Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Wojciech Bieluń -Targosz

***/dorastałem..../

Rekomendowane odpowiedzi

dorastałem w głębokiej drzemce
bez snów
widziałem świat
jedynie szpetny

wreszcie w wyczekanym dniu
opadła zasłona
ujawniły kolory
usłyszałem nowy głos
Przybysza
mówił o innej drodze

spoglądałem na lewo i prawo
zlepiały się pomyślności
słowa gesty nie przeradzały
w drobne szczeliny
które miała pochłonąć otchłań
Niosący Śmierć
nie zabijał Stwórcy

odnajdowałem wspomnienia
nadpisane w świadomości
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Wojciech Bieluń -Targosz napisał:

dorastałem w głębokiej drzemce
bez snów
widziałem świat
jedynie szpetny

wreszcie w wyczekanym dniu
opadła zasłona
ujawniły kolory
usłyszałem nowy głos
Przybysza
mówił o innej drodze

spoglądałem na lewo i prawo
zlepiały się pomyślności
słowa gesty nie przeradzały
w drobne szczeliny
które miała pochłonąć otchłań
Niosący Śmierć
nie zabijał Stwórcy

odnajdowałem wspomnienia
nadpisane w świadomości
 

 

Odbieram ten wiersz, jako obaraz narodzin wiary,  ujawnienia się podświadomie wyczekiwanego "Przybysza" (Boga),  jego wejścia do świadomości, przez co świat przestał być "szpetną otchłanią" znajdująca sie we władzy "Niosącego Śmierć"... Brzmi to dla mnie, jak uwolnienie i odrodzenie się do właściwego życia.

 

Co do zaprzeczeń w drugiej części wiersza, napisałabym chyba (dla zwiększenia jasności wypowiedzi) "już nie przeradzały.." i "już nie zabijał..", ale to szczegół. Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 16.06.2019 o 06:21, Wojciech Bieluń -Targosz napisał:

odnajdowałem wspomnienia
nadpisane w świadomości

To jest ciekawe, Wojciechu. Trudne czasy przeżyłeś, masz wiele doświadczenia. I pamięć niezwykłą. 

B. dobry wiersz. Pozdrawiam J. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do utworu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Ostatnio w Warsztacie

    •  

      ELEGIA O DZIEWCE NIETKNIĘTEJ

      Akt II.

       

      Prezentacja:

       

      image.png.0abc325a64c37e3caf52739d7eefd6f0.png

       

      Stańczyk:

       

      - Stają rzędem zakonnice

      Śliczne usta, krase lice

       

      Przemowa Przeory:

       

      - Zaraz ON się tutaj zjawi!

      Każdej z Was pobłogosławi

      Osobiście! On nałoży

      Ręce na was! On położy

      Swoje święte, boskie dłonie

      Na te gładkie, cudne skronie

      Gdy przed Krzyżem uklękniecie

      I przysięgę wypowiecie.

      Wiem, że każda z was gotowa

      Jest powtórzyć wszystkie słowa

      Które, szczerze wygłoszone

      W życie, w czyny wprowadzone,

      Otworzą wrota przed wami

      Za którymi, z aniołami

      Pośród barwnych łąk niebiańskich

      Dostąpicie do stóp Pańskich!

      Znajdziecie się w Domu Pana!

      Każda czysta! Nieskalana!

      Przekroczycie złote progi

      Zostawiając ten świat wrogi

      Który żadnej z Was nie zbrudził

      Dla grzeszników! Grzesznych ludzi!

       

      Przechadza się przed stojącymi w rzędzie mniszkami, które ulegle pochylają się przed nią:

       

      - Mąk czyścowych unikniecie

      Boście są jak polne kwiecie

      Czyste, niczym nie skażone

      Panu Bogu poślubione

      I mąż żaden nie dotykał

      Waszych skarbów. Ni nie widział!

       

      Za to spotka Was nagroda!

      Jakiej żadna ludzka głowa

      Nigdy by nie wymyśliła

      Choćby nawet się siliła

      Przez kosmiczne wieki całe!

      Gdyż to, co jest doskonałe

      Panu tylko przynależy

      I od Niego też zależy

      Komu przyzna tę nagrodę!

      Kto uzyska Jego zgodę

      By w niebiańskie, cudne bramy

      Na wieczność był wpuszczany!

       

      Milknie na chwilę, czeka aż dziewki pojmą znaczenie jej słów. Po czym kontynuuje z naciskiem:

       

      - A do tego, tu, typuje

      Jego  Sługa! A kieruje

      I prowadzi Go Duch Święty!

      Ten sam, w którym Syn poczęty

      Został z Najczystszej Panienki

      By nas od wszelkiej udręki

      Uwolnić na wieczność całą!

      Zatem do roboty! Śmiało!

      I posłusznie w tym zaszczycie

      Co wam każe, to spełnicie!

       

      Naraz coś się dzieje z dziewczętami. Jedna zaczyna chichotać, potem druga, zaczynają trząść się ze śmiechu zasłaniając szczelnie usta dłońmi, widać, że drwią ze słów Matki. Ta wpada we wściekłość.

       

      Stańczyk podchodzi do Przeory, wskazuje na nią ręką i tłumaczy:

       

      Stańczyk:

       

      - Czy Mateczka już pojęła

      Że z przemową tą przegięła?

      Że dziewczęta durne nie są

      Na jej brednie nie polecą?

      Patrzcie! Teraz się wydziera!

      I w swych słowach nie przebiera:

       

      Matka Przełożona, cała czerwona ze złości, staje przed dziewczętami wygrażając im palcem:

       

      - Co wy tutaj, kurwy macie,

      Sobie dziś wyobrażacie?

      Jak się, której nie podoba,

      Won do domu! Wolna droga!

      Ale czeka was od Boga

      Wielka kara, czy nie wiecie?!

      W piekle smażyć się będziecie!

      Tam was szatan, sługa Boży,

      W łożu madejowym złoży

      I ognisty ogon wciśnie

      W wasze krocza, aż wypryśnie

      Krew z was cała. Lecz nie liczcie

      Że swój żywot tak skończycie!

      Bowiem dusze będą żyły

      I przez wieczność się męczyły

      W kotłach, napełnionych smołą,

      Pod którymi diabli smolą!

       

      Milknie na chwilę, wpatruje się w dziewczęta z nagłym zdziwieniem i kontynuuje:

       

      - Czy wy, kurwy, uważacie,

      Że darmo to wszystko macie?

      Że wasze wieczne zbawienie

      Z grzechów wszystkich wybawienie,

      Bez zapłaty tak przychodzi??

      Wy! Musicie wynagrodzić!

      W jakiś sposób swego pana

      Któremu ta łaska dana

      Jest od Boga, by rozgrzeszać

      I tak diabłu szyki mieszać!

      Bowiem dusze rozgrzeszone

      Dlań na zawsze są stracone!

       

      Ociera pot z czoła, uspakaja się

       

      - A co macie wy do dania?

      Prócz swych cipek do ruchania?

      Wasze ciała, śliczne, zdrowe

      Mają zawsze być gotowe

      Gdy przyjedzie sługa Pana

      I zapragnie poruchania!

       

      Już całkiem spokojnie, mówi dalej, z naciskiem

       

      -Bogu żeście ślubowały

      Że pokornie wypełniały

      Każde z góry polecenie

      Tu będziecie. Na zlecenie

      Czy biskupa eminencji

      Kardynała ekscelencji

      Macie zawsze być gotowe

      W razie czego nawet głowę

      Swą poświęcić dla Kościoła

      Gdy głos Jego was zawoła.

      Zatem która? Ja nie widzę!

       Świetnie! Już się was nie wstydzę!

      Dziewcząt swych błogosławionych

      Panu Bogu zaślubionych!

      Zatem dziś się należycie

      Przygotujcie. Kąpiel długa!

      Jednej niech pomaga druga.

      I dokładnie! Zwłaszcza krocze!

      No i macie być urocze!

       Uśmiechnięte, wniebowzięte!

      A te, które są nietknięte

      Do spowiedzi się zgłaszają

      I że czyste są - nie tają!

      Niech się dowie Ekscelencja

      Jego święta Eminencja

      Żeście wszystkie nowicjuszki

      Że nigdy w łóżku poduszki

      Z żadnym chłopem nie dzieliła

      Ani nigdzie się nie gziła!

       

      Już uśmiechnięta, dorzuca radośnie:

       

      - A co więcej, to na koniec,

      Niech to będzie wam wiadome:

      Biskup ziele dziś przywiezie!

      Poczujecie się jak w niebie!

       

      Zakonnice

      - Ziele! Ziele! - któraś woła.

      - Tyś najlepsza jest Przeora!

       

       Przeora:

       

      - I perfumy dostaniecie

      Najlepsze co są na świecie

      Wypachnijcie się więc całe

      Szyję, piersi i te małe

      Wasze cipuszeczki śliczne

      Czyste, ciasne i przepyszne!

      No a teraz - groźnie woła -

      Dalej, idźcie do kościoła,

      Tam Panu podziękujecie

      Żeście są jak polne kwiecie

      Śliczne, zdrowe, powołane

      Wierne służki Mu oddane!

       

      Chwilę milczy, przypatruje się z miłością dziewczętom, po czym dodaje:

       

      - Pamiętajcie! Za murami

      Czai się zło! Ono mami!

      Tutaj o nic się nie bójcie

      A jak trzeba, pokutujcie…

       

      Zamyśla się…

       

      …. – tam by każda z was musiała

      Dać dostęp do swego ciała

      Chłopu, co brudny przychodzi,

      I chce sobie w was dogodzić…

      Tutaj - macie wielebnego!

      Pachnącego i czystego

      A co się najbardziej liczy

      Jeśli którąś z was zaliczy

      Bez grzechu to policzone

      Będzie w niebie!  Ucieszone??!

       

       

      Milknie. Spogląda na wrota, te otwierają się powoli. Każde odrzwia otwiera młody ministrant, pojawia się w nich dostojna postać Biskupa. Odziany w przepyszne szaty wkracza do kaplicy z uniesioną dumnie głową. Obrzuca spojrzeniem zakonnice, które padają na kolana, składając dłonie jak do pacierza opuszczają głowy jakby nie śmiały patrzeć wyprost na dostojnego gościa.

       

      Stańczyk:

       

      - Drzwi się z wolna uchylają

      Więc na nową nie zwracają

      Swej uwagi. A ta blednie!

      Zdaje się, że wnet wybiegnie

      Bo nerwowo się porusza

      Widać, cierpi dziewki dusza.

      Ale nim cokolwiek zrobi

      Już za późno dla niebogi

      Oto bowiem wyczekana

      Pojawia się postać – Pana!

       

      Stańczyk rusza do wrót i kontynuuje:

       

      - On nie wchodzi, tylko wkracza!

      Dostojeństwo go otacza

      Aura Ojca niebieskiego

      Dziedzica Ducha Świętego!

      Miast i wiosek nie odwiedza

      On je, w chwale swej, nawiedza!

      Nie rozmawia, on wygłasza,

      I nigdy się nie rozprasza.

       

      Kto go widzi, wnet wnioskuje

      Że Duch Święty nim kieruje!

      Że przed chwilą, tuż przed progiem

      Rozmawiał był z samym Bogiem!

      Każdy gest jest doskonały

      Nie ma miejsca na banały!

      Każde słowo i spojrzenie

      Podlega stałej ocenie.

      Jego boskość karki zgina

      I napawa lękiem mina

      Choć zaledwie oczy zmruży

      Już gotowa jest mu służyć

      Każda z dziewcząt tutaj czystych

      Z przyczyn, zda się, oczywistych!

       

      Stańczyk podąża tuż obok Biskupa, który trzymając prosto głowę zda się nie dostrzegać nikogo, lecz wodzi oczami z prawa na lewo, przyglądając się pochylonym postaciom zakonnic:

       

      Stańczyk, gdy Biskup zajmuje miejsce w tronie, ciągnie:

       

      - Gdy usiada, to zasiada!

      Widać, z Bogiem w myślach gada!

      Lico w trosce zadumane,

      Bo w jego ręce oddane

      Losy  owiec i baranów

      Co pragną żyć wiecznie w Panu!

      Narrator:

       

      - Pan - działania jego wspiera!

      A kiedy biskup umiera -

      Nie umiera! On odchodzi!

      I do Domu Pana wchodzi!

      Ba! Nie wchodzi! On wstępuje!

      Pan ze świtą go przyjmuje!

      Anioły nad nim latają,

      Wieczne życie umilają!

      Pan go wita, jak swój swego

      I nie szczędzi dlań niczego

      Niebiańskie chóry zamawia

      I jak może Go zabawia!

       

      Stańczyk:

       

      Ci zaś, co poumierali

      I do nieba się dostali

      Jako zwykli śmiertelnicy,

      Co się z nimi nikt nie liczył,

      Siedzą skromnie gdzieś w oddali

      Po kątach się pochowali,

      Trzeba im wieków czekania

      By podejść do tronu Pana!

      A On przy nim se zasiada

      Tam nie kończy się biesiada!

      A przy stołach usługują

      I radością promieniują

      Śliczne służki, uśmiechnięte!

      Do tej roli w niebo wzięte

      Gdyż swych przysiąg nie złamały

      Gdy swe ciała oddawały

      Wielebnym, na bożą chwalę,

      Gdy im Pan podnosił pałę

      I w ten sposób, bez ich wiedzy,

      Ich cipeczki chciał nawiedzić!

       

      Narrator: wskazuje na klęczące zakonnice-

       

      - Taka czeka je nagroda!

      I panuje wśród nich zgoda –

      Oraz mocne przekonanie

      Że za wierność i oddanie,

      Za ciał chętne użyczenie,

      Czeka Wieczne, tam, Zbawienie!

  • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Jan Paweł D. (Krakelura) Świetne!!!
    • ELEGIA O DZIEWCE NIETKNIĘTEJ Akt II.   Prezentacja:     Stańczyk:   - Stają rzędem zakonnice Śliczne usta, krase lice   Przemowa Przeory:   - Zaraz ON się tutaj zjawi! Każdej z Was pobłogosławi Osobiście! On nałoży Ręce na was! On położy Swoje święte, boskie dłonie Na te gładkie, cudne skronie Gdy przed Krzyżem uklękniecie I przysięgę wypowiecie. Wiem, że każda z was gotowa Jest powtórzyć wszystkie słowa Które, szczerze wygłoszone W życie, w czyny wprowadzone, Otworzą wrota przed wami Za którymi, z aniołami Pośród barwnych łąk niebiańskich Dostąpicie do stóp Pańskich! Znajdziecie się w Domu Pana! Każda czysta! Nieskalana! Przekroczycie złote progi Zostawiając ten świat wrogi Który żadnej z Was nie zbrudził Dla grzeszników! Grzesznych ludzi!   Przechadza się przed stojącymi w rzędzie mniszkami, które ulegle pochylają się przed nią:   - Mąk czyścowych unikniecie Boście są jak polne kwiecie Czyste, niczym nie skażone Panu Bogu poślubione I mąż żaden nie dotykał Waszych skarbów. Ni nie widział!   Za to spotka Was nagroda! Jakiej żadna ludzka głowa Nigdy by nie wymyśliła Choćby nawet się siliła Przez kosmiczne wieki całe! Gdyż to, co jest doskonałe Panu tylko przynależy I od Niego też zależy Komu przyzna tę nagrodę! Kto uzyska Jego zgodę By w niebiańskie, cudne bramy Na wieczność był wpuszczany!   Milknie na chwilę, czeka aż dziewki pojmą znaczenie jej słów. Po czym kontynuuje z naciskiem:   - A do tego, tu, typuje Jego  Sługa! A kieruje I prowadzi Go Duch Święty! Ten sam, w którym Syn poczęty Został z Najczystszej Panienki By nas od wszelkiej udręki Uwolnić na wieczność całą! Zatem do roboty! Śmiało! I posłusznie w tym zaszczycie Co wam każe, to spełnicie!   Naraz coś się dzieje z dziewczętami. Jedna zaczyna chichotać, potem druga, zaczynają trząść się ze śmiechu zasłaniając szczelnie usta dłońmi, widać, że drwią ze słów Matki. Ta wpada we wściekłość.   Stańczyk podchodzi do Przeory, wskazuje na nią ręką i tłumaczy:   Stańczyk:   - Czy Mateczka już pojęła Że z przemową tą przegięła? Że dziewczęta durne nie są Na jej brednie nie polecą? Patrzcie! Teraz się wydziera! I w swych słowach nie przebiera:   Matka Przełożona, cała czerwona ze złości, staje przed dziewczętami wygrażając im palcem:   - Co wy tutaj, kurwy macie, Sobie dziś wyobrażacie? Jak się, której nie podoba, Won do domu! Wolna droga! Ale czeka was od Boga Wielka kara, czy nie wiecie?! W piekle smażyć się będziecie! Tam was szatan, sługa Boży, W łożu madejowym złoży I ognisty ogon wciśnie W wasze krocza, aż wypryśnie Krew z was cała. Lecz nie liczcie Że swój żywot tak skończycie! Bowiem dusze będą żyły I przez wieczność się męczyły W kotłach, napełnionych smołą, Pod którymi diabli smolą!   Milknie na chwilę, wpatruje się w dziewczęta z nagłym zdziwieniem i kontynuuje:   - Czy wy, kurwy, uważacie, Że darmo to wszystko macie? Że wasze wieczne zbawienie Z grzechów wszystkich wybawienie, Bez zapłaty tak przychodzi?? Wy! Musicie wynagrodzić! W jakiś sposób swego pana Któremu ta łaska dana Jest od Boga, by rozgrzeszać I tak diabłu szyki mieszać! Bowiem dusze rozgrzeszone Dlań na zawsze są stracone!   Ociera pot z czoła, uspakaja się   - A co macie wy do dania? Prócz swych cipek do ruchania? Wasze ciała, śliczne, zdrowe Mają zawsze być gotowe Gdy przyjedzie sługa Pana I zapragnie poruchania!   Już całkiem spokojnie, mówi dalej, z naciskiem   -Bogu żeście ślubowały Że pokornie wypełniały Każde z góry polecenie Tu będziecie. Na zlecenie Czy biskupa eminencji Kardynała ekscelencji Macie zawsze być gotowe W razie czego nawet głowę Swą poświęcić dla Kościoła Gdy głos Jego was zawoła. Zatem która? Ja nie widzę!  Świetnie! Już się was nie wstydzę! Dziewcząt swych błogosławionych Panu Bogu zaślubionych! Zatem dziś się należycie Przygotujcie. Kąpiel długa! Jednej niech pomaga druga. I dokładnie! Zwłaszcza krocze! No i macie być urocze!  Uśmiechnięte, wniebowzięte! A te, które są nietknięte Do spowiedzi się zgłaszają I że czyste są - nie tają! Niech się dowie Ekscelencja Jego święta Eminencja Żeście wszystkie nowicjuszki Że nigdy w łóżku poduszki Z żadnym chłopem nie dzieliła Ani nigdzie się nie gziła!   Już uśmiechnięta, dorzuca radośnie:   - A co więcej, to na koniec, Niech to będzie wam wiadome: Biskup ziele dziś przywiezie! Poczujecie się jak w niebie!   Zakonnice - Ziele! Ziele! - któraś woła. - Tyś najlepsza jest Przeora!    Przeora:   - I perfumy dostaniecie Najlepsze co są na świecie Wypachnijcie się więc całe Szyję, piersi i te małe Wasze cipuszeczki śliczne Czyste, ciasne i przepyszne! No a teraz - groźnie woła - Dalej, idźcie do kościoła, Tam Panu podziękujecie Żeście są jak polne kwiecie Śliczne, zdrowe, powołane Wierne służki Mu oddane!   Chwilę milczy, przypatruje się z miłością dziewczętom, po czym dodaje:   - Pamiętajcie! Za murami Czai się zło! Ono mami! Tutaj o nic się nie bójcie A jak trzeba, pokutujcie…   Zamyśla się…   …. – tam by każda z was musiała Dać dostęp do swego ciała Chłopu, co brudny przychodzi, I chce sobie w was dogodzić… Tutaj - macie wielebnego! Pachnącego i czystego A co się najbardziej liczy Jeśli którąś z was zaliczy Bez grzechu to policzone Będzie w niebie!  Ucieszone??!     Milknie. Spogląda na wrota, te otwierają się powoli. Każde odrzwia otwiera młody ministrant, pojawia się w nich dostojna postać Biskupa. Odziany w przepyszne szaty wkracza do kaplicy z uniesioną dumnie głową. Obrzuca spojrzeniem zakonnice, które padają na kolana, składając dłonie jak do pacierza opuszczają głowy jakby nie śmiały patrzeć wyprost na dostojnego gościa.   Stańczyk:   - Drzwi się z wolna uchylają Więc na nową nie zwracają Swej uwagi. A ta blednie! Zdaje się, że wnet wybiegnie Bo nerwowo się porusza Widać, cierpi dziewki dusza. Ale nim cokolwiek zrobi Już za późno dla niebogi Oto bowiem wyczekana Pojawia się postać – Pana!   Stańczyk rusza do wrót i kontynuuje:   - On nie wchodzi, tylko wkracza! Dostojeństwo go otacza Aura Ojca niebieskiego Dziedzica Ducha Świętego! Miast i wiosek nie odwiedza On je, w chwale swej, nawiedza! Nie rozmawia, on wygłasza, I nigdy się nie rozprasza.   Kto go widzi, wnet wnioskuje Że Duch Święty nim kieruje! Że przed chwilą, tuż przed progiem Rozmawiał był z samym Bogiem! Każdy gest jest doskonały Nie ma miejsca na banały! Każde słowo i spojrzenie Podlega stałej ocenie. Jego boskość karki zgina I napawa lękiem mina Choć zaledwie oczy zmruży Już gotowa jest mu służyć Każda z dziewcząt tutaj czystych Z przyczyn, zda się, oczywistych!   Stańczyk podąża tuż obok Biskupa, który trzymając prosto głowę zda się nie dostrzegać nikogo, lecz wodzi oczami z prawa na lewo, przyglądając się pochylonym postaciom zakonnic:   Stańczyk, gdy Biskup zajmuje miejsce w tronie, ciągnie:   - Gdy usiada, to zasiada! Widać, z Bogiem w myślach gada! Lico w trosce zadumane, Bo w jego ręce oddane Losy  owiec i baranów Co pragną żyć wiecznie w Panu! Narrator:   - Pan - działania jego wspiera! A kiedy biskup umiera - Nie umiera! On odchodzi! I do Domu Pana wchodzi! Ba! Nie wchodzi! On wstępuje! Pan ze świtą go przyjmuje! Anioły nad nim latają, Wieczne życie umilają! Pan go wita, jak swój swego I nie szczędzi dlań niczego Niebiańskie chóry zamawia I jak może Go zabawia!   Stańczyk:   Ci zaś, co poumierali I do nieba się dostali Jako zwykli śmiertelnicy, Co się z nimi nikt nie liczył, Siedzą skromnie gdzieś w oddali Po kątach się pochowali, Trzeba im wieków czekania By podejść do tronu Pana! A On przy nim se zasiada Tam nie kończy się biesiada! A przy stołach usługują I radością promieniują Śliczne służki, uśmiechnięte! Do tej roli w niebo wzięte Gdyż swych przysiąg nie złamały Gdy swe ciała oddawały Wielebnym, na bożą chwalę, Gdy im Pan podnosił pałę I w ten sposób, bez ich wiedzy, Ich cipeczki chciał nawiedzić!   Narrator: wskazuje na klęczące zakonnice-   - Taka czeka je nagroda! I panuje wśród nich zgoda – Oraz mocne przekonanie Że za wierność i oddanie, Za ciał chętne użyczenie, Czeka Wieczne, tam, Zbawienie!
    • Złotokopytną iskrą rozpraszają lęki pędzące do gwiazd mustangi, a te dwa źdźbła trawy wciąż przeżuwają nasze szczęki, gdy w dźwięki martwogłuchej apokalipsy wpatrują się nasze oczy – dwie elipsy - wrota do wymiarów, w których Mowa jest srebrem, milczenie – złotem Świat obsypany brokatem, w nim ja wybrałam Trzy Klejnoty - dzięki Buddo! i dzięki Swarovski! Spotkajmy się na Świętej Górze, nieopodal kosmicznego drzewa, weź ze sobą Amarenę i pamiętaj: Nie daj się zniewolić niewolnikom, lecz biegnij przez czasu strony obie Przyszłość zostaw za sobą, bo to nie ona, a przeszłość jawi się przed oczyma tobie Nie porzucaj wiary w wolność Twórz ideały i walcz o utopię Leć bracie ptaku, pełznij ty wężu Płyń siostro rybo tych wód potokiem! Poznasz mnie po blond włosach, startych jeansach, różowym topie i błyszczącej koronie Wątpię, bym w jakikolwiek sposób cię zbawiła, ale… Popatrzymy razem jak ten świat pięknie płonie! Może nawet ukradniemy bogom ich narkotyki
    • @Waldemar_Talar_Talar dziękuje:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności