Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 05.01.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Odpowiedziałeś obroną sycylijską - ja gambitem bez pokrycia, każde z nas trzymało hetmana w tylnych szeregach, bojąc się pierwszego ruchu bez powrotu. Patrzyliśmy na zegar - czas uciekał a my graliśmy na remis. Twoje skoczki krążyły wokół mojego króla, a gońce unikały wymiany. Pat zamiast mata, dwie fortece naprzeciwko siebie. Żadne nie chciało poświęcić pionka jako szansy na zwycięstwo. To nie była szachownica dla nas, tylko lustro, w którym każde widziało własny lęk przed utratą kontroli nad grą. Odłożyliśmy figury do pudełka - partia przerwana, miłość niezagrana, bo oboje wybraliśmy bezpieczeństwo zamiast pięknego szaleństwa. xxx Tym razem nie rozpoczęliśmy gry, twoja dłoń zatrzymała zegar w połowie uderzenia, rozbijając ciszę, która nas dławiła. Zuchwałym ruchem strąciłeś wszystko ze stołu . Szachownica to teraz nasz wspólny, urywany rytm, którego nie mierzy żaden mechanizm. Nie ma już strategii, jest tylko instynkt - bezwzględny, drapieżny. Wreszcie jest mat. Szaleństwo, którego się baliśmy, gdy twoje ciało domykało ostatnią wolną przestrzeń, odbierając mi kontrolę. Krew huczała głośniej w najpiękniejszej klęsce świata - na gruzach naszej dumy. inspiracja: poeta Simon Tracy
    16 punktów
  2. poranek zagląda przez szyby okna wpuszczają nieśmiało pierwsze promienie słońca najczęściej budzi mnie drozd na komodzie w glinianym dzbanie więdną piwonie płatek po płatku opadają złudne nadzieje czekam na spacer drewniana podłoga ochrypłym rytmem oznajmia twoje przyjście jeszcze milczę obserwując drżenie powietrza otulona poszewką niczym nadrzeczna mgła wilgotnieję
    13 punktów
  3. jeśli jest otwarte zmieści w sobie wszystkie galaktyki ale podróż w jego stronę nie jest taka prosta niejeden raz ktoś rozbił się przy starcie niejeden raz ktoś w próżni pozostał
    9 punktów
  4. Ciało jest tylko dowodem czynu, zapisem winy w zakamarkach zasłoniętych skórą, dreszczem na karku, gdy nachylił się nad nim, palcami wbijając się w sznur zniewolonych włosów, bez oporu. I wszedł. Doszedł. Oczy zgasły jak lampa na końcu ulicy, wraz z jego ostatnim oddechem, przeciętym w jęk pod serce. To uderzenie było machinalne: nóż pod ręką w zlewie, resztki sprzeciwu. Krwawy odcisk podeszwy. Uszedł kilka kroków, padł pod blokiem. Ona w łóżku, nieruchomo, czeka na przeznaczenie. Czeka na zapis winy.
    8 punktów
  5. Wszystkie myśli zgubione znalazłam. Wszystkie drzwi zamknięte otworzyłam. Wszystkie marzenia ukryte skradłam, słowom milczącym uwierzyłam. I trzymałam to kurczowo w objęciach, zajęte miałam dłonie i serce. W intymności ułożyłam też Ciebie, nie potrzebowałam nic więcej. Dłonią w dłoni chciałam zaistnieć, przez palce miłość poprzeplatać, w ciepłym objęciu trwać jak w rękawiczce i kochać Cię przez wszystkie lata. Dziś, kiedy zimno, chucham w ręce, by trochę ogrzać moje kochanie, bo wszystko inne jak ziarnka piasku zostało przez ciebie rozsypane.
    7 punktów
  6. Boso w otoczeniu gwiezdnych iskier rozsypanych lodem po rzece, by nie pozwolić wodzie istnieć. Dotykam polakierowanym paznokciem tam, gdzie zza drzew świadkami sarny na czerwono rozdartej zimy. W pośpiechu minorowy nastrój śmiałków gubiących oddechy na potrzeby ciepłych gejzerów.
    7 punktów
  7. dałam ci mój wiersz do przeczytania było to wieczorem, żeby zrobić przerwę od całowania czytałeś szybko każdą zwrotkę i nie wiem czy wziąłeś mnie za idiotke czy za romantyczną poetke wiem tylko że przyniosłeś temu wierszu klęskę zacząłeś zatruwać każdą linijkę wysławiać swoją nieprzemyślaną opinię bez pomyślunku czytać mój wiersz aż do uczuć nabrało mi się w oczach łez wplataleś niemrawe odzywki między słowa mojego arkuszu bez katharsis, bez chceci, jakby z przymusu i już nie chce czytać mojego wierszu nie chce mieć tego już w mojej pamięci twojej opini ani mojego braku talentu chyba to już koniec mojego konceptu @skarpetawsosie przepraszam za wszystkie błędy, jestem bardzo otwarta na krytykę :)))
    7 punktów
  8. Taki to już los słony jakby troglodyta przesolił gdzie te pokory? Gdzie te pokłony? Gdzie te słodkie słowa? Gdzie się tu podziali ci mocarni kowale losu? I gdzie te młodzieńcze przekory? Los chwalić brzmi słusznie i cudnie ale tak nudnie, ale to takie nudne... a zatem: Los to kamieniem łupanym cios cios w skroń, cios poniżej pasa, cios w nos nie bój się i ciebie nie zniosą no a potem wyniosą potem wyniosą... Warszawa – Stegny, 05.01.2026r. Inspiracja - Poeta Tectosmith (poezja.org).
    6 punktów
  9. Gdy w ucho mróz cię uszczypnie, A za kołnierz wpadnie sopel lodu, Zachowaj spokój, bądź twardzielem I idź dalej, udając Greka, pogwizdując Nieświadom, że na oblodzonych schodach Własnego domu wywiniesz pięknego Orła, co w chmury się nie wzbija, lecz Pada na plecy z jękiem: ałaa, ratunku! Czeka cię dzwonienie zębami i pociąganie nosem, Póki w piecu kaflowym nie napalisz, Stóp nie zanurzysz w ciepłej wodzie, a mleko Z czosnkiem i herbata z malin uratują ci życie. Niestety, to tylko poradnik survivalowy. Świat za oknem przykrywa puchowa pierzyna, A ty, niczym badacz koła podbiegunowego, Grzebiesz w szafie za drugą parą skarpet I czapką uszanką; przeklinasz pod nosem biel, Co tak perfidnie błyszczy za szybą i drwi. Brak prądu i wody, a telefony milczą, Jak schwytany zbój na przesłuchaniu. Miasto milknie, zapada w zimowy sen, A w środku nocy, gdy mróz puka do okien I wiatr wyje: „jam zamieć stulecia!” Z zimna i strachu chwytasz za kredki I w rysunkowym bloku, przy świetle świecy, Malujesz wymarzony, słoneczny, ciepły kraj, Tak realny, że w łóżku przebierasz nogami, Jakbyś biegł na boso po piaskach Sahary…
    6 punktów
  10. Po co ten dzisiejszy śnieg? Rozciągnięty między znaczeniami zanika, jak tylko opadnie. Błoto, błoto po nim. Samochody białe, niebo przygaszone. Zmrożone nagie drzewa, zaspane, przyjmą pył na chwilę czy dwie. Ulice błyszczą, mokre. Po co te chwile zbyt krótkie? Nawleczone na lodowe kryształy, płatki, nigdy takie same. Umierają na dłoni. Zimne powietrze smakuje sadzą. Szare postaci rozmyte opadem przenoszą ten dzień. Błoto, błoto po nich. Wiersz powstał przy tej piosence. Gdyby ktoś zdecydował się słuchać to proszę zignorować tekst piosenki - cała reszta gra, jak trzeba:
    6 punktów
  11. Obiecujemy bajki szyte na miarę, miękki rozwój, gładkie słowa, estetyczny umysł i ciało karmione ambicją dorosłych. Algorytm wybiera historie, wie lepiej, co dziecko powinno śnić, gdy rodzic przewraca strony, jak instrukcję życia. Intelektualizacja zastąpi oddech, choć jeszcze słychać łkania słownej masturbacji, której dziecko nie rozumie. Nowy Rok w Crans-Montana skończył się ogniem i hałasem, jakby to wystarczyło, żeby uwierzyć w nowy początek. A tym czasem życie płynie, nie wymagając myślenia. alternatywnie: A tymczasem życie płynie, nie pytając, kto jeszcze potrafi myśleć poza algorytmem.
    5 punktów
  12. znajomość bez realu jest jak smaczne danie na ekranie tv nie wiadomo z czego zrobione co tkwi wewnątrz bywa fikcją nie do strawienia w rzeczywistości pocieszeni zauroczeni nieistniejącym wytworzonym w głowie obrazem pozbawionym nie tylko ram topimy się w złudzeniu z bliska może okazać się tłem bez treści 1.2026 andrew
    5 punktów
  13. Stali dokładnie po drugiej stronie ulicy, w świetle dobrze już rozżażonej, gazowej lampy. Było ich trzech, byli młodzi, widać zdeterminowani lecz niezbyt roztropni by pojawić się w środku nocy na terenie tej dzielnicy. Powinni być mi zupełnie obojętni, jak setki innych przechodniów i pijanych w trok zawalidrogów. Mogli w każdej chwili natrafić na grupę chłopców Alfiego White'a, wracających z jakiegoś nocnego rozboju, włamu lub po prostu solidnie zakrapianej libacji. A to miałoby finał wręcz oczywisty. Poczynając od posiniaczonych oczu i wybitych zębów, przez przetrącone kulasy, po pocięte żyletkami twarze lub wystające rączki noży spod linii żeber. A ja nie lubiłem niepotrzebnego rabanu pod oknem. Rozlewu krwi i zjazdu policji tym bardziej. Szukali mnie i wiedziałem o tym dobrze. A do mnie trafiało się tylko na zaproszenie i to pod warunkiem, że to ja zapraszałem a nie ktoś przychodził sobie wprost z ulicy z czyjegoś polecenia. Dobrze jest być sławnym na całe miasto. Taka sława mi odpowiada. Ludzie mnie znają lecz nigdy mnie nie widzieli. Mogą mnie cytować lecz nie znają mej twarzy. Gazety błagają o wywiad, więc ja ignoruję spotkanie z dziennikarzem i posyłam mu do redakcji list z gotowymi odpowiedziami na pytania. Do swych wydawców i księgarzy, również wysyłam listy. Czasami dla zabawy podpisuję kopertę, że niby w środku jest bomba. A potem widzę wypuszczone tomiki na witrynach. Moje wiersze i manifesty, robią większe spustoszenie niż najpotężniejsza bomba. W umysłach i sercach biednych czytelników. Lubię być zapamiętany. Gdy moje słowo zmusza do reakcji. Lubię niszczyć ład społeczny i spokój. Dla jednych jestem Bogiem, dla innych geniuszem a są i tacy, którzy nazywają mnie szaleńcem i zarazą gorszą niż gangi. Gangi werbują swych członków w kompletnych nizinach i nędzy fabrycznych, zadymionych i trujących od wyziewów przedmieść. Ja werbuję jednostki ułożone, oczytane i bezmiar delikatne i wrażliwe. Bogato urodzone lub wżenione. Z jak najlepszych domów i rodzin. Śmietanki miasta. Opływającej w rzeki szylingów, potoki dojrzewającej whisky czy brandy. Mających solidnie ulokowane korzenie, w najwyższych stanowiskach urzędowych. Czasami denerwuje ich to, że dorobił się ktoś, kogo nawet nie widać. I jeszcze wodzi ich dzieciaki za nos. Policja gdyby mogła to pewnie chętnie by mnie zamknęła. Łamię prawo. Wiele praw. Lecz nie używam do tego broni, narkotyków czy nielegalnego alkoholu a kto słyszał kiedykolwiek by zastosowano prohibicję na poezję? Nawet oni nie są tak ograniczeni. Co innego krytycy i wydawcy. Ich prohibicją jest cenzura. I korzystają z niej bardzo chętnie w stosunku do moich prac. Bo kto lubi się bać? I to jeszcze w tak dalece nieetycznym, zmyślonym świecie z pogranicza snu i jawy. Siedem grzechów głównych za które wydawcy nie udzielają rozgrzeszenia i komunii. Dekadencja, nihilizm, egzystencjalizm, turpizm, oniryzm, nekroerotyzm i spirytualizm. Więc o czym mam pisać? O miłosnych błaznach i ich porcelanowych, narcystycznych laleczkach, które mają otoczkę złotą i pełną przepychu, lecz pod kopułą nic ponad kurz, pył, pajęczyny i denną, głuchą przestrzeń? Ja muszę czuć krew i szaleństwo. Konsumować zgniłe resztki poetyckich ciał i płodzić zdeformowane potwory z delirycznych koszmarów. Oto ja Stwórca i moje pokraczne potomstwo ulicy. A Ci na ulicy widać przyszli do mnie po towar. Nazwijmy ich sobie. Dobry, Zły i Brzydki. Z czego ten ostatni najpewniej miał do mnie rzeczony interes. Zazwyczaj Bóg skąpi im wszystkiego od urody po talent. A też chcieliby coś od życia. Choć spalili się już na jego starcie. Dobry był tym najprzystojniejszym. Wysoki brunet o lśniących, gęstych włosach. Uczesany, zadbany i pachnący. W dość biednym acz schludnym garniturze. W wypastowanych derby. Miał ten specyficzny błysk w oku prawdziwego amanta. On kruszył w dłoniach te puste, porcelanowe laleczki kiedy i jak chciał. I co najważniejsze nie miał wyrzutów sumienia. Zły był tym wiejskim, topornym dzieciakiem, który szukał lepszego zarobku i miejsca do spania w mieście. Najpewniej robił u rzeźnika, na targu rybnym lub ewentualnie jako górnik. Za marne pięć może sześć funtów miesięcznie. Miał wąskie świńskie oczka i tak samo spasioną twarz o dwóch podbródkach. Rude dość krzaczaste wąsy i bliznę na szczęce, zapewne po ciosie lub krawędzi zbitej butelki. Miał około metra osiemdziesiąt a bary jak niedźwiedź. Zapewne bił się w barach amatorsko by dorobić kilka funtów. Miał strasznie steraną koszulę o prostym kroju i wytarte na kolanach spodnie z krzywo zaprasowanym kantem. A Brzydki? Był zaiste najgorszy. Typ zubożałego inteligenta. Niski, wątły, lekko łysiejący już mimo wieku. Rudy, z trądzikiem na twarzy i krzywych zębach. Ale ubrany w dobrej klasy garnitur i buty. Na końcu dewizki spoczywał srebrny zegarek a w dłoni chłopak obracał niedopalone cygaro. Gestykulował i tłumaczył coś pozostałym i co kilka chwil zerkał na fronton mojej kamienicy. Jeśli masz do mnie interes to po prostu tutaj przyjdź szepnąłem pod nosem. I w tej chwili chłopak wyrzucił cygaro na trawę dał znak kolegom i zgodnie ruszyli w kierunku mojej kryjówki. Hunter, jeśliś łaskaw idź do drzwi i przywitaj naszych nocnych, nieproszonych gości. Dla świętego spokoju nie zapomnij o rewolwerze za paskiem. Mój sługa, stary, siwy Metys wstał zza biurka i niechętnie ruszył ciemnym korytarzem do drzwi. Otworzył je i wymienił z chłopakami kilka zdań. Minęła dłuższa chwila zupełnej ciszy, po czym do moich uszu dotarły słowa Huntera Pan Tracy zaprasza Pana do środka … tylko pana. I zaiste Hunter wprowadził Brzydkiego do mojego gabinetu ze słowami. Panie Tracy oto pan Zachary Leigh. Brzydki wyprzedził Huntera i bez ceregieli wypalił. Przyszedłem do Pana bo tylko pan może pomóc mi rozwiązać mój problem panie Tracy. Siedziałem w wysokim fotelu, oparciem w jego kierunku, tak by nie widział mojej twarzy. Spokojnie Panie Leigh. Przychodzi pan do mnie w środku nocy, nie zaproszony i nie wyczekiwany. Z prośbą którą nie wiem czy będę w stanie spełnić. Prośbą wykrzyczaną, bez okazania szacunku i pokory. Ale dziś jest dzień szczególny. Pomogę Panu bo jesteśmy jedną, wielką dekadencką rodziną. Nihilistyczną mafią. Niech Pan przyjmie prezent ode mnie jako od ojca chrzestnego. W czym mogę pomóc? Brzydki upadł na kolana i doczołgał się do oparcia fotela. Błagam o to by napisał pan wiersz miłosny dla mojej ukochanej, oczywiście tak by myślała że ja to uczyniłem. Zaśmiałem się zimno. Oczywiście Panie Leigh to dla mnie drobnostka, powiem więcej nie wezmę od Pana nawet złamanego pensa za taką robótkę, lecz musi Pan mieć świadomość tego, że w wierszu ukochana będzie martwa, trącona gnilnym rozkładem, będzie upiorem, duchem, nękającym Pana zmysły aż do obłędu. Czy tego pan oczekuję? Zniosę wszystko byleby tylko była moja. A więc umowa zawarta. Wziął moją dłoń i ucałował. Dziękuję. Ponad wszystko dziękuję. https://youtu.be/PPskYVBqdNw?si=q8RT2SHVTQTq6d4J
    5 punktów
  14. horyzont pomiędzy życiem i śmiercią jest bladożółty jak światło żarówki w publicznej toalecie razi bielą posadzki i chłodem kamieni twardym snem płyt daje odpoczynek gładzi szarość gasnącego świata tuli głowę jak poduszka to nic że boli to tylko na chwilę potem są gwiazdy może być tylko lepiej
    4 punkty
  15. 16. Mały brat wojny (narrator: Agrianin) 1. Wróbel na włóczni. Tylko on spokojny w tym całym świecie. 2. Palce mokre od potu. Niech to będzie chrzest, nie koniec. 3. Stary wojownik ostrzy grot, jakby modlił się. 4. Wróbel uciekł. Ja też bym mógł — gdybym wiedział dokąd. 5. Lecisz, mały bracie — ja też polecę, tylko niżej. 6. Za wzgórzem dudni ziemia — jakby serce świata. 7. To nie bębny, to strach maszeruje, równym krokiem. 8. Wstaje słońce. Jeszcze chwila i zgaśnie. cdn.
    4 punkty
  16. Muszą walczyć nieskończenie Ciała na ziemi, mamy Urojone pragnienia I cierpimy, dlatego cierpimy Jak przestać, usunąć z oczu Może zejść samemu Powiedz mi dobry chłopcze Posłucham co mi powiesz A może nie mów, zadusi mnie czekanie na które nie mam prawa Zasypią mnie dreszcze Pochłonie mnie tej zimy Śnieżnobiała piana Zniknę jak umiem znikać Taka niemiła jest zabawa
    4 punkty
  17. Na salony wlazł chamodziej Wielki mędrzec od wszystkiego W jednej ręce trzymał rację W drugiej brudne swoje ego I po wdechu długim ciężkim Zaczął swe mądrości kłaść Oklaskami wtórowała Pseudoinelektu brać I rozsiedli się wygodnie Ci magicy od ciemnoty I rozdali społeczeństwu Swoje własne podłe cnoty Mordy chamie w pierwszym rzędzie Chołota bez dyscypliny Cieszą się na huczną porcję Elitarnej rzygowiny Kłamstwa niosą jak relikwie Myją ręce w brudnej wodzie Maszerują wartko, równo W rozpasanym korowodzie Jeszcze Polska nie zginęła Ale ma się ku schyłkowi Odkąd ją za mordę wzięli Ignoranci umysłowi
    4 punkty
  18. Tak żyć, aby nie rzucać cienia na innych a zarazem nie być w cieniu.
    3 punkty
  19. róża czy polny mak tęcza zaćmienie siostra czy brat bardziej cieszą gdy pochmurne niebo bez gwiazd uśmiech smutek łzy prawda która kuleje czy poranne mgły bardziej poetyckie są mają w sobie moc i udane sny daleki horyzont czy drzewo obok albo czyiś pogrzeb co bardziej przemówi gdy w pobliżu tylko nic miłość czy jej cień nie udana noc czy zły dzień a może to wszystko jest zbyt trudne i kruche
    3 punkty
  20. Nie ma mnie w za myśleniu myśleniu za godzinę może myśleniu za chwilę pytasz czy umyślnie nie słyszę w myślach że mówisz głucho echo odbija ślimak
    3 punkty
  21. O wadze marchewki w kieracie, Nie równej dwóm kijom, rzecz czy znacie? – Był sobie gospodarz-reformator, Który zabrał marchewkę i batom Powierzył naukę swego osła. Bez nadziei marchewki poniosła Oślinę hen w dal szybka noga…– Tak skąpca reforma bywa droga. Ilustrował „Grok”, pod dyktando Marcina Tarnowskiego.
    3 punkty
  22. Twój dotyk Jak otchłań Wciąga mnie W przepaść Twój oddech Jak ogień Spala mnie żywcem Twój wzrok Jak cios obuchem w twarz Wyrywa mnie ze strefy komfortu A potem wszystko Wraca na dawne tory Przebudzenie w ramionach świtu Napawa mnie radością...
    3 punkty
  23. @andrew Bardzo dziękuję! Są wyjątkowe zwycięstwa - obopólne. :) Piękny komentarz, pozdrawiam. @huzarcBardzo dziękuję! Trafny komentarz. Pozdrawiam. :) @piąteprzezdziesiąte To wiersz p.t "Chroń króla" Pozdrawiam. :) @Marek.zak1 To prawda, że w szachach każdy błąd może kosztować partię, ale chyba właśnie o to mi chodziło - że życie czasem wymaga zaryzykowania pozycji, nawet jeśli grozi to przegraną. Remis to bezpieczeństwo, ale czy to naprawdę wygrana? W finale klęska rzeczywiście jest zwycięstwem dla obojga.:) Ale to trudno opisac. :) Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz. :))) Pozdrawim. @Simon Tracy Wszystko to prawda, ale oba wiersze mają wspólny mianownik - to metafora szachowa jako osnowa relacji. Pojawiają się też figury szachowe, plansza i ruchy. Gra w szachy tak naprawdę nie dotyczy szachów lecz rozgrywki między partnerami. W obu wierszach jest wyraźny erotyczny podtekst. A poza tym, po przeczytaniu Twojego tekstu, zaczęłam myśleć o swoim - czyli inspiracja kompletna! I za nią dziękuję! :) @hollow man Bardzo dziękuję! Ciekawa informacja, że aż tyle jest remisów. W wierszu jest pat, bo remis byłby użyty dwukrotnie. Właściwie to jest wiersz o napięciu między dwojgiem ludzi, którzy grają w szachy. :) Pozdrawiam. @Amber Bardzo dziękuję! Świetny, militarny komentarz. :))) Pozdrawiam.
    3 punkty
  24. są takie minuty sekundy w których warzą się myśli i ostatecznie dotąd Zło przyczajone wylewa się szeroko tamy klecone prowizorycznie z resztek kultury zabiera zło wrogo bulgocząc i już nie ma odwrotu do tego co było słowa już dawno ze znaczeń wytarte czyny zastępują okrutne pierwotne skaczą sobie do gardeł kto z sił opada zapada się w czeluść bez oparcia i dna potępiony jest deptany walczy tylko zło ze złem choć to gdy trwa wydaje się nieosiągalne — ma swój koniec bo wszystko ma swój koniec koniec nadejdzie wówczas gdy z oczu spłynie krew zabraknie kłów i sensu ktoś przetrwa kręcąc głową w zdumieniu że doszło do tego po zgliszczach rozpocznie tułaczkę oblizując rany pustymi oczami widząc wciąż to co było co stracił a co zmieniło wciąż będzie do zobaczenia dla tych którzy niepostrzeżenie na świat przyjdą
    3 punkty
  25. Nie obiecuję Ci wiele, prawie tyle co nic... Obiecuję Ci wiosenną zieleń, śpiewające ptaki w słoneczny dzień, nasze ręce splecione mocno, tylko po to, byś czuła się bezpiecznie. A gdy zajdzie słońce... wtedy i ja zajdę z nim, by jutrzejszego ranka zobaczyć Twój błysk.
    3 punkty
  26. Ogród emanował zapachem tysiąca odmian kwiatów, ziół i bylin. Dbałem o jego spokojny wzrost i kwitnienie, na tyle na ile mogła to robić męska, twarda dłoń. Starałem się nie zmieniać w nim zbyt wiele. Zatrudnieni do pomocy ogrodnicy, również mieli pełnić rolę raczej adoratorów, niż aranżerów. Ilekroć mogłem rozmawiać z którymkolwiek z nich to zawsze powtarzali oni pewną zależność której wpływu i ja doświadczałem w całej pełni. Mówili o ogrodzie jak o habitacie duszy, która była w nim zaklęta. Cudownym, magicznym ogrodzie postaci, zaklętej w jego szerokich alejach, ukwieconych rabatach czy przyciętych żywopłotach. Istota owa, jak twierdzili i zaklinali się przy tym, mówiła czasem do nich a czasami do ptaków przysiadłych w krzewach i koronach owocujących drzew. Jej słowa pluskały się w tafli ogrodowych fontann, wędrowały z delikatnym wiatrem po wypełnionych życiodajnymi sokami liściach, szeptały do równo przyciętych traw. Istota głaskała chropowate pnie, zginała rozkwitłe pąki kwiatów. A czasami zostawiała ślady bosych, kobiecych stóp na świeżo przekopanej ziemi. Powtarzała, że to jej raj. Miejsce, które stworzyła i z którego już nigdy nie odejdzie. Zapuściła tu korzenie z białych kości a to co niegdyś nazywała ciałem, użyźniło glebę ogrodu i dało mu prawdziwe serce. W pełni lata, gdy miałem w zwyczaju czytać w bujanym fotelu usytuowanym na środku ganku, nieraz dochodził mnie znajomy śpiew tej istoty. Wiedziałem, że jest zarazem blisko i daleko. Za zakrętem życia. Lecz i za zasłoną śmierci. Minęło tak wiele lat. Za każdym razem gdy tylko zbliżała się żałobna rocznica, miałem nadzieję, że tym razem dobry Bóg zlituje się nade mną i pozwoli mi odejść do jej świata. Lecz dawał mi tylko kolejne próby i zmartwienia doczesne. Kolejne zakręty. Tak wiele, że wyrysowały wreszcie koło. Błędne koło życia. Osnute oparem pragnienia śmierci a zarazem niemożności odejścia. Szedłem ustaloną ścieżką. Jedyną, która mogła mnie zaprowadzić do celu. Spośród tysiąca łęchcących zmysły zapachów, ja rozpoznawałem najlepiej ten jeden, niepowtarzalny. Przyjemny, głęboki i uwodzący, zapach fiołków. Były tak bardzo sobie tożsame. Ukochana matka i jedyna córka. Cel tej ścieżki był wiadomy i zdziwiłbym się gdybym nie zastał swej córki u jej końca. Zbawcza rześkość poranka gasła, pod silnymi i gorącymi promieniami letniego słońca. Muchy, ważki i pszczoły, harcowały w gonitwach i polowaniach. Pachniało jeszcze zroszoną w cieniu ziemią. Rosa perliła się łezkami wilgoci na co większych liściach i wodnych szuwarach. Ptaki wesoło pogwizdywały. W uwitych gniazdach, na sękatych gałęziach jesionów i topoli. Nagrzane powietrze poczynało delikatnie drgać. Jak i Ty miałaś w zwyczaju, gdy rozpalony obłędem pożądania badałem nieśmiało krągłości Twego ciała. Zapomniałem już jak to jest. Gdyby nie nasza córka, to zapomniałbym zupełnie o istnieniu kobiet na tym świecie. Chciano mnie swatać i w swaty do mnie przybywano a jakże. Dla pozycji i majątku ludzie potrafią znieść i zrobić wiele, nawet prosić takiego szaleńca jak ja o uwagę i rozsądek. Cóż mi jednak z rozsądku i majątku, kiedy jedyne bogactwo jakie w życiu miałem musiałem odprowadzić w kondukcie i pochować wbrew swej woli. Mogę dziękować Bogu, że kochałem jeden jedyny raz. Ileż to cierpienia kosztuję. Jeden raz a co gdybym jak inni, kochał po wielokroć? Potem podobno idzie się przyzwyczaić. Kochasz już nie osobę a siebie samego i wygodę. Ludzie są małostkowi. Twierdzili, zapomnisz i będziesz żyć dalej. Minęło tyle lat. Wszystkie jej zdjęcia, portrety i suknie są nadal na swoim miejscu. Pukiel jej czarnych włosów nadal spoczywa w zdobionej złotem szkatułce. Każdy mój wiersz jest hołdem. Żywą pamięcią. A żywym pomnikiem jest przecież też Emily. Jest najpiękniejszym prezentem danym mi przez nią. Mój czas także dobiega już końca. Może Emily o tym wie, bo coraz częściej odwiedza grób matki. Fiołkowa woń, prowadziła mnie w ślad za córką. I znalazłem ją dokładnie u stóp mogiły. Była wręcz jak sobowtór swej matki. Teraz gdy była już pełnoprawną kobietą a nie dziewczynką zdawała się mi czasem duchem, wspomnieniem. Zatrzymaną w przestrzeni czasu projekcją. Starałem się nie popadać w szaleństwo. Lecz gdy patrzyłem na Emily. W kuchni, parku czy na ulicy to nie potrafiłbym ich od siebie odróżnić. A skoro ja jako jej ojciec nie potrafiłem tego uczynić to cóż dopiero miały powiedzieć osoby, które znały mą żonę nieboszczkę i córkę. Jest to sytuacja zupełnie normalna i naturalna, że dziecko a szczególnie córka jest porównywana urodą do swej matki. Emily nie była wyjątkiem. Dostawała olbrzymią ilość komplementów. Za oliwkowo zielone oczęta. Za kruczoczarne, lśniące włosy. Za uśmiech tak słodki i zalotny w swej kobiecości, że aż onieśmielający potencjalnych kandydatów na męża. Moja żona była istną boginią, której zazdrościła mi cała śmietanka towarzyska nie tylko z Bostonu czy Philadelphii ale też Georgii czy Nowego Jorku. Była najpiękniejszym klejnotem, który udało mi się sprowadzić w czasach studenckich z kontynentu. Niderlandzką perłą. Bezcenną, świętą. Emily obróciła się słysząc moje kroki i szybko powstała. Przyniosłam mamie nowy wianek i bukiet. I zaiste na środku mogiły spoczywał świeży wianek utkany z wikliny, fiołków, koniczyny i stokrotek. A w dłoniach Emily ściskała bukiet białych róż. Krzew czerwonych róż oplatał kolczastymi kłączami nagrobek. Niczym korona wieńcząca skronie mojej ukochanej. Ostatnio często zaglądasz tutaj Emily, martwię się czy aby na pewno wszystko z Tobą w porządku? Ależ tato, nie możesz w kółko zaprzeczać oczywistym faktom. Chyba nie chcesz powiedzieć mi, że nie słyszysz jej głosu i nie czujesz jej obecności tak w domu jak i ogrodzie. Każdy wokół słyszy ją. Każdy wie, że to jej duch zamieszkał w ogrodzie. Nie ma nocy, bym po nagłym zbudzeniu się nie widziała kobiecego widma na brzegu stawu. Czasami huśta się na mojej starej huśtawce i śmieje się w głos. Innym razem woła mnie, lewitując u półotwartej okiennicy. To znów czeka na mnie, dosiadając swej widmowej klaczy, która odeszła bez mała dekadę temu. Czasami prosi bym zbudziła i Ciebie. Tęskni za Tobą ojcze. Ja za nią również moje dziecko, lecz nie mów mi tak strasznych i niepotrzebnych dla wątłego umysłu starca rzeczy jak historię o zjawach i duchach. Odeszła, lecz ja nie zapomniałem i nie zapomnę nigdy. Nie na darmo jej pokoje i sypialnia wyglądają tak jakby dopiero co z nich wyszła. A minęło dwadzieścia długich lat. Dwadzieścia lat ciągłej nocy dla mej duszy. Dwadzieścia lat niepowetowanej niczym straty i tęsknoty. Pożegnaj się z matką Emily i chodźmy do domu miej baczenie na to, że zbliża się dzień gdzie będziesz pielęgnować mogiłę w której i ja spocznę. Będziesz szła tą znajomą drogą przez ogród, niosąc w dłoni dwa bukiety. Po jednym dla kochającej matki i ojca. Ludzi którzy nikogo tak nie ukochali na świecie jak Ciebie. Pamiętaj o tym dziecko. Nie byłem osobą dającą wiarę w tak modny świat spirytyzmu, duchów i zjaw. Nie dałem przekonać się trwożnym opowieściom ogrodników ani służby, więc naturalnie nie uwierzyłem zapewnieniom własnego dziecka. Więc jak wielkie było moje zdziwienie, w samym środku najbliższej nocy. Zdać mi się mogło, że ległem na spoczynek dość wcześnie. Zachodni horyzont nie zdążył pogrążyć się w pełni mroku a ostatnie trele ptaków dochodziły znad koron drzew, żaby rozrechotały się wesoło, taplając się w lekko mulistej toni stawu. Wydawało mi się, że minęła prawie cała, krótka, letnia noc. Przebudziłem się nagle bez widocznej, zewnętrznej przyczyny sądząc że za chwilę zacznie świtać. Lecz gdy już trochę oprzytomniałem, uświadomiłem sobie, że wokół jest ciemno jak oko wykol. A zza okna dobiega jedynie srebrno niebieska lekko fosforyzująca poświata księżyca. Lecz nie był to czas pełnii a nowiu. A gwiazdy nigdy nie świecą tak jasno. Zza okna dobiegł mnie szept, który zmroził mnie do kości. To była ona i szeptała moje imię. Przekląłem w duchu brednie mej córki, i nadal nie do końca przekonany do tego co dane mi będzie ujrzeć, wstałem na drżących nogach i delikatnie podszedłem do okna. A niech mnie święci mają w opiece jeśli kłamię. To zaiste była ona. Ubrana w czarną, wiktoriańską suknię i siedzącą po damsku w siodle swej ukochanej klaczy. Zobaczyła mą postać w oknie, Miała na sobie rękawice do jazdy. Podniosła lewą rękę i dała mi sygnał dłonią bym zszedł do niej. Odjęło mi na szczęście rozum a nie nogi. Wychynąłem jak szybko mogłem z sypialni, potem z zamku, na ślepo wręcz wszedłem do cichej stajni. Dotarłem do boksu z moim kremowym ogierem i nie siodłając go nawet wskoczyłem na jego grzbiet, dając mu po bokach ruszyłem ku wyjściu i skierowałem konia nad brzeg stawu. Czekała w siodle i gdy już prawie byłem przy niej, skręciła konia na zadzie i ruszyła galopem ku znajomej ścieżce wgłąb ogrodu. Ruszyłem za nią. Aż do samego końca drogi. Do jej samotnej mogiły. Gdy wychynąłem zza ostatnich drzew, ona już czekała trzymając klacz za uzdę. Zsiadłem i doskoczyłem do niej w transie. Nie pozwoliłem jej na żaden ruch, słowo. Zasmakowałem w jej ciepłych ustach a ona ochoczo oddawała pocałunki. Spuszczone z uzd konie ruszyły na pobliską trawę a my legliśmy w miłosnym uścisku na usypanej mogile. Pragnąć siebie coraz mocniej i mocniej. Marzyłem tylko o tym by posiąść ją w tym ogrodzie, w mroku bezdennej, letniej nocy, na naszej wspólnej mogile. Nikt mnie więcej nie widział żywego. Emily zaalarmował sługa z samego rana gdy odkryto błąkającego się po ogrodzie konia. Stajenny zaklinał się, że zwierzę nie mogło wyjść samopas i ktoś musiał wyprowadzić konia a dostęp do niego miałem tylko ja i stajenny. Szybko zorientowano się, że w pośpiechu opuściłem sypialnię i zamek. Przeszukano pobliskie wzgórza, pola i lasy. Całe błonia zamku, podziemia i korytarze piwniczne. Wreszcie ogród i brzegi stawu. Gdy nic nie przyniosło efektu. Emily rozkazała służbie rozkopać mogiłę matki. Niechętnie i opornie lecz wykonano jej rozkaz. Nie zajęło to zbyt wiele czasu by odkryć straszną prawdę. Nikt nie potrafił sensownie wytłumaczyć tego co odkryto pod stertą ziemi. Na wieku zamkniętej trumny, spoczywał szkielet mej małżonki a w jego ramionach odkryto moje ciało. Martwe, zimne lecz z tak błogim uśmiechem i radością w oczach, że uznano to za objaw najczarniejszej magii. Pytanie jak znalazłem się pod ziemią a szkielet poza trumną. Kto zakopał mogiłę skoro nikogo ze mną nie było a przecież byłby to absurd, że trup zakopał się sam. Uznano, że ona spędziła mnie do grobu. Wezwała mnie do siebie. Bym już nigdy nie czuł się samotny i pozbawiony miłości. Do dołu wstawiono jeszcze jedną trumnę z mym ciałem i odprawiono pogrzeb. Mogiłę poświęcono i zasypano a Emily cała we łzach ułożyła na niej dwa bukiety białych, cmentarnych róż.
    2 punkty
  27. Zajrzała przez okno Musiała być surowa Kochać się nie było jak Niedobra wierność Piekielna potrzeba potrzeba i strach Witaj dobry chłopcze Jesteś pod palcami Nie bój się, delikatnie Napiszę o Tobie wiersz Napiszę i pójdę Popatrzę i pójdę Nie będzie Ci żal Będziesz miał jasną Pociągającą twarz Przyciągnę Ci kobietę Przejrzystym uśmiechem Który ode mnie masz Nie walcz ze mną Dobrą mam rękę Dobrze się znam
    2 punkty
  28. błękit brąz szare mydło z odrobinką srebrzystości rozpikselowane alkoholicznie Oslo w linii prostego czasu mam do ciebie dwadzieścia kwadratów odczuty sekretnie odnalazł fragmenty wietrznej dziewczyny społoszona straż skóry odsłoniła przedpole świata tam słowa nie mają znaczeń głosy niosą się po ciele nie sięgając duszy
    2 punkty
  29. Ponad stuletni zabytkowy kościele… Nim strawiły cię ognia płomienie, Piękno twe tak tajemnicze, Zachwycało ludzi na całym świecie, Tysiące wyszeptywanych w tobie modlitw, Mury twe w pamięci zachowały, Niczym wnętrze bogato zdobionej szkatuły, Niezliczone drogocenne klejnoty… Wystarczyła jedna sylwestrowa noc... By zło na chwilę zatriumfowało, Kiełkujące z wolna niepokoju ziarno, W sercach milionów Chrześcijan zasiewając, Choć tej jednej nocy strasznej, Ogień szalał w całym Amsterdamie, W cieniu kilkudziesięciu podpaleń, Oczy świata skupiły się na tobie… Niech ten przerażający pożar, Wstrząśnie sumieniem całego świata, Niech w umysłach milionów zrodzi się refleksja, Dokąd zmierza dziś Europa, Czy my jako światli Europejczycy, Naprawdę tego dziś chcemy, By w cieniu cichej islamizacji, Kolejne europejskie kościoły płonęły... Czy zachodniej Europy dzielnice, Na pogrążanie się w chaosie, Przez najbliższe lata kolejne, Nieuchronnie są już skazane, Czy może chrześcijańskie dziedzictwo, Choć tak wyszydzane i dotknięte pogardą, Uda się uchronić kolejnym pokoleniom, Przed zniszczeniami i dewastacją… Lecz niczym maleńka iskierka, Tli się w naszych sercach nadzieja, Że szalejących pożarów żar Nie wszystko spopielić zdoła, Chrześcijańskiego dziedzictwa fundament, Choć nienawiść szaleje na świecie, W przyszłości dla kolejnych pokoleń, Zawsze trwałym już pozostanie… Twa solidna struktura, Pomimo niszczycielskiej siły ognia, Na przekór złu całego świata, Cudem pozostała nienaruszona, Zewsząd ciche płyną modlitwy, Byś na nowo odbudowany, Oczy całego świata mógł cieszyć, Jeszcze wspanialszy i piękniejszy!
    2 punkty
  30. Dziś na ostro w studio lama słońce szary czteropiętrowy z wąsami na parapetach brodę zapuścił wywalając odśnieżony jęzor usługi przeprowadzki zawróciły na rondzie szyi moje drzewa rzęsy długie heterochomią centralną z posypką mroźną mrugam prześwietlenia pozdrawiając z przeciwka pana
    2 punkty
  31. muszę odbić się od siebie znaleźć podmiot do wyśpiewania tej gruźlicy i olśnienia może wyrazi wszystkie rzeczy i nic nie pasuje czasem ten bezsens daje posmak prawdy na swój albo nasz temat nie odbijamy się wprawiamy w ruch tworzymy w tej samej przestrzeni która nie mieści się w rozumieniu ani w strachu będę udawał przecież wiadomo że uciekamy z wydrążonych miejsc w potoki słów z szaleństwem obeznanych staję się źrenicą przez którą wpada światło dłoń na brzuchu pulsuje miarowo gdy próbujesz złapać oddech zostawiłem niedomknięte drzwi na wypadek gdybyś chciała wejść na wypadek gdybyś zapomniała się bać łuna zabija gwiazdy miasta płoną w rytmie stroboskopów ultrafioletowe spojrzenia widziałem cię na korytarzu nie patrzyłem uśmiechnąłem się plastikowymi wargami nie widać horyzontu nieodległych spojrzeń i śliny na wargach lepiej wysiąść tuż przed ostatnim stopniem gdy deszcz zrasza twarz nie myślisz że to obraza wynosisz moll w dur przestrzeń zamyka gardło prosi o trochę miejsca bo znów płaczesz do środka w głąb tchawicy dalej do żołądka i czakr których przecież nie rozumiesz nawet nie czujesz nieba błękitne zmieniają się w kopuły tlenowe światłoczułe muchy uciekają przed teleskopami i tak złapią je w siatki zaprzeszłych zdarzeń nie będą metaforami losów ani kaprysów który to już raz kilometr pod ziemią trzeszczące belki śpiewają jeszcze chwila jeszcze powietrze drąży żyły naturalna substancja wisi biały nerw ty i twoja wyuczona gra przewleczony wyglądasz nawet śmieszniej ale uważaj zapada się świat
    2 punkty
  32. Z tej ciszy, którą nosi się latami, zrodził się krzyk — niewysłowiony, jak łza cofnięta w głąb serca, jak noc, która uczy się świtu. Nie wołał świata o ratunek, nie szukał echa w cudzych uszach. Drżał tylko we mnie — i to drżenie stało się drogą. Z niego wyrosła przemiana, najpierw pęknięcie, potem światło, aż cisza, ta sama co wcześniej, nauczyła się oddychać prawdą.
    2 punkty
  33. Po trudzie zostało tylko czarne serce i brudny palec, kreślący krzyż po języku na pożegnanie. Niechciane dzieci postępu w zgliszczach fabryk, dźwigających kiedyś świat ku zbawieniu, umierają na suchoty w widmie dymu, tak gęstego jak słowa troski bez pokrycia. Dziś nawet cegieł z rozbiórki nie chce nikt kupić - wypalone w szczerym ogniu są za twarde, a technologia istnienia stawia dziś na tworzywa plastyczne.
    2 punkty
  34. a pani w szkole mówiła kochać to czasownik choć różnie wychodzi dokładam starań by był osobowy
    2 punkty
  35. @Berenika97 @violetta @Waldemar_Talar_Talar @Charismafilos @huzarc Dziękuję wszystkim za zainteresowanie i komentarze, które otwierają nową perspektywę w spojrzeniu na wiersz. Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  36. nie napiszę o tym wiersza w kilku wersach nie ma miejsca by pomieścić tyle serca
    2 punkty
  37. @Christine Bardzo dziękuję! Rozumiem tę miłość do królewskiej gry. Pozdrawiam. :) @Łukasz Jurczyk To najpiękniejsza gra wśród różnych ludzkich gier. :)))) Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. @Alixx22 Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. @infelia Bardzo dziękuję! :) Pozdrawiam.
    2 punkty
  38. @wierszyki Tak, tekst powstał szybko. Świadomie. Bo to jest krótki felieton, a nie ekspertyza geopolityczna. Nie próbuję udawać, że w kilka godzin da się „wyjaśnić świat”. Próbuję raczej pokazać, że schematy myślenia i działania powtarzają się od dekad, a nowe wydarzenia bardzo często tylko je odsłaniają w nowym świetle. @UtratabezStraty Ten tekst nie ma ambicji dawania odpowiedzi ostatecznych. Ma raczej prowokować do zatrzymania się na chwilę i zapytania: czy naprawdę coś się zmienia, czy tylko zmienia się narracja. Jeśli do tego prowadzi - to znaczy, że spełnia swoją rolę. @Berenika97 Dziękuję za ten komentarz, bo on dotyka dokładnie tego miejsca, w którym komfortowe uproszczenia przestają działać. „Dwa minusy” rzeczywiście nie składają się w polityce międzynarodowej na żaden stabilny plus, choć bardzo chcielibyśmy w to wierzyć - bo wtedy świat byłby choć trochę bardziej policzalny. Historia pokazuje też, że „elastyczność” wobec prawa międzynarodowego rzadko rzeczywiście zapobiega chaosowi. Częściej go tylko odracza albo przenosi w inne miejsce. Chaos po „wyzwoleniu” bywa bardziej spektakularny, ale chaos trwający latami pod autorytarnym reżimem jest po prostu mniej medialny. I dlatego łatwiejszy do zaakceptowania przez zewnętrznych obserwatorów. Zgadzam się natomiast w pełni: nie zmienimy „gadzich mózgów” jednym gestem ani jednym tekstem. Ale możemy przynajmniej przestać opowiadać sobie bajki o moralnej wyższości, gdy faktycznie poruszamy się w logice interesu, siły i selektywnej empatii. Może więc nie chodzi dziś o to, by świat nagle stał się sprawiedliwy, tylko o to, byśmy przestali udawać, że jest - i zaczęli ponosić odpowiedzialność za konsekwencje decyzji podejmowanych w imię tej fikcji. Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  39. ojciec zegar bez tarczy tykał wciąż gdzieś obok nie było na co spojrzeć nauczyłem się godzin po napięciu w karku jednoosobowy dom reszta to pogłosy jednoosobowy ton przesłuchania każdej nocy świadek i podejrzany - ten sam typ matka znikała na noce na zmiany w fabryce snów ubrania cięższe niż ciało oczy czerwone od światła płacz miał regulamin - bez dźwięku bez świadków na zapleczu i w środku nie pytałem pytania bez odpowiedzi skracają życie a wina rośnie bez powodu podatkiem od oddychania strata bez niespodzianek i tak od zawsze ciągle bez nazwy dziś mówię mało za dużo już było rzeczy których nikt nie uniósł na głos nie celuję w tarczę i nie liczę na brawa cenne jego milczenie jej ta cholerna zmiana stoję mocno na nogach bez planu B cisza nie gryzie znam ją na pamięć strata bez niespodzianek tak od zawsze i ciągle bez nazwy dziś mówię mało za dużo już było słów których nikt nie unosi na głos
    2 punkty
  40. Muza niosąca kwiecistą suknię, pokłoniła się. Zmysłowo śnię ?
    2 punkty
  41. przynosisz mi biel kryształową kończy się niebyt dajesz mi nowe światło tworzy się sfera istnienia
    2 punkty
  42. @violetta Dziękuję za odpowiedź, bo on dotyka sedna problemu, a nie jest jedynie polemiką dla samej polemiki. Masz rację w jednym absolutnie fundamentalnym punkcie: po drugiej stronie każdej wojny są zwykli ludzie. Dzieci, kobiety, starsi. Głód nie pyta o paszport, a bomby nie sprawdzają poglądów politycznych. Ten tekst nie powstał po to, by deprecjonować ich cierpienie ani wskazywać „lepsze” i „gorsze” ofiary historii. Właśnie przeciwnie. Piszę go dlatego, że mechanizm, który dziś dotyka Wenezuelę, wczoraj dotykał Iraku, Libii czy Afganistanu. Dotyka zwykłych ludzi, którzy często nie mają żadnego wpływu na decyzje podejmowane przez swoich przywódców. Cierpienie cywilów nie ma narodowości. Jeśli w tekście pojawia się ostra krytyka władzy, to nie dlatego, że „tamci” są gorsi, ale dlatego, że wszędzie na świecie władza zbyt łatwo zasłania się interesem, bezpieczeństwem lub „wyzwoleniem”, a rachunek płacą najsłabsi. Ukraińskie dzieci cierpią dziś tak samo realnie, jak wenezuelskie w ruinie państwa, a afgańskie przez dwie dekady wojny. Nie porównuję więc cierpień. Nie ważę ich na wadze moralnej. Pokazuję tylko, że świat wciąż działa według tej samej logiki: decyzje zapadają wysoko, a konsekwencje spadają w dół. I że oburzenie bywa selektywne - zależne od tego, kto akurat jest „nasz”, a kto „obcy”. Jeśli ten tekst coś kwestionuje, to właśnie myślenie plemienne: „tamci zasłużyli”, „nasi cierpią bardziej”, „ci są ofiarami, a tamci statystyką”. Bo w rzeczywistości ofiarami są zawsze ludzie, a sprawcami bardzo często systemy i elity, które nigdy nie marzną i nigdy nie stoją w kolejkach po chleb. @hollow man W dużej mierze się z Tobą zgadzam - amerykański imperializm od dawna nie ma wiele wspólnego z romantyczną wizją demokracji i wolności, którą sprzedaje się w oficjalnych deklaracjach. Historia CIA w Ameryce Łacińskiej, Chile Allende, Iran 1953 (operacja AJAX), Nikaragua, Gwatemala - to nie są „wpadki”, tylko powtarzalny wzorzec działania. Tak samo Bliski Wschód i selektywna wrażliwość na prawa człowieka, która kończy się tam, gdzie zaczyna się ropa, gaz lub kontrakty zbrojeniowe. Nie mam więc potrzeby bronić Stanów Zjednoczonych jako moralnego hegemona - bo nim nigdy realnie nie były. Różnica między narracją a praktyką była widoczna od dekad. Natomiast ostrożnie podchodzę do tezy o „upadającym imperium, którego los jest przesądzony”. Problemem nie jest tylko Ameryka jako państwo, ale sam model świata opartego na dominacji, w którym każde imperium - niezależnie od flagi - działa podobnie, gdy ma ku temu możliwości. Gdy jedni słabną, inni zajmują ich miejsce, często stosując te same metody, tylko pod innymi hasłami. Dlatego mój tekst nie jest obroną USA ani atakiem wyłącznie na nie. Jest próbą pokazania, że świat wciąż funkcjonuje według tej samej, bardzo starej logiki siły i interesu, a „piękne idee” są najczęściej opakowaniem, nie treścią. I dopóki tego nie zauważymy, będziemy się spierać o to, które imperium jest gorsze, zamiast zapytać, dlaczego wciąż potrzebujemy imperiów.
    2 punkty
  43. z perspektywy ocalenia łatwopalni ludzie mają najgorzej uciekają w swoich własnych snach na nie swoich nogach nigdy nie wiedzą czyich łączenia kropek których nie ma kończy się dla nich nagłym wybudzeniem nad ranem gdy najwięcej jest samobójstw wśród niechlujnie wykonanych bałwanów z marchewką wetkniętą w coś co ma być głową ale bardziej przypomina wszystkim dupę można wtedy wypić filiżankę strychniny do śniadania patrząc jak próg patrzy na swoje mieszkanie, a w przedsionku czeka tylko trochę czasu który pozostał nie zaproszony nigdy do środka
    2 punkty
  44. @Berenika97 również pozdrawiam!❤️ Twoje wiersze zawsze są zgrabne i inteligentne, codziennie jestem ciekawa co tam słychać w Twoim poetyckim świecie:⁠^⁠)
    2 punkty
  45. nie poczekała na mnie chwila czas był obiektywny z bólem to zrozumiałem więc nieobiektywnie
    2 punkty
  46. @Lenore Grey Bardzo dziękuję! :) Pozdrawiam. @Trollformel Bardzo dziękuję! Pozdrawiam :) @Migrena Serdecznie dziękuję! Bardzo się cieszę, gdy widzę, że tekst przypadł Ci do gustu. Ciepło pozdrawiam, uściski! :)))
    2 punkty
  47. @Krzysztof221Cztery pierwsze wersy napisz kursywą albo chociaż dodaj cudzysłów, bo to wiersz Leśmiana: Nie obiecuję ci prawie nic Nie obiecuję ci wiele... Bo tyle co prawie nic... Najwyżej wiosenną zieleń... I pogodne dni... Najwyżej uśmiech na twarzy... I dłoń w potrzebie... Nie obiecuję ci wiele... Bo tylko po prostu siebie... źródło: https://poezja.org/wz/Boleslaw_Lesmian/2774/Nie_obiecuje_ci_prawie_nic
    2 punkty
  48. @Berenika97 Dziękuję za interpretację. Samo słowo "koniec " jesteś dość pojemne. Doświadczenie pokazuje mi, że sam koniec może być początkiem i nieocenioną wartością. Nawet wtedy, gdy zaczerpnę z przeszłości. @KOBIETA Tak, prawda. Wyciągajmy wnioski. pozdrawiam
    2 punkty
  49. @KOBIETA@violetta jejku, ja już z 5 lat w majtkach nie chodzę, bo nie lubię, sukienkę miałam na sobie w ubiegłym stuleciu, ponieważ ich nie cierpię, a wierszyka (przepraszam) nie przeczytałam, na razie, komentarze na wyrywki, mogłam nie załapać sensu:), ale obiecuję nadrobić zaległości, kiedyś tam:)
    2 punkty
  50. Nadio, o Nadio! (W.S) Dom ten pusty zastałem, moja Ty wspaniała, Gdy po tym, jak odeszłaś, już nie ma nikogo, Kto mnie będzie całować, tak jak Ty kochała? Kto teraz będzie podporą, tak jak Ty pomogą? Wyglądam co poranek, za tobą z nadzieją, Niebawem tu powrócisz, wszyscy tu już tęsknią, Jednak Ty mnie skrzywdziłaś, zdradziłaś podstępem, A ja tak łzy roniłem, nad twoim odejściem, Nie umiem już przemówić, nie umiem panować, Pożera mnie sumienie, ogarnia szaleństwo, Bo Cię bardzo krzywdziłem, przestałem szanować, I siebie też krzywdziłem, po co mi małżeństwo? Każdy teraz pociesza, czynią Ci wyrzuty, W ich słowach ja znajduję, to liczne oparcie, Lecz nie wiem czy podołam, jak ściana opluty, I dalej mam panować, do łóżka przykuty? Oglądam teraz wiecznie, zdjęcie twe ostatnie, Dlatego pytam Cię, czy pierwsze spotkanie pamiętasz? Wtedy też nie wiedziałem, że wszystko upadnie, Wtedy też nie wiedziałem, że trwogi doczekasz, Ale jak Cię miłować, jak sam nie kochanym? Gdy chłodne lato mieszkało, w domu zadbanym, I nigdy nie nauczył, gorąca miłości, Skazał zaś na zesłanie, na wieczne ciemności. Gdy pójdę w świata bezdroża, chcąc kogoś pokochać, Blizny tylko ukrywać, będę już jedynie, Moje głębokie, przeklęte, umiałas obcować, To, co w mroku urosło, nigdy nie przeminie, Jak rany na polikach, karmi to demona, Dzieląc z innymi wspomienia, co wiosna kolejna, Gardzę nimi najbardziej, Ty jesteś przepiękna! Po cóż mam znów miłować, kto to mnie przekona? Ta winorośl demona, ciasno mnie otula, Bo z tobą się prowadził, te lata calutkie, Lecz chcę to wyplenić, a to mocniej przytula, Wtem czuć to znów zaczynam, twe ręce malutkie, Tym okrutnym podstępem, karzesz zuchwale, Kochanka li swojego, jak zdrajca wyrodny, Choć na diabłów usługach, za to też podpalę, Całe to piekło najgorsze, jako mąż okropny, Chodząc w ten czas ulewny, pomiędzy kroplami, I chodząc w ten czas krwawy, pod wrota Warszawy, Krzyczę do tych żołnierzy - my się nie poddamy! I dzielę z nimi niedole, bo my są łotrami, Racje miałaś zdrajczyni, żyć ze mną wykańcza, Zaczynam wtem rozumieć, twą zdradę, twą bolesną, Że śmierć bywa najlepszą, dla diabła wybrańca, Karą mrocznej wieczności, cierpieniem bezkresna. Już świat będzię pamiętać, mą słabośc, przekleństwo, Zwyciężony zostałem, przez to co najsłabsze, I twą słabośc dźwigając, jako me kalectwo, Stal o stal się obija, bo kości zamarzłe, Zatem sam jak najgorszy, karę swą ponoszę, I za zdradę przepiękna, w końcu cię przeproszę, Wybacz, Ty mi jedyną, nie umiałem kochać, O tyś tak mi najbliższa, za tobą chce szlochać. Cześć! Chciałbym od siebie jeszcze dodać, że to mój czwarty wiersz 13zgłoskowy (albo próba napisania 13zgłoskowca). Gdyby, ktoś bardzo by chciał liczyć sylaby w każdym wersie, a nie byłoby 13, tylko mniej lub więcej (kataleksa, hiperkataleksa), to proszę o informację!
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...