Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.06.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Dawniej z szablą był w galopie teraz kłusem mknie na mopie. Ceni równouprawnienie, lecz czy ona ma go w cenie? Jednak czekać nie chce dłużej bo zwyciężyć musi kurze co przyległy do podłogi, do nich zmierza rycerz srogi. Nie ma dla nich dziś litości, z wielką siłą, choć bez złości celnie mopem je traktuje i zwycięstwo odnotuje. Lecz to triumf pyrrusowy nie zawróci jej nim głowy, nie zdobędzie jej uznania, tym, że z mopem się ugania. Ona bowiem za rycerzem dzikim, lecz kochanym zwierzem, tęskni od samego rana chce być w takim zakochana. Jest to rozwinięcie fraszki "Mężczyzna dawniej i dziś".
    5 punktów
  2. To jedynie drżenie szyby i jęczenie wiatru - - wyjaśnia racjonalista pierwszego kontaktu. Skrzypi krzesło i podłoga? - Taka w drzewie skłonność. W śnie przynoszą ci wiadomość? - Twoja podświadomość. Ruch złowiłeś kątem oka? - wiatr muska firany. Znowu obraz spadł ze ściany? - źle przymocowany. Coś huknęło lecz nie spadło? - pewnie u sąsiada. Jakieś szepty słychać wokół? - deszcz za oknem pada. Pies coś widzi, na coś warczy? - tak już bywa z psami. Przestań wreszcie w bajki wierzyć, uwierz żeśmy sami. Dzwoni dzwonek a za drzwiami nie ma żywej duszy? - to popsuta elektryka albo zbadaj uszy, lub zwyczajnie ktoś dla beki zrobił tobie kawał, usiądź, ochłoń i uspokój nim umrzesz na zawał. Nie przewracaj w domu krzeseł, nie zasłaniaj luster, bo nie będzie na czym siedzieć- zabobony puste. To są najzwyklejsze sprawy, nie ma po co gmatwać. Tylko cisza po umarłym jakaś bardziej martwa, i porządek drobnych rzeczy jeszcze jego dłoni ma na sobie ślad ostatni, że aż w uszach dzwoni.
    5 punktów
  3. Rozwijam słońcu skrzydła, jak języki poezji. Zobacz jak wena tańczy, gorąca Madame crazy. Każdy oddech z chmur białych, krąży jak baletnice. Amor też chce zatańczyć, strzałą zrywa spódnicę. Promienie zwijają krzyk, muzyka nie w tym tonie. Dżentelmen pomylił rytm, Madame w pąku swym płonie. Puls żaru ulatuje i dym z wulkanu już grzmi. Gdzie Twoja mucha i frak, w walcu krążyła ta myśl.
    4 punkty
  4. Zanurzam się cała w chwilach upojenia, zmysłów myślami powoli Cię rozbieram. Całując z czułością spełniam pragnienia, pieszczoty moje z wyczuciem wybieram. Tańczymy wtuleni w rytmie przyzwolenia, rośnie pożądanie coraz większej bliskości. W wyobraźni kreacji spełniamy marzenia, oboje pragniemy odwzajemnionej miłości. Chcielibyśmy, aby taniec trwał wiecznie, erotycznej rozkoszy doświadczały ciała. Ze sobą chcemy być blisko koniecznie, bo życie, to chwila zbyt krótka, za mała.
    4 punkty
  5. wezbrane rzeki rozpaczy nie baczą na tamy które wyznacza czas przez jedną chwilę sięgałam nieba a teraz płynie wino i żal
    3 punkty
  6. Błędne koło się toczy błędne koło się toczy, znów mam zawroty głowy, znowu zamykam oczy... Błędne koło wiruje, błędne koło wiruje; kalejdoskop pamięci szkiełka dni przesypuje... Turla się błędne koło, turla się błędne koło; czy to trans, upojenie, czy to młyn, czy to zioło? Błędne koło wciąż krąży, błędne koło wciąż krąży: czy je zdążę rozerwać, czy opętać mnie zdąży?
    2 punkty
  7. Nawet podwójnie albowiem dziadek skromny, bo skromny, lecz zjadł obiadek wyszedł przed chatkę, siadł na ławeczkę i przez godzinę pykał fajeczkę z sąsiada żoną wdał się w dysputę czy lepiej mak siać czy może rutę więc uradzono, że i to i to a na dokładkę pszenicę, żyto. Słonko zaczęło kryć się za chmurki dziadek poczłapał do swej komórki naręcze drewna zaniósł do domu i nie zwierzając się już nikomu rozpalił w piecu, usiadł w fotelu trzymając w ręce swój napój z chmielu spojrzał w kierunku babci swej żony i nagle poczuł się wypalony.
    2 punkty
  8. Wszystkie - bez wyjątku - nowe stare i te zdziczałe przy których stoją kikuty drogowskazów nazw zapomnianych porośnięte nie jedną trawą , dokądś prowadzą. Więc gdy poczujesz się zagubiony ... wędrując jedną z nich przypomnij sobie ten wiersz . A potem dalej śmiało idź przed siebie , bo może właśnie ta ... ta droga zaprowadzi cię dziś jutro albo po ... tam gdzie odnajdziesz to coś ... coś co nazwiesz swym szczęściem.
    2 punkty
  9. Jako wszystek historyji przedtym się odbywały Azaż prawo by to się komu ludy frasowały? Historyja jak mokradło głęboka. Co jest, już było, k’ czemu sromota? Twa zgryzota od zamierzchłych czasiech znana. Wszego tesknica liczna jak morska piana. Duchy nieżywych zawżdy czują. Przeczże się ludzie potenczas wojują? Dokąd jest człowiek na ziemyjej ino te same są dzieje. Nie płaczże, gdy chata twa goreje. Od zarajadziejów ni lepiej ni źlej. Takoż k’ rozkoszy kuglij czyli wina lej.
    2 punkty
  10. niech zostanie po mnie kropla natchnienia która poi umysły spragnione tworzenia
    2 punkty
  11. Kilogram ziemniaków I dwa bochenki chleba, żelki. I jakieś słodsze owoce, I chipsy orzechowe, których Nikt nie lubi, na przecenie. ... To stara lista zakupów Skitrana jeszcze w prawej Kieszeni pamiątkowej marynarki. Aktualna tuż przed oddelegowaniem Mnie jako reprezentanta ludzkości W gwiazdy. Może dlatego zapomniałem wyrzucić... ... "Potrzeby duchowe, Wyższe ideały, Poezja, Honor..." Chipsy i żelki podjadam Z lewej, ukrytej, zapinanej Na suwak kieszeni. Dopiero niedawno ją odkryłem.
    2 punkty
  12. @Marek.zak1 he he fajny :) A może tak do mopa doczepić drewnianą białą głowę konia ;) Pozdrawiam :)
    2 punkty
  13. nie czas biegać od sznura do sznura między przegniłymi tarcicami bezmiar nędz tego świata a w sercach dzwonów pomruki wojny przypominają nic czystego nie ma na tym świecie ech gdzie te nasze słodkie gruchanie miłosne i bezwstyd w oczach z najwyższego wierzchołka wieży utkwiwszy spojrzenie czułe i tkliwe w błękicie układam litanię do...
    2 punkty
  14. domniemany późny barok polepiony betonem pokruszonym w koronie czerwonousta żaba mruga zalotnie do obsranego bociana również z plastiku przewróconego kopnięciem uwalonego w trzy dupy gospodarza półdziobu w wodzie jak żur i śmierdzi - a tak regularnie topią się tu jeże spragnione po brzegu z folii budowlanej zjeżdżają do perfekcyjnej pułapki za pięć koła od rządu
    2 punkty
  15. @jan_komułzykant ARA WINO PORTO TROP, ONI WARA
    2 punkty
  16. @M.A.R.G.O.T W moim otoczeniu brak takiego dziadka ja choć jeszcze żyję, ale nie te latka a kiedy chcę strzelić chociażby po secie nie biegnę do sklepu, lecz zlecam kobiecie by w ramach codziennych typowych zakupów kupiła mi... małpkę? Bez takich wygłupów to więcej z butelki wytrąbi dziecina choć ona dopiera pić przecież zaczyna. Z natury nie jestem pazerny, dlatego do żonki się zwracam kup mi coś większego ćwiarteczkę powiadasz? Takiego litrażu użyję, gdy będę chciał pić dla kurażu dziś jednak od rana coś we mnie buzuje żoneczko, pół basa, to może poczuję że piłem, lecz żonka celowo mnie głodzi a przecież litr mleka i jej nie zaszkodzi. pozdrawiam :)))
    2 punkty
  17. stąpa lekko po mgły poduszce Pani Wiosna rozpościerając swoją barwną szatę po nagich łąkach lodowa Pani zgubiła swój welon lecz kiedyś powróci na powtórny ożenek ze smutnymi konarami i zwiędłymi liśćmi
    1 punkt
  18. Kiedy za siebie dziś rzucam spojrzenia, widzę promienne, świetliste marzenia; lecz gdy rękami je chwytam obiema - tego już nie ma. Gdy spojrzę w przeszłość, widzę drzew aleję i lekko po niej biegnącą nadzieję; lecz wkrótce na nią lęk jakiś cień rzuci - to już nie wróci. Gdy się obejrzę, zalśni czasem w oku wysoka postać o magicznym wzroku; lecz cóż - utkane z mgieł i świateł ciało już się rozwiało. Gdy się obrócę, wciąż jeszcze w oddali tajemny płomień niezmiennie się pali; lecz gdy krok jeden zrobię – wtedy właśnie niknie i gaśnie.
    1 punkt
  19. Proza Poetycka Nie Da Się Żyć Na wojnie nie ma wakacji, Bo żyjcie to wojna, Lecz pamiętaj - Tej wojny nigdy nie wygrasz. Pamięć zostanie jedynie o bohaterach i wydarzeniach. Nie tchórzach i zerach. By nim zostać. Musisz poświęcić całe swoje życie. By w heroicznej walce osiągnąć swój główny cel. Własną śmierć. Umrzeć i przegrać wojnę i wszystko co było niby na pokaz warte. Nie dla wygody, spokoju, bezpieczeństwa - wyjałowionego życia. Tylko dla samej próby - podjęcia walki. Bo po to jest prawdziwe życie. Czego byś nie robił w życiu umrzesz i tak. Odejdziesz, z poczuciem dumy - że tak po prostu próbowałeś, że stawiałeś opór. Chodź tak zakończenie znałeś, już od samego początku. Jednak mniej to na uwadze, że tylko i wyłączenie, za życia - MASZ WYBÓR. Dalej nic nie ma, nie było i nie będzie - to koniec. Tak naprawdę nie masz, nic do stracenia, co jest coś niby warte. Ani to miłość - która bywa ślepa i bolesna. Ani to złudne marzenia - które się nie spełniają. Bo właśnie po to one są - by móc marzyć, by spełniło się coś. Co nigdy się nie wydarzy. Inni się bali, że im się nie uda - Mieli tu rację. Że coś stracą - i tak to stracą, a nawet i więcej. Zależało im na czasie. By móc jak najdłużej - według nich podobno żyć. A oni mieli nie żyli, choć, nie byli martwi za życia. Bo tak wygodniej , bo tak bezpieczniej. Bo nie trzeba ryzykować, lękać się, czuć strachu. Bo trud wymaga wysiłku, bo może się nie udać. Ty zatem odejdziesz spokojny, z poczuciem dumy. Z poczuciem własnej wartości. Że pomimo porażki, czujesz się jak wygrany. Czujesz, że żyjełeś - ŻE BYŁO WARTO. Oni zaś zamknął oczy z najgorszym smakiem na sercu. Że tak naprawdę, już za życia nie żyli - że już wcześniej umarli. I NIE COFNĄŁ TEGO JUŻ NIGDY PO PROSTU TAK SIĘ NIE DA... ... NIE DA SIĘ ŻYĆ! Autor ? Ardnas - 21.VII.2019 / "Sztuka To Ludzkość" Źródło: https://www.ardnas.pl/p/nie-da-sie-zyc.html
    1 punkt
  20. I naprawiaj - i ja - i war pani. A naprawiano; tona i war pana. I naprawiono, i war pani.
    1 punkt
  21. I mu zsiada, gada i szumi. Oni, on... A nada im, a gibon...
    1 punkt
  22. okrutne, ponure i głupie podgryzają mi sklepienie skąd się tam wzięły... z dołów... z boków... język zawiązuję mocno na supeł a w sercu rozpalam wielki wielki ogień
    1 punkt
  23. Nie wiem skąd przybyli. Atakują ze wszystkich stron. Wgryzają się w ciało. Tworzą cienkie rządki z wirującą kolczatką. Cholerne świdrujące kreski. Słyszę wilgotny szelest. Te jeszcze na zewnątrz, chwytam całymi garściami i rzucam na podłogę. Rozdeptuje. Słyszę jak pękają. To nic nie daje. Większość z nich zdążyła wejść w rękę. Wciąż przybywają nowe. Nieustannie. Płynące szare rzeki. Otaczają mnie ze wszystkich stron. Nieustanny skrzypiący szelest, jest nie do wytrzymania. Czuje je wewnątrz ciała, lecz o dziwo, nie odczuwam bólu i nie widzę żadnej krwi. Mam wrażenie, że płyną w żyłach w kierunku serca. Pulsuje ze strachu niczym zwierzątko w potrzasku. Skóra nieustannie faluje. Szara i chropowata. Są bardzo żywotne. Dalsza walka nie ma sensu. Zaprzestanie przyniesie więcej korzyści. Lepiej stać się nimi, wchłoniętym przez miliony żarłocznych punkcików. Przeżuwają nie tylko ciało, wnętrzności, ale także psychikę. Mam zupełnie inne myśli. Szybsze i dokładniejsze. Wiem co dla mnie najlepsze, a co może mi zaszkodzić. Czuję wewnętrzną przemianę. Jestem nią. Nieustannie drgającym. Setki z nich wylatuje z ust. Nie mogą się pomieścić, ale wracają. Uparcie dążą do celu. Wiedzą, że ich pragnę i oczekuję. Wchodzą do oczu. Przez moment jestem ślepy. Nawet zaczynam się bać. Zupełnie niepotrzebnie. Teraz widzę o wiele lepiej. Krystalicznie wyraźnie. Z samych siebie utworzyły nowe oczy, a w nich drgające źrenice. Robię się coraz większy. Włażą do uszu. Słyszę o wiele dokładniej. Nieustający świdrujący szum, jeszcze przed chwilą cholernie mnie denerwował. Teraz jest balsamem. Płynącą muzyką. Zmieniłem się. Już nie jestem tym samym, co na początku. Ciało i psychika są nowe, lepsze, bardziej wytrzymałe. Jestem nimi, a one mną. Muszę znaleźć więcej do mnie podobnych. Takich jak ja. Też staniemy w rządkach. Większych. Ogromnych. Potrzebujemy żywności. Nowych ciał do zawładnięcia. Nasze moce przerobowe znacznie wzrosną. Nauka nie poszła w las, ale jej owoce tak. Będzie łatwiej polować na grubą zwierzynę i na tych śmiesznych bezbronnych ludzików. Jesteśmy głodny. Dużo nas, cholernie dużo. Drgających olbrzymów. Mali wielcy tego świata, nie mogą mnie powstrzymać. Żadna bomba nam nie zaszkodzi. A nawet gdyby, to tylko na moment. Od razu wracam do pierwotnego kształtu. Nigdy się nie mylimy. Powroty zawsze są do macierzy. Na początku biliśmy słabe. Mało odporne. Można mnie było zmiażdżyć byle butem. Lecz w miarę wchłaniania kolejnych ciał, nasza odporność wzrastała. I wzrasta nadal. To jest ważne. Wziąłem ten świat w posiadanie. Żywe istoty już nam nie wystarczą. Zresztą niedużo zostało. Żywię się wszystkim. Nie ważne czy ma w sobie życie, czy nie. Pochłaniamy co popadnie, co staje mi na drodze. Kształty nasze są początkowe. Olbrzymich ludzi. Nie byle ludzików. Są we mnie. Jestem wieloma, składających się z milionów. Idziemy ciągle do przodu. Zostawiam za sobą puste przestrzenie. Więksi i większy. Coraz bardziej doskonali. Moja empatia jest przeogromna. Zrozumieliśmy ludzkie potrzeby i tęsknoty, jak żadne inne organizmy, przybyłe na tą planetę. Wchłaniać za bardzo już nie ma co. To cholernie dołujące. Miliony moich mózgów myśli intensywnie, jak wybrnąć z tej cholernej sytuacji. Dochodzę do wniosku, że musimy zacząć pożerać własne ślady oraz samych siebie. Postanowienie wprowadzamy skrupulatnie w życie. Poczucie psychicznego komfortu nieustannie wzrasta. Ciało jest większe i potężniejsze. Pochłaniamy wszystkie jeziora i wszystkie morza. Zauważam, że obszaru pode mną ubywa. Nie martwi nas to. Pragnę być jeszcze bardziej potężny, władny i absolutnie panować nad światem. Niby wszystko takie cudowne i wspaniałe, ale niektóre nasze maleńkie ciała, wyrażają obawy, czy aby postępuję słusznie. Nawet przytaczają maksymę tych śmiesznych minionych ludzików… o nie podcinaniu gałęzi, na której się siedzi. Nic dziwnego, że w nas takie niedorzeczności. Może nie wszystkich dokładnie strawiłem i pokręcone ludzkie myśli w nas pozostały. Na szczęście jest ich mało. Nie zakłócają naszej wędrówki i moich pragnień. Pochłaniamy świat konsekwentnie i metodycznie. Bardziej rozumny, rozsądni i rozważny. Tyle genialnych umysłów w nas siedzi. Różnorodnych, a takich samych. Oprócz wspomnianych kilku milionach wyjątków. Nie przeszkodzą nam. Nie powstrzymają. Jeszcze trochę i stanę się jedynym władcą tego świata. * O kuźwa! Chwila. Jakiego świata?
    1 punkt
  24. mów do mnie ciszą gdy myśli krzyczą a słowa jedynie wyrzucają dźwięki wykrztuszam siłę by móc się oprzeć ciągłych potyczek rzemieślnik teraz milczysz o jeden gest za dużo twarzy wyraz obojętny czuję gęstość powietrza co utrzymuje dystans oddech następny między ciałem a cieniem pusta droga po cichu się zwęża lecz dotyk nie pomoże by scalić siebie czas nam sprosta
    1 punkt
  25. można by uwierzyć w delikatność pantomimy rąk na tle bezgranicznych pojednań gdyby nie ruiny pół nocnej części szmaragdowych piasków można by uwierzyć w wiekuistość bóstw niezwykłą moc antycypacji gdyby nie groby konsekrowanych ofiar można by uwierzyć w arystokratyczne pochodzenie waz gdyby nie przesolona zupa kobiety ze śliwą można by uwierzyć w rycerzy okrągłego stołu u stóp Magdaleny gdyby nie zniesławienie symbolu niewinności można by uwierzyć we wszystko dla świętego spokoju gdyby nie fakt że Chrystus już kilkakrotnie przekręcił się w swoim grobie szukajcie drzew liny już wiszą.
    1 punkt
  26. Zupełnie nie wie jak się tutaj znalazł. W krainie, której wyglądu nie potrafi określić. Składowych nigdy nie widział. A zatem całość, w pewnym sensie, jest poza jego postrzeganiem. Po prostu mózg jeszcze takich obrazów nigdy nie przetwarzał. Nie ma wprawy.Jednak coś niecoś dostrzega. Na tyle, żeby wiedzieć: co. Białą postać w bieli. Właśnie tak ją w myślach określił. Lecz twarzy dokładnie nie widzi. Słyszy pytanie: – Wiesz dlaczego tu jesteś? – A gdzie tam – odpowiada zmieszany. – Część twoich wspomnień zostało wykasowanych. Za chwilę zostaniesz poddany testowi. Będziesz sędzią. – Sędzią – pyta ciekawie – A za ile? – To bez znaczenia. Pójdź za mną. – A muszę? – zaczyna się droczyć. – Musisz. No i poszedł. Na skraj krainy. Zobaczył coś w rodzaju łąki, a na niej ogromny ekran. Taki najnormalniejszy w świecie prostokąt. W tle… jakby gdzieś daleko… niby… jasne, szare i ciemne drzwi. Wtem rozbłysło co miało, a on, chociaż nie bardzo chciał, zaczął oglądać film. Do pewnego stopnia widział co widzi. Człowieka. Zachowywał się nieszczególnie. Itp… lub nawet gorzej. Nagle ekran niespodziewanie znikł. Usłyszał proste pytanie: – Co o nim sądzisz? – O ekranie? Spoko jakość. W domu takiego nie mam. – To już nieistotne. O rozrabiace co myślisz? – Co myślę? Dobre sobie. Paskud ze wszystkich możliwych stron. – Rozumiem. No i… – Co… no i? – Jaka kara, byłaby dla niego najlepsza? – Najlepsza? Chyba najgorsza? – Jak zwał, tak zwał. – Dla takiego łajdaka? Szkoda słów. – Hmm… a jednak zdecyduj. Proszę. – No powiedzmy… niech powtarza wciąż to samo zło, przypiekany żwawym ogniem. Aż do usranej śmierci. – Taka jest twoja wola? – No przecież. – Do usranej śmierci nie da rady. Zastanów się jeszcze. Może byś jeszcze raz obejrzał. Mogłeś coś przeoczyć. Nie dostrzegłeś, że tak powiem… wszystkich za i przeciw. No wiesz… może takie małe przebaczonko by się zdało? Co ty na to? – Przebaczonko? A co ja mam z tym wspólnego? Mnie nie dokopał. – Pomyśl. A jeśli żałował? – Nad czym tu rozmyślać? Ten obleśny cham miałby czegoś żałować? Durnia ze mnie robisz? Nie wstyd ci? Wiem co widziałem. Ma otrzymać karę na jaką zasłużył. – Jesteś pewien? – Jak tego, że nie wiem, o co w tym biega. – Czyli taką jaką dla niego wybrałeś? – To chyba oczywiste. Nieprawdaż? – No cóż. Skoro tak uważasz, to proszę… chodź ze mną za ciemne drzwi. – A czemu za ciemne, a nie za jasne? – Wyczerpałeś limit pytań. – A w ogóle muszę tam iść? – O rany… aleś upierdliwy. Musisz, bo taka moja wola. Dowiesz się na miejscu. Zrozum. Wszystko ma swój czas, ale już nie tu. Rozumiesz? – Nic nie rozumiem! Co jest za drzwiami? Po co mnie tam prowadzisz?
    1 punkt
  27. w niezmierzonej głębi dusz w każdej obcej twarzy w bezkresie wspomnień i smutku utraty
    1 punkt
  28. @Jan Paweł D. (Krakelura) Jestem tym racjonalistą z pierwszego wersu ale wiem ze jest cień nieodkrytego przez racjonalne poznanie dyskursu. Cień odosobnienia. Co jak i na ile nas to i gdzie zaprowadzi? Czas pokaże.
    1 punkt
  29. Bez jest nieopisaną radością, kiedy chodziłam z Elizą, z koleżankami do domu jej babci, gdzie rósł i przylegał do czarnych beli. To było urocze miejsce, gdzie był ład, wszystkie roślinki równo rosły, kwiaty wiły się do ścian, krawężniki były pomalowane na biało i tam towarzyszyłyśmy jej w odwiedzaniu. Płot był wysoki, szczelny i nie mogłam dostrzec dobrze co tam jest, uwielbiałam tam przychodzić i wtulać się w gałązki, były fioletowe, białe i te listki, jadłam. Wróżyłyśmy sobie, szukałyśmy, który ma więcej płatków.
    1 punkt
  30. @[email protected] Coś w tym jest, naprawdę. Ta specyficzna nuta melancholii często jest inspiracją, przebłyskiem.
    1 punkt
  31. @[email protected] Dziękuję za pozytywy i również życzę miłego wieczoru ?
    1 punkt
  32. @[email protected] dziękuję Grzesiu i pozdrawiam milutko :-)
    1 punkt
  33. Pozwolę sobie zacytować Alan'a Watts: “I have realized that the past and future are real illusions, that they exist in the present, which is what there is and all there is.” ― Alan Wilson Watts Tłumacząc na polski: „Zrozumiałem, że przeszłość i przyszłość są prawdziwymi iluzjami, że istnieją w teraźniejszości, która jest tym, co istnieje i wszystko, co istnieje”. - Alan Wilson Watts I jeszcze to: “There is only this now. It does not come from anywhere; it is not going anywhere. It is not permanent, but it is not impermanent. Though moving, it is always still. When we try to catch it, it seems to run away, and yet it is always here and there is no escape from it. And when we turn around to find the self which knows this moment, we find that it has vanished like the past.” ― Alan Watts „Teraz jest tylko to. To nie przychodzi znikąd ; nigdzie się nie wybiera. Nie jest trwałe, ale i nie jest nietrwałe. Choć w ruchu, zawsze jest nieruchomo. Kiedy próbujemy go złapać, wydaje się, że ucieka, a jednak zawsze tu jest i nie ma przed nim ucieczki. A kiedy odwracamy się, by znaleźć siebie, które zna ten moment, odkrywamy, że zniknęło jak przeszłość. ” - Alan Watts
    1 punkt
  34. @M.A.R.G.O.T Witam Cię cieplutko i dziękuję za miły komentarz i serducho :-)*
    1 punkt
  35. @WarszawiAnka Wow, piękny! ❤️ Zachwycam się Pani talentem?
    1 punkt
  36. Krótki wiersz, ale wiele w nim treści. Z alkoholem - ostrożnie! :) Z żalem też... W drugim wersie napisałabym raczej: "nie baczą na tamy". Pozdrawiam
    1 punkt
  37. @Jan Paweł D. (Krakelura) ach...śliczny...
    1 punkt
  38. @AnDante Można to sprawdzić, bowiem z ukrycia służby specjalne to nagrywały lecz żeby zdobyć te cenne taśmy to będzie kłopot i to nie mały. pozdrawiam :)))
    1 punkt
  39. Na pewno o tym rozmawiali? Gdyby dysputy ich wziąć próbkę, wyjdzie, że raczej omawiali kto dzisiaj jaką zrobił kupkę ;)
    1 punkt
  40. Oczy mam przezroczyste Duszą jestem nie ciałem Oglądam świat przez przeźrocza Zapachu nie czuję wcale Oni chodzą doliną Ubrani w dziwne szaty Płaczą i ciagle krzyczą Rodzą się, umierają Ja to widzę z oddali Muskam skrzydłami ich usta Próbuję coś im powiedzieć Echo niesie głos pusty Oczy mam przezroczyste Duszą jestem, muzyką Oglądam każdy wschód słońca Jestem tylko aniołem
    1 punkt
  41. @M.A.R.G.O.T Dwa są wyjścia, oba znane, które często ja stosuję pierwsze to jest powrót weny a to drugie, choć szwankuje zawsze trzymam na zapleczu w opuszczonej starej łaźni płomień świecy, chociaż skąpo ale zawsze mrok rozjaśni. pozdrawiam :)))
    1 punkt
  42. @Henryk_Jakowiec "bo wena po świecie gdzieś hasa" a forma nie goni - przygasa ;)
    1 punkt
  43. @M.A.R.G.O.T Jak w temacie odpowiedzieć kiedy temat nie jest znany a he he:) - co ma oznaczać wiersz czy temat roześmiany? Wobec takiej sytuacji żebym nie trwał w niepewności kończę oraz wyczekuję choć na szczyptę wiadomości. pozdrawiam :)))
    1 punkt
  44. @M.A.R.G.O.T Dziękuję, dziękuję, dziękuję i proszę jak pięknie rymuję wers pierwszy jest tutaj przykładem a dla mnie dość dźwięcznym podkładem gdyż dalsza treść jest już nie taka choć świadczy o formie pismaka a forma niestety przygasa bo wena po świecie gdzieś hasa. wzajemnie pozdrawiam i życzę Miłego Dnia :)))
    1 punkt
  45. @Henryk_Jakowiec no wiesz...słyszałam o pewnym dziadku, który w wieku 80 lat codziennie biegał i nie tylko ;) Przeszedł do historii w moich rejonach ;)
    1 punkt
  46. @Henryk_Jakowiec O, TATY PATATY - TATA PYTA TO?
    1 punkt
  47. Co symbolizują skrzydła? Władzę i możliwość podejmowania decyzji? Wolność dla głupiego (ośle uszy)? I ta idealnie odwzorowana twarz :))
    1 punkt
  48. Zagubieni w chaosie często sprzecznych informacji, brniemy głęboko w świat postępu, w erę cyfryzacji. Duma z osiągnięć nauki, coraz mocniej pierś rozpiera, ale prawdziwe rozmowy przy stole, to prawie marzenia. Nowa era jest światem zaburzonych osobistych relacji, oraz pełnym ludzi bardzo nienawidzących innych nacji. Stary świat dobrych wartości, więc powoli nam umiera, a w nowym, już coraz więcej ludzi, życie sobie odbiera. Tak wielu polityków, przemawia do nas z fałszu ogładą, słuchajmy tych, co ludzkość chcą ratować przed zagładą. Jakie stworzyli programy, by nasz świat lepszym uczynić, czy potrafią skutecznie i mądrze los słabszych odmienić? Myśl techniczna się rozwija, projektujemy nowe gadżety. Cena tego jest zbyt wysoka, dużo na tym tracimy, niestety. Być może zbyt krytycznie, to oceniam, może się tutaj mylę, ale odnoszę wrażenie, że duchowo pozostajemy już w tyle.
    1 punkt
  49. Czeka na ścieżce. Dzień Wigilii. Las przykryty delikatnym całunem mroku. Ośnieżone świerki po obu stronach drogi, oświetlone poświatą księżyca, tworzą swoisty szpaler. Niczym wyciosane ze śniegu roślinne posągi. Minął już jakiś czas od tego wydarzenia, ale im więcej go upływa, tym jest mu trudnej. Kocha nadal ludzi, lecz jednocześnie denerwuje go ich obecność. Jakby nie cały film widział... jakby istotnych scen brakowało... tego najważniejszego aktora. Nie odczuwa fizycznego chłodu. W ogóle mało co odczuwa. Wie tylko, że po coś tu przyszedł. Tylko nie wie po co, tak dokładnie. W tym szczególnym dniu, jakiś wewnętrzny głos podpowiada, że wydarzy się coś, czego nie zrozumie. Chociaż to tylko zwykły kawałek lasu. Nawet zwierząt nie widać. Podobno dzisiaj mówią ludzkim głosem. Może mu coś wytłumaczą. O dziwo, nie odczuwa wielkiego smutku. Widocznie zamarzł w sercu na tyle, żeby za bardzo nie ranić. Zamrożony śnieg lśni na igliwiu srebrną poświatą. Nagle świerki po obu stronach, zaczynają się lekko poruszać, chociaż nie odczuwa żadnego wiatru. Jakby coś nieokreślonego, weszło między drzewa. Z gałązki, widocznej na tle księżyca, spada trochę śniegu. Na końcu drogi dostrzega nieruchomą postać. Z takiej odległości, nie może widzieć dokładnie, by rozpoznać twarz. Lęku nie ma w nim wcale. Dziwi go tylko, że pojawiła się nagle, nie wiadomo skąd. Biegnące myśli w umyśle, natrafiają na różne przeszkody. Postanawia iść w tamtym kierunku. Podejść bliżej, by rozpoznać. Gdzieś w podświadomości, rodzi się przypuszczenie, kto to może być. Nie wie jednak, jak ma na imię. Zapomniał. Nawet wyglądu za bardzo nie pamięta. Lecz idzie dalej. Księżyc nadal jasno świeci, a śnieg trzeszczy pod stopami. Wtem zdaje sobie sprawę, że im dystans się zmniejsza, to widzi ją coraz mniej wyraźnie. Nie zraża się tym. Chce być bardzo blisko. Żeby dotknąć, spojrzeć, wiedzieć na pewno. Niestety, im jest bliżej, postać coraz bardziej znika. Robi się przezroczysta. Jakby już nie należała do miejsca, w którym ją widzi. Nie chce uwierzyć w tę prawdę. Gdy zaczynał wędrówkę, dostrzegł przed nią leżącą gałąź. Teraz, gdy przekroczył granicę, nikogo już nie ma. Próba nawiązania rozmowy, nie przynosi żadnego rezultatu. A miałby przecież tyle pytań i tyle chciałby powiedzieć. Za tak wiele przeprosić. Postanawia iść do tyłu. Wszystko się powtarza. Im jest dalej od tajemnicy, tym postać jest bardziej widoczna. Gdy wreszcie wraca, do punktu wyjścia, widzi ją o wiele wyraźniej, niż za pierwszym razem, ale nie na tyle, żeby mieć pewność. Na drugi dzień, przychodzi w to samo miejsce, o tym samym czasie. Wszystko się powtarza, dokładnie tak samo. Im jest bliżej, tym bardziej prześwituje przez nią las. Mimo wszystko nie chce się poddać. Wierzy, że w końcu poczeka na niego. Chociaż trochę z nim pobędzie. Nawet gdyby mieli wspólnie intensywnie milczeć. Aż pewnego razu, odczuwa w tym miejscu, tak silną czyjąś obecność, że nawet poświata księżyca wydaje się piękniejsza, a mróz mniej doskwiera. Do umysłu, wpływają wspomnienia. Ma wrażenie, że słyszy ulubioną kolędę: ''Cicha noc''. Tę najbardziej ulubioną. Dźwięki dobiegają zewsząd. Mieszają się z padającym śniegiem i niczym małe śnieżynki w kształcie nut, lecą na ziemię. Teraz wie. Dostrzega ślady stóp. Inne od swoich. A może tylko, tak naprawdę, bardzo chce... zobaczyć, usłyszeć, uwierzyć? Kiedy następnego razu wraca w to miejsce, nie widzi żadnej postaci. Już nigdy się nie pojawia. Nawet niewidoczną obecnością. Zostaje tylko zwykła ścieżka. Cieszy się, że było mu dane odczuć tak mało, a jednocześnie tak wiele, mimo tego, że wcale na to nie zasługiwał. Solidna gałąź ugina się pod ciężarem lodu.
    1 punkt
  50. - Jakie to wszystko jest bez sensu - powiedziała mrówka przechodząc przez przejazd kolejowy. Pozdrawiam :)
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...