Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

rozmowa ucieka do lasu
aktualnie stamtąd ją słychać
cudza jak echo erystyka
ma znajome rysy z ust patrzy
na usta i gaśnie

z tobą w sytuacji lirycznej
co nie zasługuje na koniec
i nad letnim jeziorem z tobą
pod drzewem na którym dwie wiśnie
rozhuśtane ptaki

spadają do wody

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to takie ćwiczenia tylko, jak mam poważne zamiary i przeczucia co do tekstu, to najczęściej pomijam warsztat. CO jednak nie znaczy, iż nie jest mi miło kiedy Cię tu czytam Krysiu.
zdrówko
Jimmy
Opublikowano

Ahoj Dziewianno,
wiersz jest pisany z nudów, w nudach, nie wolno od niego zbyt wiele oczekiwać. etiudka taka. Ale chciałbym podyskutować na temat nieprzystającej erystyki. czy nie można na moment założyć, że słownik peela jest, że to tak pretensjonalnie narysuję, inteligencki?
powiedzmy, że ta cała liryka, lub tez jej brak, zapędza go w nieporadność i nie potrafi nawet spuentować utworu ;D
dziękuję za twój komentarz, dawno się tak nie cieszyłem z czyjejś opinii.
zdrówko,
Jimmy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




i to jest poezja; reszta, którą skasowałem, dla mnie, jest mniej liryczna i zbędna.


choć z tobą
w alei dzikiego bzu
wszystko inne


taki "hajek" wystarczy :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




i to jest poezja; reszta, którą skasowałem, dla mnie, jest mniej liryczna i zbędna.


choć z tobą
w alei dzikiego bzu
wszystko inne


taki "hajek" wystarczy :)))

Almare, no kurna te ptaki mają wydźwięk polityczny! :D
eureka! Drodzy państwo, dzięki i pozdrawiam,
Jimmy
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




i to jest poezja; reszta, którą skasowałem, dla mnie, jest mniej liryczna i zbędna.


choć z tobą
w alei dzikiego bzu
wszystko inne


taki "hajek" wystarczy :)))

Almare, no kurna te ptaki mają wydźwięk polityczny! :D

a ja lubię zaangażowaną poezję, lubię i już.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nie sposób było tam nie trafić – droga okrążała szkołę i kilka ściśniętych domów na placu, a z placu biegła w piaszczystą dolinę.    Na blat mojej ławki padał prostokąt światła. W szkole wszystkie klasy miały ściany w pudrowych odcieniach; ta, w której moja opowieść się zaczyna, była salą brzoskwinioną. Zamrugałam i podniosłam wzrok. Patrzyłam na tył głowy ciemnowłosego chłopca i powoli wzbierała we mnie pewność – skądś go znałam.    Żadna myśl nie poprzedzała tego, co wydarzyło się potem: po prostu się odezwałam.  Nie wydaje mi się, abym kiedykolwiek wiedziała, co wówczas powiedziałam, ani do kogo. Nikt zresztą nie zwrócił na to szczególnej uwagi.    Kiedy wychodziliśmy z klasy, dokładnie przyjrzałam się temu chłopcu. Nazywał się Jonasz, teraz już to wiedziałam, i znałam go z przeszłości.     Od tego dnia wszystko stało się zabawniejsze: słodzona herbata, którą co dnia wypijaliśmy w stołówce, tulipany w wazonach z mlecznej porcelana, pani K., nasza nauczycielka – kobieta krępa, siwiejąca i zaczerwieniona!    I nam, Jonaszowi i mnie, przyszła ochota na żarty. Pisywaliśmy liściki do Very, dziewczyny o patykowatych nogach, podpisując się imieniem chłopaka, w którym się kochała.    Odpisywała na każdy.    Nie chciało nam się chodzić na lekcje.     – Proszę pani – powiedział Jonasz, kiedy już się na jakiejś pojawiliśmy – dlaczego wciąż uczymy się czytać i pisać? Przecież już dawno to umiemy. – I podsunął nauczycielce karteczkę ze swoim imieniem, zapisaną eleganckim charakterem pisma.    Kiedy klasa opustoszała, podeszłam do jej biurka. Skończyła coś zapisywać, po czym położyła swe nabrzmiałe dłonie płasko na blacie.    – Czy oglądała pani kiedyś film? – zapytałam ją.    Oglądała.    – A czy miała pani wrażenie, że już go wcześniej widziała, choć widzieć nie mogła, i że ten film jest tak naprawdę jego słabszą wersją?    Zawahała się; wreszcie pokręciła głową.      Już wtedy lekcje odbywały się rzadziej. Wypędzano nas do ogrodu, gdzie siedząc na murku, oglądaliśmy z Jonaszem kaczki na sztucznym jeziorku.     Któregoś popołudnia zapukałam do drzwi pokoju nauczycielskiego. Zapytałam, dlaczego nie mamy lekcji.    Pani K. odparła po prostu:    – Nie mamy pieniędzy.     Wystarałam się o nie. I kiedy tylko otrzymałam walizkę, przyniosłam ją do pokoju Jonasza. Otworzył ją. Pieniądze ukryto pod dziecięcą bielizną: ja spiekłam raka, on nawet nie zwrócił na to uwagi.    Wysunął jeden bankot z pliku i podszedł do okna. Odsunął firankę, obejrzał go pod słońcem.    – Trefne – powiedział.   Wrócił do mnie. Staliśmy nad otwartą walizką. Pokój pachniał żywicą, a słońce gasło w różowych smugach.    
    • Majętny gazda spod Giewontu            w swojej bacówce do remontu,            powiększył już garaż,            dobudował taras            i kolumny jońskie od frontu.
    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Jacek_Suchowicz
    • W znanej wsi Przemowiec mieszka i trenuje żużlowiec.   Szaleje na zakrętach. Mrowi w piętach…   W życiu też wywrotowiec!        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...