Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Interes idzie słabo, ona prawie zasypia za ladą, kiedy wchodzi Azjata
(mężczyzna o kocich oczach) i pyta, co tam mata. Ona ramionami wzrusza na to,
jak odpowiada się zwykle wariatom, ale on udaje, że go to nie tyka - jakby to była jaka niewidka?
Interesują go nagle stare zegary, wreszcie któryś nakręca i czary mary:
ona, zaskoczona spostrzega, że był to jej własny, biologiczny zegar.
Zauważa ta, odtąd kobieta, że do jej ciała idealnie pasują ręce klienta,
lecz klient wychodzi zanim w nią wchodzi. Więc tylko krzyczy za nim:
nic nie szkodzi!





THE END

scenariusz: na podstawie powieści
reżyseria: reżyser
przy opracowywaniu polskich liter pomagali:
Jego Świątobliwość Ą (pracującej, ladą, Interesują, odtąd, pasują, nią )
pełnomocnik Urzędu Stanu Cywilnego we Włoszczowej Ł (słabo, była, był, własny, ciała)
Sędzia Rejonowy Ę (mężczyzna, się, nakręca, ręce, Więc)
pani Ó i pan Ś (któryś)
Ż - żigolak wczasowy (mężczyzna, że, że, Zauważa, że)

dystrybucja: www.poezja.org za cichą zgodą: Angelo

wystąpili:
Ona - Podmiot Liryczny, kobieta
Azjata - Podmiot Liryczny, mężczyzna

muzyka:
Ich Dwoje

Wszelkie Prawa Zastrzeżone:
KOPIOWANIE I ODTWARZANIE BEZ ZGODY WŁAŚCICIELA ZABRONIONE!
Opublikowano

Boski powiem tylko tyle: wkur*iasz mnie ;)))) a wiesz czemu, bo wogóle nie lubię takiej poezji, ale są nieliczni, w tym mogę ciebei zlaiczyć że mi się podoba i to bardzo! :)) Pomysł z zegarem super ;) rymy wewnątrz tekstu rozumiem, że mają nadac formę prostoty i uprościć, ale utworzyć prost5y wydźwięk :)))

Jestem za, a jaki scenariusz ;) Podoba się, ale i tak czekam, a nuż się przęłamiesz i napsizesz coś poważnego rymowanego, tkaiego jak o Królu i Halbardzie, że znowu mi z zazdrości aż... :)))

pozsdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ to jest bardzo poważne :) Zegary, mnóstwo zegarów to upływający czas i
trzeba dopiero Kogoś, żeby zwrócić na któryś z nich uwagę dziewczyny.
Rymy i rytm? W końcu rolę pierwszoplanową zagrała tu prosta dziewczyna.
Za to jaka mądrość wyrwała się z jej niespełnionych ust: "NIC - nie szkodzi."
- Nakręcony zegar znów się jutro zatrzyma, idealnie odmierzając jej upływające życie.

Ech, rozczuliłem się oglądając jako pierwszy ten film - jak dla mnie bardzo poważny
kandydat do najbliższego Oscara w kilku kategoriach.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ to jest bardzo poważne :) Zegary, mnóstwo zegarów to upływający czas i
trzeba dopiero Kogoś, żeby zwrócić na któryś z nich uwagę dziewczyny.
Rymy i rytm? W końcu rolę pierwszoplanową zagrała tu prosta dziewczyna.
Za to jaka mądrość wyrwała się z jej niespełnionych ust: "NIC - nie szkodzi."
- Nakręcony zegar znów się jutro zatrzyma, idealnie odmierzając jej upływające życie.

Ech, rozczuliłem się oglądając jako pierwszy ten film - jak dla mnie bardzo poważny
kandydat do najbliższego Oscara w kilku kategoriach.

Pozdrawiam.

Boski nie drocz się ale napisz coś poważnie-pieknego ale w pwoażnych-pięknych słowach podobnych do wieszcza :P Wiem, że potrafisz... a Twoj sonet o gorze, a Ten Sonet, a przepowiednia Kasandry.. Boski!!!!!!!!!!!! BIttee... ;))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja naprawdę się nie droczę. Nawet napisałem o tym powiastkę:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=77721#dol

To co dziś wydaje nam się śmieszne, niezgodne z obowiązującym schematem, jutro... kto wie?

Pozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



jest w tym dużo prawdy ;))) ale czy nie ty pwoeidziałeś, że prawdziwy poeta przygląda sie poprzedniej epoce by tworzyc nową? :) Ja wiem, że wszystko się zmienia i może te teksty za 300 lat będą jechały patosem i będa najwznioślejksze na świecie, ale za nic nie rozumiem, czemu odszełeś od stylu archaicznego... kto p[powiedział, że jest skazany na wymarcie.. a moze za kilk lat, klikanasdcie, kilkaset, to ten styl będzie imponował, a te wiersze uznAJĄ, za jakieś szalenstwo epoki.. kto wie ;)))???

a zresztą zbliża się koniec świata wieć może i nić nie będzie ;P

pozdr.
Opublikowano

Z przykrością muszę stwierdzić, że Pana u_tworek nie ma nic wspólnego z poezją, a wiem/czytałam i potrafi Pan pisać wiersze - ubolewam, że marnuje Pan talent na zabawianiu orgowiczów. Zdaję sobie sprawę, że każdy dwór miał swojego stańczyka, ale nie wiem czy warto, no cóż, chyba, że zależy Panu na sympatii, bo take tworki są "chwytliwe", jednak czy pajacowanie kogoś naprawdę ubogaca? To nawet nie jest satyra, proszę wybaczyć moją szczerość, ale ktoś powinien to Panu w końcu powiedzieć. Ma Pan kilku czytelników, stałych czytelników, czy takie dowartościowanie to szczyt ambicji? Piszę w dobrej mierze, proszę się nad sobą zastanowić.

Pozdrówki :)
kasia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kto powiedział, że odszedłem? Gdyby te "archaizmy" pozbierać, okazałoby się,
że można sklecić kilka tomików :) Toteż czasem trzeba napisać:
"Krótki film o dziewczynie pracującej w sklepie z zegarami"
gdzie nawet tytuł trwa tak długo bo jest... krótki. Czy też na odwrót ;)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie obrażam się. Przecież założyłem, że nie będzie się podobać, bo nie o podobanie się chodzi.
Chodzi o wierne oddanie czegoś zwykłego, patosu zwykle wystrajanego w piękne slowa -
o ile założyć, że jedne są czemuś piękniejsze od drugich.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kto powiedział, że odszedłem? Gdyby te "archaizmy" pozbierać, okazałoby się,
że można sklecić kilka tomików :) Toteż czasem trzeba napisać:
"Krótki film o dziewczynie pracującej w sklepie z zegarami"
gdzie nawet tytuł trwa tak długo bo jest... krótki. Czy też na odwrót ;)

Pozdrawiam.

Nie Boski tak się nie dogadam... zrobię cie na Polaka:

Nie wierzę, że jesteś w stanie napisac 11-złoskowcem ładny wiersz, płynny w stylu Ten Sonet, Przepowiednia Kasandry czy Skurcza. Pewnie nie umiesz...

:)))))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Powiedz, co złego widzisz w takim scenariuszu, jeśli odrzucimy farsę która jest w tym przypadku tym, czym jest tło dla filmu? Zwykle wstawia się w to miejsce rzeczowniki, mnóstwo rzeczowników,
można powiedzieć, że mamy epokę rzeczowników. Małe, obskurne stoisko na Stadionie Dziesięciolecia z chińskimi zegarami, wszystko zakurzone, leżące w bezładzie większym, niż włosy handlarki, dobrze podstarzałej dziewczyny o grubych wargach i nachalnym nosie.
To i inne tego rodzaju tło przedstawiłem za pomocą rytmu i rymów, sprawiających wrażenie niechlujnych. nie podoba się, bo to nie miało się podobać.

Dlatego w prawdziwym życiu nigdy nie zwrócimy uwagi na taki sklepik, na brzydką dziewczynę, która ziewa w nim, czekając dzień w dzień Bóg tylko już jeden wie na co?
Tutaj też nikt nie zwróci uwagi o co naprawdę chodzi, nawet Ty geniuszu :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Powiedz, co złego widzisz w takim scenariuszu, jeśli odrzucimy farsę która jest w tym przypadku tym, czym jest tło dla filmu? Zwykle wstawia się w to miejsce rzeczowniki, mnóstwo rzeczowników,
można powiedzieć, że mamy epokę rzeczowników. Małe, obskurne stoisko na Stadionie Dziesięciolecia z chińskimi zegarami, wszystko zakurzone, leżące w bezładzie większym, niż włosy handlarki, dobrze podstarzałej dziewczyny o grubych wargach i nachalnym nosie.
To i inne tego rodzaju tło przedstawiłem za pomocą rytmu i rymów, sprawiających wrażenie niechlujnych. nie podoba się, bo to nie miało się podobać.

Dlatego w prawdziwym życiu nigdy nie zwrócimy uwagi na taki sklepik, na brzydką dziewczynę, która ziewa w nim, czekając dzień w dzień Bóg tylko już jeden wie na co?
Tutaj też nikt nie zwróci uwagi o co naprawdę chodzi, nawet Ty geniuszu :)

Pozdrawiam.

ee tam nie rozumiesz mojego problemu.. mnie się ten wiersz podoba... i przecie napisałem w pierwszym poście w miarę to co ty teraz piszesz jako wyjąsnienie, ale chciałbym po prostu nastepny wiersz przeczytać taki rymowany 11-zgłoskowiec ;))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kiedyś już opisałem coś takiego jedenastozgłoskowcem, ba, nawet sonetem :)
Podobne spotkanie i zetknięcie się z sobą różnych, przeciwstawnych światów.
Specjalnie dla Ciebie wygrzebałem toto:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?pid=586060#586060
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zaraz wiersz :) Ale zauważ, że wbrew pozorom można na podstawie tego nakręcić nowelkę filmową. Niewiele słów a tworzy obraz, plus nastrój... beznadziejności :)))
Zwykle wiersze umieszczane na Portalach oddają tylko to drugie ;)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zaraz wiersz :) Ale zauważ, że wbrew pozorom można na podstawie tego nakręcić nowelkę filmową. Niewiele słów a tworzy obraz, plus nastrój... beznadziejności :)))
Zwykle wiersze umieszczane na Portalach oddają tylko to drugie ;)

Pozdrawiam.

a ja tak sobie myślę, że ty to się ze swoją prawdizwą tworczością ukrywasz :))) ale nieważne...
aco masz do poratli, ieds się w gazetach publikwoałao, teraz tutaj ;)) nic się nie zmieniło. no może łatweij jest i więcej chłamu.. ale z drugiej strony.. co jest chłamem co jest wierszem?

to dla Hani napisąłem (ach gdzieżeś ona jest) ale zogdzisz się, że kryteria zawsze są mgliste ;)))

Wiersz dzisiaj rośnie choć jeszcze wczoraj
była mu bliższa brudna podłoga,
gda na wydruku [się] biły litery,
ślepły od wody, od słownej biedy,
traciły piękno i zgrabną linię,
z dniem mniej wyrazu, jakby mniej-żywe.
Atrament z płaszczy spływał wraz z wodą,
płakały rymy chcąc wciąż być sobą,
płakali ludzie, że wiersze leżą
tu na podłodze i ją wciąż szpecą.

Ale, że człowiek, zwierze przekorne,
kiedy raz w piątek zmywął podłogę
podnióśł te kartki i liter cienie
opubikował, wszystko - tak - wiernie...
I zapłakali ludzie w kolejkach,
jak samo-zgłoski, w tych właśnie wierszach

że najpiekniesze wiersze na świecie,
były i będą - jak w śmieciach... śmiecie!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zaraz wiersz :) Ale zauważ, że wbrew pozorom można na podstawie tego nakręcić nowelkę filmową. Niewiele słów a tworzy obraz, plus nastrój... beznadziejności :)))
Zwykle wiersze umieszczane na Portalach oddają tylko to drugie ;)

Pozdrawiam.

a ja tak sobie myślę, że ty to się ze swoją prawdizwą tworczością ukrywasz :))) ale nieważne...
aco masz do poratli, ieds się w gazetach publikwoałao, teraz tutaj ;)) nic się nie zmieniło. no może łatweij jest i więcej chłamu.. ale z drugiej strony.. co jest chłamem co jest wierszem?

to dla Hani napisąłem (ach gdzieżeś ona jest) ale zogdzisz się, że kryteria zawsze są mgliste ;)))

Wiersz dzisiaj rośnie choć jeszcze wczoraj
była mu bliższa brudna podłoga,
gda na wydruku [się] biły litery,
ślepły od wody, od słownej biedy,
traciły piękno i zgrabną linię,
z dniem mniej wyrazu, jakby mniej-żywe.
Atrament z płaszczy spływał wraz z wodą,
płakały rymy chcąc wciąż być sobą,
płakali ludzie, że wiersze leżą
tu na podłodze i ją wciąż szpecą.

Ale, że człowiek, zwierze przekorne,
kiedy raz w piątek zmywął podłogę
podnióśł te kartki i liter cienie
opubikował, wszystko - tak - wiernie...
I zapłakali ludzie w kolejkach,
jak samo-zgłoski, w tych właśnie wierszach

że najpiekniesze wiersze na świecie,
były i będą - jak w śmieciach... śmiecie!
Tak, ale u Ciebie jest zbyt schematycznie i nie ma się wrażenia, że Autor...
sam siedzi w akcji po uszy :) Ja często obrywam włąśnie przez to, że
mnie samego kojarzy się z tym, co opisuję. Kiedyś się tym martwiłem,
potem doszedłem do wniosku, że... to całkiem dobrze wróży :))

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a ja tak sobie myślę, że ty to się ze swoją prawdizwą tworczością ukrywasz :))) ale nieważne...
aco masz do poratli, ieds się w gazetach publikwoałao, teraz tutaj ;)) nic się nie zmieniło. no może łatweij jest i więcej chłamu.. ale z drugiej strony.. co jest chłamem co jest wierszem?

to dla Hani napisąłem (ach gdzieżeś ona jest) ale zogdzisz się, że kryteria zawsze są mgliste ;)))

Wiersz dzisiaj rośnie choć jeszcze wczoraj
była mu bliższa brudna podłoga,
gda na wydruku [się] biły litery,
ślepły od wody, od słownej biedy,
traciły piękno i zgrabną linię,
z dniem mniej wyrazu, jakby mniej-żywe.
Atrament z płaszczy spływał wraz z wodą,
płakały rymy chcąc wciąż być sobą,
płakali ludzie, że wiersze leżą
tu na podłodze i ją wciąż szpecą.

Ale, że człowiek, zwierze przekorne,
kiedy raz w piątek zmywął podłogę
podnióśł te kartki i liter cienie
opubikował, wszystko - tak - wiernie...
I zapłakali ludzie w kolejkach,
jak samo-zgłoski, w tych właśnie wierszach

że najpiekniesze wiersze na świecie,
były i będą - jak w śmieciach... śmiecie!
Tak, ale u Ciebie jest zbyt schematycznie i nie ma się wrażenia, że Autor...
sam siedzi w akcji po uszy :) Ja często obrywam włąśnie przez to, że
mnie samego kojarzy się z tym, co opisuję. Kiedyś się tym martwiłem,
potem doszedłem do wniosku, że... to całkiem dobrze wróży :))

Pozdrawiam

chcesz mi powiedzieć, że mój peel to sobie chipsy je i czyta Bravo Girls, potem poogląda takich a nieważne Krzyzaków i stara się wmówić, że był na bitwie pod Grunwaldem... :P
ale z drugiejs strony proponujesz żebym wyrwał się ze schematow.. wyrwałem, może nei z formowych, ale z epokowych... napisałem elgie na Mussoliniego ;P i mi się dostśło ,że goryfikuję faszyzm... a chciałem napisać coś co sie gryzie i nie-schematycznie ;) tak jakby to nie wiem pisał jakiś zagorzały faszysta, ktory z jednej strony cąłe życie popierął Mussoliniego, z drugiej nic nie osiągnął dzięki temu i widzi krzywdy... a jak ty proponujesz zerwanie ze schemtycznością, oryginalne juz nie jest pisanie w formie białej...

pozdr.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krakoski givre m'enchante ─── „Ah ! Comme la neige m'a délaissé, Lavé mon cœur de sa pluie... Parmi les jours engivrés, Je m'enivre de mon ennui... Je m'engivre de mon destin..." [Hors d'] Nad moim półmiastem niebo mrozem zamarło, Jak ta na szybie łza, Nad moim niekrajem śnieg śnieży tak, Że świata okno mgłą szron skrył, jak moje ciało, Jak szybę życia, w mrozu ogród spopielił w białość... [Res medium] Nad moim niemiastem niebo tętni niczym czerwca odpust. Niebo delikatne jak najnowszy nów, A o zachodzie rzeka szara hymn śpiewa w słońca blues – Tam śpiewa „Alleluja” even bruk. A ja chwytam je szczytem serca… Szukaj spokoju tam, gdzie są ci ofiarowani: Ten czerwiec, Miłosz, Mrożek, Lem, i… To niebo ołowiane… Ono ci Ojcem, a synem samotrzecim – ty… O, niemiasto me! Sponiewierałem cię w rozterce... Jest tam na zachodzie – żelaznych ptaków port, Na północy – łuna Kombinatu Toksycznych Zórz. Na południu – aluminium płonący kort, Na wschodzie – matecznik, puszcza puszcz, A pod stopami, zwiędłycu map gorszy sort... A tu – północnych zorzy łuna łun, Tu – zachodniego wiatru arktyczny szkwał, O wschodzie, rzeki rzek szał – Na południu – jezior, jezior, jezior szum, A ponad mną ptaków powrotny klucz… Szukam podniety tu, gdzie śnią niemożliwy sen: Wciąż luty, Atwood, Cohen i Arcand… Śnieg, śnieg, w śniegu świat, po świata kres… Ona dobrą macochą mi, ma compagnonne, ma femme, Ta ćwierćojczyzna ma.   Ô mal adresse! Grzeszysz absencją co dzień, (Ja, je manque à l'appel)…, Tu, w inazylu mym, w abstraktu zastygły chłód: Fale, co w stalaktyty roztrzaskują się o Saint Laurent, Niebo ponuro zwisłe (comme chez Arcand), Tu, w nienowym Brest, słońca blask krwawy jak Cronenberg, Jak fleuve, co rozbija się o brzegu głód, Jak nadzieje na Saint-Jean, co rozbijają się o świtu brzeg… „Znajdziesz w końcu ujście”, szeleści mego serca prąd… "Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d.” Tam, w Laskach mych, lawą tryska żar: Wisły fal, co w czerwca skwar lgną do Ojcowskich skał, Nieba płonącego jak tańczący w Czar Par, Słońca, co zacina się jak album Lady Pank, Jak anioł stróż o Pod Aniołem budy bar, Jak Smok, co od wieków nie przestaje ziać, Jak ci, co pod Adasiem zimnym wzrokiem będą wciąż z bukiecikiem stać… [Ars carnae] "Nigdy nie znajdziesz spokoju”, mówi Pismo. A Słowo odpowie: „Nic się już nie zmieni”, Więc wybacz swym demonom, że im coś nie wyszło, Że twoje przywary są z tej tu ziemi, Że Omnia Tua – to duszy letniość, Bo dzwon Zygmunta zagrzmi w te tony: „Chwileczkę, proszę, będzie pochwalony… Nie wiś u diabła rękawa wciąż, dbaj o duszy higienę, Ta historia z szewczykiem poszła… w zapomnienie"... Masz tu port-aero na Zachodzie (na życia uciechy), Na Wschodzie – kołyskę (choć wątpliwego…), Na Północy – mumię tego (wiecznie żywego), Na Południu – góry z góry (to za grzechy…)! I choć niebo skwarne to jak u Chełmońskiego, W Mieście Krakuff wszystko jest tak niezmienne, Jak fale opływające Most Piłsudskiego… „Wszędzie znajdziesz jakąś miłość, niby ukojenie” – Tak szepce wzruszeniem nad sztuk sztuką Ułamek-Ławica, „Wracaj do źródeł”, krzyczy rozumu Labrador… "Jesteś, skąd jesteś, nie ma dla ciebie miejsca na tej zmieni;” I arktycznym prądem przeszywa cię jak matador Świadomość ta, dotąd skryta w dni cieniu: "N i e j e s t e m s t ą d.” - Kerouac z Księżyca. Tu, w szpitalnego korytarza półmrok wpadł lodowaty Iqualuut wwiew: Fali Saint Laurent, co w grudniową noc lasi się do bazaltów Ex Machina, Nieba zamarłego jak więźniarki w Unité 9, Słońca, co jest puste jak poczta głosowa Dédé Fortin'a, Jak bar przy boulevard Hamel, gdzie diabeł się sam upija, Jak wieloryby w Tadoussac, którym w płetwach zaparło śpiew, Jak Sacrilège'u ostatni zew… [Ars carnae] "Wciąż tylko wiatru niepełny niepokój”, mówi człowiek. A świat odpowiada: „Za późno”, Więc nie daj diabłu zapomnieć, że zrobił za dobrą robotę, Że twoje przedmioty stoją po złej oceanu stronie, Że your słowiańska krew – tutaj żebrze na próżno, A Notre Dame des Âmes Perdus ten tekst wydzwoni: „Proszę nie czekać, ten kraj jest zastrzeżony… Uprasza się nie wydzwaniać po Anioła Stróża, Ten numer z Winnetou się zajął, jak w lesie róża." Mam tu autoport na Zachodzie (po przebiegu), Na Wschodzie – Atlantyk (ten od Atlantydy…), Na Północy – las les Laurentides (wiecznie w śniegu), Na Południu – Stany (zastane w dyby)… I choć niebo tu twarde tel un Riopelle, W Citadelle wszystko wciąż płynie w kierunku, Jak fale, co Pierre Laporte wzięły na cel, Jak niestała stal Pont de Québec (ciągle w obstalunku)... „Niby znajdziesz miłostkę, pół-upojenie tu” – Tak dyszy pełną piersią chóru z Baru Fou ostatnie westchnienie… „Wracaj do źródeł”, wonieje morału swąd… "Gdziekolwiek byle nie tu, w każdym innym kącie ziemi, nie kryję, że nie mam do ciebie przekonania, nie rozumiesz, w y m i s t ą d!" [Pièce de résistance] „Religia to pokój Boży” – głosi Księga… chyba na Początek, Lecz czasopismo prawdę powie ci: „Nic się nie zmieni, Bo twoje pragnienia i cały tlen na ziemi, Wszystko, co nosisz – nie jest warte twej kieszeni”… A co ze spokojem? Pytia spokojnie odpowie… I ma rację ona, nie Kasandra: Czy tu czy tam, będziesz tracił zdrowie, To po co ci za każdym razem stłuczona filiżanka? Szukaj więc miejsca, gdzie uwierzysz chyba, Że ten luty to nie twoja Kasandra, Lecz wiecznie ci obiecywana Aleksandria, A tamten czerwiec – nie liczy się w rejestr, jak Atlantyda... Choć niebo i tu, i tam, i u Ubu, Jest jak diament ogniste, twarde niczym płomień, A o zachodzie, Popiół-Dni cię wita: „Zapraszamy do klubu!”, A zaschły atrament parkietu telegrafuje: „Wolny pokój tobie...”, I nawet twój pokój ci powie: „Daj pokój”, A coraz pustsze mieszkanie odrzeknie: „Tak z boku!” [Dés serres] Ach! Jak pada śnieg! Me okno w szronu sad rozkwitło... Ach! Wątek dni się rozsnuwa! Nad niemoim miastem niebo martwe jest, Jak ta łza, co uniknęła mego pokoju świetlikiem. Ach! Osnowa nocy światłu sztabę zasuwa... Ach! Ciemność widzę! Skąd przyjechałem? Dokąd jadę? Mróz ściął me nadzieje wszystkie: Jestem Południowym Krzyżem – Porzucony przez Polarną Gwiazdę... Ach! Gdzież smak poutine? Tak tęskno, tęskno mi... Ach! Jak śnieży śnieg! Wśród mrozem skutych dni, Ach! Ściął się życia ścieg... Nie tak.. A mad moim Uhr sierpień w śpiew jak w śnieg brnie, W śmiech, co strzaskał Hadesu drzwi! Ach! Wątek snów światło otworzyło mi! Ach! Widzę jasno: Skąd przybywam, gdzie gnam! Żar rozjaśnił duszę mą: Jestem jak lipca skwar – A tyś – moją ciemną Gwiazdą... Ach! Ten Cracovii smak! Ach! To mój gwiezdny czas... Wśród nocy, szalony bieg Ach! Spiął się życia ścieg... Ach! Jaki słońca blask! Tak.. [Ars carnae] I choć w Neverland „Wszystko, co masz, wciąż przekwita” (Tak mówi ci do ucha fala, która rozbija się po porcie Οὐτοπία)... To: „W Śródmorzu nie Mieć, lecz Być Różą zakwita”; Tak śpiewa ci rozbitek tysiąca nocy Acquae Vitae: "سقطت في هاوية التعاسة" ───  
    • Starzec i dziecko siedzieli na brzegu strumienia, gdzie woda cicho płynęła między kamieniami. Wokół nich rosły bujne trawy, a w powietrzu unosił się zapach ziemi i wilgoci. Dziecko patrzyło w wodę, a jego oczy błyszczały od ciekawości. Zauważyło coś na dnie strumienia – coś, co wyglądało jak mały, złoty przedmiot. Zapytało, wskazując palcem na wodę: – Co to jest? Starzec uśmiechnął się łagodnie, spoglądając na błyszczący punkt w wodzie. – To, co widzisz, jest tylko odbiciem. Ale to, co widać w odbiciu, może być czymś więcej, jeśli pozwolisz swojej wyobraźni popłynąć z nurtem. Wyobraźnia jest jak woda, która płynie w strumieniu – nie zatrzymuje się na jednej rzeczy, nie twardnieje w jednym obrazie. To nie jest świat, który musimy dosłownie zobaczyć, ale przestrzeń, w której wszystko może stać się możliwe. Wyobraźnia nie zna granic, bo to ona wyznacza, co jest realne. Tak jak woda w strumieniu nigdy nie jest tym samym nurtem, tak i my, gdy pozwalamy swojej wyobraźni płynąć, możemy przejść przez miejsca, które w rzeczywistości nigdy by się nie zdarzyły. Możemy być wszędzie, gdzie tylko zechcemy – w świecie, który kształtuje się w naszych myślach, w przestrzeni, którą sami tworzymy. W wyobraźni kryje się nasza wolność, nasza zdolność do bycia kimś innym, do spojrzenia na świat w inny sposób, do twórczego kształtowania rzeczywistości. To ona daje nam odwagę, by marzyć, by wierzyć, że to, co niemożliwe, może stać się możliwe. Bo w wyobraźni nie ma ograniczeń. Ona jest jak strumień – płynie, zmienia koryto, rozlewa się w nowych miejscach. A my, jak dziecko, możemy ją obserwować, pozwalając jej prowadzić nas do odkrywania nowych światów, nowych prawd.  
    • Meł to Kaziu: ta tu, i za kotłem.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...