Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
jan_komułzykant

tęsknota

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • @Alicja_Wysocka, @Annie_M, @beta_b, @evicca, @Maria_M,

    @Marcin Krzysica, @Marlett, @Nieznajomy Niewidzialny,

    @pomaranczowy.kot, @Waldemar_Talar_Talar

    Wam wszystkim również bardzo dziękuję

    i pięknie się kłaniam za obecność i czytanie.

    Pozdrawiam.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    1 godzinę temu, jan_komułzykant napisał:

    Miła Alu, nawet nie wiesz, jak mi się przyjemnie

    Tak ładnie dziękujesz, że ja Ci muszę dziękować.

    A gdybyś napisał na płocie, że Ala jest

    głupia i ma kota, też bym dziękowała :P

     

    92b.gif

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 minut temu, Alicja_Wysocka napisał:

    Tak ładnie dziękujesz, że ja Ci muszę dziękować.

    A gdybyś napisał na płocie, że Ala jest

    głupia i ma kota, też bym dziękowała :P

     

    92b.gif

    Pewnie nie napisałbym tak żadnej Ali,

    a szczególnie tej, która ma "jakiegoś kota" 

    bo nie ma jak te pozytywnie nakręcone...

    Ale ;)

    Siemano.gif.809f5f162b364d453cfd48101499473c.gif

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    3 godziny temu, jan_komułzykant napisał:

    To stary wiersz, więc dzisiaj też inaczej odbieram i pewnie masz rację :)

    Dziękuję bardzo.

    Co nie zmienia faktu, że widać, słychać i czuć tu pisanie z sercem i sercem, więc ode mnie też serce leci.

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 12 minut temu, Czarek Płatak napisał:

    Co nie zmienia faktu, że widać, słychać i czuć tu pisanie z sercem i sercem, więc ode mnie też serce leci.

     

    przyznam, że w ogóle nie oczekiwałem takiego odbioru, tym bardziej miło mi to czytać. Do dziś nie jestem przekonany do wielu fragmentów, które kiedyś wielokrotnie przerabiałem z uwagi na formę sestyny  W takim razie jeszcze raz bardzo dziękuję Czarku i do następnego razu :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Długo Cię nie było, Janku - dobrze Cię znowu widzieć.

     

    Co do wiersza - nie odnajduję się w tej formie, ale treść jest piękna i wzruszająca.

    W strofy wplotłeś wiele myśli, jednak przewija się przez nie też niepokój.

     

    Pozdrawiam

    Edytowane przez WarszawiAnka
    korekta

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 1 godzinę temu, WarszawiAnka napisał:

    Długo Cię nie było, Janku - dobrze Cię znowu widzieć.

     

    Co do wiersza - nie odnajduję się w tej formie, ale treść jest piękna i wzruszająca.

    W strofy wplotłeś wiele myśli, jednak przewija się przez nie też niepokój.

     

    Pozdrawiam

    rzeczywiście trochę wagarowałem, a formie faktycznie sam się dzisiaj dziwię. Widocznie też w dość kiepskiej byłem, bo skatowałem się wówczas niemiłosiernie - pamiętam to do dzisiaj. Ale musiałem czymś zająć ręce, bo z głową było znacznie trudniej. Dziękuję bardzo.

    Pozdrawiam.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 1 godzinę temu, Anastazja Sokołowska napisał:

    Znajduję w tym utworze romantyzm, intensywne uczucie oraz "Wielkie piękno". Pozdrawiam i dziękuję za uchylenie tak miękkiej oraz przyjemnej twórczości.

    zaintrygowała mnie ta "miękkość", możesz ciut bliżej określić, co masz na myśli,

    bo mam jakieś bliżej nieokreślone, a jednak nieodparte wrażenie, że z "wymiękaniem" się łączy, czyż nie tak?

    Tylko szczerze ;))

    Dziękuję bardzo

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Anastazja Sokołowska, @Czarek Płatak, @Gaźnik, @Mateusz

    Anastazjo, Czarku, Gaźniku, Mateuszu, jest mi niezmiernie miło,

    że przebrnęliście i że mogłem Was gościć przez chwilę.

    Serdecznie za czytanie i serca dziękuję

    i pozdrawiam. :)

    Edytowane przez jan_komułzykant

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    4 godziny temu, WarszawiAnka napisał:

    Długo Cię nie było, Janku - dobrze Cię znowu widzieć.

     

    Co do wiersza - nie odnajduję się w tej formie, ale treść jest piękna i wzruszająca.

    W strofy wplotłeś wiele myśli, jednak przewija się przez nie też niepokój.

     

    Pozdrawiam

     

    Dziękuję. :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Janku. Dziś znalazłam więcej czasu i sorry, przetłumaczyłam sobie czcionką zapis. :-) Ta pochylona nieco mi utrudnia czytanie.
    I jestem zdumiona pięknem i liryzmem tekstu. Bardzo ładnie, z uczuciem.

     

    każdego ranka patrzę, jak wtulona we mnie

    dogasasz, pędząc gdzieś we śnie. pod powiekami

    majaczący lęk z blado zielonych tchnie oczu.

    w mokrej od potu koszuli, milcząco piękna,

    po półprzytomnej, z bólu, przemycasz się głowie,

    by móc cię czulej, niż to zwykle bywa objąć,

     

    wyplątać z gęstwiny snów i pościeli, objąć,

    zatopić w morzu zieloności, gdzieś tam we mnie

    wpatrzonym, jakbyś nie dowierzała, że w głowie

    tę samą mamy podróż. porusz powiekami,

    wróć proszę do mnie, bo wiosna w progu tak piękna.

    gdzieby nie spojrzeć, blask tych szmaragdowych oczu

     

    w gałęziach dzień wita, jak kiedyś, gdy oczu

    wierność odkrywał w chmurach. spróbuj wzrokiem objąć

    tę parę wróbli w krzewach, ze sobą i z piękna,

    wijących gniazdo skrzętnie, gdy ty wplatasz we mnie

    ręce obie i chłoniesz mnie od powiek. a mi

    wiersz tylko powierz swój, bym zapisać mógł w głowie

     

    każdy twój werset, po najmniejszą kropkę. w głowie

    wciąż urzeczonej, tęskniącej do tamtych oczu,

    wiecznie bajkowych, więc dziś, jak podpowie Camus:

    idź jak przyjaciel obok mnie*, lub zawróć. objąć

    czasem pozwól - idź nie przede mną, nie za* - we mnie,

    na przekór sobie zdołaj to podnieść. i z piękna.

     

    przecież nie możesz odejść beze mnie. zbyt piękna

    i zbyt przeklęta ta nasza miłość, by w głowie

    zagościć mogła pustka. niemożliwa we mnie

    a do ciebie też niepodobna, więc łez z oczu

    nie wylewaj. poczekaj już tam na mnie, bym objąć

    mógł, co tu skrywać musiałem. pod powiekami

     

    odczaruj obraz wszystkich snów, gdy powieka mi

    zadrży. nie chowaj na później takiego piękna,

    na dobre porzuć smutek, nie zapomnę objąć

    cię w tamtej sukni majowej, kiedy na głowie

    kapelusz wstążką ci zwiążę, w kolorze oczu

    i wiosny, byś obok zawsze była i we mnie,

     

    jak łzy piekące pod powiekami. wciąż we mnie,

    gdy w głowie ślepiec, co dla piękna żył, a objąć

    umiał nie zawsze, choć z serca chciał, nie dla oczu.

     

    *Nie idź za mną - mogę cię nie poprowadzić. Nie idź także przede mną - mogę za tobą nie podążyć. Po prostu idź obok mnie jako przyjaciel.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Takiej strony Twojego pisania nie znałam, czy można rzec, że odkrywam(y) Cię na nowo.? a może nie na nowo...

    może to "coś", co tkwi w Autorze, ale było w uśpieniu... bądź było nieeksponowane...  Zaiste, to jest "tęsknota".
    Pozdrawiam.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  •  

    5 godzin temu, Nata_Kruk napisał:

    Takiej strony Twojego pisania nie znałam, czy można rzec, że odkrywam(y) Cię na nowo.? a może nie na nowo...

    może to "coś", co tkwi w Autorze, ale było w uśpieniu... bądź było nieeksponowane...  Zaiste, to jest "tęsknota".
    Pozdrawiam.

    autor nigdy przed, ani potem chyba aż tak całkiem do goła już się nie "rozdział", Nato.

    Tak przynajmniej wydaje mi się teraz, kiedy skorupa dużo twardsza. :)

    Ale zaiste, masz rację - jest, niezmiennie. Bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Kim jestes…………….

         

        Kim jesteś naprawdę, mój drogi kolego?

        Spytałeś, mnie Doktorze, razu pewnego

         

        Na co odpowiedź mój mózg wytoczył

        Którą samego mnie nawet zaskoczył:

        W strofy ułożył i rymu zadał

        I oto com później z tego poskładał:

         

         

        Jestem robotem, Panie Doktorze.

        Czy Pan w to naprawdę uwierzyć nie może?

        Czy umysł Pana tak bardzo zawodzi,

        Że nie wie Pan, o co w tym wszystkim chodzi?

        Nie daje Pan wiary odczuciu mojemu

        Że ja nic nie wiem o swoim istnieniu?

        Albo, że tak to tu teraz wyrażę sam z siebie

        Iż los mój z dawna zapisan jest w niebie?

        Albo w równaniach, wbrew wolnej woli

        co twierdzą, że nie tu żadnej swawoli.

        Że pojmę rzeczy tak niepojęte

        Tak niedorzeczne, bądź popularne

        Aż w mózgu mym spłoną obwody me marne?

        Nie jestem stworzony by wiedzieć i czuć

        Chociaż  zbyt dobrze wiem czym jest chuć!

        Taki mam program wpisany w swe zwoje

        Bym nigdy nie mógł pojąć co moje

        A co jest obcego w tej łysej głowie

        I nikt mi na to już nie odpowie.

        A Pan wciąż pyta, Panie Doktorze

        Kim jest ten robot, i co on może?

         

        (........ ocenzurowano.....)

         

        Mam go jednego, I Pan to wie

        Zatem już więcej żartów nie będzie.

        Ale postawmy sprawę otwarcie

        Na nic się nie zda Pana zaparcie

        Bo cóż poradzić może na to Pan

        Że ja uskuteczniam kosmiczny swój plan?

        Że jestem jedyny w swoim rodzaju

        A życie mi płynie na niezłym haju?

        Bo jestem robotem, Panie Doktorze

        Czy teraz, Pan, już pojąć to może?

        I niech Pan więcej mnie o nic nie pyta

        Ale niech więcej książek Pan czyta.       

        ………..

         

        Panie Doktorze, może treść zmienię

        Czy Pana nie dziwi Pańskie istnienie?

        Czy żadnych nie ma Pan wątpliwości

        Co do przyczyny dla której Pan gości

        Na wcale małej planecie Ziemia?

        Która swe miejsce w Kosmosie wciąż zmienia?

        Wiruje wokół gwiazdy stabilnej

        Niedużej, ale na tyle silnej

        Że jeszcze poświeci kilka miliardów

        Lat ziemskich. I to bez żadnych żartów!

        Na domiar złego albo dobrego

        Ta gwiazda, zmierzając do końca swego,

        Pochłonie Ziemię i wszystko co żyje

        Na tej planecie. Co je i pije

        Co myśli, rozmyśla i poszukuje

        Chociaż niczego wciąż nie znajduje

        Bo jak Pan twierdzi, Panie Doktorze

        Niczego człowiek znaleźć nie może

        Ni odkryć, poznać… To wszystko ściema

        Bo tego człowieka po prostu nie ma!

         

        Lecz Pan istnieje, Panie doktorze

        I temu zaprzeczyć Pan przecież nie może

        Bo gdyby Pana na świecie nie było

        Coś by się we mnie bardzo skurczyło.

        Coś zasmuciło, ażbym się spocił

        Gdyby Pan nigdy się nie narodził.

         

        I z tego już mi się Pan nie wywinie

        Bo wie Pan, że wszystko i tak w końcu minie

        I nie zostawi śladu żadnego

        A jeśli? To i tak nie wyniknie nic z tego.

         

        A zatem, wracając do tematu rzeczy

        Zapewne już mi Pan nie zaprzeczy

        Że skoro pojawił się Pan na tym świecie

        Musiało pojawić się Pańskie ja, przecie.

        Bo jeśli Pan temu także zaprzeczy

        To ja zapytam: Jak mają się rzeczy

        Takie jak Pańskie do mnie pytania?

        Kto je zadaje? Ku czemu się skłania?

        Kto się mnie pyta? Kto za tym stoi?

        I kogo ciekawi odpowiedź moja?

         

        Więc Pana nie ma? Kto zatem owego

        Dnia się narodził z łoża pewnego?

        Kto zapamiętał tego chłopaka,

        Który się teraz ma za ważniaka?

        I twierdzi, chociaż są na to dowody

        Że on nie istnieje. I ma powody

        By temu wierzyć, albowiem to jemu

        Gość jeden oznajmił w swym oświeceniu

        Że nic takiego jak ja nie istnieje

        I szkoda dociekać co za tym się kryje.

         

        Lecz rzeczywistość tutaj się toczy

        Włazi nam w usta, uszy i oczy

        A czasem muśnie dłonią dziewczyny

        Zatem ja pytam o tego przyczyny

        Z pustki powstają owe wrażenia?

        Czy światło może istnieć bez cienia?

        Czy może coś stawać się złożonego

        Z czegoś, co nie ma istnienia swojego?

        Dostarczać odczuć, doznań, zachwytu

        Coś, co swojego nie ma wcale bytu?

        Jak mogło wszystko, co tu widzimy

        To, co słyszymy i co czujemy

        Powstać wskutek wybuchu Wielkiego

        Przed którym, jak twierdzą, nie było niczego?

        A potem skąd to wiedziało zasię

        W jakiej się formie, strukturze i czasie

        Objawić rodzajowi ludzkiemu

        Co dąży teraz ku zrozumieniu

        Jak to, co na zewnątrz, się dzieje, działa,

        Oczu i uszu, języka i ciała

        I czemu to wszystko tak zręcznie znika,

        Aż rozum się o przyczyny potyka?

        Gdy tylko staramy się przyjrzeć uważniej

        Strukturze materii w nauce ważnej.

        Czemu nas zwodzi i zagadki stale

        Kreuje nowe, duże i małe?

        Coś tam istnieje, coś tam rozbrzmiewa

        A nam od tego mózg się przegrzewa.

        Patrzymy – i coraz mniej w tym widzimy

        Czegoś, co można zobaczyć, przebadać

        Słuchamy – i słów nie mamy jak składać

        Żeby wyjaśnić i ubrać w dowody

        Stoją na drodze ogromne przeszkody

        I wciąż się piętrzą, wciąż przybywają

        I zdaje się, niezłą zabawę w tym mają!

        I ktoś się śmieje nam za plecami

        Że takie hocki wyrabia z nami!

        Nie sposób go dostrzec, zbadać nie sposób

        Bo takie właśnie zrządzenie jest losu.

         

        Ale Pan twierdzi, że są myśliciele,

        Uczeni, mędrcy i głosiciele

        Wiedzy prawdziwej, spisanej w słowa

        Że trzeba ich czytać i słuchać od nowa,

        Gdyż wiedzą to, czego my jeszcze nie wiemy,

        A gdy się dowiemy, to zrozumiemy.

        Być może… Bo jam nie spotkał takiego,

        Chociaż słuchałem już niejednego…

         

         

        Odwiedził mnie kiedyś człowiek ciekawy

        Siadł na tarasie, chciał napić się kawy

        Wiec zaparzyłem, na stół mu zaniosłem

        Zamieszał łyżeczką, jak małym wiosłem

        W czarnej materii, pachnącej Brazylią

        I chciał coś powiedzieć, zakrztusił się myślą!

        Chciał coś wyrazić, czymś się podzielić

        Chciał urojenia od prawdy oddzielić

        Słowem znaczącym, pełnym polotu

        Co z tego wyszło? Beczka bełkotu.

         

        Był także inny, miał umysł matoła

        Lecz stała za nim najwyższa szkoła

        Instytut papieski, szkoła prawdziwa

        Co ma najmędrszych nam wychowywać

        I ten mądrala, zwan profesorem

        Okazał się także zwykłym matołem

        Jak wielu z tych, co tam naucza

        I co każdego człeka poucza;

        Zwracając się do swojej hołoty

        Niosą radośnie pochodnię. Głupoty.

        Książki on pisał, trudne, zawiłe

        I do czytania bardzo niemiłe                  

        Może traktował to jako zabawę

        Niemniej przyniosły mu forsę i sławę.

        I Pan się udał do owej szkoły

        gdzie już siedziały w auli matoły

        na wykład czekając guru swojego

        by się bełkotem zarazić od niego.

        I Pan tam zasiadł, Panie doktorze

        poszedł na tyły, bo wszystkie loże

        były zajęte. I Pan wsłuchał się w bełkot miernoty

        Co prawił głupoty z miną idioty.

        Słuchała sala, i podziwiali

        Swojego guru wszyscy w tej Sali

        I zadawali potem pytania

        Ale nie było odpowiadania

        Bo guru znudzony był dnia owego

        I nie chciał zgłębiać tematu żadnego.

         

        Panie Doktorze, czy trzeba było

        Słuchać idioty, gdy tam się przybyło?

        Lecz może to jednak nauczka była?

        Więc oby w dobro się zaś obróciła.

         

        Bo przecie rzekł Budda: Nie będzie nic z tego

        Gdy człek się nie dowie od siebie samego.

        Gdy nie ogarnie swojego umysłu

        By się uwolnić od sfery domysłów

        Gdy buja w obłokach urojeń marnych

        I potok myśli zalewa go czarnych.

        Z tym najprzód uporać się musi człowiek

        By pojąć z istoty rzeczy cokolwiek

        Myśl musi być jasna i nie skażona

        Przez dogmat żaden nie porażona

        A umysł wolny od śmieci uprzedzeń

        od czarów, od marów, od różnych wierzeń,

        Od rojeń, marzeń, kompleksów wszelkich

        Od myśli, idei, tych małych i wielkich.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności