Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.01.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
jeszcze nie wie że on dziś nie przyjdzie chodnik czeka na jego kroki gdzie podziała się noesis gdzie karteluszki zapisane nocą jeszcze nie wie że stała się opowieścią zanim otworzy usta jeszcze nie wie że karmiła śmierć swoimi udami wokół jego bioder gdy ciało chłonęło ciało jak ziemia wodę w letniej spiekocie jeszcze nie wie że ci którzy odeszli są drobnymi skazami na skórze wkradają się w gesty w szorstką czułość z jaką poprawia się grzywkę chłopcu ale ona jeszcze tego nie wie cała jest spełnioną miłością11 punktów
-
- Jak chłopcze z nią spotkanie, czy było udane? - Mistrzu, myślałem, że jakieś znaki dostanę, lecz takich nie dostrzegłem, a wielka to szkoda, naraz słyszę - myślałam, że ci się podobam, ale jeśli tak nie jest, to po co mnie zwodzisz? Teraz to już nie wiem, o co tutaj chodzi. - Zabrakło ci widocznie chęci, lub śmiałości, a bez tego nie warto chodzić do nich w gości. Ostrożność jest ważna i godna pochwał bywa, lecz nie zawsze się sprawdza i miast nie zdobywa.9 punktów
-
Przemowy, namowy - i ból głowy. Trybuny honorowe i powietrze morowe. Parady, obchody - i zdrady. Sztandary, wyznania wiary - i brak kary. Powstania - aż do wyczerpania. Pomniki. Chodniki. I - na nich - nie znam się z nikim. Żołnierze. Marsze. I pacierze. Obowiązek. Krzyż z gałązek. Mądrości o przeszłości. I brak przyszłości. Ojczyzna - blizna. I spalenizna.8 punktów
-
okno na poddaszu gniazdo utkane z gałązek i sopli lodu króluje w koronie brzóz czarno-biała kora pasuje do krajobrazu zimy i obojętności mrozu jak co roku sroki próbują szczęścia w zieleni kochają swe nienarodzone pisklęta znoszą wiatr patyczki a może nawet jajka stąd nie widać tylko otulone śniegiem gniazdo kołysze wiatr daje mi czarno-biały znak życia w kadrze mojego okna na poddaszu6 punktów
-
Zakochanie — najbardziej absurdalny moment w życiu człowieka. Tak nielogiczne, jak dla matematyka są wiersze o cytrusach, których nikt nie rozumie. Nagle jedna osoba staje się całym światem, tym, co widzimy, czujemy, oddychamy. A potem — tylko woda, piach i kurz zostają po naszym nielogicznym zauroczeniu.6 punktów
-
Spotkali się w pociągu, w jednym życia przedziale, między Krakowem a Zakopanem, pewna pani z pewnym panem. Czas zatrzymał się na chwilę choć za szybą świat umykał. Ona myślą go pragnęła, on w jej oczach myśl przeczytał. Lecz ten pociąg był pośpieszny, przemknął jak mrugnięcie rzęsą i zostawił gdzieś na stacji tak historię rozpoczętą.5 punktów
-
Kim był lub jest łotr, szewczyk Dratewka, I dlaczego tak o nim głośno w baśniach? Po wielu latach śledztwa i analizie Zeznań świadków wniosek jest jeden: Podejrzany Dratewka do nadzienia owieczki Użył zakazanego specyfiku, zwanego Potocznie tabletką gwałtu, fachowo GHB. Smok, nieświadom niecnych zamiarów, Zjadł poczęstunek i, zgodnie z etykietą, Nawet nie beknął, a następnie został Uprowadzony nad Wisłę i tam podstępnie Wykorzystany seksualnie po wielokroć. Z tego smutku i bestialsko zadanego mu gwałtu Począł wodę siorbać z rzeki bez umiaru Chłep, chłep, aż pękł biedaczyna, bum, i po nim. Krakowska komórka oddziału dochodzeniowego Zwraca się z apelem do mieszkańców O pomoc w schwytaniu groźnego przestępcy: „Obywatelu, dawniej smok, jutro możesz być ty! Pod numerami kontaktowymi telefonów Czuwają nasi doświadczeni oficerowie śledczy: Pani inspektor Berenika97, sprawna łowczyni Złodziejów torebek, rowerów i kompotów z piwnic. Pan młodszy aspirant Migrena z wydziału zabójstw. Sierżant violetta z oddziału AT, instruktorka karate, Oraz posterunkowy infelia od parzenia kawy. A dowodzenie grupą dochodzeniową obejmie Podkomisarz huzarc, wsławiony pojmaniem Janosika, Ali Baby i Robin Hooda podczas jednej akcji. Obowiązki KGP pełnić będzie nadinsp. KOBIETA. Rysopis zbója jest dostępny na portalu poezja.org. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie… informuj!”5 punktów
-
@Charismafilos Bardzo mi miło 🙂 Pozdrawiam ☺️ @Rafael Marius Dziękuję Ci, że zajrzałeś. Pozdrawiam serdecznie:-) @Berenika97 Świetna analiza mojego wiersza. Bardzo Ci za nią dziękuję 🙂🙂 Pozdrawiam cieplutko ☺️ @Alicja_Wysocka Dziękuję, super, że trafiło:-) Pozdrawiam Cię, Alicjo 🙂 @Leszczym To zdanie brzmi jak prowokacja do głębszej dyskusji haha😂 Odpowiadając na to pytanie powiem tak z punktu widzenia kobiety - to zależy od dnia 😂 Dziękuję i pozdrawiam! @Kwiatuszek @piąteprzezdziesiąte @Czarek Płatak @lena2_ @Wiechu J. K. @Sylvia @huzarc @Lenore Grey Bardzo Wam dziękuję za serduszka :-) Pozdrawiam cieplutko ☺️ 🥰5 punktów
-
Dzieciaki, uszy do góry, dzisiaj ulepimy Fajnego bałwana ze śniegu sprzed garażu. Ubierajcie się ciepło, najlepszy tata ma plan. Hej ho, tu zaczynamy toczyć wielką kulę. Dalej aż do bramy, jeszcze trochę, zuchy! Z następną będzie łatwiej, bo jest z górki. Śmiało, śmiało, o jak pięknie, a teraz została Na deser tylko głowa do wyrzeźbienia. Nos z marchewki, uszy z kapsli po piwie I oczy z ekogroszku, tutaj, tutaj, turlajcie. Z dala od podjazdu i na wprost kuchni, Niech mamusia ma wspaniałe widoki. Odśnieżanie zakończone, co za ulga, hura! Wtem Gośka, rozeźlona, dudni w szybę: „Dzieci do domu! na mrozie zostają te dwa Bałwany, jeden ze śniegu, a drugi stary i głupi!”4 punkty
-
A co zrobisz ze mną, Panie? Gdy za dużo śniegu spadnie, gdy się duch załamie, gdy się lód roztopi i do rzeki wpadnę. Gdzie ty będziesz wtedy, Panie? bo po falach ja nie chodzę. Nie zratuje żadna wiara, a fizyka - niemożliwa, doǰść do brzegu nie pomoże.4 punkty
-
Wczoraj mówiłem ci: „Jeszcze zdążymy…” Dziś z trudem, łapię powietrze jak tonący. Lekarze patrzą na mnie, jak na cień człowieka, A ja wciąż próbuję wstać, choć ciało się buntuje. Czuję, jak życie wymyka się powoli z palców, Jakby ktoś od środka, gasił płomień. Tak wiele chciałem ci wyznać — a teraz te słowa, Rozpadają się we mnie, jak szkło pod stopami. Widzę twoje oczy we łzach — Boże, jak bardzo bolą, Jakbyś traciła, pół swojego istnienia. A ja, choć ręce mi drżą, nie mogę cię dotknąć, Jakby śmierć, trzymała mnie za nadgarstek. Przepraszam… za każdy raz, gdy wracałaś sama, Za wszystkie noce, z moją ciszą zamiast serca. Za gniew, za słowa, których nie powinienem, Za miłość, którą nosiłem w sobie, a bałem CI pokazać. Ciemność podchodzi — czuję jej oddech na ustach, A ja wciąż pytam: dlaczego tak nagle? Miałem cię chronić, miałem zostać przy Tobie… A teraz muszę odejść, zostawić cię z tym wszystkim. Gdy będziesz płakać — nie trzymaj we łzach winy, Nie obwiniaj siebie, proszę ani przez chwilę. Jeśli zapamiętasz mój głos — niech będzie cichy, Bo krzykiem nie wrócę… choć krzyczę w środku. A jeśli jutro wstanie, bez mojego cienia, Niech twoje serce pamięta — że odchodziłem kochając. Niech twoje serce dalej bije. A moja miłość zostanie tam, gdzie kończy się życie." Poniżej wersja dźwiękowa / muzyczna tego wiersza:3 punkty
-
nie gubmy nadziei bo bez niej nie będzie jutra ani uśmiechu jego brak obudzi smutek nie gubmy swego cienia ani mądrych myśli to one naszym bagażem który nic nie ciąży nie gubmy swojej racji przecież nie jest brudna ani swej miłości do tego co czułe co miłe nie gubmy siebie w niepewnym bądzmy czujni nie bójmy się sumienia przecież jest nasze nie gubmy świata który swoim nas częstuje jest oknem bramą drzwiami ciekawych horyzontów3 punkty
-
Lucyna rodziła w bólach tak jak matka i babka za każdym razem odcinała pępowinę kuchennym nożem oddając skrawki siebie nad łóżkiem wisiała makatka koślawym ściegiem dzierganych kilka słów "Nigdy nie mów nikomu co się dzieje w domu " ze skoszoną trawą ucichły ptaki żerujące na torfowisku kopy zielonki mdłym zapachem wybiły komary gdzieś między krwawnikami a żytem wiatr niósł ziarenka ostatniej z modlitw wierzyła że miłość jest ucieczką a tymczasem dziewczyno pomyśl życzenie na raz na raz na raz3 punkty
-
Jestem na tak gdy ktoś się uśmiecha a wiatr nie wieje w oczy Jestem na tak gdy smutek nie puka do drzwi a prawda nie boli Jestem na tak gdy maj w kalendarzu a łza nie kaleczy twarzy Jestem na tak gdy słowa nie kłamią gdy sad kwitnie Jestem na tak gdy ktoś jest szczęśliwy gdy miłość wygrywa Jestem na tak gdy świat się budzi widzi dobro3 punkty
-
znał ją od dawna wymarzona żyła w myślach tworzył jej wizerunki z radością dziecka była tylko jego uśmiechali się nie opuszczali na chwilę jej obraz wystarczał kariera kwitła jak maki przydrożne nic mu nie rozpraszało czasu podziwiali znajomi jego pogodę ducha zobaczył ją przypadkowo tramwaj zahamował wpadli na siebie zburzyła spokój nie przestawał myśleć patrzeli na siebie przejazdem do pracy czasami uśmiechali nie wiedział co robić jak zostawić tą która tak długo była nie tylko słońcem praca przestała smakować jak dawniej ... 1.2026 andrew Zderzenie marzeń z rzeczywistością3 punkty
-
drzwi były uchylone jakby wyszedł tylko na chwilę sprawdzić, czy kwitną już jabłonie na stole herbata wystygła z pierścieniem cienia wokół kubka jak obrączka, którą czas włożył mu na palec w radiu ktoś mówił o pogodzie i nikt nie miał serca ściszyć głosu bo może chciał jeszcze posłuchać buty stały równo przy ścianie czekając cierpliwie aż ktoś ogłosi koniec warty w słoiku z wodą pływała gałązka mięty ta sama, której nigdy nie zerwał na parapecie leżał jego cień złożony starannie jak niedzielna koszula a kiedy wiatr poruszył firanką na chwilę wydawało się, że wrócił - cichszy i jaśniejszy3 punkty
-
BÓG DOBRY Dobry Bóg obdarzył mnie skrzydłami, pozwolił lecieć tam, gdzie wolna wola, dał siłę, wiarę i nieba aksamit, pozwolił, bym żył, a nie istniał, by ziemia cała była tylko moja. W zamian nie zabrał nic, co było marne, chciał tylko duszy dać we mnie schronienie, kazał, bym chronił ją przed myślą czarną, hordą aniołów wsparł słuszne dążenia. Masz jedno życie, możności wyborów i wsparcie czynów, co mej chwale służą, lecz gdy na skróty będziesz brnąć do złego celu, to życie będzie ci kolcem, nie różą. Lecz z przymrużeniem oka nieraz mnie traktował, wiedząc, żem tylko człowiek z gliny zbyt surowej, wybaczał potknięcia i nieroztropne słowa, na wsparcie w wierze zawsze był gotowy. Przywilej wiary to przywilej chwili, w której na wieczność człowiek zbiera czyny, życie przemija ja dym z kadzidełka, nic się nie dzieje przypadkiem i bez kary za winy. Bogdan Tęcza.3 punkty
-
@Marek.zak1 Wniosek z tej lekcji płynie dość jasny: Gdy rozum zbyt cichy, a wstyd zbyt ciasny, To panna pomyśli: "Cóż to za figura? Miał zdobywać, a wyszła randka ponura.3 punkty
-
Zbudził mnie śpiew głodnych ptaków światłem poranka melancholii rzeki. Spacerując wzdłuż brzegu strefą ciszy zaplatam wianek z kwiatów koniczyny. Może czujesz tylko cień tej tęsknoty, którą przynosi świt.!2 punkty
-
Dołożyłem dwa wersy → 13.1.26 w ciszy ziemi leży trup może wstałby gdyby mógł a gdyby w urnie ktoś zapytał to musiałby się z grobu wysypać by naprawić i przebaczyć dopowiedzieć kilka słów a najlepiej cofnąć czas przeżyć życie lecz nie tak2 punkty
-
Polska to nie jest burdel-mama polityka to nie jest love story, Prezydenta do Włoch nie wysłała sama i nie po to by uwodził Meloni. Nie potrafisz zrozumieć czym jest demokracja na afiszach nosisz pogardę, i choć pesel nie ten, to wciąż pajdokracja twój umysł trzyma jak gardę.2 punkty
-
nimbostratus Gdy księżyc stopi się słońcem za blaskiem nimbostratus przytłumione promienie rozświetlają plamy krwi na lazurowej pościeli Przepraszam, ale nie oddzwonię Czuję, jak miniony ciąg zdarzeń nocą znów dusił kończyny Staczam się w subiektywnym cyklonie próbując łykać zsiadłe powietrze Spojrzałaś w głęboką otchłań — uspałem w niej obserwatora silnymi środkami nasennymi Proszę — zachowaj to dla siebie Nie chcę dłużej tak żyć Ludzie wokół dostrzegają ciemność w świetle mojego ciała Jestem oślepiany własną pogodą A ty znów dzwonisz — odbieram Lepię ziemistą ścianę którą łykasz Tłamsisz mnie za bezruch Zostawiasz po środku sztormu zlepki mojej zużytej duszy Nie chcę dłużej tak żyć2 punkty
-
Zmierzch . . . . . Cichną przestworza. - Łuną Błyszczące widzę wzgórza na wschodzie. Wędrujące chmury, srebrne łodzie, Połyskując przez blady błękit suną. Tak lekko w oddali szybują . . . I jakby przywiozły żeglarzy świętych, Przy szczytach gór księżycem tkniętych, Jak przy samotnej wyspie, cumują. I Rainer: Abend . . . . . Stille die Fernen. — Ich schau’ Hoch ob verdämmernder Hügellehne Wandelnde Wolken, silberne Kähne, Schimmernd schwimmen im bleichen Blau. Gleiten so leicht in die Weite hinaus . . . Da, bei des Mondes blinkenden Bergen Stehn sie, als setzten sie selige Fergen Dort auf dem einsamen Eiland aus.2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 A miał taki fajny kubek z napisem "Najlepszy tata". @violetta Tak jak drogowcy, czekam na odwilż.2 punkty
-
Ma jedno oko, choć ślepe, wypatruje ofiary. Nie ma piór, ni łusek, nie jest soczewką kamery. A gdy groźnie spojrzy na świat, tam w dole, Zadmie, zakręci i ruszy wir, co porywa domy. Ania Gaduła z klasy 5 b2 punkty
-
@Charismafilos zgadzam się w 100% moim przesłaniem nie była miłość zakochanie/zauroczenie to trochę inne pojęcia2 punkty
-
nie każde drzwi do lepszego się otwierają są takie które bolą nie za każdymi drzwiami fajne czeka za niektórymi nicość blada się czai nie każde drzwi są prawdą bywają takie których się boimy zresztą drzwi jak to drzwi raz płaczą a raz się uśmiechają2 punkty
-
Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, poszedł też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzył, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.2 punkty
-
zziębnięty byłeś, bez ciepła dlatego kładłeś na słowa szron i żyletki nikt nie wiedział dlaczego aż przyszła wiosna zimą a słońce przykleiło się do szyby stanęło jakby ktoś je poprosił żeby nie zachodziło i świeci wciąż jak w Gibeon2 punkty
-
samotny biały żagiel szuka przystani dryfuje marzeniem sezonu po melancholii bezdrożach płótnem zatrzymał spojrzenie z przeciwnego brzegu2 punkty
-
Zatrzymało mnie to porównanie. Faktycznie im bardziej wyschnięta ziemia tym trudniej wchłania wodę - woda po prostu po niej spływa. Ciekawy obraz. Pozdrawiam.2 punkty
-
Skoro zawsze tak było, to dlaczego teraz ma być inaczej? Algorytm jak całun okryje zarodek śmierci z równą czułością, co pomazaniec wyciśnięty przez mistrza ze świstu błyskawicy, w jej żylastym impulsie agonii. Czarne niebo niesie prawdę, białe — tylko nieznośność.2 punkty
-
@infelia KOMUNIKAT PRASOWY WYDZIAŁU KRYMINALNEGO Szanowni Państwo, z przykrością muszę stwierdzić, że autor wiersza wyraźnie nie zna procedur operacyjnych. Kradzieże kompotów z piwnic? Proszę Państwa, to było jedno śledztwo, jedna piwnica, i okazało się, że to była spirytusowa nalewka z 1987 roku o wartości dowodowej w sprawie gangu bimbrowników! Co do afery dratewkowej - oczywiście to ja odkryłam kluczowy trop. Podczas gdy młodszy aspirant Migrena robi karierę w Europolu. A kto tutaj rozwiązuje sprawy zabójstw? Ja przesłuchiwałam smoczycę, która zeznała: "Mój Ignacy nigdy nie zjadłby owcy bez sprawdzenia jej pochodzenia - miał alergię na lanolinę!" Violetta z AT może i zna karate, ale to ja ustaliłam, że owe "trzewiczki" Dratewki miały podejrzanie grube podeszwy - klasyczna skrytka na GHB. Więc skoro Migrena jest za granicą, ktoś kompetentny musi w końcu przejąć wydział zabójstw. Znam najlepsze kryminały, więc ten wydział należy się mnie!. Z wyrazami szacunku inspektor Berenika97 Moje motto "Żaden kompot nie jest bezpieczny. Żadne zabójstwo nie pozostanie niewyjaśnione."2 punkty
-
Drżą mi ręce, oddech się skraca, wysokie herce piszczą w uszach. Mięśnie drgają, obraz się rwie, komórki krzyczą o rejteradę. A ja, wbrew nim, napieram naprzód po odwagę.2 punkty
-
@Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Twoje słowa o "kredycie" są niezwykle trafne - ten stan, gdy wszystko jeszcze trwa, ale już inaczej. Chyba najtrudniej jest właśnie to uchwycić - nie dramatyzm odejścia, ale tę dziwną konsekwencję normalności. Pozdrawiam. @Amber Bardzo dziękuję! Ta "skromna obecność" - pięknie to ujęłaś. Czasem właśnie takie ciche momenty mówią najwięcej. Pozdrawiam. @piąteprzezdziesiąte Bardzo dziękuję! Chyba rozumiem ten smutek. Pozdrawiam serdecznie. @huzarc Bardzo dziękuję! Obecność wbrew przemijaniu - tak, właśnie to. Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Bardzo dziękuje! Cieszy mnie, że zaciekawił. Pozdrawiam. @lena2_ Bardzo dziękuję, bardzo mi miło :) Cieszę się, że puenta przyniosła ten spokój - zależało mi, żeby wiersz nie pozostał tylko w ciężarze. Pozdrawiam serdecznie! @Adam Zębala @tie-break @Rafael Marius Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam.2 punkty
-
Witaj - fajnie że działa na wyobraźnie - dziękuje - Pzdr.serdecznie. Witaj - prawdę piszesz w komentarzu - albo będzie fajnie albo trudno - Pzdr. @KOBIETA - @huzarc - @APM - dziękuje -2 punkty
-
Tak cicho, tak nieśmiało w rytmie równym bije, Choć dawno umarła, to wciąż w sercu żyje, I jak woda co źródło nasyca Ku powierzchni złote sny przemyca, A w snach, jak w chmur błękicie Szemrzą wiatry ulatując skrycie. Nietrwała, przed sobą w głąb siebie ucieka, Zanim z snu się wyrwie i jak niespokojna rzeka, W porywie szału, z jednej kropli zrodzona, Snem złotym, jak falą natchniona, Przez skał twarde bryły korytarz wydrąży, I wypłynie, nim na zawsze umrzeć zdąży.2 punkty
-
Milczenie owiec nie pomaga Tłucze mi głos habilitowanego Dada Hasiora uciszyli Górale A ja, ja się kładę na trawie, czekam czy mnie oświeci zamęt Czy się zmęczę czekaniem Jest! Mrówka! Wielka jej postawa Tłumaczy mi siłę ponad miarę Reszta to moja sprawa, dłoń obracam w jej stronę Baldachimem dla wielkości jestem Ja obrońca światła, pocisku Dosyć, płynie atak spali Przyjaciela Jemu natura światła jest bez zupełnie bez znaczenia2 punkty
-
2 punkty
-
@violetta Violetta …wiesz …chyba jesteśmy na siebie skazane ;))) na zawsze ;) śpij słodko 🙃1 punkt
-
1 punkt
-
Użycie brutalnych, cielesnych metafor w połączeniu z subtelnymi, psychologicznymi obserwacjami tworzy niezwykle głęboki i zapadający w pamięć obraz. To poezja, która boli i zmusza do myślenia o kruchości szczęścia i śladach, jakie zostawiają w nas ludzie.1 punkt
-
@andrew normalnie podsłuchujesz moje myśli, ale to nic...monitorujesz moje zdarzenia!! Rozejrzę się jutro na przystanku baczniej... Niebywałe :)1 punkt
-
@Tectosmith Tematyka żagla z powieści Katajewa, w innym ujęciu :), zawsze mnie intrygowała. Dziękuję, pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
opada z letargu rozsiewając myśli w ramach czasu zachodzącego słońca gdzie hipnotyzowany na parapecie księżyc łapie elektrostatyczne sny uwieńczone w bryle dla lunatyków1 punkt
-
@infelia No bo kto chciałby być prorokiem w takich niestabilnych czasach! Tu potrzebny jest prokurator, bez niego nie ma śledztwa!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne