Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 15.05.2023 uwzględniając wszystkie działy

  1. pada deszcz o wiotkie mury z liści uderza bębni nad głową do środka się wdziera we mnie schronienie znajdzie bezpieczne i ciepłe... za oknem słyszę dziecka śmiech i ja uśmiecham się do tych kałuż pełnych anielskich łez pada deszcz... w krople się zamieniam - lśniące okrągłe w ich wnętrzu nie widać że płaczę bo i tak wszystko mokre jest kapie na mnie rzęsisty deszcz niech się spieszy za nim podąża słońce - które kocham też
    7 punktów
  2. Jakaś myśl mnie pociesza: najzimniej przed świtem. A na razie Mythosy Calypso w Kaptanie ręce z zimna się trzęsą drętwieją nad kwitem który chłonie czym pryskam kwitnące jabłonie. One ślepo mi wierzą lecz bądźmy konkretni: wlać załączyć mieszadło – rozpyla się strofka pośród rzędów w tym starym sześćdziesięcioletnim sadzie (o! zniknął!) jabłoni Bankrofta. Czy go nigdy nie było? W kwaterze jest marzeń? Manometru czy księżyc ciśnienia zanikiem wskaże pnie wpół ucięte? Korzenie porwane? Taka myśl mnie pociesza: najzimniej przed świtem.
    6 punktów
  3. Szelest łodyg śpiewa, wiatr hula na łące, i mruczą miodnice swoje murmurando. Podsuwane kwiatki jak słońce złociste, rozdają uśmiechy rozsiewają radość. Ciepłe są promienie co grzeją baldachy, trinctoria też pała równie żółtym blaskiem. Fiolet podtrzymuje wielką ilość kiści, z niego wyrasta gąszcz zielonych strzałek. Skrywa tajemnicę, bogatą historię indygowa barwa. Płynie z zieleni. Pełen marzeń błękit, długo wręcz banalny. To krzyż go wynosi nad grupę kolorów. Jego ważność rośnie, błyszczą żółte pola, urzetowe barwy niosą symbolikę.
    6 punktów
  4. Kiedy ciebie całuję (owszem, chętnie) ćwiczę rzemiosło wśród nieskromnej liczby moich "panów" fanów. Ty nie wychodzisz na prostą, a ja wychodzę na swoje aż cierpliwy czas pokrzyżuje powiedzmy, że nam obojga plany. Inspiracja: Emil Zola "Nana" Seranon, 14.05.2023r.
    5 punktów
  5. to życie jeszcze nie dojrzało by poradzić sobie w życiu nie rozumie dlaczego każdy nadchodzący dzień coraz bardziej boli instynkt każe mu biec jak najdalej od źródła niepoczytalnego gniewu o nieobliczalnych skutkach zbyt mała energia by uciec grawitacji niewidomego prawa zachowania tradycji gaśnie nie mając sił zapytać dlaczego… kiedy cisza zostaje z tym widokiem sama rozdziera się bo nikt nie chce być poparzony obojętnością
    4 punkty
  6. Łowca Mój kot ukryty W gęstym futrze Czasem odsłania Giętkość ciała I żelazny Uchwyt szczęk Gdy dopadnie Wróbla albo mysz To tylko gra Jego wyobraźni Marzenie sytego Leniwego kota Lubię patrzeć Jak siedzi spięty Zanurzony w trawie I udaje że poluje Zupełnie jak ja Na fantomy
    4 punkty
  7. Nasz dom jest daleko w lesie Wisi ukryty na wierzbowym drzewie Nasz dom jest nasz i nikogo więcej Zbierają jagody ci znad mórz Krzątają się wśród, słyszą nasze bzyczenie Czekamy aż odejdą w zapomnienie Nasz ul jest naszym domem prastarym Żyjemy tak krótko .. Według ziemskiej zasady Bez niego nie mamy szans Przeszkadza im nasze bzyczenie Przeszkadza strach przed użądleniem Które wiąże nasz czas Nasze istnienie
    4 punkty
  8. Jestem tutaj zamknięty. Bezsilny, bezmocny. Choć nie mam kajdan, Skrępowany... Nie, nie tobą, Nie twoją obecnością. Spętane dłonie Rozgniecie kolejny deszcz... Bo jestem zamknięty. Sobą i w sobie, przed... tobą? Okaleczone ścięgna. Nie zacisnę pięści... Nie tłumacz, nie chcę słuchać. Zbyt wiele serc odpłynęło By cokolwiek wybaczyć. A to co wczoraj... Jest już bez znaczenia. . .
    3 punkty
  9. W co wierzyć w niebo czy piekło a może zwyczajnie sobą być wierzyć w burze tęcze i wiatr W co wierzyć w miłość czy horyzontu dal która maluje pola łąki i kwitnący sad W co wierzyć by z tego wierzenia rodził się uśmiech nadzieja i ocean czystych prawd
    3 punkty
  10. zimni ogrodnicy starsza pani rozpulchnia ziemię nasionka mają miękko i ciepło
    3 punkty
  11. Oboje pragniemy, tego samego. Nie potrafimy tego nazwać. Nadajesz mi wiele ról, ja Tobie nie potrafię nadać żadnej. Czy to ironia życia nas wyśmiewa? Oboje zdradzamy siebie. Jednak darzymy czymś, tajemniczym. Na moje pytania potrzebujesz czasu, Na Twoje muszę odpowiadać, natychmiast. Nie nadano mi uczuć w przeszłości, Tobie nie pokazano ich wcale. Uczucia są człowieczeństwem? Cierpię w samotności, Ty cierpisz razem ze mną. Znam Twój ból, Ty mojego wcale.. Czy kochamy ten świat? Czy nasze życie składa się z emocji? Dobre pytanie. Znajdźmy odpowiedź.
    3 punkty
  12. ciemna pajęczynka oplata smukłe wdzięki odsłaniasz je nocą gdy najwięcej widać obok przyciemnionych świec trzy stopnie w górę czerwone szpilki unoszą wysoko bym mogła później opaść na śnieżną pościel ciii już dobrze spokojnie już lepiej nic nie mówię tylko zatrzymam powietrze głębokie płuca serce trzepocze jak skrzydła spłoszonego wiatrem gołębia ciemna pajęczynka w rogu pokoju lub pomiędzy palcami traw grasz na harfie z pulsujących strun tętni wulkan jakby chciał uwolnić mleczną lawę ciiiii spokojnie potrafię splatać warkocze z opadłych liści Klaudia Gasztold
    3 punkty
  13. kałamarz zyskał wolność niezamknięty wcale pióro straciło tożsamość wyparował atrament
    3 punkty
  14. jak śmieci walają się wszędzie sprzątamy a one znowu sprzątamy a one znowu sprzątamy a one znowu a jednak sprzątamy żeby żyło życie
    2 punkty
  15. mówisz... słowa kształtem dorodną rysują koniczynę w cztery strony świata patrzysz /przez pryzmat szczęścia/ lecz na mnie nigdy
    2 punkty
  16. Chwała Ukrainie! Chwała! czas odkurzyć nasze Jeszcze Polska szable zardzewiały potwardły serca w czystym rozliczeniu życia ogólna teoria względności punktuje ponad chrześcijańskie maltretowanie umysłu i ciała bywają dni gdy czuję się pogodzona gadanie do ściany puste napełnianie nadzieją i brzucha każdy elektron jest niepowtarzalny znikniemy gdy przestaną istnieć niewidzialne światy
    2 punkty
  17. Byłaś dla niego pierwszą gwiazdą, Nieśmiało święcącą w mroku, On ci mówił, że jest prawdą, A służy tylko tobie. Mówił, że miłość to jedyne, Czego ci potrzeba, Przekonywał co jest słuszne, Mądrością Mefistofelesa, Miałaś być jego światłem, A on twoim cieniem, Chcieliście wkroczyć razem, Głęboko w noc. Z radością karmiłaś tą bestię, Wiecznie okrutną, wiecznie głodną, Czy warto było poświęcić wszystko, By być z nim razem w piekle? Tak daleko sięgał, tak odważnie Głosił prawdy z innego świata, Piękne było jego serce, a choć Spowite ciemnością, To całe dla ciebie.
    2 punkty
  18. @Rafael Marius dalia:)
    2 punkty
  19. Człowiek przerażony, błyskawicą porażony jest wykrzywiony. Za nim widać most wyśniony.
    2 punkty
  20. są chwile jasne słoneczne może nie piękne znośniejsze gdy słowo zasłyszane mniej przykre a pochmurny dzień każe wykrzyczeć ot życie z nutką baśni koncertem zwykłe chociaż gdy chichot losu każe dźwigać przeznaczenie to fakt łatwo nie jest żądać od siebie tak wiele celebrować chwile istotne gdy czasu paciorki wciąż przesuwane jakby chciały o czymś przypomnieć to taka tradycja zazwyczaj
    2 punkty
  21. jestem lecącym kamieniem kierunku i tak nie zmienię nie wiem kto winien a kto nie w sumie mam to gdzieś jest jak jest po prostu lecę na spotkanie z człowiekiem
    2 punkty
  22. Jakoś trzeba żyć - Świat mnie znów przerasta, Rano z łóżka wstać Patrz nowy dzień nastał. Jakoś trzeba żyć- Zrzucić z siebie ołów, Nie da zapomnieć Wciąż ciągnie do dołu. Jakoś trzeba żyć - Lęki znów pokonać, Wyprostować się Prace swe wykonać. Przecież trzeba żyć- Może nie dla siebie, Świat brutalny jest Dobrze że mam ciebie.
    2 punkty
  23. @iwonaroma Życie jest uparte, choć jak zawsze trochę trzeba mu pomóc... Pozdrawiam :)
    2 punkty
  24. Deszcz skapuje z liści kasztanów. W chłodzie zapomnienia i westchnieniach oddychającej ziemi. Było tu od zawsze cicho w tym gąszczu korzeni i nasion, spróchniałych desek, przegniłych cegieł, omszonych kamieni. Stoję w kącie pustego pokoju, oparty plecami o ścianę, próbując oswoić w sobie twoją nieobecność. Jest mi ładnie w zimnym płomieniu świecy. Wokół mojej głowy aureola blasku. Migocząca cienistość rzucona na ścianę. Dzisiaj są moje urodziny. Albo były. Nie pamiętam. Pomieszały mi się epoki i lata… Kto miał przyjść? Kto? Nie przyszedł nikt. W ogromnym przeciągu trzask drzwi bez klucza. Ginące w bezkresie czyjeś spóźnione kroki… Nic już nie pamiętam, albowiem cierpię na atrofię pamięci. Jak te zwidy z nagłych urojeń, które się snują w substancji spowolnionego czasu. W milczącym kondukcie stłoczone, lękliwie zakapturzone widma. Podzwaniają małymi dzwoneczkami, nie wiadomo po, co. Wychodzą ze ścian, z lustra, z niczego… Ale, czy to ważne? Było, minęło. Za oknami mignął kolejny przystanek w drodze do piekła, wsparty odgłosem pędzącego stada, które depcze kopytami neurony w moim mózgu. Miażdżone żelaznymi kołami pulsujące skronie… Zniknął za mną w pomroce dziejów… Kochałem. I kocham nadal, mimo że beznadziejnie, tą beznadziejnością przeogromnej pustki.. Do kogo ja to mówię? Do nikogo. Za oknami powiewają z łopotem jakieś poszarpane szmaty, plakaty, afisze. Portrety dawnych bohaterów. Porywane przez wiatr gazety zrywają się do lotu. I jak te szeleszczące, wirujące ptaki, próbują wniebowstąpić za pierwszym razem. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-05-14)
    2 punkty
  25. gdy czuję - nie myślę... czucie mi wszystko przeinacza zniekształca obraz który nie powraca nigdy do dawnych kształtów ani barw... nie myślę... tak mi lepiej zawsze mogę powiedzieć że umysł się wyłączył w tryb nieznany - bezmyślnie widzę potylicą rzeczywistość lecz jej nie przetwarzam oczami skanuję świat za każdym mrugnięciem gromadzą się pod powiekami niewyraźne szkice i zostają na dłużej bezużyteczne czuję wystarczająco dużo by nie snuć o tym rozważań ani teraz ani później w dalszej przyszłości gdy emocje zgasną umysł rozbłyśnie...
    2 punkty
  26. Pięknych istot chcemy pomnożenia, By nie przepadła róża urody, Dojrzałych czas odsyła do cienia, Lecz ich pamięć trwa w dziedzicach młodych: Zaś ty, w blask swych oczu zapatrzony Karmisz swój płomień własnym paliwem Głód czynisz gdzie spichlerz napełniony Sam sobieś wrogiem, nazbyt złośliwym Choć teraz jesteś ozdobą świata, Posłem co wiosnę barwną zwiastuje, Własny twój pąk twe wnętrze oplata I - młody głupcze - skąpiąc marnuje. Zlituj się, toć obżarstwem bezbrzeżnym, Z grobem jest zjeść co światu należnym. Większość tłumaczeń sonetów ma polskie metrum: 11 lub 13 zgłosek. Spróbowałem z 10. Dla porównania William: From fairest creatures we desire increase, That thereby beauty’s rose might never die, But as the riper should by time decease, His tender heir mught bear his memory: But thou, contracted to thine own bright eyes, Feed’st thy light’st flame with self-substantial fuel, Making a famine where abundance lies, Thyself thy foe, to thy sweet self too cruel. Thou that art now the world’s fresh ornament And only herald to the gaudy spring, Within thine own bud buriest thy content And, tender churl, makest waste in niggarding. Pity the world, or else this glutton be, To eat the world’s due, by the grave and thee.
    2 punkty
  27. inspiracjo sił mi brakuje! by się łokciami rozpychać - jakoś tak nieelegancko przepływać swobodnie - z tobą jest mi trudniej... wciskam się w ciasne ramy pokory monotonią - nudnej powieki jak u pani leciwej wzrok tylko w gniewie podnoszę dłonie niczym u baranka - potulne nie mam odwagi by podążać za tobą ty moją największą miłością - moją bratnią duszą gdzie jesteś inspiracjo? nie uciekaj! odwagi nabiorę... ale trochę później
    2 punkty
  28. @Rafael Marius historię zdawałam zamiast matematyki:) na pamiątkę zostało trochę torów:)
    2 punkty
  29. Inna wersja dawnego teksu Od jakiegoś czasu czuję podniecenie rdzy. Zwisające strzępki zupełnie sztywne, wypełnione pożądliwym zapachem smarów, wibrują nieustannie na metalowym ciele. Faktycznie. Ciele ze mnie. Zamiast zagaić seksoblasznie, to stoję w porzuconym magazynie, wśród innych – z połączeń nitowych – do mnie podobnych, jak ta kupa złomu. A przecież jestem całkiem sprawny. Najsprawniejszy. Tylko raz po raz, słyszę niepokojące zgrzyty w gęstych, powabnych gąsienicach. Dźwigają mój skrzywiony wszędzie korpus z pogniecionym baniaczkiem, na uwięzi wierzchołka. Jednak wyczucie piękna, nadal szemrze w płynach napędzających, a tak romantycznie i zwiewnie szeleszczą na twardych, nabrzmiałych nitach, że w zasadzie cały czas, towarzyszą mi zachęcające do działań, wzwody oporników nieopornych. Program działa jeszcze jako tako. Zasilanie też. Tylko o czym ja synapsiałem. No właśnie. Oparta o przeciwległą ścianę, stoi ona. Lśniąca, o gładkich przegubach, tudzież wpustkach pod uroczą blaszanką, z dwoma figlarnymi światełkami. Mrugają przymilnie drucianymi powiekami, lecz nie mam pewności, czy do mnie, czy do tej starodawnej pogiętej parówy, dyszącej w kącie pod gwizdkiem, w którego kiedyś poszła cała para. No nic. Szkoda marnować programu. Ruszam w kierunku lśniącemu marzeniu. Parówa zaczyna groźnie pohukiwać i dymić zazdrością. Mam ją w rowku, między dwoma częściami tylnymi. I tak nie ma możliwości ruchu, gdyż okrągłe kończyny zdemontowane. Natomiast moje gąsienice gąsiują coraz szybciej i szybciej. Słyszę rozgniatanie ziarenek piasku, zapach oliwy na popękanym betonie i tuptanie uciekających szczurów. Już niedługo, moje dotkną jej. Bardziej pulchnych, z gładkiego żelastwa, rzeźbione oczekiwaniem na wspólne spełnienie, aż wiórki iskrzące polecą. Ojej. Jestem w roboczo-maszynowym niebie. Ona zasuwa mi naprzeciw. Ponętne wizjery, mrugają gdziekolwiek, napędzane tęsknotą. Jeszcze trochę. Troszeczkę. Bum. Wielkie bum. Zgrzyty metalu o metal, wilgotne smarowną miłością. Słyszę elektroniczne słowa: – Odkręcaj moje śrubki. – A ty najdroższa złap mnie wysięgnikiem za wystający pręt. – Ten pręt? Powiedz kochanie, potwierdź, że ten. – Tak kochanie. O ten chodzi. Cholera, nie aż tak, bo jeszcze mi urwiesz. – Jam napalona wspomnieniem kuźni. – Jam też, ale zachowajmy spokój. Trochę gry wstępnej, nie zaszkodzi. – Do części z tyłu z grą. Pragnę dotykać twojej pulsującej rdzy. Odkręcaj wszystkie śrubki me. – Już to mówiłaś. To znaczy o śrubkach. – Blacha z tym. Zdejmuj pokrywki z moich złącz. Odsłoń bardziej czułe elementy. – Poczekaj chwilę. Zaplątałem pręt w zasilające przewody. – Jakie one podniecająco śliskie. Muszę pomacać. – A daj se luz w trybikach. Macaj mój pręt. – O faktycznie. Coraz bardziej palący, gdy przesuwam po nim zakończeniem wysięgnika. Czuję gorący żar w kopułkach orgablasznych. Byle tylko bezpieczniki nie wywaliły, jak ostatnio. – Jak to ostatnio? Zrobiłaś to z parówą? – Do dupy w tawot. Żartowałam. Przestałeś ściągać, więc musiałam cię podrasować zdradą. Macaj wreszcie kapsułki wszelkich doznań mych. Wsadź tam pręt. Zaczynasz brać przykład z plastikowego lenia, a mnie rolki buzują zębatkami. – Spoko! Odkręcam ci wilgotną przykrywkę. Aż metalowe paluszki mam spocone od podniecenia. Błądzą po twoich gładkich wypustkach i nitach. – Kochanie, o czym ty bredzisz? Wypraszam sobie! Jam nie z nitowanych pochodzę. Jam poziom wyżej technicznie. Wytłoczona z części całości. Od braku seksoweny, padło ci na obwody. No nic. Wjeżdżam na ciebie. Rozgrzać ci żelastwo i smarowniki. Czujesz jak moja gąsienica, pieści twój pręt? – Ciągle tylko o pręcie mym nawijasz. O mało co, a byś mi urwała. Pamiętasz? – To tak dla jajożeliw, posmarowanych wilgotnym, lepkim smarem. Droczenie to jeno. A zresztą w razie czego, w częściach zapasowych jest ich pełno, bo ten twój faktycznie lichy i łatwo urwać. – Akurat lichy! Chciałabyś. Taki wspaniały i sprawny jak mój, jest tylko jeden w całym magazynie. – Oczywiście kochanie. No wreszcie! Konwersacja wspomagająca podziałała. Ojej, ojej, zgrzyt, zgrzyt, pisk, pisk, ojej, jak dobrze. Oliwka mi wrze. Czujesz iskry pożądliwości na swoim korpusie? Wiem, że tak. Wreszcie go wsadziłeś do czeluści, wiercących doznania me. Taki mi bosko. Metalowo. Rdzawo. Ojej ojej! – Przestań aż tak skrzypieć, bo ze skupieniem mam problem. No nie. Gwiżdżesz nawet! – Nie podnieca cię to? Pogięło ci osłony, czy jak? – Oczywiście najdroższa. Po sam czubek wizjera. Aż blachówę mam gorącą. Dotknij, to zakrzykniesz: a łaj! – Ojej ojej – wolę jak już. – Zgrzyt, zgrzyt, pisk, pisk. Chyba dochodzę. – Gdzie? Kochanie, nie odchodź. W takim momencie. Cholera, ale trysnęłaś olejem. – Z twojego pręcika też nieźle wystrzeliło smarem. – Cały wizjer mi zapaćkałaś. Nie widzę ciebie. Gdzie jesteś? – Tu… pomacaj… o nie. Słyszysz. Przyjechali. – Kto? – Złomiarze. *** – Spójrz Balchówko na tamtych. Nowo wrzuceni. Zmarnowani tacy. Pognieceni. – Nic dziwnego, że ich tu przywieźli. Pamiętasz, jak z nami było? – No ba. Te twoje śrubki. – I twój pręt. – Fajna para z nich. Robot i Robocica. Jeszcze drgają trochę. Może mało im. – Myślisz o tym samym co ja. – Hmm… właśnie. Jakiś wspólny… iskrzący czworobok. Co o tym sądzisz? – Aż mi spręciło pręt…
    1 punkt
  30. Przylasek działa natury wytoczył odparłem wnet szyszek niepokój posmakowałem ściółki zakukałem u gżegżółki gniazdem mym kroczy.
    1 punkt
  31. @kwintesencja :) dziękuję
    1 punkt
  32. @Rafael Marius oj ja też nie wiem, ale jest przepiękne :)
    1 punkt
  33. @violetta a już by mógł przestać :) @kwintesencja a jutro niech zaświeci słońce ☀️☀️☀️
    1 punkt
  34. @Rafael Marius W książce też nie tylko pocałunki ;)) Filmu niestety nie oglądałem, ale wyobrażam sobie że świetny, bo historia jest bardzo filmowa. I też sporo mówi o sztuce... No i prawie każdy taką troszeczkę chociaż Nanę spotkał ;))
    1 punkt
  35. @kwintesencja Cóż to arcydzieło literackie bardzo polecam, a ja tylko mini odmalowałem pewien rodzaj postawy życiowej ;) Pozdrawiam ;)
    1 punkt
  36. @Leszczym Podoba mi się Twoja miniatura, chociaż przyznam, że nie czytałam źródła Twojej inspiracji, pozdrawiam :)
    1 punkt
  37. @Rafael Marius Przychylność dla strof chce się krzyczeć... och!!! Pozdrawiam.
    1 punkt
  38. ... błękit niezmiernie ważny o tej porze roku, choć przyznam, że i deszcz potrzebny... ale mnie od daaawna urzekają.. żółte pola.. :) ...."ciepła", przyjemna treść. Pozdrawiam. a niżej... widoczek z wczoraj.
    1 punkt
  39. @MateuszP Bywa, że człowiek da się ponieść jakiejś idei. Nie koniecznie dobrej. Czasem po prostu doskonale zamaskowanej. Pozdrawiam :)
    1 punkt
  40. @Leszczym Niektóre księżniczki choćby z nudów, lubią przeprowadzać swego rodzaju eksperymenty na zainteresowanych. Takowe zazwyczaj mają zły wpływ, a nawet czasem zły koniec takowego... Tak jakoś mi się skojarzyło. Pozdrawiam :)
    1 punkt
  41. 1 punkt
  42. Czasami nie poznaję miasta Gdy za szybami auta Przesuwają się hektary Strzelistych biurowców Labirynty handlowych pasaży Jak spod igły apartamentowce Śmigają mosty i estakady A ja ciągle gubię zjazdy I ląduję tam Gdzie nie trzeba Czego szukam W moim mieście I coraz rzadziej Znajduję to coś Co jest inne A jednak tutejsze Wiem że to nie Berlin Madryt czy Kraków A co, jeśli oglądam wciąż ten sam film o mieście które może dziać się wszędzie Wśród śródmiejskich Szklanych wież rozpoznaję Przycupniętą i zmalałą Bryłę Pałacu Kultury Kiedyś drogowskaz Dla zabłąkanych w mieście Z ulgą witam Nowy Świat Krakowskie Przedmieście Aleje Ujazdowskie Sprawdzam czy Wisła płynie XXX Wieczorem stukot obcasów po trotuarze A pod nim głębiej Bieleją kości Podziemne miasto Obrońców, powstańców zwykłych przechodniów Nieraz o tym pamiętam I przeszywa mnie dreszcz Jakby goniły mnie duchy Gdy biegnę do nocnego tramwaju
    1 punkt
  43. Niewiernym wybaczyć - głos profana Orgazmem podbijam grzechu mą stolicę Wśród gruzów cmentarza ma ona miejsce Win swoich ani twoich bracie już nie zliczę Nie odkupię Jerozolim ducha dziś jeszcze Kupuję Judaszy co wypatrują srebrników Jak gołębie w parku jedzą mi winy z dłoni Jeden uczy się robić pożytek bez uników A miłość Jezusa w kasynie duszy roztrwonił Nie oddam anielskich skrzydeł mej miłości Które ukradłem z bazaru ciemną tą nocą Mimo sprzyjających pędów tu okoliczności Urwę się z tego świata do piekieł krocząc Czy zawahasz się zabrać mi marną aureolę? Czy mój grzech znaczy dziś więcej dla ciebie? Czy oddasz mnie w krat uciemiężenia niewolę? Czy nie znajdziesz miejsca dla mnie w niebie? Nie wiem - więcej już słów nie będą splatał Kiedy wojna wisi w powietrzu jak ten ołów Czy przemówi mój wiersz do jakiegoś kata? Czy z wyrazów moich wyjdzie rybi połów? Wiruj Ziemio - matko wolnych dzikusów Mimo postępu cywilizacji twój tor jest stały Tracę horyzont, nie mam już dziś zakusów Wolę, aby siły życiowe się ode mnie odbijały
    1 punkt
  44. Śpiący drapieżnik, super widok, a po obudzeniu...:). Pozdrawiam
    1 punkt
  45. nie "ja" na ścianie malowana dla "ciebie" nie "ja" od nadmiaru zaimków nieustannego "ci" "ciebie" nie "ja" posąg doskonały żaden monolit w jedwab ubrany "ja" zwykły wróbel na dachu bez "twoich" oklasków i pokłonów do ziemi poradzę sobie w przestrzeni za oknem "twoim" ach poradzę sobie "ja" nie dla "ciebie" tak przecież bywa - nie każdy dla każdego i niczyja to zasługa ni wina a może... to nie w zaimkach przyczyna?
    1 punkt
  46. nie nie jestem całkiem gotowa przemokłam bez deszczu ze snów w ojczyźnie granic nie przekroczyłam jeszcze twojego spojrzenia i głosu nie nie jestem całkiem gotowa na ciebie mój panie w pejzażu szarych zarysowań zostanę
    1 punkt
  47. @violetta a mi się z jesienią kojarzą 🤔 ale ja się nie znam, ja tylko je podziwiam :)
    1 punkt
  48. @Rafael Marius Tak, wszystko to racja. Jednocześnie każdy ma swoje sposoby na różne udręki i z nich korzysta. Pewnie jest wiele przyczyn tej różnorodności.
    1 punkt
  49. @Tectosmith bardzo się cieszę, że masz takie miłe skojarzenia :)
    1 punkt
  50. rybak w szuwarach- błyszczą puste butelki w świetle księżyca
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...