Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Katedra ze szmaragdu i złota
grecki krzyż i lampa Alladyna.
Pala D’Oro i porfir w mroku
cherubiny o skrzydłach z kamienia.

Idą fratres ze świecami w rękach
w górze kontrapunkt siedmiu chórów.
Dźwięki psalmów i łuki arkad -
kłótnia muzyki z architekturą.

Wokół placu pięciolinie kolumn
klucz dzwonnicy pod stopą anioła.
Dzwonu śpiew co jak statek płynie -
na pokładzie zwłoki Apostoła.

Dotykam cienia lorda Byrona
opartego na skrzydle i lasce.
Tu jak diament świecił Sansovino
Musset serce zostawił na zawsze.

Opublikowano

Zgrabna i ladna ta impresja.
Najbardziej sugestywna, choć najmniej dla mnie
logiczna, więc może dlatego, zwrotka trzecia.
Zwloki Apostola niesione przez śpiew dzwonu są najlepszej próby
(że się tak wyrażę). Ale...
Ale brakuje w tym obrazie Ciebie, gdzieś się
ukryles za pięknymi rekwizytami.
Nawet wprowadzone przez Ciebie postaci
są związane z tymi budowlami, a nie z Tobą.
Więc nie wiadomo, jaką one w tej historii odgrywają.
Zresztą, tu nie ma historii. Jest tylko oko kamery,które
rejestruje piękno i dziwność otoczenia.
Może się glupio czepiam, bo sam piszę jakoś nie na czasie,
ale czuję w tym pisaniu jakiś archaizm, poezję,z czasów,
gdy wstydliwy byl lub nie do pomyslenia - jasno zarysowany
podmiot.
Pozdrawiam
Stk.

Opublikowano

uchwycenie genius locius, jego zrekonstruowanie jest dotykalne i dobrze widzialne - z cieniami i mrokiem na pierwszym planie. dopełniają mi go ojcowie, którzy zdają się być obecni tylko po to by coś lekko rozświetlić, czy może bardziej ocienić...podobnie chór.
to jest zachwyt sztuką, tęsknota za wielką bliską historią. zachłyśniecie, które wpisuje się w kulturę.
dobrze było się przejść po tym placu razem ze zmysłową świadomością peel'a.
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zgodzę się z przedmówcami odnośnie opisu...zachwytu...tęsknoty...Jeśli chodzi o podmiot dla mnie pojawia się on w ostatniej zwrotce...szczególnie w dotyku...który nabiera wymiaru przeniknięcia...zlania się i oddania czci...Łagodniej surowość oka, które służy jako klisza dla wcześniejszych obrazów...Rejestracja subtelnie przemienia się w obcowanie i próbę zapamiętania tegoż stanu... Dobrze mi z tym obrazem... chociaż cenię większy kontakt z przeżyciem w wierszu... ale to już moje złamanie...;)Pozdrawiam...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Stefan, eksponowanie siebie, swoich emocji i przeżyć nie jest w miom stylu. Choć zdarzają się wyjątki. Jestem raczej nakierowany na zewnątrz, a nie do wewnątrz. Staram się (z różnym skutkiem oczywiście), żeby tworzone przeze mnie obrazy poruszyły jakieś struny u czytelników, a przynajmniej u pewnej ich grupy. Bo cóż czytelnika mogą obchodzić moje wzruszenia - w końcu obcego człowieka...
Chciałbym też dodać, że z niezłym skutkiem uprawiam haiku, a ten rodzaj wyklucza eksponowanie siebie. Haiku opiera się o kanony buddyjskiej fil ozofii Zen. Jest ona z założenia przeciwna abstrakcji. Jej wyznawcy, jeśli filozofują, to tylko patrząc, słuchając, dotykając. Niezbędnym warunkiem dla piszącego haiku jest osiągnięcie stanu, w którym autor wyzbywa się siebie, całej swojej „bebechowatości” składającej się na własne „ja” i przenosi się w oglądany fragment natury. Dlatego nie ma tu podmiotu lirycznego. Staram się, choć nie zawsze, przenosić tę regułę do swojej pisaniny.
A co do archaizmu - zawsze byłem niedzisiejszy. A wszelkie mody i trendy, pisanie wierszy-zagadek i inne takie tam mam w głębokim poważaniu :) Mz wiersz jest tyle wart, w ilu głowach znajdzie rezonans. Nie piszę ani dla siebie, ani dla Boga tylko dla ludzi. Wiem, że masz trochę inny pogląd, ale to chyba nie przeszkadza różnić się pięknie, prawda? :)

Pozdrówka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję za ten kom. Celnie uchwyciłeś zamysł autora :)
A peel gdzieś tam jest, ale milczy... Kiedyś napisałem:

Kiedy słońce na szczytach gór
porozrzuca wielobarwne ognie,
jest nietaktem używanie słów.
Trzeba patrzeć i milczeć pokornie.

Jak sądzę, nie tylko gór to dotyczy... :)

Wzajemnie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Stefan, eksponowanie siebie, swoich emocji i przeżyć nie jest w miom stylu. Choć zdarzają się wyjątki. Jestem raczej nakierowany na zewnątrz, a nie do wewnątrz. Staram się (z różnym skutkiem oczywiście), żeby tworzone przeze mnie obrazy poruszyły jakieś struny u czytelników, a przynajmniej u pewnej ich grupy. Bo cóż czytelnika mogą obchodzić moje wzruszenia - w końcu obcego człowieka...
Chciałbym też dodać, że z niezłym skutkiem uprawiam haiku, a ten rodzaj wyklucza eksponowanie siebie. Haiku opiera się o kanony buddyjskiej fil ozofii Zen. Jest ona z założenia przeciwna abstrakcji. Jej wyznawcy, jeśli filozofują, to tylko patrząc, słuchając, dotykając. Niezbędnym warunkiem dla piszącego haiku jest osiągnięcie stanu, w którym autor wyzbywa się siebie, całej swojej „bebechowatości” składającej się na własne „ja” i przenosi się w oglądany fragment natury. Dlatego nie ma tu podmiotu lirycznego. Staram się, choć nie zawsze, przenosić tę regułę do swojej pisaniny.
A co do archaizmu - zawsze byłem niedzisiejszy. A wszelkie mody i trendy, pisanie wierszy-zagadek i inne takie tam mam w głębokim poważaniu :) Mz wiersz jest tyle wart, w ilu głowach znajdzie rezonans. Nie piszę ani dla siebie, ani dla Boga tylko dla ludzi. Wiem, że masz trochę inny pogląd, ale to chyba nie przeszkadza różnić się pięknie, prawda? :)

Pozdrówka

Zawsze czytam Ciebie z zaciekawieniem.
Zwróć uwagę, że piszę "czytam Ciebie".
Czytam z zaciekawiem, bo jestem Ciebie ciekawy.
Jak jest Ciebie za mało, to jestem trochę zawiedziony.
Ale jakoś wytrzymam i dalej będę czytać.
W haiku też jest przeżycie, to coś, co chcemy
podejrzeć poza krajobrazem.
Od tego nie można uciec.
Stefan
PS. Chętnie bym te haiku poczytał.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A mnie się chciało i sprawdziłem - jest w porządku.
A tak przy okazji - nie tylko jakość wierszy jest ważna, komentarzy też... :)

Pozdrówki wzajemne
nie jest w porządku - "Aladyn" w języku polskim jest jedyną poprawną formą- tu jest błąd w pisowni.
komentarz o teatralności formy w wierszu jest chyba wystarczająco czytelny - ale zgadzam się, że Twój komentarz jest na poziomie wiersza.

pozdrówki
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz rację, poprawną formą jest Aladyn. Nie jestem językoznawcą i w tym zakresie czerpię wiedzę z otoczenia - w tym teatralnego i wydawniczego. Nie jest moją winą, że i tam popełnia się błędy językowe :)Podobnie ma się sprawa ze słowem "toreador". Często używa się "torreador", co też jest błędem.


Lampa Aladyna


Bohaterem jednej z opowieści Księgi z tysiąca i jednej nocy jest syn ubogiego krawca Mustafy o imieniu Ala ad-Din. Pewnego dnia znajduje on ukrytą głęboko w jaskini starą, tajemniczą lampę. Zacytujmy fragment baśni:

– Tu jest jakiś napis! – zawołał chłopiec, pocierając odzyskaną przez małpkę lampkę. W tej chwili ich oczom ukazał się duch. – Jestem dżinnem lampy, mogę spełnić twoje trzy życzenia, mój panie – oświadczył.


Jak pamiętamy z lektury z czasów dzieciństwa, znaleziona lampa naraziła chłopca na wiele niebezpieczeństw ze strony złych mocy, ale pozwoliła mu także spełnić marzenia i zaspokoić pragnienia, w tym największe – zdobyć serce pięknej księżniczki Dżasminy i pokonać nikczemnego Dżafara.

Przypominam tę historię nie powodu. Po arabsku imię bohatera Cudownej lampy brzmiało tak, jak napisałem – Ala ad-Din, a więc nie ma etymologicznego uzasadnienia polska pisownia przez dwa l, czyli Alladyn (jeśli już to Aladdin!). Przy adaptacji omawianej nazwy do naszego zasobu leksykalnego – zgodnie z zasadami pisowniowymi – połączyliśmy obydwa jej człony, rezygnując przy tym z łącznika, podwojonego dd i obcego polszczyźnie połączenia di- (przeszło ono w dy-). Otrzymaliśmy w ten sposób słowo Aladyn, które w takiej postaci trafiło do wszystkich słowników. Dlatego musimy również pisać lampa Aladyna, pierścień Aladyna (określenia te funkcjonują dziś w znaczeniu ‘magiczny przedmiot mający spełniać wszelkie życzenia posiadacza’).

Tymczasem zdarza mi się natrafić na błędne nazwy pozycji książkowych czy przedstawień teatralnych. Przykłady? Proszę bardzo: Lampa Alladyna, Wydawnictwo Skrzat, opracowanie Ewy Stadtmüller, Kraków 2002; Cudowna lampa Alladyna z 1966 r., seria „Najpiękniejsze baśnie świata”, Cudowna lampa Alladyna, Teatr im. Aleksandra Fredry, Gniezno, premiera 13 stycznia 2001 r. Pełno niepoprawnej formy Alladyn w nazwach firm produkujących sprzęt oświetleniowy (np. „Alladyn” Ślusarstwo i Wytwarzanie Lamp Oświetleniowych; „Alladyn” Producent oświetlenia) czy sklepów z lampami („Alladyn” Sp. jawna; FH „Alladyn”). Nagminnie spotyka się mawiane słowo przez dwa l w tekstach internetowych, a nierzadko i w artykułach prasowych.

Co jest tego przyczyną? – chciałoby się zapytać.

Niewątpliwie powodem pisania przez znaczną część rodaków Alladyn zamiast Aladyn może być oddziaływanie obcych słów zawierających geminatę (podwójną spółgłoskę) ll, np. Alleluja (‘chwalcie Boga’), z heb. hallelū-Jah, czy Allah akbar ‘Bóg jest wszechmocny’, z arab. al-ilāh. Niewykluczone, że mimowolnie przywołuje się też wyrazy rodzime ballada czy Balladyna, w których dominują cząstki allad- i alladyn-. Czy to wystarczające wytłumaczenie? Na pewno nie...

O tym, że nie może być inaczej, tzn. że poprawnie jest Aladyn, przekonują jego bliźniacze formy w innych językach, np. w rosyjskim Аладдин – Волшебная лампа Аладдина czy w angielskim Aladdin – Aladdin and His Magic Lamp. Jak widać, tam pisze się to jednak przez dwa d.

Zgodzą się Państwo ze mną, że to wypisz, wymaluj historia jak z rzeczownikiem toreador (pisałem o tym w odcinku nr 262 „Obcego języka polskiego”). Ów wyraz pochodzi od hiszpańskiego torero (od torear ‘drażnić byka, walczyć z bykiem’), a więc należy go zapisywać przez jedno r (we wszystkich ważniejszych językach też pisze się je z pojedynczym, a nie podwojonym r). A zatem etymologicznie pisownia torreador jest absolutnie nie do przyjęcia. Dlaczego więc większość rodaków błędnie sądzi, że jest w polszczyźnie rzeczownik torreador? Ponieważ kojarzy go niesłusznie z corridą (zapisywaną przez dwa r).

Zapamiętajmy, błagam! Mówi się i pisze toreador, a nie: torreador, oraz lampa (pierścień) Aladyna, a nie: lampa (pierścień) Alladyna.


MACIEJ MALINOWSKI

www.obcyjezykpolski.interia.pl


A co do zarzutu teatralności, to go nie rozumiem. Domyślam się, że chodzi Ci o jakąś sztuczność całej sytuacji opisanej w wierszu. Ja tej sztuczności nie widzę. Byłem, widziałem i opisałem. Nie wiem, w czym doszukałaś się teatralności...
I jeszcze prośba na przyszłość - krytykujmy, nawet ostro, ale nie obrzucajmy się nawzajem złośliwostkami w stylu forum na onecie. To mi nie odpowiada i w takich "dyskusjach" uczestniczyć nie będę.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzięki za wyrażenie swoich odczuć. Coś mi się widzi, że funkcjonujemy na różnych częstotliwościach poetyckich fal :) Mnie też Twoje teksty nie ruszają, ale nie komentuję, bo wiem jak bardzo subiektywny bywa odbiór. Może jednak byłoby słuszniej dodawać "mz"?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @aniat.   Piękny, intymny zapis powrotu do siebie. Bije z niego taka cicha, spokojna siła - ta, która nie krzyczy o zwycięstwie, ale pozwala rano wstać i „miękko oddychać”.
    • @Proszalny   Ale haibun jest idealną formą literacką- łączy prozę i haiku.  :)   Cieszę się, że wiem więcej:) 
    • @Berenika97   Ha, ha, hai-bum :)  Tymczasem mam głupawkę i napisałem poemat haiku. 
    • @iwonaroma   Bardzo słusznie!  Też tak uważam. :)  @iwonaroma @Leszek Piotr Laskowski      Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam! :)
    • Nika usłyszała odsuwanie krzeseł. Tata wychodził. Szybko otarła łzę, która spłynęła jej po policzku. Nie chciała, żeby widział, że płacze. Nie mogła dać satysfakcji tym kobietom.      Drzwi otworzyły się szeroko. Tata wyszedł pierwszy - jego twarz ściągnięta gniewem i troską. Gdy zobaczył Nikę, spojrzenie złagodniało. Zrozumiał od razu, że słyszała wszystko.       Tuż za nim na progu stanęła pani Halina. Zatrzymała się, poprawiając okulary - zadowolona z siebie, pewna, że właśnie ustawiła do pionu ambitnego rodzica i jego krnąbrne dziecko.       Nika wstała. Spojrzała prosto w oczy psycholożki - w te zimne, oceniające oczy znad szkieł. Jej gniew i poczucie niesprawiedliwości oraz cała jej dziecięca mądrość skumulowały się w jednej myśli, która wyszła z ust głośno i wyraźnie, z absolutnym przekonaniem. - Ale pani jest niemądra!       To nie był krzyk histerii. To było stwierdzenie faktu. Tak jakby powiedziała: niebo jest niebieskie.       Pani Halina zamarła. Jej twarz pokryły czerwone plamy. Otworzyła usta, lecz przez chwilę nie mogła wydobyć głosu. W poradni, gdzie dzieci zazwyczaj kuliły się ze strachu, nikt nigdy nie odważył się na taką bezczelność.      - No widzi pan! - wykrzyknęła w końcu, zwracając się do ojca histerycznym, drżącym głosem. - No widzi pan! A nie mówiłam? Totalny brak szacunku, brak hamulców, zerowa dojrzałość emocjonalna! Ona absolutnie nie nadaje się do szkoły!       Tata Niki zatrzymał się. Spojrzał na rozedrganą, czerwoną z gniewu psycholożkę, która przed chwilą prawiła mu kazania o panowaniu nad emocjami. Potem spojrzał w dół - na swoją sześcioletnią córkę. Nika stała wyprostowana i spokojna, z dumnie uniesioną głową, trzymając swoją książkę. Uśmiechnął się - szeroko i szczerze. Objął dziecko ramieniem.      - Wie pani co? - powiedział do psycholożki, patrząc jej prosto w twarz. - Tym razem… tym razem w stu procentach zgadzam się z moją córką.        Pani Halina zaniemówiła po raz drugi. Tata i Nika odwrócili się i ruszyli długim, niebieskim korytarzem w stronę wyjścia. Ich kroki dudniły miarowo na linoleum, zostawiając za sobą zaduch gabinetu i system, który ich nie rozumiał.        Gdy pchnęli ciężkie drzwi i wyszli na zewnątrz, uderzyło w nich świeże, wrześniowe powietrze i słońce. Nika czuła, jak serce rośnie, jak wypełnia się gigantyczną, rozsadzającą piersi radością. Nie obchodziła jej negatywna opinia. Nie obchodził jej rygor szkolny. Najważniejsze było to, że tata stanął po jej stronie. Że ją zrozumiał. Że uznał jej rację.   W tym momencie, trzymając baśnie pod pachą i dłoń taty w swojej dłoni, Nika była najszczęśliwszą osobą na całym świecie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...