Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na pewno mi kasy nie da vilanella,
marnować godziny przestanę niemądrze,
na wczoraj robotę chcę zacząć od teraz.

Lecz jak mam to zrobić, gdy w głowie mi śpiewa,
a śpiew ten przeszkadza zarabiać pieniądze?
Na pewno mi kasy nie da vilanella.

Jak kretyn ostatni, jak palant, cholera,
wśród różnych błahostek bez sensu wciąż błądzę.
Na wczoraj robotę chcę zacząć od teraz.

Złożona tuż obok, wywraca mi trzewia,
gdy pragnę bezradnie poskromić swe żądze.
Na pewno mi kasy nie da vilanella.

Nie da też spokoju, nie mam co zalewać,
więc szybko ją stworzę i spokój - tak sądzę.
Na wczoraj robotę chcę zacząć od teraz.

Co tu kombinować? Jak trzeba to trzeba
przegonić pokusy i wreszcie sporządnieć.
Na pewno mi kasy nie da vilanella,
na wczoraj robotę zaczynam od teraz.


______________odpowiedź od "Boskie Kalosze":

Po latach pozostała tylko villanella.
Ad hoc, źle napisana, może niezbyt mądrze
lub może zrozumiałem sens jej właśnie teraz?

W drzwiach jesień wieczornica, a ta sobie śpiewa!
Co śpiewa? Że w życiu nie liczą się pieniądze
a taka najzwyklejsza, o nas: villanella.

Ileż to razy kiedyś myślałem: "Cholera,
kocham cię niepotrzebnie! Co noc w wierszach błądzę
(człek młody, głupi) zamiast trochę pożyć teraz

brać, co mi życie daje, wino wlewać w trzewia -
na kiedyś pozostawić wiersze, miłość, żądze;
Niech czeka lepszych czasów Ty i Villanella"

Kto by pomyślał wtedy, że będę zalewać
malibu troski, jesień i sam siebie sądzę
bo w pieniądz obróciłem wszystko? Złudne teraz

- jak w drzwi mgła wieczornica... komu dziś go trzeba?
Kiedy mam już wszystko i zdążyłem sporządnieć,
powraca niespodzianie tamta villanella;
Ach, czemu usłyszałem ją dopiero teraz?

  • Odpowiedzi 53
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani rozumie słowo "wulgarna"? proszę przytoczyć ten fragment na potwierdzenie...
to pani jest wulgarna, pani Haniu K, przez swoją nieodpowiedzialność za słowo...zwykła prymitywna zawiść, nic więcej - wstyd!
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witam Jacku,

bardzo dziękuję za odwiedziny z budującym komentarzem.
Nut faktycznie nie ma, może spróbuję je dopisać, jak mi jakiś ciekawy pomysł wpadnie do głowy.

Pozdrawiam ciepło
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gdzie można o "kunsztowności villanelle" poczytać?
Czy mogę prosić link do tej teorii - chętnie poszerzę wiedzę.

Bardzo dziękuję za przeczytanie i wpis.

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani Haniu,
słowa w słowniku mają różne znaczenia:

"wulgarny
1. ordynarny i nieprzyzwoity
2. pozbawiony subtelności, smaku
3. nadmiernie uproszczony, spłycony"

"uliczny
1. dotyczący ulicy
2. pospolity, wulgarny"

Ich połączenie "Wulgarna uliczna" może mieć różne konotacje w zależności od intencji piszącego - czy mogę prosić o uściślenie?

Dla mnie oczywiste wydaje się jedynie "Bez entuzjazmu" - wiersz musi trafić na swojego odbiorcę, gusta są przecież różne.

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zastanawiam się nad słowem "zawiść".

Ja nad słowem "zawiść" zastanawiałam się wcześniej:

Cierpiętnik

Zawistnemu nieobce cierpienie,
z nienawiścią lustrując sąsiada
sam je sobie zadaje codziennie.

Poprzez własnej niemocy stwierdzenie
nic nie robi i nic nie posiada.
Zawistnemu nieobce cierpienie.

Skąd u innych wciąż trwa powodzenie?
Czemu syci się mogą objadać?
Te pytania zadaje codziennie.

Nie dostrzega, że przepych - złudzeniem:
u bogatych też rozpacz - to prawda,
im jest także nieobce cierpienie.

Nie wygrają ze złym przeznaczeniem,
krzywa Gaussa nieszczęścia rozkłada,
komukolwiek rozdaje codziennie.

Jad zazdrości zatruwa sumienie
żerowaniem na cudzych upadkach.
Zawistnemu nieobce cierpienie,
sam je sobie zadaje codziennie.


Dziękuję za przeczytanie i ocenę.

Pozdrawiam ciepło
Opublikowano

kunsztowny w budowie, konstrukcji miał być
ponieważ nie znałam tego słowa (villanella), sprawdziłam w głupedii
i tam było o kunsztowności budowy
i refleksyjno-filozoficznym charakterze

poczułam się zawiedziona

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




myślątko:
kunsztowność dotyczy skomplikowanej budowy willanelli, a ten warunek został precyzyjnie zrealizowany, spełniony;
natomiast charakter nie jest obligatoryjny - choć refleksja nad kwestiami egzystencjalnymi wcale nie jest rzeczą błahą...
(jak mam odpowiedzieć na priv. skoro umieściłaś mnie wśród ignorowanych?! - a dlaczego?!!)
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Myślę, że Twoje zamiłowanie do formy na swoje źródło w muzyce, od której zresztą
tak naprawdę bierze się także poezja jako taka. Dlaczego teksty źle napisane rytmicznie
rażą nasze uszy? Czemu nie piszemy jak leci, tylko żmudnie poprawiamy sylaby
nawet w białych wierszach, czy prozie tak, by wszystko (treść i rytm) grało wreszcie jak trzeba?
U Ciebie na pewno gra :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Rozumiem Cię, ale Peelem jest po prostu akurat ktoś taki. W każdym razie bardzo
dobrze, niemal dotykalnie został oddany tu pewien charakter. Czy zawsze PeeL musi
być sentymentalny i uduchowiony? Czemu nie dać szansy innemu od stereotypowych
wyobrażeń? W końcu zawsze w myślach można dopisać sobie, jak sami go (czy raczej: się)
w takim kontekście widzimy:


Villanella

Po latach została mi tylko villanella.
Może i napisana ad hoc i niemądrze,
a może zrozumiałem ją dopiero teraz?

Jesień. Samotny wieczór, a ta we mnie śpiewa.
Co śpiewa? Że w życiu nie liczą się pieniądze
tylko taka o nas, po prostu: villanella.

Ileż to razy wtedy myślałem: "Cholera,
kocham cię niepotrzebnie! Co noc w wierszach błądzę:
człek młody, głupi, lepiej zarabiać jest teraz

brać z życia co się daje, wino wlewać w trzewia
a na kiedyś zostawić miłość, wiersze, żądze.
Niech czeka lepszych czasów Ty i Villanella"

Kto by wtedy pomyślał, że będę zalewać
z tego powodu jesień? Że sam siebie sądzę,
bo tak szybko minęło wszystko. Tylko... teraz

jest tym, czego najmniej mi właśnie dzisiaj trzeba;
gdy mam już pieniądze i zdążyłem sporządnieć,
po latach powraca wtem tamta villanella.
Ach, czemu zrozumiałem ją dopiero teraz?



Aha... myślałem nad tym o czym rozmawialiśmy i z jaką muzykę mogłoby mi się to kojarzyć?
Otóż ostatnio słuchałem płyty "Fabryka Trzciny vol. 3" i jest na niej transkrypcja starej,
pięknej piosenki Seweryna Krajewskiego z filmu "Uprowadzenie Agaty:
Tomasz Filipczak, Piotr Rodowicz i przyjaciele - "Czekasz na tę jedną chwilę."
Nie znalazłem tego w YouTube. Tylko wykonanie Krajewskiego, a z wersji instrumentalnej
jedynie takie coś:
pl.youtube.com/watch?v=UaCwl3NpTT8
Opublikowano

co do moich wymagań odnośnie kunsztowności to znalazłam kunsztowne utwory tego typu w necie, nawet niekoniecznie filozoficzno-refleksyjne
ale te wersy. które się powtarzają w określonym momencie
w tych kunsztownych nie są dosłownie takie same

tu jedyna zmiana jest w ostatnim, zamiast 'chcę zacząć' to 'zaczynam'
i tak poczułam, że to mało kunsztowne jest

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Myślątko, wydaje mi się, że nie doczytałaś do końca.

Jeżeli "wersy. które się powtarzają w określonym momencie
w tych kunsztownych nie są dosłownie takie same" to mówimy o villanelle niepełnej (zobacz komentarz Boskie Kalosze - jest przykład) i właśnie ta nie do końca zachowana forma jest mniej kunsztowna niż villanelle pełna, którą jest dużo trudniej napisać, gdyż powtarzane wersy powiinny wiązać się z tekstem, a nie pełnić jedynie rolę wstawek.

Mam nadzieję, że wrócisz jeszcze do mojej villanelle - zapraszam

Z góry dziękuję i pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Rozumiem Cię, ale Peelem jest po prostu akurat ktoś taki. W każdym razie bardzo
dobrze, niemal dotykalnie został oddany tu pewien charakter. Czy zawsze PeeL musi
być sentymentalny i uduchowiony? Czemu nie dać szansy innemu od stereotypowych
wyobrażeń? W końcu zawsze w myślach można dopisać sobie, jak sami go (czy raczej: się)
w takim kontekście widzimy:


Po latach została mi tylko villanella.
Może i napisana ad hoc i niemądrze,
a może zrozumiałem ją dopiero teraz?

Jesień. Cisza. Samotność, a ta we mnie śpiewa.
Co śpiewa? Że w życiu nie liczą się pieniądze
tylko taka o nas, po prostu: villanella.

Ileż to razy wtedy myślałem: "Cholera,
kocham cię niepotrzebnie! Co noc w wierszach błądzę:
człek młody, głupi, bo lepiej zarabiać teraz

brać z życia co się daje, wino wlewać w trzewia
a na kiedyś zostawić miłość, wiersze, żądze:
niech czeka lepszych czasów Ty i Villanella"

Kto by pomyślał, że będę, jak dziś zalewać
z tego powodu jesień? Że sam siebie sądzę,
bo tak szybko minęło wszystko. Tylko... teraz

jest tym, czego najmniej mi dzisiaj właśnie trzeba;
Gdy mam już pieniądze i zdążyłem sporządnieć,
po latach powraca wtem tamta villanella.
Ach, czemu zrozumiałem ją dopiero teraz?


Boskie Kalosze, nie spodziewałam się takiej odpowiedzi - jestem bardzo uradowana, zaskoczona i podziwiam, że chciało Ci się wkładać tyle pracy - czy mogę Twoją villanelle skopiować i połączyć w parę z moją? Tylko jak ją wtedy podpisać?

Bardzo dziękuję i czekam na odpowiedź

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Myślę, że Twoje zamiłowanie do formy na swoje źródło w muzyce, od której zresztą
tak naprawdę bierze się także poezja jako taka. Dlaczego teksty źle napisane rytmicznie
rażą nasze uszy? Czemu nie piszemy jak leci, tylko żmudnie poprawiamy sylaby
nawet w białych wierszach, czy prozie tak, by wszystko (treść i rytm) grało wreszcie jak trzeba?
U Ciebie na pewno gra :)

Masz rację, nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, często jest dla mnie inspiracją do innych działań, jest także obecna w wierszach, chociaż wiem, że mimo największych wysiłków litera nie jest w stanie zastąpić nuty:

Rozdarcie
Mocuję się z myślą wysiłkiem tytanim
próbując ujarzmić emocji dynamit
i nie wiem, czy sił mi na walkę wystarczy
w konwencji, gdzie pióro ze smyczkiem chce tańczyć.

Jak muzykę przenieść zwykłymi słowami?
Świat dźwięków prawdziwie potrafi omamić,
a słowo ubogie niewiele w nim znaczy.
Poeto - nie próbuj - dość było partaczy!

Pozdrawiam ciepło

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...