Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.07.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Już mnie zapomnij, nie patrz wstecz wiecej, wszystko spowite mgłą bezradności. Szklą mi się oczy- kieliszki zbite, w nich winny owoc mej nieufności. Krążysz dokoła raz wąż, raz anioł bywa, że kąsasz, czasem ochraniasz. I dzikość serca łapać chcesz w dłonie każesz mi kochać a żyć zabraniasz. Tak mi jest duszno kiedy znów pragnę, czerpać ci z wnętrza, jak z własnej studni. Ty moich myśli nigdy nie zgadniesz, gęsteniejesz gniewem, zazdrością dudnisz. Pieścisz mnie myślą, czynem, spojrzeniem, wchodzisz- pochłaniasz, wychodzisz - znikam. Dokąd mam uciec, jesteś marzeniem a ja nędzarzem w twoich śmietnikach. Jeszcze dzień oddam, jeszcze godzinę, chcę ciebie mocniej, ty pragniesz więcej. Potem jak lato, cicho przeminę, ty pójdziesz dalej- w kieszeniach ręce...11 punktów
-
lekarz mówią że uratował tysiące istnień nie pamięta żadnego imienia ale pamięta numery wizyt i kody kreskowe jego zegarek pracuje szybciej niż serca które bada w lewej komorze ma ukryty procesor w prawej zbliżeniowy czytnik kart stetoskop ma czuły na szelest papieru gdy dotyka klatki piersiowej cicho piszczy terminal płatniczy jego grafik pęka w szwach zgina czasoprzestrzeń wyrobił tysiąc godzin w miesiącu który ma tylko siedemset trzydzieści potrafi być w trzech szpitalach naraz jego cień operuje w Warszawie podczas gdy ciało kasuje w Gdańsku a na zoomie bierze trzeci dyżur w Pcimiu w kieszeni nosi księgę cudów nie jest to biblia to cennik usług i katalog prowizji każda strona ma cenę każda tabletka ma swoje miejsce pacjent mówi że boli go życie lekarz wpisuje kod procedury pyta od kiedy trwa ta usterka fabryczna i czy na duszę minął już okres gwarancji pacjent mówi że boi się śmierci lekarz sprawdza czy śmierć jest refundowana czy trzeba za nią dopłacić w opcji premium dają gratis znicz i wieńce pacjent pyta czy starczy mu płuc do jesieni lekarz klika przedłuż subskrypcję na oddech i pyta czy dorzucić pakiet z widokiem na cmentarz piętnaście minut na duszę dziesięć na ciało frytki do tego promocja na pakiet onkologiczny zbieraj punkty lojalnościowe na darmową chemię czy może od razu e-recepta następny proszę twoja dusza nie mieści się w darmowym pakiecie chmury dokup pamięć podręczną na zbawienie albo usuń wspomnienia z dzieciństwa, by zwolnić miejsce na pogrzeb czas to pieniądz a pieniądz nie lubi czekać w kolejce w strefie bezcłowej przy kasie numer trzy można dokupić lizaka za odwagę i maść na ból istnienia w cenie dwóch przyjmujemy płatności blikiem i w zdrowych organach gabinet pachnie przytulnie kawą dezynfekcją i pośpiechem na biurku stoi kubek nie ma na nim napisu najlepszy lekarz świata jest tylko logo sponsora nowej szczepionki i zdrapka w której co trzeci pacjent wygrywa darmową kolonoskopię albo zestaw luksusowych strzykawek z grawerem za drzwiami czeka taśmociąg ludzi każdy przyniósł swoje ciało jak zepsuty zegarek do naprawy chcą zwrotu kosztów w ramach gwarancji lekarz patrzy na nich przez chwilę tak krótką że ból nie zdążył nawet zapłakać a już dostał powiadomienie że paczka została nadana mówią że zarabia za dużo mówią że pracuje za długo mówią że nie ma już człowieka w człowieku ale system wzrusza ramionami a system nie ma ramion ma tylko pieczątki i kalkulatory zamiast kroplówki podłącza pod bazę danych krew ma dziś kolor tuszu z pieczątki gdy pacjent krzyczy lekarz wciska wycisz powiadomienia i wrzuca smutną buźkę na instagrama NFZ siedzi w wielkim fotelu liczy pieniądze których nie widzi i problemy których nie słyszy w słuchawce leci Vivaldi na flet prosty w wykonaniu głuchoniemego stażysty proszę czekać jesteś osiemdziesiąty w kolejce do życia jeśli chcesz umrzeć szybciej wciśnij gwiazdkę defibrylator nagle przerywa masaż serca reanimacja zostanie wznowiona po krótkim bloku reklamowym pomiń sponsora za jedyne dziewięć dziewięćdziesiąt pacjent już zimny odjechał na amen lekarz pospiesznie odpala ultrasonograf trzeba mu wbić USG brzucha w system martwy czy żywy – procedura się liczy NFZ przecież nie płaci za trupy płaci za kod co poszedł do chmury czasem ktoś puka do drzwi ale drzwi udają że nikogo nie ma bo łatwiej leczyć papier niż człowieka wieczorem lekarz wraca do domu zdejmuje biały fartuch pod nim nic nie znajduje ani serca ani zmęczenia ani winy tylko kieszenie pełne monet które wkładają się tam same i dzwonią rytmem umierających pacjentów rano znów idzie ratować świat świat zapisuje go w tabeli jako kolejny numer kolejny dyżur kolejna forsa kolejne zwycięstwo medycyny w korytarzu wisi portret Hipokratesa zasłonięty najnowszym plakatem o prostacie z kodem qr na zniżkę do apteki przysięga dawno wyblakła a gdzieś pod stołem cicho umiera człowiek którego nikt nie zdążył zbadać bo zabrakło mu limitu na życie a system akurat robił aktualizację10 punktów
-
odrzucam po tobie święte prawdy puste słowa i ciepłe dłonie dopiero gdy zmarzniesz do szpiku i nikt nie przyjdzie ogrzać cię kłamstwem zrozumiesz że człowiek nie zaczyna się od lustra a od pękniętej pięty soli na koszuli — strachu z posmakiem octu bez wszystkich masek o cudzych oczach poczujesz właściwy ciężar i zrodzi się cisza z której znowu będzie można ulepić człowieka7 punktów
-
noc czarna od ziemi do nieba cisza w której atomy zaczęły na siebie patrzeć nieuchwytne czyste archetypy tańczą w wieńcu laurowym duszy wszechświata chłód pasieki gdzie w zapachu drzewnym i słodkim odnajduję się w naturze tak na wszelki przypadek zanim ponownie wrócę do domu7 punktów
-
,, Panie , Ty jesteś dobry i łaskawy ,, Ps 86 Twoja dobroć nie ma granic a ja ja niestety nie zawsze jestem smacznym dorodnym owocem gdyby nie Słońce którym Jesteś byłbym pewnie zepsutym jabłkiem leżącym w trawie pod drzewem Miłosierdzie Twoje jest zbawieniem duszy Jezu ufam Tobie 7.2026 andrew Niedziela, dzień Pański7 punktów
-
Wykrzywione palce, kostki spuchnięte, dłonie, w których codziennie ściska różaniec, opuszki palców aż białe. Przez zaciśnięte wargi słowa szeptane. Podniesione, pomarszczone powieki, gdy słyszy dźwięk klucza otwierający drzwi. Spuchnięte kolana w bólu prostuje, podpierając się o stół. Patrzy na ciebie zmęczonym wzrokiem. Stanął w drzwiach. Jasne, długie włosy, potargane, fioletowy kolor worów pod oczami, oczy czerwone, kąciki zlepione śpiochami. Chwiejnym ruchem siadł na krzesełku w korytarzu. Niezgrabnym ruchem nogi o nogę zdejmuje buty. Ze ślina z ust wpyadają, świsty powietrza. Oparta o popękaną framugę, ukłucie w mostku, dłoń ściśnięta w pięść. Nie wypuściła różańca. Drżące kolana unoszą ciało, ręką oparty o ścianę. Zmęczone oczy się spotykają. Jego oczy zaszklone, broda marszczy się, gdy usta chcą wydusić powietrze z ust, więc przestaje próbować. Jej oczy zaszklone, wargi zaciśnięte po chwili odpuszczają. Wyciąga chusteczkę z rękawa, przeciera oczy, odwraca z bólem karku głowę. Z bólem w udach wraca na wygniecioną pufę, przy krzywym, skrzypiącym stole.6 punktów
-
Stary monitor Szklista konfitura na misce dzielonej z egipskim kotem. Stary telewizor odżył, zamienił się nagle w ducha. Promieniowanie z monitora, który rezonował konikiem polnym nad stawem. Potwierdzał czysty kolor owocowych liści. Miałam poprosić, żebyś zrobiła mi tort i zakręciła loki.5 punktów
-
Anna lubi ten czas w którym nawłoć złocista i łany otulone mgłą odpoczywają miodnym aromatem przepełnione dzwonki wśród stukotu kół na polnych kamieniach w chrzęstach lotnych trzmieli zagubiony kawałek koronki szelest deszczu który skupia uwagę brzmi jakby spadały łuski z oczu woda ścieka najkrótszą z dróg wprost do ust5 punktów
-
cierpienie nie jest próbą lecz językiem którym przestałeś mówić jesteś nieobecnym architektem ruin albo tylko przypisem dopisanym do mojego lęku ja glina zapominająca dłoni nie odróżniam już stworzenia od porzucenia pojawiasz się kiedy milczenie dochodzi do kości a wiatr cytuje Hioba coraz mniej wiernie jestem sama w trądzie świata pośród jego mechanizmów może zbawienie jest tylko błędem przekładu między bólem a nadzieją4 punkty
-
Niech pani nie mówi swojego imienia Proszę sobie wymyślić jakieś Ja na użytek naszego spotkania Będę dziś powiedzmy - Rafał Naturalnie panie Rafale nie pytam Skąd pan przybywa i dokąd zdąża Dziś jestem Roksana miło Mi pana poznać Myślę że nie przypadkiem się tu spotykamy Nie byłem tutaj nigdy wcześniej I pewnie już tutaj nie wrócę Myśli pan że miejsce i czas Nie mają zupełnie znaczenia Względem tego co nas spotyka? Nie interesuje mnie skąd pani Jest ile ma lat i czy lubi kwiaty I ja nie pytam pana o wykształcenie Stanowisko żonę i dzieci Nasza historia dzieje się dziś pani Roksano I dziś ona się skończy panie Rafale4 punkty
-
@viola arvensis pod warstwą emocji płynie cicha refleksja o tym, jak miłość potrafi jednocześnie ocalać i odbierać wolność piękna poezja zamiast komentarza wiersz Louisa Aragona nie znam tytułu napisał go dla swojej żony Elsy "co wiesz o spraw zwyczajnej nocy? dni to słońca są w przebraniu o czym róze śnią po nocy? wszystkie ognie dym pochłania w głębi czekałem cię pokojow u zapalonych lamp mieszkania kroki nie dzwonią nam pospołu ani ramion pojednania pod oknem twym czekałem nieraz woń liści próżno oszałamia gdzie jestes o gdzie jesteś teraz? lato nie daje zmiłowania w oczekiwaniu tym istnienie to imię twe do odmawiania Boże jedynej i tak pięknej zdanej na moje narzekania serce mi zbiegło i ból znoszę jak wioślarz co się płynąc wzbrania jestem przeszyty twoim głosem cały w odmęcie wspominania co o nieszczęściu wiesz kochania?" Twój wiersz i jego jakąś nicią w mojej duszy....... jest pięknie bardzo4 punkty
-
burza z przeciągiem wchodzi nieproszona do domu przez okno jeszcze ślepy od porannego słońca kręcę się w aromatach mokrej ziemi i ogórków a październikowy wiatr w drzwiach gwiżdże na lato mamo znów pachniesz koprem i smakujesz czosnkiem3 punkty
-
Wiesz, zaraz wychodzę. Zaraz idę, tam gdzie ptaki kołują na niebie. I wiatr tarmosi i wstrząsa połami koszuli. Wiatr. I ten wiatr wiejący. Ten wiatr szumiący i cichy… Wiesz,wychodzę zaraz. Już wkładam płaszcz. Choć może nie. Nie potrzeba płaszczu, albowiem wiatr. Ten wiatr ciepły. Ten wiatr wiejący znad łąk. Znad tych pól odległych. Znad tych obszarów milczących w spiekocie i znoju letniego skwaru. A więc bez płaszcza. A więc w samej tylko koszuli. Idę. Zaraz wychodzę, zatrzaskując na zawsze drzwi pustego domu. Już wyszedłem, wstrząsany echem zamknięcia. Na schodowej klatce. W tym chłodzie idącym od dołu. Z piwnicy, z pustych, opuszczonych mieszkań. Z pracowni. Z porzuconych pracowni, w których popiersia i rzeźby obojętne. W których popiersia pod przezroczystą folią. Pod zakurzoną… Twarze kamienne. Kamienne oblicza. Niedokończone… Wiesz, idę wolnym krokiem. Idę powoli. Muzyka we mnie. Dziwna jakaś. Powolna muzyka czasu. Przechodząca jak wahadło. Do przodu. Do tyłu. Teraz podążam wstecz, mimo że jestem tu jeszcze. I jestem wciąż. Jesteś tu jeszcze? Ja jestem. Na zewnątrz wiatr. Wiatr tarmosi za włosy, kołnierz, mankiety koszuli. Na zewnątrz wiatr. I ten wiatr idący od przodu. Idący od tyłu. Bokiem. Cicho. I wstrzemięźliwie, bądź nagle. Porywczo. Natarczywie… To znowu milczenie roztacza się wokół. I drzewa milczą. I ptaki. Owady. I my… Byłaś tu przed chwilą. I byłaś jeszcze. Teraz przestrzeń roztacza się wokół pusta i tkliwa. I ta przestrzeń bez ciebie… Choć wydaje mi się, że przez chwilę… Nie. To tylko przelot owada. Nagły i porywisty. Przelot owada. Przezroczysty lot. Przez mgnienie. Iskra. Błysk słońca na poruszonej przez nikogo szybie... Jak ten wiatr, co targa i szarpie za poły koszuli. Jak ten wiatr targający włosy… Dokąd tak idę? Idę tam, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością. Jak to możliwe? Widać, możliwe. Stąpam ko chodniku. Po płytkach, mijając kałuże, w których mieni się ogrom kobaltowego nieba. I to niebo spada na mnie, i przytłacza mnie. Przytłacza tym czasem przeklętym, który wciąż powraca. Zatacza kręgi, jak kołujący ptak. Idę powoli. Krok za krokiem. Pusto jakoś. I tak jakoś tkliwie. Mienią się lśniące liście po letniej ulewie. Skapują krople. Takie jaskrawe, mżące piksele upływającego czasu. W blaszanych rynnach chlupoty i szmery. Wylatują jeszcze ostatnie strumienie. Strząsają z siebie drzewa tę wilgoć. I żłobią w chlupocie korytarze w gliniastej ziemi ciepłe hausty niedawnego deszczu. Jesteś tu jeszcze? Idę niedaleko. Na spacer krótki nieledwie. Idę podziwiać i oglądać. Nie. Idę się pożegnać. Uścisnąć dłoń. Być może. Komu? I komu? Ostatnie pakunki są wynoszone z domu. Przed otwartą bramą ciężarówka z brezentową paką. I cisza wokół. Milczenie okrutne, jakby rzeźb kamiennych, gipsowych odlewów. Twarze. Dłonie. Ramiona… Oczy widzące niewidzeniem… Przed kamienicą. Przed blokiem cień topoli na asfalcie, na trotuarze. Kołysze się i chwieje. Szepcze. Porusza milczącymi ustami ten brodaty bożek cienisty i leśny. Ten bożek liściasty. W pień wrośnięty jak pamięć. I szepcze. Wciąż szepcze nieustanne dzieje. I milczące jakieś słońce pada z ukosa. Rano to? Pod wieczór? Było to chyba zimą. Lecz teraz dzieje się w pełni upalnego lata. Takie to czasami płata figle czas ulatujący w przestwórze. Czas senny. Czas pełen majaków i zwidów. Stoję pod drzewem. W cieniu. Niewidzialny jak powietrze. Jak przezrocze atmosfer. Kryształowych strumieni. Dlaczego nikogo nie ma? W zamkniętych oknach firanki. Zasłony. W oknach kurz i pył zapomnienia. Tuwim przeprowadza się teraz. I przeprowadza się wtedy. Przeprowadza się w czasie teraźniejszym, mimo że siedemdziesiąt lat temu. Czyli teraz następuje przeszłość. Następuje w teraźniejszości nagły przeskok dziwnej substancji czasu. Jakieś przebicie idące z dawnych pokładów minionych epok. Historia się powtarza. Czas. Czas. Czas. Odbywające się misterium czasu. Kto tu jest mistrzem ceremonii? I te zjawy nieobecne. Te zjawy niewidzialne, choć widziane tylko przeze mnie. Szukają przyszłości. Patrzą wstecz, do przodu. Na boki. I dążą do wieczności falując skrzydłami pełnymi kwiatów. Jak motyle bezszelestne. Jak ćmy puszyściejące w przelocie. Lecące prosto w słońce. W słońce. W przeogromne słońce... I w tej przeszłości urojonej. I w przeszłości, w której tylko nieruchomość i cisza. I milczenie rzeźb wykutych w kamieniu. I wszystko jest spokojne. I jest tak bardzo spokojne. Zanurzone w morzu kobaltowego nieba i słońca padającego z ukosa, którego smugi na ścianach. Na oknach przesłoniętych zasłonami. Na korze drzewa. Na chodniku. Na brukowych kostkach… Czas się zatrzymał i spotęgował w swojej kreacji. Lecz zatrzymał, tylko na chwilę, bo znowu rusza w swojej potędze stworzenia. I wszystko się ponownie obraca. Zatacza kręgi. Dzień za dniem. Obroty słońca. Gwiazdy. Konstelacje. Księżyc niknący za horyzontem. Księżyc wznoszący się do nieba. I znowu słońce… Lecz, gdzie on jest? Tuwim. Nie ma go. Bo gdyby był, to podałby mi dłoń do uściśnięcia. Uchylił dostojnie kapelusza. Lecz nie ma go. Choć był tu przed chwilą jeszcze, mimo że siedemdziesiąt lat temu. Nie ma go. Choć był i jest, mimo że oddalony. Mimo że na wyciągniecie ręki jedynie. Jesteś tu jeszcze? To się nazywa strumień świadomości. Wytryskujący, meandrujący nurt umysłowych kreacji. Są tutaj i tam. W każdej formie i kształcie. I w każdym czasie. I nawet, kiedy go nie ma. I kiedy jest na chwilę jedynie… Muzyka we mnie. Tli się jak zarzewie niedogaszonego ognia. Tli się, gdzieś tam. Żarzy się. Rozpala aksony i nerwy… Utrwala się w kolorze sepii. W kolorze. W bez-kolorze. W szarości… Zaciskam powieki. Otwieram. Nie ma. Nie ma samochodu z brezentową paką, ani pudeł z książkami. Rulonów zwiniętych dywanów. Nie ma. Nie ma nikogo. Tylko ściana kamienicy olśniona potęgą pomarańczowego blasku słońca. I cień topoli na brukowej kostce. I nic. Nic. Nie ma. I nigdy nie było. Jedynie we mnie. I tylko we mnie jarzą się tak przejrzyście drobiny płynącego przestworem czasu. Została cisza. Przytłaczający skwar letniego upału zastygły w kryształowych kroplach niedawnego deszczu... (Włodzimierz Zastawniak, 2026-07-19)3 punkty
-
Namaluj portret Chrystusa jemu krew płynie z dłoni ręce uniesione do góry ciągle spocone i broczące krwią. Już od wieków tak stoi ciągle tak samo tylko pot i krew bezradnie nie zadając pytań. Nie swoją krew na rękach nosi z wojen religijnych i lat ucisku winnych i nie winnych mędrców którzy krzyżem wojowali. Dwa portrety namalowano jeden duży drugi mały jeden ładny drugi brzydki na jednym abstrakcja na drugim rzeczywistość. Autor anonimowym pozostaje linczu się obawia jedni się modlą inni grożą obłudni twierdzą że są prawymi.3 punkty
-
ciało pamięta zanim pamięć zdąży zapomnieć pamięta dotyk który się nie zdarzył a serce i tak bije na przekór jestem pół słowem pół ciszą pół Tobą pół sobą i cała w tym czekaniu wyrosłam z błota żeby udowodnić że można płatki brudne korzenie czyste noc zdejmuje ze mnie dzień warstwa po warstwie zostaje tylko skóra i głos który mówi: bądź więc czekam na świt3 punkty
-
szare renety przy zastawionym stole obok siebie i naprzeciw przy świńskich głowach otoczonych wieńcami koszteli i szarych renet wśród poroży i kandelabrów siedzieli, śmieli się, wstawali ktoś przejął łuczywo przechwycił srebrną paterę mało zwinny odchodził pozornie tylko nieistotny bo widzieli w nim siebie pozostajemy w wielości i poza nią lustrzani przez wieki niezmiennie3 punkty
-
@viola arvensis Niezwykle poruszający jest Twój wiersz i bardzo emocjonalny. Czytam o toksycznej, wyniszczającej relacji. Jest tu też bezradność bohaterki. Bardzo obrazowe metafory - zwłaszcza "szklą mi się oczy - kieliszki zbite", co w niebanalny sposób obrazuje jej kruchość i rozbicie wewnętrzne. Kulminacją tego dusznego, pełnego zależności układu jest według mnie wers: "wchodzisz - pochłaniasz, wychodzisz - znikam". To genialne w swojej prostocie i niezwykle trafne ujęcie całkowitej utraty własnego "ja" na rzecz drugiej osoby. W jednym zdaniu udało się zamknąć całą tragedię tego związku. Niesamowita jest puenta. Zestawienie własnego, cichego przemijania "jak lato" - z brutalną, chłodną obojętnością odchodzącego partnera ("ty pójdziesz dalej - w kieszeniach ręce") jest bardzo filmowe i zostawia z poczuciem pustki. Przepiękny wiersz!3 punkty
-
@viola arvensis gdyby mnie złapali to mam jak w banku: kolonoskopię, badanie prostaty i lewatywę. od strony paszczy miałbym uczepionego gościa z wiertłem który by odgrywał scenę z "maratończyka" i wypytywał by mnie jak dustina Hofmana: "jest bezpiecznie?" i to wszystko bez przerywania snu. miałbym się z pyszna. to byłby koszmar gorszy niż agenci amerykańskiej bezpieki urządzili meksykańskim gangsterom w filmie SICARIO. na szczęście do tej pory przechodziłem tylko coroczne badania okresowe. bez dotykania inaczej byłby im potrzebny chirurg gdybym potrzebował pomocy to Ty i Twoje dwa granaty M67 - bezcenne ale na razie jest spokojnie @LessLove Less lubię Twoje komentarze są aromatyczne i soczyste często zastanawiam się nad Twoimi słowami dziękuję Ci bardzo pozdrawiam3 punkty
-
@Posem Cieszę się i dziękuję, że zainspirowało:) tak, gdy jesteśmy smutni szukamy bezpiecznego miejsca żeby przeżyć te emocje. To nam daje podwaliny pod przyjemniejsze stany emocjonalne :P @Berenika97 dziękuję za komentarz; myślę że radość przeżywamy z obcymi, a smutek jest bardziej intymny @Marek.zak1 całe szczęście; zatem mogę iść do kocyk do miejskiego parku i odpocząć, nie płacąc za hotel w ciepłych krajach:P bo po co3 punkty
-
@wiedźma, @Berenika97, @Poet Ka i @Posem dziękuję za polubienia. :-)))))) __________________________3 punkty
-
@Migrena Nic więcej nie da się napisać o pracy lekarza. A przecież gdzieś musi w czasie i przestrzeni ducha i świata pomieścić swoje uczucia, życie uczuciowe, rodzinnie. Nigdy im nie zazdrościłem niczego poza sensem ich pracy. Ważny wiersz. Za dużo miałem kontaktów szpitalnych, ze względu na członków rodziny. Obserwowałem wszystko, o czym piszesz. Za każdym razem błyskawicznie "zaprzyjaźniałem się" z personelem i procedurami. Nigdy nie rozstawałem się z nadzieję, a później z akceptacją... "ubywania i odchodzenia". Stałem się w tym mistrzem, podziwianym otwarcie przez niektórych z "magów szpitala"... Przypomniałeś mi tę rzeczywistość dla mojej osobistej refleksji. Dziękuję Ci :-)3 punkty
-
@Berenika97 nowoczesny, wieloznaczny, intertekstualny wiersz z niesamowitą metaforą samotność w cierpieniu, wątpliwości wpisane są w egzystencję @Migrena kryzys języka...bardzo trafne!3 punkty
-
@Berenika97 dałaś nam przejmującą próbę zmierzenia się nie tyle z cierpieniem ile z kryzysem języka którym człowiek próbuje je zrozumieć najbardziej porusza mnie, myśl że błąd przekładu może dotyczyć nie tylko słów ale całej ludzkiej potrzeby nadawania znaczeń temu co przekracza moje doświadczenie może największy dramat istnienia polega właśnie na tym że my szukamy sensu w przestrzeni gdzie odpowiedz nie przychodzi a jednak samo pytanie pozostaje aktem odwagi Twój wiersz nie daje pocieszenia lecz coś trudniejszego i bardziej wartościowego daje świadomosć że nawet w milczeniu trwa dialog między człowiekiem a tajemnicą to jest poezja wysokiej klasy pozdrawiam Nika:)3 punkty
-
nie mogłam dłużej gadać wierszem bo późne było już dobranoc ale też spać nie mogłam przez cię myślałam słowa tam zostaną samiutkie takie zimne rączki kiedy na grzędach w wersach siedzą daleko jedno od drugiego między zwrotkami straszny przeciąg więc wstałam do nich prosto z łóżka jest chyba jakoś przed południem żeby przytulić ucałować żeby słoneczniej albo cudniej2 punkty
-
Miss czerwieni i lipstick Queen Kto się zachwycił ten Wie Była barierą krwistej powodzi Ust Nabrzmiałych czereśniową Rosą Jak brzeg plaży dla Języka Konturem ostrym oddzielała Liliową Bladość twarzy a gdy krople tej Krwi Musnęły leniwie palców Szczyt Rozkwitały tam kiścią Wiśni2 punkty
-
Białe, srebrne, złotawe, niczym wyspy śniegu, rozgrzane od zachodu pod płowym prześwitem, a my, pod ich wrażeniem, na szarawym brzegu patrzymy, podziwiając mijające życie. Tamten w dali, rozpięty, wygląda jak żagiel, drugi płoży się, mieni, przewrotny jak fala, inny sunie zabawnie, przecinając drogę, która marszczy się, pieni i na dwie się rozpada. Błogosławione lato — pogodny dzień — słońce, ziemia, morze i ryby pod nieba błękitem, i my — jak te baranki po tafli płynące — zapatrzeni w urodę, zachwyceni byciem!2 punkty
-
Sprzedam szczęście mało używane po remoncie z przebiegiem niedużym lub na mało palące zamienię z wygodnymi fotelami do podróży na parkingach mocno porysowane lakierem nie musisz się przejmować ponieważ liczy się bogate wnętrze a zawsze można je też przemalować Z bólem duszy to szczęście sprzedaję lecz też z nadzieją że nikt nie kupi bo cicho liczę że jeszcze pojadę tam gdzie samo siebie polubi2 punkty
-
@violetta Tak. A gdy bliżej zooma ustawimy, to w moim przypadku będą to: Polacy, Pomorzanie, Kaszubi, Gdynianie, Mieszkańcy Mojej Dzielnicy/Ulicy, a na koniec sam dla siebie stanę się kulturowym odniesieniem. Natomiast odnoszę wrażenie, że nie jesteś specjalnie zainteresowana tymi rozważaniami :) @Poet Ka Oczywiście dziękuję, ale to za dużo nawet jak na moją skrzętnie ukrywaną megalomanię :)2 punkty
-
Teatr Rozparty na estradzie, sortuje informacje, Nic nie pomagają dalsze afirmację. Mówią że to proste, jakiż to banał! Ktoś mnie kiedyś jednak znał? I tak kręci się cała maskarada, Jakiś szept cichy, za mną się skrada, Wszystko się lepi od groteski i dramatu Sam już nie wiem, gdzie szczątki aksjomatu, Cień mój większy od postaci granej Przypomina relikt duszy obłąkanej, Zagubiły się bisy, aplauzy, owacje, Zelżały dawne brawurowe akcje. Monolog mój jałowy dogorywa, Ale hejże! Akt, scena, spektakl się rozgrywa, Dajcie lalkę, marionetkę tylko tego pragnę I do mego lustra sznurkami wtargnę! Wtem zapadnia się otwiera, Gęstnieje cała atmosfera. I słychać cichy szept wiatru: „Tyś aktor ze spalonego Teatru”. -Purpur2 punkty
-
W ów dzień lipcowy Tell Wawel urósł Dźwiękiem spiżowym W niebosiężny sol Zamilkli aniołowie Drgnęli w trumnach królowie A on natchniony Wieżą kołysze Bo za miliony Cierpi i czuje Po wiekach sercem nowym Wymówiwszy sznurowym Bić nie ustaje Z Krakowskiej skały W służbie wytrwały Deo et Patriae [Dźwięk "sol" – ton uderzeniowy dzwonu ZYGMUNT]2 punkty
-
@andrew Piękna metafora tego jabłka pod drzewem - pokora i wdzięczność w jednym obrazie. :)2 punkty
-
(tryptyk) Piszesz wiersze piękne, czułe I rytmiczne. Od niechcenia, tak przypadkiem Rzucasz słowa. I przeplatasz swe tęsknoty Spontaniczne, Z takim wdziękiem, że je można Zacałować. Chociaż wersy jednym ciągiem Są pisane, To przestrzenie między nimi, Pustką krzyczą. A te zwrotki niby razem Układane, Nigdy siebie nie zobaczą, Nie usłyszą. Wybacz proszę mą brutalną Ingerencję I przepraszam, że się wtrącam, Tu akurat. Lecz pozbieram Twoje słowa Bardzo skrzętnie, By je potem wszystkie razem Poprzytulać. Bardzo chłodno, ze złą miną, Patrzysz bokiem, Że zostawię twoje strofy Gdzieś na drodze. Jeszcze tylko się zatrzymam Rzucę okiem, Może zgarnie zabłąkany Ten przechodzień. Już pochyla się niechętnie I je czyta. Zebrał szybko wszystkie wersy W jedną całość I uśmiecha się serdecznie, Bo jak widać W słowach szczęście, na tej drodze Go spotkało. Za pazuchę skrzętnie schował Twoje wiersze I do serca je przytulił Tak ochoczo. Bo zrozumiał że miłości Są cenniejsze, Niż pieniądze, splendor, sława Oraz złoto. Idę dalej, a nade mną, Świeci księżyc. Mleczna droga gdzieś mnie wiedzie Wokół cisza. W dali wodnik wraz z pannami Wozem pędzi, Lecz hałasu ani rozmów Tu nie słychać. A przy drodze wartkim prądem Strumień płynie; Próśb, uczynków oraz marzeń Niespełnionych. Czy pragnienia ktoś wysłucha I je przyjmie, By nasycić i napoić Tych spragnionych? W dali ziemia swym błękitem Jeszcze mami. Tam się kończy i zaczyna Coś od nowa. Ktoś pamięta i wspomina Żeś kochany, Póki żyją - rozrzucane Twoje słowa. wspomnienia do których wracam właśnie umuzyczniłem i nie che mi wejść na stonę proszę o podpowiedź2 punkty
-
Sen radości mi nie daje, Pamięć nigdy się nie zmienia, W mej duszy nieszczęście nie ustaje I westchnienia. Sen spoczynku mi nie daje, W dzień ich skrywa słońca zorza, Nocą krąg umarłych cieni staje Wokół łoża. Sen nadziei mi nie daje, Budzi mnie odgłos ich kroków, A ich żałosny widok dodaje Więcej mroku. Sen mi wcale sił nie daje, Ochoty by popłynąć w dal; Tylko morze dzikszym się wydaje, Wśród czarnych fal. Sen przyjaźni mi nie daje, By mnie czułością otaczać; Ich spojrzenie pogardę oddaje I rozpaczam. Sen nie daje mi pragnienia, By zszyć znękane serce me, Oczekuję tylko zapomnienia W śmiertelnym śnie. I Jane (1837, listopad - jasne, że nie maj...) Sleep brings no joy to me, Remembrance never dies, My soul is given to misery, And lives in sighs. Sleep brings no rest to me; The shadows of the dead, My waking eyes may never see, Surround my bed. Sleep brings no hope to me, In soundest sleep they come, And with their doleful imagery Deepen the gloom. Sleep brings no strength to me, No power renewed to brave; I only sail a wilder sea, A darker wave. Sleep brings no friend to me To soothe and aid to bear; They all gaze on how scornfully, And I despair. Sleep brings no wish to fret My harassed heart beneath, My only wish is to forget In the sleep of death.2 punkty
-
przy Toporze niekoniecznie trwają kaci niekoniecznie lubią ryby akwaryści z literatek chleją też nieliteraci i w pokoju niekonieczny bywa wyścig w cudzysłowiu w cudzysłowie żre purystów do powstania niekoniecznie trzeba kosy antagonizm pręży pierś że tylko pysk stul normalnością jest poprawność ty łeb posyp kazirodztwo pedofilia klaustrofobie wyjebane LEL na mega fejm i yolo dzisiaj Edyp bez kompleksów mógłby dowieść ci hashtagiem żeś z łbem zrytym jak homofob Roland Topor _- "Bal na ugorze" Na wzór komisji brukselskiej, doradzającej rolnikom kładzenie ziemi odłogiem w celu zwiększenia jej żyzności, Topor postanawia nie wstawać z łóżka. Leniuchuje więc i czeka, aż jego decyzja zyska podobny aplauz jak postanowienia brukselskie. Źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/74100/bal-na-ugorze2 punkty
-
2 punkty
-
@viola arvensis Tak brzmią prawdziwe "strofy miłości", a nie wiersze o miłości. Miłość to niepewność, ból rozstania, zawsze oczekiwanie na więcej. Wiersz pięknie napisany, dogłębnie podbudowany prawdą, tak go czuję i z szacunku, nie napiszę więcej. Serdecznie pozdrawiam Cię.2 punkty
-
@Migrena wiadomo. Jakbyś musiał uciekać/chowac sie to pamietaj o mojej piwnicy i strychu. Stoja przed Tobą otworem. Innym zgoła niż ten otwór lekarski 😎2 punkty
-
@Migrena aż sie boję żeby Cię ta mafia nie dopadła za ten wiersz, w taki czy inny sposob... A wiersz jak znalazł na dzisiejsze, pokrzywione czasy. Wszystko co najważniejsze w nim zmieściłeś/ zamieściłeś. I to w mistrzowski sposób. Podrukuję i porozwieszam gdzie trzeba 😎2 punkty
-
~~ Młody wikary z miasta nad Sołą spotkał na plaży panienkę gołą. Chciał zawstydzony uciekać; dziewucha krzyknęła - czekaj!!! Skorzystał więc .. dziękując aniołom. ~~2 punkty
-
@viola arvensisViolu, wzruszyłaś mnie. Nie ma gumki do wymazywania wspomnień, ani tabletki na zapominanie. Są tylko chusteczki i wiersze... Serdeczności i przytulaski dla Ciebie :)2 punkty
-
@Migrena Ten wiersz potwornie boli, bo trafia w sam środek prawdy, której wszyscy się boimy. Przerażająca, ale jakże trafna metafora współczesnej medycyny odhumanizowanej przez tabelki, procedury i pieniądze. Najbardziej uderza ten brak człowieka w człowieku – zarówno w pacjencie traktowanym jak wadliwy produkt, jak i w lekarzu, pod którego fartuchem nie ma już nic prócz monet. Fraza o reanimacji wznawianej po bloku reklamowym i systemie robiącym aktualizację, gdy umiera człowiek, zostaną ze mną na bardzo długo. Genialne, choć straszne pióro. Dziękuję za te ciarki.2 punkty
-
@Migrena Przykra ta rzeczywiść. To człowiek,ale i ... realia. Pozdrawiam serdecznie Spokojnego dnia2 punkty
-
. Była bardzo czułą kochanką dopóki miał konto w banku. .. Mąż dla niej jedynie kartą Od bankomatu. Już nieco zdartą. ... Mnie nie jest wszystko jedno z którą. Aby nie z jedną. .... Wpierw to były .. ochy i achy - ubaw po pachy - potem za wiele chciała. Ja nie - innym dawała. ..... Olimp i Ada znów się spotkali; Olimp w(z)niósł znicz. Ada go rozpali ... ~~2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@Alicja_Wysocka urzekło mnie odwrócenie ról to nie poeta szuka słów lecz wraca by ocalić je przed chłodem milczenia czuła personifikacja pisanie - troska świetne Alu:) pozdrawiam Cię:)2 punkty
-
@Alicja_Wysocka niczego już więcej nie dodam- jest pełen ciepła, i sentymentalizmu, ale takiego, który ma pod sobą wszystkie inne...2 punkty
-
"Zapomniane dobro" Przyrzekasz wiernie – i wierzysz w swe słowa, bo prawda w sercu cię szczerze kręci. Nie szukasz poklasku, nie czekasz nagrody, idąc przed siebie ścieżkami swych chęci. Lecz los przewrotny potrafi zaskoczyć, a serce doświadcza cichego zapadu. I nagle marzenia w popioły zamienia, bo co miało kwitnąć, usycha bez śladu. A człowiek zbyt chętnie wyroki ogłasza, jedno potknięcie pamięta najdłużej, więc cudzą historię cierpliwie rozważa, choć dobro przez lata w milczeniu mu służy. Tak dziwnie już bywa w ludzkiej pamięci – dobro odchodzi bez słowa, bez chwały, zło trwa jak cień, który wciąż nosem kręci, choć właśnie dobro – świat czyni wspaniałym. Leszek Piotr Laskowski2 punkty
-
Nic w moim życiu nie było łatwe. Zwykle pod górkę i nigdy z wiatrem. Do przeciwności wszystko mnie pchało. Jakby to proste - było za mało. Ciągłe porażki i bolesności często tworzyły się z bezradności. Za mało siły, doświadczeń mało, za małe dziecko mało wiedziało. Jakby na przekór prostej ścieżynie, ciągle mnie ciągnie w otchłani knieje. Lasy zbyt gęste, szuwary srogie, ciągle na opak, ciągle to nowe. Kiedy ta podróż już będzie z górki? Widnokrąg płaski, bez żadnej chmurki. Jasność zaleje mi głowę całą, dalej popłynę szeroką falą...? I będę wiedzieć, że wiem na pewno, ze życie wcale nie jest loterią. Co nazbierałam przez trudy, znoje to zastosuję. I będzie moje.2 punkty
-
Dziś był piękny dzień, jeden z tych, które są kochankiem dla duszy. Słońce pieściło ciało, a wiatr rozwiewał ciężkie myśli. Ta lekkość spowodowała, że myślałam o tobie delikatniej. Potem chciałam uratować pszczołę, która topiła się w jeziorze. Wyciągnęłam ją z wody, ale było już za późno na oddech. Co będzie z nami?2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne