Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Doświadczeń z prostytutkami jak dotąd nie miałem żadnych. Mało tego! W moim purytańskim, katolickim wychowaniu nie było nawet miejsca na słowo: "prostytutka". W świecie babcinych opowieści o aniołach i Panu Jezusie umierającym za nasze grzechy było oczywiście miejsce na kobiety, ale zajmowały one zawsze skrajne pozycje, albo były to służebnice pańskie, wiernie, bez końca oddane posłudze bożej ( na niższym szczeblu była to bezgraniczna posługa mężczyźnie, który w swej wspaniałomyślności poślubił jedną z nich i skoro już poświecił się tak niesamowicie i odrzucił beztroskie, kawalerskie życie dla tej biednej, niemądrej istotki, ona sama z siebie już poprostu musi służyć mu wiernie do końca swoich dni. W imię boże, pana jedynego w niebie i w imię mężą, pana jedynego na ziemi. Amen. ), albo były to kobiety upadłe, nieszczęśliwe, opętane przez szatana i przez niego zniewolone. Te drugie nie były nawet godne, by mężom swoim umyć stopy. Być może babcia słyszała coś o miłości za pieniądze, być może jakiś szatan mógł być tak okrutny i tak kusić biednego mężczyznę, wystawiać go na pokuszenie i jeszcze wyciągać za to kasę, ale było to tak abstrakcyjne zjawisko, że zupełnie przez nią nie do ogarnięcia. Szybki ruch dłonią znaczący w powietrzu krzyż święty załatwiał sprawę szybko i skutecznie. Szatan zostawał odpędzony.
W tych wszystkich niedzielnych porankach pełnych paniki i histerii przed wyjściem do kościoła, we wszystkich nadętych minach i oczach pilnie strzegących, czy aby kancik w spodniach dobrze jest zaznaczony, czy aby koszulina dobrze wyprasowana, czy aby cicho siedzę na kazaniu i modlę się głośno gdy trzeba, czy nie rozpraszam uwagi i nie myślę akurat o niebieskich migdałach ( albo czerwoniutkich pantofelkach dziewczynki obok ), czy nie chichram się pod nosem jak głupek, czy nie paplam głupot do chłopaków i czy rączki mam złożone w pobożne; "Amen", w tych wszystkich ceremoniach połykania chleba bożego i gromkich pokrzykiwaniach księdza nie było miejsca na słowo seks, więc nie było mowy o prostytutkach. Seks był z natury zły, prowadził do nieszczęść, chorób, wojen i wiecznego potępienia. Służyć miał tylko i wyłącznie do rozmnażania, najlepiej po ciemku i przez dziurkę w prześcieradle. Mam wrażenie, że ksiądz czuł się w obowiązku wiedzieć kto kiedy planuje pomnożenie baranków bożych i najlepiej by było gdyby przyszedł przyglądać się czy aby wszystko robi się jak należy.
Oczywiście wszystko to sprowadziło mnie do spotkania z Agnieszką, musiałem, wręcz poczułem takie powołanie, aby osobiście przyjrzeć się szatanowi z bliska. Wybrałem pierwszy numer z gazety lokalnej, zadzwoniłem i umówiłem się na 18.00
Szatan z blond czupryną, w czerwonej kiecce i z prześlicznymi kolanami powitał mnie w drzwiach czteropiętrowej, przedwojennej kamienicy naszego miasta. Szatan przybrał ludzkie (Ba! Kobiece imię! ) i kobiece kształty, Szatan pozbywszy się rozdwojonego języka żmiji, rozchylił lubieżnie wargi i syknął ludzką mową: "Wejdź proszę, a spełnię każde twoje życzenie".
W chwili, gdy zamknąłem za sobą drzwi mieszkania w czteropiętrowej, przedwojennej kamienicy naszego miasta i zapytałem trwożnie: "Jak masz na imię", poczułem swąd spalenizny, usłyszałem krzyki i rumor walących się chałup w wiosce. Przymknąłem na chwilę oczy i cały świat kolorowych wstążeczek przy włosach małych dziewczynek, wypolerownych bucików chłopców, kolorowych jarmarków i odpustów pod kościołem, na których można było kupić kapiszony, bąki i drewniane fujarki, cały świat kręconych, włoskich lodów i bajek w objazdowym kinie, które zawsze zajeżdżało do nas w niedzielę, stanął w ogniu. Ze ścian pospadały święte obrazki, kobiety wpadły w histerię, małe dziewczynki, opuszczone płakały histerycznie nie wiedząc co się dzieje. Chłopcom miny wykrzywiły się w nieludzkim szyderstwie, wymiociny i przekleństwa spadły na czyściutkie, wylakierowane półbuciki. Sodoma i Gomora, a nad wszystkim, ( co było najgorsze ) zawisnęła, niczym tarcza gorącego, palącego słońca, zatroskana, zdezorientowana twarz babci Pelagii.
Nie było już odwrotu.
Jakież było więc moje zaskoczenie, kiedy okazało się później, że Szatan może być tak głęboko ludzki, że może tak ciepło opowiadać o miłości i bliskości, że za jedyne pięćdziesiąt złotych zacznie snuć ze mną tak głębokie i cudowne plany na przyszłość. Że chłód w oczach i pozorne zlodowacenie uczuć, które widziałem na początku, nie są godne potępienia, ale litości i żalu. Że żal mi tej istoty, bo pod tym lodem kryje się zagubione, pozbawione bożej miłości życie, zdezorientowana istota, która pogubiła się w świecie pokus i żądz, która odrzuciwszy dar miłości platonicznej, miłości do drugiego człowieka zapragnęła jedynie dóbr materialnych, na które zarobić chce szybko i łatwo. I teraz już wiem, nie odnalazłem tam miłości. Nie odnalazłem miłości w oczach i słowach pięknej Agnieszki. Nie wrócę już tam, nie zadzwonię, nie napiszę, nie wspomnę, nie zatęsknię. Pójdę w świat, wezmę kredyt w banku, otworzę sklepik z pamiątkami, zapomnę o zrujnowanym świecie dziecka.
Bank.
To tutaj obiecali mi kasę. Tutaj słodki głos pani Izy wlał się w słuchawkę telefonu i przewodami dotarł wprost do mojego ucha. "Panie Kierzik, mam dla pana dobrą wiadomość. Pana wniosek został rozpatrzony pozytywnie, proszę przyjść w środę i podpisać stosowne dokumenty".
Jestem więc.
Rozsuwają się przede mną drzwi, później odszukuję kolejne z napisem "klienci indywidualni" i pytam grubawego ochroniarza, czy jest tam pani Iza.
- Pan w sprawie kredytu?
- Tak, w tej właśnie sprawie.
- Chwileczkę - grubas zagląda do środka, coś tam mamrocze i po chwili z miną zwycięzcy oznajmia mi, że i owszem, mogę wejść, pani Iza właśnie mnie oczekuje.
Wchodzę.
Moją uwagę przyciąga rząd stolików z ustawionymi na nich komputerami i kilka podstarzałych babeczek klepiących zawzięcie w klawiaturę i wertujących stosy kartek. Moje "dzień dobry" obija się o ściany i nie porusza nikogo, prócz młodej kobiety, która ni stąd, ni zowąd wyrasta mi nagle przed twarzą.
- Pan Kierzik? Bardzo mi miło. Izabela Jakaśtam - nie słyszę już nic co do mnie mówi. Nie czuję ziemi pod nogami, jest tak bosko poprawnie, tak ciepło i pięknie, że nie chcę nic słyszeć. Chcę patrzeć, chcę czuć zapach, chcę, na miłość boską! Chcę by mnie dotknęła, by...
- Panie Kierzik! To ma pan ten dowód czy nie?
Już po chwili siedzę przy jej biurku, mam wszystko i wszystko nie wiem nawet kiedy wyłożyłem jej przed nos. Nos? Co ja mówwię. To nie jest jakiś tam nos, jakiś tam przyrząd do wąchania, czy do kichania. To prawdziwe cudo, dzieło natury, arcydzieło mistrzów! Malutki, zadarty do góry, z lekką posypką piegów kartofelek i z mikroskopijnymi kropelkami wody na czubku. We mgle jaką mam teraz na oczach widzę jak ląduję na tym nosku ustami i spijam tych kilka kropelek rosy. Pani Iza Jakaśtam krząta się teraz to po biurku, to po szafce obok, wertuje jakieś papiery, szuka kalkulatora, przekłada wszystkie możliwe do przełożenia pomoce biurowe. Jezu, jak ona się krząta! To krzątanie, nie jest już tylko zwykłym krzątaniem, staje się nagle tańcem zatroskanej matki wokół chorego dziecka, w każdym ruchu jest miłość, jest troska, jest dbanie o to, bym dostał to co chcę. To jest jej dbanie o mnie! To kompletna niemoc i poddańczość z mojej strony. Nie słyszę już co do mnie mówi, widzę tylko istotę, która mogłaby zadbać o mnie, widzę jak krząta się po mieszkaniu, przesuwa krzesła, układa ubrania, podlewa kwiatki. Jak czule mówi do kota, jak pamięta, żebym połknął witaminy przed snem, jak roztacza delikatną mgiełkę, która unosi się w sypialni, jadalni, przedpokoju i otula mnie półsennym, błogim rozmarzeniem od rana do późnego wieczoru.
Chwyta nagle, niewiadomo skąd spinacz biurowy, którym ma złączyć dokumenty i ten spinacz przestaje już być tylko spinaczem, on jest JEJ spinaczem, on jest częścią NIEJ samej, na nim są JEJ dłonie, a on staje się tych dłońmi przedłużeniem, ich częścią, staje się NIĄ samą. Kolor, rozmiar, kształt, wszystko jest jej i wszystko jest nią.
Brunatny kosmyk włosów wciąż spada jej na oczy i wciąż go poprawia zakładając za ucho, robi to tak cudownie, że jestem niemal pewien, że to nie jest przypadek. Kokietuje mnie, spogląda jak kobieta na mężczyznę, nie jak pracownik na klienta. Oczy ma cudowne, mógłbym tonąć w nich, mógłbym każdego wieczoru w półmroku sypialni zapadać się w te oczy. Dłonie, które teraz pieszczą z takim czuciem klawiaturę komputera na pewno są dłońmi troskliwej kobiety. Zanurzyłbym się w nie, zamknął jak ślimak w muszli i kompletnie poddany, mógłbym tak leżeć jak psiak na jej kolanach. Mógłbym mruczeć, robić sztuczki, byleby tylko dostać z jej ręki kość. Usta, które teraz wciąż coś do mnie mówią, szeptałyby mi do ucha czułe słówka.
Brązowa, ściśle opinająca zadek atłasowa spódniczka kołysze się delikatnie, kiedy tylko po coś wstaje. Śnieżnobiała, służbowa bluzka świeci jasnością jaką pamiętam z dzieciństwa kiedy to babcia krochmaliła prześcieradła, krochmaliła białą bluzkę do pierwszej komunii, krochmaliła koszulinę dziadka na mszę świętą, krochmaliła obruz na Wielkanoc lub święte księdza przyjście z obrazkiem w dniu Trzech Króli. Jasność twarzy pani Izy jest jasnmością wszystkich koszul , obrusów i prześcieradeł wykrochmalonych przez święte dłonie mojej babci. W tych kołdrach, w tych prześcieradłach śniłem pierszwe cudowne sny, marzyłem o pierwszych cudownych światach, tam chowając się głęboko nie czułem zagrożenia ze strony świata. Czułem za to bezpieczeństwo, ciszę i zaklęty świat marzeń. Zaklęty świat dziecka, które patrząc w sufit z białych pościeli nie widzi sufitu, a widzi świat z innego wymiaru, z innej, bezpiecznej, nieskalanej nierzeczywistości. słyszy babcine kroki za ścianą sypialni, szmer samochodów za oknem, stukające studzienki w uliczkach trącane kołami Dużych Fiatów, Polonezów, Tarpanów i Nysek. Wie, że za chwilę babcia wejdzie z garścią tabletek mordujących gorączkę, z rosołkiem rozgrzewającym rozchorowne ciało, z zatroskanym uśmiechem i pytaniem: "Jak perełko? Lepiej już tobie? Nacierpisz się, a taki malutki dopiero jesteś"
Ten sam zapach troski i wykrochmalonych kołder bije z oczu i ruchów pani Izy. Ten sam uśmiech i ciepły głos paraliżuje ruchy, każe się nie ruszać i poddać sie ciepłej dłoni dotykającej czoła w poszukiwaniu gorączki.
"Kocham cię" - zabrzmiała mi myśl w głowie. - "Jednak Cię kocham..."

* * *

- Słuchaj Marek, poprosiłam cię o spotkanie, bo jesteś moim przyjacielem, wiem, że mogę ci zaufać. - młoda dziewczyna sącząc przez słomkę zółtą jak siarka Fantę wlepiała wzrok w rozentuzjazmowanego chłopaka siedzącego po drugiej stronie stolika, łapczywie połykającego bezalkoholowego Leszka. - Mogę ci zaufać, prawda?
- Jasne, że tak. Przecież znamy się od dziecka.
- No właśnie. Znasz mnie i wiesz jaka jestem. Wiesz, że jestem cholernie naiwna. Wiesz, że nie potrafię się wkurzyć i trzasnąć drzwiami, przeklnąć i rzucić to wszystko w diabły. Wiesz, że jestem cholernie mięka i łatwo się poddaje.
- Posłuchaj, jesteś ładną, inteligentną dziewczyną...
- Przestań! Proszę cię. Nie o to chodzi.
- A o co? - chłopak, pociągnąwszy spory łyk piwa zdawał się być już lekko znudzony - tyle razy miałaś dość, tyle razy próbowałaś to skleić i nie wyszło. Po co dalej to robisz? Po co do tego wracasz? Przejrzyj wreszcie na oczy i zrozum, że on się nie zmieni! Ludzie jego pokroju zawsze są tacy sami. Przecież to egoista! Pieprzony jedynak. Znam go już jakiś czas i wiem coś o tym. Rozpieszczony bahor, który myśli, że jest pępkiem świata.
- Nie mów tak, proszę. Coś jednak dla mnie znaczy.
- Co?!? - chłopak wyraźnie podekscytowany wykrzywia twarz w grymasie nieudawanej złości - On cię niszczy!
Wśród długiej, mrocznej ciszy jaka nagle zapadła słychać było dźwięk komarów, szum wiatru głaszczącego gałęzie pobliskich drzew i odległe szczekanie psów. Mały, podmiejski pubik z parasolami i rzędem prostych, drewnianych stolików stał się nagle sceną, na środku której dwoje młodych ludzi patrząc na siebie próbowało sobie coś wyjaśnić. Blade światło księżyca i skąpa ilość latarni skromnie oświetlała ich twarze. Twarze tak samo skupione, tak samo zatroskane, lecz chcące powiedzieć zupełnie co innego...
- Dobra Marek - dziewczyna pierwsza przerwała milczenie - chcę ci coś opowiedzieć.
Spojrzała na niego, poczuła ciepło bijące z jego oczu, zauważyła troskę bijącą z jego twarzy i natychmiast poczuła żal. Żal, że zbyt długo go zna, żal, że to nie on, nie Marek był pierwszy, bo gdyby był pierwszy kochała by go tak samo jak Mateusza, tak samo robiłaby wszystko, by byli szczęśliwi, ale teraz jest już za późno. Mateusz zatruł jej umysł tak samo jak ojciec zatruł umysł jej matki. Mateusz zapisał się w jej duszy niewymazalnym, nie do wytarcia atramentem. Mateusz wrył się tak głęboko, że do końca życia będzie polerowała serce, by wytrzeć wszystkie ślady jakie w niej zostawił.
Marek zaś był przyjacielem z dyskotek, Marek był przyjacielem ze szkoły, Marek był blisko, Marek był na każdy smutek, na każdą troskę, na każdy żal, ale Marek nie był pierwszy. I już nigdy pierwszy nie będzie.
- Opowiedz - lekko znudzony chłopak, świadomy kolejnej opowieści, która wzmoży jego smutek, spuścił głowę i nastawił uszu.
- Chodzi o Mateusza - zaczęła tą samą, starą śpiewką, którą on musiał znosić od pieprzonych trzech lat. Trzech, bo liczył każdy dzień. Od ich ich pierwszego spotkania, od ich pierwszego pocałunku, od jego pierwszej sceny, od jej pierwszych łez bólu i rozczarowania. - Wiem,że już masz dość, że męczę cię tymi opowieściami, ale teraz stało się coś czego nie mogę pojąć. Jestem przerażona i tylko z tobą mogę o tym porozmawiać.
- Co ten palant znowu ci zrobił?
- Miesiąc temu opowiadałam ci, że chcę jeszcze raz z nim porozmawiać, że jeszcze raz chcę spróbować wszystko uratować.
- No tak. I co? Nie udało się?
- Posłuchaj - dziewczyna chwilę zamyśliła się, powstrzymała płacz i kontynuowała - zaczęłam z nim rozmawiać. Pytam: "co chcesz, byśmy zrobili, byśmy spróbowali jeszcze raz" Wiesz co mi odpowoedział? Że musimy udawać, że się nie znamy, że jesteśmy dla siebie obcy, spotykamy się pierwszy raz i próbujemy odnaleźć w sobie coś pięknego, musimy odrzucić wszystko co o sobie wiemy i patrzeć na siebie jakbyśmy pierwszy raz w życiu się spotkali. Spodobało mi się. "Jak to zrobić?" pytam go, a on po chwili namysłu mówi: "Myślałem o tym i wpadło mi do głowy, że moglibyśmy zagrać scenkę. Będziemy udawać, ale jednocześnie szukać w sobie tego co sprawiło kiedyś, że się pokochaliśmy. Nie zrozum mnie źle, robię to dla naszego dobra"
- I co wymyślił?
- Tylko błagam, źle nie zrozum! Wymyślił, że ja zagram młodą prostytutkę, a on nieśmiałego, zagubionego klienta, który do niej przychodzi. Udamy, że się widzimy poraz pierwszy i on płaci mi za miłość, a późnej rozmawiamy cholera wie o czym.
- Jezu, on naprawdę jest poryty - Marek syknął przez zęby i po chwili dodał głosem człowieka, który ma już serdecznie dość tej historii:
- I jak wam poszło?
- Proszę, nie bądź złośliwy. Niby fajnie, niby ok, ale kiedy udał, że skończył się nam czas i wyszedł... Jezu, wiesz... Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o miłości, że niby zagubiony człowieczek rozmawia z prostytutką. Kurwa! Dopiero teraz widzę jakie to porąbane. I kiedy on wyszedł. Zamknął drzwi... - dziewczyna zawiesiła głos dusząc w sobie gorycz - kiedy on sobie polazł, zostałam sama i rozbeczałam się jak dzieciak.Płakałam przez tego drania do wieczora, cały dzień. Rozumiesz? Cały pieprzony dzień! - Szklanka z Fantą zawisnęła w jej dłoni, wzrok uciekł daleko. Marek z rosnącą frustracją zdawał się myśleć już tylko o zakonczeniu tego wszystkiego i pójściu, gdzieś. Gdziekolwiek, byle daleko stąd. Wiedział jednak, że jego przyjaciółka dopiero się rozkręca.
- Na drugi dzień - głos jej stał się już chłodniejszy, bardziej obojętny - przefarbowałam włosy na czarno, zarzuciłam zupełnie nowy makijaż, wzięłam sobie wolne i czytałam. Cały dzień czytałam... I wiesz co? Wróciłam do pracy całkiem nowa, wolna. Z nowym postanowieniem, że z Markiem koniec, że już go nie chcę, że chcę od nowa, z kimś innym. I co? I zadzwonił.
- Zadzwonił, a Ty oczywiście wymiękłas. Proszę cię, oszczędź mi już tych opowieści. Przecież wiem do czego zmierzasz.
- Posłuchaj! Zadzwonił, bo byliśmy umówieni w banku. Chciał wziąć kredyt i poradziłam mu, żeby wział w banku w którym ja pracuję, ale że pracuję tam od niedawna, a my nie jesteśmy małżeństwem poprosiłam go, by przyszedł jako obca osoba, że tak będzie łatwiej i lepiej, jeśli nie będziemy się znali, bo w przeciwnym razie kierownik może nam tego kredytu odmówić. I przyszedł, i mówi do mnie proszę pani itd. I kurwa! - znów się zająknęła, znów głos uwiądł jej w gardle, i nie wytrzymała. Rozpłakała się na dobre, łamiącym się głosem, przez łzy, kontynuowała. - Kurwa! Jak on na mnie patrzył! Na każdy mój ruch, na moją nową fryzurę, na dłonie, w oczy, jak on to robił. Jak wtedy kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy. Nawet nie tak! Jeszcze lepiej. On nigdy, rozumiesz? On nigdy wcześniej tak na mnie nie patrzył!
- Słuchaj, czy ty twierdzisz, że on ma schizofrenię? Czy jak?
- Nie wiem. Nie wiem co twierdzę. Momentami się go naprawdę boję. Ale ja go chyba kocham.

***
- Co wy tu robicie? - jestem wściekły, jestem wściekły, bo obiecała, że już z nim się spotykać nie będzie, bo powiedziała, że tylko ja się liczę, że on już znika z naszego życia.
- Nic Mateusz, rozmawiamy tylko.
- Rozmawiacie? - Nie mogę oprzeć się chęci uduszenia ich obojgu - Z resztą to i dobrze, będzie mi łatwiej. Poznałem kogoś i odchodzę od ciebie. Ona pracuje w banku i jest świetna, jest cudowna, ma czarne włosy, piekne oczy, cudownie się porusza.
- Mateusz, to przecież byłam ja! Co się z tobą dzieje? Wszystko ci się pomieszało.
- Ty? - co ona sobie wyobraża?- To nie byłaś ty! Może trochę jest podobna do ciebie, może nawet ma podobny głos, ale to nie byłaś ty, to nie mogłas być ty, ona ma oczy jak moja babcia, ona ma uśmiech jak Maria Magdalena, ona wie czego potrzebuje mężczyzna, ona ma opiekuńczy wyraz twarzy, to, co powinna mieć kochana kobieta.
- Mateusz! czy ty siebie słyszysz? - dziewczyna zwykły szloch przerobiła już w rozpacz - mieliśmy udawać w banku, że się nie znamy! Byłam zawodowo uprzejma, jak to przy kliencie, a ty wziąłeś to za troskę Marii Magdaleny? Mateusz, co z tobą!
- Może chcesz ratować to co pozostało, ale już nie masz szans.
- A prostytutka? Może tego też nie pamiętasz?
- Co?... - skąd ona o tym wie? Kto jej doniósł? - jaka prostytutka?
- Ta którą udawałam!
- Co? Z resztą to nie ma znaczenia! Byłem, owszem byłem u prostytuki, nie mam pojęcia skąd o tym wiesz. Ale byłem tam, bo szukałem miłości, która między nami wygasła.
- Marek, powiedz mu proszę o tym co ci tu dzisiaj opowiedziałam
Ne będę tego słuchał, nie będę słuchał bredni tego bawidamka, tego złodzieja cudzych kobiet, tej dziewicy w męskich spodniach.
- Po co? - rzucam, by uciąć dalszą dyskusję - słuchaj, kochaliśmy się, był anioł, który nam towarzyszył, ale anioł umarł. Nie żyje! Rozumiesz? Anioł nie żyje i nie ma już dla nas miłości! Żegnam!

Marek, zdegustowany gapił się w pusty kufel, dziewczyna opadła na krzesło, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać. Pojęła wszystko, pojęła, że to koniec, że musi się ogarnąć, że musi przejść przez to sama. Przed oczami zrobiło jej się ciemno, świat zniknął, a z ciszy jaka zaponawała wokół niej i w niej samej wyrwał ją nagle głośny pisk opon i głuch trzask. Poderwała się na równe nogi, poderwał się też Marek. Z ulicy dobiegł ich pisk jakiejś kobiety, krzyki mężczyzn, odgłosy chaosu zlewały się w głośny szum, ludzie zrywali się ze swoich miejsc i biegli zobaczyć co się stało. Marek wychylił się przez ramiona gapiów i szybko wrócił do przyjaciółki, złapał ją za rękę, przytulił mocno i wykrztuśił:
- Nie idź tam!
- To Mateusz, prawda? To Mateusz? - jak nakręcona wciąż powtarzała jedno pytanie.
- Tak, to Mateusz.
- Żyje? Niech ktoś wezwie karetkę!
- Nie wiem. Nie wiem, ale już dzwonią.
Z tłumu, z całej tej wrzawy jaka powstała wokół wypadku wyrwał się i dobiegł ich uszu krótki dialog:
- Jezu, ludzie, wbiegł mi prosto pod koła! Nie miałem szans!
- Ja to widziałem, będę świadkiem. Wybiegł mu z tej knajpy prosto pod koł
- Niech ktoś wezwie karetkę!
- Karetkę? Panie, po co? Chyba karawan, nie karetkę...

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Dobre. Wciągnęło mnie i weszłam w to, tracąc poczucie rzeczywistości - a to rzadko się zdarza ;)
Przeszkadzają literówki -> "Wiesz, że jestem cholernie mięka" - błagam, powiedz, że to też literówka ;)
Oprócz tego czasem mam wrażenie chaosu w dialogach, w narracji. Do tego dochodzi problem z interpunkcją.
Aha - bachor przez ch :)
A plusy - ciekawa historia (może i czasem banalna, ale jednak ma w sobie to coś). Oprócz tego bardzo lubię, gdy w narrację wkradają się myśli bohaterów kilku a nie tylko np. jednego - ma to swoje nazewnictwo fachowe, ale nie będę tu zanudzać tym ;)
Zastanawiam się, co by było dalej... naaaapisz cooo? ;) wtedy by to może zyskało na oryginalności - bo koniec jest nieco banalny.. Ale to już wola autora :)
Ja jestem na bardzo bardzo duże TAK :)
Pozdrawiam

Opublikowano

Natalio, mięka, to oczywiście literówka! ( miękka :) )
Często mnie ludzie opierniczają za te literówki i jakoś ciągle mi się zdarzają. Z zakończeniem problem był błahy, pośpieszyłem się :)
Ale podbudował mnie Twój komentarz, dzięki. Hmm... Nie jest do końca pewne, czy bohater zginął, więc pomyślę, czy dalsza część miałaby sens, czy mógłbym coś wymyślić.
Jeśli chodzi o opowiastki miłosne, to bardzo łatwo wpaść w banał, niestety. Z Twoich słów wynika, że nie do końca tego banału się wystrzegłem ( na jednym z forów ktoś mi napisał, że tytuł jest koszmarny ), ale dzięki tym słowom postaram się lepiej w przyszłości :)
Pozdrawiam...

P.S. a zaczęłaś od części pierwszej?

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Drogi Marcepanie - oczywiście, że zaczęłam od pierwszej części :) Czasem mam tę głupią przypadłość, że zaglądam na koniec czytanej książki - ale tu zaczęłam od początku :D
To prawda - ciężko wystrzec się banału w historiach o miłości - zastanawiam się, czy jest to możliwe, by wystrzec się całkowicie.. ? Ale u Ciebie nie było z tym jakoś strasznie :)
Co do tytułu... mnie nie odstraszył ani nic - dlaczego krytykowali? To znaczy jakie powody dawali, bo jestem ciekawa ;) W tytule nie widać banału, jeśli odniesie się go do całości tekstu..

Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @lena2_ @Stukacz serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @violetta "Wszystko się może zdarzyć"...  czuję, że będzie ciekawie w najbliższych latach. Będzie twórczo, co nie oznacza nowego związku, a tym bardziej prokreacji (przepowiednia mówi inaczej, a kysz, gusła), zrobiłem swoje. Nikt z nas się nie obroni przed "wolą Bożą". A ty od razu ślub?! Nienowoczesna jesteś :-)  
    • 91. Granice, które nosimy w sobie (narrator: grecki najemnik w służbie Dariusza)   1.   Uciekamy w ciszy. Cóż powiedzieć, gdy świat nie słucha?   2.   Dwór się kruszy — tak działa natura: słabe łamie się pierwsze.   3.   Gdy wiara w wodza gaśnie, każdy szuka światła, gdziekolwiek jest.   4.   Jedni wybierają nowych panów. Inni nowych bogów.   5.   To, co się rozpada, rozpadało się już dawno — my tylko patrzymy.   6.   Najemnik zna granice. Najpierw rozpoznaje je w sobie, potem na mapie.   7.   Lojalność jest drogą. Idę nią, póki nie przecina jej przepaść.   8.   Nie zdradzam, ale i nie zginę za to, co już umarło.   cdn.
    • ".   "  في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"   Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom - W perspektywę bezkresną hymn pieją "Alleluja”! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku... Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a), W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite; Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a, Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko; Tak mówi ci fala co rozbija się o nabrzeże Kite: Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo.. Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni, Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi, Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic się nie nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment, Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy, Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione... Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków), Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo to, czyste jak forma u Magritte'a, W Aleksandrii jest tak półtrwałe, Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite... Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam - Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite, Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo. Yasalam powie, że nic się nie zmieni, Bo twoje chęci i cały tlen ziemi, Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria.. I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra, Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra, A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak  z popiołu diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt... A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Sur Αλεξανδρεία, l'éclat du ciel brille tel un lapin d'hiver, Le ciel est aussi généreux que les lignes du « Лебединое озеро »,  Et dans le soir, la mer louange le soleil. Vers l'horizon infini, ils chantent un « הללויה ! », mon hymne! Cherchez مرحبًا, où vous pourriez en faire un intime, De cet automne, de Laura, Juliette, d'Ophelia, Et où ce ciel serait du lit légitime - Le fiancé éternel της Αλεξάνδρειας! Ici on trouve un port à l'ouest - pour ceux qui étaient trop braves.  À l'est, un havre de paix (pour les cas urgents). Au nord, un aéroport, rempli d'épaves. Au sud, un phare, victime d'un accident... Mais le ciel est si épuré (tel un fresque de Bosch). À Αλεξανδρεία, il respire la même splendeur, Que la mer, qui se brise sans cesse sur le quai de Χαρταετός. Vous trouverez مرحبًا ici, te dit l'Amor insoucieux. Oui, ici, il y a un port à l'ouest, pour les marins de bas âge, À l'est, un havre pour ceux qui en ont assez des soucis. Au nord, un aéroport qui attire des Concorde dans un virage. Au sud, un phare [insérer l'image ici]. Oui, ici le ciel est aussi pur qu'un Magritte. Mais à Alexandrie, rien est sans problèmes. Ainsi te dit la vague qui s'écrase sur le quai du surf de Kite. Tu ne trouveras jamais مرحبًا, comme l'écrit Η Βίβλος lui-même. مرحبًا  te dira que rien ne changera jamais. Alors pardonne au démon des mille pas de Fred Astaire, Car toutes tes passions et l'oxygène,vital sur terre, Tout ce que tu as amassé dans ton sac point ne te servira. Mais مرحبًا répondra à της Αλεξάνδρειας (en substance): Elle te dira qu'il ne reste qu'un instant. Alors, ne pardonne pas à tes démons sans cette croyance : Que ta passion (du Christ) et l'oxygène (dans ton poumon) soient encore vivants. Ici, à l'ouest, nous voyons un port (pour les noyé.e.s). À l'est, un anse (pour les broyés).  Au nord, un aéroport (occupé). Et au sud, un phare (hérité). Et ici, le ciel est aussi clair que les conceptualisme de Magritte. (Στην Αλεξάνδρεια), il est tellement semi-- Et il le restera), Comme ces vagues vagues de Kite. Partout, vous trouverez, pour ainsi dire, de l'amour, et un mini مرحبًا. Ainsi gémit la vague qui se pend sur le pays plat qui est Kite. Vous ne trouverez jamais مرحبًا, dit. مرحبًا dira que rien ne changera. Car vos désirs et tout l'oxygène de la terre… Tout ce que vous portez,  rien ne va;  So sprach مرحبًا ?  Mais Αλεξάνδρεια réponda: Et elle a raison, pas Cassandre : Alors continue de chercher le مرحبًا, où tu pourras Croire que cet automne ne vient pas d'un papillon sans scaphandre, Mais της Αλεξάνδρειας  (éternellement promise à toi). Et ce ciel est un cadeau de noces, la graciositē d'un Dieu… Rien que της Αλεξάνδρειας Le ciel ne tranche comme une hache, Le ciel n'est pas dur comme un diamant, Et au coucher du soleil, la mer se cache, Murmurant : « مرحبًا » dans le chaos du néant! Et مرحبًا te dira : الإسكندرية, Et  الإسكندرية répondra : إن شاء الله ! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια ".     " في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Over Aleanderia,  the sky is drunk on life like a  rabbit in March, The sky recites le libretto  di "Aïda", And in the evening, the sea praises the sun, parched dry, And toward the infinite horizon, they sing from a golden perch "הללויה!", my hymn. Seek out, where you might find an intimate, This autumn, with Laura, Juliette, or Ophelia, ah! And where this sky shall be the lawful bed — The eternal fiancé της Αλεξάνδρειας!  To the west lies a port — for the brave sailors of the Holy See, To the east, a perfectly good haven  (for emergency use!). To the north, an airport, filled with wrecks of the sea, To the south, a lighthouse, the victim of one too many reviews... But the sky is so pure (like a fresco al fresco), In Alexandria, it inspires the same πάθος As the sea, which puts breaks ceaselessly on the wavelength of Chartaetos. You will find welcome here, says the carefree Έρως. Yes, here, there is a port to the west, for sailors on the mend, To the east, a haven for those weary of their Angst, To the north, an airport that attracts Concordes around a bend, To the south, a lighthouse [here I stand] . Yes, here the sky is as sublime as a macrame by Klee, But Alexandria is, shall I say, an acquired taste; So says the wave that crashes on the Kite Surfing Quay. You will never find مرحبًا, as H Η Βίβλοق itself states.  مرحبًا will tell you that nothing  will ever change in مرحبًا So forgive the demons of the Tower (nur für Jude), For none of the passions that you've packed, All that oxygen in your overnight bag, will be off use. But مرحبًا will answer της Αλεξάνδρειας, It will tell you that: Brother, there's still time,. So, do not grant your demons an indulgence, or  the benefit of doubt: Don't give up on your inclinations and -  breathe in, breathe out... Here, to the west, we see Our Lady (of the harbour). To the east, a cove (for the crushed). To the north, an airport (out of ardour). And to the south, a lighthouse (newly brushed). And yes, here, the sky is as clear as the prose by Graves. But as with all things (Στην Αλεξάνδρεια), it is so demi-—and it will remain so, if ever so much), Like these radioactive waves. Everywhere, you will find, in a manner of..., love, and even a wee bit of مرحبًا. So sprach the wave over the land as high as Kite: You will never find مرحبًا, says.مرحبًا مرحبًا will say that nothing will change. And Because all your desires and all  that you call life… And everything you cum tuum ante portas will be deranged; So sprach مرحبًا? But Aleanderia replied: And she is right, her, not Cassandra: So keep looking, Aleanderia, if you don't mind, And keep on believing that this autumn, this Τσάντρα Is just a tourista, Aleanderias is still your promised land, And this sky is a wedding gift, the grace of a God… (Nothing but an Alemannic sod). And that the sky is not  Occam's axe, That it is not as hard as nails on a diamond, And that at sunset, the sea plays (your) hide, Murmuring: "مرحبًا" in the chaos of le Monde! And the sea will say to you: "ça va?," And the Insidious will reply: "Insha'Allah!" Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo l tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom W perspektywę bezkresną hymn pieją Alleluja” ! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a) W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko Tak mówi ci fala co rozbija się po nabrzeże Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic ci się nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków) Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo tu czyste jak forma u Magritte'a W Aleksandrii jest tak półtrwałe Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo Yasalam powie, że nic się nie zmieni Bo twoje chęci i cały tlen ziemi Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια    
    • @Mel666 To jak w każdym związku - ci, których kochamy mogą nas najmocniej zranić. Cudownie jest czytać Twoje wiersze. Masz naturalna poetykę prozy poetyckiej - to skarb. Jeśli zaczniesz pisać prozę, ta poetyckość pozostanie i doda prozie kolejny wymiar... Mel, ładnie piszesz wiersze, ale... Pisałaś juz opowiadania? Nie pomyślała o powieści? "Yes, you can". Serdecznie pozdrawiam i liczę na Twoją odwagę, zuchwałość (także) w prozie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...