Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ostatnio, pisząc wiersz o poziomie poezji oraz jej odbiorców (zresztą nie zdradzajmy za dużo - on się tu kiedyś pojawi ;)), postawiłem sobie następujące pytanie: co to jest grafomania?

Jako racjonalista - w pierwszej kolejności sięgnąłem do słowników. Większość źródeł podała taką lub podobną definicję:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A cóż to znaczy talent? Uzdolnienie do tworzenia "dobrych" utworów? W takim razie co to znaczy "dobry" utwór? Ano znaczy utwór "na poziomie", czyli - między innymi - nie-grafomański. Koło się zamyka. Idem per idem.

Powyższa refleksja doprowadziła mnie do wniosku, że dobra poezja (czy szerzej: sztuka) to nie sztuka cechująca się jakimiś konkretnymi przymiotami, ale po prostu zaadresowana do właściwej publiczności. Innymi słowy utwór podoba się publiczności nie dlatego, że został dobrze napisany, ale dlatego, że odpowiada "poziomem" (choć to nie najcelniejsze słowo, to jednak posługuję się nim z braku lepszego) publice, do której jest kierowany.

Przez ów nieszczęsny "poziom" rozumiem rodzaj przekazu: od bezpośredniego, przez posługujący się prostymi i sprawdzonymi symbolami, dalej przez symbole bardziej skomplikowane lub nowatorskie po żonglowanie "symbolem symbolu" - gdzie kolejne "poziomy" stają się coraz trudniejsze w odbiorze. Nietrudno zauważyć, że zaadresowanie skomplikowanego (celowo unikam słowa "wysokiego") dzieła do niewłaściwej publiczności powoduje niezrozumienie i naraża owo dzieło na uznanie go za grafomańskie. Paradoks?

Ciekaw jestem Waszej opinii na ten temat.

Pozdrawiam,
Drax
Opublikowano

Elaboraty, twierdzenia, zasady...

Ja tam uważam, że są dwie płaszczyzny:

- płaszczyzna pierwsza - aktualna epoka i wymagania, jakie ona stawia przed autorem/tekstem. Tu krytycy sobie oceniają, czy wiersz można uznać za współczesny, czy nie (choć nigdy nie wiadomo, czy mają rację, ale wystarczy, że oni są o tym święcie przekonani). To kraina poezji nie-wtórnej. Czasem nietrafnej. Podręcznikowej i oficjalnej. Stawiana zostaje na cokole przed nie wiadomo w sumie kim.

- płaszczyzna druga - potencjalny odbiorca i twórca niezwiązany z jakimiś prądami epokowymi, czy "oficjalnym tworzeniem". Bo niby dlaczego wiersz amatora, który podoba się jakiejś publiczności ma być gorszy od jakiegoś nowoczesnego wiersza, poprawnego w stylu i "dobrego"? Na tej płaszczyźnie wchodzimy w gusta. I tutaj moim zdaniem nie ma sensu dyskutować czy poniżać czyjeś upodobania.

Grafomania to dla mnie termin, który sobie wymyślili krytycy, których siedzibą jest płaszczyzna pierwsza.

Poza tym zastanawia mnie jedna rzecz - taki romantyzm jest uznany za sztukę, w swojej epoce był doceniany zarówno przez krytyków, jak i przez odbiorców [zapewne z wyjątkami, ale to potwierdza regułę]. Dzisiaj wielu ludzi i tak woli czytać wiersze romantyczne. No nie oszukujmy się, ile z naszych baci/wujków/ojców itp. wiersz górnolotny i grafomański nazwie "ładnym". Problem pojawia się, że dość wiele współczesnych wierszy "normalnym" ludziom się nie podoba.

Ale no tak - elyta, "nie znają się", "pisze się dla nielicznych".

Te sprzeczności są jak dla mnie dość irytujące.

Pozdro.

Opublikowano

#
mania
1. «bardzo mocne zamiłowanie do czegoś»
2. «trudny do opanowania, często chorobliwy pociąg do wykonywania jakichś czynności»
3. «chorobliwe przekonanie o prawdziwości swoich urojeń»
4. «stan wzmożonej aktywności i nieuzasadnionego optymizmu występujący w niektórych schorzeniach psychicznych»
• maniakalny • maniakalnie

Czyli, że jeśli ktoś pisze mało, to nie jest grafomanem, a jego wiersze nie są grafomańskie? ;D

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zauważ, że podałeś nie inną definicję tego samego słowa, ale definicję INNEGO słowa, które jest tylko częścią składową słowa wyjściowego.

Ja tu nie widzę sprzeczności, mości Rafale. Tak, jak napisałem, wszystko zależy tak naprawdę od publiczności. To jest ta Twoja druga płaszczyzna. Tylko ona jest istotna - dla mnie - i dla Waszmości zdaje mi się również. Relatywizm wkrada nam się nawet do poezji; a właściwie to poezja - i w ogóle sztuka - są jego główną domeną. ;)

Mości Myślątko, a czy nie widzisz pewnego błędu logicznego w tej definicji? Co jest wyznacznikiem "dobrej poezji" i "talentu literackiego", jeśli nie opinia publiczności?

Mości Patryku, naturalnie. Właśnie o tym napisałem ;)

Mości Magnetowidzie, grafomania (o ile istnieje coś takiego ;)) to jedna z najprzyjemniejszych chorób na jakie można cierpieć. Chociaż "cierpienie" nie jest tu dobrym słowem - wiem z własnego doświadczenia ;D

Pozdrawiam,
Drax
Opublikowano

grafomania jest jednym z tych pojęć, które każdy ma prawo pojmować inaczej. w końcu jedni lubią wiersze z epoki romantyzmu, a inni składające się z samych kropek i przecinków (chociaż nawet nie wiem, czy można to nazwać wierszem, ale teraz nie o tym).
grafomania pojęciem względnym, panie i panowie!
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




jesli pisze mało- czyli np. raz na rok (miesiąc) w stanie wzburzenia, to gdzie jest ten przymus pisania?
pisze mało i pewnie tzw. bluzgi emocjonalne polegające na wyładowaniu uczuć
nie ma przymusu pisania, nie ma manii, nie ma grafomanii

no chyba że trzeba uzupełnić słownik a określenie grafomańskie wiersze znaczy tyle samo
co bardzo złe wiersze

a może grafoman jednak pisze całkiem całkiem, nie całkiem źle, nie całkiem głupio
czy mamy zakładać, że grafoman to głupi człowiek, nic nie czytał i nic nie wie?

grafomania bardziej kojarzy mi się z przymusem pisania
to co wychodzi jest takie sobie, czasem da się czytać, czasem nie da, przeważnie jest nudne
ale rzadko zupełnie złe
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Poeta? Raczej marny, ale niech będzie. A Waćpani tylko potwierdza mądrość cytatu z mojego podpisu...

Mościa Rachel - otóż to. ;)

Mości Myślątko, bluzgi emocjonalne wynikają właśnie z przymusu pisania. Nie polega on na tym, że autor taki [u]musi pisać[/u], ale na tym, że [u]musi wyładować emocje[/u], a pisanie jest po prostu najbardziej odpowiadającą mu formą tego wyładowania. A że zdarza się to raz do roku, to tylko kwestia skali. ;)

Pozdrawiam,
Drax
Opublikowano

nie zgodzę się
bluzg to bluzg, popełniony
potem często zapomniany nawet przez autora
miała być mania
to właśnie kwestia skali

co do opinii to też się plączesz
czytelnik - co on może powiedzieć : że się podoba lub nie
wyznacznikiem jest opinia krytyka- znawcy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Cóż, jeśli czytelnikom się podoba, a znawcy jednym głosem wołają: grafomania? Sztuka, czy kicz?

I kto to w ogóle jest znawca? Ten kto ma na ścianie powieszony odpowiedni papier z uniwersytetu, chociaż przez 90% zajęć spał, a czego się nauczył, to i tak od czasu studiów zapomniał? Czy może raczej człowiek - nawet ze średnim wykształceniem - który dzużo czyta i lubi czytać? A taki ktoś przecież też nie musi się znać na uczonym żargonie krytyków literackich - on też ocenia "na wyczucie" - podoba się, albo nie. Czyja opinia jest więcej warta?

Pozdrawiam,
Drax
Opublikowano

myślałam, że o grafomanii miała być dyskusja a nie o systemie nauczania ;/


-"Cóż, jeśli czytelnikom się podoba, a znawcy jednym głosem wołają: grafomania? Sztuka, czy kicz?"


to będzie zapewne super znanym kiczem swoich czasów
tak jak "biały miś (dla dziewczyny)" super popularna, super ulubiona i super uznana za kicz

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jak widać wszystko to się wiąże ;p


Nie znam tej piosenki, ale poproszę w takim razie o zdefiniowanie "krytyka", bo nie zechciałaś Waćpani tego uczynić.

Mości Michale, niestety, nie znalazłem dobrego słownika terminów literackich w Internecie (a w domu jakoś nie mam), więc może zechciałbyś przytoczyć znalezioną tam definicję. Chętnię spróbuję dowieść, że jest równie słaba, jak ta zacytowana przeze mnie ;)

Pozdrawiam,
Drax
Opublikowano

A może poczytajcie sobie to niżej:Panowie i Panie

Grafomaństwo


Spis treści


* 1 Teza
* 2 Kryterium publikacji
* 3 Kryterium jakości
* 4 Grafomania jako choroba
* 5 Grafoman a czynność czytania
* 6 Niejasność kryteriów
* 7 Klasyfikacja
* 8 Rozmowa przy okazji o strumieniu podświadomości czyli zapisie automatycznym

Edytuj
Teza

Grafomaństwo ma miejsce jak ktoś pisze, pisze i pisze, a nikt inny mu tego nie chce opublikować. W dobie Internetu, gdy każdy może sobie opublikować własną stronę z czym tylko chce (no, prawie z czym chce), definicja ta jest w dalszym ciągu aktualna, bo co z tego, że się opublikowało samemu, skoro nikt inny nie chce tego zrobić.
Edytuj
Kryterium publikacji

Ale przyznasz zapewne, że możliwa jest sytuacja, że ktoś pisze, pisze, pisze, nikt inny nie chce tego opublikować, a jednak to, co pisze grafomanią nie jest?

;-)

-- Elka

No nie jestem pewien, czy są podstawy, aby uznać to stanowisko. Słownik Języka Polskiego mówi coś o pisaniu utworów przez osoby bez talentu. Jednak talent jest zjawiskiem czysto społecznym i nie istnieje bez odbioru społecznego. Skoro nikt nie zaryzykował opublikowania, znaczy że autor próby talentu, czy to w swoim własnym uznaniu, czy to w uznaniu wydawcy, nie przeszedł. alx d

A jak ktoś opublikuje za 50 lat i nagle wszyscy zakrzykną: geniusz? Przecież znane skądinad zjawisko. -- Elka

Raczej, wydaje mi się, zjawisko znane z mitologii twórczości. Sztandarowy przykład: Norwid, był przez współczesnych uważany za wybitnie utalentowanego, tyle, że jękołę i męczyduszę (trudno się z tym nie zgodzić, skądinąd). Inne przykłady? Może J. Szuber? Jacy autorzy Ci jeszcze przychodzą do głowy, Elu? Konrad Góra, z lokalnego obszaru? Po bliższym przyjrzeniu się wychodzi na to, że znanym z historii "odkrytym po latach geniuszom" jednak w swoim czasie coś tam publikowano, choćby w niedużym zakresie, więc definicja Alxa raczej ich nie obejmuje. -- Miłosz B

Friedrich Hölderlin mi przychodzi do głowy. -- M M

Może i masz rację,kiedy piszesz o publikowaniu, "choćby w niedużym zakresie". Ja jednak wciąż mam wątpliwości, czy to akurat fakt niepublikowania powinien być głównym wyróżnikiem grafomanii. Na pewno nie jedynym.

-- Elka

Tak sobie jeszcze myślę: Wybrałeś – nie mówię, że bezzasadnie – jednak z pewnością najłatwiejszy wyróżnik. Ale chciałabym zapytać, czy wg Ciebie działa on też w drugą stronę? Tzn., że jak kogoś opublikowano, ten fakt przesądza o tym, że nie jest on grafomanem? Polemizowałabym, choć nie wiem, czy odważę się dać przykłady spośród żyjących osób, a to byłoby najłatwiejsze.
Edytuj
Kryterium jakości

Myślę, że znacznie bardziej przystającym merytorycznie byłoby kryterium szeroko pojętej „jakości pisania”. Tyle, że to kryterium znacznie trudniejsze i – oczywiście – niezmiernie trudne (jeśli w ogóle możliwe) do obiektywnego zdefiniowania. Oczywiście, możliwe, kiedy mamy do czynienia ze sztambuszkowatymi wierszydłami oraz piwniczno-demonowatymi wynurzeniami nawiedzonych panienek i młodzieńców, bogatymi w częstochowskie rymy etc. Ale o ileż trudniejsze, gdy znajdziemy się jednak choćby tylko pół pięterka wyżej. A kiedy do formy dodamy jeszcze treść?

I widząc tę trudność jak na dłoni, nadal jednak nie godzę się na kryterium publikacji jako jedyne.

-- Elka

No dobrze, tutaj ocieramy się o pytanie, czy "grafomaństwo" ma być synonimem kiepskiej produkcji literackiej. Jeśli tak, to oczywiście publikacja nie ma nic do rzeczy. Tak jak znajdują się chętni do zakupu obrazów typu "jeleń na rykowisku", tak znajdą się i amatorzy literatury pisanej bez pomysłu, z użyciem oklepanych chwytów formalnych i z obecnością charakterystycznych błędów stylistycznych. Z drugiej strony można sobie też wyobrazić bez trudu kogoś, kto pisze ciekawe literackie produkcje wyłącznie do szuflady i nie ma ochoty się tym dzielić, bo może uważać to za profanację. Zatem jak widać publikacja ma się dosyć nijak do jakości produkcji literackiej. Jednak wtedy pojawia się naturalnie pytanie, czy ktoś kto jest uznanym literatem i pisze wiersze z użyciem oklepanych chwytów, bez pomysłu i z obecnością charakterystycznych błędów, ale za to zgodnie z modą panującą w kręgach. Autor taki nie maluje już jelenia, ale za to lubuje się w nenufarach. Czy ktoś taki jest grafomanem, czy nie?
To pytanie chyba warto pozostawić jako pytanie retoryczne. Nie mam nikogo konkretnego na myśli, ale miewałem takie wrażenia, czytając niektóre propozycje literackie. Na szczęście logika tego typu przypadków jest taka, że najłatwiej je po prostu zapomnieć. Można oczywiście podać kryteria jakości literackiej. Nawet bardzo szczegółowe, ale i tak zawsze egzekucja tych kryteriów, ich stosowanie do konkretnych przypadków, to domena ludzkiej aktywności i ludzkiego smaku. W dodatku te ostatnie są pokrzywione przez sieć osobistych współzależności i zależności biznesowych. Tego typu ocenianie jest w każdym razie indywidualnym aktem, a literatura to przecież nie jest działalność nastawiona na indywidualizm, a na konfrontację z publicznością. Dlatego może niech lepiej decyduje ta publiczność. alx d

No cóż, zgoda, to nie jest sprzeczne z tym, o czym pisałam :-) -- Elka

A co uzasadnia formę "grafomaństwo", która dla mnie brzmi okropnie, zamiast "grafomania"? -- Elka

Moje własne widzimisię. Obie formy są poprawne wg SJP PWN. Poza tym "grafomania" ma trochę szersze znaczenie. Ale jak Ci się podoba, możesz zmienić nazwę tej pogaduszki tutaj. alx d

Ależ nie, skoro masz takie widzimisię ;-) Tak tylko pytałam.

-- Elka

jedna ze skladowych manii jest zawyzona samoocenia i stad chyba trzeba wyjsc rozpatrujac problem grafomanii az

Hm, nie jestem pewien. Na pewno ważna jest pewna wtórność literacka wyników grafomanii. Ale czy musi się z tym wiązać zawyżona samoocena? Nie jestem pewien. Można przecież sobie grafomanić do szuflady i nie mieć aspiracji. alx d

Edytuj
Grafomania jako choroba

Grafomania to choroba; innymi słowy - uzależnienie od pisania. Według moich obserwacji zjawisko to można porównać do spisywania wszystkiego, co w danej chwili się kołacze w głowie „natchnionego” bez głębszej refleksji nad tym, czym faktycznie powinna być/jest poezja. Jedną z rozpoznawalnych cech grafomanii jest brak pracy nad własnym warsztatem ze strony piszącego oraz brak chęci do nawiązana interakcji w kwestiach związanych (tu) z poetyką. -- Joanna B

Bardzo trafne spostrzeżenie. alx d

Podzielam :-) -- Elka

Nie podzielam :). To nie jest takie proste. W większości przypadków pewnie tak jest, ale nie we wszystkich. Zdarza się, że genialni też "muszą pisać". Gosia Dobosz

I jeszcze. Gdzieś wyczytałam o Picassie, że jeżeli zaprzestawał prób, malowania, na jakiś czas, to musiał, tak jakby, zaczynać od początku, dochodzić do punktu rozwoju w jakim był. Nie wiem, o co chodzi. Wydaje mi się też, że może trochę mylicie pisanie z wklejaniem na fora i czekaniem na komenatrze? Bo jeżeli tak, to zaprowadzić to może do błędnych, wg mnie, uogólnień, u know.Gosia Dobosz

Jeśli jednak uznamy, że grafomania jest uzależnieniem od pisania, to chyba, w takim tylko rozumieniu, nie zawsze musi to prowadzić w prostej linii do płodzenia gniotów. Czy samo uzależnienie można uznawać za kryterium estetyczne? Raczej nie, ale zjawisko spisywania wszystkiego bez głębszej refleksji - już tak. Zapewne, na dłuższą metę, uzależnienie od pisania spowoduje obniżenie lotów nawet u wprawnego literata, ale nie jest to przecież takie oczywiste. To, rzecz jasna, rozważania teoretyczne. Jeszcze jedno, mam również wątpliwości, czy można utożsamiać "uzależnienie od pisania" z "przymusem tworzenia". Dla mnie to jednak nie to samo i zapewne taką różnicę miał Miłosz na myśli, pisząc o tworzeniu "pod nieznośnym przymusem". -- Przemysław Walczak
Edytuj
Grafoman a czynność czytania

Myślę, że grafomania, któej efektem są marne wiersze, ma jeszcze jedną cechę, autor grafoman pisze, ale nie czyta, w każdym raziem nie czyta ze zrozumieniem. -- M M

Jedna z odmian grafomaństwa polega na zrzynaniu. Tego typu grafoman sporo czyta, i nie jest w stanie uwolnić się od gotowców. -- wlod

Mówiąc szczerze w ogóle nie rozumiem, jak można pisać, nie czytając. Bo przecież tylko "z życia" wszystkiego napisać się nie da. Ale ja mam skazę czytelniczą. -- Elka

Teoretycznie dopuszczam możliwość zaistnienia ostrego poety, który niewiele czyta. Jak dotąd nie napotkałem jednak na żadnego. Wszyscy naprawdę zaawansowani poeci, o których czytałem lub których znałem osobiście (choćby wirtualnie, internetowo), byli oczytani i znali się na poezji.

Co do pisania "z życia", to to wystarczy aż nadto. Poza tym można i warto zmyślać (nawet czasem należy - dla dobra wiersza) -- wlod

Edytuj
Niejasność kryteriów

No, bo potrzeba pisania niesie ze sobą potrzebę czytania. Na odwrót niekoniecznie. Wydaję mi się, że grafoman nie przyjmuję tego, że może być grafomanem. Inna sprawa ma się chyba z poetami. Z moich obserwacji wynika, że poeci boja się, że w gruncie rzeczy mogą być grafomanami:) I jeszcze tak sobie myślę, że jakoś nie słyszałem, żeby ktoś uznany za grafomana mówił tak o kimś innym a z ust osób, których nazywa się poetami, słyszę to często. Właściwie nagminnie. :) -- mat

No kryteria, które pozwalają coś uznać za poezję, albo więcej, dobrą poezję są takie niejasne, że oskarżenie o bycie grafomanem myślę, że zawsze da się uzasadnić. I to nawet wobec przedstawicieli gildii (bo zdaje się Książki najgorsze Barańczaka były przede wszystkim o ludziach z gildii). alx d

Kryteria, które pozwalają uznać coś za (dobrą)poezję niejasne są zdaje się dlatego, że zależą od osobistych odczuć czytelnika. W niektórych przypadkach u różnych czytelników odczucia te będą zbieżne oczywiście. Z gildiami wiadomo jak jest. Natomiast zastanawiam się teraz, ponieważ Twoje słowa chyba podważają pewien obiektywizm w rozdzielaniu etykiet (moje powyżej chyba zresztą też), czy to, że ktoś jest dobrym poetą, to coś jakby umowa społeczna? Napisałeś, że zawsze można uzasadnić oskarżenia o grafomanię (jeżeli dobrze, gdy odczytuję to dosłownie) - powracają mi na myśl przywołani w innym miejscu Horacy, Homer i Herbert i zrobiło mi się gorąco, ale po chwili się uspokoiłem, bo zobaczyłem, co napisałem o umowie społecznej.:) -- mat

Luźne myśli przyszły mi dziś do głowy, mianowicie: czy ci, których już pierwsza próba pisarska, pierwszy wiersz, miał wartość artystyczną to geniusze?

Rozumiem, że wiek, w którym wychodzi się z grafomanii/grafomaństwa jest bardzo ruchomy. --mat

(Mój pierwszy wiersz był wydrukowany bodajże w "Misiu", ale czy miał wartość artystyczną, nie wiem. Czy jestem więc grafomanem? bo poetą z pewnością nie :) -- Joanna B

Myślę, że śmiało można tutaj zastosować kryterium publikacji :))) -- mat

Taaaa... miś uszatek śpieeewa wam :)))) -- Joanna B

Większą szansę mają oczywiście ci, co są starsi i wiecej przeczytali. Ale mam na myśli tych, co pisali w młodym i bardzo młodym wieku a ominęli etap teen angst poetry. Teoretycznie to możliwe. A w ogóle Wisława Szymborska kiedyś powiedziała, że pisze jeden dobry wiersz rocznie - poetom też zdarzają się grafomańskie wiersze czy tylko osłabe? Poza tym zawsze podziwiałem różnych surrealistów, którzy stosowali strumień podświadomości, tak zasiąć i pisać, co się nasunie i jeszcze na wysokim poziomie artystycznym, na przykład? To podobnie jak z tymi, co na miejscu potrafią przetłumaczyć, w znakomity sposób jakiś wiersz. Albo z tymi, co napiszą wiersz i nie poprawiają go. --mat

Jeżeli rozważałbym jak wygląda wiersz grafomański, zwracałbym uwagę na to, że pisany jest w zasadzie bez konkretów oraz stylem jakby wysokim. Po części wynika to zapewno z tego jak generalnie postrzega się poezję. Jeżeliby poczynić pewne przewartościowania, jak tego chce na przykład Igor Stokfiszewski, to uniknęlibyśmy teoretycznie szeregu wierszy grafomańskich, co skutkowałoby może większą ilością poetów a to z kolei mogłoby mieć wpływ na obecność poezji w debacie społecznej. Tak sobie tylko...:) --mat
Edytuj
Klasyfikacja

Grafoman, z grubsza mówiąc, to ten, kto masowo "tworzy" knotobełkoty. Natomiast ten kto masowo publikuje swoje knotobełkoty, to grafoman do sześcianu. -- wlod
Edytuj
Rozmowa przy okazji o strumieniu podświadomości czyli zapisie automatycznym

A myślisz, że ten strumień podświadomości, to taki idzie niezakłócony, czy może wypracowali sobie "strumiennicy" jakieś techniki obróbki strumienia w trakcie jego wypływu? Jakie masz zdanie na ten temat?W sensie, wiesz o co chodzi, czy zakładają sobie cewnik? :-D Bo przecież poeta ma problem z normalnym oddawaniem myśli :-D.Gosia D.

Ja tam kiedyś tak pisałem i wychodziły rzeczy takie jak ta. Jeśli chodzi o technikę, to robi się tak: jak jest późny wieczór, pije się herbatę, puszcza Marillion (raczej stary) albo The Cure (wszystko jedno jaki), po jakimś czasie - może godzinie, można siadać do pisania, pisze się, co ślina na język przyniesie. Potem następnego dnia się siada i patrzy co wyszło. Przeważnie wychodzi barachło. Ale niektóre, po mniej lub bardziej drobnych poprawkach nadają się do użytku przez dłuższy czas. Wyżej przywołany przykład mnie się w dalszym ciągu podoba, mimo upływu kilkunastu już lat.
A tak w ogóle, to nie jestem pewien, czy z tym pisaniem od razu na czysto, to nie jest jakaś poza. Może ci autorzy najpierw komponują przez dłuższy czas w głowie i potem tylko spisują (jak na przykład robił Przyboś). A może komponują na papierze tylko potem te brudnopisy skrzętnie niszczą. Inna sprawa, że uważam, że nie jest wcale tak trudno wyuczyć się jakiegoś konkretnego rytmu, powiedzmy jedenastozgłoskowca i po prostu generować z siebie na bieżąco perfekcyjne jedenastki. Kwestia treningu. alx d

Bo przecież poeta ma problem z normalnym oddawaniem myśli zatem to dowód?, że nim nie jestem ;) -- Joanna B

No nie wiem. Ale jak się coś takiego stosuje przez dłuższy czas, to może ma się jakąś technikę. Tylko jaką -wyjście od jakiegoś konkretu? Patrzenie w jakiś punkt na ścianie albo przez okno na podwórko? W każdym razie na pewno jest coś, co stymuluje. A jak się to poprawia, to się liczy? No i jak takie pisanie wygląda - siedzimy i piszemy, co pomyślimy czy też myślimy a zapisujemy, to, co naszym zdaniem warto? --mat

Sam odpowiedz, przecież piszesz wiersze, nie? Nie jestem "strumiennikiem". U mnie to jest na zasadzie spięcia - zgrzytu w głowie. Jak się staram zasiąść i pisać, bo np. dawno nie pisałam, to kaszana wychodzi :)Gosia D.

Próbowałem parę razy strumieniem i potem efektu przed samym sobą długo się wstydziłem. Kiedyś czytałem, że Hrabal był strumiennikiem i odnosiło się to, jak mi się zdaję, do powieści. Pisanie poezji tym sposobem, to jeszcze jakoś. A prozy? To dopiero coś. --mat

Myślę, że ten konkret to emocje, przede wszystkim, silne przeżycie, które stymuluje narasta wewnątrz. -- Joanna B

Wiesz Joanno, u mnie to raczej odciśnięcie się czegoś z tyłu głowy, ale to nie jest konkretna myśl, emocja, tylko chyba ciąg skojarzeń, tak se myślę jak potem czytam ;) Ale to ciekawe, z tymi emocjami. Chyba mówimy o natchnieniu teraz, więc może warto by się tam przenieść? Gosia D.

„Strumiennikiem” zdarzyło mi się być parę razy w życiu i nie wyszło najgorzej. Te wiersze podobały się tym, którym się zwykle moje nie podobają i odwrotnie. Impulsem do pisania może być wszystko: u mnie często coś, co przeczytałam albo zobaczyłam czy usłyszałam, czasem także wspomnienia. Z praktyki wiem, że najlepsze wiersze to te, które wyskakują jak diabełek z pudełka w całości (co nie znaczy, że ich nie poprawiam). Jak się z czymś noszę przez dłuższy czas, murowana kicha.

-- Elka

Ha! Czyli nie da się niczego podsumować. Jak fajnie! :-) Gosia D.

W każdym razie ja nie potrafię :-) -- Elka

Pozdr.b;
J.L.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



GRAFOMANIA - Mania pisania pomimo braku talentu.
W oparciu o Słownik terminów literackich pod red. Stanisława Sierotwińskiego

Pan ochłonie Panie Michale...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



GRAFOMANIA - Mania pisania pomimo braku talentu.
W oparciu o Słownik terminów literackich pod red. Stanisława Sierotwińskiego

Pan ochłonie Panie Michale...

Słownik terminów literackich: Michał Głowiński, Teresa Kostkiewiczowa, wyd 3, Wrocław 2000 str. 184.
I z czego mam ochłonąć?
Opublikowano

Joanna Chmielewska powiedziała kiedyś, że pisarzem, poetą jest ten który zarabia na swojej twórczości a wszyscy pozostali są grafomanami. Co by nie mówić jest to strasznie materialistyczne podejście do tematu ale w tym jest jednak pewna logika. Jeśli ktoś chce zapłacić twórcy za napisany przez niego utwór oznacza to, że ma on jakąś wartość i to nie abstrakcyjną. Oczywiście zbyt duża komercja żadnej sztuce nie służy ale jeśli coś jest naprawdę dobre to wcześniej czy później sprzedać się musi. Z drugiej jednak strony nie raz zdarzało się, że wysoko postawione bezguścia promowały całkowite beztalencia ale to już chyba inny temat…

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...