Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 21.09.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Lubię błądzić. W nieznane zapuszczać się strony, skręcać z utartych szlaków w zagubione ścieżki, gdzie słońce pryska blaskiem przez liści mereżki, a wzrok znienacka olśni widok utajony. Lubię zaufać drodze, kroki jej powierzyć, schować mapę i minąć słupy drogowskazów, umknąć od przewodników porad i nakazów, bo któż zna uroczysko, w którym cel mój leży? Lecz czy to słuszny wybór? Czy się znawcy mylą kierunek wyznaczając dla marszruty tłumu i tablicami znacząc szlaków trasy kręte? Czy może mnie iluzja wabi z każdą milą, trzepot serca zagłusza wątły głos rozumu i ścigam nieuchwytną, zwodniczą ponętę...
    9 punktów
  2. Przyjdzie ten dzień rozwiniesz skrzydła marzeń nocą ciała zagrają rytm gorącego walca porwie do tańca skończy się sen jasny wstanie poranek poznasz uroki razem wzburzona pragnień rzeka przestanie czekać porwie was nurt wyżłobi nową trasę popłyniesz już inaczej nowe skosztujesz lądu zadowolony niebo bez chmur warto kiedyś zobaczyć z Amorem tango tańczyć przypomnieć to co trudno lepiej późno niż później
    5 punktów
  3. dopala się lato w nas i w ogrodzie gubiąc słoneczne kolory znów dojrzewamy zamyślonym wrześniem wierni kolejnym porom za swoim losem odfrunęły ptaki wiedzione natury planem przytul mnie mocniej gdy nadejdą chłody jesienniejemy kochany
    4 punkty
  4. . dziś nieszczelnie pod uśmiechem cię schowałam moja rano rozogniona nagle w oczach dwie uparte łzy zabłysły prawdą .
    4 punkty
  5. Wiem gdzie starodusznie dąb z małego żołędzia w dół - w górę się wcapierzył, natężył zielenie i czernie, rozpycha w krąg, u podstawy śmiecia podarował mu człowiek, gdy on zmiata cieniem piaszczystą drogę, wzdłuż wał, na którym decyzję podjąłem że dalej iść będę z Kosmo, wiedzie wałem do mostu, wiedzą wierzby jak nad Wisłę w czerstwe cienie piłować wydeptaną ścieżkę, kiedyś krowy wiedziały jak żuć łąkę obok, jabłonie nadal wiedzą dzikie jak się kwitnie, płatki sypie i jabłka, a ja wiem gdzie z Jolką piliśmy kulawego misia z Bieszczad z gwintem na plastikowy korek, wiem kto mi go przywiózł, nie wiem kto napędził mu ducha do butelki, od dawna już nie wiedzą komary czym przytruł im naszą krew, ja wiem, że o dębie jak piękny chciałem, wiersz wie jak skończyć, ja tylko, że piszę bo znam alfabet, a nie mam pojęcia o dniu ani godzinie, wiem, że bilet w kasie, chwilę, zanim znów będę głupszy, pewnie rozsypię w kurz na ludzi i ulice.
    3 punkty
  6. zmierzamy do celu w odwróconej zależności oddechów konfrontacja trwa drażnisz oddaję z nawiązką a kiedy pochłaniasz krzywiznę zatykasz usta żeby skończyła się dyskusja
    3 punkty
  7. Przyszła dzisiaj jak zawsze nieproszonaw zwiewnej szacie z kolorowych liściz kropli deszczu na smukłej szyi koliapromienie słońca okrywały ramionaw szczupłych dłoniach trzymała po kiścidojrzałych owoców których aromatyrozchodziły się cudowną wonią wokołona młodej twarzy pomarszczone czołopoznaczone trosk licznymi bruzdamina głowie zaś miała świeże kwiatypowiązane zielonymi wstążkamiw barwach tęczy wrześniowe bukietydelikatne stopy ubrane w ludzkie smutkiwiązane w ciemnoszare westchnienieczy przyszła odebrać nowe wersetykolejne właśnie zapisałem stronybo wiersz nigdy nie będzie skończonynie przepadnie w niepamięci za krótkidziś przyszła do mnie choćnie wiem na czyje zaproszeniejesienna melancholia
    3 punkty
  8. był jest zawsze będzie jest nieśmiertelny ba nawet pogrzeb z nim nie wygra a jeżeli już to tylko przez moment potem i tak musi odpuścić był jest zawsze będzie twarzą człowieka nawet ciemna noc tego nie zmieni już wiecie moi mili - już się uśmiechacie - tak o tym właśnie ten wierszyk myśli
    3 punkty
  9. Ludzie znikają. zapadają się w sobie, innych, pod ziemię. Z takiej zapaści ciężko wrócić. ocknęła się zziębnięta i przestraszona mrużąc oczy rozejrzała się wokół, lecz wokół było obce. jak ona. przez chwilę szukała w głowie jakiegoś śladu, drogi która doprowadziłaby ją gdzieś. chciała tylko poczuć ciepło. dotknęła wystudzonych ramion. znała ten dotyk. pragnęła go jeszcze poczuć. słońce wylało po ziemi swój blask. resztki liści kołyszących się na gałęziach rysowało na jej sukience wzory. powoli wstała z ziemi spojrzała na poranione stopy. nie wiedziała dokąd iść, więc po prostu szła. gdyby mogła opisać to, co czuje. gdyby potrafiła znaleźć określenie plątaniny słów, które tkwiły w samym centrum jestestwa. gdyby mogła wziąć ołówek i narysować to coś w jej umyśle. ale mózg umyślnie nie podpowiadał żadnych określeń. uwziął się na nią i nie dawał z siebie nic. a ona starała się z całych sił. chciała bardzo nazwać te wszystkie rzeczy dookoła i nie mogła. zaciśnięte usta próbowały odtworzyć kształty. twarz prężyła się, siniała, bladła, próbując wyrzucić z siebie treść mózg, jak treść żołądka. w końcu przypomniała sobie. przystanęła na chwilę, oczy rozbłysły, ciało przestało odczuwać hipotermię. wiedziała, że jest w niej. tylko musi postarać się mocniej. musi bardziej chcieć, musi to wydobyć ze środka. D-O-M! to było to słowo. jedno, które tworzyło jej świat. przestrzeń, którą znała, do której chciała wrócić. schować się. samochód zatrzymał się w bliskiej odległości. bała się. mężczyzna patrzył w jej oczy. uśmiechał się. mówił do niej. poznała głos, oczy i uśmiech. kiedy otulił ją kocem wiedziała, że nie musi się obawiać, bo przybył jej anioł. * -Cześć, Barbi! Chcesz się przejechać? -Tak. -To wskakuj! __ 21 września obchodzimy Światowy Dzień Choroby Alzheimera
    2 punkty
  10. W mydlaną bańkę chwila ubrana iryzująca szklista Mydlana bańka lśni wielobarwnie w słońcu się mieni przejrzysta Na krótką chwilę oczy ucieszy gadżet którego nie ma Jak długo umiesz bawić się z bańką pyk i... zwyczajnie zniknęła
    2 punkty
  11. tylko Słowacki moje serce porusza głębią, szczerością delikatnym smutkiem nienachalnym uśmiechem srebrną nicią srebrnym słowem srebrną różą mickiewiczowskie złoto ciąży mi (patrz! czytaj! podziwiaj! znaj się!) nie znam się, nudzę się ziewam i rozmywam to złoto parzy a to srebro koi moją duszę
    2 punkty
  12. Podobno kiedyś byłem poetą, ponoć dość zgrabne wiersze pisałem, lecz dziś niestety to już jest NIE TO, nic nie spłodziłem przez lata całe. Gdzież te liryki, satyry, treny, gdzie piękne strofy i zgrabne rymy, wszystko gdzieś prysło, nie ma już weny, z fantazji smętne zostały dymy. Nie lubię wspomnień, łzawych monitów, w nich ciągle dziegciu znajduję łyżkę, bo dziś miast morza, Alp, Dolomitów po kilku krokach łapie zadyszkę. Spraw wokół pilnych ciągle jest wiele, poeta przecież świat chce naprawiać, w wierszach istotne chce stawiać cele, bo dla poezji ważna to strawa. Lecz jak mam walczyć o ludzkie dobro lub sławić piękno Julii czy Kasi gdy w oczach ciągle jest Zbigniew Ziobro, prezes Kaczyński, minister Sasin. Satyrę tworzą dziś politycy, każdy swe kwestie wygłasza dumnie w sejmie lub w mediach czy na ulicy, licząc, że słyszą ich tylko durnie. Cóż, świat się zmienia, mój żal jest szczery a z oczu gorzkie spływają łezki, gdy miast miłości - celem kariery, a wzorem piękna poseł Terlecki. Nie mogę stwierdzić plus to czy minus, jakże mam z piękna korzystać łaski gdy w koło gryzie koronawirus, a śliczne buzie spowite w maski. Wciąż coś mi mówi: Dziś jest Ci źle, o co chcesz walczyć marny człowieku, nie jesteś nawet LGBT lecz emerytem w poważnym wieku. Lecz coś na szczęście jeszcze mnie trzyma, od wielu nocy zawzięcie ćwiczę, by mój testament napisać w rymach, a w nim z pewnością PiS wydziedziczę, bo jestem mocno dziś przekonany, że nie popieram ich „dobrej zmiany”. Ps. Nareszcie sukces!!! Ustawa nowa moim rozterkom przynosi koniec, nie będę musiał psa zaczipować, więc zamiast jemu dam czipa żonie. I tak nadzieją człowiek wciąż grzeszy, Niby rzecz drobna, a jakże cieszy!!!
    2 punkty
  13. Jesteś cudem do odkrycia, nie błędem do naprawienia. A że urodziłaś się na Ziemi, to masz pracę do zrobienia. Spójrz z mądrą akceptacją na granice, które stawiasz. Ze zdziwieniem w jaki sposób, bliskim je przedstawiasz. Odkrywaj wewnętrzny dom z latarką miłości w ręku. Znajdź w nim najlepszy pokój, pełen subtelnej wzniosłości. Poświeć po kątach swego istnienia. Zejdź także do mrocznej piwnicy! Skieruj światło na zakamarki duszy i rozszyfruj program podświadomości. Przypomnij sobie jak piłaś ze źródła, ile w tobie było jasności, zrozumienia. Obecnie mamy w umysłach tyle teorii, czasem sprzecznych, nie do pogodzenia. Wejdź świadomie w białą przestrzeń, dostrzeż kierunek rozwoju swej duszy, jej ziemską misję i lekcje do przerobienia. Niejedno zdarzenie wolną wolę ci skruszy. Idź jednak dalej ścieżką przeznaczenia i zadawaj sobie odważne pytania. Czego tak naprawdę pragnę? Kim jestem? I dokąd zmierzam? Dusza ze szczerością ci objawi, czym jest twoja prawdziwa droga. Gdzie ślad dłoni możesz zostawić, zanim, powrócisz do Boga.
    2 punkty
  14. @Marcin Krzysica nie podoba mi się ten tekst nawet bardzo. Konfrontacja, drażnienie, odwrócona zależność oddechów....nie wiem co opisujesz......"zatykasz usta żeby skończyła się dyskusja" czy opisujesz gwałt ? Bo na pewno nie jest to erotyk, jak dla mnie...a "pochłaniasz krzywiznę neuronów" to jest zupełnie od czapy!
    2 punkty
  15. do melancholii pasują wiersze kieliszek wina i papieros za oknem jesień rozwiesza myśli jak pajęczyny na drzewach i nawet cisza inaczej dzwoni zegar już wtrąca trzy grosze z wczorajszą nutą wiatr goni echo i cień wydłuża na ścianie
    2 punkty
  16. Rowerzystce na ulicy Białołęki, pękły spodenki, ukazując jej wdzięki. Gość, co jechał za níą, już miał klepnąć panią, lecz nie zauważył... odkrytej studzienki.
    2 punkty
  17. graphics CC0 przywykli. życie to fraktal z Andy'ego Warhola / mój mistrz! a gdzie namalować Duszę Narodu? wybudzić czas z onirycznych wizji co żyją wolą zbiorowych kontekstów jak u Malczewskiego. w mieście najlepsze bywa tylko ciało radosne otoczone kultem mruży ramiona z fetyszem metabolizmów i trawi w kwasach modne systemy uzurpacji. gruchają marakasy udając wuwuzele. szur szur. szast prast. i z bicza strzela kolejna epoka w transie już nie piaskowych i cichszych instrumentów. to „Melancholia bis” rodem z Malczewskiego. współczesne dzieci Saturna oparte o trójnożne sztalugi wypływają z niklowanych obrazów do industrialnej butelki. barycznej parapetówki. a wszędzie ruch i przesyt jednorazowych rekwizytów. choć nie powstańcy ale jeszcze kobiety przez chwilę. choć nie w kajdanach to zdecydowani na obcą niewolę. alegoryczne dzieci kwiaty. w gwałcie zbiorowym własnych interesów. w kułakach elektro skrzypce Harley'a Benton'a i litografie Marilyn. co z tego że lubią stare książki. szable zdejmują ze ścian... a Mao Zedong pomalował im usta. przetworzył na puszki i pomidory. źli niedołężni starcy idą do okna za którego granicą wolności dogadza czarna epokowa Melancholia. – *tekst m.in. nawiązuje do dzieła Jacka Malczewskiego pt. „Melancholia”, obraz jest alegorycznym opisem epoki w której żył artysta-malarz, pośrednio do twórczości Andy'ego Warhola – tu tylko symbolicznie.
    2 punkty
  18. Podczas gdy pochodzenie wielu indoeuropejskich narodów jest mniej więcej jasne, pochodzenie Słowian, do których należą Polacy, Czesi, Słowacy, Rosjanie, Słoweńcy itp., do dnia dzisiejszego wciąż pozostaje wielką tajemnicą. Pomimo oczywistej bliskości języków słowiańskich z językami bałtyckimi starej Europy (litewskim, łotewskim, łatgalskim i pruskim), jednak istnieją znaczne różnice między nimi, które nie pozwalają wyjaśnić to wyłącznie przez jedno pochodzenie. Nie ulega jednak wątpliwości, że Bałtowie w pewnym stopniu uczestniczyli w etnogenezie Słowian, o czym świadczy nie tylko bliskość leksyczna tych dwóch grup języków, ale także toponimika i hydronimika bałtycka na terytorium Polski, na przykład nazwa grzbietu górskiego Sudety na terenie Polski, Niemiec i Czech, która pochodzi od litewskiego słowa "sudetis". Nie zważając na to znaczna część toponimii i hydronimii w Polsce nie jest bałtycką, ale ma rdzenie słów nieznanego języka. Na przykład, polskie hydronimy Drawa (Drau) i Odra (Oder) pochodzą od przedceltyckiego nieindoeuropejskiego rdzenia "dur", który z kolei pochodzi od waskońskiego słowa "dur", co znalazło swoją kontynuację w baskijskim słowie "ur" przy znaczeniu "woda" z utratą początkowego dźwięku "d". Hydronimy z tym rdzeniem można znaleźć w Hiszpanii i Portugalii – Douro (Duero); we Francji – Adur, Dore, Doron, Durance; w Wielkiej Brytanii – Dour; w Niemczech – Oder. I jest wiele takich przykładów. Okazuje się, że do tego, jak w II tys. przed naszą erą ludy indoeuropejskie przybyły do Europy Zachodniej, na tym terenie żyły nieznane plemiona autochtoniczne, które miały pokrewieństwo z Waskonami, przodkami Basków, w językowym sensie. Większość z tych plemion była asymilowana przez Indoeuropejczyków, ale niektórzy z nich, będąc asymilowani, zachowali swoje pierwotne starożytne imię, a także część słownictwa w języku. Owym ludem byli Sklawini, których praojcowie gdzieś do VII wieku przed naszą erą zmieszawszy się z Bałtami, założyli później słowiański etnos. Być może ktoś zaprotestuje i powie, że to chyba niemożliwe, ale w odpowiedzi na to dam przykład, dotyczący Bułgarów, których przodkowie mieli w stosowaniu jakiś z języków turkijskich, ale po wstąpieniu do związku w VII wieku naszej ery ze słowiańskimi plemionami przy chanie Asparuchie, zmieszali się z tymi ostatnimi i zmienili swą mowę w późniejszych czasach na język słowiański. Jak widać, Bułgarzy zachowali swoje oryginalne imię (nazwę). Dokładnie tak samo chyba było z przodkami Słowian na terenie Polski, ale w tym przypadku waskonojęzyczny lud «Sklawini» («Sklawoni») zmieszał się z Indoeuropejskimi Bałtami i stworzył nowy naród Słowian, których język zapożyczył większość bałtyckiego słownictwa, ale zachowując jednak pewną część waskońskiej leksyki i oryginalną nazwę ludu. Jako dowód służy mianowicie starożytna nazwa Słowian. W czasach starożytnych historycy europejscy (np. historyk gotycki IV w. n.e. Jordanes oraz w 555 roku Prokopiusz z Cezarei) nazywali Słowian etnonimem "Sklavoi", "Sklawoni", "Sklaweni", "Sklawini", "Skalavi", „Esklavi” oraz wschodni autorzy imionami "Sakalaba" i "Sakaliba". Przez wszystkich antycznych autorów w każdej wersji nazwy używano dźwięk "k", co wskazuje, że utrata tego dźwięku w słowie nastąpiła w późniejszym okresie z powodu przemyślenia tego etnonimu (przez współbrzmienie ze słowami "słowo" i "sława") w związku z przejściem ludu na inny język. Samo słowo "Sklawin", "Skalav" lub "Esklav" prawdopodobnie pochodzi od nazwy ludu baskijskiego "Euskal". Zresztą, niektóre grupy górskie Polaków, Czechów i Słowaków rysami ich twarzy bardzo przypominają Basków i wydają się być genetycznie związane z nimi. Wszystko to przemawia na korzyść baskijskiego pochodzenia przodków Słowian i pomimo faktu, że przodkowie Słowian wchłonęli w siebie indoeuropejskie elementy bałtyckie, pozostają oni, podobnie jak Baskowie, rdzennymi mieszkańcami Europy. Samo rozumie się przez się że lingwistycznych danych nie w pełni wystarcza, by twierdzić, że Słowianie są spokrewnieni ze starożytnymi Waskonami, w związku z czym możemy korzystać z danych archeologicznych i genetycznych. Mówiąc o danych archeologicznych, można przypomnieć, że w Polsce jest sporo starożytnych osad, które mogą rzucić światło na istotę tego problemu. Na przykład, niewiele osób wie, że najstarsze miasto, zbudowane przez Słowian, znajduje się w Polsce. Nosi nazwę Kalisz, ale w czasach starożytnych zostało wymienione w "Geografii" Klaudiusza Ptolemeusza w II wieku n.e. (w 158 roku n.e.) jako Calisia (Kalizja), umieszczając go na Szlaku Bursztynowym wiodącym z Rzymu nad Bałtyk. Miasto pod taką nazwą musiało być szczególnie ważnym, ponieważ znajdowało się na Bursztynowym Szlaku od Bałtyku do Morza Śródziemnego. Rzymscy i greccy kupcy przejeżdżali przez Kalisz, kierując się na północ do bursztynu bałtyckiego, który w tym czasie był prawie droższy niż złoto. Głównym dowodem obecności zagranicznych kupców w Kaliszu jest skarb odnaleziony w 1927 roku w Zagórzynie koło Kalisza. Tam było odnaleziono 3 000 srebrnych denarów i złotych solidów rzymskich cesarzy Teodozjusza, Gracjana i Walentyniana. O Kaliszu, jako najstarszym polskim mieście, wspominał też znany polski kronikarz Jan Długosz. Jest to poważnym dowodem, że Kalisz już istniał co najmniej 1800 lat, a ślady osadnictwa na tym terenie znajdują swoje miejsce już w I wieku p.n.e., co się wyjawiło dzięki wykopaliskom archeologicznym. Badania naukowe jednak pozwalają przypuszczać, że wydobycie bursztynu na tym obszarze mogło mieć miejsce jeszcze tysiące lat wcześniej, przynajmniej do czasu pojawienia się w tym regionie Indoeuropejczyków. Najprawdopodobniej bursztyn w tych czasach wydobywany był przez starożytnych Waskonów, którzy zgodnie z hipotezą niemieckiego naukowca Theo Vennemanna byli asymilowani przez przodków Słowian. Tak czy inaczej, Polacy jako Słowianie stali się dziedzicami wielkiej kultury i założycielami jednego z pierwszych słowiańskich państw wraz z innymi ludami słowiańskimi. Oczywiście, podałem tu tylko jeden z przykładów, ponieważ przykład starożytnego Kalisza nie jest daleko odosobnionym przypadkiem. Nie oddalając się od istoty sprawy, powiem, że na przykład wielkie odkrycie kopców na Pomorzu może stać się dowodem tego że przodkowie Polaków zamieszkiwali terytorium Polski już 5 tys. lat temu i mieli między innymi w tamtych czasach haplogrupę R1b, którą mają w większości Baskowie (do 88,1%) na terytorium Hiszpanii i Francji. Jednak i w czas dzisiejszy ta haplogrupa występuje wśród Polaków (do 16,4%) oraz wśród Słowaków i Czechów (do 23%). Według hipotezy przodkowie Słowian pochodzą od starożytnych Waskonów, od których wywodzą się także Baskowie. W dawnych czasach, moim zdaniem, Waskonowie zajmowali wielkie strefy Europy Zachodniej od terytorium Hiszpanii do terytorium Polski. W ciągu wielu tysiącleci staroeuropejska cywilizacja Waskonów stworzyła wielką megalityczną kulturę i potem w znacznej większości była asymilowana przez indoeuropejskie ludy, na przykład, w polskiej części Europy przez indoeuropejskich Bałtów, w wyniku czego powstali Słowianie. Ten lud stworzył wielkie budowle megalityczne, a nawet zbudował grobowce w formie piramid. Tak czy owak otwarcie kopców na Pomorzu w Polsce, których wiek wynosi 5 tys. lat, faktycznie wyłącza przynależność Indoeuropejczyków do budowy tych kopców, bo Indoeuropejczycy przybyli do tych miejsc nie wcześniej niż II tys. p.n.e., a to jest tysiąc lat po pojawieniu się tych budowli. Charakter starożytnych pochówków i obecność haplogrupy R1b u szczątków pochowanych w grobowcach ludzi mówi o ewentualnej przynależności do preindoeuropejskiej populacji, do której należeli Waskonowie, przodkowie Basków, szeroko rozsiedleni w starożytności od terytorium Hiszpanii do terytorium Polski. To potwierdza hipotezę, że przodkowie Słowian pojawili się w wyniku mieszanki autochtonicznych Waskonów z indoeuropejskimi przybyszami Bałtami, po czym przejęli język indoeuropejski od tych ostatnich, ale zachowali część leksykonu Waskonów. Uważam, że asymilacja Waskonów przez Indoeuropejczyków na terytorium Polski następowała stopniowo i jakaś niewielka część Waskonów jeszcze przed początkiem I tys. n.e. mogła mówić językiem ojczystym, których chwalebni potomkowie mogli zachować kulturowe tradycje ludu aż do końca I tys. n.e. Na korzyść tego argumentu przemawia również istnienie kopca Krakusa, etniczna przynależność budowniczych którego nie została jeszcze ustalona. Wiele cech kopca, znalezionego na Pomorzu, i kopca Krakusa, znajdującego się w Krakowie na prawym brzegu Wisły, są podobne, co pozwala przypuszczać, że również kopiec Krakusa należy do tej samej kultury archeologicznej. Przypuszczam, że tradycja pochówku w kurhanach powstała w związku z migracją staroeuropejskich górali do płaskich obszarów rzecznych i morskich, ponieważ ludność Europy w czasach starożytnych, w obawie przed potopem, przez długi czas starała się osiedlać głównie na obszarach górskich i pochować swoich szlachetnych ludzi wysoko w górach i wyznaczać je jako miejsca pielgrzymek. Jeśli tak jest, to autochtoniczna ludność żyjąca w górach powinna była przez długi czas pozostawać odizolowana od wpadnięcia do swojego genotypu innych (nierdzennych) haplogrup i zachować do pewnego stopnia pierwotny wygląd, co potwierdza analiza DNA różnych grup ludności górskich regionów Polski, zwłaszcza w Tatrach, których cechy są w dużej mierze podobne do cech ludności w Kraju Basków na terytorium Hiszpanii. Również ważny jest sam fakt, że Polska powstała wokół Krakowa, a Kraków jest w 85 km od grzbietu górskiego, zwanego Tatrami. Bardzo interesującym jest też słowo "góral", które ma rdzeń podobny do baskijskiego, ponieważ słowo "gora" w tłumaczeniu z baskijskiego oznacza "na górze", co jest związane ze słowem "góra". Również starożytne etnonimy Słowian "Sklav", "Sklawin", "Sklawon" są zbieżne w brzmieniu z oryginalną nazwą baskijskiego ludu "Euskal", a samo słowo "euskal" wywodzi się z waskońskiego słowa "(d)ur" (we współczesnym baskijskim "ur") i sufiksu "-scale" (we współczesnym baskijskim "-tzale"), co dosłownie oznacza "mieszkaniec wód". Etymologia słów "(d)ur" i "euskal" jest również wyraźnie widoczna w baskijskim podłożu (substracie) języków celtyckich ze znaczeniem "woda" — "dour" i "uisce". Bazując na ogólnej typologii baskijskiego słowa "euskal", można przypuścić że słowo "góral", utworzone zgodnie z tym samym schematem, musi oznaczać "mieszkańca gór". Jeśli tak jest, to dawny etnonim Słowian „Sklaweni” do przemyślenia tego słowa na wzór indoeuropejski musiało oznaczać naród, żyjący po brzegach wód. Nawiasem mówiąc, na terytorium Francji także w czasach starożytnych żył lud, który Rzymianie nazywali akwitanami i który po mowie był bliski do Waskonów, co już jest udowodnione przez lingwistów. Słowo "Akwitanowie" (łac. "Aquitani") pochodzi od łacińskiego słowa "aqua", co oznacza także "woda". Tak więc ten łaciński etnonim był bezpośrednim tłumaczeniem baskijskiego słowa "euskal". W związku z tym, jeśli podążać za logiką, obok "mieszkańców wód" na terytorium Hiszpanii musieli jeszcze mieszkać jacyś "mieszkańcy gór". I naprawdę, tych mianowicie obok Kraju Basków znajdujemy w hiszpańskiej autonomii Kantabria, przy czym pod biało-czerwonym sztandarem podobnym do polskiego! Korzenie owego sztandaru zanikają w końcu I tys. p.n.e., kiedy starożytni Kantabrowie jeszcze się bronili przed ekspansją Rzymian. Sama nazwa "Kantabrowie" (łac. "Cantabri") jest ligurskiego pochodzenia i oznacza "górale", tj. termin ten był najprawdopodobniej celtyckim tłumaczeniem waskońskiego słowa "ligurak", które oznaczało lud ligurów, zamieszkujący w epoce starożytnej terytorium Włoch i południowo-wschodniej Galii. Uważam, że słowa "ligurowie" i "górale" są identyczne i oznaczają lud, który się rozsiedlił w głębokim czasie od terytorium Hiszpanii do terytorium Polski. Tak więc tajemnica pochodzenia Słowian, być może, została odkryta. Walenty Walewski, [email protected]
    1 punkt
  19. między jednym a drugim przejściem do rzeczy spada z nieba wielki wóz na końcu języka północ potem długo długo świt na końcu języka słodycz zabij mnie jeszcze raz sama napiszę o tym wiersz którego nikt nie przeczyta nawet ty napiszę o nocnej podróży dookoła świata lodówce która gra marylę z lat osiemdziesiątych tuli tuli do piersi gasi księżyc 180920
    1 punkt
  20. Osiągnął doskonałość w nieodrabianiu lekcji, bo to szczery i oddany niewolnik perfekcji.
    1 punkt
  21. II Z najbliższych rzeczy pewno powiedzieć przychodzi, Jak Hawarda z Torebjoernem niezgoda się rodzi, Bo zdarzyło się tedy, że morze oddało Fiordowi Lodowemu wielorybie ciało. Prawo przybrzeżne mieli Torbjoern wraz z Hawardem Po obu fiordu stronach. Tu losu hazardem Zaszło, że to drugiemu przypadała ryba. Był to okaz wspaniały, sześćdziesiąt stóp chyba. Lecz co ludzie gadają, to przecież nie prawo, Przeto sprawę rozwiązać trzeba raczej żwawo Póki cielsko potwora jeszcze w wodzie stygnie. Idą do praw rzecznika, niech on spór rozstrzygnie. Rzecznikowi na imię Torkel było dane- Indywiduum do cna z honoru wyprane. Na nic to, że z dobrego pochodził był domu Gdy był dlań przyczyną ohydy i sromu. Tak więc Torkel głos zniżył, szepce Hawardowi Że mu się zwierz należy, a nie Torbjoernowi. Lecz gode nie pozwala się wymknąć ryzyku- Chwycił za miecz i krzyknął: "Komu, ty nędzniku!?" "Tobie, tobie bezsprzecznie!", Torkel schylił głowę. Torbjoern okazał przemoc i jak białogłowę Zabrał rybę do siebie. A lud tam zabrany Szemrał jak był okropnie Haward oszukany. A jedyna pociecha dla Hawarda taka, Że był przez wszystkich Torbjoern brany za prostaka. Szedł już innego razu Olaf w górskie strony. Była zima a w górach miały miejsce schrony Dla stad owiec Hawarda. A na dworze słota, Noc zapada więc ginie do marszu ochota. Wiatr jakby gigantowi z ust wiał lodowemu. Olaf chce iść z powrotem, ktoś idzie ku niemu. To domownik godego, zwany silnym Brandem, Odznaczał się tężyzną, charakterem hardym. Witają się wzajemnie, kłaniają z pokorą. Olaf pyta co robi Brand tak póżną porą. "Ledwo warte uwagi. Z rana w drogę bieżę, Do mych owiec a one zeszły na wybrzeże. Chcę je powieść na górę, lecz ścieżkę zagradza Nieznanej mi postaci nie z tej ziemi władza. Cały dzień się męczyłem, proszę, pójdź tam ze mną." "Dla ciebie to uczynię." Tak w godzinę jedną Dotarli na wybrzeże- znów droga zgrodzona, A owce pierzchną, idąc prosto w ich ramiona. Olaf patrzy i widzi swego przeciwnika Z całonocnych zapasów- Tormoda umrzyka. "Wybierać przyjdzie teraz, mój kochany Brandzie, Wolisz pędzić stado, czy też walczyć bardziej?" "To wezmę wygodniejsze- popędzę owczarnię" Zadowolony Olaf do walki się garnie. Była obok wysoka śniegowa zawieja. Olaf jak się nie rzuci, nie dźgnie dobrodzieja, Ale ten się uchyla i chwyta w pół ciała. Szarpanina znów szybko się skoczyć nie chciała, Bo Tormod po ostatnich od młodzieńca cięgach, Zdaje się, że nie stracił krztyny siły w rękach. W końcu idzie do tego, że dwaj w dół spadają, I z ogromną prędkością po śniegu staczają. Dopiero łutem szczęścia będąc na wybrzeżu Olaf złamał Tormoda kość krzyża w pacieżu. Po czym ciągnie upiora na głębokie wody. W odmętach topi podług północnej metody. Odtąd gdy kto przepływa w topieli pobliżu, Spotyka go nieszczęście i wielki ból w krzyżu. Olaf szybko powrócił z miejsca morskiej kaźni. Pożegnali się z Brandem, rozstali w przyjaźni. Brand powrócił do Badfarm o późnej godzinie I wszystkim rozpowiadał o Olafa czynie. Wakr na to: "Czyś jest mamką tej baby z wąsami? Jego sława jest z tego, że walczy z duchami! Postaw go przed człowiekiem, a pierzchnie spłoszony, Niczym z pobojowiska przepędzane wrony." Brand na to: "Z ciebie baba co nawet nie może Się równać do Olafa, jako ten lis w norze, Który tylko w swych słowach się wielkim wydaje." Brand mówiłby tak dłużej, lecz go Torbjoern łaje: "Nie wyjdzie to na dobre z pewnością nikomu, By wyżej cenić jego, od tych z mego domu." Przeszła zima, a przyszło do ważnej rozmowy- Do Olafa i całego rodu jego głowy. Rzekł Haward: "Nie możemy żyć obok godego. Przecież nie stać nas dłużej na nieprzyjaźń jego." "Nie widzi mi się zbytnio takie pojednanie, Lecz do ciebie należy ostateczne zdanie. Gdzie więc chciałbyś zamieszkać?" "Na bezpańskiej ziemi, Na drugim brzegu fiordu. Z naszymi krewnemi Będziemy mieszkać bliżej; wszak miejsca tam wiele, Nie dosięgnie nas tam głód, ni nieprzyjaciele." I tak postanowiono. A dwór w miejscu nowem Z imienia gospodarza zwie się Hawardowem. A byli w owych czasach jedynymi z Fiordu, Którzy objęli nowe tam połacie lądu. III Torebjoern jeździł co roku, na wiec ze swą świtą. Był z możnych i piastował godność znamienitą. Pod ten czas inny gode, Gest, syn oddleifowy, Mieszkał w Dworcu Pastewnym. Był to chłop morowy I miał siostrę, o którą Torbjoern się ubiegał. Gest nie był zachwycony. Rozsądek ostrzegał, Że awanturnik Torbjoern, jest małej wartości. Lecz, że Torbjoern pozyskał sprawie przychylności, Tedy w końcu się zgodził, pod takim warunkiem, Że będzie się z swą żoną obchodził z szacunkiem, Oraz poniecha gwałtów i każdemu zwróci, Co się komu należy, i nierząd ukróci. Gdyby zaś złamał słowo, Gest siostrę odbierze. Torbjoern przyrzekł i z Gestem poszli na Wybrzeże Gasti, gdzie Gest miał dworzec. I było wesele, Przybyło z wszystkich fiordów na ślub ludzi wiele. A gdy Sygryda w Badfarm o tym usłyszała, Wypadła naraz z dworca jak zbłąkana strzała. Zebrała prędko ludzi by wycenić mienie Jakie wniosła godemu przez gospodarzenie. Gdy zaś wszystko zliczono oraz wyceniono (A liczono szczególnie dokładnie i słono) Sygryda pożegnawszy z obejścia każdego Wyruszyła w kierunku domu rodzinnego Zabierając ze sobą całą swą majętność. Wielka była Torebjoerna, gdy powrócił, wściekłość. Obiecał karę wszystkim, którzy wyceniali Majątek gospodyni i jej pomagali. Zapałał wrzącym gniewem na wszystkie ich głowy, A był wśród tamtych ludzi i syn hawardowy. Tego lata zwierzęta z Hawarda własności Nie przejawiały zwykłej, owczej spokojności. Wieści do Hawardowem, pasterz z gór przynosi I Olafa o pomoc z zwierzętami prosi. "Bo wielu mi brakuje, a szukać nie mogę, Bo by te com je znalazł, prędko dały nogę." "Wyruszam ich poszukać, wy spokojnie paście." A miał Olaf podówczas leciech osiemnaście. Wziął tedy swą siekierę i ruszył wzdłuż brzegu, Nie martwił się specjalnie o miejsce noclegu, Gdyż szybko znalazł stado, przy Brzegu Zatoki, A były tam Sygrydy, kuzynostwa progi. Wstępuje do domostwa, Sygryda otwiera. Witają się wesoło. Wtem ona spoziera Ponad głową Olafa. "Płyną podróżnicy, Przez Fiord na statku- mają, miecze na zwornicy! To Torbjoern z posiestrzanem! Gode dzierży ostrze Zwane Płomieniem Bitwy! Zaraz tutaj dotrze! Nic dobrego wizyta owa nie zwiastuje, Bo gwałtu już dokonał, lub zaraz planuje. Nie spotykaj się tutaj z Torbjoernem mój miły, Aby owe hazardy ciebie nie zgubiły." "Że nic się go nie boję i żem mu nie szkodził, To na pewno nie będę przed godem uchodził." "To jest odwaga" rzekła, "Żeś choć nie jest stary, Nie uchodzisz przed mężem o krzepie bez miary. Obawiam się jednakże zdrady z Wakra ręki. Widzę cios ci zadany w okolice szczęki." "Z Torbjoernem nie mam przecież powodu do zwady, Jeśli dojdzie do walki, tedy dam im rady." Pożegnali się czule, Olaf prze do stada, A tam łódź na mieliźnie powoli osiada. Młodzieniec wchodzi w wodę, pcha statek ku plaży, Torebjorn pięknie dziękuje, z uśmiechem na twarzy. Mówi, że do domostwa swojej siostry zmierza. Nie odmówi kompani takiego rycerza, Jak Olaf Upiorbójca. Lecz Olaf powiada: "Do domu muszę spędzić owce z tego stada, Raczej to ty pójdź ze mną". Torbjoern się zapiera Nie ma czasu, energii, oraz et cetera. Tu myśl Olafa zeszła z powrotem na sprawę Jak poprowadzić stado zgoła nieruchawe. Jego wzrok naraz spoczął na długiej osęce, Podszedł, zmierzył, przymierzył za czym skócił w ręce I popędzał nią owce. Poszli jedną drogą, Widzi Olaf, że kroku dotrzymać nie mogą, A wręcz jakby celowo przodem go puszczają. Dochodzą do rozstaju, już rozstać się mają, Kiedy zakrzyknął Torbjoern: "Nie czekajmy więcej, Wakr, rób po cośmy przyszli!" Olaf więc co prędzej Uskakuje na wzgórze, tam broni się dzielnie, Do czasu aż osęka, w rękach na pół pęknie. Tedy sięga po topór. Torbjoern znów napiera, Ale tak zręcznie śmiga Olafa siekiera, Że wyniku potyczki przewidzieć nie można. Tordis- siostra Torbjoerna, kobieta pobożna, Rzeczywiście w pobliżu miała swe mieszkanie. Martwiła się okropnie słysząc zamieszanie Bowiem słysząc potyczkę nic z niej nie widziała. Posłała więc parobka. Gdy się dowiedziała, Że stawają tam brat jej, oraz syn rodzony, Pobiegła na drugiego syna jej zagony. Ów mąż nazywał się Skarf. Przyniosła mu wieści, Wezwała aby dobył miecza rękojeści, I czym prędzej wyruszył dopomóc rodzinie W chwili najcięższej próby, w ponurej godzinie. "Chętniej stanąłbym raczej po Olafa stronie. Dwóch przeciwko jednemu? Honorem się bronię, Bo tamtych dwóch za czterech wojowników stoi. Niech sami sobie radzą kuzynowie moi." Matka mu na to: "Miałam dwóch synów serdecznych, Pociechę dla mych oczu, dzielnych i walecznych, Ale teraz przejrzałam, żeś córką, nie synem, Kiedy strachasz się krewnych poratować czynem! Zaraz się okaże, że córka mojej matki, Jest za się warta więcej, niż wnuk twojej babki!" Wyniośle rzekła Tordis, wyszła z tymi słowy, A Skarfa z bladej furii porwał duch bojowy. Pochwycił za siekierę i z oczy szalone Popędził niczym Sleipnir, w bijących się stronę. Torbjoern widząc siestrzana natarł na młodzika. Skarf niezauważony zaś przez przeciwnika Zatopił swą siekierę pomiędzy łopatki. Nie był to jednak koniec wiekopomnej jatki, Bo Olaf czując ostrze w plecach metalowe, Odwrócił się, wbił topór w Skarfa pustą głowę. Skarf osunał się cicho, lecz Olaf się chwieje, Mimo to wznosi topór, jeszcze ma nadzieję. Torbjoern tedy się zbliżył i pchnął wroga w serce. Tego dość miał już Olaf. Padł. Nie powstał więcej. Po czym gode go sieknął w twarz tak umiejętnie, Że wypadły trzonowce, oraz zęby przednie. Wakr mówi: "On nie żyje, na co ta ohyda?" Zaś Torbjoern odpowiada: "To się jeszcze przyda." Bierze chustkę, umuje w nią Olafa zęby, Przy czym uśmech zwycięski nie schodzi mu z gęby. Tordis za tryumf brata dziękuje swym bożkom Lecz na wieści o Skarfie żałuje go gorzko I tego że tak wcześniej, syna podjudziła. Mimo tego Torbjoerna i Wakra gościła, Do czasu aż z ran ciężkich wrócili do zdrowia. Wieść szybko się rozeszła, cały Fiord osowiał. Żałowali Olafa, że tak dzielnie stawał, Zaś gode co należy wrogowi oddawał. Kierowany jedynym dobrym serca rysem. Gdy gode ciut ozdrowiał, wiedziony kaprysem, Udał się do Sygrydy. Nie znalazł jej w domu, Mówiono, że po walce wyszła po kryjomu. Mówiono, że rzuciła się z klifu w obłędzie. Nikt jej już nie zobaczył, choć szukano wszędzie. Za czym Torbjoern na dobre powrócił do siebie I czuwał tam spokojnie, jak jastrząb na niebie.
    1 punkt
  22. @WarszawiAnka Domniemywam, że poruszone w wierszu sedno zachwyci serce niejedno :)
    1 punkt
  23. @Pan Ropuch Dziękuję Panie Żabo, to naprawdę urocze.
    1 punkt
  24. Wusłuchałam i poczułam do głębi... Dziękuję :) . Tak, w tej metodzie skojarzeń leży rowiązanie.., a ich atrybuty znjduja się w moim wierszu ... Już samo słowo "dematerializacja", które w związku z nim (w Tobie) powstało, ma moc sprawczą. Czuje ją. To ciekawe, zajmę się tym. :) Dziękuję!
    1 punkt
  25. @Tomasz Kucina : Dziękuję za Twój głos. :) Bardzo dziękuję! Cieszę się, że tak Ci przypadł do gustu - to mój pierwszy sonet. :) Pozdrawiam
    1 punkt
  26. Ja bym tego nie nazwała "wabiąca iluzją", ale raczej aktywnym "wewnętrznym drogowskazem"... Tak odczytuje (dla siebie) przekaz Twojego wiersza. Jest piękny i zabiera ze sobą "w nieznane". :) Pozdrawiam
    1 punkt
  27. @Andrzej_Wojnowski - dziękuje Andrzeju. Pozd. @w kropki bordo - witam i dziękuje za poświęcenie chwili. - można i tak jak proponujesz - zobaczę - co da się zrobić z tym fantem... Pozd.
    1 punkt
  28. Przepiękny sonet, osobisty z uniwersalnym przesłaniem. Gratulacje dla WarszawiAnki od Warszawiaka:).
    1 punkt
  29. Bardzo dobry sonet, bardzo! Z czystym sercem lajkuję Aniu.
    1 punkt
  30. 1 punkt
  31. @iwonaroma @duszka Domyśliłaby się. Skojarzeniowa jest, zdolności analityczne - widzę po tekstach. No ale skoro była i lajkowała ok ;)
    1 punkt
  32. @Tomasz Kucina Tomku :) nie czyń sobie tarapatów :) Duszka już tam była i serduszko zostawiła :) musialbyś dopowiedzieć, ze chodzi Ci o komentarze :)
    1 punkt
  33. @duszka Trudne. I te strzępy - jak sępy. Wiersz życzeniowy, wręcz nakazowy, ale czy do spełnienia? Pozdr. Duszko.
    1 punkt
  34. wśliznę się pod materiał myśli i zatopię w gęstej wyobraźni drżących receptorów a ty uwolnij związane dźwięki i kształty niech pobudzą mój język dając kolejne wersy poezji
    1 punkt
  35. Nie je mięsa a wciąż szuka, co to znaczy, u kaduka? Myśli gdzie je znaleźć, śle ludzi na chaty, musi mieć od razu, a nie tam na raty. Wciąż więcej i więcej mięsa potrzebuje, bez tego malutkim człowieczkiem się czuje. Jak znajdzie, wykorzysta, przemieli, zadusi, roześle na eksport tam gdzie go podkusi. Czemu to wszystko służy? zapytasz kolego. Bo wódz szuka mięsa.. ale armatniego.
    1 punkt
  36. Dzięki Duszko. Zmieniłem. Jestem chyba statystyczny samiec - nie potrafię ładnie skończyć. Pozdrawiam
    1 punkt
  37. ... ale ten "błysk prawdy" na szczęście też :) Dziekuję Ci i pozdrawiam. . @iwonaroma dziękuję i pozdrawiam :)
    1 punkt
  38. Taką widzę miłość jaką ty jesteś w tysiącu dzbanach miodu pitnego, od których nawet niedźwiedź by mnie nie odpędził, aż taką jesteś słodyczą. Łakomię się na ciebie chcę tego miodu , ale nie jestem szerszeniem który tylko czerpie korzyści, siejąc spustoszenie w pasiece, chcę być na dłużej w zielonym ulu, i robić wszystko dla mojej królowej, tak jak mi zabrzęczy,
    1 punkt
  39. @iwonaroma Racja, dziękuję. @duszka Dziękuję.
    1 punkt
  40. 'wcapierzył' - chyba rz?
    1 punkt
  41. Jestem zachwycona... wszystkim. Nie mam słów - tylko to jedno: dziękuję :)
    1 punkt
  42. Ha ha :) W dodatku wcale nie znając japońskiego ;) Kocham paradoksy :) O, i w tym względzie jestem naprawdę egzaltowana :) Rozumiem. Każdy z nas ma swoje gusty i preferencje. Pamiętam, jak się kiedyś obruszyłam, gdy koleżanka skrytykowala Szymborską, że to takie proste, jak dla dzieci. A dla mnie Szymborska jest z wyżyn poetyckich. No i co poradzić, jej sie nie podoba i już :) Ja Balladynę i Złotą Czaszkę czytałam mając 8 lat nie mając pojęcia kogo czytam :) Byłam na wakacjach u babci, nudzilam się, bo była brzydka pogoda i ściągnęłam z półki książkę :) Po lekturze polecialam do babci krzycząc: "babciu, jakie ty masz świetne bajki!" he he... Każdy z nas jest trochę podobny do drugiego - co umożliwia nam porozumiewanie się, ale jednocześnie są między nami różnice co pozwala, byśmy nie byli monolitem :) bo to byłoby straszne, żadnego rozwoju tylko samopowielanie. Również pozdrowienia
    1 punkt
  43. Yako Tako się dogadalim, po japońsku ;)
    1 punkt
  44. Jak to mawiają: "Wstąpił do piekieł, po drodze mu było". Miłego dnia, Konradzie.
    1 punkt
  45. @lich_o Ale ja serio uważam, że wykazałem się dobrą wolą, skomentowałem najrzetelniej jak potrafiłem, wskazując miejsca moim zdaniem wadliwe. A tutaj, na portalu, często nie można komuś wytknąć nawet błędu ortograficznego, bo przecież autor napisał wiersz, i nie stać go nawet na to żeby poprawić zwykłego ortograficznego byka. Ja rozumiem, że tu wszyscy są niesamowicie wrażliwi, ale bez przesady, nikogo nie obrażam, dopóki mi nie da powodu, trochę twardej dupy też trzeba mieć. Każdy pisze jak umie... czy to znaczy, że nie umie lepiej? I co to jest ta dobra wola? Przeczytać czyjś słaby wiersz i powiedzieć mu, że jest fajnie? Moim zdaniem ja i tak łagodnie zazwyczaj komentuję, staram się powściągać. Parę razy mnie poniosło i trochę żałuję, więc teraz komentuję delikatniej, ale jak widać dla kogoś to i tak zbyt brutalne. Ale jak czytam wiersz, w którym nie dość, że same banały, błędy, i składnia taka, że nie wiadomo co z tym fantem zrobić, to czemu nie można tego komuś powiedzieć?
    1 punkt
  46. Pomyślnych wiatrów, powiedziała do marynarza. Marynarz odpłynął, do obcego portu zawinął, a jej pozostał, brzeg i plaża. Pomyślnych wiatrów, inna powiedziała. Machając chusteczką, marynarza pożegnała, z którym, swoje pięć minut miała. W ilu portach byłeś, tyle dziewcząt zaliczyłeś, ale jednej nie porzuciłeś. Morza.
    1 punkt
  47. Coeurs lointains de vierges Ten wiersz jest jak fotografie wszystkich moich włosów. Jak w drzewach leśnej polany drewniane ramie. Kantaty małe kropel deszczu wam przyniosę. Jak promień słońca naprężona nić. Archaiczne staroświeckie granie. Jak wyblakłe echa ciszy Ciągną za struny mojej duszy, Ręce panien. Przez widmo wsi odbicie słowiańskiej prowincji. Wirują folwarku słomiane ozdoby. Wszyscy uchodzą w coraz cichszy taniec. Wieńce chowają się w zieloną trawę. Dla niepoznaki krzyczy błazen. Zapija smutki dnia zarazem. Ciągną za struny mojej duszy, Ręce panien. Ciągną za struny mojej duszy, Ręce panien.
    1 punkt
  48. w przestrzeniach twoich wznoszę się próba niepotrzebnej miłości w przechwyconym spojrzeniu kosmos nie zduszę jej sama dławi czerwieni wyciąga z życia zdradziecko mnie kradniesz złośliwie uciekam kocham się z tobą mam szczęście wiedzieć brak sił zawrócić błąd mój
    1 punkt
  49. lubiła kiedy padał deszcz zostawał w domu trzymał za rękę czasem mogła się przytulić do jego silnego ramienia i poszli w dolinę utracenia bił mocno bił pięściami bił się w piersi wybaczała niepotrzebnie stał się złodziejem kiedy jej czujność usypiała brał budząc się krzyczała w niebo głosu nikt nie słyszał zawsze można było zatkać usta przeklina deszczowe dni nawet już nie cierpi złodzieja prosząc o litość
    1 punkt
  50. http://wierszezgoogle.tumblr.com/ przy niektórych można się nawet uśmiechnąć :)
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...