Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 26.09.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
teraz nie wzięło się z teraz i teraz wcale nie zginie w przeszłość się ciągle przemienia z przyszłości zaraz wychynie we rwącym czasu potoku toczy się liścia kołyską nie wie skąd w strumień upada w jaką oddala się przyszłość lecz tyś nie liściem Człowieku głazem nie jesteś też przecież do źródła wolno Ci wracać rozumieć dokąd Cię niesie teraz co znikąd nie przyszło i dokądś zawsze prowadzi by nie dać zamknąć się w chwili masz chyba dosyć odwagi leje się woda na głowy z idei mglistych jak chmury już prawie prawdy nie widać w deszczu zasłonach ponurych więc może pora jest teraz polecieć znowu do Słońca deszcze i chmury rozgonić szukać początku i końca8 punktów
-
od tego, co nie dla mnie nie teraz się wdzięcznie odwrócić i odejść nie wybierać gdy nie mam wyboru, odejść od stołu .4 punkty
-
przed lustrem stoi strach myśli bać się czy nie tego co widzę przecież moja twarz nie jest łatwa nie do głaskania stoi przed lustrem i kombinuje jak na siebie patrzeć by nie przegrać4 punkty
-
Chcę odwiedzić wszystkie piękne miejsca Jak niektórzy ludzie - mieć Prowansję wypisaną na twarzy Póki co - zmagam się ze sobą w satynowych prześcieradłach Nie mając grosza na to, cokolwiek się wydarzy Nie podpalajcie katedr! Nie marnujcie poranków! Nie rozpaczajcie w czerwcu! Świat nie polega na tym, by się prześcigać gniotąc - wzajemną ludzkość kolanem Zanim umrzemy - doceńmy wartość ... śpiącej maciejki nad ranem Puste wieżowce - ktoś wyrwał z nich serca: kable i procesory Są teraz w innych domach Zaszyfrowują pokorę Dotknij mnie ... Oczyść się z kurzu Popatrz na liście, na kwiaty Okrzyki triumfu z koronek i nowoczesność starej daty Możesz mieć taras - ze słońca i śmiechu Pozwalam ci także kochać jakieś - "oprócz ciebie" Ja będę płatkiem, ty kolcem ... Ciasna ta winda Już parter Miało być niebo na ziemi A przecież ziemia ... nie jest na niebie ?4 punkty
-
oto historia super pechowca co to się potknął wpadł na staruszkę bojową wielce torebką dostał tak że mu głowa jak Jowisz puchnie po tej przygodzie można rzec przykrej kiedy przechodził biedny przez tory Jowisz dosięgnął sieci trakcyjnej świeci jak neon dyskotekowy niby z imprezą się człek kojarzył lecz nikt mu nie chciał już podać ręki po tym jak kumpla prądem usmażył wszyscy piorunem się odsunęli żona odeszła zeszłej niedzieli bez niej samemu trochę się przykrzy nie stracił jednak ciągle nadziei że między nimi jeszcze zaiskrzy ciągle powtarza dam sobie radę mimo ostatnich ciężkich tragedii wszystkim nam świeci dobrym przykładem ma pozytywnej mnóstwo energii3 punkty
-
znam języki obce ich strukturę i smak uczę się na pamięć na ten przyszły czas aby zapamiętać formę słodko-czułą nasycić płynnością obcej znajomości podniebienie płonie smakiem edukacji torturuję język przepychem swej wiedzy teraz zechcę szkolić jeden by dojść do perfekcji ___ 26 września obchodzimy... Europejski Dzień Języków (Międzynarodowy Dzień Języków Obcych) xD3 punkty
-
Nieczęsto, ale czasem - pytam o dwie wieże kościoła w oddali, gdzie srebrne pacierze - otulają życia: biur, banków i domów, a o wyrwanych z modlitwy kartkach nie mówią nigdy nikomu Lecz boją się zwierzeń - także - o szczęśliwościach Gabriel - tylko sprząta Bo każde "my" to państwo ''na włościach'' ...3 punkty
-
i za pięć dwunasta łapię Motyle piękne kolorowe kółka avatarów zamrażam nakłuwam szpilką wkładam do przeszklonej gabloty gdybyś dojrzał jak w każdym z nich mieszka słowo raczą się nim za pomocą długiej trąbki wysysają i każdy nowy sens każdy nowy sens i i i myślę sobie, że tym razem, raz wybaczą mi koniec-początek tym co spala pomiędzy i spomiędzy ma - nie koniec i nie początek3 punkty
-
Chciałbym zginąć w wypadku poduszek zatonąć pod kołdrą i Ciebie pociągnąć za sobą daj dłoń i chodź by być razem przez wieczność2 punkty
-
wydziela pot oraz ekstrementy staram się nad tym panować płaczę i śmieję na przemian uff... chłodny umysł byle nie zamrozić całego człowieka jednak przeobrazić2 punkty
-
o święte gaje gdzieś w nas tli się jeszcze żar waszych popiołów a nasi księża uparci wszyscy grzeszni jeno oni zacni prawdę widzą co nam czynić przystoi w mrokach leśnych miary w niczym nie mając sypać ziarno ptaszętom pragnąc się krwią nasycić i ze starych grzechów zdać rachunek wybiła godzina rozstania2 punkty
-
2 punkty
-
z płaszcza starego pianina zdejmuję śpiący kurz przyzwyczajam milczącą duszę do rzeczywistości i wystukuję nowy rytm pustka odbita zagubioną nutą na tarczy zegara odlicza czas bawi się naszym życiem wlokąc za sobą głos sumienia dlatego czasem wśród białych ścian szukam portretów wczorajszych dni2 punkty
-
Mi kojarzy sie treść z określeniem "bez twarzy"... Nie tylko ona, oboje. Wtedy byłby tytuł też ostrzeżeniem, którego taki przekaz według mnie potrzebuje. Ten rodzaj zbliżeń, choc na pewno niezwykle pobudzający, nie zawiera w sobie spojrzenia w oczy, tak jakby oddzielił sie od miłości... Musiałam to napisać, bo jest we mnie po przeczytaniu właśnie ten niepokój. Pozdrawiam :) .2 punkty
-
1 punkt
-
Oswajamy już z jesienią każdą chwilę, przeganiając lęki świata po kryjomu i szukamy ciągle w oczach tej nadziei, która kiedyś przekroczyła progi domu. Częściej z żalem oglądamy się za siebie, licząc zmierzchy spadające z kalendarzy. Coraz lepiej rozumiemy słowa wiersza, że nic w życiu się dwa razy nam nie zdarzy.1 punkt
-
po mrocznym grudniu jak klątwa Ramzesa przyjdzie wiosna radosna krokusy eksplodują w parkach i na ławce pod kasztanem pani siądzie z panem tysiąc buziaków dla Dorotki przesyła kadet astralny oto majowy rebus wiosna i radość i majowy hrabia herbu Zielona Pietruszka!1 punkt
-
Kiedyś bywało gorzej, kiedyś mogłeś wdepnąć w gówno – miało swój zapach, konsystencję, kolor gówniany, ale jednak. Czułeś rzecz podeszwą jak na końcu języka odpowiednie słowo. Nawet kiedy spadało z nieba na głowę, wbrew prawu, które byś chciał ustanowić, zawsze w kierunku kuli ziemskiej – tylko swoją stronę trzymał sir Isaac Newton, gdy żywił się jabłkiem. Dzisiaj jest dużo lepiej – dziś każda opinia zyskuje niezależną dla siebie platformę, Isaac Newton stosownie za zębami trzyma ogryzek, nawet jeśli komuś wyjdzie oknem, po krawędź parapetu ani jednym słowem nie położy się w poprzek innej perspektywie na trotuar, do końca zachowa wymowne milczenie wobec krzyku rosnącego w siłę, twardniejącego elektoratu.1 punkt
-
@ais Ostatnio go oglądałem w roli pastora-pedofila zagrał bardzo przekonowująco, więc omijam go szerokim łukiem :P Pozdrawiam Pan Ropuch1 punkt
-
Podał rękę Claudii i oboje wyszli ze swojej luksusowej kajuty. Dziecko na szczęście cały czas spało w wózku i mieli nadzieję, że nie trzeba będzie przerywać kolacji na karmienie. Gdy weszli do restauracji, dostrzegli von Brauna siedzącego przy stole. Gdy ich spostrzegł, wstał i zrobił zapraszający gest. Przywitali się i usiedli przy stoliku. – Ma pan piękną żonę. – Bardzo. I bardzo ją kocham – powiedział Marek i jednocześnie mrugnął do Claudii, która opuściła twarz, usiłując powstrzymać śmiech. – Ja jadę sam, ale zakochałem się w kuzynce. Ona ma dopiero siedemnaście lat i rodzice nie puścili jej ze mną. – Panie doktorze. Niech pan porozmawia z Amerykanami i przekona ich, że bez pana kuzynki wydajność pana pracy będzie bardzo niska. Oni mają duży dar przekonywania. Werner von Braun spojrzał na Marka. Wyczuł, że za żartobliwym tonem jest coś na rzeczy. – Zastosuję się do pana rady. Ona po prostu jest genialna. Prosta i genialna. Mam w takim razie propozycję. Jedzenie jest w cenie biletu, ale pijemy na mój koszt do końca rejsu. – Marek swoimi pomysłami nie raz szokował, ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że prawie wszystkie się sprawdzały – Claudia nie bez dumy w głosie wtrąciła się do rozmowy. – Moim najlepszym pomysłem było zaproszenie cię na pasterkę w czterdziestym drugim. Wtedy pomyślałem sobie, że jeśli Bóg istnieje i widzi, ilu ludzi uratowałem, musi mi to wynagrodzić tobą. – Nigdy mi tego nie mówiłeś. – To sprawa między Bogiem i mną. – Przecież nie wierzysz w Boga. – To nie tak. Każdy, jak czegoś chce albo się boi, zwraca się do Boga o pomoc. Ja chciałem ciebie. Mogłem liczyć tylko na niebiosa, bo tu, na ziemi, mnie wtedy nie chciałaś. – Jak przyjedziemy, skontaktuję się z OSS i zapytam, czy mogą coś w tej sprawie dla mnie zrobić. – Panie doktorze. Na pana miejscu skontaktowałbym się jutro rano. Przecież ktoś pana tu pilnuje. Poza tym nie należy obrażać amerykańskiego wywiadu i pytać się, czy mogą coś zrobić, tylko powiedzieć otwartym tekstem, o co chodzi. Amerykanom zależy na pana wydajnej pracy. W konstruowaniu rakiet są daleko w tyle za Niemcami i Rosjanami. Postawili kiedyś na samoloty i w rakietach są słabi. – Ale przecież nie porwą mojej kuzynki do Ameryki. – Przekonają ją, że jej misją jest pomoc światowi Zachodu w konfrontacji z dzikimi Rosjanami. Kobiety lubią ratować ludzkość. – Czy ty masz jakieś doświadczenia w tym względzie? – spytała Claudia, patrząc badawczo na swojego męża. – Nie, ale dużo czytam. – odpowiedział. Przypomniał sobie pierwszą noc spędzoną z Karen, która miała misję kontrolowania go przez dwadzieścia cztery godziny na dobę dla dobra Rzeszy. Boże, jak to się wszystko mogło wydarzyć? To inny fragment "Szczęśliwego w Ameryce", chyba najbliższej mi książki. Jako, że wydawnictwo nie istnieje, zainteresowanym mogę wysłać bezpłatnie mailem Szczęśliwego w III Rzeszy i niniejszy sequel w PDF-ie. Pozdrawiam.1 punkt
-
@Pan Ropuch Nie poznajesz?! Jak Pan może, Panie pomidorze! To idol nastolatek i gospodyń domowych. Deikatny, szarmancki, nieśmiertelny, blady, krwiożerczy i piękny... Pomogłam? xD1 punkt
-
1 punkt
-
@Pan Ropuch Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia kim jest ona, wiem za to kim jest on :) Jak uda Ci się natrafić, to daj znać. Chętnie obejrzę :) Pozdrawiam ais ais bejbe xD1 punkt
-
@Pan Ropuch a ja na to, jak na lato. Wolę jego. Ale podoba mi sie jego dominacja, ona jest jakaś wycofana, jakby jej nie zależało. On przejmuje kontrolę i bierze, co chce, ona się zgadza, jakby nie miała innego wyjścia. U niego widzę pasję, fascynację, namiętność, u niej brak wyboru. Miłego.1 punkt
-
@ais Jak Boga kocham! Jestem szczególantem i detalistą potrafię dostrzec niedostrzegalne... Powiem więcej choć jego ręka jest w ułożeniu dominującym to ona szbko przejmuje kontrolę nad tym pocałunkiem, zwróć uwagę na jego odchyloną głowę i pracę ramion oraz na jej powieki... Wychodzi mi na to, że to ona wie bardziej jak całować niż on CO TY NA TO? Pozdrawiam Pan Ropuch1 punkt
-
Zaczęłam swój kolejny żmudny dzień pracy . Jak zawsze w niedzielę było dużo ludzi. Przychodzili do naszego sklepu aby oszukiwać samych siebie, że ich życie jest piękne kupując sobie luksusowe marki kosmetyków i biżuterii. Wszystko wyglądało pięknie. Lśniąco białe podłogi, opakowanie zapakowane w błyszczący papier zawiązywane w kolorowe wstążeczki, to wszystko pozwalało im zapomnieć o trudach dnia codziennego. Pozwalało im się poczuć lepiej. A mnie skazywało na pracę w piękny jesienny weekend. Starałam się o tym zapomnieć sprawdzając fakturę, która była dołączona do modnej biżuterii. Towarzyszyła mi młodziutka Ukrainka, która metkowała towar. Wyglądała tak niewinnie. Tak jakby zagubiła się w tym świecie konsumpcji. Dzisiaj jej szafirowe oczy były szkliste, a czarne brwi ściągnięte w gniewie. Pod nosem powtarzała przekleństwa więc postanowiłam się tym zainteresować. -Co jest? Wyglądasz na zdenerwowaną-odważnie spytałam. -Nic, po prostu ta praca mnie wykańcza- odpowiedziała mi tak od niechcenia. W milczeniu zajmowałyśmy się dalej pracą. Było tak niezręcznie. Ona była zajęta myśleniem o swoim problemie, lecz widziałam, że nie ma odwagi powiedzieć o co jej chodzi. -Wiesz mi możesz powiedzieć. Będę milczała, a może uda mi się pomóc- ciągnęłam dalej. -Nie myślisz, że wolałabyś robić coś innego niż teraz? Nienawidzę tej pracy. Chcę robić coś zupełnie innego. -Jasne, że tak. Tutaj przychodzę tylko zarobić pieniądze. A robisz coś więcej poza pracą? Rysujesz, piszesz czy coś innego ?- zapytałam, bo miałam podejrzenie, że ma w sobie artystyczną duszę. -Tylko nie mów nikomu. Śpiewam. To jest dla mnie najważniejsze. Wiem, że to głupio, ale czuję, że jestem wyjątkowa i chcę osiągnąć sukces. A zamiast tego siedzę tutaj i metkuję te tandetne kolczyki. -Wiem, że to ciężkie, ponieważ to nie jest twoje miejsce, ale musisz się utrzymać. Możesz przychodzić tutaj, zarabiać pieniądze i po pracy zająć się tym, co kochasz. To jest ciężkie, bo po pracy pewnie się czujesz wykończona. Musisz być wytrwała w swoich dążeniach , a być może kiedyś los ci odpłaci. -Mogłabym zobaczyć te złot kolczyki??- zagadała do nas wysoka brunetka. -Oczywiście, już pokazuje- odpowiedziałam. Wyjęłam z gabloty kolczyki z tandetnym misiem. Pasował on dla nastolatek, lecz przez to, że był symbolem marki stał się obiektem westchnień czterdziestolatek, które za wszelką cenę chciały się odmłodzić. Niby były złote, lecz słabej jakości. Wyjęłam je z białej poduszeczki i prezentowałam je na białej tacy. Klientka była oczarowana nimi tak jakby te złote kolczyki miały rozwiązać wszelkie problemy. Ludzie wierzą, że niektóre przedmioty są jak artefakty, które zmienią nasze życie. W pewnym sensie można powiedzieć, że tak jest, bo przez luksusowe przedmioty dostajemy przepustkę do wyższej klasy społecznej. Lecz w środku pozostajemy wciąż tacy sami. -Ile one kosztują??-zapytała mnie. -900zł- odpowiedziałam ze spokojem. To dużo, ale wezmę je. Są takie śliczne. Nie miała dla niej znaczenia cena, ponieważ dzięki nim będzie się czuła znacznie lepiej. Wiedziała, że dzięki nim będzie wśród koleżanek uchodziła za kobietę sukcesu, mimo że nic nie zmienią w jej życiu. Skasowałam je, a Anusia zapakowała w śliczne różowe pudełeczko. Wreszcie mogłyśmy dokończyć rozmowę. -Wiesz teraz pracujesz w tym sklepie, jesteś zmęczona i sfrustrowana, bo czujesz, że to nie jest miejsce dla ciebie. Ale jeśli będziesz wytrwalsze i cierpliwie dążyć do celu to być może zobaczę cię na scenie.- ciągnęłam dalej to. Jej twarz się rozpromieniła -Ja z jednej strony czuję, że powinnam śpiewać, ale z drugiej strony boję, że mi się nie uda. -Nic nie stracisz jeśli nie spróbujesz. Gdy będziesz ciągle pracowała w tym sklepie, a swoją pasję będziesz rozwijała po pracy to nic na tym nie stracisz. A przecież to twoje największe marzenie. Udało mi się poprawić jej humor. Zaczęła wierzyć w to, że być może jej się uda. Traktowała pracę jako epizod jako nic nieznaczący epizod w swoim życiu. Potem o niej myślałam gdy wracałam do domu. Zastanawiałam się czy nie zrobiłam jej krzywdy. Mogłam jej doradzić, żeby przestała marzyć i zeszła na ziemie. A tak stworzyłam jej świat iluzji. Złudzenia są ciekawsze niż rzeczywistość. W momencie kiedy się pojawiają dają nam energię do działania, lecz gdy odchodzą o wiele więcej nam jej zabierają. Wtedy w naszym życiu rozczarowanie przejmuje nad nami kontrolę. Szłam aleją wyzwolenia i spokojnie paliłam papierosa. Ładny i słoneczny dzień zamienił się w pochmurną noc. Zaczęło powoli kropić, a ja nie miałam parasola. Na ulicach były pustki, ponieważ porządni ludzie o tej godzinie w niedzielę szykują się do następnego niewolniczego tygodnia pracy. Zazwyczaj zabiera to im całkowicie energię życiową i czas. W zamian za to mogą otaczać się pięknymi przedmiotami, zjeść coś i upić się w weekend aby nie myśleć jak ich życie jest beznadziejne. W pewnym momencie życia zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy bardziej samotni niż kiedykolwiek przypuszczaliśmy, że tak będzie. Mamy partnerów, których nie kochamy, przyjaciół, którym nie ufamy i pogrzebane swoje marzenia. Najlepsze jest, że to wszystko dzieje się tak nagle. Nikt nas do tego nie jest w stanie przygotować. Wróciłam do swojego malutkiego pokoiku. Patrzyłam melancholijnym wzrokiem na plac wolności. Był totalnie pusty. Zastanawiałam się, czy moje starania przyniosą jakikolwiek efekt. Próbowałam w swojej głowie skleić jakieś zdania aby ruszyć do przodu. Lecz czułam się psychicznie wyczerpana. Widząc daremny efekt moich działań położyłam się ciepłym łóżku i się zastanawiałam, czy moje życie dalej będzie tak wyglądało. Na jedzeniu, spaniu, pracy i seksie. Te ostatnie kiedyś nazwałabym kochaniem się, lecz teraz przypomina to zwierzęcą kopulację. Całe życie będzie polegało na zaspokojeniu tych podstawowych potrzeb, a później będzie za późno na spełnieniu jakikolwiek marzeń. Myślę, że siódmego dnia Pan stworzył supermarkety, żeby dać złudę jakiegokolwiek szczęścia i spełnienia. Z tą myślą usnęłam.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@[email protected] hahaha, chyba żona... Dziękuję. Pozdrwiam serdecznie. Bardzo dziękuję @Gathas (miło mi Panie Prezydencie xD) @Pan Ropuch Serdecznie pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Chyba masz rację... Ale może w znaczeniu, że jeśli chcę, to potrafię... Nie jestem co prawda zwolenniczką powiedzenia "chcieć, to móc", ale w tym przypadku wydaje mi się to trafne :) Dziękuję Ci i pozdrawiam!1 punkt
-
@duszka - dziekuje uśmiechem za czytanie i komentarz. Miłego życzę. @[email protected] - witam - miło że czytasz - dziekuje. Pozd. @Lidia Maria Concertina - @Pan Ropuch - dziękuje wam serdecznie.1 punkt
-
1 punkt
-
być może słuchamy tej samej muzyki, tylko pogoda nam się popsuła. nie przejmuję się tym. w fajnych czasach żyjemy, tak iść dalej i robić ser z migdałów.1 punkt
-
jestem trochę dzika, nie mam żadnych zasad, ani moralnych, ani etycznych, ewentualnie sercowe mam zasady, jak kocham to kocham. u mężczyzn lubię tylko oczy w zasadzie. dla mnie facet i tak brzydka płeć.1 punkt
-
Źródło: https://www.ancient-origins.net/ fasady w słońcu ― wnęki w półcieniu ― mozaika wejść i wyjść … ― oto ― wyłaniają się ― czarne prostokąty świata umarłych ― które już mijałem ― i mijam nadal ― tuż obok ― i dalej … mistyczne drapacze chmur ― są pierwszym etapem ― prekolumbijskiego źródła ― lecz ― w sercu dżungli ― nie można zobaczyć więcej ― z lotu ptaka … ― uderzają mnie w twarz ― gałęzie ― przedzieram się * przede mną ― klejnoty strojów ― kunsztownie wyryte poematy ― na schodach ogromnych piramid ― płaskorzeźby kapłanów ― wznoszących ramiona do boga-słońca … ― wiatr szepcze modlitwy ― w załomach ― opuszczonych świątyń ― wygładza ― kamienne głowy ― Olmeków 1 w gąszczu bazaltowych kolumn ― zrywa się do lotu ― Pierzasty Wąż 2 … Cerro de las Mesas → La Venta → Tres Zapotes → Potrero Nuevo 3 → wodzą za mną dzikie → rozpalone oczy → pół-człowieka → z głową jaguara 4 (Włodzimierz Zastawniak, 2015-06-06) *** 1 Jedna z najstarszych cywilizacji mezoamerykańskich. 2 Olmeckie bóstwo, opiekun przynoszący szczęście i pomyślność. 3 Najstarsze stanowiska archeologiczne największych centrów kulturowych, założonych przez Olmeków. 4 Najważniejsze bóstwo olmeckie, uosabiające nadprzyrodzone siły, boga, bądź ducha przodka.1 punkt
-
@Marcin Krzysica Złapałam piórko, które wypadło z tej waszej kołdry: doskonałość w prostocie :) Kolejny raz: SUPER. Pozdrawiam!1 punkt
-
zdejmuję maskę czy to naprawdę ja rzeczywiście tak wyglądam więc gdzie ten dzieciak z psem ze zdjęcia ten chłopak który rowerem w Polskę a ten w garniturze po zdanym egzaminie nie pamiętam już którym i cała reszta przedtem i potem czy może żyją jeszcze wolni w tamtym świecie niekolorowym czarno-białym raczej z wątłymi nadziejami na świetlaną przyszłość zakładam maskę tak to ja wychodzę1 punkt
-
. to linia, nigdy prosta - jestem falą się wyginającą jeśli zechcę płynę w górę jeśli nie rozbiję się o skałę ale wstanę . .1 punkt
-
1 punkt
-
@Pan Ropuch powinno być chyba "przyglądam się jemu" albo "mu". co do samego wiersza trudno mi coś powiedzieć bo go nie rozumiem, ale to nie znaczy, że jestem na "nie", po prostu nie jestem na "tak" :)1 punkt
-
00.00 stare kości niedojrzałe dusze. Nie wystarczy zapłacić. nigdy nie będziemy kwita.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Lepsza chińska zupa z kota niż z wirusów nowych koktajl Lepiej trawę gryźć na łące niż coś złapać dziś w Biedronce Lepszy słodki zapach siana niż niechciana kwarantanna Lepiej trawą poprzerastać niż się zamknąć w centrum miasta1 punkt
-
Lepiej wietrzyć się na dworze niż wyjechać dziś nad morze Lepsze lody na patyku niż grzebanie w statystykach1 punkt
-
– Cicho, doły!! Leżeć i nie wstawać. Ręce na głowie… no co pan… na swojej... nie sąsiada. – Na mojej mi niewygodnie. – Niech pan przestanie narzekać. My na chleb ciężko pracujemy. Nie byczymy się, jak morsy na plaży! Dzisiaj w banku na bank zamieszanie. Właśnie weszło czterech z maskami małp na głowie. Obrzydliwe twarze, chociaż w dziurkach wesoło biegają oczęta. Na ulicy prawie nie ma ludzi. Wyjątkowo nie powinno być zakłóceń. Można w ciszy i spokoju, robić swoje. Właśnie trzech pozostałych chodzi z kąta w kąt. Przyswajają przydatną w takich przypadkach formułkę, bo im głupio przy obcych czytać z kartki. Nie biorący czynnego udziału w tym nietypowym przyjęciu, leżą na posadzce, marudząc nieustannie, słysząc nad sobą złowieszcze słowa, krążące niczym sępy nad padliną: – To jest napad! Opróżniać kasy, póki co. – Przepraszam… ale panu spluwa spływa po dłoni. Dać panu chusteczkę? – Jak to spływa. O cholera! Kto mi podmienił? Przyznać się. Kumple gadającego przed chwilą, patrzą nieco zaskoczeni. No jak tak można. Czym będą straszyć? W końcu jeden wyjmuje widelec. A nóż się przyda. Z podłogi zaczynają wstawać. Co robić, myślą intensywnie poławiacze kas. Krzyczą głośno, że zaraz kumpla wyślą po zapasową, a tu ni stąd ni zowąd leżący wykrzykuje, że służy pomocą; – Mogę panom pożyczyć. – Pożyczyć? Szczęścia? – Nie. Spluwę. – Ja pierdzielę! Pierwszy raz mam do czynienia z takim przypadkiem. Słyszeliście kiedyś taki dziw? Chce nam podarować pistolecik. Swój. A to ci dopiero… hej wy, proszę nie wychodzić… negocjujemy w sprawie broni… na podłogę… a sio!!! Konsternacja jak przy pustym kotle w piekle. Kasjerzy i kasjerki nie wiedzą, czy lękiem okraszać serce swoje, czy raczej niepewnie śmiechem, błądzić między zębami. Nagle sytuacja powraca do zakątka powagi. Ten od deklamacji podchodzi powtórnie do kasy i chce powiedzieć to samo: – To jest… – Proszę mi dupy nie zawracać. Wiem czego pan chce. – Naprawdę? A pozostałych trzech? – To samo. – Ja nie mogę. Rozmawiam z uczonym człowiekiem. – Znowu panu spływa. – Przepraszam. Dawać ten normalny… a nie czekoladowy. Gdzie on jest? – Uczynny ofiarodawca chce dać, owszem, ale pod jednym warunkiem. Musimy przysiąc na zdrowie naszych babć, że mu część odpalimy. – Czym? Póki co, to nawet zapłonu nie mamy. Nie wspomnę o rakiecie. – Rakiecie? Aha… ale jak będzie po wszystkim. – Ja nie mam babci. Odeszła. Nie mogę przysiąc. – My też nie mamy, ale na dziadków możemy. – Mów za siebie. Mojego powieszono za napad z bronią w ręku. – To on swoją żoną straszył? Na podłodze małe zamieszanie. Powtórka tego, co było przed chwilą. Goście bankowi nie mają pojęcia, czy to napad, czy kabaret kręcą z ukrytej kamery. Póki co, tak sobie z nudów, współczują solidarnie, jak jeden mąż innej babci, bo rzewnie płacze. Herszt złowrogiej bandy, pyta czułym głosem: – Niewiasto, co z tobą? Nie zabijemy ciebie, jak będziesz grzeczna. Chcesz chusteczkę lub dobre słowo? – Żal mi was, młodzieńcy. Mnie też trudno z samej renty wyżyć. Rozumiem wasze zaangażowanie dla dobra rodzin i ojczyzny. Robinchody z was fajowe. A łuki i rajtuzy gdzie? Kasjerzy wychodzą z kas i zaczynają złowrogo gestykulować. A nawet głos podnosić deczko wyżej jednogłośnie: – Panowie! Co za wstyd! To ma być napad na bank? Dupa na sedes, robi lepszy skok! Kiedyś to były rabunki. Nie to co dzisiaj. Tradycja schodzi na psy. Ale co wy tam możecie wiedzieć, o życiu. Ta dzisiejsza młodzież. Doprawdy… ech. W tej chwili pada strzał… a wraz z nim zakrwawiony kasjer. Zaraz cała gromada powraca na podłogę struchlała. Lecz po chwili trup wstaje i zaczyna ścierać farbę z koszuli. – Proszę nie okazywać nadmiernej trwogi. To nasz kumpel, który w kąciku przebrał się za kasjera. Pomógł nam w przedstawieniu. Z wami będzie to samo, jak zaczniecie przeszkadzać. No nie! Żartowałem! Babciu, proszę nie wywijać laską, bo jeszcze komu w oko trafisz, gałka wypłynie, poślizgnie się kto, a zwalą wszystko na nas. – Duszno mi! Robi za wiatraczek! – W porządku. Dla zdrowia, możesz. Tylko pamiętać mi tu. Spluwa jest prawdziwa. Dawać forsę. Aż tak nie żartujemy!! Prawdziwi kasjerzy smutno wracają do swych siedzib. Słychać słaby głosik: – Chce mi se jesc i juz! Jeden z napastników podchodzi do źródła dźwięku, mówiąc słodko: – Masz dziewczynko. Zjedz pistolet. – A mogę zacąc od lulfy? – Mozes skalbie od lulfy. – A nie wystseli mi w buzie? – Nie wystseli. – Plosę mnie nie podezniac, bo zglosę splawę do Stlasbulga!! Glupku!! – O! Widzę, że ma pan wygadaną córeczkę. Nie ma co! – Moja klew! Herszt coraz bardziej nerwowy. Patrzy groźnie na ogłupiałych kumpli. Nie przykładają należytej wagi, do ciężaru pracy. Nagle słyszy wrzask: – Ta mała mi maskę ściągnęła. Teraz mnie wszyscy rozpoznali. – Głupiś jak stado nóg od stołu. Bez maski wyglądasz gorzej niż w masce. Nikt ciebie nie rozpozna. Bez obaw. Ten sam obraz, tyle że bardziej ty. – Wypraszam sobie takie traktowanie. – Ja też. Brzuch mam ścierpnięty. – To połóż się pan na plecach. – No coś pan. Plecy to odwrotna strona księżyca… to znaczy: brzucha. Tak samo doskwiera. Ludzie! – zaczyna śpiewać na melodię: "Nad pięknym modrym bankiem", kwartet napastników. – Prosimy o spokój. My tylko chcemy uczciwie kraść. Czy aż tyle od życia wymagamy? – A to co innego – wtrąca swoje trzy grosze starszy pan. – Popieram uczciwość. – No dalej! Wyrzucać z kas! Tym razem mówimy poważnie. – A w co? – Do naszych worków, baranie. – Tylko nie baranie. A gdzie wasze worki? – Nasze co? No nie! Zapomnieliśmy! – Ja swój mam, ale jest zajęty. – Ściągamy zasłony z okien. Zrobimy węzełki podróżne. – Gdyby były zasłony, to tak. – Co to za bank bez zasłon. A sejf, to chociaż tu jest? Po tym pytaniu zapada grobowa cisza. Tak donośna, że nawet słychać gulgotanie krwinek w komnatach żylnych. Nagle dobiega żeński głos kasjerki: – Sejf jest, ale nieczynny… bo… – Bo co? – Bo pusty i niedostępny. Po tych słowach, spuściła speszona oczko, trzepocąc środkowymi rzęsami, aż motylek na parapecie spojrzał karcąco, za taką parodię machania. – Jak to. To my napadli… pusty bank? – Niezupełnie pusty. My tu jesteśmy… na podłodze. – No tak. Niezupełnie. Zatrzasnął się. – rzecze fruwająca rzęsami. – Ale ludzie i tak przychodzą pogadać. Czasami nawet kawą uraczymy. Ze swoich kupujemy ziarenka. Młynek dostaliśmy w prezencie od jednego z nich. Nagle słychać stukanie do drzwi. Kupa dzieciaków ogląda przez szybę, hece w banku. Podskakują, wesoło gaworząc. – Daj im na loda. Tylko przeszkadzają. – A możesz mi pożyczyć. – Jeszcze nie skradłem. Nie co w co zgarnąć. – Niech ci chociaż w kieszeń, trochę włożą. – Nikt mi nie będzie gmerać po kieszeniach, bo jeszcze co przetrącą. – A jest co? – No… tyle co do kieszonki możemy dać. – biadoli ta sama, co oczka spuściła. – Biedne dzieci. Straszni napastnicy, zaczynają gadać jeden przez drugiego. Każdy o swoich wizjach udanego napadu. Reszta gości jest na podłodze, między wstaniem, a siedzeniem. – A co z tym sejfem? – Pan dyrektor się w nim zamknął od wewnątrz. – Zamknął? A tak można? – Widocznie. Ale nie umie wyjść. – Długo tam siedzi? – No… będzie już dobre... ze dwa lata. Zaczynamy się martwić, bo ostatnio nic nie jadł… a poza tym... – Co poza tym? – Zimno mu było… dlatego nie ma pieniędzy… to znaczy są… ale inaczej wyglądają. – Nie rozumiem… aha… chyba coś jarzę. – Widzieliśmy przez monitoring. Walczył o ogień. – Z kim? – Kamera nie objęła, lub niewidzialny jakiś. Teraz już nie działa. – Pan dyrektor, niewidzialny, czy kamera? – Kamera. Czy działa niewidzialny, tego nie wiemy, bo go nie widzimy. A nawet gdyby działała, to i tak byśmy nie widzieli… a dyrektor… hmm. – Nikt go nie szuka? – Nie. Może gdyby tam były pieniążki, to by szukali. A tak… jest tylko on. – I niewidzialny? – Tego nie wiemy. – Daliście znać na policje? – A po co, skoro go nikt nie szuka. – Rzeczywiście. Po co. Ciekawe w jakim jest stanie. – Loskladu – dodaje dziewczęcy, czekoladowy głosik.1 punkt
-
@Jan Paweł D. (Krakelura) Janku, żeby dowiedzieć się dokładnie skąd, to musiałbyś poznać moją historię, ale to temat rzeka i nie na tą porę, może kiedyś... jeśli oczywiście będziesz miał ochotę... a teraz już czas na mnie. Dobranoc Janku :-)1 punkt
-
Obróć się i spójrz na mnie. Patrz wysoko, nie unikaj konfrontacji. Jestem twoim lękiem. Hipnotyzuję cię, więżę spojrzenie – i już cię nie ma. Jest tylko wir, nieskończone wirowanie, a w nim ty, mała, bezbronna, zagubiona. Znasz doskonale uczucie spadania. Za każdym razem upadasz inaczej. Czasem tylko brodzisz we mnie, ale teraz, czuję to każdym centymetrem, teraz spadasz głęboko. Właśnie opuszkami swoich drżących palców zdarłaś ze mnie cienką warstewkę drwiny – twoją ostatnią obronę. Pozwoliłaś sforsować bramę – jesteś otwarta i można w ciebie wkraczać. Boisz się, że one to zrobią, wkroczą, a następnie opanują cię i na twoich zgliszczach zbudują miasto. Trzęsiesz się żałośnie, ale wciąż nie opuszczasz wzroku. Naiwnie sądzisz, że wygrasz tę nierówną walkę. Odchodziłaś przecież i wracałaś z dumnie podniesionym czołem, bez cienia strachu, z zaciśniętymi pięściami na własnej świadomości. Jednak one w końcu wracały, one zawsze wracają. Kulą się na małej powierzchni, one też się boją swojego nieistnienia, boją się że ty je zgładzisz. Uśmiechem, surowym zaprzeczeniem i wiarą. Ale – nie zrobisz tego. Jesteś słaba. Pomyśl, czym ty właściwie jesteś? Utkana z miraży żałosna wydmuszka, w której ledwo pobrzmiewa hymn dawnej siebie. Tracisz ją. Stopniowo, coraz bardziej. Nadal nie opuszczasz wzroku. Próbujesz być silna i na swój sposób faktycznie jesteś. Ale to patrzenie cię zabija, toniesz. Próbujesz we mnie dostrzec odłamek światła i chwycić go. Na próżno – jest poza zasięgiem. Jesteśmy więc: ty i one, a ja pomiędzy wami. Dzielę was cieniutką, lecz nieprzekraczalną, póki co taflą, która jednak grozi rychłym stłuczeniem. Nie dopuść, płaczesz, miotasz się w swoim spadaniu, ale nikt cię nie słyszy, nie słyszy cię nikt, kto mógłby pomóc. Cierpliwości. Jeszcze jeden krok, jeszcze jedna łza, a może dziesięć kroków i tyle samo łez, lub jeszcze kroki i łzy przemnożone przez ilość twojego cierpienia, a tafla pęknie. I przemiesza się tłum ich z tobą, i zatracicie się w sobie nawzajem. Utracisz bramę, swoje dziedzińce i pozwolisz im zbudować na sobie miasto. Jeszcze tylko chwila. Jeszcze.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne