Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Simon Tracy

Użytkownicy
  • Postów

    780
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Simon Tracy

  1. @Mel666 Chciałbym widzieć na tym portalu więcej takiej poezji jak Twoja. Brakuję tu takich poetów.
  2. Karano mnie ciszą. Więc nie licz na to, że usłyszysz z moich ust choć jedno słowo, które mogłoby mnie zdradzić i odrzeć z tajemnic wnętrza. Karano mnie odosobnieniem. Dlatego nie spotkasz mnie za dnia, na gwarnych ulicach i placach. Wpajano mi agresję jako jedyny obraz relacji. Dlatego rany budzą we mnie szyderczy śmiech a krew z nich tryskająca, budzi we mnie zwierzęcy afekt. Być drapieżnikiem w zagrodzie owieczek. Nie tym z natury porywczym i morderczym. A zimnym i analitycznym. Mógłbym zabić ich natychmiast, lecz w tym tkwi cała zabawa by przywdziać ich skórę. Udawać partnera, przyjaciela. Być tą bielutką a nie czarną owcą. Zdobyć zaufanie stada. Przedstawić siebie jako biedną, skrzywdzoną przez inne stado owce. A potem śmiać się z ich ułomnej empatii. Płakać kiedy trzeba. Łkać kiedy patrzą. A potem powoli piąć się w hierarchii. Po plecach uśpionej czujności. Pleść wiarygodne kłamstwa po tysiąckroć, by wreszcie nabyły w ich oczach status prawdy. Być kaznodzieją, który zmienia ich w podwładne podnóżki. Mieć rząd ich dziurawych dusz. A potem posiąść na własność najmłodsze, piękne ciała. Być najwyższym Bogiem panteonu. Powołanym ku zagładzie swego ludu. Nie sprzeciwią się. Nie podniosą buntu. Nie poznają prawdy innej niż ta która ich karmi z mojej ręki. Ja ich nie karam. Już stali się ciszą. Odosobnionym atomem w porzuconej przez świat widzialny farmie. Strzeżcie się ludzi, którzy kiedyś tu przyjdą i będą chcieli odebrać Wam zbawienie. Brońcie królestwa niebieskiego. W dniu sądu ostatecznego. W dniu gniewu Bożego. Moją bronią jest słowo. Waszą bronią jest jedność w wierze. Stańcie na murach twierdzy swej i rzućcie wyzwanie Szatanowi. Zwycięstwo i tak będzie Wasze. Kiedy Was okrąży mrok piekielnych legionów. Rzućcie się w płomień ratunku. Pożogę prawdziwego odkupienia. Obiecałem Wam raj. Więc nie lękajcie się. Podążajcie za mną aż do zbawienia.
  3. @Lenore Grey Magiczna poezja
  4. "Memento homo mori" Uwielbiam ignorować tych co mówią, spokojnie to dopiero początek. Nowa droga życia i lepszy start. Oni są tak dziecinnie naiwni. Wierzą w odrodzenie i ciągłą rekonstrukcję planów i dni. Słucham ich z grzeczności. Odziany w płaszcz mej patronki i katowski kaptur. Memento homo mori. Mówi Ci to ten co umarł już dawno. Którego ziemska wędrówka zakończyła się klątwą przeklętego bytu. Przyjdzie dzień, że droga urwie się pod Twymi stopami. Przyjdzie zejść w dolinę piekieł, w której Diabły już kopią świeże mogiły. Czy byłem dobrym człowiekiem? Spytaj o to stojącą pośrodku szlaku śmierć. Byłeś ślepy i głuchy. Jak to człowiek. Ecce Homo. Nie wart swej roli, godności ani tytułów. Lecz godny spokojnej śmierci. Bóg stworzył Cię nagiego. I ja rozbiorę Cię do naga. Do samej twardej, bielejącej kości. Na swoje podobieństwo i chwałę. Krążą dusze nieszczęsne po ciemnej dolinie. Lękliwie zaglądając w zagłębienia szlaku. Krwawe lawiny zalewają je po pas. Zimne, czarne szczyty gór, pochłaniają modlitwy żywych. Czarne słońce stoi w zenicie, rzuca niewidoczny i nieosiągalny cień zbawienia. Przecież miałem jeszcze czas. Jej koścista prawica, przestawia godziny w biologicznych zegarach. Tykają coraz ciszej. Wskazówki chodzą coraz ciężej. Mechanizm gnije od środka. Nie ma zamiennych części. Jest tylko iluzja. Nieśmiertelności i niezawodności. Leżysz w drętwocie ciszy, zamkniętej na głucho trumny. Poznajesz tych, którzy Cię tu przyprowadzili. Anielski orszak, opuści Cię w czerń grobu. Bliżej i bliżej co dnia. Jesteś wreszcie u celu.
  5. @Berenika97 Cóż spędzam tyle czasu na nekropoliach tak tu jak i w krainie snu, że ghule są mi bliżsi od ludzi i może dlatego nie dotyka mnie ich sposób bycia. Choć przyznam, że cmentarz graniczny jawy i snu nie jest miejscem w którym można czuć się dobrze i swobodnie. Dlatego nie wpadam tam zbyt często z wizytą i nie wchodzę do krainy snu przez rozpadlinę z drabiną w królestwie ghuli. Chyba że już naprawdę nie mam innego wyjścia. :)
  6. @Proszalny Ja już praktycznie nie wracam do jawy. Przygotowuję się na ostateczną wędrówkę i czasami uda mi się spisać coś z tamtej strony. Dziękuję za komentarz.
  7. Z miasta, tutaj jest kawał drogi. A mimo to nie mogę odpędzić się od gości. Ciągną tu czasami całe karawany, jakby miały tu być okazałe świątynie, cudowne źródełka albo nieomylne wyrocznie. a jestem tylko ja. Stary, lekko zbzikowany i podatny na plotki dawny król tych ziem. Da Pan wiarę, abdykowałem przecież całe millenia wstecz a są nadal Ci w mieście co biją mi pokłony służalcze a rada miejska mimo zniesienia monarchii nadal płaci mi zupełnie zbyteczną emeryturę. Więc na przekór im postanowiłem się delikatnie odświeżyć. Teraz mój portret nad kominkiem wygląda jak podobizna mojego dziada lub pradziada. Pan się przyjrzy. Wypiękniałem nie ma co. Faktycznie odmłodził się znacznie. Zniknął jego siwy zarost, zmarszczki i pełne, wydatne policzki. Był teraz cudownej urody, młodym blondynem o zawadiackich, niebieskich oczach. Ubyło mu tuszy a przybyło pokaźnej muskulatury. Jedynie humor pozostał bez zmian. Miał teraz około dwudziestu lat. Miał bo mógł. W krainie snu możemy nawet zmieniać swój wygląd i wszystko co z nim związane. Dziwna to zaiste kraina i gdyby nie umiejętność nieskończonej wyobraźni, to łatwo popaść tu w paranoiczne szaleństwo. Bo jak racjonalnie miałbym opisać to, że siedzę właśnie w wiejskiej posiadłości, dawnego dworzanina Wilhelma Orańskiego, on jest dwa razy młodszy ode mnie, choć na ziemski czas, zmarł dwieście lat przed mymi narodzinami. A odwiedzamy się tu co jakiś czas, gdy tylko marzenia senne skierują mnie w okolicę miasta Braima, lub gdy muszę poprosić o radę dużo mądrzejszego i bardziej doświadczonego mistrza snów. Tak było i teraz. Żeglowałem po tafli jeziora aż dwanaście dni, by tutaj dotrzeć. Bardzo dużo czasu spędzam ostatnio na południu. Górnicy goszczą mnie chętnie a nawet odstąpili mi jeden z domów w centrum Lecudarib bym mógł w spokoju śnić bez obaw o ciągłą wędrówkę. Moje sny są ostatnio krótkie i płytkie. Koszmarne duchy życia w teraźniejszej jawie, oblegają moje wyniszczone chorobą komórki. Moja wędrówka choć nadal rozciągnięta w czasie krainy snu, jest rwana i obleczona ciągłym cieniem nagłego zbudzenia się. Czasami zlany potem i ledwie rozbudzony, łkam w miękkość poduszek. Boję się, że stracę sen a zyskam tylko potworną rzeczywistość ludzi ograniczonych. Słuchał mnie uważnie a potem stwierdził. Mistrzowie snu nie tracą jego właściwości, ale to prawda z czasem trzeba się opowiedzieć po jednej ze stron. Piękna snu lub koszmaru jawy. Niejednokrotnie słyszę jak wiele zmieniło się na Ziemi, ile minęło lat? Dwieście ziemskich. Tu były to miliardy eonów i er. Tutaj czas nie ma władzy nad absolutem umysłu i jego kreacji. Na Ziemi czas zabija wszystko. Bałem się nieistnienia. Motywu zgasłej świecy życia. Dlatego w trakcie jednej z podróży, osiadłem tu na stałe. Opowiadając się na wieki ku życiu we śnie. Ziemia jest moją matką, lecz sen jest wiecznym rajem. Nie żałuję i nie żałowałem wyboru nigdy. Wędruję Pan od bardzo dawna Panie Tracy, jest Pan w przededniu swego wyboru. Stąd ten stan niepewności. Ostatnio śnił mi się Pan w ziemski sposób, można powiedzieć, że ten sen nasunął mi koncept by prosić o radę… Zaśmiał się i rzekł Jak to jest być pogrążonym we śnie? To wspaniałe istnienie. Bez trosk, zmartwień, chorób i śmierci. Nie ma tu smutku, cierpienia i łez. Szczerze to nawet nie wspominam o dawnym ziemskim życiu. Zapomniałem o nim i ludziach, których tam zostawiłem. Teraz mam kontakt jedynie z mistrzami snu i mieszkańcami krainy. Mistrzowie to mój jedyny, pozostały kontakt z Ziemią. Wasze opowieści są bardziej niesamowite niż to co widuję tutaj. A nie ma większych dziwów niż te z krainy snu. Kto raz ujrzy alabastrowe wieże i marmurowo szmaragdowe schody nabrzeża w Celephais, ten zapomina o wszystkim. Przecież sam Pan wie o tym. Nie może Pan zostać tu na stałe. Ciało się buntuję przeciw umysłowi. Widać jest w świecie realnym coś co Pana trzyma na smyczy rozsądku. Mam rację? Jest taki ktoś… ona … jej… chciałbym… Z nią zostać? Dokończył za mnie. Pokiwałem głową. Ona nie śni moich snów. Nie rozumie wierszy jakie tworzę. No i jest szczęśliwa z kimś innym. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Jak i tego, że mógłbym mimo wszystko ją porzucić. Zna Pan zasady Panie Tracy. My przechodzimy przez Las Głębokiego Snu, kiedy tylko mamy na to ochotę. Podróżujemy bez granic materii i czasu. Inni nigdy tacy nie będą. Pana wybranka nigdy tu nie trafi. Choćby bardzo się starała. Istnienie tutaj niesie za sobą cenę, odrzucenia powłoki człowieczeństwa. To narcystyczny hedonizm. Liczy się tylko moja wygoda i szczęście. Nic nie może zakłócać pogody w raju a już z pewnością nie niespełniona miłość. Musi Pan pożegnać definitywnie, albo mnie albo ją. Bycie w wiecznym rozdarciu między światami zawsze prowadzi do klęski a nawet obłędu. Powodzenia w podjęciu decyzji. Cmentarz ghouli na granicy świata snu. Gnił pod powierzchnią mogił i grobowców, ale i na morowej, skażonej trupimi wyziewami powierzchni. Wspiąłem się po drabinie na jego poziom i wbiłem czujny wzrok w absolutny mrok wokół. Tutaj nigdy nie panowała cisza tak znana z ziemskich nekropolii. Było to królestwo ghouli. Skakały i ganiały się w zapadliskach grobów i otwartych odrzwiach grobowców. Śmiały się szyderczo i piskliwie, śpiewały, wyły do gwiazd, wznosiły modły z Necronomiconu u ogniskowych ołtarzy. Ucztowały na rozkładających się zezwłokach. Uprowadzonych z nekropolii na powierzchni świata widzialnego. Mlaskały, czkały, oblizywały kości, wysysały szpik. Łamały czaszki, rozrywały mostki, wyrywały kręgosłupy. Robiły makabryczne płaszcze ze skór. Piły krew i grały w dosłowne kości. Spierając się, obrażając a nierzadko bijąc i wszczynając burdy. Było to z pewnością najmroczniejsze miejsce w całej krainie snu konkurujące jedynie z Leng i Kadath w zimnej, samotnej postaci. Lecz ja miałem tutaj samych przyjaciół nie wrogów. Podszedłem do pierwszego z nich. Był zajęty porcjowaniem ciała jakiejś młodej dziewczyny. Wyrwał jej kończyny i wykręcił głowę niczym piłkę. A teraz odcinał poszczególne organy, prymitywnym, kamiennym ostrzem. Pozdrowił mnie jednak serdecznie gdy się zbliżyłem i zaoferował poczęstunek w postaci solidnie zgniłej, zielonkawej wątroby. Grzecznie odmówiłem dając mu znak by się nie krępował i zajadał sobie bez przeszkód. Wsunął ochoczo całość do ust i oblizał palce z gęstego krwawego śluzu. Gdzie jest Pickman? Jest z Wami? Nie mogąc mówić przez zapełnione usta pokiwał tylko głową i wskazał mi grobowiec oddalony od reszty i wyglądający na najstarszy ze wszystkich w okolicy. Podziękowałem mu, jednak bez uściśnięcia dłoni. Przedzierałem się przez prawdziwe błoto z krwi i kości, po chwili cuchnąłem nie gorzej od ghula. Zapukałem grzecznie w drzwi grobowca czekając na odpowiedź. Wejdź przyjacielu. Ty jedyny zachowujesz tu nienaganne maniery. Miło że wpadłeś. Zastałem Pickmana przy pracy. To jest przy sztaludze i płótnie. Obraz przedstawiał czystą makabrę którą mogę skreślić jedynie pokrótce. W centrum obrazu namalował Pickman istotę, którą od razu poznałem choć patrzenie na nią wymagało nadludzkiego wysiłku i samozaparcia by nie oszaleć z trwogi. Shub-Niggurath, Matka Tysiąca Plugawych Młodych, trzymała setki ciał ghuli i ludzi w swych mackach i karmiła nimi swe koźlęta a także akolitów Cthulhu. Był to realistyczny do głębi, malarski zapis wezwania na bluźnierczej mszy w okolicach wzgórz Dunwich. Był to nie obraz a akt czystego bluźnierstwa. I za to kochałem Pickmana. Jeśli coś powodowało we mnie lęk. To jego stracona dusza i jego dzieła. Uściskał mnie serdecznie i zapytał z czym przychodzę. Wyjąłem małe zawiniątko z kieszeni płaszcza. Było to jej zdjęcie. Jedyne jakie miałem ze sobą w krainie snu. Zakop proszę zdjęcie mojej ukochanej na tym cmentarzu. Co ginie w krainie snu, nigdy już nie może się tu odrodzić. Chcę by ta miłość umarła. Zamierzam zostać na stałe. Pickman zapomniał już jak to jest kochać, być kłębkiem nerwów a nawet człowiekiem. Ale wtedy objął mnie jak brat. Zapominasz drogi druhu do kogo przybyłeś. Zapomniałeś, że Pickman tworzy dzieła, których postaci wręcz wychodzą z ram. U mnie każdy detal ma w sobie życie. Nie zabiję jej a przeciwnie dam życie. Namaluję ją dla Ciebie. Tak starannie jak nigdy. By mogła żyć tu z Tobą. Na dobre i złe. W krainie wiecznego snu
  8. @Lenore Grey Geograficznie to nie za bardzo ale poetycko jak najbardziej. Bardzo dziękuję :)
  9. @Lapislazuli Uwielbiam klimat tego wiersza.
  10. @Lenore Grey Taki mini kruczy erotyk :)
  11. @Nata_Kruk Dziękuję że przeczytałaś i za komentarz. Tym razem nie zamęczyłem Cię objętością tekstu :)
  12. @Poet Ka Jestem w pełni dzieckiem dekadenckiej nocy i niczym innym tak nie gardzę jak romantycznymi bredniami.
  13. @Berenika97 Nie przenosiłem jeszcze sarmatyzmu do współczesności. Wyszło z pewnością dziwnie ale wiarygodnie. Pełno tu elementów osobistych. Od herbu, przez imiona aż do finału z pogrzebem.
  14. Na plaży było pusto i głucho jak oko wykol. Fale oceanu płonęły, pomarańczowym ogniem schowanej do połowy tarczy słońca. Mógłbym skoczyć w ten magiel żywiołów i odejść wreszcie bez cienia winy, kary czy wspomnień. Zatopić wreszcie swój wrak w potędze posejdonowego królestwa. W oku cyklonu z którego nie wyjdę choć na krok. Moje ślady są tak niewidoczne. Odciskają się ledwie w zimnym i mokrym piasku. Nie to co blizny zadane przez ludzi i siebie. Skrwawione przeguby i ramiona. Rozbite, umysł i serce. Po kontakcie z naturą człowieka. Idę spokojnie ku spienionym falom. Mijam skruszałe i zalane powodzią słonych łez, zamki na piasku. Kiedyś byłem ich budowniczym, potem nadzorcą aż wreszcie obrońcą. Straciłem je wszystkie. Jeden po drugim. Teraz są tylko ruiną a zarazem żywym pomnikiem mojej klęski. Marzyłem tylko o separacji od świata. A świat odpłacił mi wojną. Wygrał. Zamęczył jednostkę setką problemów, tysiącem spraw i milionem bez ideowych rozmów. Zniszczyli mnie i nawet nie usłyszałem słowa przepraszam. Bo jak można tak żyć? W mroku, nędzy, upadku. Depresji wszelkich inicjatyw. Pogrzebie witalności i pochwale marnej śmierci. Zostałem przez nią powołany. Nie do życia w zakłamanym stadzie. Lubię plaże. Są jak ja. Dzikie i odseparowane. Samotne i ciche. Zalane, przypływem rozpaczy. Odkryte, odpływem racjonalności. Błąkam się jak okręt pozbawiony zbawczego światła latarni. Wchodzę czasami na klif, górujący nad zatoką Nocny wiatr, popycha mnie ciepłym objęciem ramienia ku przepaści. Na plaży iskrzą ogniki dusz. Życiowych rozbitków. Skacz i poczuj wolność. Jak my. Jak nam podobni. Obiecuje im, że jutro skoczę lecz dziś chcę wrócić do domu. Pić i pisać. Zmazać swój strach i ból. Otrzeć łzy bezwartościowym wierszem. Odwracam się i biegnę. Mgła powstała nad zatoką, unosi mnie w swych gęstych kłębach. Eskortując bezpiecznie do samych drzwi.
  15. @Poet Ka Jestem pod wrażeniem. Tym większym, że wyczuwam w tym tekście nawet bez zawartego przed nim obrazu ducha mojej ukochanej Belle Epoque.
  16. Na podjeździe do domu, zazwyczaj zarezerwowanym dla mojego auta, zastukotał dźwięk podkutych końskich kopyt, dało się słyszeć ostrą pracę, zmęczonych długim galopem chrap. Zapadła krótka, niespokojna cisza… rżenie osmańskiej, przysadzistej i gniadej klaczy, poniosło się w wieczorny mrok. Dawniej na wsi takiej jak ta, odezwałoby się ku niemu, panie koguta, ryk bydła czy kwik prosiąt. Teraz jedynie usidlone w metalowe kraty kojców lub przycupłe w zamarzniętych zaspach ogrodzeń psy, szczekały przeraźliwie, ujadały i wyły. Drżały już nie z zimna a trwogi. Podwinęły ogony między tylne łapy i przekrwionym wzrokiem, łypały lękliwie ku postaci ostatniego ducha dawnych dni. Klacz zatrzymała się, dumnie prężąc mocarną pierś. Wyciągnęła łeb naprzód, eksponując pięknie ułożoną i zaczesaną grzywę. Uprząż na jej głowie, zdobiła ją jak końską księżniczkę. Wysadzana była szafirowymi i rubinowymi guzami. Wędzidło i uzdy z najwyższej klasy skóry, przeszywane złotą i srebrną nicią. Turecka, krótka i wysoko osadzona kulbaka niczym tron monomacha. Uginała się wręcz od złota i kamieni. Perski czaprak pod jej ciężarem, szczelnie osadził się na bokach klaczy, zdobiąc grzbiet jak koronacyjny płaszcz. Jeździec musiał być doskonały w swym fachu lub ufać klaczy bardziej niż komukolwiek innemu. A to dlatego, że jechał bez wsparcia strzemion a popręk założony był luźno tak by nie zadawać zbędnego bólu zwierzęciu i pozostawić mu jak największą swobodę. Jeździec gładko przełożył nogę i opadł na niedawno odśnieżoną kostkę podjazdu. Poklepał wierną towarzyszkę i ruszył ku drzwiom domostwa. A był to nie zamek, nie pałac czy dwór szlachecki a zwykły nowoczesny dom. Piętrowy, z żółtą elewacją, dużymi oknami, dachówką na dachu i założoną nie tak dawno fotowoltaiką. W salonie i kuchni na parterze panował mrok, ale w mniejszym pokoju na piętrze paliło się światło nocnej lampki, ledwie rozjaśniające, grube, białe, okienne rolety. Jeździec stanął na progu, bacząc jeszcze widać na kolejny ruch. Odetchnął ciężko, pogardził przyciskiem dzwonka i zapukał donośnie. Światło momentalnie zgasło. Dało się słyszeć odgłos zamykanych drzwi i lekkie acz prędkie kroki na schodach. Szczęk zamków, naciśnięcie klamki i już mógł ją ujrzeć na powrót. A nie było ku temu sposobności przez lata. Stanęli naprzeciw siebie. Szczęść Ci Boże Mario Antonino w ten wieczór wigilijny. Jeślim nie gość w dom Twój, to i z pewnością nie Bóg a prędzej diabeł, lecz może w oczach Twych ciemnych, jeszcze ojciec marnotrawny a jeśli już nawet i nie on to może chociaż wędrowiec co prosi o gościnę i miskę strawy. A pamiętaj wędrowca przegnać z progu swego, to grzech śmiertelny, szczególnie w ten jeden wieczór. Widział łzy w jej oczach, nie spodziewała się go jeszcze kiedykolwiek ujrzeć. Choć prawdę powiedziawszy nie widziała go przez większość swego życia. Jej ojciec nigdy dla niej nie umarł. Nie wyrzekła się go, choć matka błagała ją o to, tworząc jej w myślach od maleńkości obraz człowieka porywczego, tyrana i pijaka co bardziej ukochał wojnę i złotą wolność nad rodzinę. Był kim był. Mówiono, że Stadnicki Diabeł to przy nim święty z ikony. Walczył całe życie. W obronie swych praw, dóbr, honoru. W obronie Rzeczypospolitej i świętego ukraińskiego, rodzinnego stepu. Ostatnie lata walczył i ze swymi demonami. A jak wiadomo Fortuna to stara murwa. Raz groszem sypnie a innym razem rzyć gołą ukaże i kijem jak mołojca, do krwi ostatniej obije. Więc teraz na starość przybył się żegnać. Ze światem jaki chciał od zatracenia uchować, ale i z jedyną córką. Jedyną osobą, która mu pozostała. Wejdź ojcze. Zaprosiła go gestem do środka, po czym gorąco uściskała. Nie była już dziewczynką, panną na wydaniu ani niewiastą w kwiecie wieku. Dobijała już do lat czterdziestu a on nie widział jej od przeszło ośmiu. Cudowne i grube, jasnorude włosy uplotła w warkocz sięgający końca pleców. Oczy jej prawie czarne w świetle, tak bliźniacze jego oczom, rzucały wesołe iskierki i były niczym przepełnione optymizmem i miłością lustro w cudownej urody ramie, jej bladej, piegowatej cery. Była od niego niższa o głowę. Szczupła i wiotka wręcz. Doskonała byłaby z niej stepowa wilczyca. Pamiętał jak uczył ją jazdy konno, walki karabelą czy ubierał nie w suknie a zdobne sukmany i żupany. Zawsze prawił jej, że musi mieć umysł lotny i wolny a prawicę silną i niezależną. Bo jest ostatnia z rodu ludzi wolnych. Ujął jej dłoń i ku swemu zadowoleniu ujrzał na serdecznym palcu rodowy sygnet z jasieńczykowym kluczem i parą pawich piór. Nigdy go nie zdejmuję i noszę jako obrączkę której się nigdy nie doczekałam i już nie doczekam. Widać taki mój los ojcze żem zaślubiona samotnej śmierci ale wiernie trwam jako ostatnia z rodu. Masz jeszcze czas dziecko, by Twe łono wydało błogosławionego dla mnie wnuka i jemu przekażesz kiedyś ten pierścień, jako wszyscy poprzedni Tobie od czterystu lat. Ty mieszkasz tu jak w bajkowej bańce. Znoju ani śmierci tu nie ma. Krwi i cierpienia nie zaznałaś nigdy. Do wojny i pokoju starań nie musiałaś toczyć. Toć teraz polska wieś bezpieczna i spokojna. Bogactwo dawnych dworów zgrabione pod liche strzechy. Myśmy już wszystko zapomnieli, często to słyszę od zdrajców herbowych. A ja pamiętam i trwać będę. Bo nie sądy i trybunały będą o mnie stanowić ani plebejskie konstytucję na pohybel panom braciom spisane. Ja jestem prawem. I prawem i lewem mogę ciąć prostaczków przygłupich łby tą oto miłą kochanką. Wyjął z czarnej pochwy, długą, kozacką szablę. Pokrytą ornamentami na głowni i rękojeści. Ja jestem duchem przeszłych lat, co żyją póki i ja dycham jeszcze. Nie widziała ojca te osiem lat. Zmienił się, zestarzał, opadł z sił. Jego łysa czaszka nosiła ogrom blizn i cięć. Stracił prawe oko a lewe przecięte było na wskroś blizną zapadłą lekko i czernawą. Wąs siwy i długi opadał na gęstą i jeszcze okazalszą brodę. Był w zdobnym żupanie o czerwonej jak krew barwie, przepasanym jedwabnym pasem z klejnotami Kontusz ze złotogłowia narzucił niedbale a na nim jeszcze szal z sobola. Buty o noskach wysokich, widać nosił od dawna bo poznały na własnej skórze ciężar jego żywota. Ugość mnie dziecko przez te noc. Porozmawiamy i powspominamy. Byle nie Twą matkę nieboszczkę, niech ją diabły ochoczo chędorzą w piekle za to kim była i czym się stała. Rachuję, że wina czy marmazji u Ciebie niestatek? Lipcowego dwójniaka w beczkach też raczej nie trzymasz? Więc choć kawy zaparz może mi od niej trzewia nie pogniją. Nalej też wody czystej do wiadra i napoj moją kochaną Strzygę, co by mogła skosztować czego innego niż krwi wrogów. Ale najpierw słuchaj tego co rzeknę Ci teraz. Następnym razem przybędę tu martwy już. Lub dojdzie Cię wieść o mym zgonie. Tylko jedną mam prośbę najdroższa Mario. Zdobądź me prochy i jedź czym prędzej wtedy za granicę która teraz wszystkich dzieli lecz której ja nie uznaję. I rozpuść mnie na wiatr nad ukochanym stepem. Przysięgasz mi Mario? Przysięgam ojcze.
  17. @Lenore Grey Wow! Chyba mój ulubiony wiersz od teraz z Twojej twórczości.
  18. @Berenika97 Bo tak faktycznie jest i dokładnie taki miałem zamysł tworząc ten tekst
  19. @Lapislazuli Całkowita prawda zawarta w wierszu. Muzyka jest mi nawet bliższa niż poezja. Choć w jednej i drugiej mam dość osobliwe ulubione gatunki
  20. @Lapislazuli No u mnie to już trzeci portal, 18 lat pisania i przeszło trzy tysiące wierszy. Ale nowości wrzucam na bieżąco tylko tutaj i na tiktoku
  21. @Lapislazuli Chyba i ja znajdę coś dla siebie czytając Twoją poezję.
  22. @Lapislazuli Więc zapraszam do lektury, choć z pewnością nie jest ona lekka ani przyjemna.
  23. @Lapislazuli Dziękuję. Piszę nie tyle czystą poezję co prozę poetycką głównie w klimatach gotyckich, dekadenckich i modernistycznych
  24. @Poet Ka Bardzo doceniam kunszt językowy i koncept poetycki. Choć to zupełnie przeciwległy biegun do tego w którym się odnajduję
  25. @Lenore Grey Bardzo dziękuję. Wiedziałem, że Cię zainteresuję.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...