Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiem! Chyba wiem, co chciałeś przekazać poprzez ten trochę dziwny zapis.
Witaj :-)
Po co aż dwa myślniki? Wystarczy jeden po L2.
Bardzo fajny pomysł. Przede wszystkim świeży. Chyba dzięki oknom (otwartym) na oścież.
Szeroko otwarte skrzydła okien w izolatce mają związek z kasztanami, które dopiero co wypadły z kolczastej skorupki. Są lśniące i nowe. Dają nadzieję osobie chorej na "błyszczenie", na opuszczenie izolatki.
Tak to sobie wymyśliłam. Nie wiem czy zgodnie z Twoim zamiarem.
I żeby nie było, że to kwiat kasztanowca jest w kropelkach rosy, to wprowadziłabym
jakiś ślad, który naprowadziłby czytelnika na jesień.

Wersja robocza:

z izolatki (w izolatce--)
przez okno na oścież
lśniące kasztany


Być może błądzę, ale obraz już zapadł w pamięci.

Pozdrawiam,
życząc słonecznego dnia
i lśniących, całkiem nowiusieńkich kasztanów.

jasna :-))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ale izolatka i okno na oścież - kłócą się teraz ze sobą. Niby to możliwe, jednak sens izoltaki
polega na zamknięciu. Natomiast lśniące kasztany, to... interptetacja :))
Skoro kasztany i rosa? Lśnienie miało się zrodzić już w głowie Czytelnika, więc bardzo się cieszę z Twojego obrazka :)
Powiedzmy, że chcę oddać drobne (nawet nasze :)) niesnaski, które łagodzi zbliżająca się jesień bo narasta obawa, że długie wieczory ciągnąć się będą samotnie. Czy muszę o tym mówić, zamiast po prostu przełożyć to na zjawisko przyrodnicze?


jesienna mgła...
nie zaskrzypią drzwi
jeśli przyjdziesz

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A może "jesienny wiatr" w L1? Ps. Ładnie
Nie, bo mgła jesienią bywa tak gęsta, że dosłownie wszędzie się wciśnie.
Wiatr jest trochę utarty - wiadomo, że głośno wieje i nie słychać wielu rzeczy,
ale jednak skrzypienie drzwi, kiedy je się otwiera - raczej i tak słychać z bliska.
Jednak przede wszystkim mgła jest bardziej... erotyczna :)
To wilgoć, wszechobecna. Nawet stare zamki oliwi,
żeby to, co ukryte glęboko na co dzień, mogło jesiennym wieczorem wyjść na świat.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Raczej szpital,w przeciwnym razie od okna ważniejsze byłyby kraty. Ewentualnie
mawia się: więzienne okno (w przypadku izolatki to chyba nawet jest okienko?)
Rola? Rosa i kasztany są czymś po tamtej stronie. Tak samo przeciwnym:
tam rosa a tu sucho, sterylnie, tam kasztany najeżone kolcami, tu miękkość pościeli,
tam chłód (rosa) tu szpitalny "ziąb", tam igły i tu igły:

fotoforum.gazeta.pl/72,2,887,58121237,84609630.html

Kluczem jest "na oścież" bo wiadomo, że przeczy definicji izolatki (zamknięcia)
a jeśli pominąć metaforykę i przerzutnię: na oścież dotyczy okna.
Wskazuje też na to rosa, która raczej jest czymś odczuwanym, niż widzianym z daleka, przez szyby. Na przykład z okna - ale skoro te jest otwarte na oścież, to znaczy,
że izolatka jest już pusta. Można powiedzieć, że też otwarta na oścież.
Ktoś z niej odszedł, ktoś następny będzie w niej leżał.

Tak w skrócie, bo właściwie co tu tłumaczyć? Jakbym miał pisać, dlaczego właściwie
mówi się, że deszcz jest mokry? Co się wtedy czuje, czy jest jakaś różnica
niż kiedy rozłoży się parasol i wejdzie po czubek głowy do jeziora? ;)

Przepraszam ,że dopiero teraz odpowiadam, ale rano pogoniły mnie sprzed komputera zajęcia
i już nie zdążyłem :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiem! Chyba wiem, co chciałeś przekazać poprzez ten trochę dziwny zapis.
Witaj :-)
Po co aż dwa myślniki? Wystarczy jeden po L2.
Bardzo fajny pomysł. Przede wszystkim świeży. Chyba dzięki oknom (otwartym) na oścież.
Szeroko otwarte skrzydła okien w izolatce mają związek z kasztanami, które dopiero co wypadły z kolczastej skorupki. Są lśniące i nowe. Dają nadzieję osobie chorej na "błyszczenie", na opuszczenie izolatki.
Tak to sobie wymyśliłam. Nie wiem czy zgodnie z Twoim zamiarem.
I żeby nie było, że to kwiat kasztanowca jest w kropelkach rosy, to wprowadziłabym
jakiś ślad, który naprowadziłby czytelnika na jesień.

Wersja robocza:

z izolatki (w izolatce--)
przez okno na oścież
lśniące kasztany


Być może błądzę, ale obraz już zapadł w pamięci.

Pozdrawiam,
życząc słonecznego dnia
i lśniących, całkiem nowiusieńkich kasztanów.

jasna :-))
Zgadzam się z jasną, że kasztany mogą tu też oznaczać kwiaty a nie owoce - to ten październik podsuwa nam podświadomie widok świeżo wyłuskanych kulek. A w obrazie ze starym, kwitnącym kasztanem, który swoimi rozłożystymi konarami sięga do okien izolatki, nawet lepie pasuje poranna rosa - bo stosowniej do pory roku. Ja czuję zapach wiosny w tym haiku - Ania
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W takim razie bardzo się cieszę :) Chodzi właśnie o oddanie uwolnienia się, a czy
wiosna nie wywołuje w człowieku podobnego nastroju?

Iść, ciągle iść w stronę słońca
W stronę słońca, aż po horyzontu kres
Iść, ciągle iść tak bez końca...

martynkaa.wrzuta.pl/audio/aanORg67hO/dwa_plus_jeden_-_isc_w_strone_slonca

Trafiłaś w dziesiątkę: kasztany uwalniają się w końcu ze swojej zbroi i rosa wraca do nieba,
kiedy mocniej zaczyna przygrzewać słońce. A chory (raczej poważnie, skoro trafił aż do izolatki) człowiek? Albo zabrał się po drodze razem z rosą, albo z kasztanami dotyka ziemi. Sam nie wiem, to jest tylko obrazek o otwieraniu się "na oścież".

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie przepraszaj. to ja chce czegos od ciebie a nie ty ode mnie. rozumiem ze izolatka oznacza zamkniecie, rozumiem co oznacza otwarcie w takim miejscu okien na osciez ale nie lapalem tych kasztanow i rosy. szczerze mowiac to kojarzylo mi sie to ze smiercia. w szpitalu po smierci osoby zmienia sie posciel. uznalem ze ktos umarl wiec przebrano posciel i przewietrzono pomieszczenie. poza tym fajnie brzmi. pozdro. pietrek

Kręgi na wodzie
Początek czy też koniec
ślad po zdarzeniu

- Tomasz Głogowski
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ale izolatka i okno na oścież - kłócą się teraz ze sobą. Niby to możliwe, jednak sens izoltaki
polega na zamknięciu.

Tu się zgadzam z Tobą. Rozhuśtałam się ;-), a wersja była robocza :-)
Nic nie poradzę, że zobaczyłam taki obraz. Trudno mi się go pozbyć nawet wbrew logice.
Ja po prostu naprawdę to widziałam z okna szpitala. I pamiętam o czym wtedy myślałam.
Fakt, nie była to izolatka, która tutaj ma dodatkowe znaczenie.

[quote]Natomiast lśniące kasztany, to... interptetacja :))
Skoro kasztany i rosa? Lśnienie miało się zrodzić już w głowie Czytelnika, więc bardzo się cieszę z Twojego obrazka :)

Kasztany, które wypadają ze skorupek są lśniące bez względu na rosę. :-))


[quote]
Powiedzmy, że chcę oddać drobne (nawet nasze :)) niesnaski, które łagodzi zbliżająca się jesień bo narasta obawa, że długie wieczory ciągnąć się będą samotnie. Czy muszę o tym mówić, zamiast po prostu przełożyć to na zjawisko przyrodnicze?


jesienna mgła...
nie zaskrzypią drzwi
jeśli przyjdziesz



Teraz Ty pięknie rozbujałeś się w nadinterpretacji w czasie przyszłym. :-))
Co nie znaczy, że miniaturka nie podoba mi się. Wręcz przeciwnie.
Ależ inspirujesz:

jesteś?
nie skrzypnęły nawet drzwi
w sieni
woń jesiennej mimozy
poprzez mgłę

Nie wiem czy to można nazwac tanką, ale Twój nastrój mi się udziela.
W końcu to Ty jesteś poetą :-))

Serdeczności,
jasna :-))

P.S.
dn. 28.10.2008r. dopisałam:

jesteś?
w sieni poprzez mgłę
zapach tuberozy
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dlaczego w nadinterpretacji? Jeśli napiszę wieczorem, że rano zaświeci słońce,
czy to też będzie nadinterpretacją? :) Podobnie to, że jak jest mokro, to ślisko bywa
nie tylko na ulicach, ale zamki również wtedy nie skrzypią.
Nie mówiąc o tym, że mgła tłumi odgłosy, jak... wata.

Ładne :) Prawdopodobnie nawet mimoza była przyczyną lokalnej mgły.
Skoro dym powoduje jej powstawanie, równie dobrze olejki eteryczne
unoszące się w powietrzu mogą powodować skraplanie się powietrza
i być przyczyną mgły.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mądre :) Ale zabrakło mi miejsca dla czytelnika. Czyli zabrakło mi (w tym zdarzeniu) mnie samego:


kręgi na wodzie
od linii papilarnych
na mojej dłoni


Mielibyśmy kręgi na wodzie, jako ślad po zdarzeniu. Natomiast zdarzeniem byłby człowiek, czyli ja. Wracając do pytania "początek czy też koniec" - otóż nie wiadomo, czy ręka
w tym przypadku jest początkiem, czy już tylko końcem fali, którą wywołała dotykając
lustra wody. Przeniesienie: na dłoni/na wodzie jako eskalacja ego.

Tak sobie tylko gdybam, bo haiku Tomasza inspiruje :)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie znam sie na eskalacjach ale to co przytoczylem to tylko przyklad jak rozmaicie mozna cos interpretowac. kapujesz: nocne przesuwanie mebli w mieszkaniu powyzej to wcale nie musi byc podzial majatku i poczatek rozwodu tylko ze komus dwa zlote wpadlo pod kredens.

pietrek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jednak znając powód (2 zł) można wyciągnąć sporo wniosków o sąsiadach.
Tak jak to, że jutro wstanie nowy dzień nie musi być prawdą, a jednak odrzuca się
możliwość aby było inaczej. Potem, że nagle nie wyskoczy 30 st. ciepła, itd.
Podobnie z haiku: jeśli więcej niż 50% możliwości spełnia jakąś interpretację, to jest ona trafna.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...