Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.12.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
Usiądź, moje dziwadełko, na murawie bladej. Nie musisz ronić słowa; będę tu — nieblisko i niedaleko — gdy zechcesz mnie zawołać.9 punktów
-
nie boję się mgły tylko oczu tych mętnych trudno odbić w nich ślad nawet ubieram biały szal do garnituru dziś jestem ważny mam ostatnie pożegnanie i garść słów do rozsypania8 punktów
-
życie jak komputer resety odświeżanie uczuć niezależności nie jest to łatwe taka droga by nie tylko w tunelu było widać światło antywirus daje spokojny sen i bezpieczeństwo życie jak … 12.2025 andrew Sobota, już weekend8 punktów
-
wstaję promykami odcieniu rdzy i sieny mgłą osiadam w pościeli czaruj rosą wiosną będę mistyczną fioletową glicynią8 punktów
-
w stodole pozamiatane klepisko tylko gdzieniegdzie obumarły kłos zgrzyta pod ciężkim butem z tego nie będzie mąki mówisz ozdabiając kolorową bibułą zasieki na zewnątrz drzewa trzymają się prosto niczym proporce przy domu Teolów tych którym zawalił się dach i świat zabierając dwie córki jesteś kolejną literą w litanii świętych imion na pokuszenie mówisz że jestem Anną Wierzę ona jak ja w całej brzydocie zachowuje spokój leci jak w ogień za tym który rozpalił płomień8 punktów
-
1. wszystkie (nie)bezpieczne związki tchną tandetną miłością. mdli na sam widok otwartej wymiany. nic nie zagłuszy udawanego śmiechu; nie wywołuj lasu — z wilka zostaną kły i szkielet, obrany z kości — Dom. 2. śnisz sen; nie ma żadnych drzwi. judasz nie wystarczy, by wyjść z wanny pełnej czerwonego błota. obudź się! pora karmienia ma potrójne dno; mleko w lodówce, mleko w piersi, mleko przed oczami. kwaśne mleko. przyłóż oko. do mleka. 3. znów jesteś myszą, myszką — skurczona do rozmiaru strachu tracisz węch. przypalony obiad wygląda lepiej niż: dzień Dobry jeszcze nam się ułoży. znowuż mleko. kipi. fermentuje. nie czekaj pułapkę można rozpakować raz i tylko raz lizać i dyszeć.7 punktów
-
6 punktów
-
Skromność bywa groźna. W słowa wierszowanego rozkwicie. Geniuszu synonim. Który trzymają w zatęchłej klatce. Jego kły znają smak ludzkiego strachu. Odgięta nimi krata mosiężna. Wypuśćmy potwora niech niszczy ten świat a my go na skrzydłach opuścim. A dobry Bóg potwora uwięzi, bo świat swój weźmie pod klosz. I piekło na Ziemi zrówna z tym prawdziwym. Odwiedzi wraz z bestią, czerwonego rywala By zrzucić go z tronu i bestię na nim osadzić. Nieumarłych demonów wywołać rokosz. By ziemia jako i niebo pod jego jarzmem jednako cierpiała. A oszalała z obłędu ludzi resztka. Będzie biła mu pokłon. Gwałcąc się, zabijając i pijąc przy tym piwo. A Bóg będzie krwawił nad brzegiem chmur z bestią uczepioną do gardła. Śmierci krzyk to najlepsza odtrutka. Bo bestia tylko jej służy. Poza eonami skryte łąki duszami ukwieca. Z pali okrwawionych krew chłepcąc. Planuję kolejne żniwo6 punktów
-
Wczoraj byłem dziś jestem a czy jutro będę tylko los wie Wczoraj się uśmiechałem dziś też się uśmiecham a jutro kto wie Wczoraj nadzieje widziałem dziś też ją widzę a czy jutro licho wie Wczoraj było bardzo udane dziś też jest na tak jutrem się nie martwię Przecież życie to szlak który ma drogowskazy trzeba je zrozumieć6 punktów
-
W grudniu każdy się spieszy, pędzi przez dni zimowe. dzwonków głos coraz bliżej, myśli sypią się w głowie. Na drogach puch śniegowy, zadeptany śladami. Zostawiamy je w biegu, w milczeniu je mijamy. A śnieg pada tak delikatnie, poczuj jak głaszcze serce, zatrzymaj się w białej ciszy, może usłyszysz więcej. Lecz w naszej głowie ciasno rozpychają się święta, choinka i prezenty, o ciszy nikt nie pamięta. Czy aby drzewko proste, karp czy aby dość żywy, prezenty i życzenia, prawdziwe czy na niby? A śnieg pada tak delikatnie, poczuj jak głaszcze serce. zatrzymaj się w białej ciszy, może usłyszysz więcej. Może dłoń czyjąś dotkniesz, inaczej niż na co dzień, słowa ułożysz w bukiet i podarujesz w zgodzie. Piersią wtulisz się w czułość, muśnięcie oddasz komuś i samotność ogrzejesz w cieple jasnego domu. Bo śnieg pada tak delikatnie, poczuj jak głaszcze serce, zatrzymaj się w białej ciszy, może usłyszysz więcej.5 punktów
-
Pod wiekowym ciałem świat mój zawirował rozlał się pod sufit i jak morze szumi oczu twoich błękit rozpromienił nicość roztrzepał powieki obficie zrumienił. Natarł z siłą wzgórki drodze się pokłonił jak spóźnione płatki spadały do dłoni jak spragnione kwiaty soki zasysały tak widziałem głębię w świetle nocy stały. Trwały ideały waliły pomniki przez rozgrzane tafle serca przebiegały tak zaległy w sobie jak pooddychały mocą dłoni wzeszły i razem dyszały.4 punkty
-
wokół dużo mgły opisy przyrody milkną w mlecznej poświacie poetyckie resztki jesiennej zieleni zimozielony bambus na herbatę czekam na światło które na pewno gdzieś jest nie w mroku mysiej nory w pięknym kosmosie który urzeka harmonią4 punkty
-
Niewielu obecnie tutaj zdobywa się na takie analizy. Naprawdę doceniam, to co robisz na tym forum, nie tylko odnośnie mojego wiersza. :). Cieszę się z podobania się. :) Dziękuję i pozdrawiam. Ani za wcześnie... :))) Dzięki za obecność. Pozdrawiam Może kiedyś. Sam nie najlepiej śpiewam (delikatnie mówiąc), ale bawię się ostatnio trochę z AI. Kilka moich wierszy jest już na moim kanale na YT, może i ten kiedyś tam trafi. Dzięki za czytanie. Pozdrawiam.4 punkty
-
Mając świadomość własnej niewiedzy w kwestiach wiary, gdzieś w agnostycznym, sporym powątpiewaniu nieco łatwiej o rzetelny i nazwijmy go prawdziwym ekumenizm. Warszawa – Stegny, 11.12.2025r.4 punkty
-
Noc rozpływa się w dzień. Zmywam makijaż ust koloryzując bladość szminki. Nadal mam chroniczny katar i trwale wytuszowane rzęsy. Kończy się wodoodporna czerń. Może tylko w bieli mnie naprawdę zobaczysz.?4 punkty
-
Jedyny ruch to siwy dym nad krawędzią. Czerń w filiżance nie ma dna, jest studnią bez echa. Nie piję, by uciec. Piję, by wrócić. Ciężar ceramiki to ledwie wstęp - smak jest tutaj treścią. Ciemna materia na języku – to dowód na istnienie rzeczywistości. Jej gorycz jest osią, wokół której obraca się poranek. Czekam, aż straci swoją gorączkę. Zanim wrzątek stanie się ukojeniem, świat ma zakaz wstępu.3 punkty
-
Jakbym chciał pisać o pięknie, to zatrudniłbym się w agencji reklamowej, na umowę o dzieło — sztuki na sztuki. A pracuję w izbie pamięci, połączonej tajnym korytarzem z prosektorium. Robię tam zdjęcia, nieostre jak punkt odniesienia. Duszę i flesz Ciemnią jest sala luster, co bezwstydnie podgląda młode dziewczyny, pocierające czarne usta palcami. Lubię ich niewinność.3 punkty
-
wyczuwam cię w nierzeczywistym w odbicu wspomnienia niekończącego się dotyku pod późnym niebem grudnia w niskiej energii ciemnej białe gorąco pokwitanie ust dłoni złoty sen wspólnego ciała3 punkty
-
twoja matka i twój były ojciec gadają o kolorach twojego dzieciństwa pod stołem psy koty ty i ja spijamy im z ust mirinda kolor pomarańczowy woda biały coca cola kokakolowy spierdalaj czerwony pod stołem bierzemy ślub kochamy się pod stołem ronimy I rodzimy dzieci obgryzamy paznokcie budujemy i znowu zjadamy się od środka 07.12.2025r.3 punkty
-
Będziemy ubierać choinkę, hurra! Ale pod nadzorem rodziców, łeee. W mieszkaniu pachnie żywicą i lasem, A z ust cicho pobrzmiewa kolęda. Bombki i lampki czekają w kartonie. Ja tymczasem z Emilką, usmarowani klejem, Lepimy łańcuch z kolorowych pasków, A ma mieć aż pięć metrów długości, Bo inaczej Mikołaj podobno nie przyjdzie. Światło zgasło... „co to, wojna?” pyta mama. Nie, to tata bawi się w elektryka – zawodowca, Aż iskry sypią się z drzewka na dywan. Gotów, start – i ruszyli z przystrajaniem, Łamiąc gałązki, świecidełka wypadały im z rąk, A pierniki chowali po kieszeniach zuchwale. Bombki jedna po drugiej dźwięki wydawały, Spadając na parkiet: pyk, pyk, pyk, brzdęk. Zimowy wiatr tańczy za szybą w ciemności, A my wokół choinki dłonie splatamy, Pełni radości, dzieląc się ciepłem i uśmiechem. Kot spod łóżka turla nosem wielką bombkę Zapodzianą, jakby chciał się do nas przyłączyć, A pies oddaje skradzionego tajemniczo renifera. I choć cały salon wygląda jak po huraganie, Serca mamy pełne miłości, nadziei i dumy, Bo choinka, choć trochę koślawa i łysa, Jest piękna, dokładnie taka, jak ją wymarzyliśmy. Pełna kolorów, zapachów i zagadkowych mrugnięć…3 punkty
-
Dzień zasypia żalem, wieczór jest duszny. Dotyka mnie metaliczny połysk skarabeuszy płyną lekko, pomiędzy odcieniami ciszy przełykam cząsteczki mroku. Nad miastem kurz koloruje brudem szyby nie widząc dostrzegam wyraźnie, w szafirowym świetle latarni tańczą ćmy powietrze gęstnieje pyłem skrzydeł. Spoglądam w ciemność światłem wewnątrz ciebie nie mam już domu. Nie wiedząc dokąd iść gaszę noc milczeniem.3 punkty
-
Mówię - moja zorzo, wszyta w miejskie ulice; mówię - rzeko płynąca przez strony książek, które mógłbym cytować z pamięci od świtu do nocy. I mówię coś jeszcze, i nie mam już słów. Ulica zawija się w czerwień, rzeka wylewa, rozgryza brzegi do ostatniego rozdziału. Kto go napisze, z jakich źródeł nabierze znaków? Mówię - motylu, witrażu zdmuchnięty z twarzy; mówię - światłopióra ptaszyno, mówię do niej - moja maleńka. I wyciągam ręce, i nie mam więcej barw. Widnokrąg pęka w niepoliczalne oddechy, światło wznosi się i opada nad drogą, nad wodą; ptak śpiewa, śpiewa, śpiewa. I jestem jeszcze, i pytam, jakby nie dość było okruchów i szczelin; mówię - mój uśmiechu na każde przesilenie niezawodny. I pytam jeszcze, i nie mam nic poza tym; i jestem taki zmęczony.3 punkty
-
3. Hypaspista (narrator: hypaspista) 1. Na murach Peryntu uczyliśmy się krzyczeć, gdy gardło już pękło. 2. Dali mi pochodnię, żebym prowadził tych, którzy już nie wrócą. 3. Tańczyłem ogniem, aż krew uczyniła noc czerwieńszą. 4. Uderzył mnie los – młotem w ramię, mieczem w bok. I potem ciemność. 5. Ocknąłem się sam. Nie było już głosów, tylko muchy. 6. Król mnie wyniósł w górę. Ale nie ja walczyłem – to inni umarli. 7. Hypaspista – brzmi dumnie. Ale nikt nie pytał, czy jeszcze potrafię spać. 8. Od tej nocy wiem, że chwała to czasem tylko czyjeś milczenie. cdn.3 punkty
-
bywało że między cieniem a duszą szukałem ścieżki z czerwonego złota tej sprzed narodzin na której zwoje papirusów podobłocza ukrywają żywe słowa na polnej drodze pijak w rozkroku o znajomej twarzy tak ten co w zaroślach się błąkał tam gdzie licho nie śpi i gdzie cicho sza zwilża rzęsy stoi niczym kamień omszały z opowiedzeń i wspomnień niezaistniałych3 punkty
-
Nie wierzę Boże że mi coś pomożesz mimo to proszę nie wierząc w nadzieję zgubiłem drogę uciekam przed Bogiem wiara zasnęła gubiąc duszę we mgle mimo to proszę nie wierząc w nadzieję miłością dawną która nie istnieje wiara zasnęła gubiąc duszę we mgle smutku modlitwa nadziei wyzbyta miłością dawną która nie istnieje proszę o miłość która już nie umrze smutku modlitwa nadziei wyzbyta gdzie wiara walczy z człowiekiem bez wiary proszę o miłość która już nie umrze głosem nadziei która ledwo żyje gdzie wiara walczy z człowiekiem bez wiary zwycięstwo marzy by zakończyć wojny głosem nadziei która ledwo żyje nie wierzę Boże że mi coś pomożesz zwycięstwo marzy by zakończyć wojny zgubiłem drogę uciekam przed Bogiem3 punkty
-
Dostałem almanach – miło, z czerwoną okładziną poplamioną tłuszczem - trudno. Trafiłem na ćpuna – pożegnał mnie wulgaryzmem, przepadł za drzwiami kwadratu. Ikona. Wieszajcie święte obrazy zamiast portretów - Egalite, upojna francuska dziwko, twoja latarnia rottes Milieu świeci zabójczym światłem. Dałem ćpunowi en liberté provisoire sutrę, świętą sutrę poety – zwrócił drukowaną kartkę z pionowym gryzmołem przeciętym w poprzek: lokomotywy mogą mieć kolor słonecznika, zielony korpus, żółte koła, można przetworzyć puszki na kolory, a wprawny ogrodnik wypełni je żużlem ze spalin, oleistą cieczą, zbierze nasiona, które się wysiały - bezwiednie, nada sens sutrom przerwanej melancholii. Nadbrzeże myśli o twoim słoneczniku, nadbrzeże myśli o rdzawej wodzie, gdzie uschłe kielichy, wgłębki, piwisi domki dla krabów, nowe molekularne wiązania, nasiona dające życie kwiatom. Nadbrzeże myśli o twoim słoneczniku, srebrzystym drzewie Mondriana, neoplastycyzmie, pionie żółtej lokomotywy, czerwonym almanachu leżącym na stole – poziomym, brudnym dopełnieniu dwóch, krzyżujących się szpalt niebieskiej przestrzeni bez przedmiotowości, formy, wyzwaniu. Smutny almanachu, wypasiony wierszami, tłusty, stekiem kłamliwych sutr. Siedzę sam od godziny, palę - dla zgorszonej kobiety, odbieram kretyński telefon – od kretynki, palę – znów, piszę o wypalonych ćpunach i papierosach (za dużo o papierosach), czytam bluźniercze wiersze innych, swój – równie brudny, słucham The Tallis Scholars. Nic wcześniej nie było tak puste, plugawy almanachu, żadna myśl, żadna wyschnięta studnia, żadne serce - pustynnych ojców, morderców, wdowców, maszerujących w krucjatach dzieci. Nic nigdy nie było tak brudne, plugawy almanachu, posłuchaj ze mną riffu zacinającej się płyty. A Ty, Wielki, Niewymowny Tetragramie, jeśli jesteś - czarny na białym, pewny, zawisły w rogu szeptuchowej chaty albo i willi pokrytej boniami (jak we florenckim siodle Medyceuszy), gotów wciąż do tworzenia: wulgarnego słowa, ćpunów i poetów, ikon, zmaż wszystkie winy słonecznikowego znaku, skrop w skwar hizopem według twojej sutry, zasadź w oliwnym gaju, oto stoję z tłustym, plugawym almanachem pod pachą – nie gardź.3 punkty
-
Wokół sami czerwonoarmiści... Brudni, zawszeni, pijani, Zewsząd słychać głośne ich krzyki, Przecinają pochmurne niebo z ich pistoletów strzały… Zewsząd same przekleństwa, Wzajemne głośne się przekrzykiwania, Prymitywna sowiecka dzicz rozochocona, Mająca w pogardzie boskie i ludzkie prawa… Szorstka dłoń zaciśnięta na szyi, Bezlitosnego oprawcy wzrok dziki, Potęgujące grozę rubaszne ich śmiechy, W rosyjskim języku chamskie docinki, Brzuch przyciśnięty kolanem, Wszelkie wyrwania się próby daremne, Miotane wściekle wyzwiska obelżywe, Przesuwające się po ciele brudne ich ręce, Nieznośny odór samogonu, Smród ruskich papierosów, Z spękanych i obślinionych żołdaków ust, Budził stłumiony wymiotny odruch, W twarz wymierzony policzek, Młodej dziewczyny urwany jęk, Zdarty z szyi złoty łańcuszek, Wokół na ziemi guziki rozsypane… A z tysięcy bezbronnych Polek oczu łzy, Zdławiony szloch w gardle więznący, Dłonią na ustach stłumiony krzyk, Pośród bezmiaru okrucieństwa płacz cichutki… Pomocy znikąd!... A wokół sama sowiecka swołocz, Do skroni zimna przyłożona broń, Zadany pięścią bolesny cios… I tylko cicha paniczna modlitwa, W sercu z wolna gasnąca nadzieja, Gdy każda niepewności sekunda, Zdawała się całą wieczność trwać… I tylko strach paniczny, Nieludzki, odbierający zmysły, Wbijając się swymi szponami, W umysły dziewcząt przerażonych, Serce każdej z nich przeszył, By wkrótce w wspomnieniach bolesnych, Przez resztę życia się tlić, Pozostając ukryty w podświadomości… Bezmiaru nieludzkiego okrucieństwa, Na zajmowanych przez sowietów obszarach, Doświadczyła niejedna młoda Polka, Topiąc swą rozpacz w niezliczonych łzach… Oswobodziciele rzekomi, Naprawdę mściwi bezlitośni kaci, Zasiali swymi okrutnymi czynami, Strach jakiego niepodobna opisać słowami, Ludzie ci prymitywni i dzicy, Na polskiej ziemi czując się bezkarni, Niewysłowionych okrucieństw się dopuścili, Zastraszaniem i groźbą zacierając ich ślady… Lecz nam nie wolno zapomnieć, Bólu tysięcy młodych tych Polek, Które w latach wojny nieludzkiej, Sowieckich żołnierzy padły łupem. O ich niewysłowionym cierpieniu, Winniśmy dziś mówić całemu światu, Przypominając nieukojony ich ból, Pokłosiem będący zdrady aliantów. By zachłyśnięty nowoczesnością świat, Choć przez chwilę się zadumał, Nad tym jakie sowiecka Rosja, Piekło tysiącom Polek zgotowała. By ich niezliczone tragedie, Z historii nigdy nie były wymazane, A krzyż jaki niosły przez całe życie, Dla cywilizowanego świata był sumienia wyrzutem… - Wiersz poświęcony pamięci kilkudziesięciu tysięcy Polek które w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu padły ofiarą sowieckich gwałtów.3 punkty
-
2 punkty
-
Marzę bez prześcieradeł - na wynajmowanej tymczasowości, na zryczałtowanej niepewności Jutro. Być może przypłynie po mnie kra, albo inny ląd niestały Planuję pisać wiersze wczesną wiosną I stworzę im własny świat! Cały.2 punkty
-
Zostawiam świat Szaro bury i zgniły Mój miły Odchodzę W wieczne słońce I wielką jasność Tam gdzie Nie dopadną mnie Nawet za linią horyzontu...2 punkty
-
2 punkty
-
Jestem warta ceny złamanego stołu, Nie zmiany koloru zasłonek. Jestem warta spędzenia razem nocy, Nie przyszłości. Jestem warta przelewu pieniędzy, Nie kupna kwiatów. Warta bycia konkurencją Nie bycia wybraną. Warta zmiany temperatury ciała Nie zmiany charakteru. Czy jak moja piosenka poleci w radiu, Wyłączysz samochód? Nie odróżniam już snu od rzeczywistości, ale to dobrze. Ciebie i tak nie ma w mojej przyszłości. Bo za zaniedbanie ceny godności, straciłabym życie.2 punkty
-
@Simon Tracy Bóg ma dwa oblicza to co by chciał i to co zastaje, żniwo to śmierć chyba nie o to chodzi na wszelki wypadek bym zrobił gwiazdę neutronową z depozytami @violetta chyba w apokalipsie2 punkty
-
W odrobinę szczęścia, w jedną wspólną chwilę, może właśnie z Tobą i dla Ciebie popłynę. Tyle mam słów pełnych znaczeń, co są przy mnie jak motyle, mądre jak puchacze, słodkie.. jak daktyle. Ale to tylko słowa, słowa bez siły spojrzeń, forma co niesie myśli, jak w słoju zamknięty ogień. Ale mam tylko słowa, a Ty jesteś daleko, dlatego piszę Ci bukiety, w nadziei, że wiesz dlaczego.2 punkty
-
@tetu ... mleko się wylało próbuję zrozumieć ciszę między łykiem a oddechem na dnie filiżanki wzór którego nie umiem dziś odczytać ... Pozdrawiam serdecznie Miłego wieczoru2 punkty
-
@violetta O :) to miłe popołudnie u Ciebie! a okna już umyłaś ? ;) @tetu dziękuję tetu :) ponieważ jesteś właśnie z branży beauty :) pozdrawiam Ciebie:)2 punkty
-
Serce przebite strzałą — i ja nią jestem. Ta jej choroba nie może trwać wiecznie — choć długa — tak będę się czuł do końca. Sam, zatopiony na łóżku krańcu, pościel nie otula jak puch, to tortura. Ona już nie mała i bezbronna — a wciąż tylko dziecko, co nie doli nie chce, i brak jej matczynej miłości. To boli… Ja wesprę. Oprzyj głowę na moim ramieniu bez skóry. Parzy, piecze, ale nie cofnę się przed ideałem. Smagam się po rękach batem — przed nią uklęknę, by nie czuła się sama. Wydłubię oczy, by mogła czuć się widziana. Zawsze razem — w kieszeni jej spodni, jak amulet, zaszyte maszyną, od zaraz. To nie dzieje się naraz — krew upuszczam, gdy czuję jej marazm. Maluję nią, operuję. Czerwoną cieczą piszę miłość, bo taka jest wola Boża: „Przy tej kobiecie jest twoje miejsce. Służ jej. Do końca.”2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
* *** ***** ******* ********** ************** święta BN wg PN barszcz lub grzybowa względnie rosół rybny kapusta z grzybkiem trochę kwasu się przyda ryba z jeziorka hodowlanego pływa w maśle którego może w tym roku nie zabraknie tego może być nawet dwanaście licząc ze śledziem i opłatkiem sałatka jarzynowa ja nie lubię gotować to skrócę króluje w tym roku chyba makowiec na kruchym cieście czerwony płatek zapomnienia2 punkty
-
@infeliaSerdecznie dziękuję! :))) @MigrenaBardzo dziękuję! Cieszę się, że czytasz moją prozę czyli takie sobie opowiadanie. Chciałam w ten sposób przypomnieć jedno z okropnych wydarzeń w historii, które zmieniło życie wielu osobom. Serdecznie pozdrawiam. Ps. Brakuje mi Twoich niedoścignionych i pełnych niesamowitych metafor wierszy.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
są wiersze uczepione do choinki zatrzymaj mnie jeszcze wczoraj czytaliśmy w leśnym domku dziś w pośpiesznym do Krakowa potem był pusty peron i czerwona czapka nie pasujemy do nikogo nawet w dobranych słowach miasto kwitnie śniegiem na białych ulicach marzną kartki niezapisane i wersy do nieba przytulone2 punkty
-
Kiedy czasami przychodzi sen wczesny, przytulasz się chętnie nagimi piersiami. Zanurzam głowę gdzieś w dołek między, gdzie długo błądzę spierzchłymi ustami. Jakbym przemierzał rozkoszne doliny, pełne gron bujnych, o cudnej jędrności, gdzie słońce łaskawie , długie godziny ogrzewa szczyty krągłe, w szczodrości. Jak marynarze, gdy szczęścia doznają, patrząc na uśmiech dziewcząt na brzegu, gdy łódką po miękkiej wodzie zmierzają, wśród kwiatów lilii bielszych od śniegu. Więc zsuwam się niżej, ale niespiesznie - nim dotyk naglący poczuję na sobie - Drżysz z podniecenia w ulotnym półśnie. Słodkie westchnienie i już jestem w tobie. YouTube - wersja dla leniuchów (wersja udźwiękowiona) https://youtu.be/VvyEVu_KlPg2 punkty
-
@Berenika97 Choć daleko mi do tego by lubić Mickiewicza czy szerzej wszystkich romantyków. To jednak "Tyś nie Bogiem a ... carem" zawsze do mnie przemawiało. Bóg jest niedostępny, milczący, dumny i obojętny. Jest katem a nie wybawca. Dlatego cóż innego rzec pozostaje duszy osiadłej na wieki w potępieniu. Klątwy nie jest w stanie zdjąć z człowieka ani on sam ani Diabeł ani Car-Bóg. Są duszę tak głęboko przeklęte i umęczone katorgą wiecznej a zarazem nic nie wnoszącej pokuty, że zostają zepchnięte do rasy podludzi lub poddusz. Mogą jedynie patrzeć jak biesy grają w kości o ich godność. @truesirex Dziękuję :) @Christine Bardzo dziękuję. Jest tutaj motyw i zbrodni i kary, lecz bez udziału odkupienia win. Przekleństwo i potępienie w mojej poezji jest wieczne i moje fatalistyczne postaci mają świadomość tego, że nigdy nie będą wolne i zbawione2 punkty
-
miedziana czara w niej woda przejrzysta twoje wołanie Świąteczne śniegi blacha pierników smak powraca2 punkty
-
Owszem, lecz wtedy był plan obudowania Pałacu Kultury wieżowcami, które miały zasłaniać już niechciany dar Stalina.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne