Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 08.03.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. nie tęsknię za sobą sprzed lat może i byłam szczęśliwa ale potem nieszczęśliwa może i byłam zdrowa ale potem chora może i byłam zakochana ale potem odkochana... a przyszłość? przecież wyzdrowieję rozszczęśliwię się i stanę miłością... koniec zaczepi początek (w) teraz!
    9 punktów
  2. trzask łamanych gałęzi wiatr przewraca stare drzewa zamilkły ptatki wtulony w ciszę jak źdźbło leśnego runa smak oddalenia pradawnych lat wszechświaty przede mną ukryte budzi o brzasku plusk wody w kadzi w przejrzystej tafli smak pragnienia pachnie miętą w uniesieniu łopoty skrzydeł pośród suchym traw opatrzność dusz przodków na krawędzi nocy i dnia święty ogień w kręgu starych bogów jary czas
    6 punktów
  3. Pachniesz lasem i zielonym szelestem. Nieoczekiwanie sprawiasz, że jestem… Wiatrem, który w gałęzie się wplata, Złotym żukiem, co ze słońcem się brata. Małym krzakiem poziomki w czerwieni. Mchem miękkim, co się kładzie po ziemi. Jestem ciszą i delikatnym dźwiękiem. Jestem świtem spokojnym i wieczornym lękiem, Jestem rosą poranną, co w paprociach się mieni. I błyszczącooką zwinką, zastygłą wśród kamieni. Pachniesz lasem i rozłożystym dębem. A ja się boję, że tylko będę… Mgłą, co rozpłynie się z pierwszym ciepłem. Milczeniem, które nie drgnie nawet szeptem. Pajęczyną zszarpaną lotem szczygła. Ważką, która zgubiła swoje skrzydła, Konwalią białą, zgniecioną pod butem. Dziuplą samotną, w której śpi smutek, Jagodą, co sokiem spływa po dłoni. Strumieniem, którego nikt nie dogoni. A ty będziesz pachniał lasem i drzewem, Lecz czy ja wrosnę korzeniem? Nie wiem.
    6 punktów
  4. Skrytykowali pojęcie w pełni doszczętnie że trzeba dać całkowity zakaz wodzie sodowej chodzą teraz smutne panny po mieście nikt z obecnych nie chce z nimi zaszaleć Dziś wieczór nie ma żadnego znaczenia liczy się co najwyżej pojutrze i popopopojutrze widzisz bratku smutnych panów na mieście nie ma panien co dałyby im zmęczony poranek Wyrugowano z reala pojęcie błędu życiowego nikomu już noga w niczym się nie powinie zakazali lekcji porażek, uczą tylko zwycięstwa dlaczego wciąż tak dużo przegranych na ulicach? Wpoili nam najobszerniejsze kodeksy reguł życia nauczyli przepisów na każdą okazję i sytuację już nikogo nie bawią ważne odstępstwa od reguł chcieli to uczynili nas sztampowymi i zwyczajnymi (jeny jak ja bardzo nie lubię własnej normalności) (najbardziej) A proces? Cóż proces jak proces pogłębia się tylko... To wcale nie jest przypadkiem że tego wiersza nie umiałem napisać!! Warszawa – Stegny, 07.03.2025r.
    5 punktów
  5. ładny masz uśmiech biorę przymierzam rozdaję jak ulotki zdumionym przechodniom do twarzy ci w białej koszuli pod Pałacem Kultury staruszka sprzedaje piwonie wsuwasz mi jedną we włosy wjeżdżamy windą na szóste piętro Dereszowska i Pazura przypominają za co kochamy teatr gdy wychodzimy wręczasz mi małe pudełko otwieram piwonie migoczą jak Warszawa nocą czy mówiłam że do twarzy ci w białej koszuli?
    5 punktów
  6. Złoto czy srebro, Diament czy rubin. Mi sam gest wystarczy. Wiesz, że powiem "tak". Nie mam nic swojego, Bo wszystko jest twoje. Sekundy cenne, Których brakuje. Każda moja noc, I każdy oddech, Mrugnięcie nawet, Są tobie oddane. Życie z tobą Jest dla mnie wszystkim, Cenniejsze od złota, Srebra czy klejnotów.
    5 punktów
  7. dzisiaj ósmy marca to wspaniałe święto tyczy każdej z kobiet a każda jest piękną bez nich życie chłopów byłoby niepełne zatem w ich imieniu piszę tak rzetelnie czasami żywotne co mają radochę albo ciche skromne takie trochę płoche często myślą lepiej nawet od płci męskiej tak ogólnie rzeknę są po prostu świetne uczuć w nich niemało takich i owakich no chyba że bęcwał jakiś im się trafi rożne inne sprawy pominę milczeniem bo jeszcze mi jakaś przywali gdzieś w ciemię życzę wszak kobietom radości wszelakiej no bo przecież one kochane są takie
    4 punkty
  8. są takie dni które się pamięta zdarzeniami skrzętnie chowanymi na chłodne wieczory powiedziała dzień dobry jakbyśmy się znali z uśmiechem opuściła powieki była już tylko ona na krawędzi spojrzenia połączyły się historie spotkałem ją na liściu orzecha gdy zamknąłem oczy padał deszcz
    4 punkty
  9. Tańczący z gwiazdami Na rozstaju dnia i nocy, Gdy życie jeszcze śni, Po drodze mlecznej kroczę Pod prąd banalnych dni. Jeszcze tylko jeden raz, Ten jeden raz ostatni, Chodź zatańczyć, nadszedł czas Rusałko piękna z baśni. Nie wiem czy później światła blask Zgaśnie lub się rozpali, Wiem tylko – zatańcz jeszcze raz, Tańcz po niebieskiej sali. Zatańcz rusałko raz jeszcze Tango mortale wszędzie, Gwieździstą drogę wyczaruj wreszcie, Później, co zechce, niech będzie. Marek Thomanek 08.03.2024
    3 punkty
  10. fioletowy kwiat listki zielone serca miłe wspomnienia
    3 punkty
  11. cieszyć się z NIĄ ❤️ każdym dniem nawet gdy.... sprawiać że... być blisko NIEJ ❤️ gdy życie dokucza gdy JEST szczęśliwa i kwitnie sobą być dla NIEJ ❤️ oparciem szybkim środkiem lokomocji wzmocnieniem smacznym deserem i zabawką gdy... być być gdy pragnie… 3.2025 andrew Dużo … bo jest... i zagadką
    3 punkty
  12. Na białej karcie cyrklem ukradkiem| fortuna kołem dzieje obraca łącząc tak zwięźle życie ze śmiercią krążeniem ziemi odmierza lata Historia przecież lubi powtarzać się i nie tylko lecz również wiosnę gdy świat zakwita i dalej więdnie cyklem natury smutnym radosnym Za widnokręgiem z kuli wyciętym jest kołowrotek przędący nitkę nie wiesz gdzie koniec ani początek lecz możesz kręcić przez miłą chwilkę
    2 punkty
  13. czy piękno może być trwałe? czy może jednak jest pewne że w stracie się piękno dostrzega i zdobyć je można cierpieniem? czy piękno „pięknem” się mieni jedynie przez swą ulotność? we wzlotach i spadkach słońca w tęczach i w sile odśrodka cyklicznie, rzadko, czy ciągle?
    2 punkty
  14. Błękitny dzisiaj Bukareszt Z rozumem ... usta-usta Wybudza ze śpiączki wiosnę Asceza czy rozpusta? Jak zwykle przegrywam w siebie Kości niedbale rzucone Rozpacz, co tuli skowronki W policzek uderza nadzieję Błękitny dziś ten Bukareszt ... I jakoś dziwnie radosny ...
    2 punkty
  15. też mi zajęcie strugać wariata, kto chce niech patrzy jak rżnie się głupa. zaproponuję biznes rozkręcić, przyjdą klienci i będzie ubaw. będzie atrakcja, będą plakaty zrobię reklamę, pajac i błazen. darmo bilety, więc przyjdą tłumy brawa, owacje, bis raz za razem. tylko uważaj, gdy łeb zakuty na dobre rady nawet, w dwóch słowach mimo szczelności drogę odnajdzie, bo ma bąbelki woda sodowa.
    2 punkty
  16. przyjemnie pobłądzić we własnym wnętrzu mroczne korytarze kolorowe witraże doliny i szczyty zdobyte trofea spokój i afera zgubione zakochania niedokończone zadania miłości niezdobyte odkryte prawdy brzegi samotne chwile ulotne melancholie dzikie zabawy a to początek wyprawy i łzy są niepozbierane i rany kłute, szarpane i sztylety i kosy i znaki z niebiosów ach te wewnętrzne stany wszystkie do wymiany nigdy niezjednoczone to miałkie to szalone bagna, błota i łąki różane stany niepojęte niepokonane
    2 punkty
  17. Paniom z forum w Święto Kobiet życzę pomysłów bez liku na wiersze i palindromy, limeryki i haiku.
    2 punkty
  18. Leje się woda na głowy, leje się z prawa i z lewa. Chlapią po oczach e-krany, obraz utopia zalewa. Miękkie umysły, jak gąbki, chłoną bezmiary wilgoci. Prawdy bezsprzeczne już wsiąkły, znów hydraulik coś sknocił. Ciurkiem się sączy nienawiść, wielu niezbędna do życia. Przeciw niejeden niej prawi, gdy jednocześnie podsyca. W rurach coś dzwoni i rzęzi, jakby się miały rozlecieć, albo demony uwięził w nich ten, co rządzi na świecie. Strumieniem woda obmywa łby coraz bardziej ponure, lecz może taka przyjść chwila, że ktoś zakręci im kurek.
    2 punkty
  19. piękno wartość umowna i w różnych wiekach różna raz wzniosła i zasobna lub czasem blisko gówna dziś kibić smukła szczupła niemalże jak modelka jutro okrągła pupa piersi - poduchy wielkie kończąc ów wywód krótki trzy słowa jeszcze dodam piękno wartością stałą i w matmie tkwi uroda :)))
    2 punkty
  20. szorstkie kawałeczki cieńsze od tynku ściany płyną wzdłuż rzeki, wśród pobliskiej polany szare, białe, czarne i bordowe barwią wodę zimną krwistym kolorem wszystkie płyną razem, mimo że osobno mimo, że wydawałoby się kiedyś, że nigdy nie zmokną płyną wszystkie razem, nawet jeśli jest ulewa nawet jeśli każdy z nich niezmiernie ubolewa i pewnego razu, wśród śniegu, zamieci złącza się ponownie, zrodzą się, jak dzieci złącza się w całość, silną i nierozerwalną po okresie rozłamu powstanie, co upadło
    2 punkty
  21. Wszystkim paniom z okazji Dnia Kobiet które czytają moje wiersze życzę dużo uśmiechu i zdrówka - Waldemar Talar
    2 punkty
  22. @viola arvensis dziękuję :) @Dominika Moon wiosna! ;) @Laura Alszer człowiek nasiąka tą wczesnowiosenną aurą… samo idzie ;)
    2 punkty
  23. ciemna letnia noc mruga światełkiem życia przydrożna trawa
    2 punkty
  24. ... jeżeli nie, trzeba to jemu powiedzieć.. ;) Lauro.. tytuł mnie ściągnął... bardzo sympatyczna sceneria. Miłego dnia.
    2 punkty
  25. @Rafael Marius :) przeczytam :) Dzięki @Marek.zak1 :) Niech żyje teraz :) Dzięki i również pozdrawiam @aff @Leszczym @Wiesław J.K. Podziękowania:)
    2 punkty
  26. @Rafael Marius Tak. Dzięki:) @Roma :) miło mi bardzo:) @Marek.zak1 ... Pozdrówki również @Bożena De-Tre ... Dzięki za kmnt
    2 punkty
  27. @Rafael Marius Bez przyczyny denerwuje go, gdy widzi w towarzystwie innej osoby. @Nata_Kruk Cyjanek... to z dużej ilości wypalonych papierosów?
    2 punkty
  28. Wlało w ciebie krew matki łono prowadzili twego ducha krawędziami brzasku śpisz wciąż lekki jak słowo przysłuchując się milionom oddechów Nie rzucasz cienia jeszcze żagiel twej skóry sam się zszył zadmą weń wiatry i deszcze lecz nie jutro, nie dziś Jesteś najsłodszą kroplą - tajemnicą i nie rozsupłano tego wcale czy będziesz mnichem, galernikiem, doktorem Żywago kryjesz to tak doskonale
    2 punkty
  29. @Nata_Kruk dziękuję za opinię. Nie obrażam się, dawno z tego wyrosłam. Wiersz napisalam w pracy "na kolanie"pod wpływem impulsu. Być może kiedyś go dopracuję. Na tą chwilę niech pozstanie obłąkaną wyliczanką. A każdemu może się podobać co innego, jak to w życiu. Pozdrowienia.
    2 punkty
  30. Coś zakrzyczało obok. Znienacka. Przefrunęło z cichym furkotem czarnych skrzydeł, okrążając gniazda. W nocy i w deszczu. Między drzewem jednym a drugim. I tamtym… W odblaskach i w lśnieniach. W lustrach pełnych niczyich odbić. I w światłach ulicznych latarni. Nawet tam, gdzieś nie wiadomo gdzie, błysk szyby otwieranego nagle okna… W tym domu, na skraju. W domu z cegły i drewna. W tym domu, w którym ojciec przywoływał kogoś w pijackiej malignie i przywoływał jedyne imię: „Maria, Maria”... I szarpał się z kimś nietrudzenie. I kiedy wylewał z siebie pianę i inne płyny. Kiedy się skręcał. W konwulsjach. W spazmie agonii… Nie! Nie! Nie mógł nabrać powietrza, albowiem dech mu zaparło od nadmiaru, od przesytu umierania. I do tej pory zapiera, mimo upływu lat trzydziestu jeden. Był już sztywny i zimny jak kłoda, jak kamień… Bo go widzieli. Widziały go oczy różnych przybyszów, licznych obserwatorów w czerni… Pełno ich wtedy było. W każdym kącie. W każdym zakamarku. Stali. Wszędzie. Leżeli. Klęczeli. Szukali czegoś. Węszyli. Węszyli jak psy. Muskali ustami ściany i cokoły drewnianej podłogi, wodząc lśniącymi językami po rowkach daktyloskopijnych śladów.. Pies skomlał. Siedział pod stołem ze skulonym ogonem. Wystraszony. I patrzył na wszystko wielkimi ślepiami. Takimi wielkimi jak oczy u miesięcznego dziecka. I te oczy! Te oczy prawie ludzkie! A więc szukali czegoś. I tam. A nawet tam, gdzie leżał wiele razy. Gdzie wiele razy leżał okryty jedynie stertą pożółkłych gazet z wielkimi nagłówkami o testach jądrowych na Pacyfiku... Przynajmniej tak było we śnie. Zostały po nim jedynie pióra I wydłużona czaszka. Raczej ptasia, nie ludzka. I kiedy… Nie! Lecz teraz. Albo wtedy. Nie! Nie wiem. Już nic nie wiem.. Wyginam się w łuk, bo znowu chwyta mnie konwulsja. Spazm nadciągającej ekstazy… Tom of Finland wypełnia trzewia. Rozlewa się tak rozkosznie i błogo… Ale przejdzie. Zaraz przejdzie. To chwilowe... Zaraz. Zaraz. Zapomniałem, co było wcześniej. A, już sobie przypomniałem… A więc dom ten stał i stoi nadal w cichej przestrzeni parkowej pustki. Stawiam kołnierz dziurawej jesionki, ponieważ omiata mnie spirala czasu. Zimno mi. Zmieszane epoki i lata. Kołują. Kołują niestrudzone stada gawronów czy innego ptactwa znad dalekich wysypisk. Przechodzą wprzód i w tył jakieś wizje. Latają wokół. Pędzą nie wiadomo dokąd. Pełzną. Wloką się. Snują… Godziny przeskakują jedna po drugiej, ale czy do przodu? Czy do przodu? Czy, aby do przodu? Nie wiadomo. Nic tu nie jest wiadome i pewne. Pewna jest jedynie śmierć i pustka w lodowatej otchłani nocy. Do przodu? Nie wiadomo. Albowiem nic nie wiadomo. A więc, kiedy wracałem wtedy z pracy, zmęczony, i szedłem aleją, w starych drzewach iskrzyły krople sennej zadumy. W drzewach bez liści i w jakiejś dziwnie pokręconej formie. W drzewach połączonych ze sobą. Obejmujących się gałęziami, jakby w tańcu. Jakby w jakimś nieodgadnięciu. W tajemnicy... I ten błysk otwieranego nagle okna… Przez kogo? Przez nikogo. Przez niczyją rękę, która mogłaby być ręką mojej umarłej już matki. I z pierścionkiem, który może został na jej palcu. Tak jak wtedy, kiedy o poranku piła kawę pewnej niedzieli, pewnego dnia lipca. W słońcu. W leniwej godzinie gorącego lata... To było wtedy, kiedy przeżywszy ją, widziałem odblask nieznanej natury co się skradał w migocie, co się przesuwał chyłkiem po ścianie... Stąd aż dotąd. Po podłodze i fornirze trzydrzwiowej szafy. Szedł z przeszłości w przyszłość. Przechodząc przez teraźniejszość jasną smugą na krawędzi cienia… Coś przywołane z nicości. Bezwiednie. Albo i umyślnie, choć we śnie. Przywołane z głębokich warstw zapomnienia. Zatem przechodzi raz jeszcze, tylko pod innym już teraz kątem. W postrzępionej od porywów czasu formie, podczas gdy w topolach drżą liście. A więc to już znowu lato… Dopiero, co była jesień... A więc drzewa. Te oto drzewa (jak znowu wiele tego „a więc”) A więc szeleszczą i klaszczą. Mienią się razem i z osobna. * Matka była tu. Ale nie widziałem jej, ponieważ kiedy wyszedłem do przedpokoju właśnie zamykała za sobą drzwi, ścierając mimo woli kurz z drewnianej poręczy schodów. Palcami. Dłonią. Rękawem płaszcza… Pozostała po niej odłupana drzazga. jedyny ślad zatarty w połowie. Wołałem..Nie odpowiedziała. Zeszła po stopniach wytartych pokoleniami kroków. Schodziła szybko, niemal zbiegała, jak nastolatek chcący zrobić psikusa sąsiadom, łomocząc pięściami w drzwi do ich mieszkania. Albo szła wolno, prawie stojąc w miejscu. Szła. Rozpływała się w powietrzu. I była. Albo nie było jej wcale. Albo znowu była, idąc do sklepu. Na zakupy. Tak jak to robiła za życia. Poszła do sklepu, choć była już na skraju umierania. W zasadzie już nie żyła. Ale poszła. Zebrała się w sobie, mimo zimnych już ust. Mimo ust posiniałych na śmierć. Z jednej strony wyglądało to normalnie, jak co dzień. Z drugiej… Z drugiej to takie wszytko dziwne jak po zażyciu sporej dawki amfetaminy. Marynarz patrzy się na mnie. Zaraz. Zaraz. Skąd on tu nagle… Spogląda zalotnie, kiedy owiewa mnie chłód schodowej klatki. Marynarz. Piękny mężczyzna na etykiecie Tom of Finland. Matka wyszła chyłkiem, nie informując mnie o tym. Choć z drugiej strony, po co miałaby mnie o tym informować? Słońce wpada przez okno do przedpokoju. Jakieś takie mocno pomarańczowe. Zachodzące. Zwiastujące nadejście lodowatej nocy. Rozglądam się wokół. Zostawiła dwa telefony. Leżą na szafce. Jej? Chyba jej. Przynajmniej tak jest w tym śnie. Czemu akurat dwa? Dopiero co kupione. Nowe. Czemu ich nie wzięła? Bodaj jednego? Nie chce, abym się z nią kontaktował, choć i tak nie znam numeru. Próbuję bezskutecznie. Naciskam klawisze. Usiłuję się dodzwonić. Wybieram numery jak szalony. Przecież to wariactwo! Telefony leżą tutaj a nie w jej torbie. Więc, po co dzwonię? Po co? Po co… Strasznie dużo tego „po co”. I nowa karta płatnicza. Przysłali jej z banku. A telefony? Zwykłe, komórkowe. Nic specjalnego. Dla starszej osoby. Choć matka nie była tu jeszcze stara, mimo że miała już problemy z sercem. I miała sine usta, jak wtedy, kiedy oddawała z wielkim zdziwieniem w oczach i z cichym świstem ducha. Dobrze. Wyjdę po nią. Wyjdę jej naprzeciw. Odbiorę zakupy. Ale, zaraz. Przecież poszła do sklepu, którego już od dawna nie ma. Tam jedynie wiją się krzaki a pajęczyny oplatają stertę zbutwiałych desek. Poszła tam z przyzwyczajenia. Albo bardziej w bezkres. Już nie ma. Ani sklepu, ani matki. Zniknęła, gdzieś w pomroce dziejów… Weszła na powrót do wszechświata atomów. Do królestwa mikroskopijnych włókien, co podążają w milczącym przepływie pustego czasu. W dookolnym milczeniu rozsadzającym uszy piskliwym szumem gorączki. * Coś zatrzepotało. Zatrzęsło. Szczypią mnie oczy. Łzawią. Skąd się biorę te wszystkie ptaki? Fruwają wokół. Przylatują, odlatują. Krakania, krakania… I te ptaki, te skrzydła… Za oknem noc okrywa całunem ziemię. Przestało już padać. Spadają z wysoka roje gwiazd… Kropliste. Płonące krople stearyny. Parzą dłonie i usta. Policzki, skronie… Kiedy nadstawiam je. Kiedy klęczę w jakiejś niedoszłej modlitwie. W jakimś błaganiu o litość... Leżę na słojach, na sękach. Na podłodze wytartej krokami minionych dni. Leżę i patrzę w niebo. W żyrandol. W nic... Dlaczego milczą wszystkie ściany? Nasłuchuję. Nasłuchuję. Przytykam ucho do chłodnej powierzchni. Do chropowatej. Popękanej. Brudnej... Światło łasi się do mnie. Wije się po podłodze jak ja. I z przymilnym popiskiwaniem słodkiego szczeniaka. A więc, są tutaj. Przychodzą i odchodzą. Drgają elementarne cząstki. Świece, świece... Płonące wszędzie świece! Kiedy je poustawiałem? Nie pamiętam. Nic nie pamiętam, choć powinienem przecież pamiętać. W chrapliwym oddechu. W jękach. Wyginam się w łuk. Albo to coś wygina się za mnie. Odchyla ptasią łowę. Giętką szyję z ostrą grdyką... I porusza nią, połykając hausty powietrza. Połykając ślinę… Wygina się. Wygina… Zamienia się w łuk. W poręcz. W balustradę… (Włodzimierz Zastawniak, 2025-03-08)
    1 punkt
  31. @Sylwester_Lasota No, tak, trudno się z Tobą nie zgodzić :) Nie znam np. osoby (chyba że istnieją takie przypadki, a ja o tym nie wiem :)), która sama o sobie powiedziałaby, że ma zły gust, więc jak najbardziej - można powiedzieć, że zarówno piękno, jak i brzydota są subiektywne :) Osobiście uważam jednak (tu będzie mała dygresja), że piękno i brzydota są ze sobą powiązane nieomal tak, jak życie ze śmiercią, a jedno z drugiego wynika i koło się kręci... A my jako ludzie potrzebujemy kontaktu z jednym i drugim. Serdeczne dzięki za zatrzymanie się i serduszka pod innymi wierszami :) Pozdrowienia :) Deo
    1 punkt
  32. Jak twierdzą niektórzy, piękne nie jest piękne, ale to co się komu podoba. Biorąc pod uwagę obecną różnorodność postrzegania piękna można rzeczywiście odnieść takie wrażenie. Pozdrawiam.
    1 punkt
  33. @BITTERSUITE Podoba mi się wiersz, zwłaszcza pierwsza część. Druga jest już dopowiedzeniem. Pozdrawiam.
    1 punkt
  34. Kogut na dachu fantazyjnie się rusza odbija światło
    1 punkt
  35. twoje ramiona są dłuższe niż myślałem las wciąż milczy jeszcze nigdy nie zawiódł od południa do południa twoje włosy tylko o północy przebijam wzrokiem drogę do siebie jutro zmienimy poduszki
    1 punkt
  36. Na punkcie oczów, niejeden skoczył ;-) Pzdr :-)
    1 punkt
  37. 1 punkt
  38. @Wiesław J.K. Też tak myślę. Dziękuję i pozdrawiam wiosennie💞
    1 punkt
  39. @viola arvensisPoznawanie samego siebie. Pozdrawiam serdecznie Violu 😎
    1 punkt
  40. @Rafael Marius masz nieco inne ode mnie podejście, co szanuję, doceniam, a nawet podziwiam. Ale to też o to chodzi żeby w tym czy innym teamie byli różni...
    1 punkt
  41. Dobre. Klasyczne 5-7-5 pozostawmy klasykom ;)
    1 punkt
  42. @Corleone 11 Kupuję po dwie szminki w tym samym kolorze, jedna jest w domu, a druga w pracy... 😅😅😅
    1 punkt
  43. oczy błyszczące zieloną głębią lata zwiewne deja vu
    1 punkt
  44. @Sylwester_Lasota Z pomysłem, swadą i sprawnością :) Miękkie umysły, jak gąbki” – to porównanie pokazuje wrażliwość społeczeństwa na to, co do niego dociera, i łatwość, z jaką przyjmujemy informacje, nie zawsze je filtrując. Ładnie kończysz nutą nadziei Serdeczności :)
    1 punkt
  45. @Lidia Maria Concertina Ooo! To jest tekst, który mi się podoba: Zwłaszcza to! ( czytałem sobie po swoim przeredagowaniu) Pozdrawiam cię!
    1 punkt
  46. Nawet samotna matka - wnioskując z tekstu, pisze: zmierzamy, palimy, wypuszczamy. W liczbie mnogiej. To bardzo refleksyjne. Wszyscy rodzimy się czyści jak niezapisana karta. Pozdrawiam :-)
    1 punkt
  47. skacze z kwiatka na gwiazdkę z gwiazdki na kwiatek z kwiatka na kwiatek z gwiazdki na gwiazdkę skacze skacze myśli układa sortuje mierzy liczy pisze mówi sprzedaje skacze
    1 punkt
  48. za każdym razem gdy usiłuję z czułością wsłuchać się w siebie ktoś mi przeszkadza każe się nie poddawać i walczyć ile wlezie a ja w rozkwicie białofarbnych rozmazań praworożnego sierpu księżyca chcę tylko ciszy w pościeli chcę tylko istnieć i znikać
    1 punkt
  49. Zerknąłem, bo i ja zerkam w opracowanie natury psychologicznej. A tam – jak łatwo się domyśleć – całe spektrum spraw psycho zupełnie nie logicznych. A tam gubi się autor za tym mędrca szkiełkiem i okiem, ponoć nawet bez serca. A tam autor być może za mało doświadczony, zbyt niepisarski, może niepiśmienny nawet, ale z całą pewnością oko jakby nie takie, a w szkiełku – cóż, zdaje się brakuje tych kilku ważnych dioptrii. Zresztą – jak nam wszystkim tutaj – każą autorowi patrzeć szerzej, a on – jak my wszyscy – cóż, szerzej nie widzi. Oj, szerokie to jego niewidzenie. Szerokie i głębokie nawet. Zastanawiające nawet bardziej niż sprawy, o których stoi napisane. Ale nawet jeśli szerzej dostrzega, no to cóż – jak my wszyscy – tego szerzej zupełnie nie umie wyrazić. Albo może jako zagoniony w któryś ze ślepych kątów nie ma na to czasu? Słowa to jednym słowem ciężka historia, która notabene zawsze ciężką była. Jedna z najcięższych. Wiemy już, bo już wiemy, bo wiemy doskonale, że co jak co, ale ze słów no to dużo potrafi wyparować, w dodatku w bardzo nieokreśloną przestrzeń. Warszawa – Stegny, 15.01.2025r.
    1 punkt
  50. Traktorek z pługiem Kwadrans przed trzecią w nocy Tam i z powrotem
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...