Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.04.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. to twoje dzieło wielopoziomowy wieżowiec zwykle wchodzisz nim do siebie po to go budujesz unowocześniasz przez lata żeby wjeżdżać windą do siebie po drodze mijając każdą wersję poznanego wcześniej samego siebie i dalej eksplorować wzwyż nieznaną całkiem nową wersję siebie
    10 punktów
  2. A ja tęsknię.! I w lepkiej ślinie rozpuszczam prażone ziarenka tęsknoty, w spękanych ustach. A ja tęsknię.! Odwodnione ciało i dreszcze. Nienasycona jak ziemia, spragniona deszczem.
    9 punktów
  3. Za zasłoną Z muślinowych powiek Się skryłam Muskałam wonią igliwia Sekretny dotyk twego spojrzenia Na szlaku moich perfum Zagubiłeś się W marzeniu sennych sosen Pod stopami miałeś mnie Zapach nagości Wczesnej wiosny
    8 punktów
  4. Parę słów Na pożegnanie Czy to ty? Czy to ja? Czy prawda Ubrana w słowa Która nigdy Nie zaświeci Żadnym blaskiem Ani w dzień Ani w nocy
    8 punktów
  5. z szerokich ulic wychodzących na morze zroszony deszczami z rogu obfitości frontu atmosferycznego z blaskiem na wodzie od wybrzeża do wybrzeża bije o brzegi z namiętnością wzburzona piana kołysze się na kotwicy łódź ponętna i piękna tam gdzie muszelka zaklęta w piasku piorunem rażony okryty rubinowym rumieńcem jak bursztyn z najczystszej wody na pełnych żaglach dotykasz głową nieba
    7 punktów
  6. plaża była pusta rozciągnięta jak język sucha od słońca i wiatru ona miała sól na ustach i oczy zbyt jasne jakby widziały więcej niż trzeba on niósł w sobie noc ciężką jeszcze nie do końca przeżytą piasek parzył stopy wchodził między zęby zgrzytał w środku szli za daleko tam gdzie nie było już śladów tylko wiatr i własny oddech dotknął jej nagle jakby coś w nim pękło bez ostrzeżenia odpowiedziała od razu jak ogień który nie ma już powrotu ich ciała nie były delikatne ścierały się jak kamienie mielone w gardle rzeki sól wchodziła w skórę w oczy w usta wszystko szczypało wszystko było za bardzo on wbijał dłonie w jej plecy jakby chciał się utrzymać przy czymś żywym jakby pod skórą było coś co mogło go ocalić ona ciągnęła go niżej w piasek w siebie w ciemniejsze miejsce nie było rytmu tylko uderzenia nierówne głodne krew przyspieszała szarpała się jak zwierzę zamknięte w za małym ciele morze obok uderzało i cofało się jakby coś pamiętało ale nie chciało powiedzieć krzyknęła raz krótko jak przecięcie potem już tylko oddechy ciężkie rozbite leżeli długo lepcy od soli i piasku jak po walce słońce wypalało z nich resztki myśli nie patrzyli na siebie bo było za blisko fala doszła wyżej dotknęła ich stóp zimna obca jakby coś sprawdzało czy jeszcze żyją i kiedy wstali nie byli już tacy sami jakby morze coś z nich zabrało i zostawiło miejsce które nie chciało się zamknąć
    6 punktów
  7. ile zostało czasu kto ci sprzedał że jest go za dużo żyjesz kupujesz pracujesz spłacasz kredyt życia pętla jest północ koniec ... restart i znowu Ty
    6 punktów
  8. minimalizm skompaktowany w lśniącą gwiazdę drobny, czuły akt dotyku na czyichś ramionach brak kosmyków espresso na stoliku małość bez liku małe są torby i małe przedmioty w torbach noszą te rzeczy krótką chwilę ci, co dźwigani są przez niedorzecznie wielkie serca
    6 punktów
  9. katedra ze szkła i koloru toczył się film lampy słoneczne zatopione w świetlikach elfy efemeryczne ledwie widoczne może fotomontaże kiedy patrzę w słońce po opadnięciu napięstków Poświatowskiej widzę - trwam dopóki widzę transparentne drobnoustroje przez żar nieba i wilgoć zieleni powidoki granatowej nocy złotego księżyca pełnego w nowiu i zaćmieniu srebrzystego widzę kalejdoskop kolorowe drobinki fantazyjne wzory ciemnej nocy wyobraźni kolorowe odłamki marzenie o wieczności kolejny eon kolejne koło zatoczone przez istnienie
    5 punktów
  10. spojrzenie zza lustra nie znajduje odbicia chciałoby zajrzeć do myśli a tam jak zawsze remanent nie pomaga słońce budzące zeschnięte konary drzew do życia wyjmuje liście na światło jak magik królika z kapelusza nie zgaduję skąd się tam wzięły wszystko wiem nie mogę sobie tylko poradzić z wewnętrznym głosem podświadomością która chce pokazać sens prawdę … a ja ja ją mijam … 4.2026 andrew
    5 punktów
  11. To jest opowieść o kimś będącym mną, a jednak kimś obcym To jest opowieść Fraszka Dramat Komedia Struktura się zmienia - co za idiotyczna tragedia A teraz ktoś puka do okna, prosi o zmianę tonacji Halo Halo Alarm To jest część deklinacji - codziennej, mojej dywersyfikacji dzisiejszej, wczorajszej, może tej przyszłej kto wie jutro mogę być sobą, a dziś gram inną rolę pojutrze coś wymyślę Zmęczyła mnie słowna gra w szachy Halo Alarm gdzieś w kącie za rogiem tańczę rozdwojony taniec na trzy czwarte
    5 punktów
  12. Wiosenna piękność rozkwita w różowej halce i zielonym staniku. Uwielbiam spacery bujną ścieżką do magnolii, pachnę tak ładnie.
    4 punkty
  13. Link do piosenki: Zmierzch – słońce zgasło jak wargi Suche, głodne, dalekie Dziś patrzę i bez skargi Nadzieje w ból rzucam wszelkie Młode wargi w smutek splecione I cierpienie – bo bez wody Bez pocałunku żadnego – one Te warg i pragnień ich korowody Tak niewiele – co się wtedy stało? Teraz otchłań pustki i dech suszy Czy to dobrze? Czy tak być musiało? Odpowiedź chyba w środku duszy Pamiętam oczy, głos Twój Lecz zapominam to istotne I słucham jak oddech mój Wsysa powietrze jak ja samotne I modlę się o jedną chwilę O dotknięcie pocałunkiem warg Modlę się – więcej niż tylko tyle Ze złudzeniem, bez skarg Niedolą zagubiony swoją Śpiew z ust, w świat, na wiatry Rzucam, a słowa dwoją się i troją I co z tego? To nie Ty I w żałobie ten śpiew jak rozpacz Jak ból, który jest, a nikt nie widzi Choć raz na usta moje popatrz Może coś się zmieni – odwidzi I powstanę z śmierci, z mroku Ten jeden raz – spójrz tylko I w oczy spójrz, i w błysk co mam w oku Koniec, kres, miłość – chyba wszystko Tamte chwile, cień tamtych dni Co się stało i było wtedy? Teraz roję i więcej mi się śni Nawet marzę – niekiedy I modlę się o jedną chwilę O dotknięcie pocałunkiem warg Modlę się – więcej niż tylko tyle Ze złudzeniem, bez skarg
    4 punkty
  14. "wszystko ma swoją cenę" To oczywiste stwierdzenie staje się kolebką idei nie wszystko przecież się opłaca. czy łyk zimnej wody z górskiego strumienia szary szmer sypialni tuż przed świtem pytają "paragon czy faktura?" bez reszty można się zatracić w pierwszym jak i ostatnim zachodzie słońca. "nie można na kredyt" naiwnie wierzyłem że w barze życia dane mi będzie zerknąć przez lufcik wrót nie bieskich ani elskich. pierwsze jednak za nisko żeby aż tak upaść drugie za wysoko, by wznieść się ponad to "naprawdę pora kończyć" a utknąłem tu sącząc eliksir zapomnienia z precyzyjnie niedomytej szklanki lżejszy o kilka cięższych myśli które utonęły na dnie cięższy o podcięte skrzydła kolejnego wyrzutu sumienia ostateczne znaczenie miało zaledwie jedno zdanie "płatność tylko gotówką"
    4 punkty
  15. Podglądam Głaskane brzozy wirują Powagę zimy przykryła zieleń Huśtawka słońca Dodaje skrzydeł Radośnie popiskuje
    4 punkty
  16. Rozbieram ten wiersz jak kochankę pod bielizną metafory rymy nagie bezwstydnym skarbem całuję wilgotne litery pieszczę nieuchwytne piersi między strofami ukryte pożądanie w wersach się nie mieści rozpalone czytania aktem namiętna iskra gaśnie szybko miłość to tylko spojrzenie wytatuowane myślą ciało wiecznym rozpaleniem patrzę na wiersz po akcie przykrywam czule milczeniem nad ranem Wena wychodzi po cichu
    4 punkty
  17. a gdyby tak rozsznurować słowa zdjąć im znaczenia jak zbyt ciasne buty puścić je boso bez komentarza i patrzeć dokąd pójdą a gdyby tak rozbroić przysłowia z ich puenty niech co nagłe wreszcie będzie dobre a wróbel z garści nie znając przelicznika odważy się pofrunąć do nieba a gdyby tak ocalić milczenie bo nie zawsze jest zgodą oraz krzyk bo nie zawsze jest buntem
    3 punkty
  18. „Złośliwa pamięć” Wpadłeś na pomysł, całkiem fajniutki, lecz go straciłeś — analiz skutki. Siedzisz i myślisz, przypomnieć nie możesz, myślami szukasz — no niech to! O, żeż! Prawie już masz, na końcu języka, prawie go trzymasz, lecz znów umyka! Wracasz do miejsca, w fotelu siadasz, „to tu go miałem” — do siebie gadasz. Patrzysz po ścianach, grzebiesz w pamięci, oczy przymrużasz, grymasy kręcisz. Pustka — uciekło, choć w głowie było, nie pierwszy raz się tak przytrafiło. Drobnostka — mówisz — czasem się zdarza, powróci samo, jak ksiądz do ołtarza. Ale nie wraca, całkiem przepadło, jak kamień w wodę, do studni wpadło. Na bok spoglądasz, lecz wciąż przyćmienie, zgubiłeś właśnie i całe myślenie. O czym myślałem? Przymrużasz oczy, ciężko przypomnieć — pustka mózg toczy. Znów mózg odpalasz, błądzisz myślami, do siebie gadasz, stukasz palcami. Mija czasami godzina namysłu, nim wreszcie nastąpi nawrót pomysłu. Chociaż i bywa, że już nie wraca — pamięć złośliwa na zawsze go straca. Leszek Piotr Laskowski.
    3 punkty
  19. On, zdaje się, preferuje chaotyczną matematykę wyższą. Albo niższą, albo niższą... Ćwiczy do tego referencje, oj ćwiczy, a zatem preferencje poparte są referencjami, więc świat się kręci, kręci, skręca i zakręca, acz większych cyferek no nie ma jak wykręcić. Warszawa – Stegny, 27.04.2026r. Inspiracja - Poetka i Prozatorka Berenika 97 (poezja.org).
    3 punkty
  20. Są takie osoby i jest ich sporo, które w ogóle i w szczególe wolą osobno. Tak, preferują osobno, zatem ochoczo wybierają coś na kształt liczby pojedynczej, sumiennie ograniczając cykle pewnych zdarzeń i limitując sekwencje niektórych wydarzeń oraz płynących z nich w ich mniemaniu mało ważnych wrażeń. Warszawa – Stegny, 25.04.2026r.
    3 punkty
  21. nie żyję po to żeby pisać a jednak piszę raczej po to żeby żyć
    3 punkty
  22. Na przestrzeni wszystkich tych wieków, łączy was tylko ta jedna rzecz. Nazwisko? Posiadłość? Herb? Nieskończona samotność i objawy destrukcyjnego szaleństwa. Ktoś, kiedyś dawno, przeklął cały ród. Dziwny to ród w którym brak małżeństw, potomstwa czy więzów krwi. Brak drzewa i sagi rodzinnej. Skąd wzięło się tak zepsute nasienie? Kto był praojcem stworzenia tej genetycznej degeneracji? Matroną była senna muza. Zwid umysłu, ogarniętego bólem istnienia. Jej ciało było zbezczeszczone przez bluźniercze potrzeby zmysłów. Była blada, gnilna, pobita i gwałcona. Żyła choć jej członki i oczy były martwe. Serce wyrwano jej okrutnie i zastąpiono klątwą bestii. Niegdyś jeszcze potrafiła płakać nad swym losem. Łudząc się tym co kłamliwie materializował jej świat. Pokazywał jej kwiaty na łąkach wiosennych, ogrody i sady pełne krasnego owocu, ludzi beztroskich i wolnych. Serdecznych przyjaciół. Zjednoczone rodziny. Sprawiedliwych ojców i kochające matki. Taki był świat za szkłem. Granicy bytu. Ona miała tylko zaświaty. Pełne pyłu, kurzu, czarnych kikutów drzew. Rzeki spienione krwią. Zamiast kwiatów, trupy wzdęte od rozkładu, kwitły słodką wonią śmierci. Wędrowała przez puste, skruszałe wioski. Miasteczka rozpalone ogniem nie ognisk domowych a pożogą moru. Miasta o olbrzymich murach i wieżach. Czarne jak noc. Zwiewne jak mara. Tam mieszkały demony, które czasami prosiła o pomoc w starciu z ludźmi z powierzchni. Krążyły legendy, że tam za murami twierdzy, za pustynią nieposkromionego wichru, za płaskowyżem zimnego żalu, za oceanem łez niewinnie przelanych. W strażnicy wykutej z pierworodnego ognia nienawiści. Mieszka ON! Demon, którego nie dotykają myślą Bogowie. O którym nie mówią kroniki i sagi. Ten który przybył tu przed powstaniem czasu i materii. Kurhan jego usypany z wyschniętych czaszek niedoszłych herosów, którzy przed eonami rzucili mu niebacznie wyzwanie. Spoczywa w grobowcu zakopanym aż do trzewi ziemi. Płytę nagrobną zdobią, srebrne słońce i złoty księżyc. Nad kurhanem roztoczyła wieczny cień, samotna góra. Martwa i milcząca bazaltową pustką. Śpiewa mu pieśń o zagładzie cywilizacji. Muza wie dobrze. Czuję to w sobie. On to wszystko stworzył. Wraz z nią. Ona go do tego zmusza. By pisał poezję z bezdni swego grobu.
    3 punkty
  23. kot plącze się między mną a księżycem melancholia w środku ciszy nie potrafi mruczeć za oknem gromadzą się cienie nocnych motyli na moment budzę się między wersami w niezapisane noce dokucza mi neuropatyczny ból lewej strony wiersza
    3 punkty
  24. Tyś drogi Johnie, Pozbawił mnie trosk, Natchnął chwila życia, Stanem błogości, Błogości, wśród której obumarły ułomności zbyt kłującej rzeczywistości. Tyś mnie prowadził przez święte księgi, Kreując je na sposób pokrewnej mi duszy, choć na co to było, twe żmudne starania? Gdyż teraz stoję, Naprzeciw krzyża, Zdaje mi się bliższy do piekielnego sztyletu niżeli życia wiecznego Tobie ofiarowanego - Zbyt wcześnie, Boleśnie, Pozbawionego.
    3 punkty
  25. @Lenore Grey dołączam się
    3 punkty
  26. @EsKalisia śliczne!
    3 punkty
  27. Rozhulany wiatr świszcze wśród jałowców. Skulone skrzydła pokrywa kurz. Policzki chropowate. Stopy obolałe. Włosy splątane. Anioł bezdomny przysiadł na wierzbie. Robi na drutach skarpety dla swych dzieci.
    3 punkty
  28. Witam - dziękuje że wiersz wywołał przemyślenia - Pzdr.słonecznie. @Adam Zębala - @Rafael Marius - @Poet Ka - dziękuję -
    3 punkty
  29. @Alicja_Wysocka Ala, postaram się pisać bardziej zrozumiale...przemyślę to. Dziękuję za wpis:) @Migrena dziękuję @Berenika97 chciałam być czytelna...dostępna...przemyślę to @Simon Tracy, @Rafael Marius- dziękuję!
    3 punkty
  30. Znów spadł deszcz piór na grzbiety gór ramion otwartych bombowych dni, Zza Zagros krzyk, czyż to tylko sny? Cienie chmur mają ażurowy wzór. Kobietę widać, z pod scherza tiul, w nikabie jak z belle époque. za nią dziecka szklistość aż po mrok " Regina Coeli" antyfony chór. "Bockscar"- jest bardzo nieprzytomne czy Bóg bywa wśród absolutu ciszy, bijące brawa, wiwaty też słyszy? Szpital Ghandi- drzewa są bezbronne, Na wschód idą od zachodu księżyca, morom miłość tu Shazdeh przemyca.
    2 punkty
  31. Dobrze radzisz sobie w niebie: żywe kwiaty, jest porządek, biały dywan na podłodze. A to przecież nie początek - bo już dziadku tyle lat, jak odszedłeś w tamten świat. Nic się dziadku nie zmieniłeś, choć minęły prawie wieki. Wpadłeś tak zapracowany, jak pamiętam Ciebie z ziemi. Czy tam w niebie czas zastyga? Bo tu u nas szybko mija. Biały dywan na podłodze — nie ma piachu ani krztyny. A pamiętam, jak wchodziłeś z dworu butami brudnymi. Kto Ci czyści buty w niebie? Czy się czujesz - jak u siebie? Co tam robisz tak na co dzień? Czas inaczej tam pracuje? Tak lubiłeś stawiać domy. W chmurach się przepracowujesz? Kto gotuje Ci obiadki, bo w tym śnie nie było babci. Tato odszedł w Twoje ślady, babcia, wujek, ciocia Gienia. Coraz więcej Was po tamtej - nie ogarniam już istnienia. Gdzie Was wszystkich niebo mieści od pierwszego pokolenia?
    2 punkty
  32. Odwieczne pytanie " Co na obiad "? Przepis Biorę nóż. Jak pióro. Kroję każdy wers. Cebula płacze. Ja nie. Powstaje dramat. Sól sypię do smaku jak metaforę. Za dużo – zepsuję. Za mało – nie trafi. Woda wrze. Wrzucam wers. Próbuję. Za mdłe. Doprawiam milczeniem. Weny brak. Dodaję uwagi. Reakcji brak. Nie gotowe. Surowe nie smakuje. Przypalone gryzie duszę. Nakładam na talerz. Smacznego. Zjemy razem ?
    2 punkty
  33. Poniższy wiersz powstał po wypromptowaniu w ChatGPT (wersja bezpłatna): "tęsknię za tobą wróć" Zrób z tego wiersz z bogatą metaforyką. Po dwóch promptach "dokręć metaforykę" odezwał się w taki głos: Jesteś w tym miejscu, gdzie czas nie idzie, tylko zapada się w siebie jak papier spalony od środka, a każda sekunda jest popiołem udającym, że jeszcze coś znaczy. świat nie znika — on się cofa, jakby rzeczywistość pomyliła kierunek oddychania i zaczęła wciągać własne istnienie z powrotem do niewidzialnego gardła. mapa nie jest już mapą, tylko raną po przestrzeni, która kiedyś udawała, że prowadzi gdzieś dalej niż tylko do twojego braku. chodzę po niej ostrożnie, bo każdy krok brzmi jak pytanie bez języka, jakby sens był czymś, co kiedyś spadło i rozbiło się na tysiąc nieczytelnych fragmentów. a ty — jeśli w ogóle jeszcze „ty” jest właściwym słowem — jesteś w szczelinie między „było” a „nie wróci”, tam, gdzie nawet pamięć zaczyna tracić własną pewność istnienia. i tylko ta jedna rzecz zostaje nienaruszona: że brak ma gęstość, i można się w nim uczyć oddychać, choć powietrze nigdy nie odpowiada. Następny prompt: "Napisz do tego wiersza komentarz oczarowanej poetki. Dwa akapity.". Taki efekt: To wiersz, który nie opisuje braku — on go materializuje, aż zaczyna mieć ciężar i temperaturę. Każda metafora zapada się w głąb, jakby świat był tylko kolejną warstwą znikania, a czas tracił zdolność płynięcia i zaczynał się osypywać. Najmocniej zostaje „brak ma gęstość” — zdanie, które sprawia, że pustka przestaje być nicością, a staje się przestrzenią do zamieszkania. W tym miejscu milczenie nie jest końcem, tylko formą oddychania w czymś, co nie odpowiada. Znakomity wiersz! Mordeczki Kochane Moje, Czego jeszcze nie widzicie?
    2 punkty
  34. Spojrzeć w oczy chłopca okazję miała. Odrazu głębie w nich ujrzała Jasny kolor otulił jej wzrok. I nie opuszczał w mrok. Przez okienko na niego zerkać kochała. Na korytarzu długie spojrzenia posyłała. I on też na nią zerkać raczył. Lecz w głowie inną mataczył. Ona myślała, że gesty coś znaczą. Śnić o nim bez przerwy umiała. I w głowie tylko tego by chłopca miała. Lecz porcelanowe serce jej pękło. Gdy zobaczyła go z inną kobietą. Ona piękne blond włosy miała. A buzia jej pięknem krzyczała. Więc jakże by bohaterka szansę miała? Skoro ona jej przeciwieństwem stała. Mimo oczków równie jasnych - jej były jakoby sciółkiem z lasu. Jej twarz indziej utworzona być miała. I czarne włosy ona owdziała. Jej wygląd mieć chciała. I tak w nienawiści do siebie przystała. Marzyć o urodzie nigdy nie przestawała. Zawsze lepsza stawać się chciała. Pragnąc, by dostrzegli urodę jej inni chłopcy. Płakać zaczęła po nocy. Śliczność jej duszy nikogo nie interesowała. Bo mimo, że serce dobre miała. To co po sercu komu Bo serce nie zapełni domu. I tak pogodzić się z tym musiała. Ale wygląd już do końca zmienić chciała. By przystać do świata standardów. I by chłopiec pragnął jej bardzo. ~Lena
    2 punkty
  35. @hollow manWidzę łatwość pisania wierszy wolnych, pewnie się narażę nie jednemu poecie - ale jak widzę rymy przyporządkowane rymom, szczególnie tym gramatycznym, to przypomina zbijanie zwrotek z czterech deseczek i czterech gwoździków - w środku wata i jeszcze rymy w układzie aa, bb. Gęsto, że chlapie rym po uszach. Mordeczki Kochane Moje - cudne, mogę być :)
    2 punkty
  36. czemu żeś smutny tato taki dziś dzień pogodny - byłem świadkiem na mogile synu - krzyż położył cień spojrzał i cichuteńko rzekł wybacz a potem dodał głośniej - jutro też ma być taki jak dziś... przegrał nie kończąc
    2 punkty
  37. @Alicja_Wysocka dobrze, że na drugiej zostałam:) jeszcze raz dziękuję Alu, bardzo cenię Twoje zdanie.
    2 punkty
  38. @.KOBIETA. Jest to bardzo emocjonalny wiersz, oparty na motywie suszy, która staje się symbolem tęsknoty oraz deprywacji. Pole leksykalne utworu skoncentrowane jest wokół obrazów wskazujących na brak wody: lepka ślina, prażone ziarenka spękane usta, odwodnione ciało, nienasycona (...) ziemia która tęskni za deszczem. Doznania cielesne (pierwsza strofa) zharmonizowane zostały z metaforą pustyni, która jest reprezentacją uczuciowego krajobrazu osoby mówiącej w wierszu. Nie jest to przenośnia wybitnie nowatorska, lecz tekst ma swoje zalety. Udały Ci się te "prażone ziarenka", odzwierciedlające mocne przeżywanie, smakowanie emocji do końca, co jest niezbędne aby się od niej ostatecznie uwolnić. "Tęskni" w ostatniej linijce -> do zastąpienia innym czasownikiem (wyeliminuj powtórzenie, które w mojej ocenie nie pełni żadnej istotnej roli w tekście). AH
    2 punkty
  39. radość z bycia skończonością: spryskany wodą toaletową Petrichor przyjmuję kolor ziemi i pachnę jak ona. mechanicy nieb ciągle nie mogą znaleźć usterki, fatalnie działająca slowmotioneria wypluwa jedną postać po drugiej, generuje rozbawione smoki, święte panny w słonecznych otokach (na szczęście każda ma twoją twarz, kochanie!). jeśli dobrze zamarzyć – wszystkie lustra okażą się urządzeniami działającymi na prąd, będą wyświetlać tylko słodką buzię mojego skarbu chcę być padłym na kolana nabożnisiem (i lizu, i lizu!), igłą w twoim krwiobiegu, która bezustannie płynie w stronę serca by musnąć, a nie spowodować śmierć.
    2 punkty
  40. Poeta o słowa prosi i dziwny obłok je przynosi.
    2 punkty
  41. @Poet Ka ... wczoraj dziś jutro żyje gdy jest i gdy minie widzieć kolory rodzący się listek na szarej gałęzi zobaczyć człowieka obok to dar biegniemy jak ślepcy patrząc daleko zbyt daleko niepotrzebnie życie jest w nas w uśmiechu podaniu dłoni w biedronce szykującej się do lotu ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
    2 punkty
  42. @Alicja_Wysocka dobranoc :) @Alicja_Wysocka piszemy od siebie- dla kogoś, dla czytelnika❤️
    2 punkty
  43. @Poet Ka Wiesz co, bądź sobą - ja też jestem. To uczciwe, tak myślę. Dobranoc :)
    2 punkty
  44. @Poet Ka Oj, nie potrafię go do końca odczytać - próbowałam podejść z różnych stron i wciąż mi się rozprasza jak światło. Ale zatrzymał mnie tym migotaniem. Może muszę jeszcze założyć okulary przeciwsłoneczne - bo na razie trochę mnie oślepia, serdeczności dobranockowe :)
    2 punkty
  45. @Migrena - wspomniany wiersz Poświatowskiej "modlę się do zieleni (...)" tu kruche życie - tam kruchość życia tu drobnizna- drobnoustroje tam- chrabąszcze tu piękno kruchości - tam piękno kruchości "inaczej" tu katedra- tam kościół
    2 punkty
  46. @Migrena jest taki jeden wiersz Poświatowskiej, z którym ten tekst rezonuje poprzez różnice i fizjologiczny czynnik wspólny... @Migrena - Twoja opinia jest bardzo trafna
    2 punkty
  47. @Poet Ka musiałem Twój wiersz dobrze rozczytać bo ma dużą głębię. to jest taki wiersz który nie opisuje świata tylko go rozszczepia na światło i widzenie!!! katedra nie stoi tu z kamienia tylko z percepcji i to robi ogromne wrazenie . bardzo mocna jest ta myśl że widzenie staje się warunkiem istnienia jakby wszystko trwało tylko dopóki jest uchwycone spojrzeniem. i nagle rzeczywistosć przestaje być czymś pewnym a zaczyna być czyms kruchym migotliwym prawie nie do utrzymania . podoba mi się też jak szeroko to idzie od drobnoustrojów po eony od mikro do kosmosu wszystko tu jest spięte jedną świadomością to daje poczucie wielowymiarowosci i naprawdę dużej odwagi myślenia. tym mi bardzo imponujesz!!! i jeszcze ta gra pozorów . elfy ktore za chwilę okazują się fotomontażem jakby wyobraźnia i rozum ścierały się w jednym miejscu, to jest bardzo przenikliwe bo podważa samą możliwosć pewnego widzenia.. masz niezwykłą zdolność łapania tego momentu kiedy świat zaczyna się rozpadać na obrazy a jednoczesnie właśnie wtedy odsłania coś głębszego! to jest poezja która nie daje gotowych sensów tylko zmusza do patrzenia dalej i głębiej przenikający tekst!!! korciło mnie jeszcze pójsć śladem Poswiatowskiej...... ale już nie chcę nadwyrężac Twojej cierpliwości:)
    2 punkty
  48. Świat jest coraz dziwniejszy, a na tym tekście trudno skupić uwagę. Parafrazując - „To bardzo dobre… ale jest w tym po prostu za dużo słów” Pewnie do czasu.
    2 punkty
  49. jeden chociaż kłębuszek kurzu nie zasłania graweru: "Marcel Duchamp" (chce mi gadać o "duszy", rozłożony trup!) jakbyśmy "dusz"* nie mieli za dużo jaki on jest bez reszty bezczelny! - "Poza tym zawsze umierają inni"** (strasznie nie lubię, gdy wysokie mniemanie faktycznie ma w świecie poparcie) ręcznie musiałem pierwszy zwiędły listek położyć na grobowej płycie, leży w tej ciszy bezwietrznej, jak nieznośna pauza przed puentą w niepotrzebnym żarcie * "dusz artystycznych" ** Epitafium na wspomnianym grobie
    2 punkty
  50. „Mgiełkowe duszyczki” Mgiełką z głębin nam nieznanych, tajemnicą nam wszechświatów, lekkim śladem obecności pośród duchowych tematów. Schodzą dusze w rytmie ciszy, w kolejce do życia stają, szukają miejsca dla siebie, w świat twardy się tu wcielają. Z ludzkim ego zamieszkują, od narodzin drogę znają, stają się mu świadomością i w tym życiu razem trwają. Mgłą przestają być bez cienia — aż do kresu im to dane; gdy porzucą ciężar ciała, odchodzą gdzieś tam w nieznane. I znów w mgiełkę się zmieniają, zbierają ślad swoich zdarzeń, ciche echa dawnych istnień i niespełnionych wciąż marzeń. Wrócą w światło ponad czasem, tam, gdzie źródło ich istnienia, gdzie początek splata z końcem pełnię sensu i spełnienia. Leszek Piotr Laskowski
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...