Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wyblakły róż w szaro-sinych potokach
wypiętrza przewrotność pomówień
po obu stronach bez dobrej woli
wciąż rozżalenie o nie tak
wczoraj dziś jutro kiedyś tam

pokrętny zapalnik tykającej bomby
bez opamiętania prze do przodu
lada chwila zmiecie nas wybuch
zostawiając ślad po emocjach
w garści popiołu

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak sądzisz Madziu? Myślę, że gdyby tak zechciało się "obu stronom" dostrzec "zagrożenie", można by się opamietać i wyłączyć "zapalnik...póki czas :)
dziękuję

serdecznie pozdrawiam machając cyferkami :)))
Krysia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


hmm...Twoje skojarzenie rzeczywiście można by odnieść do ... ;), ale natchnienie przyszło z bardziej dwuznacznej strony, jednak im więcej interpretacji, tym lepiej dla wierszydła :)
"lont się pali..." jednak zanim nastąpi "bum", można wyłaczyć zapalnik, byle prędzej...to sobie uświadomić :)
dziękuję

serdeczności na cały dzień :-)
Krysia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


otóż to! czasami "jeden łyk rozszalałej wody słów zatrzymany w ustach" może zapobiec katastrofie... cierpliwość jak kropla, drąży skałę :)

a efekt motyla? po prostu..."motylem jestem..." hihihi :))))

dziękuję za czytanie z refleksją

serdecznie pozdrawiam Gabrielu :-)
Krysia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • „Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

      Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

      Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

      Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

      W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

      Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

      W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

      Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

      Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

      Głowa na ramieniu blednie schludnie,

      W skąpanym słońca promieniu,

      Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

      Który za buntownika uchodził.

      A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

      — Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

      Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

      — Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

      — Nikczemnik!

      — Kanalia!

      Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

      — Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

      — A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

      — Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

      Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

      — Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

      Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

      — Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

      I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


      Autor: Versus Dramatis

      Edytowane przez Versus Dramatis (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...