Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

gdybym mógł wykąpać swą duszę
nakręcić umysł jak zegarek
zatrzymać czas by w miejscu stanął
widzieć oczami, co niewidzialne?
odnaleźć Boskie ideały
rozdarty sercem, a rozumem
by poznać prawdę, która patrzy
w najgłębiej skrytą tajemnicę
co dziś mi każe gorzko płacić?
grzesznym budować mu świątynię
bo ona, nie ma żadnych granic
która nie jedno nosi imię
obecna zawsze między nami
miłość, co w ludzkich sercach żyje

Opublikowano

Adolfie:cóż mogę Tobie powiedzieć? Dużo pracuję.
A że mnie tutaj widzisz, to to, iż się, nie wylogowuję.
Gdyż mam ku temu pewne powody. O których tutaj, nie chcę mówić.
W rzeczywistości to mam bana, ale go obszedłem;
i powróciłem na nowym nicku, jak widzisz.
Mogą mnie banować, ale ja i tak powrócę
i odrodzę się na nowo, tak jak Feniks z popiołów

Ave! J.L.S.

Opublikowano

M. Krzywak;Królik zająć jedna menażeria szpinakiem karmiona.

















+++

Rzekł Pan

Czy wszyscy mnie szukają?
Idą za mną.
Nie uwierzyli,
gdy Ja Zmartwychwstałem.
Ja wasz odkupiciel
umęczony krzyżem.
Byłem wam człowiekiem
Bogiem byłem.

Ja Chrystus

Idźcie za mną moją drogą,
moją prawdą.
Nie patrzcie oczami,
ale waszym sercem.
Upadła wasza wiara!
Ta nadzieja czynem!
Ta miłość, co była z wami
moim słowem.



Ja Chrystus.

Widziałem waszą trwogę
Ja obecny duchem.
Anioł mi z kamienia
grób otworzył niebem.
W śnieżnobiałej szacie
w aureoli słońcem.
Zatrzęsła się Ziemia
Ja śmierć zwyciężyłem.

Ja Chrystus.


***
Puszczy ostęp, ruczaj płonący,
dzikiego zwierza wodopój.


***
Marzenia moje. Przyszły bez zapowiedzi;
odeszły bez pożegnania.


Z głosu mojego Anioła

II

Gdybym odnalazł to źródło, gdzie
[Boskie śpią Anioły.
Raz je w śnie widziałem, a ono było
[tak blisko mnie.
I z moich oczu raz spadła zasłona - dla
[tej prawdy.
Wówczas jedynie, tam, widziałem te
[rajskie obrazy.

Wszak pogodziłem własne sumienie
[dla tej pokuty.
Ale Ty, nie musisz mi wierzyć,
[ani do mnie mówić,
Bo tylko człowiek wielkiego serca,
[może to widzieć.
Kto jest Adwokatem Boga i ma
[u Niego względy.

W nim nadzieja, która zaślepia z miłości
[nienawiść.
I wiem, że muszę się nauczyć sterować,
[omijać rafy.
Nie opuszczaj mojego statku: Może serce
[zbłądzić?

Gdzie sprawiedliwość jedyna mieszka
[w tajemnicy?
Powiedz choć jedno słowo mojej duszy
[dla pociechy.
Nakarm moje ciało swoją słodyczą;
[On nie słyszy?


IV

Taki byłem szczęśliwy nie wiedząc,
[co mnie czeka?
Nie mogę zamykać oczu, bym nie widział
[z prawdy.
Wiem, że mogę popełnić błąd, czy jestem
[bez winy?
Łatwo o grzech, który bym żałował
[do końca życia.

Kocham cię, ale nie tak jak Ty, jaka w tym
[sztuka?
Nie chcę, byś zniszczył moje ciało i duszę
[dla kary.
Wszak masz serce dla miłości, gdzie
[Twoje ogrody?
Komu się spieszy do nieba? Dziś nie będzie
[jutra.

Mnie jeszcze świat cieszy – mój Aniele,
[a nadzieja.
Jeszcze zwleka, raczej nie dla mnie złote
[kwiaty?
A czas kradnie mi jedynie wszystko
[bez pytania.

Co ma być to będzie, nie moje są w tym
[rozkazy.
Miłość w prawdzie, która daje też życie,
[zabiera.
Wieczność zawsze patrzy przez
[różowe okulary?


V

Nie chcę już płakać, ani się smucić,
niech powróci do mnie moja miłość.
Choćby na skrzydłach w tańcu z wiatrami,
Czy jesteś gotów - grzech mój wybaczyć?

Burza nadeszła - zniszczyła miłość,
tak serce dobre, za złe nam płaci.
Tak bez sumienia - żadnej litości,
jedno milczenie! Komu mam mówić?

Wszak ile mogę, na próżno czekać?
Nie ma na świecie - sprawiedliwości?
Przecież nie będę walczył z duchami.

Strzaskane serce w swej samotności.
Boję się boję... boję się śmierci.
Boże gdzie jesteś? Nie ma miłości?


VI

Chciałem przekopać raz kiedyś piekło.
Nieba sięgnąć z ducha dotknąć Słońce.
Czy grzesznik znajdzie zło w czystej cnocie?
Wątpię, gdyż szczęście to Boże dobro.

Znam Twoje imię, ale nazwisko…
Nie, na tej ziemi ja go nie znajdę.
Tylko w obrazie wszak Ciebie widzę,
lecz tak naprawdę, gdzie jest to złoto?

Anioł pokazał mi kiedyś złego,
samego diabła w swoim królestwie.
Och, jakże było tam strasznie ciemno,

trudno, wymówić, wyrazić w słowie.
Tam życie – śmierć w jednej chodzą parze.
Mówiłeś, że czas – zamiera w Tobie.


VII

Gdy mi nieba zabrakło, mówię tylko
[do siebie.
Serce moje rozdarte, tak jak papier
[na strzępy.
Nauczyło mnie życie patrzyć w te krzyże
[prawdy.
Raz je od Ciebie dostałem, i po co?

Co mi jest zapisane? To mnie przecież
[nie minie.
Gdzie są moje nadzieje, jaki ten świat
[jest mały.
Złudne piękno w iluzji, tu życie śmierci
[patrzy.
A w Twoje wierzyć szczęście – moja miłość
[nie żyje.

W prawdzie jaka to miłość, która je daje
[i bierze.
Kto mi to niebo maluje, kto mnie
[piekłem straszy?
Ale lepiej mnie zabierz z skąd przyszedłem,
[Aniele.

Ty własne stworzenie zabijasz
[na wszelkie sposoby.
A jak to duch może mieć Serce? Pytam się
[Ciebie.
Jedno w tej prawdzie ale – dla jakiej
[tajemnicy?


VIII

Tak to moja bujna wyobraźnia szuka Ciebie.
Narobiłeś nam obietnic, namieszałeś
[w głowie.
Wielu Bogów, przed Tobą było, po Tobie,
[Panie?
Jesteś jeden, ten jedyny, ale kto Cię
[znajdzie?

Regina gemmarum, nawet diabeł nie przebije.
Boski diament słońca, na osi świata –
[na tronie.
Adamant Ty nasz Zbawiciel w Jezusie
[Chrystusie.
Który narodziłeś się nocą na Bliskim
[Wschodzie.

Gdzie mam Ciebie szukać Adamanasie?
[Gdzie Boże?
Ja Twój marny proch dla prochu, ja
[Twoje stworzenie.
Twarda skało bez klucza Piotrowego,
[nie przejdzie.
Wieczna epoko we wszechświecie, kto Cię
[dosięgnie?
Ty w osobie tam hen! Duchem w dalekim
[kosmosie.
Z stamtąd nam Ziemi królujesz, czy
[prawda, Aniele?


IX

Wciąż zapytuję Ciebie - Quo vadis, Domine?
Krzyczę! Jedynie głucha cisza
[mi odpowiada.
Która dręczy moją duszę w tym serce
[dla ciała.
Ale myślę, czy mam śmiać się, czy płakać?
[Mój Panie.

Wszak, ile mam błądzić w tym ślepym
[labiryncie?
Drogę zgubiłem – nie zapomnę nigdy
[tego dnia.
Teraz nie wiem. Gdzie jest początek,
[a koniec świata?
Nigdy w życiu! Gdy nie będzie jutra,
[jak dzień wstanie?

A dla Ciebie wszystko jest jasne, ale nie
[dla mnie.
Na jakim ja świecie żyję? Dla jakiego nieba?
Wciąż idę... idę pod wiatr, i wiatr mi w oczy
[wieje.

I nie umiem już kochać, ani się śmiać
[bez szczęścia.
Jakiejże miłości szukam? Jak ona, nie
[dla mnie?
Sam sobie będę Panem. Ty patrz.
[Jak grzech umiera.


XIII

Nie można tak żyć, jak mówi nam
[nasza wyobraźnia.
Są uczucia których serca nie rozpalisz
[bez ognia.
Tu nie ważne ile słodyczy pójdzie w korzeń
[drzewa,
i tak nie zmienisz jego soków
[w których wciąż pływa.

W prawdzie jedna fala nie pokaże –
[czym jest rzeka?
Spotykamy się rozchodzimy, tak nam czas
[ucieka.
Gdzie góry spotykają się z chmurami, jest ta
[droga.
Tam prawda będzie musiała kiedyś odejść
[jak przyszła.

Jestem zdolny poświęcić bardzo wiele
[w te marzenia.
Jedynie Ty sprawić potrafisz, że ból, łza,
[sen znika.
Dopóki wciąż, za mną chodzi mój własny
[cień życia.

Wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie
[bez końca.
Gdybym wiedział, gdzie mieszka
[moja tęsknota?
Wiem, że nie da o sobie zapomnieć;
[jest wszechobecna.


To szczęście

Czasami szczęściu też trzeba pomóc,
jak małe dziecko wyjść na ulicę,
wtem zamknąć oczy i czekać w słońcu
na Królewicza. – A jak się mylę?
Czasem po szczęście trzeba się schylić,
wspiąć się samotnie na szczyt K–9
i patrzeć w przepaść, może się mylić,
po kres żywota dla Kogoś siedzieć?
Często się zdarza, że ktoś tak ginie
idąc za Znakiem het, w górę jezdni,
lub w przepaść lecąc macha rękami
i nikt go nie łapie, a jak się mylę?
Gdy ich krew tylko dla bezpiecznych,
dla moich oczu – Szczęściu czasami...


***
Roztańczył się wiatr pognał liście
błysk błyskawicy przeszył niebu serce.
Nagle odezwały się grzmoty serią salw
łamały się drzewa trzaską zapałek.
Z dnia zrobiła się ciemna nocy
wirowało wszystko w błędnym kole.
Z wyciem piskiem echem odbiciu złu
krążyło złowrogo z diabelskim lichem.
Deszcz lunął umoczył kropidłem łzy
kroplami odbijał fontannami po twarzy.
Przeszedł szybko i gwałtownie ucichł
schował ostre jak brzytwa swoje pazury.
Nagle. Szok gwałtowny poranił ciało
zmył grzechy ściekł po duszy całej.
Bojaźń ustąpiła z promieniem słońca
tępa głucha cisza uśpiła zjawisko.
Było słychać pomruki tej bestii złego
oddechy sapania jakby snem głębiny dniu.
Wiatr zelżał odleciał w inne kąty polom
kopnął chmurki szarości światło odsłonił.
Wszystko odżyło z tego amoku żądzy
świergot ptasich treli muzyką nuty grał.
Choć wszędzie ruiny zgliszcz powaliny
natura wróciła światu tętno w harmonii.


***
Jednym z najszybszych telefonów świata
jest kobieca poczta pantoflowa.


***
Wiedza potrzebna jest, by zrozumieć,
nauka po to, by wytłumaczyć.


***
Jedna mała kropla wody uderzająca w je-den punkt – przez wieki kapiąca nieus-tannie. Jest siłą i mocą, natury zaraniem, wydrążającą przez epoki ślad w skale.


Gałąź życia

Siedziałem, na gałęzi, z piłą w ręku,
z podciętym życiem.


***
Największą niesprawiedliwością jest za-bić własną miłość.


***
Dla oczu odrazą okaleczonej natury,
wnętrze kryć może piękno w geniuszu.


***
Życie, to nie jest bajka o królewnie, królewiczu!
----------------------------
Z głosu mojego Anioła

+++

Przykro mi tracę ciebie
+++

Skąd na niebie tyle gwiazd
a byłem już tak blisko
podziel się ze mną niebem
jednym blask drugim ciemność
oczy duszy tkają sny
i zapisują w słowa
miłość rozdziela mi serce
Skąd na niebie tyle gwiazd

+++

Przykro mi tracę ciebie

+++

Jestem twój uwierz we mnie
niebo dotknęło ziemi
do drzwi realność puka
ja nie jestem wyrocznią
spadam jak zeschnięty liść
czasu cofnąć nie można
pragnę być blisko ciebie
Jestem twój uwierz we mnie
+++

Przykro mi tracę ciebie

+++

Ty jesteś dla mnie wszystkim
widzę łzy w twoich oczach
przytul mnie choć na chwilę
nie potrafię tak kochać
biegnę myślami w przyszłość
zabierz mnie ze sobą
więcej mi nie potrzeba
Ty jesteś dla mnie wszystkim
+++

Przykro mi tracę ciebie

+++

ale gdzie ta prawda śpi
co sięga z ziemi gwiazd
muszę odnaleźć cię sam
choćby się mnie wyrzekła
co obraca wokół świat
ma na imię tak ja Ty

ale gdzie ta prawda śpi

+++

skąd na niebie tyle gwiazd
---------------------------
Met o kra:Wyspa Rapanoji. No tak salon i w kino, tak, a z oka leża gra i muraw. O tango, potu, bata, mustang. A trawy to rumak. Rak, Lopez- enol. O pogna taras, a i willa, basen. Ewa tu buja kotara, puk! O rano pokaz i lotu. Ale pożar?. A gore mocno! Pot, suka Jana rząd o Wania! Tan-ruja. Kto Kantu badał gołą?. N. Ż. raz rubiny z opon i lawy łapał, Agaty pan. Dała mała pałac. Ozłoci lico ciała, lala capu lotem. A puder woni wywary tortu. Taka robota lotu, a Iza retor? O Tom? On wada, tak tam, a towar. Ben wadzi z dawne brawo! O ta Matka, ta dawno motor. O teraz i auto lato bora, katu troty; Rawy. Wino wre! dupa, met! O lupa. Cal, a lała. I co ci lico łzo cała? Pała ma! Ładna, pyta gała pały wali. No pozy ni burza rżnął ogład. A butna kotka jurna! Tania wodą z rana, jak ust opon, co Mer? O Garaż, opel auto. Lizak, opona roku. Para tokaj, u buta Wenesa. Bal, Liwia, Sara, Tango, Polonez, e Polka. Raka mu Roty-warta gnat 'su... mata. But o pogna towar umiar gaż, Ela kozaka tonik, wino, laska, a toni jon. A para psy warkotem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Widziałem jak dajesz mu pieniądze  a ledwie wczoraj  gdy ja chciałem od Ciebie pożyczyć,  zbyłeś mnie tym,  że nie masz tyle  by jeszcze pożyczać innym. I ja bynajmniej nie potrzebowałem na wódkę a po drugie oddałbym Ci te drobne już dziś a on, zerknął przez ramię na kloszarda, który ściskał pięciodolarówkę,  tak mocno niczym  kochanego syna albo wyśnioną kochankę, będzie miał u Ciebie wieczny dług w piekle. Dziękuję, że traktujesz żuli spod sklepu, lepiej niż starych przyjaciół.     Wykonał ruch jak gdyby chciał, obrócić się i ruszyć do bezdomnego, wyrwać mu banknot  i wsadzić go sobie do kieszeni kurtki. W tym czasie  pozostawiony sam sobie kloszard,  skierował swe posuwiste,  niepewne kroki do sklepu. Mi w tym czasie udało się  ukierunkować rozmowę znów  na poprzednie, przyjemniejsze tory. Gdy wróciliśmy do dialogu  o dzisiejszej próbie naszego zespołu i zaczęliśmy omawiać koszta  związane z wynajęciem sali koncertowej, bezdomny opuścił sklep. Teraz w jego dłoni  zamiast dolara z Lincolnem, spoczywała niewielka butelka  najtańszej whisky.     Widać byłem finalnym darczyńcą tego dnia. Jego oczy śmiały się wręcz  do rubinowego płynu w środku. Alkohol widział w nim kogoś więcej  niż istotę z marginesu. Nie widział w nim ofiary  ani rzuconego w  otchłań choroby uzależnionego. Był naczyniem,  które skupiało w sobie procenty. Mistrzem powolnych,  wymierzonych dokładnie łyków. Lekarzem swej duszy. Szamanem inicjacji. Wyzwolonym z  systemu praw społecznych bytem. Był plamą na honorze krajobrazu, lub plamą honoru  pośród upadku ideałów społecznych.     Usiadł z butelką na niskim murku i pociągnął z niej solidny łyk. Dlaczego mu się tak przyglądasz? Liczyłeś na to że kupi sobie burgera i colę? Nie znasz go?  Zapytałem wybijając go lekko z rytmu. Że co? Czy z nim kiedyś gadałem? Nigdy w życiu. Raz, kilka lat temu  podszedł do mnie  i poprosił o drobne.  Kazałem mu spadać i grzebać w śmietniku. Czekaj, czekaj … a niby dlaczego  miałbym go znać? Gość jest legendą. Jeszcze żywą. Mój rozmówca zrobił wielkie, zdumione oczy. Legendą? Pijaków?  Pobił jakiś miejscowy rekord promili i przeżył? Czy obudził się w kostnicy  i kazał się zawieźć z powrotem na imprezę?     Pamiętasz sezon Sfinksów w dziewięćdziesiątym trzecim? Zbiłem go z tropu zupełnie. Wybacz ale jak przez mgłę, ironizował, miałem wtedy dwa lata i Ty zresztą też. A co to ma z nim wspólnego? Bo ten oto gość,  zapewnił nam wtedy  wicemistrzostwo stanu. Jedyne jak dotąd w historii. Do niego również należy  nie pobity rekord przebiegniętych jardów i celnych podań w historii klubu. Oto przed Tobą  James Crighton we własnej osobie.     Mój kolega nie dał się nabrać, choć była to czysta prawda. Pieprzysz! Crighton zarobił miliony  przez lata gry. Mam gdzieś jego platynową kartę w domu. Mój ojciec miał piłkę  podpisaną przez niego na jakimś festynie. Zrobił sobie z nim zdjęcie. Stało na kominku w zaszczytnym miejscu. Bliżej jego oczu niż własna rodzina. Crighton był bogiem. Kasyna, fury, kobiety, modelki, apartamenty. Kasa lała się jak szampan. Fakt, chyba miał tutaj kiedyś dom. Przepisał na syna, wtrąciłem,  tylko on mu został. Cały czas próbuję go wyciągnąć z ulicy  ale stary zawsze wraca pod sklep. A kasa? Nie da się przepić milionów. Ostatni majątek, który miał przepisał na syna. On nie nosi nazwiska ojca lecz matki. Jednej z setek kochanek Crightona. A kasa poszła w butelki, koks i ruletkę.     Normalnie historia na film, ironizował dalej, ktoś może kiedyś mu pomoże  na pewno nie ja. A ja tak. Pamiętam każdą noc i zimę  spędzoną na ulicy. Rękawice bez palców  nad rozpalonymi koksownikami. Napady na pustostany  jakiś miejscowych gówniarzy. Pożary i bójki. Godziny na komisariatach. Chociaż tam było ciepło. Jeden z policjantów  zawsze poratował świeżą kawą  a czasami wczorajszym donutem. Pamiętam odór wyziewów  z kratek ściekowych. Spało się na nich w plątaninie starych szmat i kocy, wyciągniętych ze śmietnika. Błagało się o resztki z restauracji albo drobne. Przeszukiwało budki telefoniczne  i kosze na przystankach. Cały dobytek mogłem zmieścić w marketowym wózku na kółkach. I broniłem go jak niepodległości. Pisałem dziesięć lat  z poziomu bruku i o bruku. Tragedie i dramaty o ludziach duchach. O swoim utraconym człowieczeństwie. Nie znałeś mnie wtedy i postąpiłbyś ze mną  tak jak dziś z Crightonem.     A ja mam wobec niego i innych dług. I spłacam go w tych kilku dolarach. Nie piszę o tym co ludzie chcieliby czytać a o tym czego nie chcą widzieć i czego nie chcą być świadkami. A ja nie boję się już żyć. Nie boję potknąć się i zderzyć z brukiem. Bo wiem, że na Crightona  i innych mogę liczyć. A ludzie niech dalej żyją sobie  na swoim biegunie. Chyba nie słyszał ostatnich zdań. Podszedł szybko do Crightona. Dał mu kilka banknotów z portfela. Uścisnął dłoń. Wyjął marker z torby na ramię a były gracz umieścił na niej swój autograf. Tak powinno czcić się legendy.          
    • @Berenika97 ... wrócić do siebie ...   pierwszy krok zrobiła  kota polubiła    on ją wyprowadzi  do parku na słońce  i psotami podsunie  myśli kwitnące    jak on  była kiedyś śmiała    więcej życia  już więcej  nie będzie się bała  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @Berenika97 Smutny obrazek kobiety, która dała zbyt dużo siebie. Ładny wiersz. Pozdrawiam Cię

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Berenika97 dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...