Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Przewija się znużony melonik, ledwo zatknięty
na łysawej głowie odbija się światło. Kobiety
z plecionymi koszami dążą do doskonałości.


Na twarzy dzień polany miodem, spokojny ruch
ciśnie się w szpary pomiędzy opalonymi powiekami.
Tulą nas grube swetry i kilka tysięcy liści opadłych w nadziei na piękno.

Na blaszanych dachach świeci jeszcze wybór. Wymruczane
kołysanki każą nam zostać tutaj, gdzie biodra układają
kanapę w miękkie kształty lenistwa.

Wiemy, jak wabi odjęty od warg kubek kawy; nie zdołamy
podtrzymać atmosfery przedostaniego dnia. Zapadniemy wspólnie
w senne choinki i zapach kolacji.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wymruczane
kołysanki każą nam zostać tutaj, gdzie biodra układają
kanapę w miękkie kształty lenistwa


no, rewelka, Rachel; uwodzi mnie Twój wiersz - skąd Ty "bierzesz" tak świeże i oryginalne metafory, dziewczyno (?)
Jestem pod duuużym wrażeniem - jak ja lubię Twoje kawałki z niesamowitą przestrzenią interpretacyjną - potencjał, jak napalm ;o!


Pozdrówki:)
gorejąca kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


chodzi Panu o to, że źle brzmi? :)

ależ skąd Rachel,
wydaje mi się, że winno być przedostatniego - brak t.
Wszelkie literówki, tudzież ortografia to moje przekleństwo:)
jakbym pracował pół życia w korekcie:(
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


chodzi Panu o to, że źle brzmi? :)

ależ skąd Rachel,
wydaje mi się, że winno być przedostatniego - brak t.
Wszelkie literówki, tudzież ortografia to moje przekleństwo:)
jakbym pracował pół życia w korekcie:(
och, dziękuję. zauważyłam w pana wypowiedzi i pomyślałam, że to literówka z pańskiej strony :))

dzięki wielkie, naprawdę. ech, ja głupia :)

pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wymruczane
kołysanki każą nam zostać tutaj, gdzie biodra układają
kanapę w miękkie kształty lenistwa


no, rewelka, Rachel; uwodzi mnie Twój wiersz - skąd Ty "bierzesz" tak świeże i oryginalne metafory, dziewczyno (?)
Jestem pod duuużym wrażeniem - jak ja lubię Twoje kawałki z niesamowitą przestrzenią interpretacyjną - potencjał, jak napalm ;o!


Pozdrówki:)
gorejąca kasia.
dla mnie też bomba:)...ta sama metafora przypadła mi do gustu:)..pozdr.
Opublikowano

hmm... oj Rejczel, ciężka sprawa =) przypomniałam sobie dziś inne Twoje teksty, np. takiego
Sprzedawcę kwiatów, no i kurcze nie wiem; chyba zaczynam marudzić i szukać dziury w swetrze. ten wiersz jakoś mnie nie powalił, ale to pewnie wynika z braku zrozumienia, choć co nieco się w niego chyba wgryzałam. ja tam wolę list I, tak dla odmiany; ten jest dla mnie chyba zbyt "zaplątany" :)
ale pozdrawiam serdecznie i z niecierpliwością czekam na Twój następny wiersz. list najlepiej ^^, wiesz...
pozdrawiam, angie

p.s. trzecia strofa jest zajefajna. w czwartej zakręciłabym tak:
Wiemy, jak wabi odjęty od warg kubek dnia; nie zdołamy
podtrzymać atmosfery przedostaniej kawy.

(chociaż osobiście wolałabym filiżankę =)
pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Te słowa nie mają szyldu nad wejściem, na dzielnicy nie afiszują się ze swoim istnieniem, ot wynajęły sobie lokum w pięknej okolicy, zewsząd zerkają do środka dorodne kasztanowce, a latem pachnie koszona trawa. Tam właśnie rozwijają się słowa, w ciszy, w troskliwym otoczeniu i szacunku.   Ktoś zapytał dlaczego? Dlaczego w ten sposób? Dlaczego i dlaczego… bo ot… świat jest łaciaty.   Raz przyjdzie do ciebie jakiś pracownik lasów państwowych, pachnący, skromnie ale z gustem ubrany, włosy ułożone, uśmiech szczery, żart zaraźliwy. Swój człowiek, no jakby na niego nie spojrzeć, gęba się uśmiecha i ten szyld by się przydał, bo cud sprawił, że jednak dotarł, że w tych kasztanowcach wypatrzył. W ręku będzie miał wzory do powtórzenia. W nowym wdzianku by je chciał zobaczyć, bo jednak stanęły w miejscu, a trzeba nadgonić szatą, materiałem do przodu iść odważnie, w końcu minęło już tyle lat, dokument to dokument, ale rozklekotana do niego obudowa, która sama się rozsypuje w dłoni, nie zapewni dokumentowi długiego życia na półce, ledwie marny los podeptanego, który upadł na limolueum dobrane w odcieniach szarości, a w najlepszym wypadku na dywanik lub wykładzinę… no wiadomo upadł… dokument, słowo znaczy się, jakieś ważne słowo pisane, które wymaga obudowy.   Innym razem przyjdzie jegomość w czerwonych butach, szczurko - sportowych, i białej koszulce z głupawym napisem… zarośnięty, z poflancowanym i przetłuszczonym włosem na głowie. W przejściu staksuje szczelinę w drzwiach, jaką postanowił zdobyć z ciekawości, niemal siłą, namolnym jakimś oczekiwaniem, nieskładną uprzejmością, pytaniem, które zapomniało mieć treść, urwało się w połowie i czekało, aż słowo je dokończy na swoją modłę, za niego... a takiego wała! Jego rozbiegane oczy wdzierające się, bo może uda się coś wypatrzyć przez tę dziurę między światami.. - na czym można by położyć łapę? Niechby potem więcej było w butelce, grubsze szkło, więcej szkła, kapsle, korki, zakrętki… małpki, puszki… hałas… hałas na ławce, hałas niecenzurowany… więdnące kasztany, trawa po pas, myśl nieistotna… słowo nie miało by czym wypełnić przestrzeni. I co po takim? Nieszczepiony, pokąsany przez życie, co w zaraźliwości ma jad z kołyski, podwórka… jad niewiadomego pochodzenia... nad tym czego z braku zapału nie umie wypracować… A skoro nie ma, chciałby sobie zabrać, komuś zabrać, bo tak… zniszczyć mu słowo, zatruć, zdewaluować, zdewastować, skurczyć. Więc po wizycie takiego, słowo się cieszy, że jednak nie ma szyldu… słowo się grzeje myślą, że takiemu trudniej trafić do niego.   Kiedy po tych wszystkich wizytach, słowo na nowo się mości w swoim lokum, zatapia w rozważaniu, porządkowaniu… zamaskowane, mleczne szyby niemal jak mgła, stoją przy słowie jak przyjaciel, i szepczą „cii”, „cii”, już zostaw, już nad tym nie myśl… już zapomnij… zapomnij teraz o wszystkich tych petentach. Pracuj sobie, ja będę cię strzec… słowo.
    • Niedośniony sen, a może niespamiętany. Jednak jest klimat, jest przestrzeń dla wyobraźni.   Pozdrawiam :) 
    • @Berenika97 bardzo dziękuję. Odczytałaś świetnie to, co miałam na myśli. Pisząc, nigdy nie jestem pewna.....
    • @Bożena De-Tre Ponowna mi hańba...w sposób niewyjaśniony, mój rytualny pejczyk gdzieś się zapodział, tak więc z biczowania nici...aczkolwiek w ramach substytutu sięgnąłem po lodowaty prysznic...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ...mam nadzieję, że wystarczająca kara za brak znajomości Twoje twórczości, chociaż prawdę mówiąc ekstremalnie rzadko sięgam po poezje w księgarni...aczkolwiek, po "starej portalowej znajomości" chętnie zajrzę do Twoich tomików Co do kopaczy...na szczęście Odyn obdarzył mnie podzielną uwagą, tak więc kopacze kopią sobie gdzieś w tle, w międzyczasie czytam książkę, odpowiadam na maile, posiorbuję ziołową herbatkę oraz bawię sie słowem z Panią Bo-De-Tre...a wszystko to przy akompaniamencie melodyjnych ballad o miłości w wykonaniu kapeli Sepultura
    • @Benjamin Artur   Rozumiem, i były telegramy.:)  Ale winyle wróciły do łask. :) A na nich muzuka i głosy prawdziwych ludzi , nie AI.   I to dobrze. :) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...