Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

11. Przepraszam



Przepraszam że napisałem źle
Przepraszam że to co mówie jest nie tak
Przepraszam że to co moja dusza śpiewa jest złe
Przepraszam że napisąłem złą piosenkę
Przepraszam, kotku nie płacz napisze na nowo!
Przepraszam kotku o nie!



ref.

Przepraszam mała to nie tak
Przepraszam mała to tak jak by wiał wiatr
Przepraszam mała to coś dzieje się w nas


Przepraszam że napisałem złą piosenkę
Przepraszam że płaczesz
Przepraszam, starałem się tak dlugo
Przepraszam napisze jeszcze raz
Przepraszam kotku, poprostu przepraszam
Przepraszam, mała nie płacz

ref.

Przepraszam mała to nie tak
Przepraszam mała to tak jak by wiał wiatr
Przepraszam mała to coś dzieje się w nas


Przepraszam że napisałem tak
Przepraszam że to nei ma sensu
Przepraszam, jesteś jedyna
Przepraszam nie chce dzielić tobą się
Przepraszam, cos z nami jest nie tak!

ref.

Przepraszam mała to nie tak
Przepraszam mała to tak jak by wiał wiatr
Przepraszam mała to coś dzieje się w nas



Przepraszam to nie ma sensu
Przepraszam mala nie płacz
Przepraszam próbowałem od tak długa
Przepraszam ale kocham
Przepraszam ale nie płacz!

Opublikowano

wiecie, jest to mój 11 tekst, ktoś kto śledzi dobrze to forum wie że...a co tam nie bede sie tłumaczył, nie jest to techno hip czy disco, jest to rock, może nie wygląda ale to tylko tekst,tylko pare słów, prostych i nie wymagających ale takich na prawde do kogoś i o kimś pap oceniajcie :p

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...