Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.05.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Rzekł poeta raz na rauszu kocham żonę i mą wenę lecz niestety za bigamię płacę zbyt wysoką cenę. Żonce trzeba dać na łaszki kosmetyki i pierdoły przez co pustkę mam w portfelu mówią o mnie, to ten goły. Mało tego, bo małżonce jeszcze muszę bo żonaty chce czy nie chce, ale musi co raz kupić świeże kwiaty. Nie zapomnieć jeszcze o tym gdy małżonka nie ma chandry jednak o tym nie napiszę nazbyt kręte to meandry. Z weną też mam perturbacje chociaż grosza nie wyciąga maltretuje mnie psychicznie w ten to sposób cel osiąga. Wena mówi nie chcę zielska dla mnie cenne dobre słowo a więc dla niej tworzę wiersze i do spółki z nią musowo. Jak więc widać nie jest łatwo być poetą bigamistą tylko, z którą mam się rozwieść nie jest sprawą oczywistą. Tak, więc chyba pozostanę bigamistą gdyż wiadomo, że inaczej mi cenzurę naśle wena, żonka ZOMO.11 punktów
-
Na spokojnej górze, nieopodal lasu, mieszkał sobie karzeł, nigdy nie miał czasu. Biegał po zakątkach i szukał karlicy, znalazł na okładce... ganiał po próżnicy. Nazwał ją Maszeńką, zakochał się w oczach, piękne były - duże, wskazówka prorocza. Uwili wnet gniazdko gdzieś w pobliskim łęgu, lecz w którym to miejscu, nie wiemy - ad verbum. Zrodziło się wkrótce cudne karliczątko, a nasza bajeczka znowuż od początku. Pieścili, dziubdziali - karmili nektarem, a domek ukryty, trójcy uśmiech daje. Aż patrzcie przy nowiu - niedźwiedź porwał malca, szukali rok cały, rodzina najdalsza. Ślad po nim zaginął - wrócił na okładki karłowatych bajek... ot, temat nierzadki. Jak zobaczysz czasem, ruch liścia gdzieś w borze, dotknij, podnieś, zajrzyj - tyle chyba możesz? Ruszajmy, znajdziemy, zaspane maleństwo, przyniesiemy w koszu - kruszynę tajemną. "Dla karłów nic nie jest za niskie." - Stanisław Jerzy Lec.9 punktów
-
ja wiem że chcesz lecieć wysoko balonem macać weny chmur kąpać się pod krawędzią nieba w wełnach słońca ale ktoś musi zebrać mocny jedwab na pokrycie jego żebra obsiać pola i policzyć plony utkać dni podobne do siebie ktoś musi sprzątać po czyiś marzeniach6 punktów
-
To miała być tylko ich bajka lecz się przedwcześnie skończyła królewna poznała grajka i się w instrument zmieniła4 punkty
-
Na drżących dłoniach gra deszcz, jak na fortepianie sam Bóg. Lecz zimny jest każdy ten dźwięk, czy melodię krzyku zna Munch? Palcami zmieniam więc tony, poruszam energię jak myśl. Co w moim sercu jest Bogiem? Moja miłość co w duszy lśni. Czy Mozart otwiera umysł? Wypływają wciąż perły z dna. Nic przecież mówić nie musisz, ja artyzm ten tak dobrze znam. Na małej czarnej korale, jakby sznur wydobytych chwil. Jak chcesz to z Tobą zatańczę, czy możesz moim księciem być? Instrument rozwinął skrzydła, a pióra wdzięcznie się mienią. W odcieniach nieba czuć więcej, bo zwija się w krąg biel z czernią. Tak szybko nabiera on barw, tęczowym słońcem się staje. Jesteś teraz w moich oczach, jak Ci we mnie jest kochanie? Dotykamy promieniami, bezkres naszego istnienia. Zobacz jak kwitną kwiaty, muzyka się szybko zmienia. Dlaczego więc cały czas śpię, a sen wydaje się jawą? Powiedz gdzie teraz ja jestem? Gdzie jest prawda a gdzie kłamstwo?4 punkty
-
W ramach wyjaśnienia, wiersz dotyczy mitologii słowiańskiej. Pełen magii, potęgi, pluszcze w wodach zaświatów: tej ku życiu wiodącej i martwej ku śmierci. Wspomnienia nikną w rzekach niepamięci. Oczyszczone dusze wieczny spokój mają. Należy dbać o obydwie, zapomnienia pełne. Don prostą drogą do Welesa domu. Dziś w ofierze dziewica, by woda życiem kipiała. Skrzydlaty wężu, Żmiju u korzeni Kosmicznego Drzewa, prowadź dziewczę ku Nawi.3 punkty
-
czas jesienny przysiadł z boku obserwuje kto odejdzie kto zostanie babka wróży mówią ponoć że jest w gwiazdach zapisane kto zapisał kto wymazał ot bajdurzysz ja tam byłam wino piłam w międzyczasie ta kawiarnia się nazywa pod ukradkiem w filiżance księżyc kąpał się z łyżeczką do godziny nie wiem której przedostatniej tak mi cudnie patrzył w oczy chyba wierszem byłam śniłam czy marzyłam nie powtórzę coś ścisnęło jakby w sercu zabolało przytulałam ciut za mocno białe róże2 punkty
-
najważniejsze to odpowiednio uderzyć wbić żelazem klin ułamanej kości w mózgowie zamroczyć to przyśpieszy agonię potem już można pod łopatkę wbić długie ostrze bez zawahania raz i starannie w cierniową aortę wytłaczam krew z konającego wnętrza poruszając przednią kończyną dla lepszego efektu teraz trzeba szybko ją jeszcze ciepłą wymieszać z octem ręka zanurzoną po skrwawione nadgarstki skórzany kościec mięsa obwieszam dołem na orczyku zawieszonym na belce ponad klepiskiem stodoły zaczepiwszy go ścięgna wyrwane ze szczelin rozciętej skóry siekiera rozłupuję z góry na dół kościec wzdłuż paciorków kręgosłupa miarowo i po równo tak jak każdemu się należy sierść zeskrobana i opalone jej resztki ogniem wrzątkiem i szarą klingą noża wyrzeźbione dwie jędrne półtusze po 40 kilogramów martwej wagi odganiam czarne psy wąchające śmierć z daleka przegarniam rogate muchy wiosennego roju wachlarzem ruchu zwabione ciepłem brunatnych skrzepów w piasku zastygłych zacieram ślady zgniją pod gnojem starannie wykrojone szlachetne i zgrabne tkanki natarte solą i ziołami wonnym dymem nasycone różowią się na stole w pobożnym kręgu na pamiątkę zmartwychwstania misterium paschalne zbawiciel obwieszony na krzyżu kończynami przybitymi żelazem do drewna na klepisku Golgoty i nim zmartwychwstał obmyty octem z balsamicznych i okadzonych bandaży w bok był przebity włócznią sumiennego legionisty2 punkty
-
ludzie notorycznie nie unoszą swoich trudnych tajemnic ale dzielą się nimi w taki sposób że jedynie mnożą strażników cienia którego już sami nie potrafią upilnować proszą nie mów nikomu nikt nie powinien wiedzieć niech „to” zostanie między nami wieczorami zwykle biorą prysznic kładą się do łóżka z nadzieją że sny nie przyjdą nie przycisną że nic nie wypłynie z nich bokami na pieczywo na zwykłą szarość dnia milczę nakarmiona suto strawiam ich „to” strawiam ich niewygodę strawiam swoją rolę czuwają przez cały rok całe życie a to latarnia im przeszkadza a to pies sąsiada a to głowa co się snuje w kółko po szufladach grzebie szuka miejsca by schować na zawsze sekretny klucz czasami wracają i pytają zatroskani jak się czuje u mnie ich „to” no cóż nie mogło wyjść to się strawiło2 punkty
-
Wiersz Wiersz to zlepek słów przypadkowy Czy biały czy też rymowany Które mi czasem przyjdą do głowy Na kartkach notesu piórem pisany Wiersz to uczucie które wyrażam Myśli wprost z głębi duszy płynące I strof rytmicznych namiętna fraza Wersy jak koncert skrzypcowy brzmiące Wiersz to obraz malowany słowami W papier wtłoczony farby atramentem Muzyka grana liter nutami I ludzkie marzenia w sylabach zaklęte D.G.2 punkty
-
słyszysz? rozmajone miękko tańczą głosy w szeptach radość niebożebną bzami niosą wiesz... to liście zwierzają się ptakom ze słabości do wiatru co rozkochał i uwodzi jadeitowe oczy nocy ciii2 punkty
-
cisza do snu się przytuliła szepnęła przy tobie czuje się szczęśliwa wiem że kochają cię gwiazdy że pająk ci zazdrości gdy nocne otwierasz drzwi sen się do niej uśmiechnął powiedział miła jesteś zapraszam do gry w tej grze nie bedzie miejsca na smutek ani trudne łzy będziemy wspólnie z tobą i mną uszczęśliwiać tych co śnią których czasem boli dzień oszpecony trudnym2 punkty
-
rozbieram cię moja piękna od stóp do sufitu cała w pomarańczach jesteś jak szlag jasna panienka piękna moja i nie moja bo przez tyle rąk już przeszłaś by być tu gdzie jesteś i tu gdzie cię nie ma piękna nieskalana zwyczajnie w wyciągniętych majtkach z czystej ciekawości 2105172 punkty
-
Widziałam Cię... Siadam w progu Skrzypnęła drewniana podłoga Żar lejący się z nieba Rozpuścił asfalt Zebrał się na powiekach... Czuję, jak kropla po kropli Spływa po mojej twarzy. Widziałam Cię... Wstąpiłaś na pocztę Długie, błyszczące włosy W odcieniu gorzkiej czekolady Opadały swobodnie na ramiona Uśmiechałaś się... Liczę kamienie Pocieram w palcach Te gładkie i płaskie chowam Do kieszeni starej, wypłowiałej bluzy Leniwe popołudnie Nie chce się nawet wstać Żeby nalać sobie wody... Trzymałaś kremową kopertę Pachnącą perfumami i dobrą kawą W środku list pełen wzruszeń Radosnych uniesień, wyznań miłości Tej szczęśliwej... Tak, to na pewno byłaś Ty Może jutro to będę Ja...2 punkty
-
@zyzy52 Podtrzymałeś mnie na duchu a więc teraz do trójkąta wpiszę obie moje panie i postawię je do kąta. Trójkąt boki ma solidne i do tego mocno zwarte matematyk mi przychylny będzie miał za chwilę wartę. Ja zaś sobie myk do pubu sączyć piwko z kolesiami człowiek musi strzelić lufę więc ja czynię to czasami. Pozdrawiam :)2 punkty
-
2 punkty
-
Pal się w najgorszych chwilach żeby taki promyczek który rozjaśni dzień przyświecił tobie żeby jak pięknie powiedziane to też niech w słowie zapłonie pal się pal się zastąp słońce zgaś mroki które zatruwają duszę ponieważ dusza bez światła jest niczym zaś człowiek bez duszy nieistnieniem2 punkty
-
@corival Cały przemysł lekki w tym lniarski wysadził z siodła Balcerowicz, wszystko chciał sprzedać, było około 60 zakładów lniarskich w całej Polsce, największe w Żyrardowie, Kamiennej Górze, Walimiu, teraz można oglądać ruiny niektórych zakładów. Była u nas dział Wzorcownia która się parała, tworzeniem różnego rodzaju wzorów kolorystycznych. Każdy kraj do którego eksportowaliśmy /było ich około 120/ sugerował jakie chce kolory i na jakiej bazie, naturalnych czy sztucznych barwników. W tym miejscu uruchamialiśmy nasze Zjednoczenie, które nasze wymogi spełniało poprzez kontrakty zagraniczne. Sprowadzaliśmy barwniki nawet z Australii - nie były tanie.2 punkty
-
2 punkty
-
@Somalija Ago chyba pomyliłaś karły z aniołami, to te ostatnie ponoć są bezpłciowe, a karły się rozmnażają zobacz ilu ich jest w polityce. Miłego i zdrowego wtorku w słońcu Ci życzę. @corival Ha ha ha Cori, poczekam aż finezję przyniosą Ci w koszyku razem z zakupami, najpierw oddech, kawa, naciśnij przycisk "ruszamy" i do boju. Mamy znowu dzień, wiosenny dzień, niech on będzie najpiękniejszym ze wszystkich. Miłego dnia. @Marek.zak1 Dla Ciebie Marku... drzwi się otwarły. Miłego dnia.2 punkty
-
Jako dziecko byłem na koncercie "Śląska" i tę piosenkę pamiętam i jeszcze "Puk, puk, skrzypią drzwi...". A wiersz ciekawy. Pozdrawiam.2 punkty
-
Jest wiadome od zarania światów jak i internetów, że są skorzy do do głaskania szukający interesu. I wiadomo to od dawna, czy to kot jest, czy też kotka, każde lubi by je głaskać i pieszczotę chętnie odda. Głasku, głasku, miziu, miziu, ja dam tobie, ty dasz mi. Na głaskaniu dni nam płyną, bez miziania nie ma dni. Futra jakość się nie liczy, liczy tylko się pieszczota! Przy niej zapał spontaniczny, by bez przerwy głaskać kota. Jednak czasem, zaskoczony, ktoś z głaskaczy z bólu wyje, gdy kot, prawie zagłaskany, nagle ostry pazur wbije. Głasku, głasku, miziu, miziu, ja dam tobie, ty dasz mi. Na głaskaniu dni nam płyną, bez miziania nie ma dni. Nawet głaskać trzeba umieć, o co wielu dziś już nie dba, prostej prawdy nie rozumie: sierści z włosem głaskać trzeba. Jeszcze jedno skryte na dnie: to głaskanie jest dla kota, a nie kiedy tylko na nie miziających jest ochota. Głasku, głasku, miziu, miziu, ja dam tobie, ty dasz mi. Na głaskaniu dni nam płyną, bez miziania nie ma dni.2 punkty
-
Zona medialnej poprawności cenzura, która pisze prawdę i historię od początku gdzie wypróżnione zostały liberalne wolności ostały się jej nagie szkielety Zabili i obdarli ze skóry Władza medialnej oligarchii opresją unieważnienia i wykluczenia Kultura w sidłach ideologii liberalna dewocja bigoteria progresu kto myśli inaczej jest chory terapia ostracyzmu Doskonały niewolnik kocha swą niewolę lubi mieszkać w domach ze szkła ssać miodną pierś na kredyt wychowani przez manipulację w estetyce promocji i rat zero złotych spowiadamy się ułudzie Wirtualne sacrum inkwizycja oburzenia tworzy świat nowych barbarzyńców Prywatyzowanie wolności słowa przez medialnych despotów ministerstwo prawdy pod adresem www i tagiem polityka unieważnianie w cyfrowym świecie jak z retuszowanych starych fotografii z których znikali martwi towarzysze Paradoks i apostołowie liberalnego cynizmu zetrą na jałowy pył myśl wyzwoloną z adoracji ich świata Kult utracjuszostwa wygłasza gładkie formułki i natchnione creda wokół pustej celebry pięknie brzmiących idei i obcesowej ignorancji Wolność to prawo do mówienia nawet jeśli ktoś nie chce tego słyszeć kto nie chce słyszeć to niech zasłoni swe uszy nie nie knebluje mi usta brudnymi rękoma Wyzwolenie przez zniewolenie to ewangeliczne przesłanie oddaj wszystko a my damy ci więcej najwięcej tego co najmniej potrzebujesz Ucieczka potem obława gonitwa po ścieżkach zagubienia bezwolność jako wypluty ogryzek świata pozbawionego wolności który jest wyborem ale i decydowaniem możesz wybrać lecz nie zdecydujesz co ci wybrać wolno to wymaga odpowiedzialności poświęcenia ryzyka winy a tych słów się nie lubi ich artykulacji się unika1 punkt
-
przecież nie mam na sobie błota ani kolców jestem miękka i ciepła nie doskwieram nie chcę zdjąć ci swetra ani zabrać portfela chcę tylko móc poczuć że jestem kimś ciut gęstszym od cienia i się jeszcze w powietrze nie zmieniam1 punkt
-
Plecień czasami nijak kąsa markotność kolory mieszam choć wokół szaro na szczęście kwiecień rozgania chłody jednak niepewny bo znów wracają węglarka w sieni gdzie drzemie pająk na płoty z wolna wchodzą powoje trawom się marzy taniec motyli ponad kwiatami jaskółek łowy a mnie wędrówka być może z tobą nim zechcą wrócić nastroje chmurne w tandemie dzwonki już ponaglają zerkam na mapę wydłużam skróty kwiecień, 2021.1 punkt
-
nic nie mówić nie dotykać warczeć na swoje ciało uciec od twojego ja o miękkich dłoniach kobiecych włóknach pełna wyczekiwań i fajerwerków wkładam palce w zimne podbrzusze i już wiem co zrobić z tym chłodem kurczowo uczepionym miejsc w których jestem (napoczęty owoc zatrutego drzewa nadal jest owocem) nie noś mnie na rękach mam ślady gwałtu wtórność jest jak melasa oblepia wbrew wszystkiemu wciąż oddycham przeciwwskazania nie wchodzą w grę dlatego pieprzyć całą delikatność nie zatrzymam się przed wysadzeniem skurwysyna zmówię modlitwę — o śmiertelność tak psyche — dusza musi umrzeć są rzeczy których nie da się cofnąć każdej nocy zimno jest coraz zimniejsze1 punkt
-
Pustka w sercu, same zgliszcza, Ale życie dalej biegnie, Mimo ruin, zadr i kłótni, Mimo ran, pomimo bólu. Ocalałem - jak Różewicz, Chociaż było nader ciężko, Dziś, gdy wreszcie odpoczywam, Czuję w sercu gorycz triumfu. Sadyba, 17 V 20211 punkt
-
Pytanie do Ciebie Panie mam wybacz że stoję buńczucznym ja na klęczkach jest mi niewygodnie Stworzyłeś mnie na obraz swój a teraz krzyż i w plecach ból doskwiera mi stokrotnie Dałeś mi wolną wolę bym umiał wybierać między złem a dobrem Miałeś w tym plan nie przeczę wiem lecz po co Ty wybrałeś mnie skoro nie czuję się swobodnie W skrytości ducha gdzieś tam tkwi nadzieja że a jednak Ty mylisz się co do mnie1 punkt
-
staram się wyglądać jakoś na zewnątrz by nie straszyć ludzi nie krzyczeli weź to marnie mi wychodzi powiem wręcz fatalnie się czuje psychicznie choć doktor mówiła że ładnie chciałbym żeby padało lubię parasole z Tobą wyjść na deszcz a resztę p. (Remastered)” w YouTube1 punkt
-
@M.A.R.G.O.T Oczywiście mam niedosyt bo czym gorszy od Araba on ma żon dwadzieścia cztery ja zaś przy nim sam jak baba. Witam i pozdrawiam :) @corival Tak też zrobię w myśl zasady jeśli ja już nie dam rady to sąsiada z żoną spiknę sam na parę minut zniknę to wystarczy na zaloty no a potem do roboty przymknę oko no a żona będzie wprost rozanielona Witam i pozdrawiam :)1 punkt
-
Co trzy głowy, to nie jedna – pomyślał banalnie Smok, aczkolwiek spłoszony nieco. Właśnie został przyprowadzony przed Wysoki Sąd. Mógłby oczywiście wszystkich spopielić, ziejąc wrzącym ogniem nienawiści, lecz tradycja to rzecz święta. Nie chce wychodzić przed przysłowiową orkiestrę. Tym bardziej przed kupkę popiołu. •<Wysoki Sąd>• –– Oskarżony Smoku. Jak zapewne się domyślasz, zostałeś słusznie skazany na karę ścięcia jednej głowy. Nie wymienię zbrodni, której się dopuściłeś, gdyż liczny tłum ciekawskich przybył i mogłoby dojść do linczu, niezgodnego z prawem. •<Obserwatorzy>• –– A komu by się chciało? Upał jak cholera. Sędzio, daj se luz! •<Wysoki Sąd>• –– Proszę o spokój, bo wszystkich wyproszę z sali. •<Obserwatorzy>• –– Z jakiej sali? Najpierw by trzeba, salą nas obudować. •<Narrator>• Zamieszanie jak diabli. Większe i większe. Każdy by chciał powiedzieć swoje. Aż oskarżone meritum sprawy, zaczyna być niecierpliwe, wydmuchując z nozdrzy dymne pierścionki. Więzów nie zrywa, lecz ma poczucie, że jest lekceważone przez Wymiar i całą resztę. •<Prokurator>• –– Też nie wspomnę, za co ta kara, skoro Wysoki Sąd zdecydował, że tak bezpieczniej dla oskarżonego i pozostałych. Lecz muszę niestety z przykrością poprzeć, stanowisko mojego kolegi Obrońcy, że powstał pewien problem natury prawnej, skoro jak wiadomo, wyroku sądu nikt nie jest władny zmienić. Otóż chodzi o to, że w akcie oskarżenia, nie jest jednoznacznie napisane, którą głowę mamy oskarżonemu ściąć, a ponadto nie jest zaznaczone, że można ot tak sobie, dowolną. A zatem rodzi się pytanie: którą? Prawą, lewą czy centralną. •<Narrator>• Tłum zawrzał jeszcze bardziej, gdyż całkiem fajnie i jeszcze ciekawiej się porobiło. Będzie o czym potomnym opowiadać. Pod warunkiem oczywiście, że rzeczony Smok, nie będzie miał w końcu w zadzie jakiejkolwiek tradycji i wszyscy przeżyją, do końca rozprawy. •<Obserwatorzy>• –– Wszystkie ściąć i basta. To przy okazji, ta właściwa spadnie! –– Głupiś. Na cholerą trzy głowy na zupę. Przecie wielkie. Jedna wystarczy. –– Najprościej Smoka zapytać, którą mu ściąć. Może wie, tylko milczy. Złośliwie sądowi utrudnia. –– Gdyby chciał utrudnić, to by go spłonął ogniem, dupku. –– Tylko nie dupku, bo łeb ci zetnę. •<Wysoki Sąd>• –– Spokój tam. Cisza. Bo wszystkich wyproszę… z pola. Oddaje głos Obrońcy. Proszę wreszcie coś powiedzieć. Bronić oskarżonego. Od tego pan tu jest. I proszę nie dłubać w nosie. Smok się gorąco podnieca! •<Obrońca>• –– Wysoki Sądzie. Popieram stanowisko rodaka z tłumu. Zapytam Smoka, którą głowę pragnie mieć ściętą. W końcu nie może narzekać. Jeszcze mu dwie zostaną. Jestem przekonany, że wskaże właściwą. Przecież znany jest z prawdomówności. Nigdy nie zjadł więcej nas, niż uprzednio zdeklarował. To chyba wszyscy przyznają? •<Obserwatorzy>• –– Taa… przyznajemy. Kłamać nie kłamie, tylko nie wiadomo, którą. •<Konwersacja między→Obrońcą a Smokiem>• –– Smoku! Nie glap się apetycznie na białe baranki, wysoko nad tobą, tylko patrz na mnie. Chciałbym ci zadać ważne pytanie. –– Obrońco! Jaja sobie robisz. Jestem tu cały czas. Chyba mnie wszyscy widzicie. Przecież nigdzie się nie chowam. Za duży jestem na takie numery. No dobra. O.K. Żeby było zgodnie z procedurą. Zadaj pytanie. •<Narrator>• Zgromadzeni tylko gęby pootwierali z ciekawości, jakby słuchali nie tym, co trzeba. Cisza taka, że nawet porykiwania innych smoków, z dali nie słychać. •<Konwersacja między→Obrońcą a Smokiem→c.d>• –– Drogi Smoku… no więc tak… którą głowę mamy tobie ściąć. –– Na pewno nie tą, którą zamierzam odpowiedzieć, bo wtedy nie odpowiem. Czy to jasne? –– A którą zamierzasz odpowiedzieć? Bo wtedy zostaną dwie do wyboru i będzie ci łatwiej podjąć decyzję. –– Problem polega na tym, że sam nie wiem, którą w tej chwili odpowiadam. Czy na ścięcie, czy drugą… lub środkową. Jestem trochę brzuchomówcą. Nie zawsze odpowiadam z głową. Rozumiesz? –– Nie bardzo Smoku. Ty coś kręcisz. Zyskujesz na czasie. Jeszcze sobie pomyślę, że żadnej nie chcesz mieć ściętej. –– A wiesz… hmm… że też na to nie wpadłem. •<Wysoki Sąd>• –– Oskarżony. Proszę odpowiadać jednoznacznie i nie kluczyć jak stado lecących gęsi. •<Smok>• –– Wysoki Sądzie! Jakich gęsi. Przecie wszystkie zjadłem… o cholera… miało się nie wydać. •<Obserwatorzy>• –– No nie! To zielone duże zjadło nasze gęsi. Ściąć mu wszystkie głowy, bo sam to zrobię, jak babcię i niektórych kocham. •<Wysoki Sąd>• –– Ani mi się waż. Tylko jedną i właściwą. Wy dwaj, proszę kontynuować. •<Dialog→Między Obrońcą a Smokiem→dalszy c.d>• –– Drogi Smoku. Proszę wreszcie odpowiedzieć jednoznacznie. Którą mamy ściąć. Prawą, lewą czy środkową? Miejmy to już za sobą. –– No nie. Muszę was wreszcie uświadomić, gdyż dosyć się już ubawiłem. Jesteście normalnie stadem baranów, podatnymi na sugestię. Posłuchajcie uważnie co wam powiem. Jestem rzadko spotykaną, odmianą Bezgłowego Smoka, z wielką siłą sugestii, wywołującą halucynację. Położę się na chwilę. Dotknijcie moich… głów. •<Narrator>• Ze zgromadzonych wyłania się jeden odważny. Podchodzi blisko oskarżonego… i nagle przechodzi przez głowy, jak przez duchy. Po chwili wszyscy biegają wokół smoka. Nawet nie myślą, że bez głów jest mniej groźny i by go można ubić… jednak nie. To smok co ma pysk w ogonie. Nim wszystko zjada i rzecze, co rzecze. Lecz akt oskarżenia, nie dotyczy… ogona, co jest głową. ••<Nie wiadomo→kto, co, gdzie i kiedy>•• –– Kochanie. Spójrz. Naszemu dziecku, z tym smoczkiem całkiem do twarzy. –– Taa… ale nigdy więcej nie łykajmy tych reklamowanych „halucynków.” –– Przyznasz jednak, że fajnie było. Szczególnie gdy się zaczął zmieniać i zmniejszać. –– Co tak ryczy na zewnątrz? –– Faktycznie. I gorąco jakoś.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
czasem człowiek dupą się obraca do fajnego klnąc pod nosem to nie mój świat szkoda czasu czasem człowiek zło widząc się uśmiecha podnieca go to myśli a co tam to nie moje czasem człowiek jest sobą więc płacze liczy że kiedyś tam to ciemne rozjaśni1 punkt
-
już przekwitły forsycje jeszcze kwitną magnolie a motyle fruwają nad łąką już brakuje mi siły jeszcze kocham najmocniej chociaż ranisz i kpisz jak nikt dotąd już obeschły łzy żalu jeszcze płyną rozpaczy krzyk zduszany poduszką i dłonią już odchodzę pomału jeszcze za tobą patrzę z tą miłością czuję się jak idiotka już nie wierzę nikomu jeszcze chwytam nadzieję za nogawkę strzęp szmaty jak drwina już do cna pognębiona jeszcze życia krzta we mnie dobij w noc zanim umrę ze wstydu1 punkt
-
Czas leci przez palce Nie wiem ile zostało nam Czy Cię jeszcze zobaczę? Może to ostatni raz? Deszcz z sufitu kapie W tłumie ludzi moknę sam Słońce na horyzoncie Przysłonił palony gram Chciałbym jeszcze pogadać Telefonu nie masz tam Życie ciężko dźwigać Zadało Ci wiele ran Zostało wspomnienie Dziura w sercu, odszedł brat Znam dobrze cierpienie Na tym zbudowany świat Śpieszmy się kochać ludzi Bo szybko odchodzą Dla Ciebie to truizm Myślę o tym, nie śpię nocą1 punkt
-
@[email protected] Tak, człowiek często martwi się zbyt wiele i na próżno... dzięki za ten wiersz. Lubię brzozy, jeszcze bardziej lipy. Tak gwarno zawsze wśród jej gałęzi, i ten zapach... :)1 punkt
-
@[email protected] Owszem ZOMO to przenośnia ZOMO prało nas bez tary więc takowym straszy żona mówiąc do mnie basta stary. Kto podwiązkę mi podwiąże kiedy żona zaszła w ciążę wena ma dwie ręce lewe cóż poproszę trzecią, Ewę Pozdrawiam :)1 punkt
-
@M.A.R.G.O.T Nie powiem... bo nie wiem, bo miłość przywalą kamienie. http://wiersze.kobieta.pl/wiersze/vivaldi-zagral-505888 Kłaniam się pięknie.1 punkt
-
@Henryk_Jakowiec ZOMO Heńku to historia, teraz tylko żona wącha, co w portfelu, także w necie, jak podpadniesz z wałkiem lecę. Pozdrawiam Heńku, za rytm masz złoty order podwiązki.1 punkt
-
1 punkt
-
@corival Pracując Cori w Zakładach Przemysłu Lniarskiego, sprowadzaliśmy różnego rodzaju barwniki, wśród nich było kilka o odcieniu indygo. A wiersz pierwsza klasa uwielbiam wiersze, które akcentują, nasze zabytki z przeszłości. Po spaleniu Wersalu byłem załamany, nie uwierzę nigdy w przypadkowość tego pożaru. Miłego dnia.1 punkt
-
@[email protected] Litości, Grzegorzu ;) Stać mnie było tylko na Żmija... czyli zaczęłam od śmierci. Oj, no co... wieczór to też pora dnia, tego dnia :)1 punkt
-
1 punkt
-
@[email protected] za Tolkienem dopowiem, że podobno w ziemi się lęgną. Tak, przynajmniej elfy o nich mówią, gdyż i oni, i one brody noszą, trudno płeć rozpoznać.1 punkt
-
Oferuję swe usługi anons o takowej treści niżej jest podany adres gdzie się owa firma mieści. Próżno szukać w centrum miasta na dzielnicach też jej nie ma ten, kto nie ma w sobie wiary wnet pomyśli, że to ściema. Ja tą firmę odnalazłem, lecz musiałem schodzić nogi bo choć firma ta istnieje, lecz przy samym końcu drogi. Tam karteczka wywieszona? Nie, przybita jest do pniaka z informacją uściśloną gdzie mam szukać tego ptaka. Drzewo to przy piątym dukcie łatwo znaleźć, bo uschnięte i dodano: daję rabat 10 procent na zachętę. Skorzystałem z tej okazji i stanąłem przy pniu drzewa skąd rytmicznym i donośnym głosem stuk-puk wciąż rozbrzmiewa. Dzięcioł, który tam wykuwał rzecz wiadoma, że dla ptaka dziuplę, zwrócił się wprost do mnie odpowiada panu taka? Oceniłem sytuację, bo mam żyłkę taksatora jemu zaś odpowiedź dałem owszem dziupla dosyć spora. Opuściłem wzrok ku ziemi i w ruch poszły obie dłonie ptak uzyskał swoją jędrność i pozycję zajął w pionie. Spojrzał w górę maksymalnie wyciągnąwszy długą szyję i ze łzami w oczach rzekł mi, tak wysoko się nie wzbiję.1 punkt
-
Zgwałcona Rozbestwiona artystko Osadzona W konarach dłoni Szklista pajęczyno spojrzenia Wyciszona Amnezją obecnej godziny Poczwarko Śmigaj niewinna Szarpana Niepogodą kata1 punkt
-
@Dag niezmiernie miło mi Dag. Bardzo cieszy mnie, że podoba Ci się moje falowanie słowem :) Serdecznie Cię pozdrawiam ♡1 punkt
-
Dlaczego wciąż w cieniu, nie w świetle?! Jak długo - chcę, nie chcę, ech... nie wiem - Czy uda się zmienić w grunt rolny, niezdolny do zmiany - ugorny? I rzucam ziarenko na skałę z uporem wariata nad miarę. Na ślepo wciąż szuka dowodów, nie widząc, że wszystko on - powód. A moje ustaje już tchnienie. Zaborcza natura szaleje. I oddech przerywa co chwilę, jak astma - znów łapię za szyję. Co pyli tak bardzo w tej trawie, że taką alergię mi sprawia? Co dusi tak płuca i żebra, że oddech tak boli, aż skręca? 13.05.2021 r.1 punkt
-
Ludzkie oblicze Szatana Zagląda mi prosto w oczy Umieramy przygnieceni stosem skórek z mandarynki Rajskie jabłka - w dobie 'teraz' - są raczej kiepskim wyszynkiem Szatan? Głupiec, nie przewidział wieczności. Tej, którą spędzimy razem. U góry skrzypią drzwi A my - będziemy dotykać się duszą przez płonący witrażyk... Niech ktoś naoliwi te drzwi!!! Pewnie znowu kołacze jakaś Ania z Zielonego Wzgórza! A mi mój ludzki Szatan 'kocham' napisał na murze... Od tego czasu pozostaję w domu. Samotność dzielę ze światem - nic nie mówiąc, bo ... komu? Widzę białe madonny i purpurowe ołtarze - zaścielone narcyzami ciał i zbyt przypadkowych zdarzeń Przewracam się z boku na bok Przekomarzanki z Nocnym Stróżem... Na dole Diabeł przytyka mi do skroni chłodny spust Na górze - miłosierny Bóg licytuje się z dekarzem ...1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne