Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nigdy nie zamierzałam

być Twoją Beatrycze

przewodzić ładunku prądu stałego przez Twoje serce,
zasilane do tej pory wyłącznie prądem zmiennym

Ja tylko chciałam obłaskawiać prawa natury


Teraz
wyrzucam śruby prawoskrętne
a nabijaną ćwiekami wylinkę zostawiam
dumam nad probówką z C2H5OH
- czy mi zawsze musi czegoś brakować do stu procent?

oglądam komedie, szukając Wergiliusza

Nie jest bosko

Opublikowano

Powiedziałbym, że nad probówką z C2H5OH nie ma najmniejszego sensu dumać. Najlepiej kupić tzy czwarte w naczyniu przyjemnie opalizującego płynu, po którym, jeżeli w miarę, a jeszcze nie samotnie, bardzo przyjemnie się robi na duszy. Pozdrawiam. M

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dużo tej chemifizacji. wydaje się upchnięta na siłę.
w quocie zostawiłam to, co uznałam za bardzo dobre. nie tyle esencję wiersza i coś, co może posłużyć za fundament tegoż samego tematu - po prostu dobrze brzmiące zestawienia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dużo tej chemifizacji. wydaje się upchnięta na siłę.
w quocie zostawiłam to, co uznałam za bardzo dobre. nie tyle esencję wiersza i coś, co może posłużyć za fundament tegoż samego tematu - po prostu dobrze brzmiące zestawienia.
Czasami słownictwo naukowo- techniczne wyłazi z człowieka - i co zrobić? I wyłazi na dodatek na siłę;).
Dziękuję za uwagi. Dziwne, bo akurat to, co zaznaczyłaś wydawało mi się zbyt banalne i właśnie trochę upchnięte...
Pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...