Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.03.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Ka_linie Była - nawet całkiem niedawno, zwykle skora, żeby komuś. Czasem niesie zachętę, aby ktoś także innym, bo potem zawisa się pomiędzy... w towarzystwie ciszy, kiedy wokół zieleń na wyciągnięcie ramion... linie - tu i ówdzie wyrastają krzewy, solidne, rozrośnięte - są ozdobą ogrodu, aż chciałoby się zatrzymać, wtulić w liście, dotknąć, by poczuć aurę - tylko ten chłód... zniechęca. Jeden bukszpan _za_nie_uważy, inny może będzie porównywać, policzy każdą gałązkę każdy listek, jakby od tego zależało - być albo nie być - i... to dławiące wrażenie, jakby niewidzialny echoszelest - ta znowu się pcha i wymądrza - marzec, 202615 punktów
-
Czasem gubię się w półsłówkach, w pół tonacjach i półcieniach. Kiedy karmią mnie półprawdą, to wychodzę od niechcenia. Czasem biorę za półdarmo i oddaję połowicznie. Zdarza mi się o północy, tworzyć w półśnie wersy śliczne. Często pytam się półszeptem, czego pragnie ma połówka. Zatrzymując się w pół kroku, żeby nie wyjść na półgłówka.12 punktów
-
śniłem o ness nie wiedząc kim lub czym jest może to zapomniane słowo fragment wiersza przeczytany na wzburzonym morzu wyzwanie rzucone wichrowi na rybnych targach w powiewie obcych myśli przemierzając oceany tam i z powrotem zanim zdążyłem otworzyć oczy powrócił sen o ness rzeka płynie za oknem nie wiem dokąd iść widziałem źródło i ujście ginące za linią lasu ono mnie woła każdego dnia bliższe widziałem górskie drogi kuszące do błądzenia drogowskazy z napisem dom choć miałem inne sny najchętniej wracałem do ness cień słońca i księżyca blask opuszczony wodny młyn przeczuwałem jego istnienie na górskich łąkach w szumie strumieni szukałem tego kto śni o ness10 punktów
-
Piękno. Pośród rechotu żab, gdy rankiem siedzieliśmy w trawie, nie kryjąc rozpaczy, że świt, spytałeś cicho: Dokąd zmierzamy świata mocarze, gdy każdy krok to pustka? Znikają twarze, odchodzą ludzie. My wierzymy wciąż, że tam na górze mieszka sędzia. Wyrok jest sprawiedliwy. On wie, co dobrem, co pięknem jest. A piękna nie ma, jest tylko złudzenie. Echo oddało głos próbując dostrzec, co znajduje się pod muślinową szatą nieba. Patrz, w rzeźbach Michała Anioła, muślin okrywa ciała, co tajemnicą są wciąż. Artysta zakuł marzenia? Czy piękno uchwycił? Bryła wciąż zachwyca. Czyje to piękno jest? Ty czuć chcesz więcej, więcej niż trzeba pośród rechotu żab. Popatrz na skrawek nieba. Gdy ludzie, jak w mrowisku, tu na ziemi tracimy wzrok, światło poraża, błądzimy w ciemnościach my świata mocarze. Kiedy przyjdzie ten czas, pójdę za Tobą Boże. Tymczasem słucham rechotu żab.9 punktów
-
idę przez dzień przez wybebeszone podbrzusze sadu wszystko pęcznieje w jednej wściekłej sekundzie światło wbite w liście drży jak roztrzaskane szkło chleb parzy dłonie zakalcem i słońcem wiatr zostawia na skórze osad spalin i mięty wciągam powietrze: smakuje klamką mostów, mułem rzeki co niesie rozdęte truchła ryb i złoto obrączek ziemia po deszczu pachnie świeżo rozkopanym grobem a jednocześnie pierwszym porankiem świata powietrze ciężkie od narodzin sekundy pękają jak nasiona ciskane w biały żar pytam: dlaczego oczy mają brzegi skoro horyzont jest tylko pęknięciem w szkle którego nie da się zaleczyć patrzeniem? świat jest zbyt wielki dla mojej czaszki pić go całymi haustami! hartować przełyk w fosforyzującym ścieku konstelacji! ale język puchnie od nadmiaru smaków przełyk jest za wąski dla tej wezbranej rzeki rozhermetyzować się w samym środku własnej tkanki bo ciało to tylko pergamin rozpięty na turbinie świata krew - spóźniona lawa - wypala drogę na zewnątrz serce tłucze się o żebra myli druty z niebem w płucach noszę wiatr starszy od miast w kościach sól mórz które wyschły zanim narodził się lęk każde uderzenie serca to młot w betoniarce świtu niech światło rozsadzi kości! niech pęknę jak owoc zbyt długo trzymany w słońcu! bo wszystko wyje o uwagę trawa przebija asfalt z precyzją skalpela kamień nagrzany słońcem pamięta dotyk dłoni sprzed tysiąca lat skóra pamięta więcej niż rozum a ja wciąż głodny głód starszy niż moje imię chcę jeszcze jednego drzewa ciemnego od soków jeszcze jednego świtu który jak nóż wejdzie pod gardło nocy nie nadążam kochać świata świat zdarza się zbyt gwałtownie stoję z otwartymi ustami czas wlewa mi się do gardła jak wrzący ołów i zastyga w dławiący fundament pod język idę dalej pamięć - składowisko zużytych luster gdzie każde "kocham” pachnie chlorem i starym lodem usta mokre od życia spuchnięte od słów bo śmierć to jedyny mechanizm którego nie umiem jeszcze zatrzymać zębami8 punktów
-
Bóg nie przychodzi nie czeka aż będziesz nieskazitelnie czysty jak woda źródlana dziecko nowo narodzone ono także... nie przychodzi aby ... oskarżać przychodzi z pokorą pukając do duszy serca wskazuje drogę zaproś Go a świat poznasz z jasnej strony Jezu ufam Tobie 3.2026 andrew Piątek, dzień wspomnienia męki i śmierci Jezusa8 punktów
-
Kiedy ludzie zaczynają brzmieć jak echo ścian, odkładam ich głosy na parapet — jak klucze. Wychodzę tyłem, żeby nic mnie nie zatrzymało, i skręcam w ścieżkę, której nie ma na mapach. Tam dom nie stoi — tylko się powtarza: wierzba pochyla się zawsze w tę samą stronę, jakby ktoś ją kiedyś poprawił ręką i zapomniał odsunąć. Ptak nie szuka — on wie. Rozgarnia trawę krótkimi ruchami głowy, jak ktoś, kto wraca do zdania przerwanego w dzieciństwie. Nad stawem mgła nie zasłania — ona odkłada rzeczy na później. Brzeg, woda, moje dłonie są tylko wersją roboczą. Idę i uczę się ciężaru od początku: jak stopa przyjmuje ziemię, jak ziemia oddaje ją z powrotem bez żadnej obietnicy. Cienie nie są już od światła — mają własne źródło. Rysuję nimi twarze, których nie spotkałem, ale pamiętam ich zmarszczki. I tylko tutaj wszystko zgadza się do końca: że nic nie trzeba finalizować że można zostać w połowie ruchu i to wystarczy.8 punktów
-
7 punktów
-
Zmierzyłem bezkres oceanu Ja tułacz, ja wygnaniec Nieprzyjaciel, nietrwałego Edenu Całuję ziemię ojczystą, Choć ją przeklnąłem, rzekomo nieczystą…. Ja tułacz, ja wygnaniec wieczny Moja przystań z tego samego prochu Ulotna jak to ciało Więc, czy gdyby w proch wreszcie się przemieniło…. Czy ten tułacz, ten wygnaniec Zamknął na raz spokojnie w szkatułce czystego Eteru! Gdyby tylko tak się stało…. Ale inną mi dało fatum Mojrę Czy też długa jej nić? Czy krótka zatem? Nie odgadnę tego zawczasu, drżę jeszcze przed grobem! Bogowie! Głupi tułacz i wygnaniec, Więc padnę na kolana wam! Splotłem dawno białe ręce Zmierzyłem bezkres oceanu Ja tułacz, ja wygnaniec Nieprzyjaciel, nietrwałego Edenu Błagałem o pomyślną nić dla tej prządki By mi plotła same cuda, I wtedy gdy się niebo z chmurami ciemne rozszalało Bure, mocną łzą o szybę uderzało Ja tułacz, ja wygnaniec Wieczny nieprzyjaciel nietrwałego Edenu Tedy czułem twą opatrzność! I wiedziałem, i wiedziało moje głupie serce! Gdy się niebo rozszalało… złapałem was za ręce, Bogowie A w te wiosnę ptaki latały nisko, samoloty latały nisko, nuciłem tę samą tkliwą piosnkę O, Bogowie! Rąk wam jeszcze nie składam do grobu, Ani nóg, ani serca nie dam wam jeszcze w aloesowy liść! Tylko nucę, nucę i nucę Patrzę na niebo szukam - znak Jeżeli powiesz, że tak… To tak! Ja wieczny tułacz Wieczny wygnaniec Nie puściłem waszych rąk W głowie mam tą samą piosnkę Z dokładnością szła ona tak… Zmierzyłem bezkres oceanu Ja tułacz, ja wygnaniec Nieprzyjaciel, nietrwałego Edenu7 punktów
-
"Szklany sufit" Z pośród artystów, tak wielu prawdziwych, przebiją się dziwnie tylko nieliczni. Krytyka wciąż chętniej tychże promuje, którzy są bardziej w niej elastyczni. Nie talent tu waży, nie ogień w źrenicy. Merytokracja? To bajka dla dzieci! Ważne, z kim spotkasz się na twej ulicy, gdy w cenie nazwisko, co złotem świeci. „Tatusiostwo” buduje wysokie progi, w „siatce znajomości” uwięziona sztuka. Dla obcych zamknięte są wszystkie drogi, prawdy tu dawno nikt już nie szuka. Bądź „elastyczny”, spuść kark odrobinę, bo pieniądz to filtr, co dławi natchnienie. Przybierz wygodną dla rynku minę, ważniejsze od wizji jest logo na scenie. A gdy zamilkniesz, złożony do grobu, wtedy docenią, wystawią na sprzedaż. Świat dawno poznał ten dziwny sposób: – Bo martwy artysta nie spyta: „Ile dasz?”. Ta „cicha cholera”, ten układ zamknięty, nepotyzm dzisiaj tak triumf świętuje, dla autentycznych ma tylko odmęty, lecz prawda pod skórą wciąż mocno pulsuje. Niech dzielą zaszczyty i kreślą granice, bo chociaż ten sufit ze szkła i betonu, ty ogień nieś sobą, co spala martwicę. Prawdziwa twórczość nie jest dla dzwonów. Leszek Piotr Laskowski.7 punktów
-
Robimy z uczuć relacje na żywo, bez filtra. Żyjemy na granicy - bliscy załamania. Kiedyś jedno spojrzenie było iskrą. Ktoś dla kogoś ryzykował wszystko. Dziś mieszkamy w samym świetle - bez zasłon i bez cienia. Tłum przewija nas palcem. Nie szuka ognia. Sprawdza tylko, czy to nie efekt specjalny. Czy naprawdę coś się pali.6 punktów
-
Janusz Nowak miał Azora. Pies to jednak był niezwykły. Zamiast biegać gdzieś po polach, czekał. Cechy psie zanikły. Czegóż zatem wyczekiwał? Janusz wiedział doskonale, lecz Azora ciągle zbywał, chyba w złości lub za karę. Sprawa była bowiem dziwna. Głowa pieska pracowała: mądra, sprytna, kreatywna, własnych praw oczekiwała. Azor tuż po narodzeniu dostał zastrzyk w łepek bury. Choć poddany był cierpieniu, miał być cudem wręcz natury: superpsina – wraz z Nowakiem! Mina pana była błoga. Azor w wieku lat dwóch z hakiem umiał chodzić na dwóch nogach. Już rok później zaczął gadać i zarabiał na stand-upach. Miał garnitur marki Prada. W pysku banknot, wino w łapach. Chodził nawet też do szkoły, takiej ludzkiej – to nie żarty! Czasem smutny był, wesoły, czasem wściekły i uparty. Przestał szczekać – nie wypada – uczył też się moralności. Janusz ciągle nad nim władał, wciąż mu podrzucając kości. – Dobry piesek, przynieś kasę! – rozkazywał. Azor działał. Lecz gdy zaczął czytać prasę, myśl mu w głowie zajaśniała. Skoro pan go uczłowieczył, czemu nie ma praw człowieka? Janusz machał ręką, przeczył, Azor zaś cierpliwie czekał. W końcu, gdy już bunt nadchodził, Nowak przystał na błagania. Poszli do urzędu w Łodzi. Po tygodniu załatwiania ożył człowiek, zniknął piesek. Azor wreszcie zyskał prawa. Dostał dowód oraz PESEL. Janusz tonął wręcz w obawach. – Masz być wdzięczny za me chęci! – wołał. – Dam ci propozycję… Ty: pięć procent, ja… Gdzie pędzisz?! Azor pobiegł na policję. – Pan nieludzki jest! – wyszczekał. – Poddał kiedyś mnie cierpieniu, wykorzystał jak człowieka… Wszystko wyjdzie w dochodzeniu! Nowak po niedługim sporze siedzi w celi za kratkami. Azor sobą zaś być może! Teraz żyje w szczęściu z psami.6 punktów
-
mają w sobie tyle miejsca że echo uczy się tam chodzić na dwóch łapach ręce czyste bo rękawiczki pachną prochem i krwią martwych mówią pasja jakby pasja nie zostawiała sierści między zębami jakby nie trzeba było jej wypluwać nocą do zlewu rozcinają brzuchy jak korespondencję od Boga wpychają dłonie głęboko w parujące jeszcze trzewia żeby wyciągnąć stamtąd tęsknotę za czymś czego nigdy nie mieli wycinają jeszcze ciepłe serca żeby włożyć je sobie pod koszule i przez chwilę udawać przed lustrem że coś w nich bije poza strachem przed własnym cieniem celownik to okno na koniec świata w jakości 4k palec klika jak myszka w biurze wysyłając życie do kosza którego nie da się opróżnić idą do lasu jak do sklepu mięsnego bez ścian wybierają oczami to drży to się nada to ucieka będzie lepsze śmiech niesie się dalej niż strzał bo strzał jest krótki a śmiech ma długie paznokcie i skrobie nimi po korze aż do mięsa mówią regulacja jakby świat był zegarkiem a oni śliną smarowali tryby żeby ciszej umierało zajączek jeszcze biegnie jeszcze nie wie że już leży na talerzu zrobionym z opowieści srebrne sztućce dzwonią o kości jak dzwony na trwogę dzieci liżą talerze brudne od pytań bo ojciec przyniósł las w reklamówce pokrojony tak drobno by sumienie nie mogło się zadławić sarenka patrzy tym swoim bezużytecznym spojrzeniem które nie umie nienawidzić które nie zna słowa dlaczego to ich najbardziej boli więc uczą ją krwi która pachnie jak niedziela jak rosół z poczucia winy gotowany na wolnym ogniu wracają dumni niosą śmierć jak dyplom jak świadectwo z czerwonym paskiem znikania gładzą stygnącą sierść jak policzki własnych żon całują mokre nosy zapominając o zapachu rozkładu bo to jedyna miłość na jaką ich stać miłość która nie oddycha i nie prosi o więcej wieszają głowy na ścianach jak trofea z własnej ciszy szklane oczy jeleni stają się kamerami monitoringu ich pustki żeby pilnowały by w salonie nigdy nie zabrakło przeciągu od kul kładą martwe sarny do łóżek zamiast dzieci przykrywają je kocem milczenia i szepczą do uciętych uszu że jutro znowu kupią im śmierć na raty bo tylko w tym chłodzie czują się jak bogowie pokazują zdjęcia uśmiechnięci obok tego co już nie oddycha pozują z własnym brakiem a to tylko oni rozmnożeni w nicości aż po horyzont który nie ma gdzie się schować bo trzeba mieć w sobie bardzo dużo miejsca żeby zmieścić brak serca żeby go nie usłyszeć i jeszcze nazwać to hobby6 punktów
-
Syndrom pourazowy jak potrzeba kochania. Przyjaciele od ciepłego klepania naszych kompleksów sprzedadzą nas za worek pierza do swych skrzydeł, ze szczerego kłamstwa. Interes to najlepszy sentyment. Zaklęcia i zapewnienia o nominale prawdy są tylko czarnym smarem chichotu historii. Jej mit etyki ponad polityką, tonie zawsze w kałuży krwi.6 punktów
-
w wiecznej muzyce oddechów wędrowne ptaki licznych wcieleń splatają wszystkie puenty wierszy niebanalna treść metafory głaszcze podbrzusze i jak księżycowe światło spływa wolno rosą na udach kobiety gdzie młode paprocie odsłaniają kolejne poziomy nieba nieco światła i cienia w matowej czerwieni białe motyle z wnętrza świata rosną pod neonami gwiazd grzeszny język na kartce drży jeszcze na znak powrotu do edenu6 punktów
-
Tysiąc błędów — moje kredo. Jednak piszę, ale kredą. Bardo! Wszytko tylko pod dyktando. Moja wartość — garść doświadczeń. Kto dziś godny licznych zwierzeń? Duszy ciężko od obrażeń. Jestem, lecz to tylko tło wydarzeń. Tlen jest gęsty, ja przeklęty. W kółko ciągle sny — przekręty. Jednak upór, gdy słów bukiet. Śmierć poety — zwykły kretyn.6 punktów
-
Rozmawiałem z różą Zapytała, czy kocham Dałem pocałunek Zapytała, czy piękna Powiedziałem, zawsze Zapytała o wierność Ja cię kocham, różo A jak zbrzydnę, to co Będę kochał piękniej Ja się zestarzeję! Wybaczę jesieni Ale ja chcę… zawsze Bądź mi różą zawsze - - - Poszła „poprawić oczy”6 punktów
-
łut mieli łut mieli łut mieli szczęść i poszczęściły się szczęścia na szczęście co trwa tym nieszczęściom co chciały się wpleść wbrew i na szczęście po losu myśli lub wbrew myśli losu wciąż niedokończeni a jednak pomyślni zawsze do teraz od teraz w swój sposób to my i myśmy5 punktów
-
53. Garść ziemi (narrator: Tyryjczyk) 1. Najpierw nie wierzyliśmy. Morze nie klęka przed ludźmi. 2. Kto rzuca piasek w morze, musi być bogiem albo głupcem. 3. Ale zaczęło się garścią ziemi. Tak zaczynają się wszystkie końce. 4. Niemożliwe to tylko to, czego jeszcze nie widzieliśmy. 5. Widzę, jak ląd pożera wodę. Cicho, metodycznie. 6. Flota w porcie — to teraz tylko las suchych drzew. 7. Kamienie w locie mówią prawdę: żaden mur nie jest daleko. 8. Patrzę — i wreszcie rozumiem, czym jest pycha. cdn.5 punktów
-
chociaż czasem w tyłek kopie podchwytliwie się uśmiecha bardzo gorzkie słowo powie do szantażu się ucieka mimo to wielcy malarze poeci wielkie dzieła o nim tworzą przy których nikt się nie kręci które łezkę w oku rodzą jest nierozłączną częścią życia nie da się tak łatwo ominąć nie działają nań żadne ukrycia nie pomoże na niego kląć tak tak mój drogi czytelniku już na pewno wiesz o co chodzi jesteś wysoko na świeczniku twoje myślenie cię nie zawodzi5 punktów
-
Klasyk demokracji, najlepszy przyjaciel wszystkich przyjaciół. Wiśniowy sad, dacza w Kuncewie i katastrofa klimatyczna. Echa referatu o językoznawstwie. Trybuny honorowe, malowane sztandarami przestrzelonych gwiazd. Każda epoka i jej święte cytaty mają swoje gwiazdy. Związek Patriotów Polskich, ale ani związek – przymusowy, ani patriotów – są w lesie, ani polskich – są martwi. Historia chodzi w tych samych wciąż butach, obcasy odciśnięte w martwym śniegu.5 punktów
-
do rymujących piękną frazą pisaliście z emfazą w dopełniaczu taktując równo jak trzeba tylko czasem wam z tego serce i sens wypłukało do nierymujących byle co byle jak byle^byście nastukali słów w nierównych wersach udziwniając metaforę do poziomu żartu4 punkty
-
Maj, 1897, W Saskim Ogrodzie Na starej fotografii Olchy, topole, ławki, W domyśle brąz i zieleń. Więzy, jesiony, ludzie, Maj przydaje lekkości. Na starej fotografii Bo to czas wypoczynku, Panie, panowie, dzieci. Siedzą, stoją i leżą, Widać na twarzach radość. Matki z dziećmi na krzesłach Panowie sypią żartem, Panny biegają w lesie. Wachlarze, koki, wąsy, Echo ich głosy niesie. Na starej fotografii Panowie dyskutują, Student leży na trawie. Panie się uśmiechają, Wszyscy młodzi i piękni. Na starej fotografii Słońce przyświeca ludziom, Panna się chowa w drzewach. Ktoś utrwalił na wieki, Ten obraz tak wymowny. Do czasu najbliższej pożogi.4 punkty
-
4 punkty
-
Jutro pójdziemy się zabijać Ciebie zabijamy codziennie ja nie jestem dezerterem lecz nie dawaj karabinu bo nauczyłem się strzelać nie nauczyłem się nienawidzić Jutro „nówka” koniec świata ja nie czuję się go winny Panie, czy ja muszę, powiedz oddać Tobie krew i duszę nie za bardzo używaną jest do ślubu młodą panną nie chce bywać na pogrzebach Patrz, mam ciągle puste ręce poranione życiem serce jestem jeden z tych miliardów którzy Ciebie wciąż się uczą na porankach i zachodach nie w streamingu newsów Jak ja pragnę być naiwnym4 punkty
-
Klikacze klawiatura z dłońmi w parze już bez kleksów i nie maże też bez kartek i bez piór w dal odeszły kałamarze a atrament w transformacji w tusz zamienił swe oblicze kalkulator liczy liczby bez liczydła szybciej tak dawne to już czasy pewne rzeczy poszły w las nic nie dziwi taki czas we wspomnieniach został w nas4 punkty
-
Raz w życiu, zdarza się Taki dar Ekwiwalent. Za twe dzieje całe. Partner w zbrodni i na scenie. Z którym jesteś jak dwa cienie Przez jedno drzewo rzucane. I modlisz się, żeby nie okazał się snem. Leczy gdy się burzowe zbiorą chmury. Już wiesz, że obudzić się czas z koszmaru. Purpurowe policzki zwęglone. Umarło. Nasz duch Oddany strachowi. Zawiesił na szali szczęście i siłę. Powieszoną na pętli tych słów Rezygnacji, co spalały teatry. Głosiłem ci, w oczy wielkie przemowy. Teraz ciche echo nie bije już barw. Nikt, nie widzi jak płaczę nocami. To ty mnie trzymałeś mocno rękoma. Gdy stres mnie ranił atakami wieloma. Oddałem ten czas, zawierzyłem go w Lato. Zawiązaliśmy uczucia na szczycie tajemnic Szukając wciąż siebie znalazłem to w tobie. Lecz ile jest warte coś co tak łatwo runęło? Dziś nie słucha już nikt choć widownia Pełna. Nie słucha mnie on. Jedno puste miejsce Tyle w duszy trawi żalu.4 punkty
-
Witam i kłaniam się na posterunku. Oto ja, Michał Leszczyński „Leszczym”, „święty” dla pieniędzy, których – co warto dodać – nigdy mi nie zapłacą. Sorry, Ale lubię agnostycyzm. Zresztą nie bądźmy tacy drobiazgowi. Warszawa – Stegny, 18.03.2026r.4 punkty
-
4 punkty
-
Chciałbym do ciebie napisać I czekać z drżeniem znów Kiedy pojawi się zieleń A z nią słodki potok słów Na blask księżyca doświadczyć Ciepła błogiego dreszcz I chociaż w snach zobaczyć Przy dłoni mej twoją też Chciałbym do ciebie napisać Poczuć niepewność i lęk Twa obojętność i cisza Zabiera ostatni dech4 punkty
-
Pauczaszkolina. Paukościolina. Paućwiczeniolina. Paurehelina. Paubilitacjalina. Ale zawsze pauradosnolina! Chwytać rączkę kolczastą! Oczy rozszerzają się na widok tego! Wszelka okropność, pełna ludzka starych nienawiść do tego. Miejscowa legenda. Legenda nad legendami!4 punkty
-
Myślałem kiedyś, że życie jest jak szeroka droga przez pola i że wystarczy iść dalej. Teraz siedzę przy oknie szpitala i patrzę jak noc spływa po szybach. Tu ludzie szybko stają się sobie bliscy — jak podróżni w jednym wagonie zimowego pociągu. Ktoś opowiada o domu, ktoś o psie czekającym pod furtką. Ktoś milczy. A rano jedno łóżko jest puste. Jakby ktoś wysiadł na małej stacji bez nazwy. I nagle rozumiemy wszyscy że życie było tylko chwilą ciepła w dłoniach.4 punkty
-
tańcząc we mgle - chwiejne pary w kółeczka choćby bez radości - orkiestra dęta pląsać ospale w matni wirującej ciemne szkła lunatyków - absurd męki przyćmionej nawet po śmierci prochem w grawitacji woskowi tancerze kołowrotem skrępowani... a wiesz że oni mogą przekląć i ruszyć martwą ręką?4 punkty
-
Rzekł raz Pantun do Trioleta w marcu w pewnej restauracji: „Poetę spotkał poeta i mówię to nie bez racji”. W marcu w pewnej restauracji, przy żubrówce i kotlecie: „Ja mówię to nie bez racji, boś poetą, mój Triolecie.” Przy żubrówce i kotlecie, poetę spotkał poeta. „Tyś poetą, mój Triolecie”. Tak rzekł Pantun do Trioleta. A co Triolet odrzekł na to, z Pantunem żubrówkę pijąc? Potakując z aprobatą, tak mu Triolet odrzekł na to: „Czy jest biednie czy bogato, poeci niech w zgodzie żyją.” I tak Triolet odrzekł na to, z Pantunem żubrówkę pijąc.4 punkty
-
4 punkty
-
zawsze siadam na zielonej ławce myśli nie mają kolorów w ciasnym parku jest nadgryziony brzeg mdłej rzeki i ruiny drzew kruki świecą oczami chaos ciągnie się za horyzont wściekłe słowa lepią się do ust które jeszcze mówią wierszem4 punkty
-
Czas Czas Czas Zabija nas I nasze głowy Miłość Miłość Miłość Zabija nas I nasze głowy Rana Rana Rana Zabija nas I nasze głowy Wszystko zabija nas I nasze głowy!4 punkty
-
Popatrz, mam wiatr we włosach Jeremiaszu Dostałeś opowieść o mojej krowie I kilka innych sekretów Widzisz mnie z twarzą którą można zgładzić bez broni wystawiam się na pokuszenie Ja córeczka Boga ziołami leczę Chowam w sobie chińskiego smoka z roku 88, siódemkę i Chirona dobrego, może najlepszego biedaka Jakiego znał Bóg Takiego co miarę wypełnia A Mojra go nie gani To mówiłam ja niegdyś córeczka Boga: Czy piękna to dobra? Smok dyszy i przeczy4 punkty
-
nie trzeba marzyć, by zobaczyć księcia nowego Rolanda pod skrzydłem Zeusa herosa i patrioty zbawiciela narodów w koronie słyszałam o takich siedzieli na tronie wysokim z berłem prawdziwym i mieczem prawdziwym i prawdziwym czymś tam telewizja podkreślała bardzo że prawdziwym między jednym a drugim nagłówkiem między słowem a słowem o tym o tamtym padło patetyczne całkiem zdanie o pomyślnie wykonanej misji chwalono gościnność bowiem nawet w warunkach jak by to powiedzieć nieprzyjemnych na brukowisku lekko poturbowanym w imię wyższej idei przez służby nowego Rolanda zdołano, w miarę gładko i elegancko rozwinąć jaskrawy czerwony dywan jeden z tych, którzy byli i nagle zniknęli w ostatnich zeznaniach wspomniał że zwijając dywan czuł w powietrzu lepką mokrą woń w telewizji mówią o koniecznej woni zwycięstwa4 punkty
-
* * * wzdłuż drogi góry przez śniegi skaczą sarny szukają wiosny * * * na polach zając odpoczywa kotlinka z traw znika rosa * * * aparat w ręku odległość trochę drażni wrócę nazajutrz marzec, 20263 punkty
-
* * * rusza się ziemia dżdżownica drąży tunel drozd na przeszpiegach * * * znowu próbujesz na nic innym twe słowa w wersie niewypał marzec, 20263 punkty
-
Powolutku w toalecie płynie czas Andrei z Bona, cierpliwie rozwija rolkę, niczym zwoje faraona. Nagle słyszy: „Marito! vieni fuori, subito!” Może papier jest cierpliwy, lecz nie jego włoska żona.3 punkty
-
założę tę suknię niech będzie - na twoje bajki ale wszyj mi w nią kieszenie na klucze, na chusteczkę, na zwyczajność bo ja, nawet w twoim śnie, muszę mieć gdzie schować siebie mój szejku kochany3 punkty
-
"Gołąbki niepokoju" Miastowy poluch, obsrymur, obsryautowiec, bez gołębnika i swojego właściciela, z wigorem za oknem fruwa jak dwypłatowiec, zagląda do ciebie, biorąc cię za żywiciela. W bramie się puszy, na gzymsie dumnie przysiada, w spojrzeniu jak drania obserwuje przechodniów, dla niego każda rynna jest jak defilada, wszelki chleba okruch — to w żagle życia podmuch. Zna wszystkie te kąty, gdzie rzucą coś niedbale: Ogryzek, makaron czy frytkę wystygniętą. Nie pyta, nie prosi grzecznie, nie czeka wcale, bierze, co chce, z kloszarda miną obojętną. Gdy go przeganiasz, on spojrzy, - łbem zakręci, masz wrażenie, że sympatią chce cię rozmarzyć. Ma w nosie zakazy i wszelkie ludzkie chęci, by w klatkę go zamknąć i jadłem obdarzyć. Król miasta betonu, co sypia pod reklamą, w jasnoszarym mundurze, z błyskiem w bystrym oku, Codziennie rano dzień rozpoczyna tak samo: Przyglądając się miastu z dachu twego bloku. Choć wielu klnie na te obsry-lajki podniebne i czyści aut maski z białego "ich-honoru", te łobuzy stały się w mieście potrzebne, by nadać betonom ciut przyrody wigoru. Leszek Piotr Laskowski3 punkty
-
3 punkty
-
las wychyla się zza drzew teraz mogę błądzić między cieniem a szeptem słońca pierwszym a ostatnim słowem ktoś spłoszył ptaki gałąź zrywa się do lotu3 punkty
-
@Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Świetne dokończenie! Pozdrawiam @hollow man Masę kryminałów :) Ale nie Żulczyka. Teraz "Króla darknetu" Nicka Biltona - tam również wszystko zaczeło się od "kresek" więc jestem w temacie. :)3 punkty
-
@Wiechu J. K. Bardzo dziękuję! Kiedyś moja przyjaciółka zamiast ze mną rozmawiać, przewijała na smartfonie zdjęcia, aby pokazać mi nowego chłopaka naszej wspólnej znajomej. Serdecznie pozdrawiam. @Marek.zak1 Takie przestępstwa są częste. Pozdrawiam. @Myszolak Bardzo dziękuję! Nie odbiegłaś! Wręcz rozwinęłaś to, co w wierszu zostało niedopowiedziane. "Mniej wymagające" - to klucz. Ale może właśnie w tym wymaganiu było coś cennego? Dziękuję za tę refleksję. Serdecznie pozdrawiam! @Nata_Kruk Bardzo dziękuję! Ja miałam, ale "wypisałam się" z mediów społecznościowych. I życie nabrało kolorów. :) Serdecznie pozdrawiam. @Łukasz Jurczyk Bardzo dziękuję! "Ekshibicjonizm emocjonalny" to trafne i ostre określenie. I Twoje wiersze - to jak zamknięcie klamry - pokazujemy blizny, a tłum tylko sprawdza autentyczność. Palcem. Po szkle. Prawdziwe. Serdecznie pozdrawiam.3 punkty
-
Zgodzę się z Tobą, że.. poezja to życie... :) Rana sama w sobie.. raczej nie zabija, jej 'babranie się' już może... ale to proces. Natomiast.. miłość.. pewnie niejednego.. 'ukatrupiła'.. :) Czas... mknie.. łapmy to, co ważne i nie dajmy się.. zabić.. ;)3 punkty
-
zaś połówka chce pół litra aby dodać półtoraka i odstawić pół tygodnia to lekarstwo na pół lata :)3 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne