Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 25.04.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Oby do lata by sypiać bez znużenia nie myśleć o frasunkach zmierzch zalewam muzyką wśród taktów kołowrotka doglądam pięciolinie by świtom dobrać tony wiatr jakby to wyczuwał nad chatką mgły rozgonił... bo teraz tylko czekać i prosić los niebogę... blask już do sierpnia bieży zakwili dziecię mamie kwiecień, 2026
    12 punktów
  2. ludzie by chcieli do nieba a niebo do nas przychodzi robi to zwykle po deszczu żeby nam życie osłodzić przedtem się sobie przygląda kałuże to jego lusterka są dla mnie jak metafory cukierki w złotych papierkach kocham się w deszczu i niebie choć jestem jakby za duża to lubię chlapać i mącić łazić jak dziecko w kałużach robię wreszcie co kocham niczyich uwag nie zniosę mam nieprzemakalną odzież wkładam na uszy kalosze
    9 punktów
  3. Na dnie torebki. Paragon. Data wyblakła. Towar z przeceny. Wyprzedaż na lojalności. Nie ma zwrotów. Gwarancja wygasła. Patrzy i liczy. Czy warto było. Skopiuję. By zachować wspomnienia. Kopia wystarczy. VAT wrzuci w koszty.
    9 punktów
  4. Nutami słońca wczesnego lata, sięgam nieba pąkami bzów, lawendową koronką pachnącą ładnie, kołyszącą się na wietrze i wolności.
    8 punktów
  5. Link do piosenki: Zamarły bębny – szmer i śpiew Tren śpiewany przez chór rozbity Z nimi cichy szum i wiatru wiew Umarł poeta lękiem zbity Lękiem – bo na Boga tronie Pod błękitny strumień ciało złoży I w niebiańskich chwał ustronie Na wieczność duszę swą położy Taka rola, takie powołanie Lepiej być nie mogło – no cóż Miałby złożyć odwołanie To jak wbić w otwarte serce nóż I wstępuje w błękit błękitów Tam Bóg, anioły białe Klęka – do spotkania gotów Niebiosa radości całe A Bóg ciałem patrzy, mówi Prawie szepcze, grzmi nieśmiało Słowa poety duchem łowi Jakby stworzył ich za mało Poeto, Ty jednym wierszem w wieczność W łaski moje przyszedłeś niepewny To co potem – już konieczność Nektar Bogów jak źródło wylewny Życiem pokazałeś sobie Że potrafisz mądrze, ładnie Zaufałem sile, a ta drzemie w Tobie Wielkie serce – tron mój nie upadnie
    8 punktów
  6. rozmarzył się maj ułożył na zmęczonej ziemi ciężkiej od słów ołowianych ubrał sukienkę z której wychodzi cała zieleń tylko wtedy patrzy na mnie lekko pląsa jak dmuchawce w pełnej zbroi trzyma miecz lecz nie ma siły podnieść z ziemi zapachu kwiatów lubię ten czas kiedy cała zieleń wychodzi z nas
    7 punktów
  7. między i smutkami twoje oczy szarpie wiatr głodna szczęścia rakiety wysyłam pośpiechem nucę czaję się pod twym okiem rozlewam mleko okruszki zbieram krzątam gderam rozsypuję wrażliwość gorące kamienie stopy palcom nie dorównują w znikaniu jak wstaniesz wypijesz sok sam go wyciśniesz
    7 punktów
  8. wśród tulipanów milknę, by słuchać zięby cichnie i ona
    6 punktów
  9. żadne z wielu słów co dzień wymawianych nie jest tak wymowne dla nas ani uwielbiane jak to jedno jedyne któremu już na początku zaistnienia świata nadano najpiękniejsze z imion - matka -
    5 punktów
  10. Ukroiłam już kawałek lata W ustach się rozpływa Smakiem słoneczników Lukrowana lekka chwila W ustach się rozpływa Przekładana kwieciem Lukrowana lekka chwila Mija słodkim snem motyla Przekładana kwieciem Ulatuję z wolna na języku Mija słodkim snem motyla Na ozdobnym talerzyku Ulatuję z wolna na języku Smakiem słoneczników Na ozdobnym talerzyku Ukroiłam już kawałek lata
    5 punktów
  11. w roli statysty niekontrolowany przemarsz krajobraz co chwilę łapie oddech idziemy po wiatr kilka zdjęć w euforii późnego błękitu i skrawek dzikiego oceanu zamiast słów tylko sól w ustach a jeszcze wczoraj śniła mi się powódź nocne marki topiły się między snami próbowałem zasnąć gdzieś indziej
    5 punktów
  12. mam na wyłączność kubek a jednak gdy dotykam ciepłej porcelany czuję pod palcami zimną fakturę obcego przedmiotu znosimy do gniazda rzeczy wierząc że ciężar materii zakotwiczy nas w świecie mówię „moje” lecz usta wypluwają cudze myśli kroczę po ścieżce która nie pamięta moich kroków ciało odrzuca to świetnie umeblowane kłamstwo błaga o ucieczkę z muzeum podpisanych eksponatów patrzę w stronę wyjścia zostawiam kubek na stole.
    4 punkty
  13. Utuliła ciepłem coś obok mnie na odległość ramion i łzę w oczach; Boję poruszyć siebie, gdy patrzy jakbym gniótł wiersz i zdradzał zimnym dotykiem całą nieobecność. (z cyklu "Zaległość")
    4 punkty
  14. miękka glina wodnista i ciężka daje oparcie dla rąk rzeźbiarza powstaje forma pamięci zaklęta lecz kiedy wyschnie nikt już nie pamięta
    4 punkty
  15. Rozbudza zmysły obsypana kwiatami wiśnia, Sakura —————- Wiśnia - Sakura obsypana kwiatami rozbudza zmysły
    4 punkty
  16. @Migrena... śliczny komentarz, dziękuję... :) @Marek.zak1... trudno to stwierdzić... nie wiem, co dokładnie miałeś na myśli, pisząc.. "chyba każdy ma czasami tak", ale na pewno zapiszę 'w kalendarzu'... ;) że byłeś u mnie. Dziękuję... :) Pozdrawiam także. @Waldemar_Talar_Talar.... myśli, powinny się.. wyleżakować... :) Dzięki za obecność. @Łukasz Jurczyk... staram się.. kołysać.. to moje własne, najlepiej, jak umiem... :) Dzięki. @Stukacz... cieszę się, że ciekawie. @[email protected]... w szufladkach z biegiem czasu, ładzi się samo z siebie.. ;) Panowie..... dziękuję Wam. @Alicja_Wysocka... Twoje słowa... oraz... .... to bardzo ciekawie określone spostrzeżenia, a 'to' drugie, na pewno należy chronić. Dzięki Ala... :) @Berenika97... Zgadza się, każda żywa istota potrzebuje chwili na.. ukołysanie, utulenie.. bo to rzeczywiście.. proces.. i... zanim... trzeba zwyczajnie przywyknąć do nowej sytuacji. Miło mi, że.. ukoiłam... :) Ala, Berenika.. dziękuję Wam za te ciekawe komentarze... ślę pozdrowienie. Pozostałym Gościom... wybaczcie, że tak zbiorowo... :) bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za ślady czytania. Zasyłam.. wiosenny.. :)
    4 punkty
  17. na głowę skok w świętą wodę wstrzymuję oddech dam radę pierwsze pociągnięcie ramion zaciskam oczy widzę to wszystko szybciej poruszam nogami poczucie winy gryzie mnie w stopy moje płuca już nie chcą przepraszać powoli przewracam się na plecy sól zbiera mi się na języku miałaś być silna płynę dalej chcę dotrzeć aż do pierwszego zanurzenia 8 VI 2024
    4 punkty
  18. Bądź moją Nadzieją i podporą Gdy zapukają W chłodną noc I skażą nas Na wieczne łzy A nasze dusze Na potępienie Czy to początek końca?
    4 punkty
  19. pamięć historią osobną gdy przeżyć nie można wiatru, słońca czy bliskich skórą swą jedyną odbić piętno życia w sobie, w swoim świecie bliskim pamięć historią osobną, gdy wtem niemożliwe przeżyć siebie i miłość pamiętną którą przechowuje jedynie w pamięci, z dala od serca swojego jedynego i nie rezygnuje z próśb do życia skierowanych bo być może czyjaś szczerość sobie równą zetknie się za palce a słowa uklękną nam do kolan, podziękują za szczodrość naszych zwierzeń.
    3 punkty
  20. Nie mogę się rozpłakać Serca na pół rozpłatać Nie chcą łzy napłynąć w oczy Szloch przez krtań nie kroczy A sucha łza najbardziej serce orze A duszny bezdech płucom nie pomoże A krew tętniąca ujścia nie znajduje A myśl szalona w koło się nie zatrzymuje Choć o jedną łzę dziś proszę Którą ból nieznośny zroszę Tylko jedno drobne łkanie Może boleć wnet przestanie?
    3 punkty
  21. na końcu długiej kolejki do nieba stanęło bogactwo a za nim bieda które kłócąc się i krzycząc okropnie zaczęły dokuczać nawzajem sobie usłyszał to Anioł ,podszedł do nich pytając o co chodzi o co ten krzyk o nic rzekli obaj z nudów to robimy nie na poważnie lecz tylko na niby nie wstyd wam ,przecież wiemy troje że jeszcze na ziemi byliście wrogowie więc chyba już pora podać sobie ręce i cierpliwie stać nie kłócąc się więcej gdy to powiedział zaczęli bić brawo wszyscy których również to bolało że stojąc tuż przed bramą do nieba nadal się kłócą bogactwo i bieda
    3 punkty
  22. Nie wiedziałem, że jesteś kuloodporny. Ja też nie. Ale widać mam grubą skórę i co ważniejsze głowę na karku. Nie wychylam jej bez potrzeby. Tętnica jest cała. Rana jest dość płytka. To bardziej szrama. Odkażę ją spirytusem. Zaciśnij zęby. Poczułem najpierw silną i gryzącą woń alkoholu a potem płomienny ból po zewnętrznej stronie uda. Nie zacisnąłem zębów. Przeciwnie, wylał się zza nich potok urągań i przekleństw na matkę, babkę i ojca medyka. Sam musiałem się znieczulić, więc pociągnąłem zdrowo z bukłaka. Wino jak ciemna krew, polało mi się z ust na rudą brodę z niej na pancerz i dalej ku klepisku pracowni alchemika. Otarłem się rękawem i splunąłem pod nogi. Trzeba szyć? Nie. Ale zostanie solidna blizna po zrośnięciu. Demony wypaliły Ci swój znak. Kula była bez wątpienia zatruta jakimś pradawnym, piekielnym zaklęciem. Z wiekiem straciłem nie tylko masę sił i refleks. Najgorsze, że utraciłem protekcję Najwyższych. Teraz jestem persona non grata zarówno na górze jak i na dole. A i na ziemi mało kto jest na tyle odważny, bądź prędzej szalony by spojrzeć mi w oczy. Nie mówiąc o rozmowie czy podaniu ręki. Przecież jesteś jak pradawna, zaginiona arka, nikt bez poniesienia śmiertelnych konsekwencji nie może Cię dotknąć. Czyżby? Właśnie przemywałeś mi rany, gołymi rękoma a na przywitanie uściskaliśmy się jak bracia. Alchemik wybuchł nerwowym chichotem. Przecież to Ty sam przybyłeś do mnie po pomoc. Zresztą wiesz jak jest. Znamy się od tysięcy lat. Niełatwo zrobić mi krzywdę. Nie twierdzę, że jestem nieśmiertelny. Ale moc kamienia wystarcza bym tak się czuł. Wiem, wiem. Mógłbym wyrwać Ci łeb. Rozczłąkować ciało toporem, wyciąć jajca i wsadzić je psu do gęby a Ty i tak złożyłbyś się po chwili niczym dziecinna układanka do kupy. Cholerna, filozoficzna esencja. I pomyśleć, że byłem tak głupi, że podwędziłem Ci kiedyś fiolkę i wypiłem z nadzieją, że nigdy nie umrę. Cóż… podziałało. Całkiem przystojny z Ciebie kawaler jak na przeżyte lata. Choć wiemy, że nawet pył z Ciebie nie powinien już nawet istnieć. Mało tego, imię powinno przepaść w odmętach wieków. A Ty nadal w świetnej formie. Pijesz, bijesz, gwałcisz i mordujesz. Wszystkich jak leci. Twój miecz i honor służy temu akurat, kto ma zasobniejszą kiesę w danej chwili. Gorzej gdy pieniędzy niestatek a Ty zarzucasz podwojenie kwoty. Wtedy przemawia przez Ciebie tylko śmierć. Tylko ją kochasz i jej służysz. Dlatego ostatnio dostajesz bęcki od każdego klanu, królestwa czy związku państw. A nawet Najwyższych. Fakt, że niewiele mogą zrobić, ot kilka blizn magicznych na Twej muskularnej posturze niedźwiedzia. Nie powinni się wtrącać, już nie jestem ich dzieckiem. Dziwisz się im? Stworzyli Cię po to byś udał się do raju i zabił węża nagabującego pierworodnych do grzechu a Ty wszedłeś z nim w spółkę, wymordowałeś wszystkich mężczyzn i w nagrodę przygarnąłeś sobie kobiety. Stąd wszyscy są teraz Twoimi potomkami. Stąd w genach ludzi chęć mordu, przemocy i wojny. To nigdy się nie skończy. Tak jak Twoje życie. A mimo to Najwyżsi przebaczyli Ci i od czasu do czasu mają dla Ciebie jakąś robótkę. Szaleńcy. Lepiej polej mi wina. Zostanę u Ciebie kilka dni. Aż rany się zasklepią. Cynowy puchar z trunkiem znalazł się w mojej prawicy. Przepiłem kilka podobnych rzędem. Alchemik opowiadał o ostatnich wieściach i plotkach w księstwie. Zrobiło się dość błogo i sennie. Czas płynął a ja raczyłem się wyśmienitym winem. Obudziło mnie walenie do drzwi. Zerwałem się z łóżka. Widać udało mi się do niego jakoś dotrzeć. Topór miałem w gotowości. W drugiej ręce połyskiwał krótki i wąski sztylet. Alchemika nigdzie nie było. Zostawił mnie? Zdradził? A może to on się dobijał? Pociągnąłem za zasuwę tak mocno jak tylko mogłem. Drzwi wręcz przefrunęły tą krótką odległość. Gotowy do zadania cięcia wychynąłem do wąskiej gardzieli porannego światła. To nie był alchemik. Nie był to strażnik, żołnierz gwardii, najemnik ani wynajęty zabójca. Była to dziewka, lecz nie taka pierwsza lepsza dorodna dziewoja spod bazarowego kramu czy miejskiej studni. Nie księżna i nie murwa. Choć to ostatnie byłoby najbliższe prawdzie. Bo spotkanie takiej jak ona było gorsze od zarażenia się syfilisem. A z pewnością równie śmiertelne dla kochanka. Był to demon w najpiękniejszej, nieludzko idealnej skórze. Kamuflaż był jej sidłami, które nie miały w zwyczaju wypuszczać ofiary bez uprzedniego zatracenia w szaleństwie i obłąkańczo, okrutnej śmierci. Angelisy były pełne pożądania. Niestety równie silnej pogardy, zemsty i chęci mordu. A ta była, sądząc po masce jaką przywdziała. Przeznaczona mi i tylko mi. Miała długie, opalizujące, czarne jak grudniowa noc włosy sięgające bioder. Piersi małe acz jędrne, ukryte pod ciasnym gorsetem sukni. Była wysoka i szczupła o talii gładkiej i symetrycznie wydłużonej. Stalowo, błękitne oczy. Idealnie zimne i bez wyrazu, przeszywały spojrzeniem lodowatej grozy. Ciemne piegi pod nimi i ledwie zaróżowione usta pozbawione jakby wystarczającej ilości krwi budziły dzikie pożądanie. Jej głos jedynie zdradzał nieludzkie pochodzenie. Był twardy, władczy, lekko ochrypły i zupełnie pozbawiony emocji. Najwyżsi wzywają Cię na audiencję. Zapewne zlecą Ci jakieś nowe zadanie. Mam obowiązek sprowadzić Cię do Raju. Angelisy władają szczególnie okrutną, demoniczną magią, której my mężczyźni nie możemy się oprzeć. Mi również jej wpływ mieszał delikatnie zmysły. Choć widywałem te demony często to jednak i ja musiałem się wreszcie złamać i ponieść zwierzęcemu instynktowi. Z dwuznacznym uśmieszkiem objąłem ją wzrokiem i nonszalancko dodałem. Wejdź demonie i rozgość się. Wszystko w swoim czasie. Pójdę do Raju za Tobą, jeśli Ty sprawisz staremu wojownikowi nieopisaną radość i udasz się ze mną na górę. Obiecuję, że nie spadnie Ci włos z głowy i nie uszkodzę tego ponętnego ciała ostrzem broni. Ale pozwól, że to najpierw ja zaprowadzę Cię do Raju i to nie raz i nie dwa. Akurat my mamy całą wieczność. Oddasz mi się posłusznie a pójdę i za Tobą na śmierć. Spełnię fantazję którymi mnie kusisz a potem przekażesz mnie Najwyższym. Przeczuwała taki obrót spraw. Gardziła męska, prostą chucią. Ale wiedziała że droga do Raju w tym przypadku wiedzie jedynie przez łoże. A ona zawsze wykonywała rozkazy. I zamierzała sprowadzić go do celu. Nie bacząc na cenę oddania. Postąpiła przed nim na schody a potem do alkowy. Niedługo potem ciche domostwo wypełniło się jej jękami i krzykiem. Zamierzałem dokładnie wykorzystać prezent od Najwyższych. Mając z tyłu głowy jedynie to by Alchemik nie wracał zbyt szybko stamtąd gdzie przebywał. A Bogowie, byli zmuszeni zaczekać na swego krwawego wybawcę.
    3 punkty
  23. 69. Kształt lęku (narrator: operator katapulty – katapeltes) 1. Podobno w środku śpi faraon. Ja słyszę ciszę. 2. Zbyt wiele potu, by schować jednego człowieka. 3. Kamienny dowód, że strach przed śmiercią ma kształt piramidy. 4. Nie wierzysz w koniec? Spójrz na ten mur — on wierzy za ciebie. 5. Idealny porządek. Nieludzki, więc wieczny. 6. Mierzę wzrokiem ich potęgę — nie mam czym odpowiedzieć. 7. Zrozumieli, że forma to modlitwa. 8. Oni zbudowali wieczność. My tylko mosty do śmierci. cdn.
    3 punkty
  24. Nigdy nie wierzyłem w ewolucję. Nauka, Darwin to były bzdury. Patrząc na małe nasionko , z którego wyrasta ogromne drzewo, albo wyschnięte gałęzie winogrona, na których rodzą się smaczne soczyste słodkie owoce, albo…moje dzieci, żona To sprawa Boga. Jak mogło się to SAMO Z SIEBIE STWORZYĆ Ale teraz… zrozumiałem że … Wybitny noblista wszystko to wytłumaczył . Wystarczy nic nie robić, a świat będzie kwitł SAM Z SIEBIE. My także powstaliśmy z MARTWYCH atomów. Nauka to udowodniła. Jego NOWA teoria mówi. Zero utylizacji Twierdzi, że śmietniki , są najlepsze do ewolucji. Tam z naszych wyrzuconych rzeczy powstaną nowe lepsze. Ze starych Atari ,Amig , ewolucyjnie powstaną komputery najnowszej generacji. Podobnie z innymi rzeczami . Nie niszczmy starych , a one same się ulepszą drogą ewolucji , tak jak my. Wystarczy poczekać. My także zanim ewolucja ożywiła , nasze martwe atomy, rozwijaliśmy się powoli. POWSTAŁEŚ Z PRZYPADKU. Wszystko było kiedyś martwe. Ewolucja ożywiła . Zrobi tak i z rzeczami …na śmietniku. DAJMY JEJ SZANSĘ. 4.2026 andrew Sobota, już weekend
    3 punkty
  25. @Berenika97 Prawdopodobnie oblicowanie piramid jeszcze wtedy było zachowane. Więc i wrażenie musiało być większe :) U nas groby małe. Ziemia wystarcza — nie trzeba nieba. @Nata_Kruk Bardzo dziękuję!! Trwanie ma kształt. Życie nie — i dlatego trwa inaczej. Pozdrawiam
    3 punkty
  26. @Berenika97 Namalowałaś bardzo ładny obraz, gdzie zjawiska natury nie zostały zredukowane do poziomu ilustracyjnego, a współuczestniczą w poszukiwaniu wzajemnych relacji człowiek/otoczenie. Odsłaniasz potężny mechanizm, w którym wszystko we wszechświecie jest ze sobą ściśle połączone; poszczególne elementy wpływają na siebie i przekazują otrzymaną energię dalej, kolejnym ogniwom. Obopólna cisza wywołuje głębokie napięcie egzystencjalne. Każde poruszenie i zakłócenie statusu może unieważnić osiągniętą przygodnie harmonię, pełną nienazwanych, intuicyjnie wyczuwanych treści. AH
    3 punkty
  27. ... u Ciebie w każdej cząstce można znaleźć coś przykuwającego uwagę.. ale to, jw... :) szczególne... bo wieczne.
    3 punkty
  28. Wstaję rano, jeszcze kwiecień, a pogoda jakby luty. Skrobię szyby i do pracy, przyznam szczerze - jej nie lubię. W sumie nie jest to ta pierwsza, już kolejna, nie wiem która. Kocham tylko pisać wiersze, ale z tego żyć się nie da. Radio w samochodzie krzyczy, że już będzie coraz gorzej, że niszczymy wszyscy klimat i tak dalej być nie może. Że od jutra inne prawa, Sejm już zmiany przegłosował. Nowy ład dla całej Polski, a prezydent podpis złożył. Mięso będzie zakazane, koniec schabów i zrazówki, bo kotlet z mielonej trawy znacznie zdrowszy karkówki. Samochody? Zakaz jazdy. Diesel będzie wrogiem ludu. Masz rowerek - to pedałuj, też dojedziesz nim bez trudu. I podatek od oddechu, taki sam od śladu buta, a jak kichniesz, licznik pika: „To emisja — nie oszukasz”. W telewizji wczoraj mówił pan minister z miną mądrą: „Dla planety trzeba cierpieć”, i odjechał wielką hondą. Dość mam, jadę do lekarza, numer biorę - jestem któryś, a przede mną siedzi małpa, a przed małpą trzy kocury. Pani mówi: „Proszę czekać, bo dziś żółw ma konsultacje, pan ma tylko lekkie bóle, dla planety zwierzak ważny”. Nagle budzę się spocony, patrzę - wszystko jest na miejscu. Są w lodówce kabanosy , więc uśmiecham się do siebie.
    3 punkty
  29. przyjdź wietrznym dniem bez bólu bez ucisku skroni przyjdź wolna i miękka pod palcami przyjdź bezbronna w długiej sukience przyjdź gotowa
    2 punkty
  30. W szczerym polu sobie siadłam i zaczęłam rozważania nagle ono rzecze do mnie : z tobą mam do pogadania! Wystraszyłam się troszeczkę jak tu z polem dyskutować, a że było bardzo szczere to nie miałam się gdzie schować. Mówi do mnie: ciągle myślisz! Po co włos na cztery dzielisz? Czy się zajmiesz wreszcie życiem i czy kochać się ośmielisz? Wracasz do mnie nazbyt często zostawiając świat za sobą, jestem szczere i rozległe ale muszę siedzieć z tobą! W twoich oczach często krople słone, więc się nie przydają, łap te chwile, są ulotne i za darmo ich nie dają! A ty siedzisz w samotności godzinami patrzysz w chmury, piękne życie ci ucieka przestań szukać w całym dziury! Zacisnęłam mocno usta szczerze mnie zamurowało, jak do tego doszło - nie wiem, że mi pole nagadało... Trudno było się z nim rozstać takie szczere i otwarte chociaż troche onieśmiela to co mówi - wiele warte. Bez smartfona, bez pośpiechu wrócę tam, bo wracam zawsze, może troszkę odmieniona, bedzie pole mi łaskawsze... Więc polecam moi mili korzystanie ze szczerości lecz nie z ludzkiej , bo jest chłodna tylko z polnej otwartości. * insp. @wiedźma utwór "Pęknięcia"
    2 punkty
  31. Pająki uschły zaplątane w swe własne, pokryte kurzem sieci. Orły i jastrzębie poszły spać głodne w swych dorodnych, pięknych gniazdach. Psy gończe zagnano na powrót do ogrodzonych ostrą, metalową siatką kojców. Ich kły nie zaznały krwi ofiary. Ich umysł nie upił się w szale agonii jego truchła. Dlatego nadal miały w sobie diabelski amok. Rzucały się na siebie, drąc fałdy skóry i połacie futra. Srebrne kule nadal tkwiły załadowane w magazynkach. Pokryte zaśniedziałym nalotem. Milczące jak skrytobójcze morderstwo. Myśliwi wrócili do domów z niczym ponad uczucie gorzkiej porażki, głębokiej rozpaczy i poczucia bycia wystrychniętym na dudka przez drapieżnika, którego nawet nie widzieli na oczy. Żył nadal. Szlak prowadził po ofiarach jego morderstw. Kluczył, błądził, mataczył, kłamał… znikał. Lecz przecież istniał. Był legendą lecz cielesną i krwistą. W nocnym maglu bezkresnej kniei, błysnęło jego czerwone ślepie. W toni niewzruszonej śladem ptactwa ni ryby, odbiły się jak w zwierciadle rysy jego pyska. Tropy wbite twardo w leśny mech i piach, jak stygmaty raniły boskie gaje. Coś zgrzytnęło u płota. Coś mignęło za szybą okiennicy alkowy. Zastukało cicho w drzwi. Zaśmiało się wraz z wiatrem w polu. Chowając się za stojącą na baczność armią, zamokniętych, mgielnych chochołów. Każdy krzyż można obrócić. Gromnicę zagasić. Pogrążyć Was w postępującym powoli jak trucizna szaleństwie. Tyle razy powtarzacie. Nie bójcie się zmarłych. Bójcie się tych co żyją i stąpają po padole. A jeśli to ciała spokojnie gniją a dusze powstają z mogił? A może byłem pochowany już za życia? Drżyjcie niespokojnie przez czujny półsen. Wasze oczy i tak nie ujrzą. Umysły nie pojmą. A ja podejdę do obejść, by zostawić odcięte głowy ofiar na chat progach.
    2 punkty
  32. Odwieczne pytanie " Co na obiad "? Przepis Biorę nóż. Jak pióro. Kroję każdy wers. Cebula płacze. Ja nie. Powstaje dramat. Sól sypię do smaku jak metaforę. Za dużo – zepsuję. Za mało – nie trafi. Woda wrze. Wrzucam wers. Próbuję. Za mdłe. Doprawiam milczeniem. Weny brak. Dodaję uwagi. Reakcji brak. Nie gotowe. Surowe nie smakuje. Przypalone gryzie duszę. Nakładam na talerz. Smacznego. Zjemy razem ?
    2 punkty
  33. RABATKA Kilka dni temu, Nie wiedzieć czemu, Wprost mi znajoma wyznała, Że moje wiersze Są coraz gorsze, I że to wszystko jest chała. Gdzie się nie wczyta, Tylko krytyka, Tylko by komuś dowalić. - Mógłbyś czasami Ruszyć zwojami I delikatnie pochwalić. Jako krwiożerca, Biorę do serca, Od dzisiaj tworzę w kolorze. Teraz napiszę, Bębniąc w klawisze, Coś o kwiatuszkach (o Boże!). *** Przy miedzy stara Stoi kopara. I przy silniku męt dłubie. Czasem zapali, Wówczas dym wali, Zwłaszcza, gdy czuje coś w czubie. Otóż krok dalej, W kierunku alej, Wielka, kwiecista rabatka. Co znakomicie Umila życie, Fajna dla pieszych to gratka. Rosną obficie, Ciesząc się życiem Kwiaty, porosty i zioła. Wszystkie pod rękę, Nucą piosenkę, Śpiewają chórem dokoła: Cynie i bratki, Wilce, bławatki, Malwy, szarłaty, stokrotki, Dalie, rumianki, Astry, kocanki, Ślazy, złocienie, pachnotki. Maki, lewkonie, Fiołki, piwonie, Dzwonki, petunie, orliki, Chabry, titonie, Bzy, pelargonie, Floksy, nasturcje, goździki, Ale wśród tego, Tego wszystkiego, Życie po prostu się toczy. Ktoś nie dowierza, Ile tam zwierza, Jakiż ten wiersz jest uroczy. Pszczoły, komary, I żuczek stary, Żabki, motyli tysiące. Ćmy, nawet ważki, Kreciki, ptaszki, A wszystko to na tej łące. Natury czary, Piękno bez miary, Niebiański świat kolorytu, Cudności wszędzie, Na pewno będzie Znajoma pełna zachwytu. Zero krytyki, Ni polityki, Żegnam, oddalam się tyłem. Kwiatki, motyle, Śliczności tyle, Zdrówka! Ja swoje zrobiłem. *** Potem, niestety, Krzyknąłem „rety”! Powiem wam, jasna cholera, Że ten męt starą, Wstrętną koparą, Zjeździł rabatkę do zera … *** Chłopcy, dziewczęta, Wnuki, wnuczęta, Inne stworzenia nam miłe: By cię głaskali, Maltretowali, Nie rób niczego na silę!
    2 punkty
  34. ciemność już nas nie skleja rozłazi się pod skórą zostawiłaś we mnie fantomy zamykam je bezimiennie dotyk gnije w pamięci odpada płatami nie ma ciebie woda w czajniku wrze a coś dalej się odrywa mięso nie przyjęło twojego odejścia twoje imię wbite głęboko migruje ciało obce naczynia pękają po cichu kiedyś byliśmy jednym ciężarem teraz rozpadamy się w dwie osobne przepaście dłonie zniknęły ale ucisk trwa zaciska się tam gdzie się kończyłaś jest otwór jałowy bo wszystko już wyciekło ciemność cieńsza teraz ale ostrzejsza przechodzi przeze mnie na wylot i nic się nie kończy zostaje w środku jak miejsce po przejściu i nagle nie było już nawet bólu tylko funkcja
    2 punkty
  35. Czasem spadam zauważam mijam wiosna pozostaje szczodra martwe wydają się drzewa szarość wisi w powietrzu jak mgła pozbawiona wody albo jak tonący zachmurzony brak dziś w ciele anioła roztrząsam cały zamek pozbawionych życia zwierząt.
    2 punkty
  36. ... Bereniko... lepiej tego bym nie ujęła..:)
    2 punkty
  37. Uwiera coś Jaśka pod bokiem i kłuje pod każdą koszulą. Choć stara się biedak jak może, by nie czuć pieczenia i bólu. Aż wkurzył się kiedyś okrutnie, chciał wyrwać i prasnąć o ziemię. Lecz darmo ubranie rozdzierał, przylgnęło na amen...sumienie.
    2 punkty
  38. @Łukasz Jurczyk Gdy Aleksander Wielki dotarł do Egiptu, piramidy miały już ponad 2000 lat - pewnie dla niego były też taką "starożytnością". :) W cieniu gigantów, w ciszy dni, O wiecznej chwale każdy śni. Choć macedoński król świat brał, Zamilkł przed mocą wiecznych skał.
    2 punkty
  39. @andrew Dziekuję Ci, chyba muszę się w końcu wybrać na plażę! Zaśpiewam wtedy sobie to: Plaża - jesteś lekiem na całe złoooo! Będę spacerować koło brzegu w Kołobrzegu i nie dam się falom! A są dziś fale?
    2 punkty
  40. Całe życie jest na później Tematy kochania schodzą Jak krople po szkle latają Z wiatrem przyspieszone Ja im krzyczę k...a później Jak Pita zrobię, Slam później Przyjaźnie kawowe później Mycie okien? O to na bank później Przecież gdzie ten deszcz? Później nawet on a teraz Słońce się rozszaleć miało Ciśnienie gniecie takie zimne Zimne zimne żółwie jak ja
    2 punkty
  41. @wiedźma - @Posem - dziękuję -
    2 punkty
  42. @Alicja_Wysocka Jest taki wiersz Alicjo, Danuty Wawiłow "Kałużyści" I chociaż to dla dzieci, podejrzewam, że możesz znać. Tak myślę, bo po Twoim wierszu nie da się nawet inaczej myśleć ;) Też kiedyś kałużystą byłem i to zatwardziałym, bo do dziś pamiętam jaki łomot ścierą dostałem za zrobienie "orła" w błocie, dla koleżanki z przedszkola. Kałuża niestety już trochę wyschła, ale JAKIE niebo w jej oczach byłooo też pamiętam do dziś ;) Pozdrawiam. Już od rana na podwórzu wśród patyków i wśród liści przycupnęli nad kałużą pracowici kałużyści. Wygrzebują brud z kałuży, niech kałuża będzie czysta ! Pełne ręce ma roboty każdy dobry kałużysta ! Rękawiczką i chusteczką dwóch błocistów chodnik czyści. Obrzucają się szyszkami bardzo dzielni szyszkowiści. Dwie kocistki pod ławeczką cukierkami karmią kota... Świątek, piątek czy niedziela na podwórku wre robota !
    2 punkty
  43. słyszałem jazgot ulic we wtorek i w sklepie babskie groźby złowieszcze bo reszty nie wydadzą a ta ma tylko dwieście we środę mecz słyszałem i tłumu wrzask na mieście i piski tramwajowe niż tłum głośniejsze jeszcze i chociaż wrze sonometr dziś usłyszałem świerszcze 12 VII 2024
    2 punkty
  44. @Berenika97 Bereniko, on jest tylko zwyczajnie radosny. Widziałam jak dzieciaki cieszyły się, kiedy zobaczyły kałużę, nawet nie miałam odwagi protestować i zabierać im radości. W dorosłym życiu, czasem też tak trzeba i właśnie mnie akurat naszło, dziękuję ślicznie :) @Lenore GreyKłaniam się wdzięcznie :)
    2 punkty
  45. @Berenika97 Bardzo dziękuję!!! W tamtych czasach musiały te piramidy być jeszcze piękniejsze :) To nie sekundy. To są groby nadziei, że można nie zniknąć. Pozdrawiam
    2 punkty
  46. @Na liniach czasu widać świeże spojrzenie i odwagę w sięganiu po prostą, a trafną metaforę!!! zwykłe pranie zamienia się tu w coś więcej: probę uporządkowania uczuć, które i tak wymykają się kontroli. a jednak jest w tym gest troski bo ktoś je przechował, wygładził, nie wyrzucił. może właśnie to jest najciekawsze: że emocji nie da się "naprawić” ale można je ocalić i zostawic miejsce na ich powrót. ciekawy wiersz:)
    2 punkty
  47. przybywasz słowem odpowiadam na słowo moja woda jednak wrze ja nie chcę przepaści
    2 punkty
  48. czytam do kawy, uśmiech pod nosem bo lekko, a jednak z cieniem, bo niby kwiaty, kolory, radość zmysły nie mogą się przejeść i tak to bywa - słowo rabatka rośnie, zachwyca i cieszy wreszcie przychodzi z ciężką maszyną wycina i chce kaleczyć więc pisz jak czujesz, bez oglądania na mody i ich kaprysy bo nawet w bardzo pięknych ogrodach znajdziesz to czego nie liczysz
    2 punkty
  49. @Nata_Kruk Świetnie ujęłaś proces, w którym myśl musi najpierw okrzepnąć, zanim stanie się działaniem. Podoba mi się ten paradoks - "czas potrzebuje czasu"- idealnie oddaje naturę cierpliwości. Urzekła mnie ta metafora kruszyny w ciemnicy, która z czasem nabiera mocy. To bardzo budujący obraz dla każdego, kto czuje, że jeszcze nie jest gotowy, by ruszyć naprzód - przypominasz, że każdy z nas potrzebuje chwili na "ukołysanie", zanim rzuci się w nurt życia. Piękne i kojące!
    2 punkty
  50. @Nata_Kruk siła która dopiero poźniej nazwie się życiem . mały paradoks tego tekstu polega na tym że 'płocha kruszyna” nie jest słaboscią lecz zarodkiem ruchu. pozdrawiam;)
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...