Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 46
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziekuje Panu za miłe słownictwo o tem wierszu... padło we mnie atletyczne postanowienie niezawieść Pana w kolejnych! Ma Pan racje epilog... mnie terz tak się podoba w sómie co mnie obchodzi lód i Donald?? W innem miejscu ómiesciłem wersje poprawionom be epilogu i ósłyszałem rze ludowość się podobała rze szkoda jej... niewiedziałem jóż rwać sobie włosy teraz czy dać szanse wiatrom ale Pana zdanie pżechyliło szale... Epilog zabieram jeszcze dziś do toalety!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Penwy byłem rze Pan nie napisze to tródne jest tak pisasać! Nie o to hodzi rze nie dał by Pan rady... takie co wymaga haryzma i czasu nie karzedmu sie chce. Jak ókładać całemi dniami symfoniem a ułorzyc odrazu piosene na gitare pszy ognisku z miłom dziewczynom na kolanah.
"jak wtóry raz czytam to coraz bardziej mi się nie podoba" - to tródny wierszoł jest myli zgrabność ale tródny poniewarz stosóje inne mataforyki... Przyzwyczajone jesteśmy do metafor hłopskich takich rze od razu kazden jeden wie rze to metafora a tu mamy ókryte... podam przykład tej co jom wyciełem jest najporstsza: "Usta...ły fale - śmierć w pysk włazi rybi"... chodzi o śmierć muwi sie wtedy "zapadnęła śmiertelna cisza" "cisza jako makiem zasiał" u mnie symbolizuje to pysk rybi bo wiadomo arz ryba nie ma głosu. "śmierć w pysk włazi rybi" i tyle kto mondry łapie odrazu i sam nic nie muwi...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Aaaa... dopiero załapałem. Myślałem nad tym dobre pułgodziny i wie Pan... już wiem: dlatego rze nieopacznie poczytałem trochem wierszołów na tem dziale!!!

następny geniusz analfabetyzmu
ps. nie zechciałby Pan odwiedzić Warsztatu?
Bułem na warsztatach!!!! Stond wierszoł jest poprawiony i bez błednołów. Dzienkuje wszytćkim takoż za te słowa otóchy: "Niepowtarzalny, umiesz pisać i to bardzo, bardzo dobrze!" "styl rzeczywiście oryginalny" "Niepowtarzalny, zapisałem ten kawałek w ulubionych. To jest momentami świetne; masz jeszcze jakieś ballady romantyczne w swoich zbiorach?" "zabieram do ulubionych:):)...erotyzm wyważony w dobrym wydaniu,wysublimowanie i romantycznie zarazem;)."

Jesteśta cudowne... nikt przy takih Czytelnikach piura sobie nie połamie!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Matko boska.....przecież on to robi z premedytacją wręcz....

Zaiste odkrywczy pomysł z tą premedytacją.
Ja bym powiedział raczej, że to nie jest on, tylko coś, i to coś wyjątkowo niedouczonego i zakompleksionego. A cała tego czegoś niepowtarzalność tyczy się wyłącznie tego forum
Nie prawda!!! Pisołem na inne foróm na nieszóflde terz gdzie pżyjmowano mojom poezje z pżejecianciem!!! Sam Pan Dehnel któem poezjem ma w małem palcu sógerował rzebym pozbył siem "rzyletki" ale "kturyś kilometr" zostawił bo to błond w sztuce a raczej sztuka błendu! Na innym foróm gdzie piójom zdobywcy prestirzowych nagróg jak order czerwonej ruzy i znamienici poeci ktoś napisał pod mojem wierszołem: "prawdę mówiąc, to najlepsza poezja jaką czytałem od roku. albo więcej"
Czeba czegoś wiencej skromnemu aótorowi nirz takich szczerych w polu wspaniałych wspułczesech poetów słóf skróchy???
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nudna jest terz w wiekszości pszypadkuf mózyka powarzna wiekszość wspułczesnych obrazuf naj lepsze w zasadzei dzieła kinematografji nawet nałrzeństwo po paró latach... czy ale to powud rzeby te żeczy przekraslać???
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



następny geniusz analfabetyzmu
ps. nie zechciałby Pan odwiedzić Warsztatu?

Matko boska.....przecież on to robi z premedytacją wręcz....
Słósznie Pan zaówarzyła!!! Podaj koeiny pszykład metafory innej nirz chłopskie:
"Czy wiesz już, skąd tu czas przeszły: "Gnił w borach"?
- Czytając tylko: dotknąłeś jawor..."
Nie dopowiedzenie i brak sylaby wymusza dokończenie w myśłach zdania. Profesror polnista łapie siem na tym rze myśli "jawora" potem zlewa siem potem... przecierz w polskiem jenzyku muwi siem "jaworu" a nie 'jawora"!!! to siem dałem nabrać!!! ale checa!! to dopiero aótro szczwany lis a ten jawor zeczywiście niepojenty...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to, że jestem cudowna nie musisz mi przypomniać, bo pamiętam:)

to, że nieudolnie udajesz dysortografię, też zauważyłam

to, że masz silną potrzebę bycia zauważonym, też widzę

jednym słowem - typowy trolizm

a teraz powiedz mi - jak Ci pomóc?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja naprawde lubiem pana Jacka!! Jego wierszoły sprawiajom mnie ólge zmuszajom do poszukiwan innech ścieżków przecierz niemoge ograniczać sie do tego co sam piszę? Pana terz kocham i wcale nie zmószam do lubienia Pana Dehnela czy mojech wierszołów poezja nie polega na pszekonywaniu kogoś rze coś jest dobre...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to, że jestem cudowna nie musisz mi przypomniać, bo pamiętam:)

to, że nieudolnie udajesz dysortografię, też zauważyłam

to, że masz silną potrzebę bycia zauważonym, też widzę

jednym słowem - typowy trolizm

a teraz powiedz mi - jak Ci pomóc?
"to, że jestem cudowna nie musisz mi przypomniać, bo pamiętam"
Jest Pani cudowna nawet kiedy tego niepamienta kiedy śpi i nie ma gowy rzeby myśleć jaka jest cudowna... nawet wtedy kiedy Pani muwi sobie eee chyba nie jestem jurz taka cudowna jest Pani cudowna. Zapytam nieśmile: czy ktoś Paniom kocha bo ja mogłbym jerzeli zostaje chociarz tyci miejca do kochania? Wiem... łódzem sie mysz sie nawet nie wciśnie wszystkie wolne mniejsa wykupione na całe lata z gury jak trybóny honorowe na mecze Liveroolu...

"to, że nieudolnie udajesz dysortografię, też zauważyłam"
Miałem mieć Łorda ale okazało siem jest na czy stanowiska a ja mam tylko dwa i oddałem bubela!!
"to, że masz silną potrzebę bycia zauważonym, też widzę"
Każden kto pisze ma taką poczebę!! Gożej robiom ci co grajom na gitarach arz boli gowa człowiek niechce słóchać a mósi... a wierszolów morzna nieczytać albo ódać rze sie nic nie rozumie bo do aótora i tak nie dociera rze sie nie rozómie jego wierszoła...

"jednym słowem - typowy trolizm"
Nie prawda! Sprawdziłem w cyklopedji:
"Każdy użytkownik forum się na nich kiedyś natknął. Są niekulturalni, kłótliwi i i nigdy nie piszą na temat. Kto to taki? To trolle - internetowi wandale, którzy uwielbiają wywoływać kłótnie na forach."
W drógiej cykloepdji terz sprawdziłem:
"Osoba stosująca trolling zwykle reaguje wrogo zarówno na próby uspokojenia dyskusji, jak i agresywne reagowanie na jego zaczepki"
W czeciej nie sprawdzałem:
" "
"a teraz powiedz mi - jak Ci pomóc?"
Jak tojak? Tak samo jak na innyech portalach: zamieszczom wierszoł a Panie i Panowie siem do niego odnoszom jak naj bardziej po lódzku: jeden żuci grosz czasem dwa pohwały drógi kopnie w tyłek a czeci óda rze nie widzi i pódzie czytać jeszcze raz co sam nabazrgał...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Penwy byłem rze Pan nie napisze to tródne jest tak pisasać! Nie o to hodzi rze nie dał by Pan rady... takie co wymaga haryzma i czasu nie karzedmu sie chce. Jak ókładać całemi dniami symfoniem a ułorzyc odrazu piosene na gitare pszy ognisku z miłom dziewczynom na kolanah.
"jak wtóry raz czytam to coraz bardziej mi się nie podoba" - to tródny wierszoł jest myli zgrabność ale tródny poniewarz stosóje inne mataforyki... Przyzwyczajone jesteśmy do metafor hłopskich takich rze od razu kazden jeden wie rze to metafora a tu mamy ókryte... podam przykład tej co jom wyciełem jest najporstsza: "Usta...ły fale - śmierć w pysk włazi rybi"... chodzi o śmierć muwi sie wtedy "zapadnęła śmiertelna cisza" "cisza jako makiem zasiał" u mnie symbolizuje to pysk rybi bo wiadomo arz ryba nie ma głosu. "śmierć w pysk włazi rybi" i tyle kto mondry łapie odrazu i sam nic nie muwi...

fatalnie oczywista interpretacja autora hehehe
tego się spodziewałem
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pan najzyklej w świecie zparłęś siem... zastanwiam sie czy w ogule czytał Pan wierszoła? Choćby na Nieszufli Ktoś prezentójoncy o wiele lepsze wierszoły niż ja czy Pan potrafił napisać: "Przecudnej urody, dawno nie spotykana polszczyzna, o-bęłdy wyrafinowane". Anie wkoło: słabe nudne ble... a minós to se sam sobie Pan stawiasz pszy takim wieroszle co morze nie trafiać w góst ale jest zbyt dobże napisany rzeby jego szkalować.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Skond Pan to bierze.. powiedział bym rze... jest na odwrut!! Pan stawia minósa kierójonc sie zaroumialstwem bo przecie nie znajomościom warsztatu: średniowka tempo niecodzienne słownictwo wreście rytmika nie pozwalajom mnie powiedzieć o podobnech wierszolach rze som na Nie!!! Tematyka... nie mogem stwaic poprawnie napisoanemu wieszołowi minus bo chciał bym rzeby było o koniach ja bardzo lóbie konie a wierszoł jest o kozach. Skoro aótor chciał o kozach jego sprawa grónt napisał inaczej nirz zwykle sie pisóje i hómor terz mó dopisywał bo ójoł to figlarnie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Skond Pan to bierze.. powiedział bym rze... jest na odwrut!! Pan stawia minósa kierójonc sie zaroumialstwem bo przecie nie znajomościom warsztatu: średniowka tempo niecodzienne słownictwo wreście rytmika nie pozwalajom mnie powiedzieć o podobnech wierszolach rze som na Nie!!! Tematyka... nie mogem stwaic poprawnie napisoanemu wieszołowi minus bo chciał bym rzeby było o koniach ja bardzo lóbie konie a wierszoł jest o kozach. Skoro aótor chciał o kozach jego sprawa grónt napisał inaczej nirz zwykle sie pisóje i hómor terz mó dopisywał bo ójoł to figlarnie.
A to widział Pan? Wstawiłem na warsztata potem pójdzie po poprawch tótaj. Trochem tematykom taki Bukowski ale ten lepszy od Pana i styl oczywsista jórz mój orginalny:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=83507#dol

I to narazie dwóch bo zrobiem cykl:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=83508#dol

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie




×
×
  • Dodaj nową pozycję...