Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.01.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
trzydzieści minut nic nie mówię częściej niż zwykle nabieram wody — po brzegi czajnik co pół godziny sygnalizuje gotowość para pluje między oczy buch — prawda w ruch częściej niż zwykle parzę język wyparzony staje się bardziej swój na burzliwą naradę mam herbatę i ogień w ustach paliwo na młyn czajnik gwiżdże coraz głośniej mam to gdzieś przełykam niewypowiedziane9 punktów
-
Jeden z poczytnych portali: informacja o nalotach na obiekty cywilne w Ukrainie. Tuż obok - reklama firanek . A gdyby tak promocję artykułów służących do wystroju wnętrz umieścić w sąsiedztwie doniesień o romansie dwójki celebrytów z telewizji śniadaniowej? Fakt, że na zgliszczach. Fakt, że pod obstrzałem. Ale oni przynajmniej się urządzają.8 punktów
-
wczoraj upadłam i ujrzałam na moim kolanie ślady purpurowe sińce krwiak burgundowy żółte wyropienia rana bordowa tysiące małych kolorowych igiełek nierówne wybuchy kolorów mgły barw i gwiazdy czerwieni jakby cała galaktyka i wszystko to i tak przykryłam spodniami8 punktów
-
Na strychu, gdzie kurz tańczył z sennym cieniem, Odnaleźliśmy księgę, co pachniała jesiennie. Miała strony z pergaminu, w twardej, czarnej oprawie, Zapisane pismem dziwnym, niczym znaki na trawie. Nikt z nas dotąd nie widział podobnego pisania, Ani w starych inkunabułach, ani w szkolnych czytaniach. Pełne było symboli, kropek, kresek, zakrętasów, Które niosły opowieść z pradawnych już czasów. Siedzieliśmy wokół stołu, lampa rzucała blaski, Próbując rozszyfrować te hieroglifów maski. Szło nam opornie, lecz z każdą nową stroną, Czułem, że tajemnica zostanie tu zgłębioną. Ostatnia strona była pusta, z wyjątkiem linijki: "Gdy zrozumiesz słowo, poznasz wszystkie wyniki." Myśleliśmy, że to zagadka, jakiś szyfr skomplikowany, Lecz to był instruktaż, precyzyjnie napisany. Lecz to nie była książka o magii czy skarbach, Ani o dawnych królach, ani o bitew żeglarzach. To był spis treści nas, opis naszych dni, Przeszłość, teraźniejszość i sny. A słowo kluczowe, co tak długo szukaliśmy, Było w tytule: "Życie", którym oddychaliśmy. Księga była lustrem. Zamiast liter, lśniła pustka. Odkryliśmy, że wiersz ten piszemy my, usta w usta.7 punktów
-
wynik jest prosty bo przecież nie było bo jakoś zawieruszyło się wypełnienie została wysuszona łupinka dialogu nazwano ją zwyczajnie monologiem żeby mądrzej wyglądała pomalowano każdy wzór innym jaskrawym kolorem błyszczy jakby miała występy publiczne po to żeby się o nią jawnie targowano by ktoś wypatrzył cielaka w pokrowcu może własnego może tego jedynego który w tysiącu powtarzalnych momentów codziennie mógłby go czymś zaskakiwać wszak światło każdego ranka inaczej pada a te krople wyznaczają całkiem nowe koryta dla niestrudzonej potrzeby słowa dla transportu myśli w składne dialogi7 punktów
-
Może mnie znowu pokochasz W noc tęskną, głuchą i ciemną. Gdy wracać będziesz ulicą, Zapłaczesz chwilę nade mną. Może też kiedyś pomyślisz, Głupia to pojmiesz naprędce, Że szczęście Twoje uciekło, Które już miałaś w swej ręce. Może poczujesz mój zapach, Z lękiem wypowiesz myśl wspólną, Tylko mnie już nie będzie W tę noc głuchą i smutną. Znów zwiedzać będziesz bornholmy, Gdańska mew pełne zatoki, Norweskie podziwiać fiordy I szwedzkie nadbrzeżne szopy. Żyć będziesz z wielkim rozmachem Świat chłonąć piersią szeroką, Lecz w ciszy, bardzo dyskretnie, Łezkę uroni Twe oko.7 punktów
-
Nie musisz nic mówić, śnisz. W ciepłym, wilgotnym miejscu pod skórą szczelna jedność przeciwieństw. Wsiąkasz i zostajesz. Pomiędzy łykiem a drewnem w żywej tkance ciszy lepkie palce we mnie.6 punktów
-
patrzę na ciebie tą … kiedyś twój uśmiech śmiały niecodzienny dawał radość płyną obrazy mienią się karminowo róż zdobi brzegi oglądam myśli zmieniają się jak w kalejdoskopie jak ty wtedy codziennie inna zatrzymują na chwilach gdy słońce świeciło tylko dla nas tak się nam zdawało 1.2026 andrew6 punktów
-
Spójrz na półcienie naszych niedopowiedzeń i ten głód jasnej frazy - jak czekanie, aż pauza nasiąknie do końca. Nie potrzebujemy już łąki, by ciało stało się liryką. Położymy się w moim wierszu, rozbierzemy go ze wstydu i z ostatniej kropki. Potem między udami a słowem dotkniesz puenty, której nie potrafi okiełznać żaden rym.5 punktów
-
Człowiek i wiersz - to światy pokrewne, Choć niosą w sobie treści odmienne. Każdy ma głos i własne znaczenie, Własną wymowę i własne milczenie.5 punktów
-
Dźwiękonaśladowczy obrys kamieni stęka pod ciężarem palców, wędrujących w satynie twej skóry. Opuszki miękną w jej spazmie, u drzwi zaniku, jak czas mielony między mrokiem powieki a przerwanym kolorem źrenicy. Czy coś dostrzegasz, sprowadzony do fotonu, niczym pchli skok w gęstej brodzie Wiekuistego gdy w jej cieple gasnę chwilę po niej.5 punktów
-
"Sen o Wiktorii" Młodopolski erotyk inteligencki Panienka nie wygląda mi ani trochę, na smutną, porzuconą i zdradzoną. O nie! Panienka ma animusz i skora jest widać ku temu, by do mnie uderzać w zaloty sercowe. A ja, z przykrością muszę to dodać, brnę w tą igrę miłosną coraz to głębiej. Bo szukam Twego wzroku, co się ku mnie błyskiem szczęśliwości mieni. Wodzę za Tobą zmysłami i sennym marzeniem nawet, bo mi raźniej wtedy na duszy i weselej w sercu, gdy Cię oglądam co rano i widzę żeś w pełni rada na nasze słowne zaczepki co się mogą zakończyć u restauracyjnego, wieczornego stołu jak i w gorącej, świeżej, nocnej pościeli. Nie dociekam. Czy pocieszenia szukasz prędkiego, boś przed tygodniem ledwie zdradzona została? Czy Cię jednak mój temperament ujął za serce i zapragnęłaś nowego owocu miłości skosztować? Kupidynie, czemu Ty ślepcze, strzały miotasz? W kogo celujesz, sam nie wiesz. Ile się znamy? Niedługo. Dni ledwie dziesiąt. Księżycowych kwadr kilka. A tak nam dwojgu nie wstyd, tych podchodów miłosnych urządzać. A jeśli kiedyś przyjdzie ten dzień, że przekroczymy rozsądku granice, to ja rzeknę tyle, żeśmy temu niewinni. Bo rozgrzeszyć się trzeba. Zdradzeni perfidnie. Połączeni przypadkiem. Czasem jest tak, że to sensu ani celu nie ma. A działa tylko spojrzenie i uśmiech. I ta myśl, że to może nie być tylko sen. Dla Wiktorii mej…5 punktów
-
5 punktów
-
Coś Coś skrada się Coś dotyka oka jak mgła Coś ciągnie za uszy jak cisza Coś głaszcze po głowie jak sen Coś całuje w usta jakby tęsknota ale za czym za kim jakby Coś było a nie ma5 punktów
-
Aaale Kod! Ma ogromny puchaty brzuszek i ogonek niczego sobie. Zielonkawe oczka ze szczelinkami i kły niczym sztylety. Złapał niejednego ptaszka a myszka nie jest już wyzwaniem. Z miękkością i gracją wylądował tuż obok pojemnika z abonamentem. Dopadł go w końcu wirus, nowej łaty nie było, został zhakowany i zszedł. Mruczy jednak dalej w systemie off-grid. Mrrrrrr...4 punkty
-
W Poznaniu przy Grunwaldzkiej trzynaście stary Żyd miał sklep ze słodyczami pachniało palonymi migdałami i niedopalonym gazem z instalacji Zakładu Siły i Światła z przeszklonych regałów spoglądały spode łba marcepanowe zwierzęta karmelowe serca biły miarowo w przeźroczystym celofanie nam ciągle brakowało dwudziestu groszy na żółtego zająca z rozbieganymi oczami i różowego prosiaka z klapniętym uchem na którego swędziały mleczaki chudzielec z siwą brodą podnosił swój cienki palec niczym sfatygowany starocerkiewny grzmot Teofanii i mówił że to naprawdę ostatni raz w ogóle to mamy się cieplej ubierać bo zimno i drzwi zamykać bo gaz drogi a od mrozu odpadają palce i będziemy pisać w szkole nosem wtedy na tablicy świata ktoś napisał, że wszyscy mają iść w cholerę przyszło pismo z Prezydium Miasta, że Żyd wędrowiec ma wędrować a nie kombinować worki z cukrem i kleić krzywe mordy lukrowego zwierzyńca w ogóle to niech bierze swoją starą żonę, która tylko ceruje skarpety wielkie jak hebrajska gablota i jedzie ze swoim cukrowózkiem gdzieś gdzie jest jakieś coś czego nie ma tu, może tam będę chcieli figurki z masy migdałowej i korzenne pierniki w kształcie pajaców które głupio się uśmiechają i mają podejrzane kolory mijały noce po dniach, świat schodził na ludzi, psy uciekały z miast nie oglądając się za siebie południami słońce tańczyło na ścianach sklepiku cieniami słodkiego zoo ortalionowa kurtka z doszytym rękawem z włóczki miała starczyć na podróż w każdą stronę, na całe szczęście wielką skarpetą da się owinąć dwoje ludzi gdy znów przyjdą zimne dni i spadnie pierwszy śnieg kot zapakował do walizki żonę z kłębami włóczek i krokodyla z żółtą wstążeczką na którego zawsze był mały popyt i bardzo rzadko się odzywał; różowe świniaki uradziły że najwięcej kalorii jest w szynkach i da się przeżyć długo na tym wikcie zielony zając wyjątkowo nie uciekał nigdzie i kupił bilety na pociąg z piernika który bardzo łatwo się wykolejał z braku smarowania i niedostatku olejków eterycznych których nigdy nie było dość w punktach sprzedaży i sklepach sieci Społem wtedy zielona żaba z białymi wężami ustaliły że miejsce zbiórki będzie niedaleko pieca, a krokodyl ze złamaną nogą zajmie się kartonowymi biletami w końcu lepiej źle jechać niż dobrze iść ostatnia szczapa drewna jak wiadomo daje najwięcej ciepła w piecu znowu zapłonął ogień, siwy dym buchnął z komina, zaskrzypiały koła i latarnia zamrugała żółtym światłem, serca zaiskrzyły rumianym kolorem, zapach karmelu i spalonego drewna rozniósł się na powrót, a na ścianach zatańczyły cienie cukrowej menażerii, wszyscy byli gotowi do drogi dalekich podróży z których nikomu nie śpieszno wracać4 punkty
-
27. Po złej stronie (narrator: grecki najemnik w służbie Dariusza) 1. Złoto nie kłamie. Kłamstwo zaczyna się od sztandarów. 2. Słyszę, że chłystek z Macedonii niesie wolność. 3. Kto mówi o wspólnym wrogu, zwykle sam chce więcej ziemi. 4. Nie wierzę w bogów. Widziałem, jak giną razem z miastami. 5. Nie mam wrogów. Mam ludzi po drugiej stronie. 6. Walczysz długo, aż przeciwnik przestaje mieć twarz. 7. Patrzę w nurt. Zbyt spokojny, żeby nie był złowrogi. 8. Śmiejemy się przed walką. Po to, żeby nie myśleć. cdn.4 punkty
-
Pośród mrocznej nocy cisza zasiała ziarno. Pośród zimnych lasów kwiaty nadziei zaczęły kwitnąć. Między gałęziami głos Boga odpowiada. Pośród gleb nieurodzajnych pewność zaczyna pączkować.4 punkty
-
Och, rozsiałam miłość wszędzie, Na każdym kroku ją odkryje; Przez nią w nocy spać nie będzie, Ona w powietrzu go spowije. Przed oczy rzuciłam mój cień Skrzydlaty pożądania mocą, Aby jak obłok był mu w dzień, I jak kolumna ognia nocą. I Sara: Oh, I have sown my love so wide That he will find it everywhere; It will awake him in the night, It will enfold him in the air. I set my shadow in his sight And I have winged it with desire, That it may be a cloud by day, And in the night a shaft of fire.3 punkty
-
Utajony sentyment promieni słonecznych Refleksów wypalających w mózgu dantejskie sceny Wprost z piekła rodem pogrzeb żuka Zaspokojenie nadziei, których nie sposób udobruchać Posłany pocałunek, zatracone oblicze księżyca który niepamiętnie zostawił plastikowy pojemnik, dziedzictwo wykorzystanych dzieci słońca, spalających się całkowitym zaćmieniem i graniastosłupem dławiących się proszkiem do prania i brudem Niepamiętność księżyca chimerą przemoknięciem płomieni do suchej nitki i mięsa, oburzonych bebechów marznących w ciele, których pożywieniem otwarte oczy i nadziei ostatki3 punkty
-
Niby jest tak samo – te same piosenki na ulicy i liście na drzewach, więdnące co roku. Niby tylko dzieci jest mniej na ulicy. Pewnie chore siedzą w domu, a zamkniętej tysiąclatce wybili wszystkie szyby. Młodzi zajęci sobą, zarabiają. Starość liczy tylko na siebie. O czym to rozmawiać. Jest jak było: drony skanują ciszę, Android na raty w dawnym mięsnym. Jest też lepiej – opancerzone nerwy, schrony w każdej wsi i karabin pod łóżkiem. Gdzie tu karpia kupić na święta teraz?3 punkty
-
Stary strach na wróble z wiatrem rozmawia o tym jak to echo głupio o nim rozprawia Przecież ja nie chciałem być strachem na wróble lecz wyboru nie miałem musiałem wybrać to trudne A teraz gdy zima nastała cały się trzęsę marzną mi kark i głowa oraz patykowate ręce Dlatego proszę cię wietrze nie wiej jak szalony pozwól wiosny doczekać być znowu zadowolony3 punkty
-
Nowy świat trochę jak pieczony kartofel z drewnianego żaru świat dość zielony by żywić nie pustynia jest dostatek wody coraz mniej przemysłu coraz więcej ruchu to pewnie dzięki szybkiej komunikacji jak ściętą grzywkę pożegnałem ciężkie myśli i nadmiar którego nikt nie chciał Ptaki mogą się osiedlić tam gdzie ruczaj ...nie w zaginionym3 punkty
-
Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy. Bęc. Druga prosto w rdzawe oko. Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu. Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada. Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej. Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono. Na szybie strumienie chaosu. Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia. Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy. Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte. Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać. Puk. Puk. Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało. Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury. Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna. Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych. A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową. W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów. Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych. Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją. Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny. Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia. I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.2 punkty
-
Inne spojrzenie kiedy zmierzch usypia minuty cienie sekund dotykają powiek drapią nie dają spokoju wybudzam się by policzyć ćmy uparte zawsze blisko tlącej się świecy tak bardzo szukają ciepła i polubiły ten zapach a ja świadomie układam obrazy które dopiero powstaną to nawet interesujące bo tak naprawdę czy byłam jutro - nie - raczej będę wczoraj styczeń, 20262 punkty
-
jak kolorowe motyle w tańcu opalizujemy się jaśniej niż letnie słońce otwierasz się tak pięknie gdy smakujesz mój nektar z nagietków mieszkamy na bujnych płatkach a nasze sylwetki mięknące w ciepłej wodzie są jaskrawym błyskiem2 punkty
-
to zdarzyło się wczoraj a może... nie znałem człowieka którego nie chciał ochrzcić żaden ksiądz nad spokojną leśną rzeką cichy śpiew w zębach chrzęści piasek z kory mózgowej a w otwartych ustach silny głód jak świeża blizna upalnego lata ze snu Syzyfa jedna ręka ku niebu druga ku ziemi liturgia męki bez jego woli zaczynam swoją spowiedź na grobach wszystkiego co było ja jestem egoistą krótkiej formy literackiej w nagłych przypadkach bezsenność tak głęboka zapowiada wniebowstąpienie nie znałem człowieka którego ...2 punkty
-
z błędów zdarzeń i marzeń zbudował swój świat którego fundamenty odporne są na fałszywość i kłam świat miły ciepły uroczy który bardzo dobrze zna otulony szalem miłości barwny jak odpustowy kram wiem wiem powiecie jak to w tak trudnych dziś czasach można zbudować owy piękny nie skażony niczym stan ano jak widać powyżej jest to bardzo realne i prawdziwe skoro autor tego wiersza poświęcił mu swój czas2 punkty
-
Mówią mi, że dysocjacja, a ja odpowiadam, że opozycjonizm. Nic dziwnego więc, że nie bardzo możemy się dogadać. Warszawa – Stegny, 26.01.2026r. Inspiracja - Poeta Piotr Źrebiec.2 punkty
-
Chcę poczuć coś jeszcze nim skończy się dzień. Przemyśleć wszystko - nazwać po imieniu. Zamienić światło serca, skażone tchem, na cichą pieśń o wartości istnienia. Nie chcę jednak odchodzić w ostatni sen. Wszystko już czeka gotowe do celu. Proszę pozostań - niech będzie ten cień Jakby pomostem miedzy mną a kiedyś. Nie chcę już wracać gdzie kraczą gawrony. Nie chcę odnawiać tej drogi do "jestem". Zatańczę rytmem, w piosenkę wtopiony. Potem odejdę nim wstaniesz wraz z deszczem.2 punkty
-
Nadszedł czas, żeby się pożegnać i zniknąć bez śladu. Zostawię Wam zmyśloną bajkopisarkę „infelię”. Zaszczytem było dla mnie znaleźć się w Waszym gronie i czytać urokliwe wiersze, które były motywacją do pisania moich historyjek. Cóż, gdy kpią z ciebie i drą łacha, odpowiadam milczeniem. Dziękuję wszystkim za miłe słowa. Czułem się wśród Was, jak w rodzinie. Jutro pożegnalny wierszyk z udziałem Gośki. Żegnajcie.2 punkty
-
po zakończonej kolacji domalowałem usta na czerwonej sofie spał kot w zegarach przebudził się wieczór żyrafy przeżuły camembert na słodko za horyzontem ulewało się morze słońce zlizywało Chupa Chups2 punkty
-
Czy czułaś się tak samo? Czy poczułaś ból? Gdy zbliżałem się W twoją stronę Twoje dni zostały Już dawno policzone A twoja krew na ścianie Nie miała nigdy Bardziej czerwonego koloru Gdy wracałem i wciąż Wracałem do ciebie...2 punkty
-
Z twarzą wymazaną kremem, w papilotach We włosach i plastrem ogórka na jednym oku, Wpada Gośka z kasetą VHS i z zakurzonym Magnetowidem wygrzebanym na strychu. „Obejrzymy horror z lat osiemdziesiątych. Zakładaj pampersa, bo popuścisz w majty” Łypnęła na mnie jak zła czarownica I zachichotała niczym topielica z jeziora. Seans miał być długi, a potwory straszyć Wielkimi kłami, dostałem więc kopniaka Na zachętę i pognałem, chcąc nie chcąc, Po wiadro popcornu i paczkę chusteczek. Nim pojawił się na ekranie tytuł filmu, Już obgryzałem paznokcie... nie tylko u rąk. W pierwszym ujęciu fruwają sobie barwne Motyle nad łąką, ptaszki i pszczółki, A w podkładzie muzycznym zabrzmiały Cztery pory roku Vivaldiego, same nudy. Eeeach! – i tu dostałem od ślubnej w łysą glacę: „Patrz teraz, gamoniu, twardzielu za dychę!” W kadrze pojawiły się ściany obryzgane Krwią, a z sufitu zwisał trup bez rąk i nóg. Kamera pokazuje siekierę wbitą w podłogę I chmarę głodnych, popiskujących szczurów. Wtem ekran zamigotał i pojawiła się zupełnie Inna sceneria z golasami baraszkującymi W łóżku oraz mnóstwem gadżetów sadomaso, A z głośnika niosło się na całą ulicę libretto: „Ja, ja, weiter, weiter, schneller, schneller!” To dopiero był film… łup! pięści poszły w ruch, O chochli nie wspomnę, a że z domu wiałem Bez kapci i gaci – cóż, taki klimat, taki sport… I tyle go widzieli… Żegnajcie.2 punkty
-
2 punkty
-
gdy miłość cię spotka nie rób głupiej miny uśmiechnij się gdy powie witaj to ja poznajesz od lat za tobą chodzę niech twoje oczy i serce przyznają że jej jest racja niech powiedzą że to jest miłe spełnienie a ty tego chcesz że teraz horyzonty twoje będą dużo wyraźniejsze2 punkty
-
Witam - czysta prawda w twoim komentarzu - dziękuje za przeczytanie - Pzdr.uśmiechem. Witaj - też tak sądzę - bo to taki bajkowy wiersz - Pzdr.serdecznie.2 punkty
-
@skarpetawsosieCześć Podoba mi sie pomysł na wiersz i to , że daje możliwość różnej interpretacji.2 punkty
-
@Mitylene Wiersz jak zatrzymany oddech. Wszystko tutaj milknie - kolory chowają się, ocierają o szept, nawet krzyk na krawędzi nieba traci głos. Ta "dookolna cisza" przejmuje kontrolę nad światem. Piękny, niemal medytacyjny obraz zmierzchu, który nie tyle zapada, ile zamiera.2 punkty
-
@Charismafilos Tak, niestety takie są i ciężko się nie dać wepchnąć, a już wpadniesz w szufladę to ciężko z niej się wywinąć :// Ale to szufladom raczej umykać trzeba, starać się przynajmniej, tak sądzę. @bazyl_prost Tak, możliwe, że dziewczyny górą :) @Berenika97 Dużo jest takich semantycznych w życiu nieporozumień, naprawdę się zdarzają, a jak już wystąpią to ciężko, oj bardzo ciężko o dogadanie się ://2 punkty
-
nim huk rozproszy święte haiku jest cały czas trochę koślawy ale jednak nie wkroczę w złe ostępy napęd lepiej gdy jest miłością nie siłą2 punkty
-
@tie-break to prawda, że dom niekoniecznie musi być zbudowany z cegieł, desek czy innych materiałów. Dom to symbol stabilności, ostoi, bezpieczeństwa. Dom można nosic w sobie i dać schronienie w nim, kto na to zasługuje...Wiersz bardzo ciekawy.2 punkty
-
Witam - może masz racje po co no ale peel widocznie był ciekawszki - Pzdr.serdecznie. Witaj - dzięki za przeczytanie - a latarnia piękna - @infelia - dzięki -2 punkty
-
@huzarc Ta pozorna normalność jest najbardziej przeraźająca. "Jest lepiej" z karabinem pod łóżkiem - jakie to smutne, że to stało się naszą definicją bezpieczeństwa.To pytanie o karpia na końcu rozbija serce. Codzienność miesza się z absurdem, a my udajemy, że wszystko "jest jak było". Bardzo refleksyjny i smutny. Pozdrawiam.2 punkty
-
2 punkty
-
lubię ciało i cielesność ale to jak taniec na linie nie da się wszystkim dogodzić granica jest cienka niesmak boli żałością lubię też niebo takie mniej szare z kolorem malarskim nie do przesady zieleń spod śniegu też da się lubić choć chłodna2 punkty
-
nie przyszłaś i nie było cię pierwszy raz było mi to obojętne nie wiem czy to we mnie coś się zmieniło czy tak po prostu czasem dzieje się między ludźmi którzy bardzo się kochali dużo czasu od tamtej pory minęło1 punkt
-
1 punkt
-
Ogród emanował zapachem tysiąca odmian kwiatów, ziół i bylin. Dbałem o jego spokojny wzrost i kwitnienie, na tyle na ile mogła to robić męska, twarda dłoń. Starałem się nie zmieniać w nim zbyt wiele. Zatrudnieni do pomocy ogrodnicy, również mieli pełnić rolę raczej adoratorów, niż aranżerów. Ilekroć mogłem rozmawiać z którymkolwiek z nich to zawsze powtarzali oni pewną zależność której wpływu i ja doświadczałem w całej pełni. Mówili o ogrodzie jak o habitacie duszy, która była w nim zaklęta. Cudownym, magicznym ogrodzie postaci, zaklętej w jego szerokich alejach, ukwieconych rabatach czy przyciętych żywopłotach. Istota owa, jak twierdzili i zaklinali się przy tym, mówiła czasem do nich a czasami do ptaków przysiadłych w krzewach i koronach owocujących drzew. Jej słowa pluskały się w tafli ogrodowych fontann, wędrowały z delikatnym wiatrem po wypełnionych życiodajnymi sokami liściach, szeptały do równo przyciętych traw. Istota głaskała chropowate pnie, zginała rozkwitłe pąki kwiatów. A czasami zostawiała ślady bosych, kobiecych stóp na świeżo przekopanej ziemi. Powtarzała, że to jej raj. Miejsce, które stworzyła i z którego już nigdy nie odejdzie. Zapuściła tu korzenie z białych kości a to co niegdyś nazywała ciałem, użyźniło glebę ogrodu i dało mu prawdziwe serce. W pełni lata, gdy miałem w zwyczaju czytać w bujanym fotelu usytuowanym na środku ganku, nieraz dochodził mnie znajomy śpiew tej istoty. Wiedziałem, że jest zarazem blisko i daleko. Za zakrętem życia. Lecz i za zasłoną śmierci. Minęło tak wiele lat. Za każdym razem gdy tylko zbliżała się żałobna rocznica, miałem nadzieję, że tym razem dobry Bóg zlituje się nade mną i pozwoli mi odejść do jej świata. Lecz dawał mi tylko kolejne próby i zmartwienia doczesne. Kolejne zakręty. Tak wiele, że wyrysowały wreszcie koło. Błędne koło życia. Osnute oparem pragnienia śmierci a zarazem niemożności odejścia. Szedłem ustaloną ścieżką. Jedyną, która mogła mnie zaprowadzić do celu. Spośród tysiąca łęchcących zmysły zapachów, ja rozpoznawałem najlepiej ten jeden, niepowtarzalny. Przyjemny, głęboki i uwodzący, zapach fiołków. Były tak bardzo sobie tożsame. Ukochana matka i jedyna córka. Cel tej ścieżki był wiadomy i zdziwiłbym się gdybym nie zastał swej córki u jej końca. Zbawcza rześkość poranka gasła, pod silnymi i gorącymi promieniami letniego słońca. Muchy, ważki i pszczoły, harcowały w gonitwach i polowaniach. Pachniało jeszcze zroszoną w cieniu ziemią. Rosa perliła się łezkami wilgoci na co większych liściach i wodnych szuwarach. Ptaki wesoło pogwizdywały. W uwitych gniazdach, na sękatych gałęziach jesionów i topoli. Nagrzane powietrze poczynało delikatnie drgać. Jak i Ty miałaś w zwyczaju, gdy rozpalony obłędem pożądania badałem nieśmiało krągłości Twego ciała. Zapomniałem już jak to jest. Gdyby nie nasza córka, to zapomniałbym zupełnie o istnieniu kobiet na tym świecie. Chciano mnie swatać i w swaty do mnie przybywano a jakże. Dla pozycji i majątku ludzie potrafią znieść i zrobić wiele, nawet prosić takiego szaleńca jak ja o uwagę i rozsądek. Cóż mi jednak z rozsądku i majątku, kiedy jedyne bogactwo jakie w życiu miałem musiałem odprowadzić w kondukcie i pochować wbrew swej woli. Mogę dziękować Bogu, że kochałem jeden jedyny raz. Ileż to cierpienia kosztuję. Jeden raz a co gdybym jak inni, kochał po wielokroć? Potem podobno idzie się przyzwyczaić. Kochasz już nie osobę a siebie samego i wygodę. Ludzie są małostkowi. Twierdzili, zapomnisz i będziesz żyć dalej. Minęło tyle lat. Wszystkie jej zdjęcia, portrety i suknie są nadal na swoim miejscu. Pukiel jej czarnych włosów nadal spoczywa w zdobionej złotem szkatułce. Każdy mój wiersz jest hołdem. Żywą pamięcią. A żywym pomnikiem jest przecież też Emily. Jest najpiękniejszym prezentem danym mi przez nią. Mój czas także dobiega już końca. Może Emily o tym wie, bo coraz częściej odwiedza grób matki. Fiołkowa woń, prowadziła mnie w ślad za córką. I znalazłem ją dokładnie u stóp mogiły. Była wręcz jak sobowtór swej matki. Teraz gdy była już pełnoprawną kobietą a nie dziewczynką zdawała się mi czasem duchem, wspomnieniem. Zatrzymaną w przestrzeni czasu projekcją. Starałem się nie popadać w szaleństwo. Lecz gdy patrzyłem na Emily. W kuchni, parku czy na ulicy to nie potrafiłbym ich od siebie odróżnić. A skoro ja jako jej ojciec nie potrafiłem tego uczynić to cóż dopiero miały powiedzieć osoby, które znały mą żonę nieboszczkę i córkę. Jest to sytuacja zupełnie normalna i naturalna, że dziecko a szczególnie córka jest porównywana urodą do swej matki. Emily nie była wyjątkiem. Dostawała olbrzymią ilość komplementów. Za oliwkowo zielone oczęta. Za kruczoczarne, lśniące włosy. Za uśmiech tak słodki i zalotny w swej kobiecości, że aż onieśmielający potencjalnych kandydatów na męża. Moja żona była istną boginią, której zazdrościła mi cała śmietanka towarzyska nie tylko z Bostonu czy Philadelphii ale też Georgii czy Nowego Jorku. Była najpiękniejszym klejnotem, który udało mi się sprowadzić w czasach studenckich z kontynentu. Niderlandzką perłą. Bezcenną, świętą. Emily obróciła się słysząc moje kroki i szybko powstała. Przyniosłam mamie nowy wianek i bukiet. I zaiste na środku mogiły spoczywał świeży wianek utkany z wikliny, fiołków, koniczyny i stokrotek. A w dłoniach Emily ściskała bukiet białych róż. Krzew czerwonych róż oplatał kolczastymi kłączami nagrobek. Niczym korona wieńcząca skronie mojej ukochanej. Ostatnio często zaglądasz tutaj Emily, martwię się czy aby na pewno wszystko z Tobą w porządku? Ależ tato, nie możesz w kółko zaprzeczać oczywistym faktom. Chyba nie chcesz powiedzieć mi, że nie słyszysz jej głosu i nie czujesz jej obecności tak w domu jak i ogrodzie. Każdy wokół słyszy ją. Każdy wie, że to jej duch zamieszkał w ogrodzie. Nie ma nocy, bym po nagłym zbudzeniu się nie widziała kobiecego widma na brzegu stawu. Czasami huśta się na mojej starej huśtawce i śmieje się w głos. Innym razem woła mnie, lewitując u półotwartej okiennicy. To znów czeka na mnie, dosiadając swej widmowej klaczy, która odeszła bez mała dekadę temu. Czasami prosi bym zbudziła i Ciebie. Tęskni za Tobą ojcze. Ja za nią również moje dziecko, lecz nie mów mi tak strasznych i niepotrzebnych dla wątłego umysłu starca rzeczy jak historię o zjawach i duchach. Odeszła, lecz ja nie zapomniałem i nie zapomnę nigdy. Nie na darmo jej pokoje i sypialnia wyglądają tak jakby dopiero co z nich wyszła. A minęło dwadzieścia długich lat. Dwadzieścia lat ciągłej nocy dla mej duszy. Dwadzieścia lat niepowetowanej niczym straty i tęsknoty. Pożegnaj się z matką Emily i chodźmy do domu miej baczenie na to, że zbliża się dzień gdzie będziesz pielęgnować mogiłę w której i ja spocznę. Będziesz szła tą znajomą drogą przez ogród, niosąc w dłoni dwa bukiety. Po jednym dla kochającej matki i ojca. Ludzi którzy nikogo tak nie ukochali na świecie jak Ciebie. Pamiętaj o tym dziecko. Nie byłem osobą dającą wiarę w tak modny świat spirytyzmu, duchów i zjaw. Nie dałem przekonać się trwożnym opowieściom ogrodników ani służby, więc naturalnie nie uwierzyłem zapewnieniom własnego dziecka. Więc jak wielkie było moje zdziwienie, w samym środku najbliższej nocy. Zdać mi się mogło, że ległem na spoczynek dość wcześnie. Zachodni horyzont nie zdążył pogrążyć się w pełni mroku a ostatnie trele ptaków dochodziły znad koron drzew, żaby rozrechotały się wesoło, taplając się w lekko mulistej toni stawu. Wydawało mi się, że minęła prawie cała, krótka, letnia noc. Przebudziłem się nagle bez widocznej, zewnętrznej przyczyny sądząc że za chwilę zacznie świtać. Lecz gdy już trochę oprzytomniałem, uświadomiłem sobie, że wokół jest ciemno jak oko wykol. A zza okna dobiega jedynie srebrno niebieska lekko fosforyzująca poświata księżyca. Lecz nie był to czas pełnii a nowiu. A gwiazdy nigdy nie świecą tak jasno. Zza okna dobiegł mnie szept, który zmroził mnie do kości. To była ona i szeptała moje imię. Przekląłem w duchu brednie mej córki, i nadal nie do końca przekonany do tego co dane mi będzie ujrzeć, wstałem na drżących nogach i delikatnie podszedłem do okna. A niech mnie święci mają w opiece jeśli kłamię. To zaiste była ona. Ubrana w czarną, wiktoriańską suknię i siedzącą po damsku w siodle swej ukochanej klaczy. Zobaczyła mą postać w oknie, Miała na sobie rękawice do jazdy. Podniosła lewą rękę i dała mi sygnał dłonią bym zszedł do niej. Odjęło mi na szczęście rozum a nie nogi. Wychynąłem jak szybko mogłem z sypialni, potem z zamku, na ślepo wręcz wszedłem do cichej stajni. Dotarłem do boksu z moim kremowym ogierem i nie siodłając go nawet wskoczyłem na jego grzbiet, dając mu po bokach ruszyłem ku wyjściu i skierowałem konia nad brzeg stawu. Czekała w siodle i gdy już prawie byłem przy niej, skręciła konia na zadzie i ruszyła galopem ku znajomej ścieżce wgłąb ogrodu. Ruszyłem za nią. Aż do samego końca drogi. Do jej samotnej mogiły. Gdy wychynąłem zza ostatnich drzew, ona już czekała trzymając klacz za uzdę. Zsiadłem i doskoczyłem do niej w transie. Nie pozwoliłem jej na żaden ruch, słowo. Zasmakowałem w jej ciepłych ustach a ona ochoczo oddawała pocałunki. Spuszczone z uzd konie ruszyły na pobliską trawę a my legliśmy w miłosnym uścisku na usypanej mogile. Pragnąć siebie coraz mocniej i mocniej. Marzyłem tylko o tym by posiąść ją w tym ogrodzie, w mroku bezdennej, letniej nocy, na naszej wspólnej mogile. Nikt mnie więcej nie widział żywego. Emily zaalarmował sługa z samego rana gdy odkryto błąkającego się po ogrodzie konia. Stajenny zaklinał się, że zwierzę nie mogło wyjść samopas i ktoś musiał wyprowadzić konia a dostęp do niego miałem tylko ja i stajenny. Szybko zorientowano się, że w pośpiechu opuściłem sypialnię i zamek. Przeszukano pobliskie wzgórza, pola i lasy. Całe błonia zamku, podziemia i korytarze piwniczne. Wreszcie ogród i brzegi stawu. Gdy nic nie przyniosło efektu. Emily rozkazała służbie rozkopać mogiłę matki. Niechętnie i opornie lecz wykonano jej rozkaz. Nie zajęło to zbyt wiele czasu by odkryć straszną prawdę. Nikt nie potrafił sensownie wytłumaczyć tego co odkryto pod stertą ziemi. Na wieku zamkniętej trumny, spoczywał szkielet mej małżonki a w jego ramionach odkryto moje ciało. Martwe, zimne lecz z tak błogim uśmiechem i radością w oczach, że uznano to za objaw najczarniejszej magii. Pytanie jak znalazłem się pod ziemią a szkielet poza trumną. Kto zakopał mogiłę skoro nikogo ze mną nie było a przecież byłby to absurd, że trup zakopał się sam. Uznano, że ona spędziła mnie do grobu. Wezwała mnie do siebie. Bym już nigdy nie czuł się samotny i pozbawiony miłości. Do dołu wstawiono jeszcze jedną trumnę z mym ciałem i odprawiono pogrzeb. Mogiłę poświęcono i zasypano a Emily cała we łzach ułożyła na niej dwa bukiety białych, cmentarnych róż.1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne