypadkach, stały nieużyteczne, gdyż woda w damskiej toalecie sięgała kolan.
Tara wpadła na świetny pomysł.
- Olesiu, dziecko, idź skorzystaj z męskiej toalety. Postawimy Żubra i KKK do pilnowania drzwi, a Wafelek cię przeniesie.
Olesia pokryła się rumieńcem na samą myśl o męskiej toalecie. Rumieniła się, rumieniła, aż w końcowej fazie rumienienia huknęła głosem, którego nikt się nie spodziewał:
- Wafel, nastaw dłonie! Skaczę! Żubrze, KK, czy jak ci tam...biegiem!
Dopadli drzwi męskiej. Olesia zeskoczyła ze złożonych w łódeczkę dłoni Wafla, chłopcy zaparli się, tworząc łańcuch pomocy w przypadkach nagłych.
Gdy wrócili, Olesia długo milczała. Nikt nie mógł z niej wydobyć, co się wydarzyło w męskiej toalecie. W końcu spojrzała z rozpaczą na Oxyvię i cichutko szepnęła:
- Wiesz, tam biegają gołe kobiety. Jak mnie zobaczyły zamarły na ścianach w pozycjach erotycznych.
- Bardzo erotycznych? - Oxy nie była nigdy w męskim wc z gołymi kobietami.
- Bardzo...dosyć...bardzo - szeptała Olesia ze łzami w oczach.
Tara pogłaskała ją po głowie i powiedziała:
- Wiesz, pracowałam swego czasu w banku. Tam to dopiero kobiety zalegały ściany. To był
bank nasienia.
- A może ktoś opowie jakiś dowcip? - Ania Ostrowska próbowała odwrócić uwagę dziewczyny od drażliwego tematu.
- Niech Żubr opowie o bułeczce i pączku - Olesia poczuła się wyraźnie bezpieczniej na znajomym terenie.
- No dobra. Jedzie tramwaj... - zaczął Żubr.
Wszyscy ryknęli śmiechem, a Tara nagle przypomniała sobie, że miała być dzisiaj w pobliskim kościele, albowiem zamówiła mszę w intencji Środowiska.
- Żubr, opowiadaj baardzo wolno. Sprawdzę, jak tam msza i zaraz wracam - złapała laskę i nad wyraz lekko (zważywszy, że nie była najmłodsza) wybiegła z sali.
Tymczasem Żubr rozciągał dowcip w nieskończoność. Olesia kiwała głową, jakby nadawała rytm jego opowiadaniu. Słuchacze gubili wątek i zaczynali się ślinić, patrząc, jak dziewczyna gryzie zapamiętale cytrynę, wyciągniętą z piwa i oblizuje majestatycznie drobne paluszki umazane kwaśnym sokiem. Tara zdążyła wrócić na finał dowcipu, ale nie rozśmieszył jej, gdyż nie śledziła rozwoju akcji i pogubiła się w fabule. Żubr obiecał, że przy najbliższej okazji opowie tę historię raz jeszcze. Olesia zobligowała się, że mu przypomni.
Nagle, uwagę wszystkich odwróciło wydarzenie z pogranicza magii, czarów, czy czegoś w tym rodzaju. Pod sufitem, w kłębach dymu z papierosów, niczym na wygodnym posłaniu, leżała tajemnicza postać. Jakież było zdumienie Lalki, gdy rozpoznała wyalienowanego Zetpeba.
- Zetpeb! - wrzasnęła. Co ty tam robisz, do cholery! Ty nas monitorujesz! To ma być alienacja?! To się nazywa perfidne szpiegostwo! Wylecisz ze Środowiska, zobaczysz!
Tara, z zachwytu niezwykłością sytuacji, przestała machać wachlarzem - pamiątką z Hiszpanii, co spowodowało nagły odpływ dymu spod wyalienowanego ZnanegoPoetyB i jego duch runął na dół, wprost na głowę staruszki, zrywając jej piękne loki. Okazało się bowiem, że był to misternie wydziergany berecik - na tyle misternie, że nikt nie zauważył różnicy.
Tara, zakłopotana w granicach normy, wycelowała laskę, zakończoną rączką w kształcie penisa w winowajcę i teatralnym szeptem wysyczała:
- Zetpeb, przeklinam cię! Won ze Środowiska! Chyba, że przestaniesz się alienować?!
I w tym momencie zadzwonił telefon, a Poeta zniknął.
- To mój dzwoni! - krzyknęła Lalka. Zetpeb, to ty? Gdzie cię nosi, do diabła! Siedź na tyłku i weź się za pisanie wierszy. Dostałeś warunek, nie masz wyjścia, bo cię wyalienują definitywnie i nieodwołalnie!
Telefon Lalki rozładował atmosferę. Wszyscy odetchnęli.
Gdy spotkanie dobiegało końca, w drzwiach stanął funkcjonariusz, uginając się pod ciężarem wielkiego pakunku.
- A co babcia tu robi? - zwrócił się do Tary ze źle zamaskowanym zgorszeniem.
- Integruję się, dziecko. A co ty tu przyniosłeś? Gitarę?
- Znaleźliśmy to na peronie, na Centralnym, ktoś wywalił pudło przez okno, z tym adresem i nazwiskiem babci. Więc przyniosłem. Otworzyć? Ale nie mam czym. Może ktoś ma wytrych?
- Ja mam ostrogi przy kowbojkach - pochwalił się KKK i zadzwonił ostrogami. Po czym zgrabnie wykręcił stopę i otworzył pudło.
Ze środka wysunęło się ciało długowłosego, na oko - piętnastoletniego chłopaka.
- Mam żonę - rozwiał wątpliwości i znieruchomiał.
- Znieruchomiał - zauważył Żubr z twarzą wolną od wszelkiego grymasu...

to jeszcze nie koniec

- Oddycha? - strach siał spustoszenie w spojrzeniu Wafla - coś mi to ciało przypomina. Czekajcie, spionizuję je wizualnie.
- Mi też - szepnęła zawstydzona Olesia, patrząc na tylne partie chłopaka, te w spodniach.
Oxyvia podeszła zdecydowanym krokiem, pochyliła się nad ciałem i powiedziała:
- Mam wieloletnie doświadczenie z młodzieżą. Chłopcze, proszę natychmiast wstać! Wstań! Dzienniczek i do kąta!
- On jest, poniekąd, w kącie. Płaszczyzna ściany tworzy z płaszczyzną sceny kąt rozwarty - zauważył analitycznie Żubr.
- Chłopcze, wstań, bo zawołam pana Kazia od wuefu, a wiesz, że z nim nie ma żartów - rozpędziła się Oxyvia, chociaż jej mina wyrażała nieoczekiwaną bezradność wobec uporu leżącego nieznajomego.
- Może sprawdźmy, czy oddycha - przytomnie zaproponowała Ania Ostrowska, podeszła do ciała i przyłożyła do ust lusterczko powiedz przecie - może on, po prostu, śpi?
- Zrobię mu usta-usta - Tara ruszyła do chłopaka, postukując laską.
Głowa uchyliła powiekę, sprawdzając, która z pięknych kobiet spełni marzenie właściciela głowy.
Gdy chłopak zobaczył nad sobą rączkę laski staruszki, zerwał się na równe nogi.
- Ukradli mi gitarę! - wrzasnął i zaczął szlochać - w Warszawie! w pociągu z Krakowa!
- Nesskafe Miseczka! - zgodnym chórem zawołali zebrani.
- Opowiedz, chłopcze, jak to było - zachęcała Oxyvia zawodowo słodkim, pełnym współczucia głosem. Ale najpierw wytrzyj nos.
- Nie ma chustek. Nieprofesjonalny kretyn! Poeta musi mieć chustki - Żubr zrobił minę, bynajmniej, nie uprzejmą.
- To jakaś zasada? Imperatyw? - kontynuowała swoją pasję poznawczą warsztatu poetyckiego Ania Ostrowska.
- Jak poeta czyta swój wiersz, a na sali są laski, a laski zawsze są na sali, to zaczynają ryczeć i nieestetycznie leci im z nosa - Żubr zrobił minę pt. wiem coś o tym.
- Wiesz coś o tym? - Ania patrzyła z uwielbieniem na mówiącego.
- Przestańcie z tymi chustkami! Czy ktoś mnie w końcu wysłucha? U k r a d l i mi gitarę! w Warszawie! - zaczął tupać zaryczany młodzieniec.
- Ty, Nesskafe! uspokój się! Dobrze, że żona cię nie widzi! Weź się ogarnij! - z niesmakiem zauważył KKK.
- Dajcie mu piwa! - Tara wiedziała, jak wyciszyć mężczyznę i podała mu kufel żubra.
- No, opowiadaj! - Marzena Obserwejszyn wystawiła głowę zza oparcia kanapy i wszyscy nagle przypomnieli sobie o jej istnieniu.
- Marzena! A co ty tu robisz? Kiedy przyszłaś? - pytały dziewczyny.
- Jestem od jakichś pięciu godzin.
- Taak? To miłe - uprzejmie zauważyła Ania Ostrowska, gdyż uprzejmość była wiodącą cechą jej charakteru.
- No, dawaj, chłopaku, co z tą gitarą? - Tara kochała muzykę, a jeszcze bardziej muzyków. Kilku przewinęło się przez jej życie erotyczne. Gitarzystów również.
- No więc... - zaczął Nesskafe.
- Nie zaczyna się zdania od "no więc"! - obruszyła się Oxyvia zawodowo.
- Właśnie! - Olesia zawtórowała cienko, acz stanowczo - uczyli mnie tego na Uniwerku!
- Jeszcze raz, chłopcze! Proszę, zaczynaj! - Oxyvia przysunęła do siebie serwetkę, wyjęła słomkę ze szklanki po piwie i zrobiła gest oczekiwania, jak przed wystawieniem oceny z odpowiedzi.
- Wracałem z Krakowa. A żona mi ciągle powtarzała: "nigdy nie bierz cukierków w pociągu od obcych, Nessa!".
- To po to pojechałeś do Krakowa? Żeby żreć cukierki w pociągu?! - brak logiki wybił Żubra z zadumy.
- Pojechałem do M. Krzywaka, pomyliły mi się daty, nikogo nie zastałem i postanowiłem zdążyć na spotkanie do Warszawy.
- I zdążyłeś, witaj, chłopcze! - dym i atmosfera upajały Tarę coraz intensywniej.
- Siedziałem sam w przedziale, grałem sobie Nie przenoście nam stolicy do Krakowa, nucąc cichutko. Nagle weszło dwóch i spytało: "te, koleś, coś ci nie pasi? co masz do stolicy? chcesz cukerka? ". Chciałem, bo mi zaschło w gardle od tego śpiewania. To mi dali.
- Pomyśleli pewnie, że jesteś głodny, wyglądasz na głodnego. Ja zawsze tak wyglądam - ze znawstwem wtrąciła Olesia.
Zapadła cisza.
- No, dalej, póki co, odpowiedź na trzy z dwoma - zawołał wieloletni profesjonalizm Oxyvii.
- Nie ma "dalej". Ocknąłem się i zobaczyłem nad sobą twarz staruszki, a resztę już znacie - o kurwa! Jak ja się pokażę w domu bez gitary! - rozszlochał się od nowa.
To już zaczynało być nudne.
- To już zaczyna być nudne - wykrztusił Żubr i ... wszyscy się rozeszli.

koniec





www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=102925

Opublikowano

I milczeć źle i odezwać się głupio :) Nie będę się narażać więc na razie tylko o sobie. Tamaro Te! Strach pomyśleć co jeszcze agentom wpadło w oko i w ucho; nawet już po tym jak nas opuścili, pewnie zostawili pluskiewki, co?
A'propos "kto ją tak naprawdę wie". NIKT! Nikt nie wie - i niech tak zostanie! Słyszysz? Za niezwykłą urodę dziękuję, szkoda, że pewien szczególny mężczyzna tego nie słyszy. Spodobać się kobiecie - ho! Ho! Wcale nie szkodzi, że osiemdziesięcioletniej. Sweter okresowo mogę wymieniać na lisa. Z grafomanią wszystko Ci się pokręciło, na przyszłość, Aniele, bardziej uważaj na tyskie przy żubrze - pozdrawiam i do następnego razu - Ania Ostrowska

Opublikowano

Oświadczenie.
W związku z zaistniałą sytuacją zmuszony jestem już na wstępie zaznaczyć, że wszystkie opisane przez Agenta wydarzenia i osoby są prawdziwe a mój brak świadomość przebiegu spotkania spowodowany jest pomrocznością jasną ewentualnie niejasnością (zasłona dymna) panującą w pomieszczeniu.
Wszystkim żywotnie zainteresowanym swoją obecnością w raporcie sugeruję niezwłoczne udanie się do najbliższej nocnej kancelarii prawnej w celu pozyskania Adwokata ( może być bez jajek).
Krzysztof Konrad Kurc
P.S.
Żadne stworzenie żywe nie ucierpiało podczas spotkania.

Opublikowano

Gdyby wydano mnie w ręce Ynkwizycji, chciałabym, żebyś to Ty spisywała paragrafy - łamana kołem wykrzyczałabym kapturom;
Tak!
Tak!
A jak!
Kocham czarownicę!
Kocham Tarę!
I nie mogę przestać myśleć... o Jej lasce!
;D!

pisz, Magda, nie przestawaj, cholero :)))
kaśka.

Opublikowano

cholera, ze tak powiem, jako ta nieosiemdziesięcioletnia ale zawsze... czytalam z otwartymi ustami, czyli z rozdizawioną gembom, bo tak lepiej wchodzą
słowa
zafascynowałam się w tym, w tej..
no, atmosferze spotkania, i baaardzo żałuję, że nie mogłam zrobić usta-usta Messalinowi, hihi
Tamaro, jesteś pełna niespodzianek, kocham cie ;)))
nie pomyśl sobie ze cośtam, a fe:P

a zdjęcia bedom?
cmook

Opublikowano
dr Jekyll i pani Hyde wyszła na jaw
zza stołowej nogi, spod dywanu wysunęła oczko
zabranym na przywitanie udzieliła reanimacji uśmiechem

papieros cygarem nie trąci sąsiada z lewa
z prawa piją mocne trunki przegryzając rozmową
o tym i tamtej poezji

wiersze się piszą same na sali balowej
na kartce papieru notuje ktoś akty i fakty
z życia Warszawy


taki tam ode mnie:)

TT jak Audi:)) solidne, charakterystyczne, o świetnej linii dialogu
dialog sprawozdawczy w najwyższym wydaniu
pozdrawiam
r
Opublikowano

Magda! Faktycznie jesteś czarownicą!
Tamaro Te! jesteś moją kokainą!
Bo jak wytłumaczyć fakt, że za każdym razem, kiedy przechodzę obok kompa to nie mogę się powstrzymać, tylko MUSZĘ! Kurtka! MUSZĘ, przeczytać Twoje sprawozdanko?
Od śmiechu całkiem już ochrypłam i porobiły mi się zajady.
Smutno mi się robi dopiero, kiedy czytam KONIEC.
Pocieszam się, że po tym końcu nastąpi SZYBKO początek.
Nie mogę się doczekać!

Buziaki, takie soczyste, prosto z krzaka!
:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

Opublikowano

Normalnie "Madzia w Krainie Czarów"! ;-D
Czuję się, jakbym była śniona przez czarowną Czarowniczkę! Razem z kilkoma innymi osobami z cyganerii poetyckiej, które też nie są w tym śnie sobą, ale za to jaki mają urok baśniowy! W dodatku pojawili się nawet Nieobecni!
A nowy komentator MARZKOB doskonale parodiuje podwójne osobowości niektórych sklonowanych poetów Orga, zwłaszcza Zetki. ;-)))))
Buziaki, Magdo z Tamaryszku! :-*** :-)

Opublikowano

No to pora na odpowiedzi!

Aniu Ostrowska - z tego zaskoczenia zwiędł był Twój znany krytycyzm, który, skądinąd, kocham i
nie poprawiłaś błędów, których było bez liku i pewnie są, również po korekcie. :) Ale czuję pod skórą, że nie jesteś nieusatysfakcjonowana. Dziękuję.


Oxyvio - wiesz doskonale, że wiedźma wiedźmie - siostrą - ;D dziękuję za użyczenie nicku i
Osobowości.

Magdo Taro - hmmm...

KrzychuK(ba! wbrew pozorom)Kurc - wypijemy tego Adwokata niebawem! obiecuję :D z jajem!

Kaśka - haha! trafiłam w twoje klimaciki :* mniam! oj, poobracałabym ja cię na rożnie! Dzięki!

Stasieńko - a co tam! że coś tam! miłość jest wszechogarniająca! i spada szałem jak, duch wyalienowanego, za przeproszeniem, bubaka - niespodziewanie i w najmniej oczekiwanym momencie! kochaj mnie, a co! dzięki :*

PanieB. - kocham cię za ten wiersz miłością zwierzęcą (gatunek do wyboru), wiersz godny adresatki(tek) i jej opowiadania. dziękuję najpiękniej, jak umiem......nie wiem co lepsze, cholerka! dobra! przybij piątkę! buziak!

MARZKOB - jesteś moją kokainą śpiewa Soyka - trafiłaś! rozpłakałam się tym soyką...
dziękuję MARZcilos! i czekam na ciebie, kochana :* teraz Ty!!!!!


No a teraz najtrudniejsze! podpis :(((((((((
TaMara Te, albo
Tara MaTe, albo
TaMara Te, albo po prostu
Magda Tara

za dwunickowość przepraszam, ale konwencja...jest konwencja!

Opublikowano

Tamaro, skąd Ty przybywasz?! Piszesz z niezwykłym polotem a ja Cię tu widzę po raz pierwszy.
Dziewczyno, jesteś niezła, zaprawdę powiadam Ci. Ten Twój styl osłabia moje śluby i przyrzeczenia. Wprowadza mnie w uliczkę zachwytu wybrukowaną pięknymi słowami i wartkim prześmiewczym stylem, który bardzo lubiem. Bądź pozdrowiona i pisz, pisz więcej... Jezusie Nazareński a skąd ONA się wzięła?!

Opublikowano

Magda, to Ty... teraz doczytałem do końca... ale metamorfoza... jestem pod wielkim wrażeniem.
Siedzi w Tobie Janioł i gra w karty z Lucyperem. Ło matko i córko... dobraś Ty, oj dobraś...
Miękkim w pęcinach, jak siny nos pod spożyw- Chuck'iem. Bądźże pochwalona.

Opublikowano

Dobrze, że przeczytałammm! Tamaro! Brawo! Wprawdzie się nie śmieję, bo mi smutno tak "po całości", ale druga część, zwłaszcza z duchem Bubaka i przystojną przesyłką w futerale....cudko! Taro, ożeń się ze mną! Kocham Cię, Para dla Tary! Mniam, mniam! Kiedy umrę, zamawiam u Ciebie biografię! Co tam, niech rodzina buli:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



:D
jak się z Tobą ożenię to ja będę Twoją rodziną, dostaniesz biografię za darmo! już Ci mówiłam, że
masz mnie...tak? :D i to jak! poczytaj to parę razy, uśmiechniesz się - obiecuję, ja też tu przychodzę, jak po terapię śmiechem (też mam dzień bez uśmiechu)
dzięki, Paruniu i uszy do góry, a drzewa są po to, żeby je kochać i wtulać się w nie!
pamiętaj
:*

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krakoski givre m'enchante ─── „Ah ! Comme la neige m'a délaissé, Lavé mon cœur de sa pluie... Parmi les jours engivrés, Je m'enivre de mon ennui... Je m'engivre de mon destin..." [Hors d'] Nad moim półmiastem niebo mrozem zamarło, Jak ta na szybie łza, Nad moim niekrajem śnieg śnieży tak, Że świata okno mgłą szron skrył, jak moje ciało, Jak szybę życia, w mrozu ogród spopielił w białość... [Res medium] Nad moim niemiastem niebo tętni niczym czerwca odpust. Niebo delikatne jak najnowszy nów, A o zachodzie rzeka szara hymn śpiewa w słońca blues – Tam śpiewa „Alleluja” even bruk. A ja chwytam je szczytem serca… Szukaj spokoju tam, gdzie są ci ofiarowani: Ten czerwiec, Miłosz, Mrożek, Lem, i… To niebo ołowiane… Ono ci Ojcem, a synem samotrzecim – ty… O, niemiasto me! Sponiewierałem cię w rozterce... Jest tam na zachodzie – żelaznych ptaków port, Na północy – łuna Kombinatu Toksycznych Zórz. Na południu – aluminium płonący kort, Na wschodzie – matecznik, puszcza puszcz, A pod stopami, zwiędłycu map gorszy sort... A tu – północnych zorzy łuna łun, Tu – zachodniego wiatru arktyczny szkwał, O wschodzie, rzeki rzek szał – Na południu – jezior, jezior, jezior szum, A ponad mną ptaków powrotny klucz… Szukam podniety tu, gdzie śnią niemożliwy sen: Wciąż luty, Atwood, Cohen i Arcand… Śnieg, śnieg, w śniegu świat, po świata kres… Ona dobrą macochą mi, ma compagnonne, ma femme, Ta ćwierćojczyzna ma.   Ô mal adresse! Grzeszysz absencją co dzień, (Ja, je manque à l'appel)…, Tu, w inazylu mym, w abstraktu zastygły chłód: Fale, co w stalaktyty roztrzaskują się o Saint Laurent, Niebo ponuro zwisłe (comme chez Arcand), Tu, w nienowym Brest, słońca blask krwawy jak Cronenberg, Jak fleuve, co rozbija się o brzegu głód, Jak nadzieje na Saint-Jean, co rozbijają się o świtu brzeg… „Znajdziesz w końcu ujście”, szeleści mego serca prąd… "Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d.” Tam, w Laskach mych, lawą tryska żar: Wisły fal, co w czerwca skwar lgną do Ojcowskich skał, Nieba płonącego jak tańczący w Czar Par, Słońca, co zacina się jak album Lady Pank, Jak anioł stróż o Pod Aniołem budy bar, Jak Smok, co od wieków nie przestaje ziać, Jak ci, co pod Adasiem zimnym wzrokiem będą wciąż z bukiecikiem stać… [Ars carnae] "Nigdy nie znajdziesz spokoju”, mówi Pismo. A Słowo odpowie: „Nic się już nie zmieni”, Więc wybacz swym demonom, że im coś nie wyszło, Że twoje przywary są z tej tu ziemi, Że Omnia Tua – to duszy letniość, Bo dzwon Zygmunta zagrzmi w te tony: „Chwileczkę, proszę, będzie pochwalony… Nie wiś u diabła rękawa wciąż, dbaj o duszy higienę, Ta historia z szewczykiem poszła… w zapomnienie"... Masz tu port-aero na Zachodzie (na życia uciechy), Na Wschodzie – kołyskę (choć wątpliwego…), Na Północy – mumię tego (wiecznie żywego), Na Południu – góry z góry (to za grzechy…)! I choć niebo skwarne to jak u Chełmońskiego, W Mieście Krakuff wszystko jest tak niezmienne, Jak fale opływające Most Piłsudskiego… „Wszędzie znajdziesz jakąś miłość, niby ukojenie” – Tak szepce wzruszeniem nad sztuk sztuką Ułamek-Ławica, „Wracaj do źródeł”, krzyczy rozumu Labrador… "Jesteś, skąd jesteś, nie ma dla ciebie miejsca na tej zmieni;” I arktycznym prądem przeszywa cię jak matador Świadomość ta, dotąd skryta w dni cieniu: "N i e j e s t e m s t ą d.” - Kerouac z Księżyca. Tu, w szpitalnego korytarza półmrok wpadł lodowaty Iqualuut wwiew: Fali Saint Laurent, co w grudniową noc lasi się do bazaltów Ex Machina, Nieba zamarłego jak więźniarki w Unité 9, Słońca, co jest puste jak poczta głosowa Dédé Fortin'a, Jak bar przy boulevard Hamel, gdzie diabeł się sam upija, Jak wieloryby w Tadoussac, którym w płetwach zaparło śpiew, Jak Sacrilège'u ostatni zew… [Ars carnae] "Wciąż tylko wiatru niepełny niepokój”, mówi człowiek. A świat odpowiada: „Za późno”, Więc nie daj diabłu zapomnieć, że zrobił za dobrą robotę, Że twoje przedmioty stoją po złej oceanu stronie, Że your słowiańska krew – tutaj żebrze na próżno, A Notre Dame des Âmes Perdus ten tekst wydzwoni: „Proszę nie czekać, ten kraj jest zastrzeżony… Uprasza się nie wydzwaniać po Anioła Stróża, Ten numer z Winnetou się zajął, jak w lesie róża." Mam tu autoport na Zachodzie (po przebiegu), Na Wschodzie – Atlantyk (ten od Atlantydy…), Na Północy – las les Laurentides (wiecznie w śniegu), Na Południu – Stany (zastane w dyby)… I choć niebo tu twarde tel un Riopelle, W Citadelle wszystko wciąż płynie w kierunku, Jak fale, co Pierre Laporte wzięły na cel, Jak niestała stal Pont de Québec (ciągle w obstalunku)... „Niby znajdziesz miłostkę, pół-upojenie tu” – Tak dyszy pełną piersią chóru z Baru Fou ostatnie westchnienie… „Wracaj do źródeł”, wonieje morału swąd… "Gdziekolwiek byle nie tu, w każdym innym kącie ziemi, nie kryję, że nie mam do ciebie przekonania, nie rozumiesz, w y m i s t ą d!" [Pièce de résistance] „Religia to pokój Boży” – głosi Księga… chyba na Początek, Lecz czasopismo prawdę powie ci: „Nic się nie zmieni, Bo twoje pragnienia i cały tlen na ziemi, Wszystko, co nosisz – nie jest warte twej kieszeni”… A co ze spokojem? Pytia spokojnie odpowie… I ma rację ona, nie Kasandra: Czy tu czy tam, będziesz tracił zdrowie, To po co ci za każdym razem stłuczona filiżanka? Szukaj więc miejsca, gdzie uwierzysz chyba, Że ten luty to nie twoja Kasandra, Lecz wiecznie ci obiecywana Aleksandria, A tamten czerwiec – nie liczy się w rejestr, jak Atlantyda... Choć niebo i tu, i tam, i u Ubu, Jest jak diament ogniste, twarde niczym płomień, A o zachodzie, Popiół-Dni cię wita: „Zapraszamy do klubu!”, A zaschły atrament parkietu telegrafuje: „Wolny pokój tobie...”, I nawet twój pokój ci powie: „Daj pokój”, A coraz pustsze mieszkanie odrzeknie: „Tak z boku!” [Dés serres] Ach! Jak pada śnieg! Me okno w szronu sad rozkwitło... Ach! Wątek dni się rozsnuwa! Nad niemoim miastem niebo martwe jest, Jak ta łza, co uniknęła mego pokoju świetlikiem. Ach! Osnowa nocy światłu sztabę zasuwa... Ach! Ciemność widzę! Skąd przyjechałem? Dokąd jadę? Mróz ściął me nadzieje wszystkie: Jestem Południowym Krzyżem – Porzucony przez Polarną Gwiazdę... Ach! Gdzież smak poutine? Tak tęskno, tęskno mi... Ach! Jak śnieży śnieg! Wśród mrozem skutych dni, Ach! Ściął się życia ścieg... Nie tak.. A mad moim Uhr sierpień w śpiew jak w śnieg brnie, W śmiech, co strzaskał Hadesu drzwi! Ach! Wątek snów światło otworzyło mi! Ach! Widzę jasno: Skąd przybywam, gdzie gnam! Żar rozjaśnił duszę mą: Jestem jak lipca skwar – A tyś – moją ciemną Gwiazdą... Ach! Ten Cracovii smak! Ach! To mój gwiezdny czas... Wśród nocy, szalony bieg Ach! Spiął się życia ścieg... Ach! Jaki słońca blask! Tak.. [Ars carnae] I choć w Neverland „Wszystko, co masz, wciąż przekwita” (Tak mówi ci do ucha fala, która rozbija się po porcie Οὐτοπία)... To: „W Śródmorzu nie Mieć, lecz Być Różą zakwita”; Tak śpiewa ci rozbitek tysiąca nocy Acquae Vitae: "سقطت في هاوية التعاسة" ───  
    • Starzec i dziecko siedzieli na brzegu strumienia, gdzie woda cicho płynęła między kamieniami. Wokół nich rosły bujne trawy, a w powietrzu unosił się zapach ziemi i wilgoci. Dziecko patrzyło w wodę, a jego oczy błyszczały od ciekawości. Zauważyło coś na dnie strumienia – coś, co wyglądało jak mały, złoty przedmiot. Zapytało, wskazując palcem na wodę: – Co to jest? Starzec uśmiechnął się łagodnie, spoglądając na błyszczący punkt w wodzie. – To, co widzisz, jest tylko odbiciem. Ale to, co widać w odbiciu, może być czymś więcej, jeśli pozwolisz swojej wyobraźni popłynąć z nurtem. Wyobraźnia jest jak woda, która płynie w strumieniu – nie zatrzymuje się na jednej rzeczy, nie twardnieje w jednym obrazie. To nie jest świat, który musimy dosłownie zobaczyć, ale przestrzeń, w której wszystko może stać się możliwe. Wyobraźnia nie zna granic, bo to ona wyznacza, co jest realne. Tak jak woda w strumieniu nigdy nie jest tym samym nurtem, tak i my, gdy pozwalamy swojej wyobraźni płynąć, możemy przejść przez miejsca, które w rzeczywistości nigdy by się nie zdarzyły. Możemy być wszędzie, gdzie tylko zechcemy – w świecie, który kształtuje się w naszych myślach, w przestrzeni, którą sami tworzymy. W wyobraźni kryje się nasza wolność, nasza zdolność do bycia kimś innym, do spojrzenia na świat w inny sposób, do twórczego kształtowania rzeczywistości. To ona daje nam odwagę, by marzyć, by wierzyć, że to, co niemożliwe, może stać się możliwe. Bo w wyobraźni nie ma ograniczeń. Ona jest jak strumień – płynie, zmienia koryto, rozlewa się w nowych miejscach. A my, jak dziecko, możemy ją obserwować, pozwalając jej prowadzić nas do odkrywania nowych światów, nowych prawd.  
    • Meł to Kaziu: ta tu, i za kotłem.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...