Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.12.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
Bóg rozpostarł czas jak czarne płótno utkane z milczenia gwiazd umarłych rzekł - "to tylko chwila" - która od nieskończoności sączy się z Jego dłoni przemierza człowiek bezkres w którym materia i cień spierają się o prawo istnienia wąska ścieżka prowadzi go ku początkowi udającemu koniec, jakby istnienie było tylko pętlą zaciskającą się powoli wokół jego imienia trwa samotny w zdumieniu, jak ktoś, kto pragnie wyrwać się z kręgu - przerwać linię która zamyka się za nim bezszelestnie od pierwszego dnia stworzenia14 punktów
-
10 punktów
-
dotknąć minionego poczuć jego smak usmiechnąć sie szanse mu dać dotknąć i uwierzyć że to co już było nie tylko pustka lecz miły czas dotknąć delikatnie tak by nie poczuło że jest dalekim że go nie żal10 punktów
-
Przerzucane worki przez granice, w jednych ciała, a w drugich pieniądze. Za rachunki historii trzeba płacić nadaremnie w walucie bilansującej chłód życia i ciałopalność śmierci. Nie ma końca dziejów obiecanego przez proroków, ale jest koniec świata, który przynosi zgrzyt czasu. Ziemia niewinności znika ze szczelin pamięci, rozdrobniona na tokeny, bez wartości i wyczucia. W skrawkach chwil nawiniętych na wspomnienia i tęsknotę jej pastelowa faktura rozpływa nostalgią. Ja, siedzę w piwnicy i szyję worki dla niej.10 punktów
-
Czas ponad rozedrganie ponad orzeźwienie rzeka gładzi rozpalone ciała wynurzając pęcherzyki powietrza. Oblepiają twoją skórę pokutnie posępnie a ja ponad wszystko unoszę w palcach twoje ciało w ten rozgrzany sierpniowy poranek. Nosisz moją bluzę ciepło poranka otula twoje imię otaczasz się pięknem ale to one w niej wyglądają. Na mokrym czarnym materiale jak odcisk dziecka spragnionego pokarmu jak krople zimy zwilżają spiechrzchłe usta ten co widział nigdy nie zapomni. Uniesie wspomnienie głęboko zazdrośnie tłumnie aż do szału aż do wariactwa ukojenia światłem. Twój oddech sprawia że słodycz którą znałem nie niesie już takiej rozkoszy tej co na zgubę jak wyuzdanie pali. A ruchy jak gwiazd wybuchy z ich eksplozją na podniebieniu na strzelistym firmamencie tak niebieskim jak oczu twoich śnienie. W ich wnętrzu płonę a na powrót z tej otchłani z blaskiem odsinieję.9 punktów
-
Tuż przed świtem Anka z Jankiem Dostają pstryczka w ucho – „pobudka! Drew nanieść, a ty wody ze studni” W kuchni rwetes, pies węszy zakąskę I biega wkoło stołu, babcia, wylegująca Się na zapiecku, tylko uniosła kciuk. Na stole ląduje poszewka od poduszki, Pełna mąki, a sprawne ręce gospodyni W mig przesiewają ją przez wielkie sito. Jajek trzy, soli łycha, masełko, woda. Dłonie zaprawione w takich bojach zaczęły Ugniatać ciasto, łup o stolnicę, raz i drugi. Wałek zaskrzypiał, ojciec wykrawa krążki. Farsz w gotowości wypełnia michę, Kapusta kiszona z marchewką i leśne grzyby. Podczas lepienia pierogów jakoś pusto się Zrobiło i cicho, dopiero gdy z wrzątku Wypłynęły smakołyki, pojawiło się dziesięć Par oczu głodomorów, gapiących się na garnek. Języki wisiały im po brody i ślinka ciekła. Szturchali się łokciami, a każdy z widelcem Gotowym na połów cudnych smaczności, cap! „Dla mnie ze szmalczykiem i cebulką, proszę!” Woła babcia, a wnuki machają, jak na kelnera… A gdy wzeszła pierwsza gwiazdka, Choinka zabłysła i zaśpiewano kolędę, Dzieląc się opłatkiem, na wigilijnym stole Zabrakło jednego z dwunastu dań…7 punktów
-
rozpisać ciszę by wybrzmiała na dwa głosy potrzeba pary w płucach zaledwie kropla i to znajome rzężenie drzemiesz dzień i tak wisi na włosku — po włosku tylko kawa ty stawiasz a ściany rosną — bezszelestnie i stajesz się wiatrem w kominie głosem na dwa świerszcze jesteś między ustami a brzegiem ciszy słyszysz6 punktów
-
Nie mogę się uwolnić Usta twe niczym wrota do piekieł Rozpalone namiętnie rozchylają sie powoli A Włosy twe aksamitne niczym perskie płótno opadają swawolnie na roznegliżowane ramiona, myslę Podchodzę,,obserwuje,dotykam w koncu całuje, jestem w niebie, jest pięknie Niech Emocje grają melodyczne dzikie dźwięki niech serce tobą pokieruje Jej jęki znaczyły więcej niż milion słów Nie pamietam snu, w którym bym Cie nie spotkał, nawiedzasz mnie nawet tam Jestes jak anioł coś stąpił na ludzka ziemie i z łaski swojej obdarzyłas mnie CiepłemZ’, którego nie zapomnę Ach żebym ja ino tez był aniolem to polecielibismy do gwiazd nie patrząc się za siebie6 punktów
-
Zrzucam kamuflaż. Ironia prążkowana. Humor w czerń i brzydotę bogaty. Mój umysł lotny. Maszyna piękna acz nielubiana. Z weną piję na umór. Przez ten los przeklęty, szczerbaty. Widać można tak żyć. Bez telefonu, samochodu. Bez domu z cegły. Na włościach kartonowej wnęki. Za rękę z plagami. Co lśnią na przedzie śmierci korowodu. A człowiek dla nich to pył i owad malusieńki. Poezja umarłych smakuję inaczej. Wykwintny to rodzaj. Samobójcy mają pisać w zapomnieniu. W towarzystwie opiatów i wódki. Beznadziejo! Ty w nich uczucie pustki podjudzaj. Wyrosną im na grobach maki i stokrotki. Każda moja myśl wyszła spod ręki despoty. Kąpię się we krwi i płatkach owsianych. I wracam do chwil szczęścia z tęsknoty. Czasami za domem pielęgnuję groby ofiar. Przed laty złapanych.5 punktów
-
Tlenu brak wokół, płuca skąpane w świstach próbuje złapać choćby raz powietrza haust wpatrzony w sufit, schwytany w nocy sidła tylko z pustką w płucach i wyblakłych oczach Mierzę się z żyrandolem który stracił wzrok puste oczodoły jak znicze na grobach rozsiewają wszędzie tylko nicość i mrok powieki opuszczam, wciąż widzę tylko to5 punktów
-
czy jeśli liczę to patrzę? szereg brzóz wzdłuż trotuaru listeczkami w słońcu szeleszczą... zaczynam liczyć i całość nagle pryska4 punkty
-
ujrzałem ją niechcący potknąłem się na jej spojrzeniu trwało to mniej niż sekundę przymknąłem oczy myśli szybko pobiegły daleko dotarły do mety uśmiechnąłem się ze szczęścia otworzyłem oczy spojrzałem jej nie było pozostał zapach cień na chodniku i zamęt w głowie 12.2025 andrew Sobota, już weekend4 punkty
-
Gdzie łąki niegdyś szumiały nadzieją, dziś step jest głuchy, A w piersi mojej wiatr zimny wyje, jak potępione duchy. Patrzę w to lustro, co twarz mi kradnie, w milczenia srogiej żałobie, I widzę tylko cień, co upadnie, samotny w własnej osobie. O, smutku wielki! Tyś jest jak piołun, co usta gorzko wykrzywia, Jak ten Kordian na szczycie góry, co chmurą myśli się żywi. Serce me – kurhan, gdzie dawne czucia, w letargu cichym usnęły, A dłonie puste, do gwiazd wyciągam, co dawno już zatonęły. Dusza ma płacze, lecz łez jej nie ma – wyschły jak źródła na skale, Tylko ten ciężar, co gniecie piersi, trwa w nieskończonym szale. Jestem jak żagiel na martwej fali, co wiatru nie zna litości, Więźniem we własnym, chłodnym pałacu, swej wiecznej samotności.4 punkty
-
Szedłem sobie do baru o nazwie Atlantyda zwyczajowo i po dwa piwka, kilkanaście papierosów i po parę rozmów. Zimno było, rzeczywiście zimno, choć śniegu brakowało na duszy. Zamiast śniegu była mgła, co też można uznać za meteorologiczną ciekawostkę, zwłaszcza o tej porze roku. Dzień wcześniej zapobiegliwie kupiłem parę rękawiczek z napisem Route 66, niestety nie przymierzając ich na wstępie, co zaraz potem okazało się tragiczne w skutkach, ale nie uprzedzajmy zbytnio wypadków. I gdy tak szedłem chodnikiem spróbowałem rękawiczki założyć na swoje zmarznięte ręce. Ale nie dało się tego zrobić, bo rękawiczki były zwyczajnie za małe. Postanowiłem więc je wyrzucić, co okazało się nie najlepszym pomysłem. Ba, wyrzuciłem je nawet. Traf chciał, że moje wyrzucenie miało miejsce obok ładnej, lekko zadziornej dziewczyny we fryzurze interesujący blond. Jest to zresztą jedna z ostatnich rzeczy, jaką zapamiętałem. Dziewczyna była z gościem. Jej gach odebrał zdarzenie bardzo dosłownie, a mianowicie szybko, bardzo szybko doszedł do wniosku, że moje wyrzucenie rękawiczek jest niczym innym jak rzuceniem mu rękawicy. Ale to jeszcze wcale nie koniec tej historii. Gość był wielki jak szafa, potężny i pracowicie umięśniony. Można rzec, że był wyrobiony w przemocy. Wyglądało na to, że nawet napis pt. Route 66 na rękawiczkach jeszcze dodatkowo go rozjuszył. Sytuacja błyskawicznie poszła nie po mojej myśli, albowiem wpakowałem się w pojedynek i można go nazwać pojedynkiem Dawida z Goliatem. Pojedynku wcale nie chciałem, ale moje tłumaczenia odbiły się od tej dziwnej pary, zresztą wartej siebie wzajemnie. Moje największe nieszczęście polegało na tym, że za mały ze mnie Dawid, a z gacha za duży był Goliat więc cóż przegrałem. The End. Warszawa – Stegny, 20.12.2025r. Inspiracja – Poetka i Prozatorka Berenika 97 (poezja.org).4 punkty
-
to dziwne że tyle lat a w sumie nic odkrywczego nie stworzono jest ładnie rośliny , zwierzęta ale czy ta ziemia nas kocha? wszystko jak pralka która nami trzęsie tysiącem programów gdzie jest najnaturalniejszy algorytm?4 punkty
-
cień ust przyszyty do ziemi przez cienką pajęczą nić tam gdzie nocą gwiazdy spadają i gdzie rośnie rumianek i macierzanka głaszczę miękką trawę pod stopami kiedy ty masz przymknięte powieki i trzęsiesz się naga zaludniona wszechobecnym dotykiem nawilgłe pola wypełniają mi żyły mgłą mlecznobiałą znad lśniącej wiśni4 punkty
-
Wiersz ma formę mocno eksperymentalną, zniekształcenia są celowe :) * Z dedykacją dla osób które chciały mnie złamać Dniami i nocami nie mogę s̷p̀a͈͞ć̢ͅ Promienie słońca rozpalają moją starą, wyblakłą poezję bólem i krwią pisaną, cieczą boską ociekającą, błagającą o wybawienie ran, które mi wyrządziliście. Słowa skryte w cieniach szkolnych sal, rozlane między wierszami tych rozmytych korytarzy — mimo zmian wiecznie obecne. Próbowałem je spisać, lecz zdań było za dużo — zapieczętowałem wszystko na skórze. Każdy wyraz odnawiał oparzenia trzymające mnie w tej szkole, odtwarzał w głowie nagrania pogubionego piętnastolatka który nigdy nie pogodził się z losem, jaki mu zgotowaliście. Chciałem rozpadu mojej ̐g͋ł̞̮̐o͚ͤw̩y̘̗ w s͕͗̊am̮̩ͭ̾o̺ͧt̹̊̆n͇͖͐ͤo͙̽ś̘̹̿͂c̻ỉ͍̀ między krzesłami. Lewitując w dymie papierosów rozmyślałem, iż może, gd̗̪͌y̥͗ ̮ͥ̇r̦̫͒ọͩzͩp̻r̬̟̊u̙ͩj̫̘̈ę̳̓̋ ̌s̙͇ͧ̆w̥̍ą́ ̘͂̈́ͅsk̝̒ó̮͋rͮͯę͈͊, w̩ͯ ̲͓k͓̥͒o̖̽̒ń͓̐ͅcͬụ̻̀ͬ ̬͈͑ͨpͪo̖s͈͋k̊ł͎̙á̰͕̐da̹m̻̖̅ s̗̈i̯̠ę̔ ̣̰̅ͨd͕͕o͋ ͕̂̎k̬up̰y̬̒.̤͉ͨ͂ C̴͇̤̮̖̪̪̺͇̯̼̫̳̯̥̍̅͋ͦͨͥ́̾ͬͬ̿̈́̀́͜͢͟͠͞ȟ̵̵̴̸̷̶̢̡̩̬̫̪̲̦͖̼̰̻ͧͪͮ̎̾͌͗ͦ́̀͜͟͠c̸̸̵̴̡̡̢̲̝̲̙̫̮͔̬̓ͥ͐ͪ͑̈́͟͠í̶̷̵̶̡̲̠͉͎̯͕̣̟̟̤̼ͧͣ͌́̍̐͋̋́́͜͞͞͠a̷̢̢͎̫͎̠͉͔̮̙͚ͦͤ̑̉͗̀͘͜͠͝ł̷̴̶̴̸̡̺̲̝͚͓̹̮̮̻̝̾͋ͩͬ̌ͪ͒͢͢͜͟e̴̴̸̵̸̡̩̟̱̱̖̗̤̭̺̣͖͓̘̊̌̎͛̒ͣ̂͑ͥ͝͞m̴̶̴̴̡̱̪̲̼ͣ̓̍̔̐̅̃ͮ̿̍̀͜͞͠͞ ̴̸̸̴̢̢̠̱̪͙̭̤̥̭̆̓̌̋̊͋̏ͤ͋͐͘͟͜͜͝ͅr̸̡̡͉͉̟̹̙͊͗̔̏͛͗ͫ̆̎̋ͪͮ͛̀͘͢͢͝͠͞͝͠ỏ̵̶̢̡̝̝͕̝͉͌̑̈̄͒͒̀͟͝͝͠ͅz̵̷̶̶̡̢̬̱̮̼͎̤͙̼͚̻̙̻͎̄͒̂̏ͨ̅ͫͩ́͋́͋́͘͠͠͞͠p̵̢̲̗̯͔̗̗̖̫̏ͯ͋̑̈́̉̐͋̓̓̓́̀̀̀͟͢͟͞͝͝a̴̸̵̤̪͎̻̭͔͍̠̥͈̘̩ͯ̉̈́ͬ̾̅͛ͮ̀́͟͟͢d̷̷̶̶̡̹̣̼̭͕̯̥͈̘̺̺̤̭̞̋̈ͧͧ̈́ͥ̊͂͌ͨ̾̇̊̀̀͜͠͝͠͠u̴̵̷̸̶̱̼̟̞̩̦̯̣̗̰̫̱̖̯ͣͦ͛̿́̅̈̔͂̀͘͘͢͢͠ ̸̵̴̷̡̢̪̩̺̝̜̲͚̩̙̋̾͋͊̈́̓̓̀̀́͢͞͝s̵̴̶̸̴̷̵̸̵̴̴̡̡̯̟͖͉̯̫̺̥̭̼͙̗̯͕̫͖̬͍͈͇̤͈̻͎͙̝̜̙͓̩̰̼̠̻͇̠͕̖̜̩̺ͭͨͭ͐ͦͪ̎ͧͤͦͣ̔̎͒ͩͯ̉̈ͮ̌̀̀̎͋͒͗̈ͥͭ̌ͧ̀͘͘͘͜͟͟͜͢͠͞͠͠͠ͅẉ̶̷̶̵̸̷̷̵̸̸̶̴̸̡̢̡͕̙̺̰͉̗͉̘͍̗̖̺̫̙̠̝͎̖̘͍̖͔̲̼̣̱̜̼̻͔̞̝͚̦̞͍̼̳̬̺̙̹̣̪ͬ̂̈ͬ̊͂̀̋̒̍ͤ̉́̀̀̐̐ͨͥ̔ͩ͐̃͋ͫ̊̓́̀̂̽̑͒̉̈́̋́̀ͪ͌̂͌ͤ͂ͣ̌̌̈́́͘͜͟͢͟͟͜͟͜͢͜͟͟͠͝͠͠͝͞͞o̴̶̷̴̵̸̵̸̢͙͕̬̥͙̱͉̠͎̻̼͈̣͕͉͉̳̟̮̲̮̟̾̉͌̿̍́́ͫ͗ͮ́̽̃͌̆̏͛́͘͟͟͜͢͟͝͠͞ĵ̸̵̶̵̷̵̶̡̢̹̬̲̗͇̙͔̣̼̱̦̗̜͖͈̙͖̫̥̝͖̹̳̫͈̩͕̥̣͈̫̇ͬͫ̌̀̽̆͌̀̀͌̿́̽ͩͯ́̄͗̍͊̓ͯͭ̿̀̀̀͘͘͟͟͟͜͟͝͠͝͠͝e̸̴̶̷̷̶̷̶̵̵̢̢̢̢̡̡͙̭̣̰̮̲͕͔̙͓̹̜̣̙̘̜͉̩̺͈͙̦̙̭̩͙͍̻͔̼̹̻ͣ̑̊͋̎͂͒͑̾͂̓̄̑͑̈̐̓̽̉̅ͧ̂̅̒͛̐̋ͤ̇́̀͘͘͘͜͢͟͟͟͜͢͟͝͞͞͠͞j̸̶̵̷̴̶̸̸̶̢̢̢̢̢̡̡̡̢̢͉̗̱̺̠̭̖̱̭̠͎͈̠͕̗̤̱̙̖̠͍̲͉̞̫̙̗̖̗̘̭͓̲͎̻̭̯͔̱̪ͬͫ̄̊͗ͧͫ̂̂ͭ̓̌ͭ̈ͫ̿̉̄ͨͯ͂ͨ̃̌͌́ͥ͛ͫ̀́ͣͤͣ̈͂̎͂̓̈̑ͩ̍͊͑ͥ͋ͧ̔ͥ̀ͫ̌̀̀͘͘͘͘͢͢͢͟͢͟͟͠͝͞͞͝͞ͅͅͅ ̶̸̴̷̵̴̴̢̡̢̢̹̺̥̼͇̹̫̰̺̮̪͍̭̩̖̠͍͈̟̝̖̻̍̽̈́̍͌ͪ̿ͬ̊ͫͭ̎̀̀̐͗ͬͩͨ̔ͫ̍̓̀̀́͘͢͟͜͢g̵̷̴̶̡̡̢̡̡̡̡̢̡͎̹͓͍̫̙͖̤̩̹̜̖̺̪̺̬̜̥̳̈̑̓ͥͧͪͬ̅̌̏̀̀́͋̈́ͪͧ̊́͋͋́́́̀͘͜͟͞͞ł̷̶̴̷̵̸̷̷̵̷̷̷̴̢̡̡̢̡̡̢̡̢͇̠̜̫̗͎̯̜̟̗̩̮̜̺̣̭̭̮̩͙̞͈̹͖̭̤͙̠̙̗̮̳̲͖͙̩͙̱̻̙̠̝̾͂ͤ͋̆͂̆̇̐͛͑̐̋̽ͨ̿͒̐̈̿̉̏̓̉̽ͥ͒ͫ̈́̃̌̓͐ͫͫͦͨ͘͘͘͢͜͟͢͟͟͟͢͢͢͟͢͜͞͝͞͠͞͝ͅo̵̷̶̵̴̶̢̢̢̢̡̘̲̭̱͎̭̞͖̝̬̼̪͎͇͚̼̦͖͍͍̰̥͌̎̈́̆̉̽͛͂̈ͨͬ͊ͣ́̀̀ͤͨͭͩ͐̽̇ͦ̿ͯ́́̑́̽̋̒̑ͨ̓̔ͨ̎ͣ́̀́́͘͘͘͢͟͢͟͢͟͠͠͠͠͝͝͠͝ͅw̴̷̴̵̸̶̵̵̡̡̠͍̩̣̙̩̠͉̘͈̣̣̰̦͎͓̱̘̝̮ͨ̋ͮ̇́͗̈̔͂́ͨ̋̂͛́̎̍̆̓̽͑̇͘͘͢͢͜͟͞͠͠͠ỹ̶̴̷̶̷̴̸̶̷̵̡̡̢̲͍͕̳̘͈̠̼̬̘̞͈͚͉̖̹̞̳̗̘̦͕̝̗̺̜̗̜̾͌ͬͭͪ̐ͯ̊ͯ́́́ͤ̈́ͩͥ͋̔ͬ͐̊̆ͪ̐̎̏ͤ͒̉̊ͥ́̀͘͟͟͜͟͞͠͝͝͞͞͞ ̸̸̷̢̠̩͍͇̠͓͍͈̦̺̼̫̹̘̽ͨ̍͊ͫͫ̆̀́͘͝ byłem ą̸̢͇̘̱͇̈́̂̚͝ń̸̢̨̥͖̟̥̯ȉ̴̞̗̑̄̕o̶̢͖̓͆̊̿͛̇ł̴͓͍͕̔͜ͅẹ̸̩̥̩̤̺̝͋̈́̊̿̕m̷̡͓͖͉̏͒̽̏ ̸̨̝̹̫̪͎̮̞̱̻͍̗̮̟͙̣͙̔̂̿̾̑͛̈́̈́̈́̂͌̈͐̈́̀̉̏ͅ a oni mnie w̷̢̼͆̀̑y̵͔͂ṕ̶̬̖͂͆ę̵̨̀d̸̫̻̼̘͠z̵͍̄̏̕͠ì̴̢̮̯͕̑̄l̵̫͇̤͖̾̅î̷̤̭͖͖.4 punkty
-
wykluczyli cię ze społeczeństwa jak samochód rzęch won ze śródmieścia gdy z oiomu przegnali z sieci prawdę wyprali wierzgaj tak doszczętnie się nie daj przegrać3 punkty
-
Iluzyjna aluzyjność.. I co zrobisz z tym faktem? Orle? Warszawa – Stegny, 19.12.2025r. Inspiracja – Poetka Violetta (poezja.org).3 punkty
-
Na święta Dzień szary Bez ludzi Z kłopotami Worek nieszczęść rozwiązał się i przyprószył mą głowę Szukam klucza do schowka Odejść Rozpłynąć się Nie istnieć Ale w schowku jest marchewka, pietruszka i … Ugotuję zupę Kłopoty spalą się żywym ogniem Utopią we wrzątku Będą miękkie i potulne jak baranki Ofiarowane Panu Bogu na święta3 punkty
-
Otworzyłem się Jak tulipan Opuściło mnie Jedno słowo Zburzyło Ceglany mur Wymknęło się Nie wróci Zaciskam wargi Spłoszony Drzwi na klucz Zamykam Zamykam Drzwi na klucz Spłoszony Zaciskam wargi Nie wróci Wymknęło się Ceglany mur Zburzyło Jedno słowo Opuściło mnie Jak tulipan Otworzyłem się3 punkty
-
córuś dajże Bóg niej byś dożyła dwóch pacierzów tak rzekła matka która niezdarnie zezuwała chodaki i szła po klepisku niczem ten pański wyrobek szybiny ino ino z razu patrzeć jak wymłóci wiater oszklone fronty powyrywa mech poutykany w szczelinach a krowie łajno misternie upstrzone w poły dech wytarmoci pierutnie zimno wziarło się we światy szarpiąc olsze pokurczone gniąc świerki oropiałe płaczące żywicą tam hen w topieli chmur lękliwym skrzekiem umyknęło ptactwo kolebała bym ja cię kolebała kaj ten wietrzyk do cna świerujący a ty ino dziecino zlękniona nie zamykaj mi łocków modrących piastowała ja bym cię córuchno po społu z tym chmurzyskiem i borem szumiawym wymościła z pierzucha posłanko byle byś mi do cna nie zamrzała3 punkty
-
Rozpościerasz się ciszą, a ja nad nią śpiewam. Chcę być wodopojem. Przyprowadź do niego słowa, lękliwe gazele. Jestem wodopojem. Zaczerpnij ile pragniesz wieczornego spokoju do księżycowych dzbanów. Drżysz przed chwilą, w której ciemność wykopała norę, a ja rozłupuję nocne niebo na dwie połówki kryształu. Pustynia pod stopami oddycha, faluje; gazele czujnie śpią, lęk tętni w ich nozdrzach. Raz po raz podskórny dreszcz wzbija w powietrze roziskrzony piach. Ty jesteś pamięcią ciepła, ja samotnym podmuchem. Ty jesteś gazelą, która uciekła gwiazdom, ja jestem wodopojem. Jedyne, co potrafię, to czekać. Ty mówisz, że bolało, ja biorę twoją twarz w dłonie.3 punkty
-
Nie ma rymu i Boga w zimnych spojrzeniach poranka Bezsens i łut nadziei - stoją w bezradnych szrankach Wszędzie szarość, pretensja: dłutem obojętności wyryte na śpiących twarzach ... Zaprośmy dzisiaj tę gorzkość do wspólnego ołtarza O! Spadająca gwiazda! Niech tylko pomyślę życzenie ... Spadła! Prosto w tłum czarnych owiec ... Idziemy dziś do galerii czy pieczemy makowiec?3 punkty
-
3 punkty
-
Nadgryzł karpia Jarosław z Lubonia, gdy w spiżarni zdybała go Monia. Twardo stanął okoniem. Nadgryzł? On?! Co to, to nie! I urwała się wizja i fonia.3 punkty
-
Mimo, że krew płynie w moich żyłach A oczy rejestrują obrazy Wszystko krzyczy Zabiłeś mnie. Moje płuca pobierają tlen Myśli przebiegają po neuronach Głęboko gdzieś Zabiłeś mnie. Nie ma na mym ciele siniaków Nie widać wbitego ostrza Jednak czuję Zabiłeś mnie. Bez znieczulenia i ostrzeżenia Bez krzty litości Dusza szepcze Zabiłeś mnie.3 punkty
-
9. Kto zabił, a kto pozwolił (narrator: hypaspista) 1. Zginął król — a każdy już wie, dlaczego. 2. Martwy zabójca jest wygodny, bo nie prostuje plotek. 3. Mówią: Olimpias — matka węży, królowa trucizn. 4. Ona jedna potrafi modlić się i mścić jednocześnie. 5. Ale są i tacy, co mówią o Aleksandrze. 6. Młody, piękny — i zbyt blisko tronu. 7. Kiedy rodzi się drugi dziedzic, pierwszy przestaje spać spokojnie. 8. A może nikt — po prostu człowiek, którego złamano. cdn.3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
@Starzec I to jest piękne - że nawet w gramatyce znajdujemy przestrzeń na nieskończone możliwości. Ciekawe co zrobi dziewiąty? Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. @hollow manDokładnie tak! Kiedyś czytałam artykuł pewnego fizyka brytyjskiego, który twierdził, że to, iż taki człowiek "zaistniał", z takimi wszelkimi cechami - to tak, jakby wygrał los na wielkiej loterii Wschechświata. Nie mogę odnaleźć tego artykułu, a szkoda. @iwonaromaSerdecznie dziękuję! :)3 punkty
-
Nie wiem kiedy świat zgasł tak szybko we mnie I barwy w szarość nagle się zmieniły. Ktoś mgłą przysłonił oczy tak podstępnie Że dni i sny się w jedno połączyły. Wciąż zapominam, że dzień się zaczyna, A świat nie może powstać z samej ciszy. Że życie lepić trzeba jakby z gliny, Z ruchu i z tego, co się wokół słyszy. „Spójrz, jakie słońce!” – mówisz do mnie rano, Gdy żaluzjami zrywasz cienie ze ścian. Ja widzę tylko pustkę – tę niechcianą, Gdzie linie mroku to ślady dawnych ran.3 punkty
-
Z ożywieniem Mateusz z Konina karpia jadł i oglądał "Kevina". Podczas sceny z żelazkiem pod stół zsunął się z wrzaskiem - gdyby nie ość, zobaczyłby finał.3 punkty
-
Ja - chwilowe wzmożenie przestrzeni Zapis światła w tkance Fazy ubrane w sieci liczb Ludzki teatr geometrii Emanacja niebytu Przelana jak wodór w śnieg Do twardości struktury Świadomość przepływu Nie do utrzymania Jak każda wiedza O matce Kończy się obłędem Tragizm rozpadu Hagiografia hologramów Dynamika bez metafizyki W projekcji pulsu I słowa, które znaczą Bez istnienia Jak nuty bez muzyki3 punkty
-
2 punkty
-
Godzinami zlizujemy pożądanie. Mam już język zraniony całkowitym zaćmieniem. Rozkładam noc w szerokiej linii siebie spełniając słońce, księżyc i ziemię. W ustach mam tylko ciebie wilgotny smak palonej umbry. Opadamy zniewoleniem światła w głęboką, kostną czerń.2 punkty
-
wyglądasz zachęcająco morzem wchodzę w jasny kolor i szum unoszona wpół syrenie ty pełzającym krabem gdyby nie ja zagubiłbyś się w drobnym piasku na wietrze rozwijam się migdałkiem2 punkty
-
Wszystko, co mówisz. Wszystko, co robisz. Zostaje we mnie. Mylą mi się Twoje intencje. Plączą znaki. Może źle je czytam. A może za dobrze? Coś tracę. Coś zyskuję. Bilans boli. Nie nagle. Długo. Przyjdzie czas, że się z tym pogodzę. Poradzę sobie. Lepiej lub gorzej… Tymczasem lecą łzy. Nie tonę w nich — nie. Ale cierpię. Po cichu. Po swojemu. Nikt nie musi reagować. Jesteś częściowo czy całkiem? Nie wiem. Tobie to wystarczy. Mnie nie. Mówisz, że jesteś. A jednak coś jest. Pomiędzy… Dym? Mgła? Niedopowiedzenie… Nie wiem… Takie to niewyraźne.2 punkty
-
Pionki w grze Ciało wrze A miasto Usycha w mroku Odchodząc Od swoich ideałów Twierdzy niezdobytej Przez obce głosy Gdzie rozum myśli Mechanicznie a nie fizycznie2 punkty
-
@bazyl_prost Co kto lubi :) Dzięki. @KOBIETA Dziękuję, masz rację :) @violetta Niewątpliwie :) @Deonix_ Dziękuję za podzielenie się uwagami i sugestiami. Miło, że zajrzałaś :)2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 ciekawe rozważania. Gdyby Bóg chciał- to z pewnością znalibyśmy Jego tajemnice, ale nie chce. Bóg jest Tajemnicą2 punkty
-
@Berenika97 Wstęga Möbiusa i wieczne odwracanie symetrii, a entropia goni jej zakończenie… Ciekawe, czy Bóg to stworzył, czy może przerwać.2 punkty
-
Ciekawie o Bogu, pętli czasu, materii i wszelakich promieniowaniach tworzących całość. Ludzie od zawsze starali się zrozumieć świat, swoją w nim rolę, a było im łatwiej gdy w tej układance istniał Bóg, bo bez niego trudno było to wszystko ogarnąć umysłem i wiedzą. Pozdrawiam już przedświątecznie.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
MRÓWKI Spałem spokojnie, gdy nagle przez sen poczułem mocne ugryzienie i zaraz potem ból. Przebudziłem się szybko, poszukałem latarki i przeszukałem cały namiot w poszukiwaniu sprawcy zadanego bólu. Nic szczególnego nie zauważyłem więc wsunąłem się w śpiwór próbując usnąć ponownie. Zgasiłem latarkę i położyłem się z powrotem spać. Do rana pozostało jeszcze kilka godzin, lecz nie mogłem zasnąć. Leżałem z przymkniętymi oczami czekając podświadomie na kolejne ugryzienie. To było pewne, że coś mnie ugryzło i przypuszczałem, że był to jakiś mały owad. Na mojej lewej nodze zaważyłem zaczerwieniony ślad po ugryzieniu i poczułem swędzenie, pieczenie i niewielki bąbel. Dobrze, że nie jestem uczulony na jad owadów - pomyślałem. Jak więc już wspomniałem nie mogłem spać trochę zaniepokojony, a trochę z bólu. Miałem przeczucie, że coś niedobrego wręcz potwornego dzieje się na zewnątrz namiotu. Tak więc leżałem i czekałem sam już nie wiedząc na co. Nagle u wejścia do namiotu zobaczyłem małe punkciki posuwające się w moją stronę i po skierowaniu strumienia światła latarki w tamtym kierunku, aż dech zaparło mi z wrażenia, a gęsia skórka natychmiast ukazała się na mojej skórze. W namiocie były dwie czerwone mrówki. W oka mgnieniu zerwałem się na równe nogi i depcząc te, które zdążyły wejść do namiotu, musiałem odganiać te co chciały wejść do środka. Podczas tej czynności ujrzałem używając latarki, że wokół namiotu jest masa czerwonych mrówek, które otaczały mój namiot że wszystkich stron. cdn. P.S. Opowiadanie powyższe napisałem w 1976 roku, czyli prawie pół wieku temu i jest to czysta fantazja.2 punkty
-
Kiedy grudniowy wieczór, przyczepił do granatowego nieba, złotą gwiazdkę w informującym miejscu, oraz mniejsze, żeby nie była w święta sama, a Pan Śnieguś właśnie skończył lukrowanie puszystą bielą okoliczny świat oraz nasze wełniane czapki i czerwone nosy, usłyszeliśmy, zadziwiające dźwięki. Pobiegliśmy wtedy, chrupiąc butami po zmrożonych śnieżynkach, do ozdobionej zielonymi lampkami chatki, buchając parą, niczym zdyszane, ciepłe parowozy. Czekanie na gwiazdorka w żółtym ciepełku, było fajne i przytulne. Wtem usłyszeliśmy, ciężkie skrzypiące człapanie. Bliżej i bliżej. Wreszcie usłyszeliśmy zamrożone pukanie. Byliśmy bardzo spragnieni prezentów, zatem spieszno żeśmy drzwi otwarli. Ujrzeliśmy drgającego z zimna, Gwiazdorka, który głośno wydzwaniał zębami – Cichą Noc.2 punkty
-
2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne