Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wyskoczył raz Filip z konopi
- indyjska to była uprawa,
i chociaż się nie poobijał
nielekka go czeka przeprawa.

Przeprawa przez rzekę przesłuchań,
oskarżeń i insynuacji,
że Filip planował wprowadzić
na rynek, to ziele z plantacji.

Pomimo kwiecistej obrony
ponownie Filipa zamknęli
a cały szatański interes
jak zwykle niebiescy przejęli.

I tak to już w kółko Macieju
bo Filip, gdy opuści celę
ponownie założy plantację
gdyż ciągle jest zbyt na to ziele.

Opublikowano

A dzisiaj w radiu słyszałem, że gdzieś u nas, tylko nie pamiętam w jakim mieście, przed wejściem do sądu, czy też do prokuratury, nie jestem pewien, bo jednym uchem słuchałem, ale w tym przypadku, to różnica chyba niewielka, ktoś posadził sobie to ziele na rabatce i... sobie rosło. Rosło by sobie dalej, gdyby nie jakiś goniący za sensacją dziennikarz, który zawiadomił o tym policję. A swoją drogą, ciekawe skąd wiedział, że to, to to? ;-)
W każdym razie policjanci, prokuratorzy i sędziowie, którzy musieli przechodzić koło tej mini plantacji po kilka razy dziennie, przez długi czas nie zwracali na nią uwagi. W sumie, to chyba dobrze o nich świadczy, tylko tyle że teraz grożą żartownisiowi pozbawieniem wolności do lat dwuch, bodajże.
No, wymyślilibyście coś lepszego?

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Mamo, Tato — piszę nocą, gdy ziemia przestaje oddychać, gdy między wystrzałami można jeszcze usłyszeć własne serce. Kartka drży jak moje dłonie, a atrament miesza się z kurzem, którego nie zmywa deszcz.   Pamiętam zapach kuchni o świcie i skrzypienie drzwi, które zawsze otwieraliście pierwsi. Tutaj poranki są ciężkie jak kamień, a słońce wstaje tylko po to, by policzyć poległych.   Mamo, mówiłaś kiedyś, że wojna jest słowem z książek — dziś wiem, że to twarze bez imion i oczy, które gasną zbyt szybko. Noszę w kieszeni zdjęcie z wakacji nad rzeką, już prawie nie pamiętam dźwięku waszego śmiechu.   Tato, chciałem być silny jak Ty, ale siła nie polega na tym, by nie płakać. Najtrudniej jest patrzeć na chłopców młodszych ode mnie, którzy zasypiają w ciszy, z której już się nie budzą.   Jeśli wrócę — usiądę przy stole i będę milczał długo, bo nie ma słów na rzeczy, których oczy nie powinny widzieć. Jeśli nie wrócę — nie szukajcie winy w sobie, wojna wybiera szybciej niż człowiek potrafi zrozumieć.   A kiedy nadejdzie wieczór i wiatr dotknie okien naszego domu, pomyślcie, że to tylko mój szept wracający przez pola. Nie płaczcie nad losem, którego nie mogliście zmienić — kochajcie mocniej świat, aby nikt już nie musiał pisać takich listów.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - cieszy mnie że ładnie i obrazowo - dzięki -                                                                                         Pzdr. @Robert Witold Gorzkowski - @Natuskaa - @APM - @Berenika97 - dziękuje - 
    • wystarczy podzielić salę by strony zaczęły pluć   wystarczy rozdać role by pojawiły się ofiary i kaci   wystarczy biały kitel by ktoś naciskał przycisk do końca   wystarczy jeden który odmówi
    • @Alicja_Wysocka moja Pani małżonka musi się mierzyć z taką hańbą co wieczór. Chciałabym jej pomóc w niedoli ale nawet do jednej nie mogę się zmusić 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...