Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 05.04.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
krążenie ma początek w nagich ramionach budzących wspólnotę z przejrzystością świtu oczy barwią powietrze pyłem wspólnego oddechu w południe znikamy na anatomii uczuć cienie to jedna z części ciała prowadzą do ciemności zmierzch po omacku wzmożony puls nocy ma szminkę na ustach czerwień martwego słońca liczymy obroty ziemi tętno pod skórą serdeczna krew małych okrętów grafika: Nano Banana 28 punktów
-
można być takim jajkiem które się nie porozbija transportem przez życie ale wykluje odpowiednio ptakiem zdrowym i silnym by pofrunąć w inne rejony zupełnie dziś nie śnione nie szkicowane umysłem nie smakowane wcale być jajkiem chronionym zaklęciem by nie upaść w rzeczywistości regułach twardym jak jego skorupa i zbierać życiorysy nowe nic ponad siły ponad normę bez pęknięć bez zadrapań swoim cichym szczęściem kulać się tak wymownie w stronę poranka7 punktów
-
Przypomnij mi jak zaszumiała rzeka, szelestem pączkujących liści. Słyszysz ? Daleki, wilgotny pogłos wodospad siły wiosennego deszczu. Rozjaśniając blask nocy przywróć światło, przygaszając tęsknotę rozpal mrok. I oddaj ptakom skrzydła zmysłem lotu czekając śnią, po drugiej stronie brzegu.6 punktów
-
Sam na sam z czterema pustymi ścianami gdzie tylko cisza jest samotnymi meblami rozmowy ze sobą bez ludzkiej obecności Poeci - Bogowie samotności nieustannie bijące tęskniące serca ciepłe szalone kochające w wersach pragnienia gorącej i wiecznej zażyłości Poeci - Bogowie miłości łzy spływające z policzka duszy smutek mniejszy i smutek duży marzący o tortach szczęśliwości Poeci - Bogowie wrażliwości6 punktów
-
Szósty utwór z serii "Echo" Mokra ziemia – błoto, brud A w niej sztywny leży trup Płaczą, wyją, świece palą W ściany białe głowy walą Dawniej hymn zaśpiewany Dzisiaj głową w twarde ściany Biją, walą, krew się leje Płyną krwi strumienie Dawniej kwiaty na wesele Dziś już ich niewiele Jedna róża – czerwona Płacze ona5 punktów
-
,, W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselny ,, Ps 118 życie cud Bóg z nami po wszystkie czasy nie wszyscy … jak małe dzieci patrząc na nasiona małe pąki na gałęziach widzą kwiaty patrząc na krzyż drogę … ci którzy zobaczą uwierzą … wieczność czeka radujmy się na ten piękny dzień kamień odrzucony ... 4.2026 andrew Niedziela, dzień Pański Zmartwychwstanie Jezusa5 punktów
-
Marzę o białej jedwabnej sukni w trawie i kwiatach. Wdzięcznie zalewać złotem promienna tańcząc z nutą ciepła. Całować wyrastające małe liście i rozkwitnąć żółtym kosaćcem. Otworzyć twarz jak ty zielony umyć się w ręku zebraną rosą. Smakować poziomkami w biegu do ciebie jeziorku. Lekko przeskakiwać przez ogień aż do snów z tobą.4 punkty
-
Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy przekroczyłem próg świątyni, do której jako dziecko zaglądałem co niedziela i święta a teraz odwiedzałem ją, jedynie przy okazji pogrzebów i jednego ślubu. I teraz właśnie miał to być czas przeznaczony na mszę pogrzebową. Przed kościołem nie stał jednak zaparkowany karawan ani nie było w jego pobliżu żadnych grabarzy. Żałobników również. Nie było łez, wspomnień i kwiatów. Już od kruchty, poczułem, nie drażniący swąd cmentarnego kadzidła i zapach tlących się parafinowych świec a świeży i ciepły przeciąg. Za ciężkimi, dębowymi drzwiami prowadzącymi do głównej nawy, powitała mnie zupełna pustka i osamotnienie. Ani jedna postać nie siedziała lub stała w ławkach ciągnących się w dwóch długich rzędach aż do stóp ołtarza. Pod nim nie ujrzałem również katafalku ani trumny i to już zadało mi ostateczny cios, uświadamiając mnie w tym, że zwyczajnie pomyliłem jeśli nie dzień to godzinę pogrzebu. Pomylić dzień byłoby wykluczonym. Czwartek. Dziewiętnasty sierpnia. Godzina jedenasta. Tak było bezsprzecznie zapisane w nekrologu. Godzina jedenasta. Pociągnąłem za dewizkę i uchwyciłem wystający z kieszeni czarnej kamizelki zegarek. Wskazywał dziesięć minut na jedenastą. A więc niecały kwadrans do uroczystości. Dzieje się tu coś absolutnie dziwnego. Warto byłoby zapytać u źródła, czyli księdza lub choć kościelnego czy ministranta. Ich jednak też próżno było szukać wzrokiem. Szedłem powoli wzdłuż ściany zachodniego skrzydła. Co jakiś czas zerkałem w stronę ołtarza i przeciwległego skrzydła świątyni. Byłem w niej sam. Zaglądałem do konfesjonałów, licząc na to, że w ich mroku odnajdę jakiegoś pogrążonego w zadumie rozważań lub modlitwy księdza, który wyjaśni mi to wszystko. Konfesjonały były puste. Patrząc na te drewniane, pokutne klatki, uświadomiłem sobie, że ostatni raz klęczałem w takiej przed dwudziestoma pięcioma laty. Były proboszcz, który mnie wtedy spowiadał, był teraz starym, niedołężnym emerytem z prawie setką lat na karku. A ja z chłopca bogobojnego i ułożonego, wyrosłem na pozbawionego uczuć, empatii i sumienia. Zimnego psychopatę. Widać i tacy są potrzebni na tym świecie by wypełniać wolę Pana. Miałem zamiar udać się do kancelarii na zachrystii. Tam też byłem już kiedyś. Jakieś dziesięć lat wstecz. By przynieść druk apostazji. Pytano mnie wtedy o powód. Wróciłem do wiary prawdziwych przodków. Wolę prawdziwy, rodzimy kult słońca niż syjonistyczną sektę narodzoną gdzieś na izraelskiej pustyni. Podpisali bez słowa i wahania. Postawiłem stopę na pierwszym marmurowym schodku prowadzącym do drzwi na zachrystię, gdy te rozwarły się szeroko i zanim jeszcze próg przekroczyła jakakolwiek osoba, dało się słyszeć przeciągły i niesamowicie głośny płacz niemowlęcia. Widać płakało już długo. Chrypło i spazmatycznie łapało zbawczy oddech. Przez drzwi wszedł ksiądz w o dziwo czarnej szacie, jakiej jeszcze nigdy w kościele nie widziałem. U jego boku jak mały, wierny pies kroczył ministrant ubrany tożsamo w czarną komżę, haftowaną w jakieś dziwne litery i wzory, których znaczenia nie znałem. Za nimi wyszli do nawy rodzice dziecka. Ojciec, brunet o dość ciemnej karnacji, niski i chuderlawy, trzymał w dłoniach zawiniątko z dzieckiem. Małżonka jego była aniołem i to nie tym z nieba a z piekła męskiego pożądania. Wyższa nawet ode mnie. Jej błyszczące, niebieskawymi refleksami, krucze włosy, ciągnęły się za linie, kuszących, pełnych bioder. Oczy z turmalinową głębią wbite były daleko w przestrzeń przed sobą, jak gdyby oglądały piękno oddalonych o millenia galaktyk. Suknia była prosta i sięgająca ziemi. Tren ciągnął się za nią jak mój wzrok. Blade, odsłonięte plecy z mocno zaznaczonym pod skórą kręgosłupem a pod nimi zapięcie sukni. Zamek schodzący w dół, prowadzący na zatracenie zmysły. Był bramą do niewysłowionych rozkoszy jej ciała. Jeden raz tylko odwróciła wzrok by spojrzeć właśnie na mnie. Blado się uśmiechnęła. Przez potok łez. Bo właśnie przedziwne było to, że podobnie do dziecka, ona też zalewała się łzami. Była załamana i dojmująco smutna. Załamana ale i złamana. Pogodzona z losem. Widać trafiłem na chrzest a czułem się tak jakbym oglądał pogrzeb. Za nimi weszła ostatnia postać. Kobieta wyglądająca jak siostra matki dziecka Równie wysoka, piękna ale zimna. Jak głaz. Dało się to wyczuć natychmiast. Znałem ten grymas. Znałem ten wzrok. Bezlitosny i pogardliwy. Ja używałem go na codzień i ona widać też. Omiotaliśmy się nim nawzajem, jak dwa nadrzędne drapieżniki. Zabrakło jedynie warkotu i szczerzenia kłów. Demon zawsze wyczuję drugiego demona. Wcześniej umknęło mi to, że co prawda przed ołtarzem nie było wyczekiwanej przeze mnie trumny, lecz zamiast niej stała tam kamienna, obszerna, owalna chrzcielnica. A więc faktycznie trafiłem na chrzest. Dziwny chrzest. Postaci zebrały się wokół chrzcielnicy. Woda w niej z pewnością nie była święconą. Była lepka, gęsta i zupełnie nieprzejrzysta. Czarna jak polarna noc. Ksiądz nachylił się do ucha matki i zadał widać jakieś krótkie pytanie. Ta pokiwała głową i… wskazała na mnie. Wszyscy wbili wzrok w moją nieruchomą postać na schodku. Wreszcie ksiądz przerwał niezręczną ciszę. Czyli pan jest chrzestnym? Proszę podejść bliżej. Zaczynamy. Jego słowa były chyba ponurym żartem. Ja chrzestnym!? Wykluczone proszę księdza. Ponad dziesięć lat temu składałem apostazję, zresztą wcześniej i tak nie miałem bierzmowania. To nieistotne teraz drogi Panie. Dziecko musi mieć ojca chrzestnego. Ziemskiego opiekuna swych praw. Błogosławię Pana do tej roli. Proszę podejść. Ja przyszedłem tu na pogrzeb! Kiedy odbędzie się pogrzeb zaplanowany tu na godzinę jedenastą? Chcę wiedzieć tylko tyle i już mnie tu nie ma. Ksiądz nie dał się zbić z tropu. Ta świątynia nie prowadzi mszy pogrzebowych, tylko chrzty i komunie święte. Został Pan wybrany na ojca chrzestnego, chyba Pan teraz nie odmówi dziecku? Jak to nie prowadzicie pogrzebów?! Od kiedy?! Byłem tu wielokrotnie na pogrzebach, na ślubie też, ledwie w zeszłe lato. Teraz powołujemy jedynie nowych wiernych, chrzcząc ich i nadając im imię. Niech Pan nie robi scen w domu Bożym i stanie w swej roli dla dobra tej dzieciny. Chyba ksiądz mnie nie zrozumiał. Nie jestem katolikiem ani nawet chrześcijaninem. Przyszedłem na pogrzeb bo tak trzeba, ale nie mogę brać udziału w żadnym chrzcie ani w liturgii. Z szacunku do Was wiernych jak i swoich przekonań i wiary. Jestem rodzimowiercą. Wierzę w duchy, demony i magię. Tą najczarniejszą również. Praktykuję ją na codzień. Modlę się do swojej patronki. Przenajświętszej Śmierci. Nie o łaski dla mnie a o zemstę, sprawiedliwość i śmierć dla moich wrogów. Więc przepraszam ale będzie ze mnie kiepski chrzestny. Idealny. To jedno słowo rozcięło ciszę jak nóż. A padło z ust chrzestnej matki. Dalej patrzyła na mnie drapieżnie i dziko. Jest Pan idealny dla mnie jako Pana chrzestnej partnerki i dla rodziców małej. Proszę się zgodzić. Wyciągnęła ku mnie dłoń w zapraszającym geście. Oszalałem widać, lecz dałem za wygraną. Przeszedłem w ich stronę i złapałem jej dłoń. O dziwo była ciepła a wręcz lekko spocona i gorąca. Ale gdy ścisnąłem ją troszkę mocniej, nie wyczułem pulsu tam gdzie zwyczajnie powinien odbijać się echem serca w żyłach. Spojrzałem na nią z bliska. Teraz już uśmiechała się szczerze ale nadal zimno. Z profilu przypominała kapłanki Świętej Śmierci a może sama nią była. Jeśli nawet tak było, to już nie bałem się. Bezbronnemu nie grozi kara. Ksiądz spojrzał na mnie i zwrócił się tymi słowami. Na chrzcie świętym nadano Ci imię skały na której miałeś zbudować kościół. Ty zbudowałeś go a potem doszczętnie zrujnowałeś a na końcu spaliłeś. Przyjąłeś demona do swego serca i nadałeś mu imię tego, który pomagał dźwigać krzyż na Golgotę. Bo on pomaga Ci dźwigać ciężar żywota. Wyniosłeś go ponad wszelkie stworzenie i uczucie byś już nigdy nie wrócił do postawy człowieka. Wezwałeś święte oblicze Śmierci do swego życia aby oddawać jej hołd i uciec pod Jej protekcję. Ona chroni Cię od wrogów i zadaje im krwawą sprawiedliwość. Stałeś się ambasadorem Jej praw. Piewcą Jej chwały. Jej wilczym omenem, który wykonuje Jej nieomylne wyroki. Godnym jesteś kapłanem by nadać imię temu dziecku. A wtedy mechanicznie wręcz wyrzekłem A więc niech przyjmie imiona. Angelisa Angela Luna Sol de Muerte. Dzwonnica rozgorzała potęgą spiżowych dzwonów. Ksiądz zanurzył dziewczynkę we krwi. Już nie płakała. Miała zimne, czarne oczy śmierci. Wyrośnie na piękna kapłankę. Ministrant trzymał w dłoniach złoty pucharek z komunią w środku. Były to szczątki ciała wrogów umoczone we krwi. Rozdał je pośród zebranych. Każdy dopełnił ofiary. Wiążąc zaklęte w nich dusze Na wieki w potępieniu.4 punkty
-
Wielkanoc na wesoło ulga kulga królika kiedy Wielkiejmocy po łące pląsa żeby nie tuczyć wierzących słodkimi ulepkami w przebraniu zająca4 punkty
-
Na Podkarpaciu, gdzie wioska mała, W smutku rodzina dziadka chowała. Byli znajomi i oficjele, Proboszcz z kuzynką i ludu wiele. Gdy organista pieśń intonował, Czoło zmarszczyła po dziadku wdowa. No bo, tak jakby od trumny strony, Dało się słyszeć stukot stłumiony. Uszy nastawia sędziwa ciotka. - Słychać wyraźnie, jakby od środka. Babcia zdziwiona, więc pyta wnuka. - Tak, babciu, słyszę, to w trumnie stuka. Sołtys kulawy, krzyczy z oddali. - Głuchy nie jestem. Ktoś w wieko wali! Szeptem na ucho, szewc do kowala. - W trumnie od środka, ktoś napierdala! Cała rodzina i wielu gości, Słyszy ten łomot, bez wątpliwości. Ksiądz do grabarza: - Otwórz jełopie, Przecież ktoś w wieko od środka kopie! Grabarz podważył wieko ostrożnie, Zamki puściły, odpadły sworznie. W końcu dziadunia krzyk usłyszeli: - Wyście mnie razem z muchą zamknęli!4 punkty
-
Istotą i sednem jego barwnych kompozycji jest zupełnie nienaganna pozycja. Cóż i w tym czasami mu pomaga ujmująca aparycja. Warszawa – Stegny, 05.04.2026r.3 punkty
-
między słowami schowałam niepokój, bojąc się pytań o lepsze jutro, drżąc z zimna w pokoju obok między słowami schowałam niedopowiedzenia w szufladzie, zostawiając odciski palców na jej krawędzi możesz powiedzieć, że to naiwne, że jestem tchórzem, możesz powiedzieć, że jestem i tylko to między słowami pytając o dzisiaj, zadałam pytanie3 punkty
-
Wstaję, gdy inni wstają kładę się spać, gdy inni się kładą jem, kiedy inni jedzą sprzątam gdy każą mi sprzątać uczę, gdy każą się uczyć a kiedy nic nie robią i nic mi nie karzą to siedzę w ciszy po prostu Nie wiem co czuć mam teraz tutaj, w tej chwili Nie wiem co lubię czego nie… nie wiem czy chcę Czy nie… Jak małe dziecko błądze we mgle i nic o sobie nie wiem Jak żyć na tym świecie? Co robić, a czego nie? Boję nowego się spróbować gdy stare tak dobrze już znam Nie idę do przodu ni wstecz niepewnie stoję na rozstaju dróg I pytam siebie… i wciąż nie wiem Serce coś szepcze cichutko umysł zagłusza myślami więc ciągle stoję i stoję i ciągle się boję boję Nie próbuje powtarzam i znowu odnowa nie wiem co robić mam nie wiem czy siebie w ogóle znam3 punkty
-
3 punkty
-
ile ludzi tyle marzeń cieni snów nadziei ile grobów tyle żalu smutnych twarzy ile drzewo ma liści tyle próśb o lepsze ile tęcz motyli tyle miłych chwil ile posiano kłamstw tyle będzie grzechów ile na niebie gwiazd tyle problemów ile łez było w życiu tego nikt nie policzy ile miłości w nas tylko ona wie3 punkty
-
Panienka sama wybrała mnie na swą towarzyszkę. – Będziesz mi przynosić świeże owoce i się ze mną bawić – powiedziała. – A teraz szukaj mnie, szukaj! – I trzasnąwszy dzwiami, wybiegła z biblioteki. Nie sposób było ją odnaleźć; raz, na wpół zamroczona snem, zdradziła, iż ilekroć zbliżam się do jej kryjówki, czmycha w zgoła inne miejsce. Odtąd nie próbowałam jej szukać. Gdy spowita ciemnością czekała, aż usłyszy moje kroki, ja zajmowałam się porządkowaniem jej pokoju: królewstwa pantofelków, koników na biegunach i tapet z tłoczonym kwieciem. Codziennie wynosiłam stamtąd naręcza spleśniałych owoców. Pewnej nocy, ucałowawszy panienkę do snu, usiadłam przy stoliku, gdzie na srebrnej paterze ułożyłam świeże owoce. Doczekałam świtu; wówczas — z ręką pod głową — zasnęłam. Obudziło mnie brzęczenie muchy. Na wiosnę panienka przestała się przede mną chować. Teraz całe dnie spędzała leżąc na podłodze w którymś z pustych pokoi na drugim piętrze. Gdy okna zachodziły ciemnością, zrywała się i – po drodze pukając do każdych drzwi – biegła przez korytarze, ażeby dopaść do mnie. Wyjmowała mi z rąk, cokolwiek w nich trzymałam i prowadziła drogami, których nigdy nie udało mi się spamiętać. Docieraliśmy do podziemnej przestrzeni bez drzwi i okien, dość jednak widnej. Nabawiałam się mdłości, próbując dojrzeć sklepienie. Panienka zostawiała mnie na dole; sama stawała na uczepionym skały krugżanku. Wchodzenie po schodach nie było z początku niczym szczególnym; ot, porządne, kręte schody. Czasem dostrzegałam w tej komnacie ludzi takich jak ja. Machałam im z uśmiechem. Jeśli nasze spojrzenia się spotkały, z twarzy odpływała mi krew, a twarz tego człowieka tak potwornie się wykrzywiała… Po przekroczeniu drugiego półpiętra, język zaczynał puchnąć. Panienka wychylała się z krugżanka. – Isola! – wołała, chwytając jakiś ster powietrzny. – I-so-la!… – odpowiadało echo.3 punkty
-
Tobie, co ci żal wypala serce, jak ogromny ogień żrący miasta. Tobie, co ci kłapouszym wersem smutek szepcze druzgocące hasła i wyciska łzy. Tobie sadzę jabłoń na podwórku. W kwietniu się zachwycisz, spojrzysz na nią. Jej owoce przetrzesz podkoszulkiem, a jesienią spotkasz ją zdyszaną, marną i bez sił. I pomyślisz, że już nic nie warta - niepotrzebna wcale, bo i po co. Jednak złotem będzie zachwycała, a w czas zimy – da przystanek kosom. Będzie śniegiem lśnić. Wiem, że czujesz się spalonym wrakiem - dobrze znam Kłapouchego sadło. Jednak uwierz w to, że tak naprawdę ty nie jesteś wrak. Ty jesteś – jabłoń, co i zimą lśni! 25 X 20253 punkty
-
3 punkty
-
"Jakbyś?" Jakbyś przejrzał dziś na oczy, osobiście się objawił, swoim sposobem proroczym, dzisiejszy świat byś naprawił? Jakbyś na świat reagował, obliczem Bożego słowa, poważnie poobserwował, czy znowu byś się nie schował? Jakbyś tak Ty mniej zabraniał, straszeniem i sianiem grozy, do miłości nas nakłaniał, dla świata lepszej prognozy? Jakbyś mógł chociaż obiecać, Najświętszy, potężny Boże, i drogę naszą oświecać, ale widocznie nie możesz? Jakbyś istniał Ty prawdziwie, coraz więcej pytań pada! To rządziłbyś sprawiedliwie, tak jak Biblia przepowiada? Jakbyś robił to, co trzeba, okiem Najświętszej Miłości? Słabo widzisz z otchłań nieba ludzką nienawiść i złości. Jakbyś zniżył się o trochę, by się lepiej w nas wpatrywać? - Zdejmij z głowy już pończochę, przestań się pod nią ukrywać. Leszek Piotr Laskowski3 punkty
-
3 punkty
-
Swoją kredką natemperuj, w jedno ciało, słodkie linie. Wrzące usta róż uchylą. Czysta rozkosz, nie ominie. Swoją kredką natemperuj i obejmij — moją kredkę, aż motyle serc popłyną, nad jeziora spojrzeń lepkich. Swoją kredką natemperuj, snów przypływy, w jedną duszę. I nieważne, że przeminie, błękit myśli, w gęstą suszę. Swoją kredką natemperuj, dwie radości, w jedno szczęście, aż nam prawda gwiazd zaświeci, dłoni obłok wskaże miejsce.2 punkty
-
Pisanie wierszy jest jak rysowanie zaczynasz od twarzy Starszy pan łzy nie… za łatwe Starszy pan gazeta oczy obok gazety nie… to też nie siada na piasku dłonią rozmazuje linię i zostawia2 punkty
-
pomiędzy pęknięciami kory są szerokie rany ślady piorunów okresy pory suchej to małe kanały nerwów którymi płyną czerwcowe deszcze wiosna to ślad symbolizujący serce wydrapane czyimś nożem na przekór śmierci2 punkty
-
2 punkty
-
zatacza się tańcząc mandalę czas nie pamięta o nim gdy odchodzi zostawia na stole zapaloną lampę drobne na chleb gałąź na ścianie kładzie chybotliwy cień2 punkty
-
łąkowe zapachy pachną łąki szczawiem i chwastami mięta dziurawiec rumianek i pokrzywa a polne kwiatki w kolorach takie maciupkie tulą pszczółki tworzy się aromat niebiański nektar wegeteriański a tam na skraju przysiadł anioł w wybornej kryształowej szacie delektował ziemskie miodowe przysmaki w zachwycie - nie byle jakim2 punkty
-
Przed poranek Do Ciebie, każdego kto złotem pokrywa swą skroń powierzając w odwadze, swą wiarę, zwrócone zostają zawołania; użycz mi swej dłoni, złącz szum dyrektyw zerwij apel wzburzonej toni Do każdego co ma czelność, przy murze tworzyć napis wzywam, by uwierzył nad swe morały ulegając ciałem, duchem i mową spragnionych zrozumienia adekwatnego złączonego z jestestwem buntu, ścianą ograniczonego która zdaję się, na wskroś mierzyć nad zapędy ustąp na sekundę po tyle tylko, co złączy wzrok mój z Twym imieniem czego znaczenia, rozum nie pojmie lecz co z człowieka pozostało; błądzącego poranną górą, wysoko nad innymi szczytami Zmartwione stają się wizerunki nocą, gdy nikną chodniki w świetle żarówek Nie wiadomo o czym mówię? Ależ o tej chwili, gdy ciszą wiedzie hałas zapachu noszonego przez mowę zwodniczy pakt, dnia i cienia którego obserwatorami jesteśmy od dnia narodzin Powołuję się na swoje postrzeganie, oddając do dyspozycji papierowy tlen i występ; z nadzieją, że nikomu się nie ukłonię W trakcie Wczesny wieczór Mętniejemy W ścieżce co brodzi nam pod kolanami, starając się łapać oddech I krzyczymy, że przyrzekamy W doli czując, iż to w następnej kolei stoimy my, którzy wiedzą więcej Wyrazy naszych sfer, stają się projekcją salą, chwilę przed audiencją Budząc się rano, zapewniamy Wedle woli, trącając na boki tą jedną lampę w rogu biurka Niżli ja, nie obronię tego rozpoznaję wzór odbity na mym monogramie Uwikłani myślą niezamierzenie zanikamy w mgle, wtem też, umiera spełnienie Prawda toczy się ulicą, Mknie jak łza senna po policzku Towarzysze w sieni mej zebrani! Bym podzielił się swą mową, co człowieka tworzy, jak poeta słowo, ogrom mnie objął zbitych marzeń, czy też oczekiwań Mąci mnie sen zapachem trawy, by po chwili zmienić się w koszmar morałem, niepoprawny Dzieję swe, objąłem pasją ku naturze mur krzywd, w swój czas, jedną myślą zburzę Słysz mnie! Obrazie na zakręcie, dostrzeż w końcu zbity próg Bo ja ten, co pragnął wizji tak zawzięcie poglądu na krajobraz Co uklęknąć mi da spoczywać na nowo być jako dawny fotograf Pierwszy, drugi, piąty rzędzie! Rwij się do krzyku, tak ja wewnątrz, swą młodość zerwę! Już po północ, nikogo w sieni Tylko tyle pragnę że wszystek obejmą nadzieję2 punkty
-
dotykasz czerni w mojej czaszce to nie dotyk śmierci bo żyję nie odlatuję już tam gdzie mnie nie ma Chińczycy nazywają to lgnięcie2 punkty
-
@Wiechu J. K. Oczywiście, że tak, nie przeczę, ale to jakoś tak często zupełnie różne sprawy chodzą parami :)2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@Wiechu J. K. -----------------> Podziękowania dla: @Natuskaa, @Poet Ka, @Berenika97, @LessLove, @Leszczym, @Rafael Marius, @MIROSŁAW C. i @UtratabezStraty :-) ************************2 punkty
-
Można, a może trzeba, a może jeszcze inaczej? Wszystkim się nie dogodzi... a znaki zapytania są częściej używane, niż widoczne. Tak, zgadza się. W tę właśnie jasną stronę :) Pozdrawiam. Taka rola tytułu, który jakimś dziwnym trafem jest na początku, a zwykle czyta się go na końcu. "Z języka obcego" piszesz... hmm... to jest niezwykłe, nie wychodziłam z takim zamiarem. Pozdrawiam :) kula się i jajo kiedy trzeba od jednej ściany do drugiej ściany z jednego blatu na inne blaty czasem się zdarzy mieć krótszą nogę albo rowerem przemierzać drogę wedle pomysłu roli i środków wszystko co człowiek zmierzy i zważy rozpozna lub sobie wyobrazi w tutaj zawartej treści wierszyka jest pewnie dobre nie ma co wnikać :)) Pozdrawiam2 punkty
-
2 punkty
-
@Zbigniew Polit kościół historia nie byle jaka grabarze przyszli stoi katafalk a na nim trumna razem z tabliczką i ludzie w ławkach są bardzo cicho pełne skupienie i nagle wpadka komuś telefon nachalnie zagrał patrzą po sobie skąd dźwięk dochodzi starzy już wzrokiem zmiażdżyli młodzież lecz dźwięk wyraźnie z trumny pomyka bo ktoś zadzwonił do nieboszczyka nagle dźwięk ucichł głos z trumny gromi "mój drogi bracie nie w porę dzwonisz właśnie schodziłem już z tego świata tyś mnie przywołał i będzie draka się naparzają stale o spadek" a czy w spokoju może zejść dziadek?2 punkty
-
Policjant krzyknął: "Dziura na niebie! Ukradli gwiazdę, jesteśmy w potrzebie!" Generał sapnął. Wódź jęknął cicho. Królowa lament: "Och sole, sole! Co będzie działo teraz się na dole? Królowi bruzda zjawia się na czole: "Co raportują nam Gwiezdne Patrole?" "Mówią, że Galaktyczne Rumaki, porwali ją dla draki!" Mieszkańcy Ziemi w smutku wpatrzeni w te braki w aksamitnej przestrzeni i niezapowiedzianej pustki na nocnym niebie... "Ewidentnie ktoś śmiał ją ukraść, porwać, schować! Kto śmiał nam dziurę taką tu zgotować!? Podstępem i gwałtem los zły zaprojektować?!" Lekarz rzecze fachowo: "Mała depresję miała" Ktoś stwierdza: "Fakt, ostatnio jakby mniej jaśniała!" "Może uciekła..." - głos szepcze w tłumie. "Uciekła? Dokąd? Po jakie licho? Miała tam wisieć i błyszczeć cicho!"2 punkty
-
raz dusza z ciałem się pobrała w pogodzie ducha, w środę a ciało bardzo piękne było, no i w dodatku młode. lecz po niedługim chyba czasie dusza popadła w żałość, bo przecież ciągle młoda była, a ono się starzało. jednak do dzisiaj są ze sobą zachciejstwa duszę nęcą no więc je zdradza choćby myślą i grzeszy samą chęcią.2 punkty
-
Odrobina spokoju kiedyś nastąpi zajmiesz się tym co lubisz i sprzedasz obrazy. Nie czekaj na nią przyjdzie kiedy zechce darmo wypatrujesz oczy. Na zewnątrz znowu wstanie dzień zakwitną kwiaty i przylecą ptaki. Usiądziesz przed domem a one dla Ciebie zaśpiewają codzienny koncert. A przed wschodem słońca kiedy jest cicho nocni włóczędzy kładą się spać. Pokryte rosą rośliny korzystają z wilgoci zanim wzejdzie słońce. Spacerujesz pośród roślin szukasz przyjaciół którzy tak jak Ty dziś nie śpią. Odrobina spokoju nadejdzie z nowym dniem wyjdziesz jej na spotkanie i powitasz niczym kobietę.2 punkty
-
kula to się brudek na skórze kiedy ją pocierasz ciut dłużej a tutaj kulane jest jaje czy to Trzaskowskiego w Warszawie czy może to jajo z kamienia nie pęka i nie do jedzenia a Twoje to niczym osoba chce szczęścia i życia od nowa :)))2 punkty
-
@Lenore Grey Mógłbym rozciągnąć niektóre opisy ale odbiłoby się to na grozie. Opis urody kobiet to opis moich ideałów piękna. Stąd też nie tylko są to kapłanki Santa Muerte ale i Angelisy No i jeszcze to Jak każdy zbzikowany autor mam swoje muzy. U mnie to wysokie, szczupłe brunetki o prostych i jak najdłuższych włosach i bladej cerze. Ewentualnie wysokie, rude, szczupłe i piegowate piękności o kręconych puklach. Blondynki grają u mnie marginalne role i tylko złe charaktery :)2 punkty
-
@Leszek Piotr Laskowski Cenię taką religijność. Pozbawioną buty lecz zadającą pytania, czasem wątpiącą, lecz pełną oddania... Taką jak u ks. Twardowskiego - nie przyszedłem pana nawracać.2 punkty
-
Szedł drogą cienia w rytm cierpienia zasłaniał czernią kolory od promieni słońca był odosobniony Szedł cień drogą w mroku ubrany w czerni otchłań Nie zna słońca i świata w kolorach Zawsze jest z nami czy może jednak nie cień tylko gdy światło oświetla ciebie jego ją ich tych tamtych i mnie czy cień rzuca cień czy za cieniem też ciągnie się jakiś cień niewidzialny okiem jak ludz kie czy w cieniu cienia może być jakieś życie i szansa by jak róża wyrosła ubrana w sztuķę ciuchem poezja lub obraz wiersz albo książka muzyka piosnka cień przy tobie wytrwale krok za krokiem zmierza jak się pozbyć cienia gdy umierasz to go już nje ma gdy przysypie trumnę ziemia gdy popioly zapakują w urnę a cień został sam tam i kogo innego stalkuje wiecznie idąc z nim krok za krokiem dzień po dniu cieniu mój mój prześladowco czy ty byt swój zawdzięczasz ciemnym mrokom czy to słońca zasługa że jesteś tutaj dzisiaj jak wczoraj jak obyś dożył jutra i przekonał się że żyjesz gdy twój cień jest tutaj jak będzie aż urna aż trumna aż dusza wywedruje z tego opakowania ze skóry wers który by poruszył by mógł się zdarzyć zajęty głupotą własną ośmielam się marzyć czyż marzenia jednak nie są od tego by się nie spełniać by mogły trwać jak nadzieja w nas żywa choćby dusza martwa to zdarza się pływać w myślach wśród rzeki miodu i mleka pełnej bujanie w obłokach zupełnie i niebieskie migdały jak oczy które na popiół zszarzały z latami wypalone paczki papierosów blizny jak znaczki karma znajdzie sposób wypite flaszki kibel zarzygany o czym to ja aha2 punkty
-
2 punkty
-
@hollow man ... obok pomnika Mickiewicza znalazłem muszlę tramwaj jej nie przejechał a w niej nie uwierzycie pierścionek o którym marzyłaś ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
Jest we mnie człowiek tak wesoły, że rozśmieszyłby nawet śmierć. W czerni rozbrzmiałyby śmiechy, żart na każdą ponurą rzecz. Ten człowiek powoli znów się rodzi, uśmiecha się do dzisiejszych chwil, odchodzi od nieuniknionej śmierci, martwy — powraca do żywych. Los jak węzeł gordyjski — nitka po nitce się rozplatam. Nie jak Aleksander Macedoński — to trudniejsza praca. Żyje we mnie człowiek, pełen życia i marzeń, kolejny raz się rodzę, by znów być człowiekiem.2 punkty
-
2 punkty
-
Podbiały przy siklawie, przy nurcie rwącym dalej w rozlaną i zmąconą zieleń, ostoję klenia. Nim liść w koronę drzewa rozwarstwi wierzchni stelaż, przenicuje plon światła, chwast dzióbek w rurkę składa. Jak Piątkową kołatką, chrobocze w żółtą barwę. Gdy kamień się odsuwa, w kłącza podbiału — góra. „Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział.” Mt 28, 61 punkt
-
@KOBIETA Pod Sowią Górą mam ulubiony potok, przy którym czasami siadam i wsłuchuje się w jego mowę, czy mówi ciągle to samo? Jak myślisz? Wesołych Świąt.1 punkt
-
pełnia nas nieludzkiej tęsknoty mojej wydarzeń z tego pomiędzy magnetycznych przebóstwień po kres czucie jasne ciebie zdławiane alkoholicznym rumieńcem noce zaciągasz mnie w głęboko niskie energie uwiedzionego ciała po ból ekstazy i zmęczoną twarz przytul1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne