Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witaj, Żaczko :)


czy tu nie powinno być:


powietrze na chwilę zawisło
nad bibelotami gotowymi do wylotu
i kilkoma wspomnieniami

przejrzałych miłości

światło gaśnie dla milczących
oglądają się za siebie
mrużą oczy
a życie zastyga w nieobecność
ciągnącą się

latami


??
ale może źle czytam.

Pozdrawiam :)
/b

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jak zwykle roztrzepane i jak zwykle prawdziwne :)
zastanawiają mnie te 'wylotowe bibeloty',

a życia nie da się poukładać, od czasu do czasu można je tylko trochę przyczesać ;)
buźka :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jak zwykle roztrzepane i jak zwykle prawdziwne :)
zastanawiają mnie te 'wylotowe bibeloty',

a życia nie da się poukładać, od czasu do czasu można je tylko trochę przyczesać ;)
buźka :))
wylotowe bibeloty, takie które zagracają, ale szkoda się pozbyć
dzięki f.isiu, cmooka mocno
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bea, masz rację, po poprawkach w drugim wersie,nie poprawiłam następnego:P,
dzięki moja bystra obserwatorko, cmook


szczerze mówiąc, to w krótkiej formie wiersza ujęłaś coś, co mnie zajęło kilka stron a4. i też o tym mrużeniu oczu coś było :)
zauważyłam też, że wydanie tomiku łączy się tu ze znikaniem z Zetki. - dziwny objaw. miło Cię widzieć, nie uciekaj więcej ;)

Cmooki jak smooki ;)
/b
Opublikowano

poukładać życie

powietrze na chwilę zawisło
nad bibelotami gotowymi do wylotu
kilkoma wspomnieniami

przejrzałych miłości

światło gaśnie dla milczących
oglądają się za siebie
mrużą oczy
a życie zastyga w nieobecność
ciągnącą się

latami

Kilka wspomnień przejrzałych miłości, światło gaśnie, oglądają się za siebie, życie zastyga w nieobecność - historyjka z cyklu " Znacie ? To posłuchajcie ". Może i sympatyczne ale do szybkiego zapomnienia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mój miły Lecterze, czasem dobrze jest nie pamiętać...
zaśmiecanie pamięci jest niezdrowe, wręcz chorobotwórcze,
są ważniejsze sprawy do zapamiętania, wiersze takich wierszokletów jak ja- uważam powinny nieść zapomnienie:)
bo są chwilą i same żyją chwilą,
to co, tak sobie dumam:)
ale miło że wpadłeś:)
uściski
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


cmook


szczerze mówiąc, to w krótkiej formie wiersza ujęłaś coś, co mnie zajęło kilka stron a4. i też o tym mrużeniu oczu coś było :)
zauważyłam też, że wydanie tomiku łączy się tu ze znikaniem z Zetki. - dziwny objaw. miło Cię widzieć, nie uciekaj więcej ;)

Cmooki jak smooki ;)
/b
Kochana jesteś, byłam nieobecna prawie 3 miesiące, wyjazdowe za morze:)))
do tego, kto jest nieobecny latami :)
uściskowywuję Cię!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ładne, smutne, dojrzałe i dlatego prawdziwe. Prędzej czy później przychodzi taki moment, kiedy trzeba coś, nawet wszystko zacząć od nowa.

Pozdrawiam.


pisz czasem -
mój nowy adres
delete

O Boski, ten kasujący adres, to jest właśnie to :)co powoduje smutek:(

dzięki i miłego wieczoru

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow man to chyba zrozumienie i poprawa
    • @MIROSŁAW C.   Bardzo dziękuję! Pozdrawiam.  @Rafael Marius Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :) 
    • Już wiem, że to sen. Ta wiedza niczego nie ratuje. Biegnę, a raczej zapadam się w bieg. Jak człowiek w melasie. Ruch istnieje, ale nie ma prędkości. Miasto znam. Na pewno znam. Byłem tu kiedyś. Albo śniłem, że byłem. Ulice rozpoznają mnie szybciej niż ja je. Bruk pamięta ciężar moich stóp, choć nogi mam z opóźnionej decyzji ciała. Próbuję przyspieszyć. Ciało nie wierzy. Każdy krok ciągnie się jak źle postawione zdanie, którego nie da się cofnąć. Asfalt ma temperaturę krwi. Wpija się w podeszwy. Zlizuje moje imię z dowodów istnienia. Oddycha. Przytrzymuje mnie jak dłoń na karku. Wciąga sznurówki, resztki tętna. Miasto bierze mnie małymi porcjami. Ktoś jest za mną. Od pierwszej sekundy mojego snu. Słyszę go w zmianie powietrza. W tym, jak cisza robi się cięższa. To drapieżnik. Nie ma twarzy. Jest jedynie negatywem światła, pustym miejscem w strukturze atomów, które wypełnia się moim strachem jak naczynie krwią. Poluje. Jego obecność zagęszcza ulice. Oddech ma wagę betonu w ruchu. Nie słyszę kroków. Słyszę, jak pod jego ciężarem pękają cząsteczki powietrza. Jest tak blisko, że moja własna skóra próbuje się odwrócić, by go nie widzieć. Wie, że nie muszę się spieszyć - to ja muszę. Uciekam w kręte uliczki. Znam je. A jednak nie wiem, gdzie jestem. Miasto przesuwa mapę pod stopami. Znajome miejsca gubią nazwy. Nie ma kierunków. Jest tylko przód i to, co jest za mną. Moje stawy to zatarte łożyska, w których noc kruszy się na opiłki. Każdy krok jest gwałtem na geometrii ulicy. Nogi mielą noc jak zużyty mechanizm. Powietrze gęstnieje, opiera się płucom, myślom, strachowi. Oddycham za wolno. Przez chwilę sen patrzy na mnie. Jest w tym coś spokojnego. Krzyczę. Krzyk nie wylatuje. Zastyga w przełyku jak stygnące szkło. Rozrywa płuca od wewnątrz, bo świat nie chce go przyjąć Gardło pęka - ale krzyk wraca, wbity z powrotem w usta jak knebel z własnego ciała. Kamienice nachylają się tak nisko, że czuję na karku ich stęchły oddech. Zamykają powieki fasad. Miasto mnie pamięta. I to jest najgorsze. To miasto śni mnie dokładniej, niż ja potrafię śnić je. Bruk układa się w kształt moich lęków, zanim zdążę o nich pomyśleć. Drzwi są oczami. Okna - jamami ust. Nikt nie pomaga. W całym mieście nie ma ani jednego świadka, który chciałby mieć oczy. Cień za mną jest cierpliwy. Cień nade mną rozlewa się jak smoła, która zna każdy mój krok i wie, gdzie zwolnię. Upadam. Podnoszę się, ale moje kości mają już gęstość popiołu. Grawitacja tego miejsca nie chce mojego ciężaru, chce tylko mojego oporu. Drapieżnik już stoi przede mną. A świat za nim jest zagięty, jakby noc złożyła się na pół. Nie goni. Czeka. Aż do niego dojdę na resztkach ruchu. Serce wali w żebra jak pięść w zamknięte od wewnątrz drzwi. Sen dławi mnie ręką z betonu włożoną w gardło. Krzyczę. W nocy. Krzyk przebija sen, ściany, cudze sny. Budzi domowników - obcych świadków mojego pościgu. Pęknięcie. Światło. Budzę się. Sprawdzam dłonie. Pod paznokciami mam pył z tamtego bruku. Cisza w pokoju nie jest pusta. Ma ten sam ciężar, co tam, za rogiem. Z gardłem spalonym od krzyku. Z sercem, które jeszcze biegnie. Leżę w łóżku. Cisza oddycha obok. I nie wiem, czy to miasto istnieje naprawdę, czy tylko wraca nocą po mnie.          
    • @Gosława Jakże nie zerkać,                       jak ptaszek ćwierka. Sto lat Reniu.
    • @bazyl_prost Dzięki. Myślisz, że to oda do braku słów? Czy jeszcze coś innego?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...