Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 26.06.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
rytm lata przy wiśni w czerwcu w rombie siatki jak w ramie miniatury przysiadł płochacz do kubka wpadają drobne ciemne owoce kawa już w domu pachnie filiżanka przy radiu dobiega rytm muzyki piszę szczęśliwa że wolny dzień łapię zmysłami lato i rytm znów mam dwadzieścia lat12 punktów
-
Jest Dusza Przychodnia Co nie szuka gniazda Płonie jak pochodnia Innym drogę świeci Jak to czynią święci Nigdy się nie spala, Innym ciepło daje Nie zbywa jej wcale Naiwności pieśni Bo cnotą im świeci Którą starzy chwalą A dzieci nie znają Choć na własność mają Od Miłości Pana10 punktów
-
kluczem marzeń otworze kolejne życia drzwi może ujrzę za nimi to co mi się śni a sny mam kolorowe więc nie mam czego się bać tylko dalej śmiało iść kluczem marzeń ozdobie wszystkie smutne twarze którym los popsuł wczoraj i dziś tak moi drodzy ten klucz to czysta magia która nie boi się trudnych życiowych chwil7 punktów
-
jestem pustą kartką kiedyś pełną czegoś nie pamiętam czego ktoś musiał mnie zetrzeć albo ja nie wiem papier nie tęskni za atramentem przyjmuje kurz7 punktów
-
wiele mówimy do Boga i o Nim najwięcej ci co daleko a świat świat byłby jak piękna kwitnąca łąka każdy kwiatek listek cieszy się istnieniem zajrzyjmy w siebie częściej słuchajmy CO BÓG CHCE POWIEDZIEĆ wtedy … Jezu ufam Tobie 6.2026 andrew Piątek, dzień wspomnienia męki i śmierci Jezusa6 punktów
-
my pielgrzymi, utrudzeni drogą, często boimy się jutra zaplątani, niczym w sieć pająka, przeklinamy życie a przecież nie można o własnych siłach mierzyć się ze światem, który niczym dżungla jest pełen zasadzki, gdy pamięć powraca, zaczynamy tęsknić za smakiem poziomek, zapachem róż i wiemy, że raj jest tuż tuż tylko czy tęsknię jeszcze trochę do Ciebie, mój Boże, jak dawniej a może wyśni mi się tej nocy całkiem nowy brzeg, gdzie spotkam tych których od zawsze kocham…6 punktów
-
lody w kubeczku smęcą od rana ale nam zimno w durnej lodówce wypuść nas jędzo wypuść nas zaraz to że nas więzisz jakże okrutne to wasza wola wedle życzenia właśnie otwarłam drzwiczki schłodzone lecz pamiętajcie powrotu nie ma to będzie naszej współpracy koniec wyszły na wolność w promieniach całe żeby rozkoszne poczuć ciepełko lecz nagle co to my rozciapciane gdzie nasze cudne lodowe piękno wnet roztopione smęcą od rana ów jak gorąco my bardzo smutne wpuść nas lodówko wpuść ty nas zaraz tak nie postępuj z nami okrutnie czekają nadal w wielkim upale o mroźnych czasach myślą zapewne chociaż kubeczków słychać stukanie drzwi pozostają dla nich zamknięte5 punktów
-
Siedziałem w jego gabinecie jak uczniak przyłapany na zapleczu szkolnego boiska na paleniu papierosów. Byłem zesztywniały i spięty. Nogi i stopy miałem ściśle złączone. W łydkach czułem ból napięcia ścięgien. ręcę trzymałem blisko tułowia a dłonie oparłem na drżących kolanach. Dłonie były lodowate a zarazem spocone. Nie drżały jednak. Były bladoniebieskie. Jak u trupa, wyciągniętego z chłodni prosektoryjnej. Usta podobnie. Były nieruchome. Bo nie miały ochoty na tą rozmowę. Oczy wbiłem w punkt na ścianie. Jakiś jego dyplom z zamieszłych czasów postudenckich. W tym byłem dobry. Budziłem się z uczuciem porażki. Tego, że nie udało się odejść w spokoju. W namiastce snu, który zastępował odpoczynek. A potem ze łzami ledwo siadałem w nogach łóżka i wbijałem wzrok w ścianę bądź okno. Widziałem jedynie biel ściany lub na zmianę błękit bądź szarość nieba. Moja świadomość pojmowała tylko te trzy kolory. No i jeszcze czerń jaką była choroba mojego umysłu. Samotność jest szara, krew rubinowa, nawet śmierć w swej antycznej postaci wydaje się mieć jaśniejszy odcień płaszcza. A mój umysł to rdzeń reaktora mroku. Już dawno uległ awarii. Jeszcze nie wybuchł ale jest uszkodzony na tyle, by wylewały się z niego całe tony nieprzejrzystej mazi. Trującej zdrowe komórki, napromieniowanej izotopami, które mnie rozpuszczają i trawią od środka. I nie da się tego zatrzymać, cofnąć. Usunąć skutków awarii. Można jedynie wyłączyć reaktor. Zabić rdzeń. Uciszyć na dobre życiową reakcję. Reakcję łańcuchową. Bo jestem więźniem skutym łańcuchami. Palą mnie ich ogniwa. A składają się przecież ze wspomnień. Dni i lat straconych na wieki. Człowiek jest na tyle rozwiniętą istotą, że czuję kiedy zbliża się koniec. Mój nadchodził. Pytał mnie dziś o tak wiele spraw. A jakie to ma znaczenie? Pytał czy myślę o tym. Ja niczego innego nie pragnę. Czy chciałbym wyzdrowieć? Nie. Chcę tylko umrzeć. Chce się poddać na własnych zasadach. Złożyć broń i dać się rozstrzelać. Przegrałem i nic tego nie zmieni. Czuję się jak ostatni, ukrywający się w dżungli partyzant. Mam świadomość klęski ale ukrywam się nie po to by oddalić od siebie tą myśl a po to by nie zdradzić samego siebie. Ale pierścień pościgu się zawęża. Pewnego dnia świat mnie znajdzie i zaprowadzi pod mur albo na szafot. Dlatego staram się nie być sobą. Mam swoje światy i osobowości. Tak wiele urojonych fantazji, które zastępują mi rzeczywistość. Przekupiłem go dziś kolejnym kłamstwem, byle tylko nie wylądować w izolatce. On się gubi. W moich zeznaniach, wspomnieniach, symptomach i objawach. Czasami mówi, że sam dostaję przy mnie psychozy. Śmieję się z tego, ale najchętniej bym go zabił, bo jakąś część mnie uważa to za najlepsze wyjście. Lepsze od leków i terapii. Bo jeśli coś mi pomaga to nienawiść do ludzi. I litry znieczulenia w alkoholu. Wtedy moje myśli są twórcze. Pijane z radości. Jakie jest największe kłamstwo jakie mógłbyś mi dziś powiedzieć, zapytał. Przysięgam, że nie mam przy sobie broni. Poczym sięgnąłem powoli za pasek od spodni. Wyciągnąłem pistolet i zanim zdążył wezwać pomoc lub wyrwać mi broń strzeliłem sobie w skroń. Padając martwym na jego biurko. Dla mnie wojna dobiegła końca.5 punktów
-
Choć znałem już drogę, znów skręciłem w złą stronę. Zagubiony patrzę w Twoje oczy i tonę. Zachłyśnięty zapachem czuję Twój dotyk, nurkuję w bezdechu, błądząc powoli po bezkresach ciała. Wznoszę się i opadam, a szept Twojego oddechu mami moje uszy. Miłości, co błogością mnie odmieniasz i słodkim smakiem porywasz na manowce - pozwól mi zbłądzić i znów zmylić drogę.5 punktów
-
„Dawno Cię Włodku tu nie widziałam. Jakieś kłopoty miałeś ze zdrowiem? Łódka wciąż sama przy kei stała. Co z Tobą było, proszę opowiedz.” „No cóż, choróbsko się przytrafiło. Nie zgadnie tego nawet jasnowidz. Ile już badań, zastrzyków było. Cztery tygodnie to trwało przecież.” „Czy już po wszystkim? Jak się skończyło?” „Już weterynarz wyleczył Decię i znów załoga cała w komplecie.”5 punktów
-
5 punktów
-
W gorącym powietrzu tańczysz, z oczyma pełnymi słonych łez. Chłodna od pomarańczy, cieszysz się. Bo wiesz, że uczę się ciebie. Bo wiesz, że na ciebie patrzę. Na ulicy, w tawernie i na własnym weselu. W gorącym powietrzu tańczysz, z oczyma pełnymi słonych łez. Nic już się nie zmieni, więc tańczysz aż po kres sił ze swoim drogim przyjacielem, którego podarował ci los, którego podarował ci Bóg. W gorącym powietrzu tańczysz, z oczyma pełnymi słonych łez. Chłodna od pomarańczy, cieszysz się. Bo wiesz, że i tak na ciebie patrzę.4 punkty
-
na podłodze namalowanej dzień wcześniej rozsypane i niedokończone sny w ciemności brakuje kilku odcieni i kawałka ściany po której spływa księżyc za oknem spóźnione pociągi mkną po zaspanych szynach chciałoby się ruszyć skoro się już pojawiło miejsce na peronie w ustach mentolowy powiew i pierwszy papieros budzik łupie orzechy4 punkty
-
Jego dryg się wyśmigał dużo za wcześnie i zanim w ogóle uleciał w przestworza, już nie mówiàc o innych galaktykach, a przecież to tam należałoby dolecieć. La Bastide, 25.06.2026r.4 punkty
-
panie panowie sorry umarłem na sor-ze czerwony pomarańczowy żółty zielony niebieski ciernie w kolorach w taką noc jak ta procesja kursywą po niebie postaci ulepionych z gliny krew i sól w niedostrzegalnym popiele nic się nie zapomina panie panowie sorry ...3 punkty
-
Zgasł - ostatni promyk nadziei . Czas - nie będzie czekał, aż coś się zmieni. Was - miało nic nie dać rady rozdzielić. Brak - tych rozmów długich i szczerych. *** Masz - psychikę na wykończeniu. Strach - nie chciałbyś skończyć w więzieniu. Twa - kobieta szczerze Cię kocha. Dbaj - by czuła, że jest Ci droga. *** Krzyk - stał się normalną rozmową. Wy - cierpicie przez każde złe słowo. Ran - nie zliczysz ciągle dochodzą. - Ja - nie wiem czy chce być dalej z Tobą.3 punkty
-
@LessLove Bardzo dziękuję! Nie będę korygować , bo nie ma tu dysocjacji ani fizycznej, ani psychologicznej. :))) Jest próba napisania wierszyka w nowym gatunku literackim, utworzonym przez @Charismafilos - czyli ma to być charmeduła. :) A wierszyk traktuje o psychicznym wypoczynku. Serdecznie pozdrawiam. :) @jjzielezinski Bardzo dziękuję! Próbuję swoich sił w nowej formule. :) Serdecznie pozdrawiam. :) @Charismafilos Bardzo dziękuję! Czyli udana. :) Może jeszcze teza trochę kulawa. :) Cieszę się, że wypocząłeś. :) Serdecznie pozdrawiam. :) @Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Poruszyłeś mój czuły punkt - Seneka to mój ulubieniec. Kłopoty towarzyszą nam - to prawda, ale czasami "dusza może odetchnąć" , co nie znaczy, że się pozbywa kłopotów. :))) Serdecznie pozdrawiam. :) @Wiechu J. K. @Posem Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)3 punkty
-
@Poet Ka To wiersz o próbie uchwycenia " rytmu lata". Jest bardzo zmysłowy. Pokazujesz nam ten wolny dzień obrazami. Bardzo podoba mi się ta "rama miniatury". Patrzysz przez "romby miniatury" , czyli siatkę i opisujesz to, co widzisz. Krótkie wersy budują,przy moim odczycie, zapis małych, ulotnych chwil. Liczy się tylko tu i teraz. To te chwile dają szczęście. Mamy to konkretne obrazy : wiśnie, kubek, radio, płochacza kawę, filiżankę. Zastanowił mnie tu dobór samych wiśni, które są zbierane do kubka. Ja odczytuję to tak, że ich słodko- cierpki smak jest jak ten dzień - najpierw słodki, potem, gdy się już skończy zostanie cierpkość kolejnego dnia. Być może przesadziłam, jednak taki mam tego odbiór. Cały opis tych " małych chwil" oddziałowuje na zmysły. Mamy wspomniany wcześniej smak wiśni, dźwięk radia, zapach kawy - to sprawia, że się to czuję. Ostatnie wersy mówią nam o tym, że zwykły, czerwcowy dzień, jego małe chwille mają taką moc, że znów można mieć 20 lat. Dziękuję za wiersz na piękny czerwcowy dzień. Pozdrawiam serdecznie🪻3 punkty
-
@Gra-Budzi-ka Świetne! Ale skutecznie mnie zniechęciłaś do wyjazdu nad Bełdany. Nie chcę ryzykować spotkania z tym końskim gangiem! Ja się nie wybieram nad Bełdany, Nie chcę spotkania z tymi tarpanami! Zbyt cenię swe piwo, Oraz patrzę krzywo, Gdy mi garderobę kradną chuligany!3 punkty
-
nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?2 punkty
-
Fiolka była tylko do połowy pełna. Lecz dla mnie to wystarczyło. Lazurowy, lekko błyszczący w ciemni strychu proszek, wysypał się na przygotowaną szalę. Na drugiej z nich spoczywała już niewielka kupka czarno-szarego proszku o lekkim zapachu spalenizny. Były to starte kości, wyjęte nie tak dawno z pieca. Oczywiście, były one ludzkie, bo tylko ich można było użyć do tego obrzędu. Skład lazurowego proszku był tajemnicą, miał on jednak tą jedną szczególnie istotną alchemicznie cechę. Przywracał do życia, lub mógł to życie nadawać. Prawdziwie boski i potężny wynalazek. Szalę wagi równoważyły się idealnie. Porównałem je jeszcze, mrużąc jedno oko i pochylając się nisko nad blatem stołu. Były idealnie równe. Doskonała precyzja i równowaga. Rzuciłem pod nosem, patrząc na osobliwe i ciche audytorium zebrane na krzesłach wokół stołu. Swojej rodziny nigdy nie mogłem nazwać prawdziwą rodziną. Nie było w niej miejsca na miłość, bliskość, szczerość czy czułość. Były tylko kłótnie, bijatyki, alkohol i pijackie bredzenia. Musiałem zawsze bawić się w bezpieczny azyl domu wraz z moimi drogimi przyjaciółmi których jednakowoż również nie miałem. Wymyśliłem ich sobie jednak. Od cech wyglądu, głosu po maniery i status społeczny. Zaczęto ze mnie szydzić i nazywać szaleńcem. Gdy szedłem rozmawiając głośno z kimś u swego boku, kogo nikt inny dostrzec nie był w stanie. A ja naprawdę ich słyszałem i widziałem. Śmialiśmy się, bawiliśmy się, czasem nawet kłóciliśmy. Było ich wielu. Zawsze co najmniej kilku chciało spędzać ze mną czas. Pewnego dnia, większość z nich. Zapragnęła być widzialna. Weszli w moje maskotki. Niestety jedynie na tyle by mówić z ich wnętrza a nie przez nie. Wtedy szykany na moją osobę trochę przycichły. Rozmawiałem z maskotkami a nie duchami. Byli tacy co potrafili to już jakoś przełknąć. Tłumaczyli to wybujałą wyobraźnią, odrzuceniem, odosobnieniem, chorobą umysłową, potrzebą zauważenia. A ja przecież doskonale wiedziałem co widzę i słyszę. Moi pluszowi przyjaciele, wędrowali za mną krok w krok. Przez lata szkoły, uniwersytetu i początki pracy grabarza. Bo mimo głowy uczonej w zakresie medycyny, uznano ją także jako kompletnie szaloną i pomyloną. Zakazano mi praktyki i zesłano na pewną śmierć w głodu na stopień miejskiego grabarza. Wtedy to z medyka stałem się alchemikiem a z niego już o krok do geniusza. I dziś miałem potwierdzić ten geniusz. Przyjaciele siedzieli wygodnie wokół stołu. Ich kolorowe futerka, były niczym lampiony rozświetlone w mroku strychu. Oczy z koralików, szkiełek lub guzików. Nosy z pereł, kamyków lub zapasowych skarpetek. Jednemu brakowało pół uszka, innemu złamano nóżkę lub przetrzepano porządnie rączkę, zwisającą bezwładnie wzdłuż ciała. Mieli blizny po rozcięciach, przypaleniach czy bójkach. Każdy miał swoje imię i nazwisko a także wywód zaszczytnego pochodzenia. Nikt nie czuł się inny, gorszy, biedniejszy. Wszyscy byli równi i cenni. W moich oczach. Ich stwórcy. Patrzyli jak wstaje biorąc do ręki wagę. Szalę lekko się zachybotały lecz proch po obu stronach pozostał nieruchomy, jak gdyby zdawał sobie sprawę z powagi chwili. Dopiero teraz czułem się naprawdę szalony. Szalenie wielki, nieograniczony i szczęśliwy. Oto jest dzień, czas i chwila, w której to spełniam Waszą najskrytszą prośbę i fantazję przyjaciele. Będziecie żyć! Ruszą Wasze serca, żyły oraz usta! Śmierć tych których kości mam tutaj, da Wam życie wieczne. Bo tylko przez śmierć jest ono możliwe. Więc zabiłem ich byście żyli. I mogli być mi wdzięczni za ten boski dar. Te prochy muszą połączyć się na Waszych obliczach. Wtedy będę pierwszy po Bogu a Wy będziecie dziećmi swego Boga. Ożyjcie dzieci! Rozsypałem prochy w ich zastygłe oblicza. Lecz ze środka dochodziły głosy, bym ich ożywił, pozwolił trwać, dał im wieczność na własność. Świece pogasły i zapadła grobowa ciemność. Zniknęli mi z oczu. Słyszałem tylko ciche stękania, jęki i okrzyki. Coś spadło lekko na podłogę, coś szurało, ciche, szybkie kroki. Chichot i jakby zgrzyt kości. A może szczęk zębów? Zapaliłem świecę, ledwo odnajdując w mroku zapałkę. I zobaczyłem armię żywych istot o splugawionych śmiercią obliczach ludzkich. Armia żywych umarłych, budzącą swe pluszowe ciała do życia. Zombie pragnące ciała i krwi żywych. Ciała swego stwórcy. Zbliżały się do mnie. Z zakrwawionymi ustami, pianą i śliną na zębach. Grymasami zwierzęcego głodu. Próbowałem odgonić je światłem. Otoczyły mnie prędko wypowiadając tylko jedno słowo. Stwórca. Jestem Waszym stwórcą a Wy moim szaleństwem! Czułem ich ostre kły wbijane w szyję, ręce i nogi. Obaliły mnie szybko. Zagryzły jak wściekłe psy. Zlizując krew z ciała i siebie nawzajem. Do jej ostatniej, słodkiej kropli.2 punkty
-
Błazen Mądrzejszych od siebie błazen poucza Forsując tezy o swej "mądrości" Rozsądku podstaw bariery przekracza Litości! Litości! Litości! Litości!2 punkty
-
Pajączek ... znów korzysta bo ciepło oknem wejdzie do domu splecie sieci nad książką albo straszy w alkowie malec patrzy zdziwiony zlicza nóżki do... czterech mamę dreszczyk obleciał jak by mu to powiedzieć... to nie.. zwierz.. lecz żyjątko lato przyszło... i słońce straszek zniknął w piwnicy a to tylko... - p a j ą c i ę k ?* * to autentyczna odpowiedź mojego syna, gdy był małym chłopcem.... :) czerwiec, 20262 punkty
-
2 punkty
-
Skórę pokrył ciszy kurz Pancerz wzrósł kolczasty Duch już mocno skrył się w nim Nie wpuści niewiasty2 punkty
-
Ciemne zasłony Noc jest kobietą Kościelne dzwony Kroki przyśpieszyły Zagubiony ląd I nieodkryte ja w nas Ucieka czas Jak drobinki piasku...2 punkty
-
2 punkty
-
Usta malowane jak jagody, a my ciągle młodzi. To nic, że nic nam w życiu nie wychodzi. To nic, że gorycz ustom szkodzi. To nic. Usta malowane jak jagody, a my ciągle młodzi. Cieszą się nad wyraz piosenki wiatrem smagane. Wolność w nas zakorzeniona pośród powodzi miłości. Utonęło wtedy wiele z nas — od nadmiaru szczęścia, od nadmiaru czułości. To nic, że nic nam w życiu nie wychodzi. To nic, że gorycz ustom szkodzi. To nic. Usta malowane jak jagody, a my ciągle młodzi. Choć nie potrafimy już kochać tak mocno własnego szczęścia. Czekamy na kolejny etap swojej wolności.2 punkty
-
@Poet Ka Wspaniała puenta! :) Lato i takie drobne przyjemności rzeczywiście mają w sobie magiczną moc cofania czasu. Życzę jak najwięcej takich dni!2 punkty
-
Witaj - bez kompromisu byłoby głupio i smutno a tak jest dobrze - dzięki za czytanie - Pzdr.wakacyjnie. @Poet Ka - @Benjamin Artur - dzięki -2 punkty
-
@Benjamin Artur Ja też czekam na wolność, ale podejrzewam, że nasze wolności są zupełnie inne. :) Bo każdy nosi w sobie inną wolność. I właśnie dlatego słowo to ma tak wielką siłę i tak wielki potencjał do nieporozumień. :))) To tylko tak na marginesie. :) Pozdrawiam.2 punkty
-
@Poet Ka Zdaje mi się, że wiosna i lato odmładza, a jesień i zima - odwrotnie, pozdrawiam :)2 punkty
-
Pan i pani gdzieś nad Bełdanami mieli full contact raz z tarpanami. Krzyk ich niósł się nad płotem. Okazało się potem, że pan panią był, a panem pani.2 punkty
-
@Alicja_Wysocka Dziękuję Alu :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński @Łukasz Wiesław Jasiński Na podstawie konkluzji, która wypływa z pana utworów i z pana komentarzy - śmiem wątpić. Natomiast podtrzymuję nadal to co pisałem wcześniej: pańska logika jest pokrętna, a pańskie komentarze zwyczajnie prowokacyjne i nie warte do wchodzenia w dalszą polemikę z panem.2 punkty
-
@Poet Ka Twój wiersz jest jak sznur perełek haiku, refleksów lata. Zmysłowy obraz. umiesz się cieszyć latem i... życiem. (dla mnie 20 lat jest przereklamowane, ale Ty wiesz, CO wspominasz. Pozdrawiam :-)2 punkty
-
@Poet Ka ... a wokół świat bez cieni ubrany nie tylko w marzenia kwitnie ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
Dla Kazika Staszewskiego - Poety i Piosenkarza - za piękny i szczery wywiad, który udzielił Redaktorowi Bogdanowi Rymanowskiemu. Wywiad ten stał się dla mnie inspiracją do napisania niniejszego wiersza. J. J. Zieleziński ******* Dla Kazika S. Opowiem wam, kochani, o cząstce mego życia. Jak czasem w starej bani dochodzi do odkrycia. Wpierw, nim wam powiem morał, gdym prawie już umierał: brzuch coraz bardziej bolał, a ból wstrętny doskwierał. W mym życiu nastał niebyt, swój ból w wódce topiłem, na coraz większy kredyt w nieświadomości żyłem. Koncert w Zielonej Górze... Przyzwyczajenia podłe... Przepraszam was, kochani... Tak bardzo was zawiodłem... W szpitalu z bólu kwiczę, zwijam się nieprzytomnie, wtem głos kojący słyszę: „Oddaj część bólu dla mnie...” I wnet pojąłem słowa, które to Biblia głosi: musimy być jak Chrystus, bo każdy krzyż swój nosi. Rzekł Pan z należną chwałą (gdy bólu już nie czułem): „Duszę twą skamieniałą swą łaską ci umyłem...” I wnet ja wyzdrowiałem! (na Duszy - nie na ciele) Ja wiem, że Bóg istnieje i jest w Nim dobra wiele. ******* Film z YouTube zawiera dodatkowe wyjaśnienia, polecam obejrzeć.2 punkty
-
Czasami upijam się,i jest mi obojętne Co wprowadza mnie w rausz Czy to słowa co zmieniają świat Kobiety co kochają do rana Alkohol co bruździ mòzg Jest fajnie przez chwilę Być w Innym świecie Świecie innym..... świecie? Aż tak innym? Czy to to tylko chora wyobraźnia.2 punkty
-
2 punkty
-
błękitu nieba wystarczy dla wszystkich lato jakże hojnie znów się dzieli słońcem nie zepsute władzą nie zrażone gniewem ofiaruje życie najmniejszej biedronce1 punkt
-
– Mamo, umówiłam cię do fryzjerki na czwartek po południu. – Po co, jak byłam w zeszłym roku przed weselem Joli. – Bo umówiłam cię na randkę. – Coooo?! Mariolka, coś ty znowu nawywijała?! Edyta stała oniemiała wpatrując się w córkę. – Pół roku temu wrócił do Polski wujek Jagny. Jesteście w podobnym wieku. No, i pomyślałyśmy z Jagną i jej mężem, że czemu nie. On sam. Ty sama. Może przypadniecie sobie do gustu? – Ale ja go nie znam! – To poznasz. Mariolka wzruszyła ramionami, jakby spotkanie dwojga obcych ludzi było czymś tak zwyczajnym, jak wyjście do sklepu. 🔸️ – I jak wyglądam? – Jakbyś miała zamarznąć na kość. – To znaczy? – Mamo, jest początek września. Zapięłaś się pod samą szyję, jakbyś wyjeżdżała na Arktykę, albo nie daj Boże, jakby pan Wojtek miał zobaczyć twój dekolt. Wyluzuj. Zamówiłam ci taksówkę, będzie za dwadzieścia minut. – A jak mu się nie spodobam? – A jak on się tobie nie spodoba? Edyta stała w przedpokoju trzymając Mariokę za rękę, dokładnie na odwrót, kiedy jej córka była pierwszy raz u dentysty i strasznie się bała. Edyta też się strasznie bała i próbowała odwlec swoje wyjście. Mariolka uśmiechnęła się do matki i wypchnęła ją za próg zatrzaskując drzwi. 🔸️ – Opowiadaj! Minął tydzień odkąd się spotykacie, a ty milczysz, jak kamień. – Co mam mówić? Pan Wojtek jest bardzo miły, uroczy, inteligentny. A czas w jego towarzystwie mija niezwykle szybko. – Spaliście już ze sobą? – Mariolka! Jak możesz pytać o… O to. – O co niby?! Masz pięćdziesiąt lat, ja dwadzieścia dziewięć, obie jesteśmy dorosłe i obie uprawiałyśmy seks z mężczyznami. Mamo, nie bądź pruderyjna. Od dwunastu jesteś wdową, ale chyba spałaś z kimś oprócz taty? Edyta nie wiedziała, jak powiedzieć córce, że Wojtek nie jest w jej typie. Nie chciała martwić Mariolki. Próbowała spotykać się z innymi mężczyznami, gdy była młodsza, ale zawsze przyłapywała się na tym, że porównywała ich do Leszka. Leszek na pewno pomógłby mi włożyć płaszcz. Leszek na pewno zapytałby na jakie wino mam ochotę. Leszek na pewno nie kazałby mi samej wybierać sobie kwiatów. – To bardzo miły, inteligentny mężczyzna, ale postanowiliśmy pozostać w przyjacielskich kontaktach. No, Mariolciu, nie gniewaj się. Wiem, że chcesz dla mnie dobrze. Tak samo, jak ja dla ciebie, córeczko. Masz prawie trzydzieści lat i chyba najwyższa pora pomyśleć o założeniu rodziny. Fajny jest ten Paweł z naprzeciwka. Sama mówiłaś. Mariolka, coś taka zamyślona? – Zaproszę go na randkę! 🔸️ – Mamo, nie wychodzisz nigdzie? Chciałabym oficjalnie przedstawić ci mojego chłopaka. – Mariolciu, córeczko tak się cieszę! Nareszcie! To dlatego siedziałaś w kuchni? O dzwonek, pójdę otworzyć. – Wojtek? Co ty tu robisz? Wiesz, to niedobry czas. Porozmawiamy innym razem, wybacz, ale spodziewamy się gościa. Idź już, proszę. – Wojtek?! Jesteś już?! Mamo, znasz Wojtka, sama mówiłaś, że jest miły, inteligentny, a czas w jego towarzystwie mija niezwykle szybko. Miałaś rację. Wojtek jest cudowny. – Ale co z Pawłem, Mariolka?!!! – Wiesz, Pawłowi gacie pierze matka, a Wojtek jest już samodzielny. __ 23 Czerwca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Wdów1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Poet Ka→Dzięki:)→Skoro tak, to zaprzeczać nie będę:)↔Pozdrawiam :~) * @Alicja_Wysocka↔Dzięki:)↔Miło mi, iż mogłem rozpieścić wierszem:)↔Pozdrawiam :~)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wieśku, mam nadzieję, że nie uniesiesz się fochem... :) ale tak sobie poczytałam. Ogólnie, ciekawie... Raczej nie przypominało to ciszy, niemrawy szelest bezlistnego podłoża. Początek lata, zieleń na wszystkie strony, okruchami nadziei wznosi marzenia ku błękitom. Zapomniane wracają echem przypomnienia: jedno się kończy, aby coś innego zaświtało. Z początku nieśmiało, delikatne jak dotyk rączki niemowlęcia, a potem spadają, przypominając ulęgałki w dojrzałym posmaku przemijalności.1 punkt
-
*** Burdel z kościołem jest w Białym w Kale. Klienta pozyskać chcą te lokale. W pierwszym - grzeszne usługi, grzesznych zaprasza drugi. Bliższy mi pierwszy, do księdza dalej. Na podstawie zasłyszanego dowcipu (albo anegdoty): W jakimś mieście burdel wywiesił ogłoszenie: "Chcesz zgrzeszyć, wstąp tutaj". Natomiast, kościół naprzeciwko, takie: "Zgrzeszyłeś, wstąp tutaj".1 punkt
-
gdy wyrastają za wysokie zacieniają widoki gdy im listki dopracowujesz zdają się pięknieć gdy im usta uparcie dodajesz będą nawet mówić tylko w czyim języku minus trzynaście stopni mróz suchy raniący stopy nie chcą dotykać dłonie nie próbują nawet wilgotny oddech wydany o coś chciałby się zaczepić osiada na szybie okna na chwilę jest mu dobrze potem i on znika karłowate przestworza nie dają mu możliwości minus trzynaście stopni nie wzejdzie nawet chwast najmniejszy ogonek pod grubą pokrywą ryby w trybie oszczędnym pływają od niechcenia sztywnieją słodkie listy powycinane z papieru i złożone w łódki by stać w tym porcie na niby linie niby snach minus trzynaście stopni tu nic się nie zadziewa szukam razem z wróblami krukami i gołębiami okruchów które z lata czasem komuś wypadną wyliczam sobie porcje a jeśli nie wystarcza otwieram słoik w piwnicy kiszona kapusta kompot minus trzynaście stopni czekając na odwilż w puchowej kurtce razem z niby rekinami które ciągle się nabierają na byle grubą przynętę patrzymy w obraz świata jego nieregularne kształty wciąż próbują zniszczyć te nasze bujne wysokie przerośnięte marzenia1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne