Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jak to fajnie ująłeś te niuanse naszej psychiki i wzajemnych relacji. Niestety ludzie nie zdają sobie sprawy. że aby to napisać to trzeba najpierw przeżyć. Stąd cierpienia piszących. Mają oni wprawdzie możliwość "upustu" poprzez pisanie, ale rzadko są w pełni zrozumiani. Miłego...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Niestety ludzie nie zdają sobie sprawy. że aby to napisać to trzeba najpierw przeżyć."

Twory sztuczne są wyczuwalne na kilometr i to z wiatrem.
Drobina życia zmienia sposób pojmowania.
Pozdrawiam Krzysiek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mam nadzieję że to nie jest gatunek wymierający.
Miło że dobry w Twoim odczuciu.
Pozdrawiam Krzysiek

gatunek niewymierający zdaje się
związku papierowe dyby- oby mniej ścinania drzew
J. (:płoniaście
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Krzysztofie, chyba troszkę przesadzileś z ilością równoważnikow zdań. raz, że pełne zdanie ma większy wydźwięk, a dwa, że równoważniki podkreślają wyliczankę. spokojnie można wziąść każdy wers w podpuntky i uzyska się szkic wiersza.

pozamykaj te skojarzenia w zdania, a uzyskasz wiersz. teraz jest wyliczanka.
serdecznie pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Krzysztofie, chyba troszkę przesadzileś z ilością równoważnikow zdań. raz, że pełne zdanie ma większy wydźwięk, a dwa, że równoważniki podkreślają wyliczankę. spokojnie można wziąść każdy wers w podpuntky i uzyska się szkic wiersza.

pozamykaj te skojarzenia w zdania, a uzyskasz wiersz. teraz jest wyliczanka.
serdecznie pozdrawiam

Wszystko co napisałaś ma uzasadnienie, zapewne spróbuję przerobić ten tekst.
Chociaż ta „wyliczankowość” w pewnym sensie była założona. Rachunek sumienia, spowiedź?
Pozdrawiam Krzysiek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...