Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.02.2023 w Odpowiedzi

  1. Już niedługo wiosna się uśmiechnie niebo ozdobią dzikie gęsi i żurawie W ogrodzie obudzi się trawa zakwitną bazie po nich ucieszą nas pierwsze kwiatki Już niedługo wiosna drzwi marzeń otworzy będzie jak w bajce Świat będzie radosny mniej będzie smutku człowiek poczuje życia sens
    5 punktów
  2. Moja droga moja najmilsza po doktrynę tutaj nie do mnie a uderzaj do uważnego kolegi Ja wcale o realiach nie myślę i w domu i w barze i pod sklepem i gdzieś jeszcze zamysłu mi brak Piszę co mi niemyśl przyniesie słowa wdzięczące się i uśmiechnięte oby fajowe i tęskne wygibańce Nie ożenię mózgu z penem no bo często bywam dużym leniem ważne dążenia są często na kartki A pomysły wartko płyną ciurkiem strumyczkiem w te i wewte a skąd? i gdziekolwiek i donikąd To nie złoto, bo to mosiądz !! Warszawa – Stegny, 01.02.2023r.
    5 punktów
  3. Jesteś oddalony o tysiąc gestów I dwa razy więcej słów Ale wciąż jesteś Pomiędzy mną a morzem snów O tobie O nas Jesteś Aż za bardzo Czuję dotyk A przecież wszystko daleko O mile stąd Za twardą skorupą Znaków zapytania Za milczeniem ust Jesteś
    4 punkty
  4. trzeba było ich zabić zanim wsiedli do czołgów matkom łatwiej rozpoznać ciała wzdłuż drogi plątanina zwęglonych resztek wycisnął ich ból tysięcy nagie dziąsła cięły sutki pęczniejących mlekiem piersi miłość bezradna synowie wojny Putina
    3 punkty
  5. główce szpilki która mogłaby pozazdrościć zadrze miejsca pod stertą desek gdzieś na obrzeżach gdzieś na marginesie
    3 punkty
  6. Wspomnienie słońca rozlanego na obłoku mam w pamięci najgłębszej. Rzadko umiem cię zatrzymać - jak to słońce, co zachodzi - choć je proszę by świeciło jeszcze.
    3 punkty
  7. odkąd nie mam czasu czterech pór roku brakuje słońca na niebie złoto jest ciut wyblakłe kolory mają też kwiaty pachną jakby inaczej brzoskwinie od niby-lat dojrzałe też i życie smakuje jakąś inną słodyczą, niczym zdrowotną stewią posłodzona herbata, do której za cholerę nie mogę się przyzwyczaić
    3 punkty
  8. zmatowiałam w pęczniejących dłoniach tak dużo i niewiele jednocześnie obietnice spadają wraz ze śniegiem zmieniając się w lód zamarzanie to naturalny bieg zdarzeń gdy za oknem luty przegląda nasze wspomnienia nie wiadomo które przeżyją do wiosny za bardzo chcemy być jednym odcinkiem czasu kiedy świat pędzi
    3 punkty
  9. niewiadome kryje się pod powierzchnią wystarczy naciąć by wszystkie tajemnice nabrały lepkości opowiedz o nich nazwij to co później zmyjesz zimne ciało nie ma zdrowego ducha — dusza sączy się szybciej niż światło pełna wybroczyn określa położenie podczas gdy ja wciąż tutaj jestem dokończ to co zacząłeś — opowiedz o glinianym sercu tekturowych płucach woda jest wszędzie mętnieje w miejscu w którym nigdy nie zadrżała ci ręka
    2 punkty
  10. Wszyscy stańmy w jednym szeregu . Pokażmy światu , że nasza siła jest wielka. Ułóżmy życie tak jak my chcemy . Nie pozwólmy niszczyć co natura dała . My gramy , oni tańczą . Czynami ich pokonamy. Czas już zacząć grać . Niech słuchają co gramy. Wszyscy jesteśmy dziećmi tej ziemi. Kochajmy ją póki jesteśmy na niej z nią . Każdy kamień i każdy kwiat stworzony do miłości . Otulmy ziemię naszymi sercami . Jesteśmy to jej winni
    2 punkty
  11. Patrzę na niego i myślę, że jest piękny Taki cały mój... I te niebieskie, wielkie jak orzech oczy Blondynek po mamusi Myślę - zwariowałam "Wszystkie dzieci nasze są" Ale ja mam jedno - Najkochańsze I właśnie się do mnie uśmiecha - Narozrabiał A chce żeby plazem mu uszło I uchodzi czasem I dobrze że nie zawsze... Patrzę na niego i patrzę "Mój ci on!" Przecież wiem że nie tylko teraz Ale na zawsze Więc patrzę z uwielbieniem Natrętna myśl przelatuje - oszalałam Ale trudno Czasem można Odrobinę... Tylko przez chwilę Za moment znów przywdzieję minę surową Jak rodzic przykładny Gdy coś przeskrobie Czasami... Przecież on cały mój
    2 punkty
  12. Dzisiaj Wam się zwierzę, że jest dziwne zwierzę co kręci uszami, jak człowiek rękami Choć miło wygląda, bardzo twardo stąpa krewkie i zadziorne, zabić nawet zdolne Biegiem galopuje, tym życie ratuje żyje razem w grupie, jedno broni drugie Widzi kolorowo, niepomarańczowo w starożytnym Rzymie nosiło boginie Prawie wyginęło, lecz nie przeminęło jasność je zrodziła, noc przyozdobiła Bywa, że jest słodka, choć to może plotka jest na całym świecie, nosi nas na grzbiecie Ochrony synonim, choć życia nie chroni. __ 31 stycznia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Zebry (Zebra - zwierzę, ciasto, przejście dla pieszych)
    2 punkty
  13. - dla Belli ... Podążał dotykiem najdelikatniej, jak potrafił, zdobywając się na całą swoją czułość. Dzieląc ją na pocałunki i na dotyk właśnie. Uniósł się ostrożnie, by móc spojrzeć Jej w oczy. Otworzyła je właśnie w tym momencie, jakby usłyszawszy jego myśl. - Nie jakby - pomyślał króciutką chwilę później. - Przecież oczywiście, że usłyszała. Spoglądał w przełagodną toń Jej wzroku, skupiony jednocześnie na dotyku. Zagłębiał w Nią palce najwolniej, jak tylko był w stanie. By sprawić Jej jak najwięcej przyjemności. Czuł, że tego właśnie oczekuje. Widział to, zaglądając w ciepło Jej oczu. Widząc przed sobą cały Jej urok. Czując go wzrokiem i widząc przestrzenie umysłu. Spokój rozświetlonej słońcem majestatycznej, cedrowej puszczy. Polanę, której trawy poruszał łagodny wiatr. Które właśnie teraz pocałował cieniem muślin obłoku, rozpraszającego słoneczny blask. Zrozumiał, że czeka na kolejne pocałunki. - Naprawdę jesteś aniołem... - wyszeptał w myślach. Cdn. Voorhout, 01.02.2023
    2 punkty
  14. Problemem człowieka nie jest na pewno to, że myślimy. Ale to, że myśląc zbyt często krzywdzimy. Problemem człowieka nie jest na pewno to, że żyjemy. Ale to, że żyjąc zbyt często myślimy.
    2 punkty
  15. @Starzec ogromnie Ci gratuluję. Masz niesamowite wyczucie. Cieszę się, że nie obawiałeś się podejść do tego wiersza. Zastanawiałam się nad tytułem, czy aby nie nazbyt enigmatyczny, ale jak widać poradziłeś sobie doskonale. Dzięki raz jeszcze. @Tectosmith @Leszczym dziękuję za ślad. Pozdrawiam.
    2 punkty
  16. och zimo, jak ciebie dawno tu nie było. i twojego puchu białego, i szronu podsiwiałego, i chłodu i mrozu. a my czekamy, tęsknimy. brakuje nam twych lodowych sopli, które słońce, jak tylko wyjrzy, skropli. brakuje twych zamieci nieopamiętanych, twych wichur rozpętanych. prosimy przyjdź. choć na ostatni raz, choć na ostatnią chwilę. daj się nacieszyć twym surowym pięknem, bądź naszego serca oknem, przez które inni zaglądają, a tak niewiele zauważają.
    2 punkty
  17. Anais obudziła się o siódmej rano. Codziennie wstawała o tej samej godzinie bez budzika. Spojrzała stalowo-błękitnymi oczami na okno. - Dzień dobry, mój piękny dniu! - wyszeptała zaspanym jeszcze głosem, jednocześnie przeciągając się we wszystkie strony. - Bo ja wiem czy taki dobry? Piękny też chyba nie - mruknął chrapliwie dzień. Tylko spójrz za okno, jest szaro, ponuro, zaraz będzie padać. Anais patrzyła na dzień ze zdumieniem: - Dlaczego on się tak denerwuje? Kropelki porannego deszczu zaczęły uderzać o szybę w sypialni. Dziewczyna uniosła kąciki ust w delikatnym, ledwo zauważalnym uśmiechu. Lubiła każdy, nawet deszczowy dzień. Miała wtedy czas na różne zajęcia, których nie robiłaby w dzień słoneczny. Wtedy zwyczajnie byłoby jej żal zostać w domu. Kiedy padało mogła to robić bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Dzień nadal narzekał: -Dziś miałem przynieść deszcz, ale kto to zrozumie? Wszyscy będą na mnie biadolić do samego wieczora. -Nie przejmuj się, ja to rozumiem. Deszcz jest potrzebny, rośliny chcą pić, zwierzęta też. A i człowiek musi dać sobie chwilę wytchnienia...
    1 punkt
  18. Dziewczyna pośpiesznie zeskoczyła z łóżka. Wiedziała, że zbyt długie leżenie powoduje zbytnie rozleniwienie. Dlatego też starała się nie przedłużać tej nadzwyczaj słodkiej chwili. Pierwsze kroki skierowała do kuchni po szklankę wody. Jakże ona była pyszna i co najważniejsze " była"! Dzień skrzywił się ponuro: - Doprawdy nie rozumiem, jak można się zachwycać zwykłą wodą? - To bardzo proste - powiedziała z uśmiechem Anais. - Cieszę się, że mam wodę. Tak wielu ludzi na świecie doświadcza pragnienia. Jestem wdzięczna, że nie tylko mogę ją pić, ale też wziąć w niej prysznic. To prawdziwy luksus! Idę się umyć i ubrać. Mamy dziś tyle do zrobienia, mój kochany Dniu! Dzień trochę zaskoczony postanowił poczekać jakimi to pomysłami zaskoczy go jego wierna koleżanka. Fakt był taki, że była z nim niezależnie od pogody, niezależnie od okoliczności jakie los stawiał jej na drodze. Zawsze go chwaliła a nawet jeśli coś poszło nie tak - odbierała to jako kolejne doświadczenie. Kiedy tak patrzył z jaką radością Anais ubierała poszczególne części garderoby, z jaką pasją szykowała sobie kanapki z białym serem, sam nabrał ochoty by jej potowarzyszyć. - A może pójdziemy na spacer do lasu? - nieśmiało zaczął. - Zawsze lubisz tam chodzić i ciągle powtarzasz, że drzewa mają tyle dobrej energii... Dziewczyna uśmiechnęła się i zrobiło jej się bardzo miło, że Dzień pamięta wszystkie jej madrąści, które codziennie wygłasza. - Oczywiście, że uwielbiam spacery po lesie. W deszczu również byłoby miło, tylko jest jedno " ale" odnośnie energii. Energia drzew podczas deszczu jest bardzo rozproszona, dlatego niewiele jej nam przekażą. Lepiej zróbmy coś innego a spacer do lasu zostawmy kiedy przyniesiesz trochę bezchmurnego nieba.
    1 punkt
  19. Po dwóch godzinach burza ucichła. Dość mocno popadało. Kwiaty w moim ogrodzie wydawały się uśmiechać na wszystkie strony. Dostojnie podniosły głowy jakby chciały zakomunikować całemu światu: - Jesteśmy najpiękniejsze i najszczęśliwsze na świecie! Patrzcie na nas, patrzcie! Krople deszczu spływały po kolorowych płatkach i zielonych liściach. Miały rację, było na co patrzeć. Tym bardziej, że na horyzoncie pojawiła się przeogromna tęcza. Powietrze było nadzwyczaj orzeźwiające. Popędziłam więc do domu i pootwierałam wszystkie okna. Tak to bywa i w naturze i w życiu. Po burzy zawsze wychodzi słońce. Nie ma innej możliwości. Tak już stworzony nasz świat. Czy gdyby cały czas na niebie jaśniała kolorowa tęcza bylibyśmy w stanie zauważać jej piękno? Stałaby się czymś zwyczajnym, jak codzienne mycie zębów. Czymś do czego nie przywiązujemy większej uwagi. A kiedy zaskoczy nas, raz na jakiś czas, budzi poczucie wdzięczności i pozostaje w pamięci na bardzo długo.
    1 punkt
  20. Późnym popołudniem znów zabrałam się do pisania. Zrobiłam sobie gorącą kawę w swoim ulubionym, porcelanowym kubku z wyszczerbionym uszkiem. W końcu miał już swoje trzydzieści ponad lat, więc trzeba było wybaczyć mu delikatny ubytek w urodzie.Wreszcie usiadłam na tarasie swojego kochanego, białego domku w stylu amerykańskim. Całe życie o nim marzyłam! Nie mogę uwierzyć, że mi się udało! Zamiast pisać mój wzrok co chwilę uciekał na kołyszące się na wietrze słoneczniki. Były ogromne a ich złocisty kolor świetnie komponował się ze śnieżnobiałym, drewnianym płotem. Nad furtką pięły się różowe, dzikie róże, które swym zapachem przyciągały roje pszczół. Ten dźwięk był muzyką dla moich uszu! Zamknęłam oczy by jeszcze bardziej oddać się tej bezcennej chwili...
    1 punkt
  21. postapo bifor wszyscy jesteśmy pracownikami tej samej kostnicy bez dodatku za pracę w trudnych warunkach za stalowymi drzwiami licząc że nic nie pierdolnie na naszej zmianie jedni zbieramy zapasy inni zmieniamy się w karaluchy bo te mają najwyższe notowania kwaśniejemy z deszczem niespokojnym w potarganym sadzie wszystkie grzechy już popełniliśmy dzisiaj ty przybijasz mnie jutro ja przybijam ciebie i jakoś kręci się kręci dzień się uświęci oni muszą się zatrzymać ale to do nas należy decyzja wybór rzucony jak psu ochłap twoje kroki to twoje kroki twoje słowa to twoje słowa tutaj podpisz
    1 punkt
  22. - Książę - Jezus przeszedłszy śmiało jako pierwszy salę tronową po uprzednim otwarciu odrzwi przez strażników, skinął uprzejmie głową siedzącemu na tronie władcy. Podążający za nim Jego towarzysze mieli, mimo wszystko, trochę mniej dziarskie miny. Z pewnymi wszakże wyjątkami: wysoko urodzoną Mariko, księżniczką Maią i Arweną. Z legionistami było podobnie, jako z przywykłymi do bycia w obecności imperatoris, cesarza oraz wysokich urzędników dworskich. Wliczając w to, rzecz jasna, Poncjusza Piłata. * - Jezusie - uśmiechając się, książę Jurij uczynił szeroki gest dłońmi. Pełen dostojeństwa, ale bynajmniej nie władczy, na co zwrócili uwagę żołnierze. Mariko także, chociaż i ona nie zareagowała na to w jakikolwiek widoczny sposób. Po czym wstał i zszedł po stopniach tronowego podwyższenia, by przywitać się z każdym z gości. - Wyjdźcie - polecił strażnikom tonem nie znoszącym nawet cienia sprzeciwu. Gdy zamknęli drzwi, kontynuował powitanie. - Jezusie - powtórzył, obejmując Go serdecznie. - Drogie damy - ukłonił się dwornie po kolei każdej z żon Jezusa, udając, że nie dostrzega onieśmielenia Małgorzaty i jeszcze większego Ewy. I dając im odpowiednio długą chwilę na złożenie stosownego ukłonu. Równie szanowny ukłon złożył Soi. Zarumieniła się, dygnąwszy. Chyba jeszcze bardziej niż Ewa. - Padawanie Mistrza nad Mistrzami - wyciągnął z kolei rękę do Mila. - Wreszcie wy, panowie - lekko skłonił się profesorowi, jego służącemu i Nedowi, zupełnie pomijając ich nie najwyższe pochodzenie. - I wy, panowie wojowie - powtórzył ukłon. Mimo iż witani w tym momencie nie byli wojami w ścisłym znaczeniu tego słowa. - O ile mi wiadomo - podjął - chcecie zwiedzić moją stolicę. - Jest to marzeniem szczególnie twoim, pani - zatrzymał przez chwilę wzrok na Małgorzacie. - Ale, jak widzę, trochę i twoim, Milu - spojrzał nań powtórnie. - Tak, mości książę - ukłonił się Mil, maskując zdziwienie. - Nie dziw się - książę Jurij odpowiedział uśmiechem. - Przecież Mistrz Mistrzów was uprzedził. Wyższa świadomość - dodał, przesuwając spojrzenie po twarzach gości - wiąże się ściśle z pewnymi duchowymi umiejętnościami. Ponadnormatywnymi, że tak to pozwolę sobie ująć - uczynił gest, dziwnie przypominający gest rycerza Jedi, a przy tym dostojny. Gest, który Milowi od razu skojarzył się z Quai-Gon Jinem ** . - No tak, Quai-Gon... - władca Moskwy uśmiechnął się smutno. - Cóż. - Lepiej jednak będzie - zawrócił spojrzeniem - porozmawiać przy uczcie. - Jesteście głodni po długiej podróży - stwierdził bez cienia wątpliwości - a powietrze w moich czasach, o niebo lepsze niż w waszych, wzmaga jeszcze wasz apetyt. - Jezusie - zwrócił się Doń równie swobodnie, jak poprzednio - Ty oczywiście przyłączysz się do uciech stołu? - Zaśbym śmiał odmówić - zaśmiał się Właśnie Zapytany - księciu się nie odmawia. Tym bardziej takiemu, który ośmiela się czytać Bogu w myślach. Cdn. * W sposób oczywisty nawiązuję tu zarówno do "Mistrza i Małgorzaty", jak i do tak zwanego Nowego Testamentu. ** Ta postać jest chyba wszystkim znana, zatem i kojarząca się tak, jak należy - z właściwym filmem i reżyserem. Warszawa, 30.01.2023
    1 punkt
  23. Znalazłam myszoskoczki, powstały od nowa jak feniksy na pewno nie z popiołu. Groteska za groteską, twarz za twarzą, przebarwione słodyczą. Jakby na tarce ścierały przysadkę, potem korę, płat czołowy. Nie wiedziałam, że tak można! Uprać kogoś. Wyrzucić resztki do kosza, bo przecież potem, nic nie zostanie. Pewnych rzeczy się nie robi, ze zwykłej przyzwoitości. Chyba, że przyzwoitości już nie ma, prawda dawno umarła, a po świecie chodzą same trupy.
    1 punkt
  24. Usiadłem w spokoju w pokoju i przeczytałem swój jakże wczorajszy wiersz o sensie. Stało w nim jak wół, że sens jest. Dzisiaj – faktycznie po czasie – myślę, że ten wiersz jest zupełnie bez sensu, bo po pierwsze mogłem go inaczej napisać, a po drugie jestem skłonny przypuszczać, że sensu jednak nie ma. Ktoś z zewnątrz może śmiało pomyśleć – być może całkiem sensownie – że porwała mnie dekadencja. Słowem, że przepadłem. Możliwe jednak, że za dajmy na to rok tamten wiersz znowu przeczytam i wówczas dojdę do przekonania, że wiersz ma sens, bo przecież występuje tutaj coś takiego jak sens. Taka myśl znowu wyda mi się niezłudna i sensowna. Ale jest również możliwe i nawet całkiem prawdopodobne, że za rok po raz kolejny stwierdzę bezsensowność i pochopność tego wiersza, podobnie zresztą jak dajmy na to - co do zasady - pisania i czytania. Warszawa – Stegny, 29.01.2023r. Inspiracja - poetka izabela799
    1 punkt
  25. @Ewelina Jakaś skomplikowana relacja, aż za... jak na moją uporządkowaną głowę. Czasem ktoś chowa bliskość za murem zbędnych słów. Wstydzi się swojego lęku przed dotknięciem. Czuje się bezpieczny za pozorem ust.
    1 punkt
  26. @Leszczym nie to złoto ,co się świeci...:) Pozdrawiam:)
    1 punkt
  27. @Marek.zak1 Dzięki , jak sprawdzone to wypróbuję :)
    1 punkt
  28. @Leszczym miło to czytać:) Czasem warto się zatrzymać Pozdrawiam serdecznie
    1 punkt
  29. Oj, można ścierać jeszcze więcej
    1 punkt
  30. Haha, zazdro! Chociaż, hmm chyba często doświadczam podobnych stanów. Wydaje się jakby pozwalały nie zwariować do cna i z kretesem.
    1 punkt
  31. Widzę. Dostrzegam cię jasną w długiej smudze księżyca. Idziesz wolno, wcale nie podnosząc oczu. Idziesz z pełną automatyką ruchu. Zatrzymujesz się przed zatrzaśniętymi drzwiami. Stajesz. Po chwili krótkiego namysłu ÷ przechodzisz na drugą stronę. Idziesz dalej przed siebie długim korytarzem. Przenikasz kolejne drzwi, ściany… Zaciskam powieki. Znikasz. Otwieram. Pojawiasz się na moment. I znowu ogarnia mój umysł straszliwa pustka szalejącej nicości. * W tej pustyni półmroku. W tej poczekalni między życiem a śmiercią. W tej nocnej otchłani zimnych, popękanych, wilgotnych ścian. W mdłej, żółtawej poświacie ulicznej latarni. W potoku piskliwej ciszy. W szumiącej rzece wezbranej w uszach krwi… W drugim pokoju – noc. Jedynie martwy szmer. Resztki dawnego życia. Czarne kikuty. Porozrzucane kartki, papiery, listy… Stosy gazet z czasów zimnej wojny. Testy atomowe. Pierwsze bomby kobaltowe nadzieją chorych na raka. Jakieś pozrywane druty. Kable. Drewniane skrzynie czarno-białych telewizorów. Wmurowane na stałe w ziemię betonowe radiole. Szpulowe magnetofony… Na przeciwległej ścianie ogromne zdjęcie Ray ‘a Charles`a, w czarnych, spawalniczych okularach i z odsłoniętą szerokim uśmiechem oślepiającą bielą zębów. Lecz przesłaniają, co chwila obraz, przechodzące widma, zakapturzonym, jakby mniszym konduktem. Podzwaniają w kościstych dłoniach maleńkimi dzwoneczkami. I szepczą nieustannie niezrozumiałe słowa z dudniącym w meandrach mózgu echem. Toczą się z chrzęstem puste butelki po alkoholu. Po podłodze… Spadają ze stołu. Roztrzaskują się na miliardy kryształowych iskier… Musiałem wypić, ażeby zrozumieć, przebić się przez barierę tajemniczej treści przekazu. Broni dostępu żelbetonową skorupą przeciwatomowego schronu. Nienaruszalną w swojej potędze. Ciągną coraz bardziej w lodowaty niebyt Wychodzą z ciemności. Wchodzą z powrotem w ciemność. Pojawiają się nowe, ale w jakimś dziwnie pozrywanym tempie, niby na starej celuloidowej taśmie przedwojennego filmu. I coraz bardziej zamazują się ich kontury. I coraz bardziej nikną. Rozrzedzają się. Rozpływają w niebieskawych obłoczkach nie wiadomo czego… * Przede mną nowa perspektywa. Wyłania się z hałaśliwej kakofonii gorączkowych majaków chorego snu. Ostre jak nóż przedmioty. Rzeczy. Wypływają z kątów niezliczonych, zagraconych pomieszczeń. Pojawiają się nowe i wciąż nowe… Korytarze. Załomy. Otwarte pokoje. Sale… Labirynty monstrualnej fabryki? Nieskończonych czeluści podziemnego szpitala?… Regały, gabloty pełne medycznych eksponatów. Dręcząca woń chemicznych odczynników. Tablice, wykresy. W drewnianych ramach wyblakłe portrety anonimowych laborantów… Chrzęszczą po kątach miliardy bakterii. Dojrzewają w mżącym blasku szarej pleśni. Czekają na swoją kolej w wyłaniających się z kurzu i pajęczyn szklanych próbówkach. Zielonkawy odcień kafli. Sala chirurgiczna z wiszącym talerzem wielookiej lampy nad stołem. Obłe cielsko stalowego aparatu do naświetlań. Poprzewracane, poobijane na kółkach łóżka z resztkami przegniłych, cuchnących moczem materacy… Bijąca po oczach martwota brudu i korozji... Na krzyczącej bieli ślady, tak jakby zakrzepłej krwi. Pod stopami gruz. Rozbite szkło. Plątanina kabli. Pył… Coś wciąż krzyczy i niknie w otchłani czasu. W wygasłych ekranach monitorów zwielokrotnione odbicia czyjejś zniszczonej twarzy. Jakaś przechadzająca się postać zgięta w pół. Coś wciąż krzyczy, jarząc się jakimś wewnętrznym czerwonawym blaskiem. Skąd ten blask? (Włodzimierz Zastawniak, 2023-01-30)
    1 punkt
  32. @Corleone 11 Erotyk na anielskim C... Pozdrawiam 🙂
    1 punkt
  33. @Konrad Koper Dzięki, Twoje słowa są dla mnie komplementem :)
    1 punkt
  34. @Kwiatuszek Również pozdrawiam :-)
    1 punkt
  35. @Kwiatuszek @Tectosmith Dziękuję i pozdrawiam!
    1 punkt
  36. @Kwiatuszek @Tectosmith Dziękuję serdecznie:-)
    1 punkt
  37. @Konrad Koper Ekstra giga myśl!!!! Brawo :)
    1 punkt
  38. Sięgnij po klucz, głęboko w chmurach schowany. Mieniący się złotem, tęczą malowany. Otwórz bramę w sercu zamkniętą przez wieki. Przymknij choć na chwilę zmęczone powieki. Zmarzniętą dłonią znak krzyża poczyń. Niechaj modlitwa ukoi twój ból. Światło strumieniem przepłynie przez bramę i obsadzi cię w jednej z głównych ról.
    1 punkt
  39. @Kwiatuszek @Tectosmith @A-typowa-b@sisy89 @Dragaz @goździk Bardzo Wam dziękuję, podziękowania trochę spóźnione, ale szczere;-))
    1 punkt
  40. Gdy zbliża się jesień, ptak inaczej śpiewa. W złoto-brązowe szaty odziewają się drzewa. Kwiatów coraz mniej na tych leśnych łąkach, do swojej kryjówki chowa się biedronka. Zapach ziemi o poranku me zmysły przenika, letni krajobraz z oczu powoli zanika. Ustępuje miejsca dostojnej jesieni , która złotem i purpurą w bladym słońcu się mieni. Babie lato lśni na drzewach, krzakach oraz trawie, nie słychać już żab rechotu w pobliskim stawie. Jabłka w sadzie rumienią się radośnie, któż w tejże chwili chciałby myśleć o wiośnie!
    1 punkt
  41. @sisy89 - @Tectosmith - @Rafael Marius - dziękuje -
    1 punkt
  42. @Tectosmith Dziękuję!💐
    1 punkt
  43. Ciekawy i chyba osobisty wiersz. Nie lubię takich oddaleń, dla mnie to system zero - jedynkowy, jest, albo nie ma. Pozdrawiam.
    1 punkt
  44. Dręczy narząd słuchu, gdy w ciemności próbuję liczyć wszystkie martwe muchy. Od początku istnienia rzeczy wszelkich. Odpalam świeczkę, niestety ostatnia zapałka okazuję się bezskuteczna. Mrok oblepia coraz gęściej witraże w oknach, a do zachodu jeszcze kilkanaście mgnień, może nawet wiosny. Lecz ta nie nadejdzie, jak stwierdzają przepowiednie starszych, brodatych mężczyzn w szpiczastych czapkach. Śmiesznostka, ale uniformizacja wykaligrafowana złotymi zgłoskami w kontraktach. Na wróżenie z fusów kawy parzonej po wielokroć. Recesja oraz, oczywiście, uparty dźwięk naruszający podstawy rzeczywistości. I poniekąd ciszę.
    1 punkt
  45. @Ewelina drobiazgi - a cieszą bo to sztuka nauczyć cieszyć się z drobnych rzeczy :) pozdrawiam!
    1 punkt
  46. Szczególnie dzieci tęsknią za zimą, bo w tym roku jakoś nie było jej wiele, choć przez chwilę trochę śniegu padało... Zaraz luty, więc ja już raczej czeka na wiosnę, mimo wszystko. Pozdrawiam serdecznie :)
    1 punkt
  47. @Natuskaa Niestety u nas śnieg to historia, za to wiatr szaleje:-) Dziękuję i pozdrawiam!
    1 punkt
  48. Zenobiusz Bałwan nad brzegiem Wisły, dziwaczne miewa często pomysły. Ostatnio z tego dziś żyje, że zawraca Wisłę kijem. Biedak na starość postradał zmysły. Benek Kapusta spod miasta Sztumu, raz u doktora narobił szumu. Bo wszystkie rozumy zjadł i szybko w depresję wpadł. Bo nie przybyło jemu rozumu.
    1 punkt
  49. 1 punkt
  50. Nie zrobisz bułki z ziarna pszenicy, ni z garści zboża bochenka chleba. By zbierać plony ziarno trza posiać i pielęgnować pole jak trzeba. Dać z siebie wszystko, pracę swą włożyć. Prośbę o dary złożyć do Nieba. Nazbierać wory złotego ziarna. Cieszyć się smakiem dobrego chleba.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...