Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przedwczoraj ktoś (świnia - nie człowiek - przepraszam wszystkie warchlaki) podrzucił mi na działkę kotka.
Weterynarz oznajmił, ze Ona (kocica podobno) ma trzy tygodnie i czuje się dobrze.
W życiu nie miałam kota - lekarz wziął 5 zł (za wizytę - niedużo, no nie?) i życzył mi powodzenia.
Co to znaczy?
Dlaczego jest ten kot (podobno) zbyt mały na odrobaczenie i szczepionki?
Co mnie czeka? Jak mam o nią ( Banita toto nazwałam) dbać?
Czy zdominuje moje blaty w kuchni?
Mam trzy psy - czy nie wydrapie (w przyszłości) im oczu?
Czy to prawda, że jest magiczny i ma kilka żyć?
Czy mnie nie zje po śmierci? - nie wiem nawet ile lat kot żyje - skoro ma kilka żyć, czy mam jakieś szanse?
Czy to prawda, że takie stworzenia przyzwyczajają się tylko do miejsca, a nie do ludzi???

POMOCY!!!

Wszelkie rady bardzo mile widziane.


Okocona kasia.

  • Odpowiedzi 45
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

do miejsca-jeśli nieuważna jesteś i nienawykła do uznania cudzej, wybitnej indywidualności
do człowieka- jeśli człowieka uznasz w kocie, lub jeśli cię to nie znieważa - nadczłowieka

psom musisz wepchać w gardło, by się śliniły i karcić by wiedziały, że szczęk się nie domyka
jak masz psy to jeden rządzi, dobrze, żeby to suka była, trzeba dokonać adopcji, sposób z moczem jest ok, ale nie każdy znosi

poza tym sam się wychowuje i kształci, wiedzę czerpie z wiatru i gwiazd (nam niedostępną)
magiczne stworzenie, jeśli się umie patrzyć - mój (na przykład), zawijał czas ;))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jezu, toto (kot znaczy) dochodzi do kuwety i tam szpera - mam nadzieję, że ze skutkiem, nic (póki co) nie czuję - psy (suczka dowodzi) iskają to stworzenie, jak szczeniaka (zdziwo wielkie) ale co będzie potem?
Czy te gwiazdy i natura wystarczą?
A co z półkami i kuchnią? - ile potrwa adaptacja i na jakim poziomie?
Jak sama mogę nagiąć/zawinąć ten "czas" pod każdym względem na swoją stronę?

Pozdry :)
kasia.
Opublikowano

zapachy są bardzo ważne, ale i odgłosy,
pamiętaj, że odgłosy, które kot słyszy dla ciebie nie istnieją, nie dziw się zatem jego humorom czy zdenerwowaniu, nawet kiedy nie widzisz przyczyny (dla nas dźwięk nie istnieje- istnieje dla kota)
tak samo zapachy i widoki
musisz się przyzwyczaić, że jej świat jest inny niż ty odbierasz
nie wolno mieć nawet jednego nerwa, karcenie jak psa nie przynosi żadnych wyraźnych efektów
trzeba nastawić się na polubowność, jeśli zrozumienie wykracza poza możliwości
coś jak obcy
nie tresować, umożliwiać, pomagać, dać zauważyć..
dużo sprytu i konsekwentnej chytrości przy maluchu

zawijanie czasu... nie wytłumaczę ci, musisz ją mieć kilka, kilkanaście lat, sama zrozumiesz

jeśli się boisz o meble wykorzystaj zapach

Opublikowano

Moja małżonka też swojego czasu przyprowadziła psa, którego jakiś palant zostawił w lesie (w dodatku pobitego). Fakt faktem jeden pies to nie problem (w domu, rzecz jasna), gorzej, że to nie jest żaden wyjątek z reguły. Matoł bierze sobie stworzenie, a potem nie za bardzo sobie radzi.
Ja jestem za tym, żeby w mieście "koziołki" znalazły sobie inne zajęcie niż psy, koty, i totolotki. Niech wiersze piszą.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tęx; trzeci dzień, a już ją troszkę lubię ;) Będe czujna, to wyzwanie - łazi obecnie gdzie moje psy nie miały dostępu, ale jakoś to znoszę...Życz mi powodzenia, cierpliwości i wyobraźni...
Intruz, normalnie - ponoć UFO też wyodrębniono - zatem może podołam - jest tak rozbrajająco obca, obca, dziwna i malutka...taka rozkosznie malutka...

Pozdrawiam :)
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ale te "koziołki" fundują nam potem "matołki" - niestety, ludzie są nieodpowiedzialni - jeżeli uda mi się przeżyc z moją Banitą pół roku - wysterylizuję ją, nie wiem, co na to Watykan (jestem wierząca), ale mnie bliżej pieleszy, niestety - nie chcę, żeby trzytygodniowe maleństwa były zdane na humory homo - sapiens. Stoczyłam z sobą (bardzo mi w tym momencie wstyd) niezłą utarczkę, żeby kota zaakceptować. Jestem za świadomym planowaniem macieżyństwa, a tu u mnie na działce takie "kwiatki".

Pozdrówki zza płotu :)
kasia.
Opublikowano

Ja mam 3 koty, ale nie mieszkam w mieście i mi to bardzo ułatwia sprawę. Same polują, mają dużo przestrzeni.

Domowe potrafią być rozpieszczone, wredne, zdradliwe (wiejskie też są takie, ale w mniejszym stopniu).

Czy magiczne? Tylko wtedy, gdy będziesz je za takie uważać. Kot mruczy, gdy weźmiesz go na kolana i zaczniesz głaskać. Te pomruki wysyłają ponoć jakieś drgania do Twojego organizmu, które dodają Ci energii.

I jeszcze jedna rada - nie demonizuj swojego kota. Nigdy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Uff, sporo tych niejednorodnych cech charakteru i wiele niewiadomych, demonizowac nie powinnam, już jestem wystarczajaco przerażona - taki malutki, a drapie i próbuje gryźć.
Pocieszyłeś mnie tą energią - ciekawostka o której nie wiedziałam.
tęx
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



15? - podziwiam Cię i gratuluję.
Banita je samodzielnie, chociaż zabiera to dość dużo czasu, nie ma jeszcze kłów, a ząbki są ostre, jednak maleńkie, więc karmię ją z saszetek, rozdrabniając karmę.
dzięki Ewo.
kasia.
Opublikowano

doskonale cię rozumiem;)))
Docent mieszka z nami od tygodnia, kumpel znalazł go w rowie w deszczu, a ponieważ ma już 3 zwierzaki ( 2 kociaki i psa - bez problemów sobie żyją razem ), więc rodzice zaoponowali...:( no ale dzięki temu kot trafił do mnie:D nigdy nie miałam większego zwierzątka niż rybka i też byłam przerażona, zwłaszcza że niektórzy straszyli mnie problemami z brudzeniem, drapaniem, zapachami, chorobami i kosztami, itp, a ja bardzo lubię moje śliczne mieszkanko;) Ale póki co wydaje się, że wszystko będzie oki, z kotkiem nie ma zbyt dużo zachodu a jest mnóstwo radości:DDD Je jak odkurzacz, jak śpi to wygląda jak aniołek, ale to tylko pozory, bo jak się wyśpi to wtedy lubi czuć się zauważony;D stosuje rożne techniki nacisku - od przymilania się, łaszenia poprzez drapanie, miauczenie i gryzienie, nawet do wyrzucania ziemii z doniczki;) ale staram się być cierpliwa, poza tym uwielbiam jak mruczy i mruży te swoje kocie oczka...no, w każdym razie, udało mu się już zawojować wszystkie serca w moim mieszkanku:DDD
mało wiem ale z tego co wiem to koty żyją do ok. 20 lat - to mniej więcej odpowiednik ludzkiej 100... co do szczepień - wiadomo, tak jak u ludzi, muszą być wykonywane w odpowiednim momencie życia kotka, żeby były skuteczne. Sterylizacja jest ok, ale im później, tym lepiej, bo do prawidłowego rozwoju kotkowi potrzebne są hormony:) słyszałam też że z czasem koty robią się bardziej aspołeczne i w większym stopniu chodzą swoimi ścieżkami niż kociaki. Każdy kot jest też trochę inny. Czy są magiczne??? Na pewno:DDD
Tak czy tak, zyczę ci powodzenia i pozdrawiam kotkę:)
aga

Opublikowano

podobno pies wdrapuje ci się na kolana, bo cię kocha, a kot - bo jest mu tam ciepło.

nieważne. kocham naszego kota i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. Romek jest znajdą. co do przywiązywania się do miejsca - nie wiem. kot przeprowadzał się już z nami kilka razy i za każdym razem wystarczała doba, żeby był już u siebie:) Romek rywalizuje z mężem mym o siedzisko - zajmuje jego krzesło/fotel itp, trudno go przegonić, zachowuje się jak pan i władca:D czasem jest kochany i uroczy (zwłaszcza wtedy, gdy jem jogurt), ale bywa złośliwy i agresywny. trzeba przeczekać.

od niedawna jest kastratem (i Tera nie może już wołać na niego "Jąder":]), ale kiedy był jeszcze prawdziwym mężczyzną, często robił nam na złość - kiedy został za coś zganiony albo przegoniony z jakiegoś miejsca, od razu to miejsce znaczył. pewnego dnia, kiedy wkurzył nas maksymalnie i dostał ochrzan, przeczekał, uspokoił się, a potem ze stoickim spokojem podszedł do męża i nasikał mu na nogę:D oczywiście nie ukrywałam radości, ale długo się nie nacieszyłam, bo chwilę później Roman nasikał mi na plecy;]

taki kot to doskonały wstęp do macie- i tacierzyństwa. uczy cierpliwości. często rozmawiamy z naszym synem, językiem kocim albo ludzkim. kot ma humory, czasem biega po mieszkaniu jak po stadionie, czasem kładzie się przy oknie i patrzy, co dzieje się na dworze. jest ciekawski, wchodzi do wanny, umywalki, szafek. oczywiście wszędzie zostawia sierść. jest strasznym czyściochem, łakomczuchem i śpiochem. czasem ma oczy jak pięć złotych, a czasem strasznie zezłoszczone.

kiedyś uciekł. to był marzec. kilka godzin szukałam go wieczorem w mieście. znalazłam. nie mogłam wrócić do domu bez niego. ściągnęłam Romka z drzewa, pod którym warował jakiś pies. był pogryziony, zakrwawiony. wyrywał się, cudem doniosłam go do domu. potem wiadomo - weterynarz, zastrzyki itp. po przygodzie zostało tylko naderwane ucho. nie wyobrażam sobie, co by było gdyby... przestało się liczyć, że zmasakrował moje skórzane kozaki tak, że nie nadawały się już do chodzenia.

co ciekawe, kocia złośliwość ustaje, kiedy ktoś z nas jest chory. Romek to czuje, kładzie się obok w łóżku, na nogach albo przy piersi i ogrzewa. poznaje też nastroje. jestem straszna beksa niestety, ale kot pociesza, wtula się i mruczy. to niesamowite.

tak sobie właśnie myślę, że nie wyobrażam sobie życia bez tego potwora. kot po prostu tworzy dom.

daj mu pić i jeść, a będziesz miała wspaniałego towarzysza.

Opublikowano

od 30 lat niańczę koty-znajdki;
pech-nie pech, zawsze trafiały mi się kotki, najczęściej w listopadzie, styczniu, gdzieś przy śmietnikach, przemarznięte tak - ża na hasło kici-kici ufnie przybiegały i łasiły się...cóż, brałem do siebie, kąpałem (ale nie wykręcałem!) w szamponie do włosów, dobrze płukałem w ciepłej wodzie trzymając za kark z góry, tam - gdzie matki kocie chwytają w zęby swoje małe przenosząc je do legowiska, co powoduje potem u kotów instynktowną uległość;
i karmiłem rybą, jakimś filetem (nigdy mlekiem, bo będą miały biegunkę,nigdy żółtym serem!);one mają jak ludzie indywidualne upodobania - Zosia miała włoski gust, lubiła np. makaron z serem i obierki ze świeżych ogórków (!), Masza tylko ser biały i jajka, świeżo rozbite albo ugotowane, Frezja wsadzała wąsy do wszystkiego, nawet do pasty do butów, ale też szybko została wywieziona do znajomego gospodarza na wsi, bo paskudziła wszędzie poza kuwetą (ale to był jeden jedyny wyjątek); wszystkie koty lubią świeżą zimną wodę z kranu, i jeśli przynajmniej 2 razy dziennie miseczka z wodą nie zostanie wypłukana a woda wymieniona - siedzą pod kranami z wodą i zlizują z nich krople świeżej wody;
moja obecna kotka Matylda przyszła sama do mnie w listopadową pluchę, kiedy wchodziłem już do klatki schodowej budynku gdzie mieszkam, i po prostu poprosiła o gościnę...jest u nas od 3 lat i jest dosłownie żywą maskotką-siostrą mojej jedynaczki JULKI;
KOTY muszą być odrobaczone i wysterylizowane (to zabieg kosmetyczny) jeśli mieszkają w warunkach miejskich; wtedy nosa za próg nie wystawią nawet przy otwartych drzwiach; potrzebne są im również zatrzyki przed nosówką, białaczką i chorobami nerek, bo ta ostatnia dolegliwość ponoć kładzie koty pokotem i umierają w dużych męczarniach ze względu na kamienie moczowe (!);
to w końcu ssaki jak i my, a Bóg w dobrym humorze dał nam je pod opiekę, abyśmy przy nich zmądrzeli....bo imponują spokojem, opanowaniem, spostrzegawczością, niezależnością, charakterem;
jeśli uszanuje się odmienność natury kociej, kot odwzajemni się szacunkiem dla opiekuna; tresowanie kota (i człowieka!) jest upokarzające dla zwierzęcia z tak półdziką naturą, i kot będzie wówczas wyczyniał niemiłe niespodzianki, psychicznie chorując...
tak - kot uczy nas taktu i wzajemnej uprzejmości; także delikatności i łagodności - bo wszelkie gwałtowne ruchy zniechęcają koty do bliskich kontaktów i spoufaleń, a to uczy opiekunów kotów samokontroli (nad emocjami);
no i najważniejsze:
kot to też pies - ale po studiach!
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...