Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.12.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
był zimowy wieczór nudą kuszony i ciekawością udał się do krainy zapomnienia którą opanował kurz i pajęcza sieć tam pośród różnych staroci odkrył kufer a w nim pożółkłą kartkę na której dawno temu sam napisał wiersz wiersz o wiosennych sadach łąkach i ogrodach w których królują ciepły wiatr róż zieleń i biel gdy wrócił na dół usiadł w fotelu zadumał się i po chwili głośno powiedział jak mogłem tak bezmyślnie uwięzić w kufrze maj3 punkty
-
Żona mi mówi weź się w garść i przestań wciąż na jawie śnić ja jestem taka jaka jestem ty za to jesteś byle kim Żona mi mówi czas wydorośleć odpowiedzialność wziąć za czyn przestań się kłócić przestań złościć i zacznij w końcu ze mną być Będziemy bywać u znajomych chodzić do kina na spacery będziemy mówić słowa miłe nie żadne k...a do cholery Nie żebym nie chciał-owszem chcę lecz zaraz wnerwia mnie kobita co tylko stęka tylko wzdycha zawsze zmęczona niewyspana niedopieszczona niekochana Żona mi mówi przestań pić przestań dzieciaki pasem bić przestań za włosy targać mnie nie bij po twarzy bo to złe nie kop zbyt mocno proszę cię -a może rację ma moja stara może ja jestem kawał chama3 punkty
-
zapytasz dlaczego tylu poetów wywiało z bajlando do umarlando jest kroczek każdy z nich poda inną przyczynę ... balans i różnorodność... i ciągnie się telenowela zgrana płyta kilkuklika koteria-lamperia pieprzona nuda copypasta w komentarzach o zgrozo ... w wierszach nie ma to jak widzieć królujące zero lepsze to niż maskowanie zbytkiem okruchów... bez pardonu podniosę kamień jak to mam w zwyczaju celnie cisnę szczerząc się bezzębnie jak szczerbaty na suchary Pozdrawiam Pan Ropuch2 punkty
-
żyła z dwoma jak z jednym stos scheda w mnie płonie grzech nie potrafiła wybrać bryły zdarzeń biją o wdowią kotę pośród iskier zarysowując łeb to nielinijny znak widny w mej twarzy gestach w gołoborzach paprochów pod powiekami zamknięty kwadrat nieleczalnych myśli efemerydalne miłostki zatrzaskują się raz po raz zrywa czasem przed świtem moje ciało świecące kolejna nadzieja by umierać jak teraz na niskim łuku dnia bardzo później jesieni nie mogę nic spostrzec i nie dlatego że dni nocne ciemno białe wziąłeś mnie na orbitę rozbierasz kwazarem myśli ścigając po nagim ciele wsuń dłoń lepkość przez ciebie nie potrafisz wybrać2 punkty
-
2 punkty
-
W przedświątecznym zapale poczynań nieomal każdy biega tu za Świętami w autobusie linii pięćset ileś tam dostałem telefon Podczas napięcia spodziewaną sytuacją bliski złożył zupełnie szczere życzenia rozmowa wnet okazała się podpórką pierzchła niepewność Refleksja spotkała, a nawet mnie naszła ażeby nie wydzwaniać, a dawać telefon ot dorzucić się komuś do ważnej chwili wówczas pamiętać W przeciągu rozbudzonych niepewności wobec konieczności studzenia emocji wybacz mi samozwańczy oponencie rozmyślny brak połączenia2 punkty
-
wyobraź sobie że z oddali dźwięk płynie prawie doskonały Beethoven z Bachem się pokłócił o ton ten który ich poruszył Mozart uśmiecha się pod nosem szelmowsko mruga lewym okiem Salieremu to nie w smak więc prawym mruga mu na wspak wyobraź sobie taką ciszę że innej nie chcesz już usłyszeć wyobraź sobie kolor taki co go nie mają żadne ptaki pawie umilkły więc w zachwycie przestały nawet w zoo krzyczeć wyobraź sobie że nas nie ma że nasza miłość to jest ściema że nasze życie nic nie warte można też nazwać to falstartem2 punkty
-
Wybrać temat to nie problem skleić słowa w pełne zdania też nie sprawia mi trudności lecz zachęcić do czytania to już nie jest takie proste i wymaga wręcz finezji gdy odległe są bieguny od lichoty do poezji. Nawet to, co jest pośrodku wyważone też być musi bo inaczej wiersz jak mięso w sosie własnym się udusi a gdy w wierszu wieje nudą, którą nieraz zwie się splinem trzeba sobie jakoś radzić i jak kaca leczyć klinem. Są poeci, którzy nigdy nie napiszą nawet słowa po trzeźwemu, bowiem na czczo jakoś tępo myśli głowa starczy jednak kilka kropel łyknąć, aby na obroty wejść, więc łykam setę czystej i mam chęci do roboty. Ze mnie taki jest poeta co nabazgrać coś tam unie lecz się nie pcha na piedestał ale ginie w szarym tłumie.2 punkty
-
wziąłem sobie i umarłem bo ostatnio nudno było dzień jak co dzień w samotności życie trochę się dłużyło wypaliłem wszystkie fajki popłynąłem w morzu wódki i umarłem sobie dzisiaj by pożegnać wszystkie smutki by w Wigilię nikt przy stole nie żałował mnie samego wziąłem sobie i umarłem i nikomu nic do tego znajdę może tam na górze druha co w dyskusję skory przepalimy przegadamy wszystkie ranki i wieczory będą mówić wśród znajomych dziwak jeszcze nie był stary mógłby jeszcze trochę pożyć z życiem chwycić się za bary po co mi to nie żałuję wszystko mnie tu już spotkało wziąłem sobie i umarłem bo tak właśnie mi się chciało2 punkty
-
graphics CC0 Wazy… greckie wazy… wykopany rezerwuar starożytny miot ornamentu krzyk ekstazy etruskowy trop ceramiczne wasze twarze jak Syzyfa głaz z wykopalisk w kręgu wrażeń zachwycają nas Weny pasji i zachwytu pięknych publikacji upajacie nas do woli wzorem deformacji kształt i kolor lub faktura linearne wzory ducha zachwyt gardła kuraż i inne walory Wszystkie brązy i marmury nic nie znaczą bez was wazy greckie – wy historii rozkrzewiacie drzewa ani palestr ani ulic mitów z greckiej story nie poznalibyśmy – przecież gdyby nie amfory Greckiej lady co się budzi w pachnącej alkowie potem schodzi do kąpieli w płatku z róży powiek w rączce trzyma dwa buciki w drugiej zmięty chiton tylko wazy dały obraz szczery-greckim mitom Nagość w Grecji była kultem malowano akty napełniały się tu kruże jak chmurą antrakty forma była doskonalsza w duchu sztuki greckiej dojrzewali rzemieślnicy tworząc nowe spektrum Wazy plotą nam historię greckiego geniuszu sztuka mianem jest Hellady bytem animuszu czasem ważne czci tematy albo-ordynarne weny przypływ wdziewa szaty z Olimpu lub – marne Z linii prostych i falistych trójkątów i kółek wydobyli greccy mędrcy kunsztu preambułę później sztuka się zmieniła zmieniły się wazy postać ludzka w kształt – ożyła mocą peryfrazy Pozowały wciąż hetery do brzuszności dzbanów nie śledziła ich cenzura mieczem greckich panów zasłużyli się garncarze za to greckiej sztuce opisali świat antyku niczym zdolny uczeń Wyręczyli nader – zręcznie muzę literatur która czciła monumenty wstydząc się kreatur przekazali nowożytnym starożytne wazy ci się chełpią grecką sztuką antyk im się – marzy —1 punkt
-
Zaskoczenie. Sztuczka z cylindra magika. Kim jesteś? W zamyśle mam całą Twoją postać. I nagle, zupełnie niespodziewanie, wyciągam jaśminowe płatki. Skradzione, zaklęte tajemne słowa, na uwiedzenie ducha co zgubiło ciało. Pachniesz metaforą, moim pragnieniem, niespełnionym szczęściem. autor wiersza: a-b https://atypowab.blogspot.com/1 punkt
-
1 punkt
-
Nie złączaj tego, co Bóg rozdziela ... Patrzę na te toporne Berliny, na płatne autostrady chlapiące monsunowym deszczem ... A więc ... wyjeżdżasz. Pakujesz nawet swoje rusztowania. Zegar wybija ostateczność. Tylko gdzie wyfrunęła kukułka? Landrynki w kształcie księżyca. Ja uwielbiam żółte, ty pomarańczowe - to sam cukier, ale ... przecież słońcem moglibyśmy się udławić ... Co sądzę o promowaniu narodzin z wadami? Nie wiem, w końcu drugi raz się nie narodzę. Mam wadliwą wyobraźnię: bujna jak sosny z Omska, ruchliwa niczym jesiotr w porze tarła i wyobraża sobie same piękne rzeczy.Jest jak woreczek z grochem do ćwiczenia gracji: wciąż spada z głowy i nie wiesz, co z tym zrobić... Dyskusje o aborcjach i wadach? Prosty powód: zbyt wielu terapeutów i pedagogów specjalnych nie wykonuje zawodu. Trzeba zapewnić im miejsca pracy. Wszyscy martwimy się o zbyt wiele pokoleń 'w przód.' Ja martwiłam się do tego stopnia, że zrobiłam wszystko, aby moje dziecko nigdy nie pojawiło się na tym świecie. Żyjemy więc sobie we wszechświecie: pusta przestrzeń i my dwoje - a w przedpokoju lustro Twardowskiego. W diecie? Same księżyce. I sporo dobrego art deco. Człowiek? Pytasz o tego w sieni? Ach, nie pamiętam nawet, gdzie kupiłam! Chcesz go? To sobie weź! Jak dla mnie - totalnie passé.1 punkt
-
Gdy nienawidzę siebie to do podłości Jak się uwielbiam to do śmieszności Od ściany do ściany, więc romantyczny Duszony empatią, zbyt autentyczny Tak narcystyczny, że chrześcijański Nie szowinistyczny, prawie słowiański Otwarty, nieufny jak każdy inny Tak mocno niewinny, jednak naiwny Choć też nie pasuję do mas zbiorowości Bo topi mnie gorycz ludzkiej podłości To sam, w uwielbieniu do aspołeczności Przemykam ukradkiem doliną ciemności Spróbujesz mnie poznać? Zjedz beczkę soli Niestety, żałuję, bo czasem zaboli Arogant, napiętnowany przez metafory Dwa noże w serce, dwa w plecy, jak wolisz Ja wiem, że Ty wiesz, że Tobie nie wierzę Jednak chciej zrozumieć, gdy mówię szczerze Bo nie chcesz nic znaleźć więcej w ludzkości Jak ten ostateczny brak świadomości1 punkt
-
w zasadzie jakby na to nie patrzeć każdy proces twórczy zaczynam od kawy i papierosa w sumie nigdy nie zastanawiałem się nad tym czy piszę lepsze wiersze, kiedy palę Rothmansy czy gorsze, gdy piję Sido w zasadzie to wszystko, co chciałem powiedzieć w sumie nie mam już nic więcej do dodania1 punkt
-
Mój mały dzień, mój mały dzień... On wleciał mi do głowy. Podparł się o brodę I zgubił pantofle. ... I poklepał w plecy. Padało za oknem i wcześnie Robiło się ciemno. Mój mały dzień, mój mały dzień... Czytaliśmy książkę, a on zaparzył Herbatę. I słuchaliśmy do białego rana W ciszy tych samych piosenek. https://m.facebook.com/profile.php?id=631491170529721&ref=content_filter1 punkt
-
1 punkt
-
Już nie mam nic do powiedzenia. Rogi obfitości kapiące z bezchmurnego nieba ... W zodiaku - Byk. Nie chcą zawartości miast, mimo, że napisano w nich dużo książek, spłodzono tysiące dzieci, wypito litry wódki i popełniono setki zbrodni... Choć nigdzie nie popełniono tej jednej: nowego świata, innego, ułatwionego, przewiniętego do początku, by odkryć, gdzie jest błąd ... bez szukania po sklepach warzywnych zatrutego jabłka Adama i Ewy, nie oddając do zoo pary mokasynów, nie wypełniając pokoju wojną ... Musimy mieć pokój. Wystarczy szukać krasnoludków na miejskich ulicach, wystarczy zadać sobie trud, pytanie i zadośćuczynienie idąc wstecz Do przodu?! Tak! By pozbierać po sobie połamane cymbałki - złego tonu, skruchy w labiryncie bezwstydu Święty? To wyjdź, opuść ten pokój z flagą w owiniętą na maszcie serdecznego palca, z drzewcem miękkim jak ... sztylet ... miłości wbijanej do serca czułością, radosnym śmiechem Po co pukasz? Przecież nie ma wojny ...1 punkt
-
1 punkt
-
łatwo jest kochać ofiarę łzy same wraz z jej spływają serce się kruszy i łka a jakie uczucia dla kata? ty ścierwo ty świnio padalcu podlecu debilu kretynie ... dno. jak kochać jak kochać jak kochać jak kochać cały ten świat1 punkt
-
Dentysta sadysta rodem z Piekła wyżywał się na pacjentach - wściekły, aż go ząb własny zabolał. Wielkie nieba! Boli! - wołał i szczena dokumentnie mu zmiękła.1 punkt
-
kim ty jesteś dlaczego białe szaty wdziewasz czemu łatwe w trud zamieniasz kim ty jesteś powiedz proszę czemu plączą nad tobą brzozy kim ty jesteś diabłem aniołem czy może jesteś tylko popiołem kim ty jesteś pytam raz czwarty uchyl o sobie choć rąbek prawdy1 punkt
-
1 punkt
-
@Igor Osterberg aliceD No bardzo udany wiersz. Czytam Twoje wiersze, rzadko komentuję, a ten jest mój ulubiony:) I to nie tylko dlatego, że od lat zasmakowany jestem we frytkach :))1 punkt
-
krok za krokiem wskazówka za wskazówką czas jest coraz bliżej widzę drobne zmarszczki w kącikach oczu delektuję się płowiejącym westchnieniem uwięzionym w pozłacanej klatce żeber oddech za oddechem przybliża się na palcach ślepa północ oczy wydrapał jej świt po chybionej walce o ostatni bastion miłości dotyk za dotykiem nadchodzi źle zinterpretowana namiętność nieodpowiednio dawkowana poświata co zalęgła się w ślepej uliczce serca cała twoja nienasycona uroda przepoławia sprawiedliwie pięść pomarańczy noc nietrafnie przetłumaczona na język miłości schowała się za ścianą za którą przechadza się mój za ciasny lęk z jakiego wyrosłam zanim zdążyłeś otworzyć usta i grzecznie pokazać język1 punkt
-
jutro jak wczoraj wczoraj jak dzisiaj pustka wokoło kłująca cisza tysiące dźwięków dziesiątki zdarzeń ja tylko słyszę szum włosów marzeń lecz coraz rzadziej1 punkt
-
1 punkt
-
Jest przeciwieństwem szczęścia Jest synonimem lub synem Nieszczęścia Boję się bólu Robi ze mną o dużo więcej Niż szczęście.. Wyczerpuje Do złych wniosków Nawołuje Jak szatan który.. Po duszy miotłą Zamiata Paradoksalnie Więcej zrobiłem w bólu Może coś tam krzywo przykleiłem Może z kimś się krnąbrnie Nie zgodziłem Ale po latach.. Tam do kata Bądź sobie czarny chrabąszczu Po duszy lataj Jestem w twoim gąszczu..1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
ADY ŻURAW? WAR U ŻYDA. O, TEN. AŻURY TYRU, ŻANETO. A ZABAW DATA? LAZURY TYRU ZA LATA DWA. BAZA?1 punkt
-
ELA CWANA, HANA WCALE. ANIA POPIJA HU HU HAJ I POPA INA. ANI; SPITO TU I FIKOŁKA. JAK ŁOKI, FIUT, OT I PSINA. TO JAKI FIKA JOT... A... I WAPNO; ON... PAWIA! MIELE ZIELE IM; SOSNOWSKI... MIKS WON. SOS! MIELE ZIELE IM.1 punkt
-
JA TU CI PODAM?...MA DO P... TAJ. (palindrom) O, CIUT I TU, I CO? I OKRAWKI, A LAIK - WAR KOI.1 punkt
-
Podobno to najkrótszy dzień w roku czas mrocznych sił władania Oczekuję zatem stukotu kopyt, zapachu siarki Czy pamiętają mnie tam jeszcze? Będą zwiastować zmartwychwstanie? Sms z niemoralną propozycją zwiastujący grzeszną noc Paczka z ładunkiem, którego nie zamówiłem Zło wpuszczone w ciało, aby zapobiec złu zwane trzecią dawką. To znaki?1 punkt
-
Cirkle check for truck Tego mi brakowało. Cały miesiąc bez ciężarówki obszczanych, betonowych rajek 40 ton na plecach zaśnieżonych dróg w Norwegii stromych i śliskich zjazdów zamarzających na szybie wycieraczek wierszy pisanych w drodze nocą na leśnych parkingach nareszcie wrzuciłem do środka niezbędne rzeczy trochę słoików z domowymi przetworami czyste koszule, majtki, skarpetki kilka tomików wierszy położyłem dłonie na kierownicy mocno objąłem palcami skórzany pokrowiec wyszedłem na zewnątrz obszedłem cały zestaw dookoła kierowcy za oceanem ładnie to nazywają cirkle check for truck jeszcze tylko jeden telefon do spedytora telefon do żony za chwile w drogę pod Trondheim przede mną ponad trzy tysiące kilometrów ponad tydzień w ciężarówce droga, obowiązek, praca, pasja, rodzina i ojczyzna trudno jest to wszystko razem udźwignąć każda z tych rzeczy jest tak bardzo bliska człowiekowi Jeżeli potrafisz to wszystko ze sobą pogodzić za każdym razem z radością powracasz do miejsca gdzie się narodziłeś nawet nie próbuj myśleć że jutro w Amsterdamie czeka na ciebie lepszy świat. Żory, 19. 12. 2021.1 punkt
-
1 punkt
-
Niech ustaną wreszcie ostre spory i waśnie a jeśli ktoś jeszcze nie chce żadnej zgody niech ostudzi łeb w wiadrze zimnej wody albo jasny piorun niech jego już trzaśnie bo pora się pogodzić choćby z babą Jagą a teraz to już całkiem z wielką powagą: Mesjasz Zbawiciel na świat przychodzi pozdrawiam każdego dziś bez wyjątku nowy czas odmierzy zegar od piątku pora w porcie Nadziei wysiąść z łodzi Odrzuć z serca obawy oraz strach podaj ręce nie tylko na pojednanie a pokój wreszcie w sercach nastanie ubogiego pielgrzyma weź pod dach Bądźmy dobrzy dla siebie wszyscy wzajemnie tę dobrą radę przypominam kochani dziś rano: szanuj innych jak chcesz by ciebie szanowano a jeśli chcesz wojenek burd i chaosu to …beze mnie1 punkt
-
dobre wychowanie nie istnieje w mojej dzielnicy gdzie kradną czaszki z cmentarza i sprzedają studentom medycyny za bezcen ale nie zjadają szpiku kostnego martwych ssaków . musisz się natrudzić żeby zobaczyć dżentelmena bez kurtki ortalionowej pachnącej rybą i kobiety z papierosem bez filtra . mam uczulenie na orzeszki ziemne z ziemi świętej i sprzedawców z popękanymi okularami oklejonymi taśmą klejącą palce gdy używasz ją niezgodnie z przeznaczeniem które znają tylko dzieci i producenci klejów . zaglądam do studni na podwórku już dawno zgłaszałem że na dnie mieszka szatan i wciąga mieszkańców dzielnicy do środka ale nie częstuje wódką i drinkami z sokiem ananasowym . kiwam ręką do ludzi na dole ale nie wierzą że wyjdą kiedyś z tarapatów sprzedawanych na raty przez księdza . rozkraczony aniołek na rogu sprzedaje opłatki bożonarodzeniowe ale bolą go nogi i nie wierzy w szatana na dnie studni ani w to że przy wigilijnym stole znajdzie się zbłąkany gość w modnych spodniach i pachnący wodą nie produkowaną w Kolonii . mówię żegnaj przechodniowi który potrącił mnie choinką bez bombek spotkamy się w następnym odcinku przewodu pokarmowego1 punkt
-
logika potrafi być cicho gromadząc w kącie zabawki tam też układając budowle zielony na żółty klocek a potem może czerwony a może lepiej nie czerwony coś musi być pod spodem ... kiedy podchodzę do niej szczerzy kły wbija wzrok zagarnia do siebie klocki chcąc zachować wszystkie z dala od świata całego i jego wielkich planów zatrzymać uwięzić pożreć w jej słabościach stojąc mogę tylko tęsknie patrzeć na piękne place zabaw gdzie wspólne zjeżdżalnie i karuzele pełne radości patrzeć czekając aż wstanie przerywając ciszę pytaniem gdzie chcesz te niebieskie ... wtedy budujemy razem1 punkt
-
marzę o łóżku z baldachimem o zabawnych lampach w wazonie róża która już gubi płatki sięgam po nią i wącham wierzę w wypuszczenie pąków i że nie zaczerwienię się kiedy pocałuję cię w miękkie wilgotne usta1 punkt
-
ostatnie liście zniknęły czuję sią jak zima bez ciebie chcę zdrowe śniadanie z malinami Boże Narodzenie tuż za rogiem splatam nogi w czarnych pończochach patrząc na kolorowe drzewka z wiszących ogrodów zmieszana przemieniam się w wonną peonię1 punkt
-
Romantycznej nocy balia,I miłosne w niej ballady,Gdy twą szyją wodospady,A u dłoni wrząca talia.1 punkt
-
Merry christmas Tak sobie myślę Ostatnio często zbyt często A jednak Być może jestem kimś więcej może jestem wyjątkowy wierzący w przyjaźń Może i nawet dzisiaj jestem wniebowzięty Może i nawet ogólnie poeta Po południu Siedząc w domu wygodnie na sofie Rozbestwić się O dziwo Zaczytać się wierszami Krynickiego Historią Mołdawii Położonej na terenach historycznej Besarabii Przegladać internet Łódzki manhattan sie sypie Spadająca z 15 piętra winda Brak ciepłej wody Odpadające tynki Oglądać na fotografii z 1967 roku zawieszonych w przestworzach elektryków Myśleć o sobie Dniach przedświątecznych Superlatywach Domniemać Po raz dziesiąty oglądać Just For Laughs Gags Po raz dziesiąty zajadać się pasztetową Kiszonym ogórkiem Napisać na twitterze merry christmas Wsunać dłoń pod majtki Pomasować się Po zwieńczeniu penisa Obnażonej żołędzi Powąchać palce Kochać moją żonę i dzieci Ponad wszystko. Łódź, 17. 12. 2021.1 punkt
-
Bywają noce, kiedy nie czuję się aż tak bardzo samotna: mam krawędzie ścian i wspomnienie, które dla mnie jest wszystkim, a dla ciebie - zaledwie faktem. (Nie)wydarzonym, zakneblowanym twoją dłonią ... Rozkosz może i da się zakneblować, ale tego, że chodzisz po ziemi i jesteś MÓJ - tego mi nie zabierzesz. Możesz (i będziesz) kochać się z setkami młodych jędrnych dziewcząt, mających modne pazury z plastiku i idealną urodę i tiktok, na pewno też z którąś się ożenisz i będziecie żyć długo i szczęśliwie i mieszkać w małym białym domku na peryferiach miasta, spać w świeżo wykrochmalonej pościeli, a jednak ... To JA będę już zawsze posiadać cząstkę ciebie. CAŁKOWITĄ.1 punkt
-
ścisk nadludzkich serc płynność słów które nie odszukają jutra wstajesz aby stawić czoła nadziei ale nikt nie słyszy poszumu twojej miłości nie karm mnie ciężkostrawnymi gwiazdami samotnością którą okrutnie rozbolał ząb u wezgłowia kolebki czają się same wykwintne sny twój ból jest ciszą jakiej nie sposób nauczyć się na pamięć ostatni pociąg odszedł niezauważony1 punkt
-
@Czarek Płatak Zgadzam się z Tobą Czarku nie będzie Świat. Politycy się o to postarają. oni nienawidzą świąt z uśmiechem na lateksowych twarzach obiecują śnieżną zimę długoterminowe prognozy deszcze i burze zimny północny wiatr roztapia tłum domagający się prawdy ale rzesza bezśnieżnych bałwanów w maskach nie topnieje a my zamknięci w czterech ścianach sącząc bimber nadziei ciągle czujemy magię świąt zamiast opłatka przeterminowany płyn do dezynfekcji Pozdrawiam Przeczytałem z przyjemnością1 punkt
-
1 punkt
-
dziś Proszę Państwa znów troszkę dłuższa i dość toporna siekaneczka - czyli rymowanka; soreńki. graphics CC0 - wg . Futurystycznego epickiego opowiadania Stanisława Lema - Part I Cywilizacja z planety Eden Niezrozumiały szczep Szczęście że można oddychać tlenem W futurystycznym śnie Gazowy ogon zwiódł kosmonautów Z planety Ziemia – szli To pomylony kod automatów Kompromitacja gry Skusił ich wstępnie blask wyjątkowy Co od Edenu ćmił Oko z opalu piroksenowe Zaczęli wpadać w wir Statek kosmiczny – ziemian rakieta I z atmosfery lej A oni ciągle planują czekać W obłoku planety – tej To była chwila ich nieuwagi Przez ściany przeszedł dreszcz Gdy fosforyczna tarcza ekranów Zgasła – jak świetlny miecz Wbili się z hukiem w gazowy ogon Jak paproch – lub gęsty śmieć Deceleracja – nie żaden slogan Skoczyła – w trzydzieści „g” Dlatego doszło aż do pulsacji Sprężarek – łożysk – pisk Kosmos to zachwyt i opis pasji Niektórzy twierdzą – mit Potem karambol z czołem planety Przeżyli – to był cud Spalić wstyd w pyle byłoby lepiej Bo na co cały ten kurz Ale rakieta to przetrzymała Wbiła się w skalny piarg Radioaktywny wskaźników skalar Wykrył skażoną stal Kopali tunel by się wydostać By odbezpieczyć właz Chwilowo tylko zabrakło prądu Jednej – albo dwóch faz Ruszą z wyprawą tu czeka Eden Ludzki milowy krok Żeby im tylko nie brakło tlenu Błagał – słoneczny splot Inna świadomość wręcz niepojęta Zajrzała w oczy im I zrozumieli – przestrzeń jest święta Futurystyczny Rzym Są krople potu na słonym czole Klan geometrii z brył Kwiaty kwitnące tajemnym wzorem Półlejkowaty styl Nieokreślony wybryk mutacji Żywych kielichów ruch Wprawił załogę w stan konsternacji Tego – nie trawił mózg A dalej jeszcze kolejne niwy Tam zobaczyli świat Który się nie chciał sobą nadziwić Ciekawe – ile miał lat Wrzecionowate – z sterczącą szczecią Kadłuby twardych ciał Zgrubiałe, twarde nibykolanka Jak członkonoga staw Pajęczych roślin sznur emanował Jak ośmionogi chwast Bladoperłowe bulwy jak głowa Kokonów pajęczy las Korzeń z oddechów – żywe rośliny I oczu pokątny wzrok Potoki mazi – glut gęstej śliny Z jęzorów zawiłych – kłos Baniasty torbiel nadymał skórę W dół zwisał czarny włos Pewnie te chwasty żyły w ogóle I może miały głos Badali coraz dalsze tereny Przetarli nowy szlak Tacy spragnieni ziemskiej zieleni Pan Bóg poróżnił świat W końcu odkryli dziwną fabrykę Produkcja z niczego w nic Części ruchome – czyjaś przyłbica Z fraktali jądro – i z liczb Tu jakieś filtry ciał animacja Cielesnych funkcji kicz Ciąg rekonstrukcji i lewitacja Istot z Edenu – klincz Produkcja może wielkoseryjna Z taśmy na taśmę – część Soczewkowata bura ślimacznic Te części zaczęła – jeść To komponenty do ciał Dubeltów Mieszkańców planety tej Półelektrycznych, nagich tubylców Produkcji – jasny był cel Kiedy załoga znalazła ciało Humanoida – gdzieś Przeprowadzono sekcję – i śmiało Zbadano trzewi treść Nie było mózgu – w głowie istoty Tylko maleńki rdzeń Głowa wrośnięta w garb – apostrofy I cztery ręce – na pęk Jakieś gruczoły chłonne – trzy płuca Pomiędzy nimi drut Jak tej hybrydzie można zaufać Kto to polubić by mógł Wszystko zakisłe w ciele z galaret Na torsie wielki garb Duozależny dziwny gabaryt Dwa ciała a jeden kark Widzieli także dziwne pojazdy Bił od nich niebieski blask Coś wirowało dokoła osi Rotorów ciągły lans Świetliste kręgi w ciągłej rotacji Redła wyrytych bruzd Lewitująca cywilizacja Mechatroniczny kunszt Bruzdy i rowki – to autostrady Z abażurowych konsol Bez nich nie dało pewnie by rady Wirować – dysku combo Part II Poruszali tu zgrabnym łazikiem Klimat nieco gorący Wszędzie tylko szkło i nikiel Góry – piaski z sobą łączy Przezroczyste długie korytarze Uchodziły w szybów krąg Gąszcz pęcherzy jak witraże A w powietrzu czulił swąd Nawisy ze szklanych pęcherzy Rojowisko komórek Kopulasty przestwór – niebyt Kości – szklane ule I prosto do miasta Dubeltów Schodami śmiało w dół Tu kamienne miasto z pięter Po ich czołach ciekła sól W pomroce spadli na same dno Zimnej oazy banitów To był wielce nierozważny krok Żądza niedosytu Tu w zamęcie wyciągnięte setki rąk Tłuste – obłe tułowia Poplątanych macek song Sadła dychotomia I ludzki wstręt wobec inności Należy wracać na Ziemię Człowiek jest wolą namiętności Nierozumne – ludzkie plemię Już remontują starą rakietę Wola powrotu nagląca Niebieską ujrzeć planetę Która mizdrzy twarz do słońca I jeszcze spotkanie trzeciego stopnia Dubelt ich odwiedzi Telepatia – treść istotna Setki pytań – odpowiedzi Nowe pojęcia – ciche – szemrane Może to jakiś blef Chemiosynteza – cyfrowa pamięć I fotonowy deszcz U tej istoty zmysł elektryczny Z metalu – z folii mózg Przekaz niejawny telepatyczny Atrofia – zbędnych ust Centrosamociąg – i antyśmierć [bio][socjo][zwarcie] grup Cyna i mosiądz – ciało i dreszcz A metal miękki jak frukt Samokontrola dokąd to zmierza Nieznana żadna agresja Każdy tu karę sobie wymierza Jest niepotrzebna presja Natręctwo pojęć – zmysłu zranienie Czy to prawdziwy Eden Ludzka załoga – wraca na Ziemię Ma zatem taką potrzebę Rakieta spala – zgiełk automatów Dubelt nie leci z nimi On nie rozumie naszego świata Jesteśmy całkiem – inni Już naprawiono trzy podzespoły Włączony chrzęści stos Grawimetr stoi prawie na osi Słychać z kabiny głos Krytyczna w normie i osiągnięta Patrz – stoi w ogniu grunt Z synergii w zwykłą – jaka to męka Tlen w usta – a oczy z łun W dwanaście minut – zanik atmosfer Kosmos czas w przepaść podmienia Wreszcie odpięte pasy załogi Kierunek: Planeta Ziemia — przypis – utwór odnosi się do opowiadania Stanisława Lema: pt. “EDEN”. W opowiadaniu sześcioosobowa załoga ląduje na planecie Eden Astronauci z ziemi poznają prawa obowiązujące na tej planecie i nową nieznaną formę życia tzw. Dubelty – dwuosobowe istoty egzystujące w symbiozie biologicznej1 punkt
-
(A.Ś.) nie poznałam go nigdy ale zawsze to szkoda być może skończył się jak kreda a trudno węglem po tablicy wolał wypisać się ze szkoły może zaciągnął długie jak sznur długi więc spłacił ostatnią monetą miała kruczy rewers zdmuchnął ustami w których się tak kochałam na torcie z opłatkiem Jezusa ostatnią świeczkę w podwójną dla mnie przeszłość1 punkt
-
W ciemnej izbie, samemu Sobie płomień samotny Dogasa. ... A kiedy mrok odludnił I te drożyny, te pola. I gwiazdy, strażnice, wystawił. Tam widać chatę, ktoś woła. Tam ktoś i świeczkę zostawił. A w oknie tańcuje ogień. To słychać- Hejże, to śpiewy. A tu był krzyż, martwy powiew. Tam były chata i chlewy. I cienie dzieci tu plączą. Tam starców kruche sylwetki. Godziny, gałęzie mącą. Godziny, pień próchniuteńki. To chata była sosnowa, A bory w dal przycmentarne. To były chlewy, a pełne. W dal pola tu nieme, czarne. Już świta, to ludzie wstają. A rzecby, bo noc nie nasza. W ciemnej izbie, samemu Sobie płomień samotny Dogasa.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne