Boskie Kalosze Opublikowano 9 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2008 *** jest w tobie tchnienie jezior zielony poszum lasów świeżość kwitnących łąk i coś z lotności wiatru trochę ze słońca blasku i księżycowych pełń więc w radość twą popłynę w twój zapach się zanurzę więc *** Stała naprzeciw siebie nad wezbraną rzeką i padał deszcz ze śniegiem i ze śniegiem deszcz przebiegały przez nią i przez jej przeźrocze, łabędzie po niebach wracały jak echo. Która była którą? Zatracone w sobie zagubiły drogę, którą tutaj przyszły: rzuciły się, chcąc odejść, przez wezbraną wodę i przez siebie na brzeg, jeszcze bledsze wyszły. I patrzyły na siebie przez piany na rzece, jak śnieg pada z deszczem i jak z deszczem śnieg. Na łabędzie, jak echo na przeciwnym niebie lecące za nimi ku drugiemu z nieb. *** czarna polana Jest taki las... zaczyna się w lesie, by ten prawdziwszy wydał się sobie: cieniodrzew rzuca w nim czarne słońce? drzewocień tak snuje się po drodze? Ileż w nim razy byłem... bez ciebie szukając ciebie - zanim odeszłaś. Zaczynał się las, gdzie las się kończy i dalej rósł tak, jak... nie pamiętam. Lecz skoro chodzę po nim, zatem... jest! Jak kiedyś zbieramy w nim jagody: - ty, której poza nim, nigdzie nie ma - ja, który nie znam powrotnej drogi. *** Ślad małej stopy na pustyni jak zadra lodu wbita w upał. Wędrowcy wokół się stłoczyli i na kolana któryś upadł. - Jedźmy efendi, to tylko wiatr przyniósł znad morza Czerwonego kobiety zapach, jej ciała ślad. - - Szatański gad zniósł go na pewno! - Gdzie spojrzeć piaszczy dal pustynia i słońce piekli się w zenicie, ale ten jeden się zatrzymał a karawana dalej idzie. Dawno dotknęła wód oazy, spieczone plecy wciera w drzewo i rozpowiada wkoło każdy o odciśniętym śladzie przez Nią. W oliwnym gaju, wieczorami jest przyjacielem krwawe słońce, - tu kończą żywot karawany, a ten co został? To był... nonsens: Ciągle "wędruje ciepłym krajem, malachitową łąką morza. (Ptaki powrotne umierają wśród pomarańczy na rozdrożach.)" (Ostatnia strofka jest fragmentem "Piosenki" z 1938 roku Krzysztofa Kamila Baczyńskiego) *** Wieczór dziś cichy, zwyczajny i trudno go zauważyć, dlatego takie wieczory gubiłem już tyle razy. Potem w pamięci, uwierzysz? - jak w Biurze Zgubionych Rzeczy: lśnią twoje włosy na wietrze, a w oczach słońce znów świeci. Tuż obok, migoczą w rzece po sam pas drzewa nadgniłe... a przecież ja te wpółdrzewa nie z tobą, miła zgubiłem? I znam cię taką - wieczorną, dzień ma się dopiero zdarzyć. I wieczór zwyczajny, cichy, aż trudno go zauważyć. *** gdy "Stary niedźwiedź mocno śpi..." Noc zagościła w przykrótkich zasłonach, księżyc przekomarza się z wiatrem - przy nas doskonałość zawstydziła się, że jest przedoskonalona nagle. Noc listopadowa wtem tak stroma! - ileż razy sen na nas z niej spadnie? Szkoda chwili... kochajmy się, póki nasze na wierzchu, jej - na dnie. *** Jesteś taki przezabawny ciągle w parkach kradniesz kwiaty Jestem! przez otwarte wrzucam okna wkładam do snów poematy aż zatęsknisz śnić mnie jeszcze (tu następuje wrzucenie kwiatów zawiniętych w poemat) Nic się nie stało. Nie zdarzyło nic. I nawet jeszcze nie zacząłem śnić. Więc czemu tęsknię i czego pragnę, nie mogąc zasnąć i zbudzony nagle? Czemu cię widzę wszędzie dokoła, świat cały wokół twe imię woła, gdy nawet oczu nie śmiałem marzyć - nie znałem przecież, że możesz się zdarzyć? *** Na jeziorze już cisza. I tylko rozblaski kąpią puchy łabędzie w pomarszczonej fali. Niesie wiatr pajęczyny, zamarłego lata odgłosów kruche nitki i chowa gdzieś w dali. Więc stoję. Niewysłowna. Z głową pod chmurami. Sukni zieleń soczysta bezmiar smutku plami zdając się zwielokrotniać żałosność jesieni, jakbym nagle wtargnęła śmiejąca, radosna wznosząc echa uśmiechów w ciemnej, chłodnej sieni do domu, w którym pachnie świeżo ścięta sosna, dokańczają się świece w konarach lichtarza. W ostry ból zrozumienia: nie mam gdzie już wracać. *** Dobranoc Płakała w nocy lecz jej płacz Zagłuszał cichy rynien szmer Bo właśnie o niej sam śnił a Jej płacz użyźniał jego sen Na wodzie wierzby gięły się Był słońcem wielki złoty dzban Dolewał ciepła w jego dzień U niej gęstwiała zimna mgła Płakała w nocy lecz jej płacz Zbyt cichy był by przebić się Przez jego nieruchomą twarz Gdy w księżyc niski do niej biegł A w górze krążył srebrny smok Łuskami jak latarnie lśnił Ej smoku dobry ląduj chodź Raz w koniczyny ziemskie wnijdź Daj wdrapać się na mocny kark I drogą mleczną nieś mnie nieś Spójrz jak rosami miła ma Czekając na nas śmieje się Płakała w nocy lecz jej płacz Nie zbudził nigdy go ze snu Płakała w nocy łkała a Tak dobrze było we śnie mu
lubię latawce Opublikowano 9 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2008 Boski Kaloszu! :) nie podoba mi się pierwszy wiersz, no, mówię, jak jest, jak na spowiedzi. jest taki trochę - wątły... :( /albo angie niewrażliwa, nieczuła, z kamienia ;P - pytanie retoryczne, of course :P drugi ładny. taki... otwarty i zakmnięty zarazem, w szklanej kuli, w dwóch niebach z przeciwka trzeci wiersz jest szalony. tytuł czytam - czarna polewka, polewkę polano, podano do stołu. jagody... no - się w tym wierszu zakochałam i nie znam powrotnej drogi. ślad - podoba mi się umiarkowanie. czylo - hm... tak średnio na jeża; nie znalazłam w nim dla siebie śladu. następny wiersz ma w sobie jakiś sztarbowsko-gałczyński urok :) stary niedźwiedź chyba też, ale rozkręca się w ostatniej strofce :D:D za to dobranoc - mój ulubiony. kurcze, skądś go znam :D jest super - oddałabym za niego wszystkie... nawet buty :P pozdrawiam, andżelika
Boskie Kalosze Opublikowano 9 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Z tym wierszem związane jest pewne wydarzenie sprzed paru lat. Byliśmy akurat umówieni z grupką zaprzyjaźnionych poetów na recital Janusza Radka... ale może przytoczę rozmowy nazajutrz i jak ten wiersz widział dosłownie ktoś z boku: > Warto było zaufać M i wszystkim, którzy zachęcali do obejrzenia > spektaklu: > > To tylko ślad po recitalu, który zostawia ślad:-) ja dodam jeszcze inny ślad, zapachowy :) - BK dzierżył w dłoniach torbę z kosmetykami renomowanej firmy francuskiej, które to kosmetyki własnie odebrał jako nagrodę za wrzuconą kartke z wierszem. otóż przechodząc niedawno koło salonu firmowego przypomiał sobie że kończy mu się woda do golenia; ponieważ akurat nie miał przy sobie drobnych a w witrynie zauważył ogłoszenie o konkursie na hasło reklamowe szybciutko skreslił kilka wierszowanych słów. i zapomniał. aż do przedwczoraj kiedy to dostał telefon od pani mówiacej łamaną posko-francuszczyzną informującą go o tej drobnej wygranej :-))) (imię i nazwisko, jak to się pisze, znane Redakcji) Od siebie dodam, że z tydzień wcześniej przechodziłem koło salonu "Yves Rocher" i zauważyłem konkurs na hasło reklamowe. Nie namyślając się, wpisałem ten wierszyk, tyle że pod tytułem: "Kobieta pachnąca Yves Rocher". Po tygodniu zadzwoniła do mnie Francuzka, przedstawiciel firmy w Polsce i na wpół po polsku na wpół po francusku oznajmiała, że co prawda nie jest to hasło, ale wiersz jest tak cudowny, tak wspaniały, że Kierownictwo postanowiło nagrodzić go dodatkowo koszykiem perfum i mam to natychmiast odebrać tam, gdzie go wysyłałem. Chyba przez dwa lata chodziłem wyperfumowany jak Ludwik XIV drogimi kosmetykami, a wiersz jak widać, został do dziś. Jednak "Dobranoc" też mi się podoba o wiele bardziej. Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam.
Almare Opublikowano 9 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2008 - właśnie pod pancolkowym wątkiem napisałem, że mało liryki, a tu liryki dwa koszyki. :) - dobrze, że zamieszczasz hurtowo, zapełniasz lukę w podaży. - pozdrawiam
Boskie Kalosze Opublikowano 9 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Dlatego, że dokładnie to samo sobie pomyślałem. Okazuje się: czytamy siebie już nawet w myślach. Pozdrawiam.
Bernadetta1 Opublikowano 9 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2008 Ja te wszystkie Twoje wiersze pojmuję jako całość... ...całość natury niesamowicie wrażliwej, dostrzegającej to , co nieuchwytne...Obrazki liryczne dotyczące miłości...pieknie nakreślone:):)...chyba nie powinno sie ich rozdzielać....tak jak nie można rozdzielać uczuć i przeżyć:) Bernadetta
adolf Opublikowano 10 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 10 Listopada 2008 :) mniam pyszny szwedzki stół, najbardziej smakowało to: Stała naprzeciw siebie nad wezbraną rzeką i padał deszcz ze śniegiem i ze śniegiem deszcz przebiegały przez nią i przez jej przeźrocze, łabędzie po niebach wracały jak echo. Która była którą? Zatracone w sobie zagubiły drogę, którą tutaj przyszły: rzuciły się, chcąc odejść, przez wezbraną wodę i przez siebie na brzeg, jeszcze bledsze wyszły. I patrzyły na siebie przez piany na rzece, jak śnieg pada z deszczem i jak z deszczem śnieg. Na łabędzie, jak echo na przeciwnym niebie lecące za nimi ku drugiemu z nieb. B.K Cudowne, choć pachnie mi Balladą o rzece Baczyńskiego, przynajmniej cien zamysłu się stamtąd wziął, ale dalej poprwadozne już po swojemuy, te lustrzane metafory super pomyśł forma chce nadgopnić treść i przekręca i się z-lustrza ;) Bardzo dobry, cohć.. wsybitnie romantyczny, czyż nie? Ale tak silna poezja jeszcze wróci do łask, poki co lewacka-hedonistyczna-finajsera nadaje inny ton i wmawia, że prawość to fałsz, a ich przekręty i materializm to prawość, ale nie łammy się - tenchwilowy triumf zezwierzecenia kiedyś minie! A wierszy cudowny pozdr.
Boskie Kalosze Opublikowano 10 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 10 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Dziękuję Ci pięknie i pozdrawiam.
Boskie Kalosze Opublikowano 10 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 10 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Nie, zainspirowała mnie Pani Elżbieta Lipińska, którą znasz z Nieszuflady jako Holy Golightly. Poszukaj wiersza "Roztopy" - właśnie pod jego wpływem napisałem swój. [quote] Ale tak silna poezja jeszcze wróci do łask, poki co lewacka-hedonistyczna-finajsera nadaje inny ton i wmawia, że prawość to fałsz, a ich przekręty i materializm to prawość, ale nie łammy się - tenchwilowy triumf zezwierzecenia kiedyś minie! Oby. Ludzie wiele by stracili, gdyby zapomnieli, co to jest liryka. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.
teresa943 Opublikowano 10 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 10 Listopada 2008 Powiem po prostu ... Twoje liryki zawsze mnie urzekają, są takie pachnące uczuciem, barwne jak miłość w różnych porach roku i czułe jak spokojne fale jeziora muskające stopy na plaży księżycową nocą:))). Jesteś od dawna w moich ulubionych... :))))) Serdecznie pozdrawiam -Krystyna
Almare Opublikowano 10 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 10 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. - Krysiu, Twoja wypowiedź potwierdza moje przypuszczenia, dotyczące genezy powstania pseudonimu artystycznego Poety, który daje... oj, daje wzruszeń i poruszeń moc. -Dlaczego Boskie Kalosze? To proste: on, na codzień musi chodzić w kaloszach, albowiem brodzi nieustannie w potokach łez, łez wzruszeń. Normalnie, chlapa jesienna bez względu na porę roku- stąd - Kalosze. Boskie zaś, bo to łzy kobiet, a te, przyznasz, są boskie same z siebie.:))) - Pozdrawiam.
teresa943 Opublikowano 10 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 10 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. - Krysiu, Twoja wypowiedź potwierdza moje przypuszczenia dotyczące genezy powstania pseudonimu artystycznego Poety, który daje... oj, daje wzruszeń i poruszeń moc. -Dlaczego Boskie Kalosze? To proste, on na codzień musi chodzić w kaloszach, albowiem brodzi nieustannie w potokach łez, łez wzruszeń. Normalnie, chlapa jesienna bez względu na porę roku- stąd - Kalosze. Boskie zaś, bo to łzy kobiet, a te, przyznasz, są boskie same z siebie.:))) - Pozdrawiam. Almare! Zgadzam się z Tobą. Dodam może, że w moim odczuciu Boskie Kalosze jeszcze dlatego, że są pokorne, nie wynoszą się, drepcą po błocie (zapewne jesiennym) po śladach (a może na stopach?) Pana Boga wszędzie tam, gdzie ktoś potrzebuje ciepła, czułości i otuchy... dlatego często piszę zwracając się do niego po prostu Boski! I dlatego poezja Boskich Kaloszy jest boska :)))) Pewnie się zarumieni jak przeczyta, ale nich tam, skoro i Ty tak uważasz... :)))) Serdecznie pozdrawiam -Krysia
Boskie Kalosze Opublikowano 11 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 11 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. - Krysiu, Twoja wypowiedź potwierdza moje przypuszczenia dotyczące genezy powstania pseudonimu artystycznego Poety, który daje... oj, daje wzruszeń i poruszeń moc. -Dlaczego Boskie Kalosze? To proste: on, na codzień musi chodzić w kaloszach, albowiem brodzi nieustannie w potokach łez, łez wzruszeń. Normalnie, chlapa jesienna bez względu na porę roku- stąd - Kalosze. Boskie zaś, bo to łzy kobiet, a te, przyznasz, są boskie same z siebie.:))) Liryka ma to do siebie, że porusza to, co siedzi w człowieku najgłębiej, więc jest... najbardziej ludzkie. To co od dziecka chowamy tak dobrze, żeby nikt nie mógł nas zranić. Stąd chyba bierze się jej siła, ale i... bezbronność. Coś jak "Stary niedźwiedź mocno śpi..." - czyli listopadowy znak zodiaku: groźnie brzmiący Skorpion albo, jak kiedyś nasi przodkowie nazywali o tej porze układ gwiazd na niebie, bardziej swojski: Niedźwiadek. Dziękuję i pozdrawiam.
Boskie Kalosze Opublikowano 11 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 11 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Pewnie, że się rumienię. Ale również bardzo cieszę, że jeszcze można trafić wrażliwością - nie tylko wszechobecną logiką, czy absurdem - do wnętrza innych ludzi. Dziękuję Ci pięknie i pozdrawiam.
Rachel_Grass Opublikowano 11 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 11 Listopada 2008 biorę sobie Jesteś. cudownie podjechało Gałczyńskim :)))
Boskie Kalosze Opublikowano 11 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 11 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Pierwsza część rzeczywiście przypomina humor Konstantego, ale druga... Asnyk? Nie jestem pewien, ale raczej już nie Gałczyński. Grunt, że się podobało z czego bardzo się ucieszyłem. Pozdrawiam.
bezsenna81 Opublikowano 14 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 14 Listopada 2008 czytałam raz,drugi i trzeci i jeszcze wracam....i znów nie będę mogła zasnąć...z poruszenia ogrzać się chciałam ciepłą chwilą jednym wspomnieniem zasmucić przeszedłeś Panie w "Boskich Kaloszach" nim się zdążyłam odwrócić
Boskie Kalosze Opublikowano 17 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Dziękuję Ci, tym bardziej bo umieściłem takie właśnie wiersze w kilka godzin po śmierci ojca. Właśnie dlatego, żeby ktoś taki jak Ty przeczytał i.. zamyślił się przez chwilę "poruszony" jak to pięknie napisałaś. Sam też chciałem zająć na chwilę myśli czymś innym, nierealnym, nie z tego świata 9 listopada który powiedział "Dobranoc" bliskiej mi osobie. Takich komentarzy bardzo potrzebowałem i serdecznie dziękuję za nie Tobie i Innym.
bezsenna81 Opublikowano 18 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 18 Listopada 2008 tym bardziej cieszy fakt, że w takich chwilach ktoś ucieka w poezję żeby się schować przed bólem,ja wiele razy tak robiłam.Ponad sześć lat temu życie mnie tak okrutnie doświadczyło że umarłam,przestałam malować,pisać ale wracam...Dopiero od miesiąca znów zaczęłam pisać wiersze,malować i jest mi z tym lżej na sercu choć wiem że dawne rany już nigdy się nie zagoją.Tym bardziej życzę Panu wytrwałości,niech Pan nie żałuje swych pięknych słów bo może ktoś taki jak ja może ich potrzebować by wstać i iść dalej...
Boskie Kalosze Opublikowano 18 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Rozumiem doskonale. Znam ten stan, który nazywam stanem Dafne. Nie można się wtedy poruszyć, krzyknąć, człowiek trwa zamieniony jak Dafne w drzewo bobkowe, utkwiony na brzegu dotychczasowego życia: www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?pid=619463#619463
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się