Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mieszkam sam od sześciu lat na tej samej ulicy w Krakowie. Blisko Hali Targowej. Czasem wstępuję na kiełbaskę i ją sobie zanoszę do domu. Przy wiadomościach ją sobie pałaszuję.
Myślę sobie wtedy, że przecież ze mną są ci wszyscy prezenterzy telewizyjni i gwiazdy i już nie czuję się taki sam. Czasem sobie nalewam wody do miednicy i moczę nogi.
Mieszkam sam od sześciu lat. Jestem bezrobotny i pobieram rentę z tytułu moich schorzeń psychicznych ( mam zdiagnozowane zaburzenia osobowości ). To mi wystarcza na życie. Rodzice bowiem wciąż mnie wspierają, bo wiedzą, że sam sobie rady nie mogę dać w życiu. Dziadek jeszcze żyje, jest bardzo bogaty i też mnie zasila. Powodzi mi się nawet nieźle. Kiedy studiowałem miałem jeszcze jakichś kolegów, koleżanki. Potem to całe towarzystwo się wykruszyło. I mieszkam sam.
Każdy mój dzień jest podobny do poprzedniego. Wstaję, myję się, robię sobie śniadanie ( bułkę z serkiem i miodkiem plus herbata z sokiem malinowym ). Potem piję kawę i przeglądam wiadomości w gazecie.
Kiedy już skończę przeglądanie wiadomości prasowych i nadejdzie godzina 13.00, idę do biura na Gołębią 3 i piję tam kawkę białą. Nazywam to miejsce biurem i moim azylem. Lubię tam chodzić. Biorę ze sobą książkę, którą czytam. Do biura zawsze chodzę sam.
Nie mam żadnych znajomych. Wszyscy o mnie chyba zapomnieli. Dlatego nikt w biurze się do mnie nie przysiada. Siedzę sam, czytam książkę, palę papierosy i od czasu do czasu napiszę jakiś wiersz, który później schowam do szuflady.
Po wizycie w biurze, idę na obiad do baru mlecznego, który mam pod samą klatką. Płacę tam małe pieniądze i wracam do domu.
W domu robię sobie kawkę ( inkę mleczną ), nalewam wody do miednicy i czytam jakąś interesującą książkę, którą pożyczyłem w bibliotece na ulicy Rajskiej. Czasem też kupię jakąś książkę, o ile starczy mi pieniędzy.
Skończyłem polonistykę i tak mi już chyba zostało, żeby te książki czytać.
Sam żyję na tym świecie jak palec i nikomu nie wadzę. Niewielu się mną interesuje. Rodzice czasem zadzwonią i pytają się, czy wszystko w porządku. Ja im mówię, że tak. W końcu nie jestem nienormalny.
Czasem też dzwoni mój dawny kolega Kuba i pyta co u mnie. Znałem go kiedyś ze studiów.
W zasadzie to był mój jedyny kolega na studiach. Nie byłem za bardzo przebojowy w trakcie studiów. Wolałem raczej siedzieć w kącie i nic nie mówić. Żeby się przypadkiem nie narazić nikomu. Nie lubię bowiem konfliktów. To mi psuje krew. Na polonistyce większość studentów stanowiły dziewczyny, ale ja się bałem ich i nie podchodziłem do nich. Kiedyś spodobała mi się taka jedna dziewczyna i chciałem ją zaprosić na kawę. Podszedłem do niej po zajęciach, ale tak się bałem, że nic nie powiedziałem. Ona stała ze znajomymi, a ja tylko podszedłem nieśmiało, ale później od razu odszedłem. Bałem się do niej przemówić. Drżały mi ręce i pociłem się strasznie. Do dzisiaj tę dziewczynę widzę w moich snach.
W zasadzie to trzymałem się tylko z Kubą, ale on wyjechał po studiach i tylko czasem dzwoni z Londynu. Mówi, że świetne tam pieniądze zarabia i żebym koniecznie przyjechał. Ale ja się boję sam tak wyjeżdżać. Mógłbym mamę poprosić, żeby ze mną poleciała, ale to mi się wydaje takie dziecinne, że już lepiej chyba samemu lecieć, ale na to nie mam odwagi.
Jeszcze jestem młody. Niby całe życie przede mną. Nie mogę od dwóch lat znaleźć pracy, bo nigdzie nie chcą mnie przyjąć z tytułu tej mojej renty. Boją się, że coś narobię niedobrego w tej pracy. Ale ja też się boję pracować, bo mogę przecież coś popsuć.


Moi rodzice nie wiedzą, że jestem taki samotny. Mówię im, że mam pełno przyjaciół z grupy terapeutycznej i że wszędzie się razem trzymamy. Ale to nieprawda. Ja już dawno nie chodzę na grupę terapeutyczną. Kiedyś chodziłem przez rok, ale przestało mi się podobać, bo tam same ciężkie tematy były poruszane, a ja nie miałem odwagi stawić im czoła.
A ja przecież wolę raczej z książką usiąść, wypić kawę, później w telewizor popatrzeć, żeby te gwiazdy z telewizji były ze mną.
Więc po tym jak wymoczę nogi w miednicy i dość się już naczytam, siadam do biurka i przeglądam wiadomości z pism literackich. Potem sam od czasu do czasu coś napiszę. Piszę, chciałbym osiągnąć sukces, ale z drugiej strony boję się, że to może coś zmienić w moim życiu. Mam duży lęk przed wszelkimi zmianami.
Wolę raczej sam sobie siedzieć i nie wadzić nikomu. Później idę pod prysznic, robię sobie herbatkę z mleczkiem i jeszcze sobie coś przed snem poczytam.
Do psychiatry chodzę raz na miesiąc i on się pyta, czy u mnie wszystko w porządku. Ja go kłamię, że wszystko jest dobrze i mam pełno przyjaciół. A tak naprawdę to nie mam nikogo. Sam żyję jak ten palec na świecie, ale już się do tego właściwie przyzwyczaiłem.
Tak z grubsza wygląda moje życie. Śpię, piję kawę, palę papierosy na moim maleńkim balkoniku, czytam ksiązki ( prozę, poezję, eseje ) i chodzę codziennie do biura na tę moją rytualną kawkę.
W zasadzie tego rodzaju życie nie nadaje się na poemat. Ale chciałbym wam opowiedzieć pewną historię. Kiedyś zdarzyło mi się coś zupełnie niecodziennego.
Otóż siedzę sobie kiedyś w biurze, piję kawkę, czytam książkę Antoniego Kępińskiego „Lęk” i nagle dobiega mnie głos zza głowy:
- Przepraszam, czy mogę się dosiąść?
Spojrzałem znad książki i od razu moje serce zaczęło żywiej bić. Poznałem bowiem dziewczynę, którą nieudolnie chciałem zaprosić kiedyś na kawę. I nawet do niej z tych nerwów nie podszedłem.
Więc zupełnie zdenerwowany odrzekłem niepewnym głosem:
- Tak, proszę bardzo, jest wolne.
Dziewczyna usiadła. Była bardzo ładna. Miała zielony szalik oplatający jej szyję, krótkie czarne włosy i srebrny sweter ( bardzo gustowny ). Wpatrywałem się w nią przez chwilę bojąc się zacząć rozmowę, ale na całe szczęście to ona wyratowała mnie z tej opresji:
- Przepraszam Pana bardzo, że sprawiam Panu kłopot. Mam na imię Ewa. Znamy się chyba zresztą ze studiów.
- Tak, tak, rzeczywiście, odpowiedziałem trochę zdezorientowany ( nie byłem bowiem pewien, czy mnie kojarzy z tej strasznej, nieudolnej próby podejścia do niej ).
- Otóż chciałam się do Pana przysiąść, bo dawno nie widziałam nikogo znajomego ze studiów, a to przecież zawsze miło zobaczyć znajomą twarz.
Cały się rozpromieniłem i odpowiedziałem:
- Ja też się bardzo cieszę, że Panią widzę.
Po tej wypowiedzi od razu się zawstydziłem, bo bałem się, że może uraziłem ją zbytnią śmiałością i bezpośredniością z mojej strony.
Ewa jednak wcale się tym nie zraziła i zaczęliśmy prowadzić bardzo ożywiony dialog. Z grupy terapeutycznej pamiętałem jeszcze coś takiego jak trening interpersonalny i umiejętność prowadzenia rozmowy z drugą osobą. Całe szczęście te wiadomości jeszcze całkiem nie wyparowały. Wspominaliśmy z Ewą dawne czasy studiów. Żartowaliśmy z wykładowców, z egzaminów i każde z nas opowiedziało jak przebiegał jej egzamin magisterski. Bałem się bardzo, że zaczniemy rozmawiać o tak zwanych „wspólnych znajomych”, bo przecież zawsze trzymałem się z Kubą i raczej nie wdawałem się w inne znajomości ( byłem zbyt nieśmiały ). Ale na całe szczęście Ewa zapytała:
- A co u Pańskiego przyjaciela Kuby?
To pytanie było prawdziwym wybawieniem z sytuacji, bo nawet nieźle się orientowałem co u Kuby. Więc powiedziałem jej, że mieszka w Londynie, pracuje jako kierowca taksówki i ostatnio znalazł sobie dziewczynę.
Kiedy powiedziałem, że „znalazł sobie dziewczynę”, znów się strasznie przestraszyłem, że rozmowa zejdzie na tematy damsko – męskie i że Ewa zapyta mnie, czy ja też mam dziewczynę. Bałem się strasznie przyznać, że nigdy nie miałem dziewczyny i tak naprawdę to nie wiem jak to jest mieć dziewczynę. Na całe szczęście Ewa nie spytała mnie o ten drażliwy dla mnie temat. Rozmowa toczyła się dalej lekko i swobodnie i w pewnej chwili, kiedy już przeszliśmy na ty, Ewa zapytała mnie:
- A co robisz w Sylwestra?
Trochę się zawstydziłem, bo przeważnie w sylwestra siedziałem w tym moim mieszkaniu sam i oglądałem galę dwójki. Kłamałem wtedy rodziców, że jestem gdzieś zaproszony, bo oni chyba się tego po mnie spodziewali. Odpowiedziałem więc Ewie:
- Jeszcze nie mam żadnych planów. Może zrobię coś u siebie. Dodałem, chcąc dodać sobie rezonu i pewności siebie.
- To świetnie. Tak się składa, że ja i moja koleżanka nie mamy się gdzie podziać. Więc jakbyś robił tego sylwestra u siebie, to daj znać.
Wtedy to już całkiem zmartwiałem. Pomyślałem sobie, że przecież nikogo nie znam i nie mam naprawdę kogo zaprosić. Mógłbym ewentualnie zaprosić Kubę, ale przecież on nie będzie specjalnie przylatywał na tę okazję z Londynu. Chyba widać było po mnie zakłopotanie, bo Ewa od razu powiedziała:
- Jeśli to będzie jakiś kłopot dla ciebie, to oczywiście nie krępuj się i powiedz.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, biłem się z myślami, zmagałem się wewnętrznie, aż w końcu postanowiłem powiedzieć prawdę:
- Wiesz Ewa, myślałem raczej o skromnym przyjęciu. Kuba, jego znajomi, jakiś niewielki poczęstunek i oczywiście szampan.
- Ależ Błażeju ( mam na imię Błażej ), to naprawdę nie robi nam wielkiej różnicy. My też myślałyśmy o czymś skromnym.
Wtedy już cały się rozpromieniłem i zapomniałem nawet o tej ewentualnej przeszkodzie jaką będzie przylot Kuby z Londynu.
- To świetnie, odpowiedziałem. Zapraszam w takim razie na 20.
- Znakomicie, powiedziała Ewa. Jesteśmy umówieni.
Sylwester miał nadejść za tydzień, czyli już tuż tuż. Ja jednak nie za bardzo o tym myślałem, bo nigdy nie przejmowałem się takimi sprawami.
To był chyba pierwszy raz, kiedy zaproponowano mi wspólne spędzenie sylwestra. Bardzo się tym wszystkim rozemocjonowałem.
Pozostałą część spotkania rozmawialiśmy jeszcze w sposób bardzo ożywiony o książkach, które ostatnio przeczytaliśmy. Okazało się, że Ewa też pisze wiersze i czasem je publikuje w internecie. Nie bardzo się orientowałem, że coś takiego w ogóle można zrobić, ale nie chciałem się przyznać do swojej niewiedzy, więc przyznałem się jej, że ja też czasem coś napiszę, ale raczej chowam to do szuflady.
Spędziliśmy razem chyba ponad trzy godziny. To było dla mnie piękne spotkanie. Wracałem do domu gnany jakąś tajemną siłą. Czułem, że moje życie gwałtownie się zmieniło od chwili, kiedy Ewa przysiadła się do mnie w biurze.
Przez całą drogą powrotną do domu myślałem o Ewie. O tym, jaka ona jest ładna, ułożona, delikatna i mądra. Nie mogłem o niej przystać myśleć. Po przyjściu natychmiast zadzwoniłem do Kuby ( zapomniałem nawet nalać wody do miednicy, żeby pomoczyć nogi ). Opowiedziałem w bardzo emocjonalny sposób Kubie o Ewie, a on się bardzo głośno śmiał ( nie wiem do końca z czego ) i obiecał mi, że przyleci do Krakowa i weźmie swoją dziewczynę i znajomych.
Wiktoria była pełna.
Przez kolejny tydzień żyłem tylko myślami o Ewie. Niestety nie posiadam komórki, więc nie miałem jak się z nią skontaktować, aby upewnić się, czy aby wszystko w porządku i czy aby nic przypadkiem się nie zmieniło ( wtedy strasznie żałowałem, że nie posiadam komórki ). Ale przecież co się mogło zmienić? Ewa przecież powiedziała, że jakby coś się zmieniło zadzwoni wieczorem na mój telefon stacjonarny (a ja wieczorami zawsze siedziałem w domu)
Oczywiście obmyślałem cały plan. Że trzeba wszystko przygotować i tak dalej.
Chodziłem do biura, piłem kawy, czytałem książki i byłem strasznie podekscytowany.
I strasznie tęskniłem za Ewą. Po prostu cały czas o niej myślałem. Napisałem nawet poemat, który jej zadedykowałem, ale schowałem go na samo dno szuflady, żeby nikt go tam przypadkiem nie znalazł.
Przez ten tydzień, który poprzedzał sylwestra nie mogłem po prostu usiedzieć na miejscu. Dziadek mnie pytał, czy coś mi jest, kiedy siedzieliśmy na wspólnym obiedzie, ale ja nic nie mówiłem, tylko wciąż się wierciłem na krześle z niecierpliwości, żeby ten sylwester wreszcie nadszedł.
I w końcu nastał ten dzień sylwestrowy. Była to środa. Zrobiłem ostatnie zakupy, przeszedłem się jeszcze po mieście, odwiedziłem biuro, przyszedłem do domu, dokonałem ostatnich przygotowań ( zrobiłem kanapki, babcia zrobiła ciasto, kupiłem chipsy, dwie zgrzewki browarów, wino i szampan ). Kiedyś byłem na paru imprezach studenckich z Kubą, to wiedziałem jak się takie rzeczy organizuje.
No i usiadłem w fotelu. Była godzina szósta wieczorem, a zatem już za dwie godziny przyjdą goście, pomyślałem. Włączyłem sobie Jacka Kaczmarskiego i posłuchałem chwilę jego piosenek. Były bardzo ładne i dodały mi wewnętrznych sił. Próbowałem czytać książkę i wiadomości z prasy literackiej, ale byłem tak podekscytowany, że nie mogłem się skupić na książce. Cały czas wychodziłem na balkon, na papierosa popatrzeć czy przypadkiem nikt nie idzie. I tak zeszło mi do 20.
Wtedy już tak się zdenerwowałem, że myślałem, że już nie usiedzę. „Za chwilę zobaczę Ewę”
pomyślałem. I zapaliłem papierosa.
Za pół godziny zapaliłem następnego. Za kolejne pół kolejnego. A po dwóch godzinach otworzyłem pierwsze piwo. Potem otworzyłem drugie. No i przyszła kolej na trzecie. Czwarte, piąte i szóste. Sięgnąłem po wino, ale kiedy tylko pociągnąłem łyk zrobiło mi się niedobrze i zwymiotowałem do miednicy, w której przez tak długi czas moczyłem nogi.
Nie mogłem już palić papierosów, więc usiadłem w fotelu i byłem tak pijany, że po prostu zasnąłem. Taka dawka alkoholu była dla mnie stanowczo za duża, zwłaszcza, że rzadko miałem okazję, by chodzić na imprezy. Więc byłem po prostu nie wprawiony. Obudził mnie dźwięk telefonu. Odebrałem. Dzwonił Kuba. Miał załamany głos. Powiedział, że przepraszał, że nawalił, ale że jego dziewczyna miała wypadek i dopiero co wrócił ze szpitala. Przyjąłem do wiadomości, wyraziłem wyrazy ubolewania i odłożyłem słuchawkę. Sięgnąłem po napoczęte wino i piłem dalej. Paliłem papierosy i piłem wino. Potem znów trochę się zdrzemnąłem. Obudził mnie kolejny telefon. Dzwonili rodzice. Składali mi najlepsze życzenia na nowy rok ( okazało się, że to już północ ). Pytali jak się bawię. Odpowiedziałem ( tak trzeźwym głosem jak tylko umiałem ), że bardzo dobrze. Pogadałem z nimi jeszcze chwilę, też im złożyłem życzenia i odłożyłem słuchawkę. Potem piłem wino i paliłem papierosy. W końcu poczułem się tak zmęczony, że położyłem się do łóżka. Tak, jak stałem, w spodniach i marynarce ( którą specjalnie na okazję tego sylwestra podarował mi dziadek ).
Spałem długo, błogo i słodko. Nie pamiętam, co mi się śniło, ale to chyba były piękne sny.
Kiedy się obudziłem, zobaczyłem sześć pustych puszek po piwie i dwie opróżnione butelki wina , pustą paczkę papierosów i zarzyganą miednicę.

Pomyślałem, że trzeba posprzątać i uczyniłem to. Wszystko umieściłem w paru workach na śmieci, dokładnie odkurzyłem i pomyłem. Kanapki wyrzuciłem też do kosza ( przecież nikt ich nie będzie jadł ). Ciasto od babci natomiast włożyłem do lodówki. Będę miał do popołudniowej kawy, kiedy będę wracał z biura.
Kiedy wszystko posprzątałem, postanowiłem trochę się przewietrzyć. Koło Hali Targowej pełno były pustych butelek, paczek po papierosach i zużytych prezerwatyw. W nowy rok nic przeważnie nie jest czynne, więc papierosy byłem zmuszony kupić w biurze.
Kiedy prosiłem o kawę i papierosy, barmanka wyjęła kopertę i powiedziała, że to dla mnie.
Usiadłem, zapaliłem papierosa i zacząłem czytać. List był od Ewy:
Drogi Błażeju. To, co zrobiłam jest świństwem. Miałam przyjść na sylwestra, ale nie przyszłam. Niestety zagubiłam gdzieś numer Twojego telefonu stacjonarnego, a wiem, że nie posiadasz komórki. Nie mogłam Cię też odwiedzić, bo po tym jak otrzymałam ważną wiadomość, musiałam wyjechać z Krakowa. Wyobraź sobie, że mój były chłopak zaprosił mnie do Gdańska. Już myślałam, że nic z tego nie wyjdzie, że nigdy do siebie nie wrócimy, a on nagle odezwał się i zaczął mnie bardzo przepraszać. Nie mogłam się nie zgodzić i od razu wsiadłam w pociąg nie namyślając się wiele i zapominając przy tym o Twoim sylwestrze. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Jeśli kiedyś będziesz w stanie wybaczyć mi, zapraszam do obiad do Nas ( Mirka i mnie ). Muszę uprzedzić, że znakomicie gotuję. Jeśli będziesz miał ochotę, odezwij się i wpadnij do Nas.

Ewa

Przeczytałem list od Ewy. Zgasiłem papierosa. Potem zamówiłem piwo. Kiedy się napiłem, zrobiło mi się jakoś błogo w brzuchu. Wypiłem jedno, ale już więcej nie zamierzałem pić. Kiedy wyszedłem z biura, poszedłem do baru mlecznego na obiad, a potem do domu. Tam nalałem ciepłej wody do miednicy i wymoczyłem nogi. Potem zacząłem czytać przy biurku wiadomości z prasy literackiej. Napisałem wiersz i schowałem go do szuflady.
Pomyślałem, że jutro mam spotkać się z dziadkiem, a pojutrze z psychiatrą. Tydzień zatem mam w miarę zagospodarowany. No i muszę jeszcze zadzwonić do Kuby spytać się jak tam zdrowie jego dziewczyny.
Usiadłem w fotelu i zapaliłem papierosa. Potem popatrzyłem przez okno. Wpatrywałem się przez długi czas w krajobraz za oknem.
Później stwierdziłem, że czas wziąć prysznic, bo robi się późno. Przed snem zrobiłem sobie herbaty z mleczkiem i poczytałem trochę „ Człowieka bez właściwości”.
Pomyślałem, że jutro też jest dzień i poszedłem spać.
A kiedy rano się obudziłem, przypomniałem sobie, że śniłem naprawdę piękne rzeczy.

Opublikowano

Przepiękne! Strasznie mi się podoba! Aż mi brak słów na wyrażenie tego, co czuję!
Ja też znam takich ludzi. Głupi są ci, którzy dostają szansę na ich miłość i nie potrafią ich pokochać. Ale tak jest przeważnie, niestety.

Mogę się poczepiać błędów językowych? :-)

1. W dialogach słowo "pan" czy "pani" pisze się małą literą, inaczej niż w listach; u Ciebie są błędy.
2. W nawiasach nie robi się spacji przed i po tekście, np. : (nawiasem mówiąc).
3. Nie mówi się: "kłamać kogoś", ale: "kłamać komuś" (ew. "okłamywać kogoś") - masz tu błędy:
Do psychiatry chodzę raz na miesiąc i on się pyta, czy u mnie wszystko w porządku. Ja go kłamię, że wszystko jest dobrze i mam pełno przyjaciół. (kłamię mu, że...)
Kłamałem wtedy rodziców, że jestem gdzieś zaproszony,
(kłamałem wtedy rodzicom)
4. Błąd gramatyczny: Żartowaliśmy z wykładowców, z egzaminów i każde z nas opowiedziało jak przebiegał jej egzamin magisterski. - jego.
5. Powtórzenie: Kiedy powiedziałem, że „znalazł sobie dziewczynę”, znów się strasznie przestraszyłem, że rozmowa zejdzie na tematy damsko – męskie i...
6. W dialogach wypowiedzi bohaterów są oddzielane od wypowiedzi narratora spacjami i myślnikami z każdej strony. Brakuje ich u Ciebie między wyrazami zaznaczonymi:

- Jeszcze nie mam żadnych planów. Może zrobię coś u siebie. Dodałem, chcąc dodać sobie rezonu i pewności siebie.
- To świetnie, odpowiedziałem. Zapraszam w takim razie na 20.
- Znakomicie, powiedziała Ewa. Jesteśmy umówieni.


Powinno być:

- Jeszcze nie mam żadnych planów. Może zrobię coś u siebie. - Dodałem, chcąc dodać sobie rezonu i pewności siebie.
- To świetnie - odpowiedziałem. - Zapraszam w takim razie na 20.
- Znakomicie - powiedziała Ewa. - Jesteśmy umówieni.


Jest tam nieco więcej błędów: interpunkcja, literówki itd. Ale nie będę zawracać Ci głowy wszystkim naraz, bo byłbyś zbombardowany, a nie o to chodzi. Najpierw popraw to, na co Ci zwróciłam uwagę i postaraj się nie powtarzać tego rodzaju błędów (o ile chcesz, oczywiście).

Jeszcze raz muszę wyrazić mój podziw. Jestem wzruszona i poruszona. Bo wiem, jak bardzo prawdziwe jest Twoje opowiadanie. I że ten człowiek już nigdy nikogo nie pokocha.
Umiesz patrzeć na ludzi, słuchać ich i pisać o nich.

Opublikowano

Nie uważam, żeby zastępowanie pauzy przecinkiem było błędem, oczywiście jeśli robi się to z zamiarem i będąc w pełni świadomym. Nie wiem, czy będzie to dobrym przykładem, jeżeli podam, że w taki sposób pisał momentami (dłuższymi momentami) James Joyce. Nagminnie tego stylu używa również pewien pisarz amerykański, Chuck Palahniuk, ale dla tego pana wyznaczyłbym zupełnie inne kryteria, gdyż jest to poniekąd zerwanie z literaturą i porządkiem, jaki znamy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie rozumiem, o czym piszesz. O pauzach w dialogu? Jeśli tak, to jestem zdecydowaną przeciwniczką stawiania przecinka między wypowiedzią bohatera a narratora. Bo wtedy wszystko się zlewa i nie wiadomo, co kto mówi. Trzeba się nad tym zastanawiać, a czasami w ogóle nie da się dojść, jakie było zamierzenie autora i kto tu jest kim - obie wypowiedzi stają się jednym zdaniem. To nonsens.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...