Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 15.12.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. Zajmijmy się zatem miłością. Wielkie słowa potrzebują wąskich ust i ciasnych głów, aby brzmieć ślicznie — jak powaga kosmosu zakręcona gwiazdami na gwint trumienny, jak prawda namacalna krzykiem, odbijającym się od zamroczonych ścian domu dla nerwowo chorych. Mnie tu nie ma. Spadam w kosmos z kluczami od niego.
    9 punktów
  2. cisza do snu się przytuliła szepnęła przy tobie czuje się szczęśliwa wiem że kochają cię gwiazdy że pająk ci zazdrości gdy nocne otwierasz drzwi sen się do niej uśmiechnął powiedział miła jesteś zapraszam do gry w tej grze nie bedzie miejsca na smutek ani trudne łzy będziemy wspólnie z tobą i mną uszczęśliwiać tych co śnią których czasem boli dzień oszpecony trudnym
    7 punktów
  3. Świat dziś fiknął przed oczami gdym ją ujrzał przed śniadaniem przyszła do mnie niespodzianie z pierwszym info na ekranie. Ach co to jest za figura już w swych myślach stroszę pióra jak ten konik żwawo skaczę jeszcze dzisiaj ją zobaczę. Włoski długie piękne lico nosek mały piersi sycą oczka słodkie jak w art dziele usta kuszą – oszaleję. I z pośpiechem profil klikam bo już moja ta dziewica teraz kibić mierzę szczupłą na królewnie mojej futro. Idę biegnę miłość kręci trzymam serce na uwięzi kwiaty gubię ludzi mnóstwo toż to ona jest jak bóstwo. Już fontanna lśni znajoma już ocieram krople z czoła już majaczy się figura nie to panna roi w chmurach. Wzrok swój zniżam i lustruję gdzie jest moje kocie lube wtem czarowność myśl rozpala na bilbordzie ona cała. Ale z boku głos otrzeźwia stoi przy mnie jakaś wiedźma w uszy płyną ostre słowa jam królowa z . . . . . . . . . . . . . . . . Photoshop'a
    6 punktów
  4. -Mistrzu, czy w dyskusji przedstawiać poprawność, czy prawdę? -Jeśli poprawność, dyskusja nie ma wartości żadnej, bywa jednak, że głoszenie prawdy zaszkodzić może, wtedy rozsądniej jej nie mówić w dyskusji ferworze.
    6 punktów
  5. odjechał pociąg w kierunku Gävle samotna maszyna na wąskim torze otoczona szwedzkimi jeziorami których nieskończony zasięg zaciera granicę z rzeczywistością może to tylko jesienna mgła której gęste kłęby rozproszyły się żeby delikatnie ucałować wodę zburzyć spojrzenie pasażera lada moment i będzie po wszystkim w okamgnieniu zaczęły przedzierać się nieśmiałe promienie słońca i rozganiać mgliste zwątpienie wystarczyła tylko chwila żeby jeziora dały się poznać blask błękitnego nieba pełnego nadziei
    6 punktów
  6. zbite lustro leżało na ziemi wiele widziało czy warto jest ułożyć tę mozaikę zobaczyc to wszystko ciekawe czy zapamiętało widziane zdarzenia radość smutek miłość zdradę narodziny śmierć zabawę płacz wszystko ma pewnie zapisane w swojej lustrzanej świadomości czy dobrze byłoby ujrzeć to ponownie co lustro wie o mnie co twoje o tobie 2.2022/25 andrew
    5 punktów
  7. Pani Jadzia od roku (wieś Pratków) Ma sukcesy w terapii gagatków Żadną mantrą czy jogą! Gdy ktoś trafi tam to go Hipnotyzuje ruchem pośladków
    4 punkty
  8. Na świecie figur geometrycznych nie zrobią z koła kwadratu, trójkąt nie będzie sześcianem człowiek nie stanie się aniołem i nie dane jest mu być diabłem Na świecie przelicznych pokarmów i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu jesteś sobie owszem owszem owsem i albo to lubisz albo nie albo nie wiem Zresztą twoje lubienie nie ma nic do rzeczy dołączasz do komuny albo nie przynależysz w komunie dzielą przywileje i korzyści i wcale nie ma ich gdzie indziej, a kopalnie złota są mitem Jeśli bronisz się nieco bardziej umiejętnie widzą w Tobie ruskiego agenta Mosadu i nie pomogą żadne tłumaczenia masz być poważny i przezorny i ostrożny i w celi skargi że za ciasno zachowaj dla siebie tutaj nie ma narzekania; bólu, żali i utyskiwań dla nich jesteś frustrat i łajdak i tyle a cała reszta to szyte pod ową tezę obszerne uzasadnienia Ale oczywiście ich nie ma wiersz nr 1200 jest szaleństwem a każdy otwierany przez nich twój list jest donosem i tylko upić kapusia i rozgadać może coś wymyśli... Warszawa – Stegny, 15.12.2025r.
    4 punkty
  9. Nie szukam zgody w cudzych spojrzeniach, ani oklasków za szczerość snów; piszę, bo cisza zna moje imię i tylko w słowie dostrzegam grunt. Ktoś mi zarzucał — nie raz, nie pierwszy szacunku brak, egoizm, chłód; że wciąż powracam do własnych wierszy, jakby w nich krył się jedyny sąd. Piszę dla siebie — nie z próżnej pychy, lecz z głodu prawdy, troski o sens; bo zanim słowo wyruszy w innych, musi mnie przejść — przez szpik i przez krew.
    4 punkty
  10. Tej nocy sierp księżyca Jak tarcza srebrna Pośród gwiazd rozkwita Lśni aura podniebna I latarń światło żółtawe Wabi szaroskrzydłe motyle One ogniki koślawe Błyskają w światła pyle W tańcu opętanym krążą Noc i dzień splatają i wiążą
    4 punkty
  11. Chcę poczuć coś jeszcze nim skończy się dzień. Przemyśleć wszystko - nazwać po imieniu. Zamienić światło serca, skażone tchem, na cichą pieśń o wartości istnienia. Nie chcę jednak odchodzić w ostatni sen. Wszystko już czeka gotowe do celu. Proszę pozostań - niech będzie ten cień Jakby pomostem miedzy mną a kiedyś. Nie chcę już wracać gdzie kraczą gawrony. Nie chcę odnawiać tej drogi do "jestem". Zatańczę rytmem, w piosenkę wtopiony. Potem odejdę nim wstaniesz wraz z deszczem.
    3 punkty
  12. Okryty blaskiem smukłej brzozy otrzepuje ze śniegu buciska. Pamięć go przecież nie myli. Wychodząc z drewnianej kabiny wiedział, że Bóg prowadzi go po skrzypiącej drodze. Drobnej zwierzyny, nic więcej nie trzeba. Tam, gdzie kościelna wieża do nieba szpikuje ułożona z pytań i odpowiedzi. Wie, że przejdzie przez wodę, bo dzisiaj na kość zamarznięta. Jakby tak miało pozostać na wieki. Nikogo nie dziwią porzucone małe śmierci. One wykarmią kłusownika.
    3 punkty
  13. słowa upchnięte w kieszeń zaczynają uwierać wciąż bolą chwile posypane ciszą która nie mieści się w powietrzu słony smak rozczarowania osiadł na wargach zasznurowanych przez wstyd skończyła się noc bez szans na powtórkę najważniejszych fragmentów zabrakło świadków gdy zegar wciąż wybijał kolejne minuty momenty spłynęły po twarzy zostały tylko nieuczesane myśli i głowa pełna wspomnień
    3 punkty
  14. tak półgębkiem i półgestem powiedziałaś mi że jesteś przeznaczona tylko dla mnie ale jednak blefowałaś jestem wdzięczny nie rozpaczam i choć dzisiaj ci wybaczam przeznaczenia nie unikniesz na widzenie nie ponaglam . . . . . . . . . . . kostusiu
    3 punkty
  15. padaj śniegu ściągnę papcie i pobiegam boso po tobie wstrząsnę puch z gałązek rozbrzmij cichym ambientem
    3 punkty
  16. 5. Cheroneja (narrator: hypaspista) 1. Ateńczycy mówią o chwale — a zostawili tylko pył pod stopami. 2. Nie ścigaj tchórzy. Wiatr zrobi to za ciebie. 3. Zostali Tebanie. Zdziwiło mnie — że naprawdę zostali. 4. Ich szyk się łamał, ale nie serca. To coś nowego. 5. Walczyli równo, jakby śmierć była ćwiczeniem w tańcu. 6. Filip nie śmiał się wtedy. Nawet on rozumiał cenę. 7. Została kupa ciał, a w niej porządek, którego nikt nie rozumie. 8. Może to hańba, że wrogom należy się szacunek. cdn.
    3 punkty
  17. Skończyło się tak, jak miało się skończyć. Gdy tylko przekroczyłem tunel światłości I ujrzałem u jego wylotu, wiszące ogrody niebios. Z postaciami aniołów i świętych, przechadzających się we frywolnej wolności bytu duchowego, po zakwitłych miododajnym kwieciem, Polach Elizejskich. Poczułem się jak żebrak, co dla kaprysu możnych lub z zupełnego przypadku losu, znalazł się na salonach magnackich. Ależ musiałem wzbudzić sensację swym pojawieniem się. Ich szaty z atłasu i jedwabiu. Togi wyszywane złotymi i rubinowymi nićmi. Złote sygnety i bransolety, świecące jaśniej od nawigujących żeglarzom gwiazd. Ich lica i ciała. Wymasowane i wygładzone, ambrozyjnymi maściami. Nie trupioblade a zaróżowione i pełne wigoru. Oczy brązowo-złote. Mieniące się lekką wilgością perłowych łez. A głosy, donośne acz śpiewne i czyste jak pierwotne, ziemskie powietrze. Język ich zapomniany od eonów. Muskał, spragnione jego świętości, uszy niedawnego śmiertelnika. Słowem niebiańska harmonia w miejscu najczystszego spełnienia i szczęścia. Westchnąłem ciężko i nie mogąc już zawrócić, wsparłem się na drewnianych kulach, i jedynej nodze jaka mi pozostała. Ruszyłem przed siebie, wiedząc dobrze co usłyszę. Jak już rzekłem, ostała mi się jedynie lewa noga. Prawa urwana była poniżej kolana. Obwiązany starą gazą i koszulą kikut, krwawił obficie i rwał bólem tak obłąkańczo nieludzkim, że gdybym już nie żył, to jedyne czego bym pragnął to umrzeć, by nie odczuwać jego destrukcyjnej mocy w komórkach tego przeklętego ciała. Twarz miałem nabrzmiałą i spuchniętą. Blizna ciągnąca się od lewego boku szyi, biegnącą aż do oka. Była wypalonym śladem po ostrzu sztyletu. Na prawe oko nie widziałem zbyt wiele. Nie przywykłe do jasności krain na powierzchni i niebiosach, Było mi bardziej ciężarem niż przydatnym zmysłem. Skórę miałem spaloną i czarną. Jak gdybym wytarzał się od stóp do głów w węglowym pyle. Dłonie cierpiały na równi z resztą ciała. Palce ich były otępiałe i spuchnięte. Artretycznie skrzywione kości, nadały im wygląd demonicznym drzew lub krzewów. Mimo braku serca. Krew pulsowała i to tak prędko, że nadal słyszałem echo tętna, którego przecież nie powinno tam być. Otwierałem, spękane i suche usta. Lecz jedyne na co się wysiliłem, to jęki i krwiste pomruki. Nie mogłem używać w niebie, wężowego języka demonów. Sznur wisielczy nadal dyndał mi na piersi. Angelisa, która przyszła po mnie w chwili śmierci, odcięła mnie tylko lecz nie zdjęła pętli. A ja widząc jej doskonałe rysy i hebanową, magiczną czerń włosów, zapomniałem prosić ją by uwolniła mnie z symbolu potępienia i słabości ludzkich nerwów. Mieszkańcy nieba z początku byli chyba w zbyt wielkim szoku i odrętwieniu by rzec choćby słowo na mój bluźnierczy widok. Stali jak posągi, zamarli w półkroku, półsłowie. Nie szydzili, nie uciekali. Nie próbowali mnie przepędzić. Po prostu patrzyli. Na to czym mogli się stać. Gdyby nie wiara. W zbożny żywot. W nadzieję i drugiego człowieka. W cokolwiek co miało wartość odkupienia win. Ich milczenie też było złotem a nie osądem. Nie czułem się wzgardzony ani gorszy wśród nich. W niebie każdy jest sobie równy i zbawiony. Dziwne uczucie. Czuć lekkość zbawienia a nie ciężar kajdan grzechu. Szkoda, że za życia nie czułem się tak dobrze, nie dane było mi poznać szczęścia i miłości, gdzie wtedy byłeś szalony Starcze? Chciałem pomyśleć o tym zdaniu, lecz nie byłem w stanie. W niebie nie ma grzechu. Nie można grzeszyć. Myślą, mową i uczynkiem. Ciężkie jest życie upiora w niebie. Podszedłem do małego cherubinka o złotych lokach. Nie mogąc mówić wprost. Przesłałem mu swoją myśl. Szukam klucznika, moje dziecko, czy jest tutaj z Wami? Cherubin uśmiechnął się, pokiwał głową i wskazał palcem postać siedzącą niedaleko od nas, nad brzegiem jeziora o krystalicznej toni. Klucznik bo zaiste był to on, rozmawiał z Nauczycielem. Siedzieli na piasku plaży i pochyleni ku sobie, dyskutowali o czymś zawzięcie. Klucznik żywo gestykulował i opowiadał a Nauczyciel wydawać by się mogło odpowiadał rzadko i krótko, lecz ciągle pisał i rysował coś na piasku małym kijkiem i zachęcał Klucznika by ten patrzył na jego znaki i skupił się na nich. Podszedłem tak by widzieli mnie z dalszej odległości. Nauczyciel przerwał swój rysunek i obrzucił mnie wzrokiem. Odczułem to tak jakbym rozpadł się od wewnątrz na najdrobniejsze atomy. Widział wszystko i wiedział wszystko. W jednej sekundzie. Opisał całe moje życie. Wszystkie dobre i złe uczynki. Nic się nie ukryło. Przywołał moją utraconą duszę i scalił ją ze mną na powrót. A więc jesteś. Usłyszałem w myślach jego głos. I wtedy do mnie dotarło. Ten głos. Słyszałem go już. W godzinie śmierci. Gdy pętla spoczywała na mojej szyi. Gdy krzesło chybotało się u jeszcze dwóch nóg. Pamiętam obróciłem głowę w prawą stronę. Nad futryną drzwi do salonu. Wisiał krzyż z jego postacią. Ostatni jaki miałem w tym domu. Nie to, że chciałem się go pozbyć. Był mi w zasadzie obojętny. Wisiał od lat i był w zasadzie niewidocznym detalem. Lecz wtedy zatrzymałem na nim swój wzrok. Wiele złego uczyniłem bliźnim i sobie, lecz wspomnij na mnie Jezu gdy przyjdziesz do swego królestwa. A on mi odrzekł. Zaprawdę powiadam Ci, że jeszcze dziś będziesz ze mną w raju.
    3 punkty
  18. gdyby tylko istniała umowa opatrywana trwałym tuszem który nie zblednie z upływem czasu bezterminowa gwarancja pewności że grząska ścieżka nie zboczy z trasy ani serce oddane gładkim dłoniom nie zostanie porzucone w przydrożnym lesie umowa na piękne życie bez głowy zmęczonej gonitwą myśli co krąży w tym samym miejscu na życie bez strachu przed zawracaniem
    3 punkty
  19. wichry dziejów kołaczą drzewami różnego gatunku co było minęło czas na nowe życie pod pięknym niebem
    3 punkty
  20. miłe popołudnie chmury są w miękkim blasku obserwuję drzewa
    3 punkty
  21. jestem dla ciebie objawieniem wszystkich cnót gotowych na lizanie choć myję okna niedbale i czasami zapomnę że skupianie uwagi na sobie jest dla mnie uciążliwe a moje usta się czerwienią bardziej niż wczoraj tylko w miękkim półcieniu twoich wątpliwości wiem że o mnie myślisz wiem że do mnie mówisz kiedy idziesz spać układając głowę na poduszce spierdalaj kurwo
    2 punkty
  22. przyszedłem udzielić ci droga przyjaciółko egzorcyzmów po których poczujesz się lepiej wyprostujemy drogi abyś bliżej miała do celu popatrz tak właśnie stawia się pierwsze kroki teraz skupimy się na słodzeniu herbaty w drugim etapie nauczysz się sztuki operowania czasem terapia posłuży głównie zapominaniu podkręcimy także funkcjonalność mechanizmów obronnych polecam analizę snów oraz otworzenie umysłu na nowe doznania proszę pamiętaj że nasz mózg nie zmienił się od stu pokoleń więc wciąż wrażliwy jest na wycie wilków i pieśni szamanów po zakończeniu obrzędów pozostawimy cię pod dobrą opieką do czasu gdy będziesz gotowa podjąć samodzielną egzystencję znów czerpiąc z życia radość i nadzieję na lepsze jutro w niemieckim burdelu
    2 punkty
  23. Lepiej nie wiedzieć, niż wiedzieć lub widzieć niewłaściwie. Autor: Graficiarz Donosiciel Warszawa – Stegny, 13.12.2025r.
    2 punkty
  24. łatwopalni ludzie uciekają ze snów o piątej rano gdy chrobot myszy zatrutej czerwonym zbożem wdziera się marami do letargu sen kłamie wtedy maluje bladym księżycem swoje modlitwy na czystym śniegu pokazuje drogę trzem królom dreptają nieporadnie po lodzie między automatem biletowym a aplikacją mobilną na telefon
    2 punkty
  25. Mija godzina Umiera kolejna rodzina A życie bólem malowane Otwiera mi oczy Bo gdy przemoc Rodzi przemoc A noże i kastety Zadają cierpienie Budzi się we mnie sumienie Pora wyrównać rachunki!
    2 punkty
  26. Tak wiele do napisania a doba ma tylko cztery litery może napiszę go jutro o jedną więcej czasu na już niemożliwy dzisiaj prędzej cały tydzień znaków wczoraj też wchodzi w grę zagraj ze mną litr liter ile to słów? kilometr wiersza to dwa kilogramy poezji nie wiedziałeś? sprawdź jeśli potrafisz graj znaczeniami bądź abstrakcyjny jestem ważny a już przeterminowany wyobraźnią nieograniczony po prostu wyzwolony sięgam później dalej wyżej poziomo w pionie na wprost i wspak mam kolor i smak granica przekroczona do następnego razu smacznego
    2 punkty
  27. @Marek.zak1 Mądrą odpowiedź otrzymał uczeń. Prawdę należy mówić z rozwagą i szacunkiem. Ten, kto prawdę posiada, ma obowiązek ją głosić, lecz także rozum, by wiedzieć kiedy i w jaki sposób. Cel określa wybór środków, "gdzie szuka się poznania - tam prawda jest kompasem, a gdzie chroni się bezbronnych - tam milczenie bywa cnotą".
    2 punkty
  28. Niczego nie ROBIMY bo jeszcze rozwalimy co zbudowano przed nami. NIE GADAMY tylko obietnicami czarujemy,ogłupiamy i mamimy...
    2 punkty
  29. @FaLcorN Rozumiem, że Kolega Poeta chciał mnie pocieszyć. Dziękuję. @Tectosmith Spoko, bywa, też tak miewam :)) Pozdrawiam :)
    2 punkty
  30. @violettaDziękuję Ci Violetto. Cieszę się, że wiersz się spodobał. Pozdrawiam serdecznie. @AmberDziękuję Amber za takie odczytanie mojego tekstu. Pozdrawiam serdecznie. @huzarcCieszy mnie, że tak czytasz mój utwór. Dziękuję Ci i pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  31. Trochę inna wersja dawnego tekstu trochę w nerwach pan makowiec aż się w brzuchu mak poplątał cukierenka jemu w głowie tylko nie wie jak wygląda czupiradło lukrowane? przepaloną skądś wywlekli? ale gdzie tam piękno same wyrzeźbiona dziś w cukierni już ją widzi ciasta fałdką aż rodzynek nagle stoi jęczy z boku stary piernik bo mu widok karp zasłonił lico słodkie cała reszta kolorowa karmelowa oblubieńca to pocieszka lecz w jej sercu wielka trwoga jeden z gości chce ją schrupać ma apetyt na jej kształty pan makowiec blachą stuka kocha przecież nie nażarty gościu widzi smaczny maczek aż go wzięła wielka chętka lubo moja choć zapłaczesz ty przeżyjesz mnie pamiętaj cukierenka jest w rozpaczy gdyż makowca głupol trawi więc wskoczyła mu do gardła aż się człowiek nią udławił
    2 punkty
  32. @Berenika97 Świetny obrazek z codzienności pięknie ubrany w słowa . Bardzo mi się podoba :)))
    2 punkty
  33. Poniższe opowiadanie jest wizją przewidywanej przyszłości i tak należy je rozumieć. Ewentualne podobieństwa z postaciami rzeczywistymi są przypadkowe. *************************************************************************************************************************************************************************** Otworzyłam kopertę, wyjęłam list i czytam: Pani Agnieszko kochana, to straszne, że siedzi Pani w więzieniu. Ale jest coś jeszcze straszniejszego. Rozmawiałam wczoraj z Pani mężem na klatce schodowej i usłyszałam od niego straszne rzeczy. Mówił, że Pani jest głupią kozą, że jest jakiś straszny kryzys w waszym małżeństwie, że Pani na niego krzyczy, że on Pani nie kocha, tylko głupieje na Pani punkcie. A przecież zawsze byliście taką wspaniałą parą. Pani Agnieszko, zróbcie coś, żeby ratować wasze małżeństwo. Wasza zawsze wam dobrze życząca sąsiadka Krystyna Jaworska - A to ci dopiero łobuz i chuligan z tego mojego męża! - pomyślałam. - Żeby tak straszyć starszą panią, która zawsze dobrze życzyła naszemu małżeństwu. - Do wyjścia na spacerniak było jeszcze 20 minut. Mi w tym tygodniu zostało chyba jeszcze trochę minut telefonowania, bo w ciągu jednego tygodnia więźniarka może telefonować 15 minut. Ruszyłam więc żwawym krokiem do telefonu dla więźniarek, który znajduje się na korytarzu oddziału. Podeszłam do dyżurującej przy aparacie funkcjonariuszki i zapytałam: - Mogę zadzwonić? Funkcjonariuszka coś sprawdziła i odpowiedziała mi: - Oczywiście. Masz jeszcze pięć minut w tym tygodniu. Podeszłam do aparatu i wykręciłam numer do pani Krysi, który znam na pamięć. - Krystyna Jaworska.- usłyszałam w słuchawce. - Pani Krysiu, tu Agnieszka Zawadzka, pani sąsiadka z klatki schodowej. Dzwonię z zakładu karnego. - Pani Agnieszko, z panią wszystko w porządku? - usłyszałam przestraszony głos pani Krysi. - W jak najlepszym porządku. Przede wszystkim niech pani się przestanie obawiać o moje małżeństwo. Marek jest najlepszym mężem na świecie! Jeżeli mówi, że jestem głupią kozą albo, że głupieje na moim punkcie, to znaczy tylko, że jest we mnie po uszy zakochany i głupieje z tego powodu. - Oj, no to jestem uspokojona, że mąż panią ciągle kocha. Ale martwi mnie oczywiście, że jest pani w więzieniu… - Proszę się o to też w ogóle nie martwić. W więzieniu jestem, bo sobie na to zasłużyłam. W końcu kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości to coś bardzo złego. I bardzo się cieszę, że nikogo nie przejechałam, bo wtedy to by był naprawdę powód do zmartwień. - Oj, pani Agnieszko, ale pani przecież była zawsze taką dobrą dziewczyną. Nie mogli pani potraktować łagodniej. Dać tę karę w zawieszeniu…. - Pani Krysiu, ja wiem, że „więzienie” to brzmi strasznie. Ale proszę się naprawdę nie martwić. Niech pani się koniecznie, ale to koniecznie umówi z moim mężem, żebyście tu razem przyjechali na widzenie. Bardzo serdecznie zapraszam panią! Pozna pani przemiłe dziewczyny ze Służby Więziennej, które mnie tu pilnują. Przekona się pani do naszego polskiego więziennictwa. A pan sędzia, który mnie skazywał, to bardzo zacny i mądry człowiek. Ja to czułam od razu, kiedy wypowiedział pierwsze słowa na mojej rozprawie. Ja coś takiego czuję. Jako dziennikarka mam wprawę w ocenianiu ludzi. - Oj, pani Agnieszko... - westchnęła moja sąsiadka. - Pani Krysiu, muszę już kończyć. Takie więzienne zasady. Pa, buziaczki i do zobaczenia tu, w zakładzie karnym. Pa-a. Po zakończeniu rozmowy z sąsiadką trzeba się było już szykować na spacerniak. Udałam się więc na miejsce zbiórki, gdzie powoli zbierały się już inne dziewczyny i czekały na wyjście na zewnątrz. O wyznaczonej porze pojawiła się jedna z funkcjonariuszek i sprowadziła nas na parter, a następnie, po zmianie obuwia, wyszłyśmy na zewnątrz i zaczęłyśmy kręcić nasze rundy. Kiedy tak chodziłyśmy w kółko, rozważałam co napisać Markowi w liście. Żeby mu dać jasno do zrozumienia, co sądzę o straszeniu zacnej, starszej pani, która zawsze dobrze życzyła naszemu małżeństwu, a jednocześnie nie gnoić go w jakiś bezmyślny sposób. Kiedy tak o tym myślałam, odezwałam się w pewnym momencie do Agaty, która szła obok mnie: - Wiesz co? Ten mój mąż-głuptas, postraszył naszą sąsiadkę z klatki, że w naszym małżeństwie jest jakiś straszliwy kryzys, a on mnie nie kocha. Tak przewrotnie dobrał słowa, że pani Krysia, nasza bardzo życzliwa sąsiadka, się mocno przestraszyła o los naszego małżeństwa. Na szczęście jej wszystko wyjaśniłam w rozmowie telefonicznej. - No twój Marek to jest naprawdę mocno stuknięty. Ja też pamiętam to jego zachowanie na widzeniu, kiedy ci wykopał drewniaki spod stóp, a potem opowiadał, że chce wywołać kontrolowany kryzys waszym małżeństwie… To chyba jakiś ewenement na skalę światową w historii więziennictwa, żeby mąż, którego żonę zamknięto w kryminale, uznał to za coś romantycznego i się tym tak ekscytował. - Oj, od kiedy się tu znalazłam, zaczął naprawdę mocno wariować na moim punkcie. W każdym razie to straszenie naszej sąsiadki pani Krysi, że w naszym małżeństwie rzekomo źle się dzieje, to już było naprawdę przegięcie. Teraz będzie musiał ten chuligan przywieźć tutaj, do mnie, na najbliższe widzenie panią Krysię, a ja ją wtedy ostatecznie przekonam, że ze mną oraz z naszym małżeństwem jest wszystko w jak najlepszym porządku. A razem z Markiem i panią Krysią, to chyba powinna znowu przyjechać moja mama. Nie, żeby mój tata był mniej ważny. Ale on to całkiem dobrze zrozumiał, że ze mną się tu nic złego nie dzieje. A moja mama, skoro ją mój pobyt tutaj tak martwi, to niech przyjeżdża i niech zobaczy, że mogłabym tu być nawet znacznie dłużej i nic złego by mi się nie stało. - To trochę tak, jak u mnie. - odpowiedziała Agata. - Najbardziej się martwi o mnie moja mama, że tu jestem, ale, paradoksalnie, ona do mnie najmniej przyjeżdża. Natomiast mój tata, który w ogóle nie jest zmartwiony moim pobytem tutaj, ciągle mnie odwiedza. Trochę tak, jakby jako sędzia czuł się odpowiedzialny za wykonanie kary, którą jego córka odbywa. Zapewne dogląda, czy mnie tu wystarczająco surowo traktują. - Agata uśmiechnęła się delikatnie, jak panna z dobrego domu, mówiąca z lekką ironią o swoim ojcu, ale mimo to czująca do niego respekt. Kiedy tak chodziłyśmy w kółko po spacerniaku, nie zauważyłyśmy nawet, jak nadzorującą nas funkcjonariuszkę zastąpił Marcin. Aż wreszcie usłyszałyśmy jego głos: - Dziewczyny, kończymy spacer, wracamy na oddział. Wszystkie więźniarki od razu udały się do wyjścia z więziennego podwórka. Kiedy już znalazłyśmy się na oddziale, znowu odezwał się Marcin: - Wszystkie dziewczyny do cel. Za pięć minut zamykamy cele. A zaraz potem odezwał się do Agaty: - Uprasza się pannę Leszczyńską o udanie się do swojej celi, która za pięć minut będzie zamknięta. Agacie takie wyróżnienie się nie spodobało. - Marcin, mógłbyś przestać z tym „ę,ą”. Jesteśmy tu w zakładzie karnym. - odpowiedziała z lekką irytacją. - Agato, ty nawet nie wiesz, jak wielkim zaszczytem jest dla mnie wykonywanie kary takiej wielkiej damy, jak ty. -Nawet, gdybym była wielką damą, to tu, w zakładzie karnym, jestem więźniarką, albo osadzoną, albo skazaną. - odparowała Agata. - I tak właśnie przemawia wielka dama.- z lekko zalotnym zabarwieniem odparł Marcin. - Wiesz co...W takim razie mów do mnie lepiej per „głupia kozo”. - odpowiedziała Agata zdenerwowanym, ale jednak opanowanym głosem i z obrażoną miną odmaszerowała do swojej celi, klekocząc przy tym więziennymi drewniakami. Ja też udałam się do mojej celi, gdzie razem z Kasią zostałam wkrótce zamknięta. Marcin sobie od czasu do czasu pozwalał na takie złośliwości wobec Agaty, zdając sobie doskonale z tego sprawę, że ona tego nie lubi. Ale jakoś nie mógł się powstrzymać… To, że Agata jest córką sędziego, jej skromny i prawy charakter, czyli na przykład to, że nie odwołała się od dosyć surowego dla niej wyroku, jej wyjątkowo delikatna uroda, nazwisko kojarzące się z rodem jednego z osiemnastowiecznych królów polskich, no i że taka dziewczyna jest tutaj, pod jego władzą i nosi ubiór więzienny – to wszystko w jakiś sposób najwyraźniej zawróciło Marcinowi w głowie. Jakkolwiek Marcin, jako funkcjonariusz Służby Więziennej, był świadom, że są w takiej sytuacji pewne granice, to nie umiał całkiem zapanować nad swoimi odruchami i stąd takie sytuacje. Jak na to wszystko patrzała Agata, trudno mi było w tym momencie ocenić. Agata była zbyt skryta, żeby ujawnić wszystkie swoje uczucia. Musiałam to dopiero stopniowo wysondować. Bo w kierunku wyswatania Marcina już od dłuższego czasu były prowadzone intensywne, konspiracyjne przygotowania – zarówno wśród więźniarek, jak i funkcjonariuszek. Ja, w każdym razie, musiałam się zająć na tamten moment zdyscyplinowaniem mojego męża-głuptasa za pomocą listu. I napisałam do niego tak: Marek, ty chuliganie jeden! Marek, ty łobuzie jeden! To, że mi zrobiłeś obciach na widzeniu i w ten sposób także naruszyłeś powagę instytucji, jaką jest zakład karny, to ci mogę jeszcze wybaczyć. Ale to, że przez przewrotny dobór słów nastraszyłeś zacną, starszą panią, która jako nasza sąsiadka zawsze dobrze życzyła naszemu małżeństwu, zawsze nam pomagała, tego ci tak łatwo nie przebaczę. Pójdziesz do pani Krysi tak szybko, jak tylko możesz i się umówisz z naszą sąsiadką na wspólny przyjazd do mnie, do zakładu karnego. Ja wtedy pani Krysi pokażę, że zarówno ze mną, jak i z naszym małżeństwem jest wszystko w jak najlepszym porządku. A ty, chuliganie jeden, dowiesz się wtedy coś o konsekwencjach twojego postępowania. Kiedy wyjdę na przepustkę, wtedy poznasz dalsze skutki twojego chuligańskiego wybryku. Przed ołtarzem ślubowałam ci wierność, co oznacza dla mnie między innymi, że odpowiadam za twoje wychowanie. Przebywając tu, w zakładzie karnym, ciągle się uczę tego, jak pozytywny wpływ na życie człowieka mogą mieć kary. I dlatego ja też muszę obmyślić dla ciebie katalog kar, zarówno tych za twoje dotychczasowe przewinienia, jak i za przewinienia, które jeszcze możesz popełnić. Ale, żeby nie było całkiem tak negatywnie: Marzena Lipińska, funkcjonariuszka, która nadzorowała nasze widzenie w ogrodzie więziennym wtedy, kiedy najbardziej narozrabiałeś, bardzo pozytywnie się wyraziła o tobie. Powiedziała, że też chciałaby mieć takiego męża, jak ty. Który by tak bardzo szalał z jej powodu. Marzena, chociaż jest w moim wieku, ciągle jeszcze jest panną. Poznałam ją na tyle dobrze, żeby móc powiedzieć, że jest ona funkcjonariuszką Służby Więziennej z krwi i kości i dlatego nie chciałaby mieć zbyt „łatwego” męża, ale raczej takiego, który by wymagał z jej strony strony wysiłku wychowawczego, na którym by mogła potrenować sztukę penitencjarną. To bardzo ambitna dziewczyna. Skończyła prawo, magisterkę napisała z prawa karnego wykonawczego. Dokładnego tytułu jej pracy magisterskiej nie pamiętam, ale chodzi tam o związki prawa karnego wykonawczego z prawem naturalnym. Może ją kiedyś poznasz. Fajnie by było. Na razie, muszę już kończyć twoja Agnieszka List mi się udało dać oddziałowej może pięć minut po jego napisaniu, ale wiedziałam, że i tak wyjdzie dopiero następnego dnia. *** Jest piątek. Dla niektórych koniec tygodnia, chociaż ja tego obecnie, w związku z przerwą semestralną, tak nie odczuwam. W ostatnią sobotę byłem u Agi w zakładzie karnym. Natomiast dzisiaj przyszła do mnie, do mieszkania pani Krysia Jaworska. Opowiedziała mi, że rozmawiała z moją żoną i dowiedziała się, że w naszym małżeństwie wcale nie jest źle, a jest wręcz bardzo dobrze. Ja na to odparłem, że w zasadzie, to ja nic innego nie mówiłem. Skoro mówiłem, że głupieję na jej punkcie, no to znaczy przecież, że jestem w niej zakochany po uszy albo wręcz po czubek głowy. A że powiedziałem, że jej nie kocham? No cóż… Słowo „kochać” we współczesnej praktyce językowej jest zbyt słabe, zbyt wytarte, więc się zdystansowałem od tego pojęcia. Skoro jako „kochanie” określa się na przykład także uprawianie seksu, to ja miałem prawo uznać to słowo za zbyt wieloznaczne. W końcu ja z Agnieszką nie miałem seksu od kiedy ona jest za kratami, a jest to już spory szmat czasu. Ale czy to znaczy, że między nami nie ma więzi uczuciowej?? Jeszcze czego… Zawładnęła ona teraz moją wyobraźnią, jak nigdy dotąd. Przez praktykowaną za kratami skromność, a wręcz siermiężność stała się dla mnie pewnym ascetycznym ideałem i robi na mnie tym większe wrażenie, im bardziej na skutek więziennych restrykcji jest dla mnie niedostępna. W porównaniu z tym, co jest teraz, to normalne mieszkanie razem i regularne pożycie małżeńskie mogą się wręcz wydawać czymś nudnym. Panią Krysię najwyraźniej te moje wywody przekonały, skoro na końcu powiedziała: - To bardzo dobrze, że Pan tak kocha żonę, kiedy jest ona w więzieniu. Bo ja to już poznałam parę małżeństw, gdzie mąż porzucił żonę, kiedy ta trafiła za kraty. - Proszę się nie martwić, pani Krysiu. - odpowiedziałem. - Teraz, kiedy Aga jest w zakładzie karnym, mam na nią taką ochotę, jak nigdy dotąd. Ustaliliśmy, że do Agnieszki pojedziemy w sobotę przyszłego tygodnia. Pani Krysia obiecała, że sobie zarezerwuje ten dzień i tak się rozstaliśmy. W nocy z piątku na sobotę miałem znowu sen z moją żoną w roli głównej. Aga szła ulicą z pełnymi torbami zakupowymi. Włosy miała związane w warkocz przerzucony przez ramię. Miała na sobie białą bluzkę, niebieskie dżinsy, a na bosych stopach…więzienne białe drewniaki, tyle, że...z czarnymi literami ZK, a więc te, które używa wewnątrz więziennego budynku. Kiedy ją taką spotkałem na ulicy, wziąłem od niej torby zakupowe i razem poszliśmy do nas do domu. Tam weszliśmy na piętro, do naszego mieszkania. Ja tam zostawiłem torby zakupowe oraz odprowadziłem Agnieszkę z powrotem na dół. Przed domen czekał na nią już samochód Służby Więziennej. Daliśmy sobie całusy na pożegnanie, ona do tego samochodu wsiadła, no i odjechali z moją żoną. Tak się zakończył mój kolejny dzień bez żony w domu. Dzień, których miało być jeszcze wiele...Natomiast wciąż jeszcze nie wiedziałem, jak Aga zareaguje na mój ostatni wybryk w stosunku do pani Krysi.
    1 punkt
  34. czy da się nauczyć mola moralności? nie! w tej materii będzie robił czarne dziury nieustannie nie licz na to że ominie jedwab i kaszmir
    1 punkt
  35. @violetta także tęsknię za śniegiem, ale chyba już za niedługo, u nas, to tylko w muzeum będzie można go zobaczyć :) jeżdżę na nartach i w trochę inny sposób, się nim, delektuję;)
    1 punkt
  36. @violetta Czysta prawda, ale jakże trudno uchronić się od bajki. Pozdrawiam serdecznie :)
    1 punkt
  37. Wszystko dla interesów, czysta bajka:)
    1 punkt
  38. @Robert Witold Gorzkowski To zabawny i pełen autoironii wiersz! A jaki dynamiczny! Świetnie ukazałeś absurd współczesnych randek online i magię filtrów! Ten kontrast między rozpaloną wyobraźnią a twardą rzeczywistością jest genialnie zbudowany - od romantycznego podniecenia ("stroszę pióra", "jak bóstwo") aż po rozczarowanie w puentę. :)) Świetny! ps. a dlaczego taki tytuł?
    1 punkt
  39. @violetta Tak, ta druga jest jasna z różowego kwarcu a ta jest z ametystu...
    1 punkt
  40. Dziękuję 🙂 miałeś rację Pan Łukasz się odnalazł 🙂
    1 punkt
  41. @Berenika97 dzięki a komentarze będą rzadsze pora powoli zwijać kramik i może gdzieś a tylko patrzeć to na konkursach się spotkamy? :))
    1 punkt
  42. @Amber Dziękuję pięknie Pozdrawiam
    1 punkt
  43. @Tectosmith serdecznie dziękuję i pozdrawiam wzajemnie:)
    1 punkt
  44. @violetta Bardzo subtelny obraz — lekki, niemal dźwiękowy. Dobrze się na nim odpoczywa. Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  45. życie jest jak komputer o który stale dbasz oczyszczasz je cyklicznie sam wiesz gdzie i jak wyrzucasz złe programy usuwasz cookies plik by działać coraz lepiej ku dobru stale iść :)))
    1 punkt
  46. - Co więc się stało, że wtedy znikłaś? Tak bez słowa? - Pamiętasz tamtą noc, tam i wtedy? Wspólni znajomi powiedzieli mi, że... - Tak ci powiedzieli? - spojrzałem badawczo, z pewnym adowierzaniem. - Ale nakłamali! - pokręcił głową. - Przecież nic takiego się wydarzyło. Zupełnie nic. Najwidoczniej pozazdrościli nam wspólnego czasu. Ta ludzka zazdrość... - przerwałem, bo wydało mi się, że Gabrysia, spojrzawszy na mnie, chce coś powiedzieć. - Mów dalej - zrozumiała, dlaczego zamilkł. Zamiast kontynuować słowami, wziąłem ją za rękę. Przez chwilę zastanawiał się, jak je złączyć: od wierzchu jej dłoni, czy od wnętrza? Znów uniosła wzrok, najpierw zatrzymując spojrzenie na ich splecionych palcach, a potem spoglądając mi w oczy. - Misiek? - Nie znikniesz mi ponownie? - zapytał. - Nie planuję - odparła, popierając odpowiedź bliższym przytuleniem się doń. - Masz ochotę na jeszcze jedną kawę? - zaproponowałem. - Mm, zgadłeś - uśmiechnęła się. - Mam. Ale chodź, zmieńmy stolik na któryś w tamtej sali - wskazała właśnie wychodzącą z bocznego pomieszczenia parę. - Zamów mi - sięgnęła po kartę napojów, gdy usiedli - tę. Dobrze? Proszę! - wskazała wymienioną jako dwudziestą trzecią mrożoną kawę z bitą śmietaną na wierzchu i posypaną tartą gorzką czekoladą. - Mam na nią wielką ochotę... Czekali kilka chwil na kelnerkę. Gdy podeszła, zamówił wybraną przez nią kawę. - A co będzie dla pana? - spytała. - Dla pana poproszę whisky z lodem. Chivasa dwunastkę - Gabrysia użyła kolokwializmu wiedząc, że kelnerka zrozumie, o co chodzi, i przysunęła sobie torebkę. - No przecież wiem, co lubisz... * * * Gdy kelnerka przyniosła zamówione napoje, postawiła je na stoliku i wyszła, Gabrysia przystawiła bliżej szklankę i zamieszała kawę łyżeczką na długim trzonku. - Pycha! - otarła usta, wypiwszy długi łyk. - Jeszcze raz dzięki... Po równie długim następnym łyku odstawiła opróżnione do połowy naczynie, po czym obróciła się lekko w moją stronę. - To wszystko, co mówiłeś... - zaczęła z widocznym wahaniem. - Wtedy i teraz... niedawno... Czy to wszystko było naprawdę na poważnie? Kartuzy, 6. Grudnia 2025
    1 punkt
  47. dojrzałość przyszła na raty najpierw była drzazgą nawet niechcianą nawał kłopotów z innej planety trochę to trwało... trochę długo a nie powinno stety, nie, niestety teraz po walce z lichem szumią zielone gaje już nie ku straceniu lecz kręte dróg rozstaje piękno w życiu się kryje jak wąż szeleści w liściach i winogrona w fiolecie brzmieją w wiszących kiściach
    1 punkt
  48. -Mistrzu, czy mój bohater ma być idealny? -Wtedy będzie niestety nudny i banalny. Niech nie omija czyśćca w drodze ku dobremu, bo korzystanie z pokus zdarza się każdemu. a jak mu się nie zdarza, nie grzeszy w ogóle, to czy coś ciekawego znajdzie się w fabule?
    1 punkt
  49. -Mistrzu, czemu o chuci aż dwa przykazania? -Jako zapora przeciw sile pożądania, bo te inne wystarczy raz tylko wymienić, a chuć kusi niezmiennie, do życia jesieni. więc dla wielu być może, że dwa to za mało, i gdyby było miejsce, trzecie by się zdało.
    1 punkt
  50. -Mistrzu, czy urodziwa będzie dobrą żoną? -Urodziwa, czy nie, nigdy nie wiadomo.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...