Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To jest łopatologia :) i dlatego to samo a nawet więcej oddałem w 17 sylabach.
Moja propozycja jest dobra, nawiązuje do tego co zostało napisane wcześniej,
jest przerzutnią a nie oddzielnym zdaniem. Sylabę można sobie inaczej poprawić,
gorsze niedociągnięcia od ucieka wzrokiem (proszę sobie wpisać w Google) są np. tu

Skropliła jesień mglistość wieczoru,

Czemu jesień? To wieczór! skrapla mgłę, także wiosną i latem.


musnęła oczy skrzydłem motylim.

Znów źle poetycko! Skrzydło, nawet motyla zaprószy oczy, jest: suche.
Tymczasem mowa o wilgotnym wieczorze.

W otwartym oknie smuga poświaty

To jest gorsze niż uciec wzrokiem :) Raczej "z otwartego okna" - światło
ma tę właściwość, że się rozchodzi od źródła.

A jutro znowu wstaniesz jak co dzień.
Dzieci wybiegną aby grać w berka.

Tu z kolei naciągane: czyje dzieci? Pisze przecież ,że ktoś odszedł, więc na pewno
nie osierocone. Wątpię, żeby zaraz od rana bawiły się w berka.
Albo to:

Kot się przeciągnie w jesiennym chłodzie.

Nikt, a zwłaszcza kot nie przeciąga się jak mu zimno, tylko wtedy, kiedy ma
- rozgrzane mięśnie - kiedy jest ciepło. Znów ta jesień, taka na siłę , żeby
czytelnik czasem nie zapomniał, że było o niej w pierwszej strofce.

Przede wszystkim wiersz nie jest jakimś rewelacyjnym spostrzeżeniem. Ot:
ktoś umarł a życie toczy się dalej. Spodobał mi się bo wpasował się w klimat
1 listopada, ale to wszystko. Aha, i Autorka umie rymować :)

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ucieka oznacza, że... daje dyla :) Teraz łatwiej? Często mówi się, że chciało się na coś
patrzeć, ale wzrok (sam!) uciekał tak było to makabryczne.
Na przykład tu, łatwo znaleźć przykłady, tylko powody bywają różne:

Odwaga mu raczej nie została dodana, bo ilekroć nasze spojrzenia się spotkały, on natychmiast uciekał wzrokiem jakby został przyłapany na robieniu czegoś wstydliwego.

mademoiselle-butterfly.ownlog.com/tramwajowy--chlopak,1652628,komentarze.html

- Wywalili mnie, muszę poszukać czegoś nowego – wyznał od razu Stasiek, chociaż nie zamierzał jej tym wszystkim denerwować. Uciekł wzrokiem w bok, zaczął się przyglądać przechodzącym klientom.

"Jutro wyjeżdżam do Laponii" - Przegaliński Adam, wyd. Prószyński I S-Ka
www.gandalf.com.pl/fragment/jutro-wyjezdzam-do-laponii/

Itd.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czy Ty Boskie Kalosze nie zanadto się sobą zachwycasz? Nic w tych sylabach nie oddałeś, tylko zmieniłeś sens mojego wiersza. Jeśli chcesz napisać wiersz z podobnym tematem nic nie stoi na przeszkodzie.



To prawda ale wiersz jest o jesieni i to jesień kojarzy się z mgłą.



Delikatnie jak skrzydłem motylim - tak trudno się domyśleć, że to nie chodzi o motyla i o jego suche skrzydła ?



W otwartym oknie widać smugę poświaty na ścianach pokoju i o ten pusty pokój tu chodzi, a nie o to, że blask z otwartego okna oświetla coś na zewnątrz.



Skąd wiesz czy to nie dzieci sąsiadów . Obok życie toczy się nadal.



Mój kot się przeciąga, bo sypia w domu. Wstaje raniutko, wyjada z miski swoje śniadanie, wychodzi na ganek, wita się z psem, przeciąga i idzie na obchód swojego terytorium.
Poważnie :) Taki codzienny rytuał.
Przewidując zarzut, że koty lubią łazić po nocach, powiem jeszcze, że trzeba go wpuścić w nocy, gdy wraca ze swoich wędrówek.



Jest taka zasada dotycząca kompozycji dramatu : to co pojawia się na początku powinno pojawić się i nabrać znaczenia na końcu.
We wszystkich moich wierszach tę zasadę staram się stosować.



Właśnie o to chodzi. To okazjonalny wiersz, ale i dość osobisty.

Również pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie, ja napisałem swój:


ławka pod oknem
czerwone liście klonu
gdzie czekał dziadzio


Jak to nic nie oddałem? Jesień wyrażoną przez liście klonu

www.worldwidephotos.org/pl/big/587/

- na ławce, na której tak zawsze niecierpliwie czekał dziadek na swoje wnuczka (i/ę)
Tym razem siedzi na niej... jesień. Pomyśl: kiedyś dziadek czekał na wnuczka,
teraz, pewnie już po latach w tym samym miejscu czeka na niego Jesień.
Okno jest symbolem tego co wewnątrz i na zewnątrz: ławka pod oknem
nabiera swoistego znaczenia. Zastanówmy się, jak to mogło wyglądać:
dziadzio, nie mogąc doczekać się na przyjazd dzieci z wnuczkami, wychodził
przed dom i siadał na ławeczce. Wiadomo co było potem, wnusie biegły
pierwsze przywitać dziadka, wreszcie wszyscy razem szli do domu.
Po latach, zamiast dziadka na ławce czeka Jesień wyrażona przez liście klonu.
Co będzie Dalej, już w środku, po przestąpieniu progu domu?

Mnie zazwyczaj wystarcząją takie i podobne trzy wersy :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Ale w ten sposób wszystko da się skrócić. Tylko po co? Właśnie to jest fajne, że ten sam temat można opisać w bardzo różnej formie. Każdemu wedle upodobań.
No i podtrzymuję to, że się jednak sobą zachwycasz. W dodatku pod cudzym wierszem. Ale nie traktuję tego jako zarzut. Gdybyś się tak nie rozpisywał, nie miałabym okazji przeczytać Twojego haiku, które mi się bardzo podoba :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dlaczego sobą? Przecież to haiku o dziadziusiu. Jako przykład przeciwnej strony
rozgadania w wierszu ("stać się bezksiężycową", "aby grać w berka", "zbyt szybko zwiędły",
"na której", itp. ) i osobiście nie podoba mi się za specjalnie.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To jest łopatologia :) i dlatego to samo a nawet więcej oddałem w 17 sylabach.
Moja propozycja jest dobra, nawiązuje do tego co zostało napisane wcześniej,
jest przerzutnią a nie oddzielnym zdaniem. Sylabę można sobie inaczej poprawić,
gorsze niedociągnięcia od ucieka wzrokiem (proszę sobie wpisać w Google) są np. tu

Skropliła jesień mglistość wieczoru,

Czemu jesień? To wieczór! skrapla mgłę, także wiosną i latem.


musnęła oczy skrzydłem motylim.

Znów źle poetycko! Skrzydło, nawet motyla zaprószy oczy, jest: suche.
Tymczasem mowa o wilgotnym wieczorze.

W otwartym oknie smuga poświaty

To jest gorsze niż uciec wzrokiem :) Raczej "z otwartego okna" - światło
ma tę właściwość, że się rozchodzi od źródła.

A jutro znowu wstaniesz jak co dzień.
Dzieci wybiegną aby grać w berka.

Tu z kolei naciągane: czyje dzieci? Pisze przecież ,że ktoś odszedł, więc na pewno
nie osierocone. Wątpię, żeby zaraz od rana bawiły się w berka.
Albo to:

Kot się przeciągnie w jesiennym chłodzie.

Nikt, a zwłaszcza kot nie przeciąga się jak mu zimno, tylko wtedy, kiedy ma
- rozgrzane mięśnie - kiedy jest ciepło. Znów ta jesień, taka na siłę , żeby
czytelnik czasem nie zapomniał, że było o niej w pierwszej strofce.

Przede wszystkim wiersz nie jest jakimś rewelacyjnym spostrzeżeniem. Ot:
ktoś umarł a życie toczy się dalej. Spodobał mi się bo wpasował się w klimat
1 listopada, ale to wszystko. Aha, i Autorka umie rymować :)

Pozdrawiam

Wiesz co, Boskie Kalosze? Te twoje dywagacje i taki właśnie rozbiór wiersza, to iście żenujaca zagrywka w dodatku poniżej pasa.
Miałem nie reagować wcale, ale w końcu pomyślałem, czemu nie? To co zaprezentowałeś mogę ci tu zaraz obalić z równą łatwością, jak ty podszedłes do treści wiersza. Nie wiesz, że wszystko można wytłumaczyć sobie na swój sposób? Tylko czemu akurat czepiasz się użytych tu zwrotów, tego nie pojmuję, czyba, że czynisz to w niezbyt przyjemnych intencjach.

"Czemu jesień? To wieczór! skrapla mgłę, także wiosną i latem. "
--- nie zawsze wieczór skrapla mgłę, zależy to od temperatury, zwanej "punktem rosy" dla danej chwili. A w wierszu to właśnie jesień skrapla, a nie żaden wieczór... Jesień skrapla, bo jest ... jesień!

musnęła oczy skrzydłem motylim.

" Znów źle poetycko! Skrzydło, nawet motyla zaprószy oczy, jest: suche.
Tymczasem mowa o wilgotnym wieczorze."
--- nieprawda! Skoro wieczór jest mglisty, więc jest wilgotny, a skoro jest wilgotny, to ta wilgoć jest wszędzie. A skoro jest wszędzie, to i na skrzydłach motylich też siadają kropelki rosy czyniąc owe wilgotnymi. Więc znowu - skoro są one, te skrzydła, wilgotne, to pyłek na nich nie jest sypki, lecz trzyma się w konsystencji... no, w jakiej on jest konsystencji, a...? A z tego wynika, że oka nie zaprószy... :)))



W otwartym oknie smuga poświaty

"To jest gorsze niż uciec wzrokiem :) Raczej "z otwartego okna" - światło
ma tę właściwość, że się rozchodzi od źródła."
--- autorka pisze, że smuga JEST "w otwartym oknie", a nie rozchodzi się z niego.


A jutro znowu wstaniesz jak co dzień.
Dzieci wybiegną aby grać w berka.

"Tu z kolei naciągane: czyje dzieci? Pisze przecież ,że ktoś odszedł, więc na pewno
nie osierocone. Wątpię, żeby zaraz od rana bawiły się w berka. "

O przepraszam, czy rano dzieci nie mogą bawić się w berka? Nie ważne, czyje dzieci, w ogóle - dzieci! A pod pojęciem "rano" kryje się godzina - no właśnie, która? Koniecznie piąta? A dziesiąta, to nie rano? A jedenasta. a pół do dwunastej? O tej porze, rano, jem śniadanie w niedzielę, a dzieciaki już wracają z pobliskiego boiska po meczu... :)))

A co do kota... Kot się przeciaga wtedy, kiedy mu się chce przeciągnąć. Nawet w mgliste, jesienne i chłodne wieczory, czyż nie???

Jak widzisz, kolego, można dywagować na ten sam temat od początku do końca, z lewa na prawo i jak się jeszcze chce. Mistrzami w odwracaniu kota ogonem są dzisiejsi POlitycy. i właśnie czytając ciebie miałem wrażenie, że słucham ich. Dlatego odpisałem (chociaż bardzo mi się nie chciało), bo uważam, że takie rozbieranie wiersza i pisanie w tym tonie, za zwykłe popierdółki - chcesz znaleźć kij, to go znajdziesz zawsze...

Pozdrawiam Piast
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Popierdółki to sam piszesz. Na przykład do Leśmiana zazwyczaj nie mam zastrzeżeń,
więc można pisać idealnie o przyrodzie.
Punkt rosy jest zawsze, nie tylko na jesieni, doucz się trochę.
Kot nie przeciąga się, kiedy jest zimno tylko daje dyla. Mam już któregoś to wiem.
Gadanie, że właśnie wyszedł z domu jest naciągane, bo to rzecz o jesieni.
Tym bardziej, że o ile jeszcze pamiętasz:
padał wieczorem deszcz, więc rano jest wilgotno i zimno, jak to jesienią.
Poza tym obraz skacze: raz jest na zewnątrz okna, o wieczorze i mglistości,
za chwilę w pokoju i o zwiędłych kwiatach, potem o dzieciach co w berka się bawią.
Takie wodzenie na siłę czytelnika, jak w prozie. A co zostaje dla mnie? Uwagi :)
I proszę mi tu nie zwracać uwagi i nie wypominać tego, że jestem bystrzejszy od Ciebie, ok?
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tobie zaprószyło: skoro to jesień to co pieprzysz (suchy :)) o motylkach i mokrych skrzydełkach? W zimie będziesz pisał o białych bociankach? Mokry pyłek na skrzydełkach
motylka jesienią sobie wymylił, żeby bronić swojego... POlityk się znalazł, o! :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tobie zaprószyło: skoro to jesień to co pieprzysz (suchy :)) o motylkach i mokrych skrzydełkach? W zimie będziesz pisał o białych bociankach? Mokry pyłek na skrzydełkach
motylka jesienią sobie wymylił, żeby bronić swojego... POlityk się znalazł, o! :)

1 listopada nad cmentarzem w Słupi latał cytrynek. Piękny był, naprawdę piękny...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1 listopada nad cmentarzem w Słupi latał cytrynek. Piękny był, naprawdę piękny...
a Panowie słyszeli o motylu nocnym - znaczy ciem.nym? a?
;)
Owszem, a o jesiennych napisałem kiedyś nawet haiku:


późne południe
na przydrożnym kamieniu
jesienny motyl


W tym roku widziałem motyla nawet w styczniu, obijał się o szyby na X piętrze bloku
kiedy za oknem było kilkanaście stopni mrozu. Człowiek otwiera okno i skacze,
dla tego skrzydlatego owada samobójstwem byłby właśnie mróz.

O ile ptaki, aż od ery paleozoicznej, już od karbonu doskonaliły nie tylko umiejętność latania,
ale także przez całe pokolenia dokonywały zmian w metabolizmie aby osiągnąć stałocieplność
i uniezależnić swój organizm od temperatury otoczenia, o tyle owady zatrzymały się pod tym względem w miejscu i nie są w stanie latać w niskich temperaturach.
Ziąb, i tak słabo grzejące jesienne słońce zasłonięte na dodatek mgłą,
wreszcie wieczór i deszcz sprawia, że motyle (muchy, itp)nie mają jak naładować "akumulatorków latania".
Na pewno nie w taki jesienny, deszczowy i chłodny dzień.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Boskie Kalosze
Weź się uspokój co? Rozmowa z Tobą przypomina taki skecz z Kabaretu Dudek pt. "Sęk"
Zawsze Ci myśl ucieknie w nieznanym kierunku, a głównie kręcisz się wkoło zachwytów nad własną osobą.
I nie obrażaj mi gości.
Znowu wpisałeś jakieś haiku. Wyślij wiersz normalnym trybem, zamiast śmiecić wszędzie.
Popisujesz się jak małe dziecko, albo jakiś niedowartościowany grafoman.
W ten sposób możesz sobie gadać z Hanią, Maryjanną albo Beą, one to lubią.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To jest rozmowa o motylach, o nieumiejętnym zastosowaniu porównań
które tak doskonale opanował, jak już wspomniałem np. Bolesław Leśmian.
Sama upajasz się swoim rymotwórstwem krytykując na Nieszufladzie wiersze Zygfryda,
które mają w sobie to coś, co sprawia, że mówimy o kimś poeta a nie rymiarz.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Kolejny przykład wykręcania kota ogonem.

Boskie Kalosze to Ty Zygfryd jesteś!!! :))) Ja się nie zastanawiam jaki nick do kogo przekleić na inny portal. Skoro ktoś zmienił nick to widocznie chciał aby go traktować jak kogoś innego.
Jeden wiersz Zygfryda mi się nawet spodobał, ale tak ogólnie dosyć kiepskie te wiersze.

To, że gadasz o motylkach i wciągasz w to kolejne osoby, to Twoja sprawa. W wierszu nie ma motyla, jest muśnięcie (jak) motylim skrzydłem - czyli delikatnie.
Piszę o tym na początku w komentarzach dla Lali. Większość czytających nie miała z tym kłopotu. Ale Ty przecież czytasz tylko to co sam napiszesz, nie przyjmujesz do wiadomości, że ktoś może mieć inne zdanie. Pisałeś coś o zaprószeniu oczu tym pyłkiem co na skrzydłach - też pasuje.
A napisałam tak:
...Ten fragment jest o wzruszeniu i łzach, komuś się one zakręciły w oczach. To coś takiego jak pytanie: - płaczesz? i odpowiedź: - nie, to tylko rosa.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To jest tak jak z haiku Marianny o łosiu, który odłączył się od stada i żeruje na parkingu.
Większość też nie ma z tym kłopotu, a ja zrywam boki ze śmiechu :)

Skrzydło motyla w kontekście deszczowego, jesiennego wieczoru
nie jest poetyckim rozwiązaniem. Są też inne, raczej niezamierzone wesołe konotacje:

Skropliła jesień mglistość wieczoru,
musnęła oczy skrzydłem motylim

czyli, jakby ktoś dostał po oczach i zobaczył gwiazdki, to znaczy:

Pośród szarości resztki koloru
błyszczały jeszcze, aby po chwili
zniknąć i stać się bezksiężycową,
ciemną i dżdżystą nocy osnową.

Krótko mówiąc: zamroczyło PeeLa :) (czego życzę dziś rywalowi Gołoty)
Może jestem geniuszem a wtedy porównanie z innymi bierze w łeb,
w każdym razie widzę, czy raczej czuję takie niedopracowania na odległość.
A są też i inne, podobnie niezgrabne konotacje.
Traktuję takie wiersze jak zadanie w "Rewii Rozrywki":
"Znajdź jak najwięcej szczegółów, którymi różnią się od siebie obrazki."

Pozdrawiam.
Opublikowano

Ja tylko się zastanawiam jak Ci się chce te wszystkie głupoty wypisywać i skąd masz tyle czasu.
Nie uczysz się, nie pracujesz, z domu nie wychodzisz?
Uzależnienie od internetu to choroba. Może by pomogła jakaś wizyta w gabinecie lekarskim, albo chociaż ziółka na uspokojenie, czy coś w tym guście.
Zdrowia życzę Boski Zygfrydzie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dobro

       

      Pół żartem, a pół serio można powiedzieć, że prawdziwe Dobro to tylko Bóg i nikt poza Nim. Gdyby wgłębić się w to proste zdanie, to widać, że żartu w nim niewiele. Jeśli Miłość, Prawda i Piękno są dobrem, to dobro stanowi atrybut Boga, znany nam z Objawienia. Jeśli życie jest dobrem to stanowi ono atrybut Absolutu. Dobro jest przedmiotem nienawiści na tym świecie, a zarazem stanowi przedmiot pożądania. Ponieważ tego dobra jest na ziemi niewiele nieustannie toczą się o nie spory, kłótnie, walki i wojny. Doskonałość jest dobrem ale stanowi atrybut Absolutu. Doskonałe zło nie istnieje, podobnie jak doskonałe cokolwiek na tym świecie. Doskonałość rozumiana jako ideał. Dobrem jest harmonia różnych działań i funkcji wynikających z imperatywu formy człowieczej egzystencji. Wszelkie dysfunkcje, zakłócenia stanowią asumpt, bodziec do kaskady zła. Dobrem jest harmonia Łaski Bożej, zdrowego rozsądku, inteligencji, serca i duszy. Dobro tak rozumiane pomnaża dobro, sprawia, że na tym świecie i w tej cywilizacji zwiększa się rachunek dobra. Człowiek stresu, złej woli, człowiek chory sprawia, że pożądane dobro traci swoje atuty i zostaje zredukowane, zubożone. Staje się atrapą dobra, która nie przynosi prawdziwej radości, tylko nowe pożądania. W dzisiejszym świecie harmonia tak rozumiana jest dostępna tylko niewielu ludziom. Silne bodźce przymusu ekonomicznego czy fizycznego zmuszają wielu ludzi z pauperyzujących się, pauperyzowanych i spauperyzowanych grup społecznych do nieustannej pogoni za jakimkolwiek zyskiem. Niczym starożytni niewolnicy mogą powiedzieć, że dobro to brak jakichkolwiek uczuć i odczuć. Ich zamęczenie harówką nie ma nic wspólnego ze zdrowym zmęczeniem po całodziennym wysiłku, uczciwej pracy. Jak każdy ideał, ideał harmonii jest dobrem równie nieosiągalnym, jak inne na tym świecie. Niektórzy ludzie mówią, że Boga nie ma. Że ludzie modlą się do powietrza całymi godzinami… . A przecież i samo powietrze jest dobrem. Być dobrym dla wszystkich jak powietrze…? Każdy nim oddycha, wchłania chciwie niczym jakiś skarb. Gdy go gdzieś brakuje, opuszcza to miejsce i chciwie, łapczywie wtłacza w płuca tam gdzie ono jest, czując jak wraca mu życie, jasność umysłu. Gdy go zupełnie braknie człowiek umiera. Może modlitwa do tegoż powietrza to nie takie niemądre postępowanie, może wtedy zachodzi fluidyczny związek człowieka z odnowieniem, odświeżeniem się cząstek materii powietrza. Może powietrzu aby się odnowiło potrzeba tej minimalnej dawki bioprądów i fluidów, wydzielanych przez organizm ludzki…? Dobrze jest, kiedy ludzie nawzajem wybaczają sobie to, co uważają za złe, kiedy podają sobie ciepłe, serdeczne uściski dłoni. W naszych sercach budzi się jakaś radość z poczucia wspólnego dążenia ku jakiemuś Dobru, chociaż nie wypowiadamy jej głośno. Jest jakimś dobrem wspólne pomaganie sobie w kłopotach, w pokonywaniu jakiś przeszkód, w wypełnianiu obowiązków. Człowiek zatraca poczucie osamotnienia, wyobcowania we wrogim świecie, ma wrażenie, że ciało nie stanowi granicy jego jaźni i że żyje pomiędzy ciałami innych ludzi, że wypełnia się przestrzeń pomiędzy ludźmi jakąś energią… . Ma poczucie wspólnego losu w czasie i przestrzeni w jakich przyszło mu egzystować. Dobrem jest poszukiwanie swego indywidualnego głosu, głosu często zatracanego w społeczności wielkich molochów miejskich, swego odczucia świata, swego spojrzenia na siebie i innych ludzi. Społeczność w swej masie zniewala każdego człowieka, przymusza do porzucenia indywidualnej percepcji, rozumienia rzeczy, narzuca to co się samo narzuca lub co niesie „bagno behawioralne”. Dobrze jest, kiedy ktoś kocha zwierzęta, we właściwy sposób, sposób który podpowiada sama natura i potrzeba. Zwierzęta ze swej natury nieufne i płochliwe, właściwie traktowane, oswajają się i tracą lęk, nawiązują więź z człowiekiem. Często dokonują przy człowieku rzeczy, których w naturze nigdy by nie uczyniły: łaszą się, skaczą z radości, beczą, szczekają, kiwają łbami i są posłuszne dźwiękom ludzkiego głosu, którego artykulacji nie rozumieją. Jest dobrem zwrócenie uwagi komuś, że źle czyni, wyjaśniając dlaczego uważa się, że to coś jest złe, a to co się proponuje jest dobre. Człowiek osamotniony może właściwie nie pojmować i łatwiej zarazić się dobrem, niż złem, może zatracić siebie w walce o przetrwanie. Można powiedzieć, że dobrem jest kolekcja dzieł sztuki, która swym oddziaływaniem przenika ludzki umysł, ubogaca jego wyobraźnię, wzrusza, bawi, uczy. Dzieło sztuki jest dobrem związanym z sensem doczesnej egzystencji, z poczuciem piękna. Piękna muzyka potrafi przenieść człowieka w pozór jakiegoś innego świata, potrafi wrócić mu siły, ukoić bolesne rany, rozładować zły nastrój, a nawet uratować od zbrodni. Mówią o tym niektóre filmy fabularne, oparte o autentyczne wydarzenia (np. „Fitzcarraldo” W. Herzoga, „Misja” R. Joffe), publikacje książkowe, etc. Kunsztownie wykonaną kolię czy naszyjnik z pereł lub diamentów można uznać za jakieś dobro, ale… czy przynosi to więcej dobra czy zła? Jak dobry jest wynalazek penicyliny, ilu ludziom uratował życie doczesne? Ilu ludzi leżało w gorączce bez żadnej nadziei na wyzdrowienie i umierało? A jak spowszedniał ten wynalazek, to dobro, że każdy traktuje je niczym gruszki na drzewie, które można zerwać i zjeść w razie potrzeby? Któż pamięta dziś nazwisko tego dobroczyńcy, który wynalazł penicylinę? Można powiedzieć, że dobrem powszechnym stają się wynalazki współczesnej mikroelektroniki, wykorzystywane do rozmaitych urządzeń, mających za zadanie ułatwienia w egzystencji każdego człowieka, takie aby maszyny mogły zastąpić wysiłek ludzki i dać więcej wolności od wysiłku, od pracy. Dobrem są z pewnością radioodbiorniki, odtwarzacze laserowe, komputery osobiste, internet, telewizja. Dobre wynalazki to takie jak wynalazek żarówki T. Edisona, mogą służyć ludziom, ubogacać ich, wzmacniać, pomagać zapełnić nadmiar wolnego czasu. Ale powszechnie wiadomo, że dobre wynalazki mogą być wykorzystywane w złym celu przez ludzi o złej woli, mogą służyć złu. Dobrze jest, można powiedzieć, kiedy ludzie nie wynoszą się ponad siebie, kiedy są skromni, znają swoje możliwości, otrzymane dary, talenty i nie udają słońca, że są tak dobrzy, jak słońce i świecą na firmamencie dla wszystkich. 

      Dobrze jest żyć w kraju skromnych ludzi, pełnych rozsądnej pokory, szacunku dla dóbr rzeczywistych, dla wartościowych rzeczy, dla rzeczywistych dokonań, a nie iluzorycznych bufonad i fantastycznych wizji powszechnego dobrobytu. Można powiedzieć, że dobrze jest, gdy człowiek czuwa nad dobrem, nad tym aby posiadanego dobra nie utracić, a powiększyć jego zasoby. Można powiedzieć, że czuwanie nad dobrem jest podobne do czuwania nad własnym ogrodem. Dobrze jest pielęgnować roślinkę dobra, gdy nadciąga wicher podeprzeć listwą, usztywnić, gdy zbliża się powódź stosownie przekopać… . Dobrze byłoby pokusić się o dokonanie rozrachunku z samym sobą. Na czym to mogłoby polegać? Wystarczy obrać sobie z otoczenia dowolną rzecz, dowolny przedmiot i wyszukać w nim tylko i wyłącznie dobro, to co dobrego w nim widzę, a następnie wyszukać negatywy danej rzeczy. Później policzyć ile widziało się dobra, a ile zła… . Uczciwy rozrachunek może wiele powiedzieć o rachmistrzu. Ktoś wtedy powie: „widzę więcej zła w tym przedmiocie, niż dobra”. Czy to dobrze, czy źle?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...