Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W sali konferencyjnej budynku MSW zebrało się kilka osób.
- Panowie, mamy na głowie niezły pasztet – powiedział prowadzący naradę pułkownik Kędzierski.
Obecny tutaj oficer CIA, major Boswell , którego większości z panów nie muszę przedstawiać, podzieli się z wami ostatnimi informacjami z Bliskiego Wschodu.
-Ma dla nas także arcyważne zadanie, tak więc proszę o całkowitą uwagę i skupienie.
Boswell – chudy, wysoki mężczyzna z wyraźną łysiną, podniósł się powoli z miejsca.
Poprawił nieco szarą marynarkę i bawiąc się środkowym guzikiem zaczął mówić.
- Jak panom zapewne wiadomo, nasililiśmy ostatnio prace na kierunku bliskowschodnim. Ma to oczywiście związek z kampanią iracką, ale nie tylko. Od naszego agenta w Moskwie otrzymaliśmy poufną informację o planowanej przez Rosjan ekspansji wywiadowczej na Bliskim Wschodzie. Podobno Rosjanie mają zamiar wznowić swoje dostawy broni dla Hesbollachu. Nie wykluczamy też innych organizacji terrorystycznych. Chodzi konkretnie o najnowszy model rakiety Strieła, a także nieznany nam jeszcze system naprowadzania, znany pod roboczym kryptonimem „Purga”. Ale akcja jest związana prawdopodobnie jeszcze z czymś innym, o czym nasz agent z Moskwy, jak dotychczas, niczego nie zdołał się dowiedzieć.
- Ale co my mamy do tego? - Niecierpliwie zapytał siedzący najbliżej Boswella kapitan Oleszuk .
- Spokojnie, panie kolego - zmitygował go Kedzierski, proszę nie przerywać.
- Otóż z zupełnie innego źródła mamy potwierdzoną informację - kontynuował Boswell, że rosyjski agent o kryptonimie Vladimir ma w tym tygodniu polecieć do Bejrutu i dalej do doliny Bekaa – siedziby Hesbollachu. Wywiad Rosyjski wysyła kogoś nowego, o kim kompletnie nic nie wiemy. Przypuszczamy, że Rosjanie wykorzystają standardową drogę przerzutu swoich agentów na Bliski Wschód, to jest przez Warszawę.
- To jest bez sensu - odrzekł Oleszuk. Nic o nim nie wiemy, nie mamy zdjęć, odcisków palców, żadnego punktu zaczepienia. To tak, jakby szukać igły w stogu siana.
- No cóż, kapitanie Oleszuk...Nie jest aż tak źle - odparł Amerykanin. Mamy informacje, że łącznikiem Vladimira w Bejrucie będzie człowiek o imieniu Salim, którego mieliśmy pod dyskretną obserwacją. Niestety wygląda na to, że pomimo dołożonych starań Salim domyślił się, że jest śledzony i zniknął. Nie było to zresztą trudne. Do doliny Bekaa zapuszczają się tylko prawdziwi turyści. Nawet armia libańska czy syryjska się tam nie pojawia. Drogi są odsłonięte i śledzenie jest po prostu niemożliwe. Salim zresztą doskonale wykorzystał moment, kiedy niebo było zachmurzone i na nic się nie zdała pomoc naszych satelitów. Nic też nie dał radionamiernik w jego samochodzie. Jak się zorientowaliśmy –samochód pozostał w garażu a on sam użył pojazdu z wypożyczalni.
- To i tak niewiele nam tu w Warszawie daje- odpowiedział Oleszuk. Całe szczęście, że do Bejrutu LOT ma tylko jedno połączenie tygodniowo. Ale przecież nie będę każdego pasażera pytał, czy nie jest ruskim szpiegiem.
- Kapitanie Oleszuk, sprawy operacyjne omówimy za chwilę - odparł Kędzierski.
- Teraz podziękuję panu Boswellowi a kolegów proszę o pozostanie na miejscu.
Boswell opuścił pomieszczenie podając każdemu z obecnych oficerów rękę.

- W coś nas tu wrabiają - zagaił rozmowę Kędzierski. Od czego zaczniemy ?
- Może pójdziemy do wróżki - opryskliwie warknął Oleszuk.
- Może. Ale w tej chwili musimy zadośćuczynić kaprysom Amerykanów, choć dobrze wiem, że nie są z nami do końca szczerzy, albo niewiele wiedzą -odparł Kędzierski
- Włazimy w dupę kolejnemu wielkiemu bratu - mruknął Oleszczuk.
- Proszę bez takich wystąpień - zganił go Kędzierski.
- Kapitanie Sawicki – co pan proponuje ?
- Rosjanie działają zawsze dość schematycznie - odparł Sawicki - wysoki brunet z widoczną nadwagą. Ale jeśli ta akcja ma dla nich tak duże znaczenie, jak sądzą Amerykanie, to zapewne odejdą od schematów. Myślę, że należy sprawdzić dokładnie wszystkich pasażerów z listy na samolot do Bejrutu w tym tygodniu. To standardowa procedura, ale czasami przynosi nadspodziewanie dobre efekty.
- W porządku - powiedział Kedzierski. Zajmie siej tym porucznik Żwirski. Raport najpóźniej za dwa dni u mnie na stole. Czy macie panowie jeszcze jakieś sugestie?
- Trzeba spróbować zdobyć listy pasażerów samolotów z Moskwy i innych krajów byłego ZSRR w okresie 2 dni poprzedzających wylot samolotu do Bejrutu i przepuścić to wszystko przez bazę danych. A nuż coś się niechcący znajdzie, chociaż nie liczył bym na to – powiedział Żwirski.
- Zgoda. Coś jeszcze ?
- Nie wiem czemu, ale mam przeczucie, ze Rosjanie swojego człowieka umieszczą w samolocie w ostatniej chwili. Nie wiem, jak to zrobią, ale zdaje mi się, ze tak właśnie będzie - powiedział Oleszuk.
- To będzie właśnie pańskie zadanie, kapitanie Oleszuk. Ma pan znaleźć i zidentyfikować tego człowieka.


***

Od mniej więcej dwóch godzin siedziałem w restauracji Mariotta z Aleksiejem. Mój białoruski przyjaciel opowiadał mi o swoim pierwszym pobycie w Libanie. Znałem już wcześniej ten specyficzny błysk w jego oczach. Szykuje się jakaś nowa robota – pomyślałem.
- Widzisz, Włodek, Liban od kilkunastu lat jest już bardzo spokojnym miejscem. Jeśli nie liczyć izraelskich ataków na syryjskie stacje radarowe w górach, to w zasadzie nie ma tam wojny. Miasto i kraj ostro się rozbudowują, a odbudowa w mojej ocenie osiągnęła już poziom 70 procent.
- Czego to dowodzi?- zapytałem ostrożnie.
- Jeszcze niczego, ale głośno mówi się tam o podpisaniu pokoju z Izraelem.
- Chyba żartujesz ? Przecież Sharon nigdy do tego nie dopuści.
- Sharon może i nie, ale żydowskie lobby finansowe widzi ile traci pieniędzy na braku turystów w ziemi świętej. Popatrz, nawet byli szefowie Mossadu opowiedzieli się za pokojem z Palestyńczykami.
- Ale dalej nie rozumiem, co to ma z tobą wspólnego – odpowiedziałem.
- Chcę, żebyś poleciał do Libanu na jakiś czas, rozejrzał się i sprawdził, czy nie jest to przypadkiem dobry czas na inwestowanie. Wiesz, przed wojną Bejrut był nazywany Paryżem morza Śródziemnego i to może wrócić.
- Hmm ...skoro tak, to tak – odpowiedziałem, a w duchu cieszyłem się z nowego zadania w egzotycznym dla mnie kraju.
- Leć tam jak najszybciej. W Bejrucie będziesz miał do dyspozycji biuro i apartament. Odbierze cię z lotniska Rafii albo jego brat Salim - moi libańscy partnerzy.
- Co konkretnie tam planujesz, Alieksiej ?
- Chciałbym kupić jakiś hotel, może pomyślisz o restauracji i zakładzie przetwórczym? Zdaję się na ciebie i twoją niezawodną intuicję - uśmiechnął się.
- Da się zrobić. Zobaczę, kiedy mam najbliższy lot i dam ci znać.
- Okazję będziesz miał nie wcześniej jak za trzy tygodnie – odparł Alieksiej. Lecę na głuche wakacje.
„Głuche wakacje” to tradycja Alieksieja. Wylatuje wtedy na dwa lub trzy tygodnie gdzieś w świat, nikomu nie mówiąc gdzie. Nie odbiera telefonów i maili. To czas tylko dla niego i jego rodziny. Od lat nie łamie tej zasady.
- Powodzenia, przyjacielu, powiedział Alieksiej i wstał aby się ze mną uścisnąć na pożegnanie.
Uściskałem przyjaciela i wyszedłem z restauracji.
Trzeba kuć żelazo, póki gorące, pomyślałem wsiadając do samochodu. Zaraz, przecież w Mariotcie jest biuro Lotu. Szybko wysiadłem z samochodu i skierowałem się do budynku hotelu.
Na pytanie o samolot do Bejrutu urzędniczka – ładna blondynka - przecząco pokręciła głową.
- Niestety wszystkie miejsca są zarezerwowane, ale widzę, że lista oczekujących na czwartkowy lot jest jeszcze pusta, więc mogę pana wpisać na pierwsze miejsce. Jeśli coś się zwolni – powiadomimy Pana.
Podałem blondynie dane z paszportu i telefon kontaktowy.
- W zasadzie zawsze coś się zwalnia w ostatniej chwili, więc warto przyjechać na lotnisko i czekać na wolne miejsce. Podziękowałem jej i szybko opuściłem budynek. Do domu miałem jeszcze prawie trzysta kilometrów, a ruch na siódemce zapowiadał się spory.

Rozdział II

W supertajnym konspiracyjnym lokalu FSB (dawna KGB) przy Bolshoj Czerkizowskoj w Moskwie siedziało dwóch mężczyzn. Mieszkanie było duże, schludnie utrzymane. Pokój w którym odbywała się rozmowa umeblowany był meblami pamiętającymi jeszcze czasy najazdu Napoleona. Siedzący na rozłożystej , obitej czerwonym aksamitem sofie starszy mężczyzna, wyraźnie posiwiały i ze śladami ciężkiego życia na twarzy, spoglądał zatroskany na młodszego i mówił:
- Twoje zadanie jest nietypowe. A o jego wadze domyślasz się zapewne sam po tym, że od kilku miesięcy nie spotykamy się u mnie w biurze, tylko w tym lokalu.
- Tak jest, panie generale – odpowiedział siedzący na przeciw młody mężczyzna ubrany w modny ostatnio w Moskwie welurowy garnitur w nieokreślonym kolorze. Mam tą świadomość.
- To dobrze, Władimirze Bogdanowiczu, odparł generał Mostovoj. O prawdziwym celu twojej misji wiesz tylko ty, ja, prezydent i minister spraw wewnętrznych. Po cichu puściliśmy plotkę o sprzedaży na bliski wschód rakiety Strieła i systemu „Purga”. Mam nadzieję, że nasi przeciwnicy połkną haczyk i nie zdołają namierzyć twojego wyjazdu, mój drogi.
- Też tak sądzę. Pojadę do Polski odpowiednio wcześniej. Gdzieś się przyczaję na kilka dni jako zwykły turysta a na samolot przyjadę w ostatniej chwili. Bilet mam zarezerwowany, oczywiście na fałszywe nazwisko.
- To dobrze, Władimirze Bogdanowiczu. Teraz cię żegnam i życzę powodzenia. Bardzo wiele ciebie zależy. Proszę o tym pamiętać.
- Dziękuję, panie generale, będę pamiętał – dopowiedział młody oficer wstając.
Założył ciemne okulary i wyszedł z mieszkania. Przed budynkiem zauważył człowieka, który ujrzawszy go szybko odwrócił głowę.
- Hmm, coś jest nie tak - pomyślał. A może to generał dał mi dodatkową ochronę? Postanowił zgubić ogon. Moskiewskim zwyczajem wyszedł prawie na środek ulicy i machnął ręką na przejeżdżającą obok taksówkę. Kierowca Wołgi, wyglądającej na dość nową, zahamował gwałtownie. Wskakując na tylne siedzenie, Władimir kątem oka zauważył, że obserwujący go człowiek wsiada szybko do szarego Volvo, za kierownicą którego czekał wymoczkowaty osobnik w okularach.
- Dostaniesz dwadzieścia dolarów ekstra, jeśli zgubisz Volvo jadące za nami, powiedział do kierowcy Władimir.
- Bułka z masłem, odpowiedział stary szofer i poprawiwszy skórzaną leninówkę dodał gazu.
Nowa Wołga ruszyła z kopyta, ale Volvo trzymając dystans nie oddalało się na krok. Chyba nic z tego nie będzie, pomyślał Władimir. Nasza propaganda zapewne dorównuje zachodniej, ale samochody jeszcze nie.
- Spokojnie, zaraz go zgubimy - powiedział kierowca, jakby odgadując myśli swojego pasażera.
Zbliżali się do centrum Moskwy. W okolicach dawnego centralnego domu handlowego kierowca zauważył patrol milicji, stojący na przeciwnym pasie ruchu.
- Tu cię mam - powiedział i gwałtownie skręcając kierownicą, jak strzała przeleciał na przeciwny pas ruchu. Odpowiedzią na jego manewr był pisk opon samochodów zmuszonych do gwałtownego hamowania. Jakimś cudem nie uderzyli w jadącego najbliżej Mercedesa, który jednak gwałtowne hamowanie przypłacił Ładą meldującą mu się w bagażniku. Milicjanci zareagowali natychmiast, ale ledwie ruszyli z miejsca wpadło na nich szare Volvo próbujące powtórzyć manewr starego taksówkarza.
- No, to mamy ich z głowy - powiedział szofer zadowolony z faktu, że zarobił dodatkowe dwadzieścia dolarów.
- Na prospekt Kutuzowa, zarządził Władimir wygodnie rozpierając się na tylnym siedzeniu. Dość niespodzianek na dzisiaj, pomyślał.


CDN...:)

Opublikowano

Pierwsza część trochę mnie zraziła, ale przy drugiej załapałam klimat i przeczytałam z przyjemnością i zainteresowaniem, bo napisane jest żywo i sprawnie. Lektura w sam raz na wakacje. A jeśli ktoś dodatkowo lubi szpiegowskie historie, będzie w pełni usatysfakcjonowany. Niemniej w tekście przydałoby się trochę poprawek technicznych. Jeśli jesteś zainteresowany szczegółami, chętnie przedstawię swoje sugestie. Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

Bardzo proszę:

1)„Panowie, mamy na głowie niezły pasztet” – skreśliłabym „na głowie”,
2)„Obecny tutaj oficer CIA, major Boswell , którego większości z panów nie muszę przedstawiać, podzieli się z wami ostatnimi informacjami z Bliskiego Wschodu. Ma dla nas także arcyważne zadanie, tak więc proszę o całkowitą uwagę i skupienie.” – ten fragment to ciąg dalszy wypowiedzi pułkownika, a więc powinien być poprzedzone myślnikiem,
3)”Boswell – chudy, wysoki mężczyzna z wyraźną łysiną , podniósł się powoli z miejsca.” – po „Boswell” postawiłabym przecinek a nie myślnik, za :łysiną” niepotrzebna spacja,
4) „Chodzi konkretnie o najnowszy model rakiety Strieła a także nieznany nam jeszcze system naprowadzania, znany pod roboczym kryptonimem „Purga”.” Po „Strieła” potrzebny przecinek,
5) „Ale akcja jest związana prawdopodobnie jeszcze z czymś innym, o czym nasz agent z Moskwy jak dotychczas niczego nie zdołał się dowiedzieć.” – „jak dotychczas” to wtrącenie, a więc powinno być wydzielone w zdaniu przecinkami,
6) „- Ale co my mamy do tego? - niecierpliwie zapytał siedzący najbliżej Boswella kapitan Oleszuk .”- po znaku zapytania potrzebna wielka litera,
7)”- Spokojnie, panie kolego - zmitygował go Kedzierski, proszę nie przerywać.”-analogicznie jak w pkt 2) po „Kędzierski” potrzebny myślnik, to samo w kolejnym zdaniu, potrzebny myślnik po „Boswell”,
8)”- To jest bez sensu,- odrzekł Oleszuk. Nic o nim nie wiemy, nie mamy zdjęć, odcisków palców, żadnego punktu zaczepienia. To tak, jakby szukać igły w stogu siana. – znów to samo; po „sensu” niepotrzebny przecinek, za to myślnik potrzebny przed „Nic”. Poza ty wydaje mi się, że byłoby zręczniej zastąpić „odrzekł” przez „zauważył”,
9) „- No cóż, kapitanie Oleszuk...nie jest aż tak źle - odparł Amerykanin.” Po wielokropku potrzebna wielka litera,
10) „Drogi są odsłonięte i śledzenie jest porostu niemożliwe.” – literówka „po prostu”,
11) „Salim z resztą doskonale wykorzystał moment, kiedy niebo było zachmurzone i na nic się nie zdała pomoc naszych satelitów.” – literówka „zresztą”, poza tym „na nic się zdała”, a nie „na nic się nie zdała”,
12)” - To i tak niewiele nam tu w Warszawie daje- odpowiedział Oleszuk.” – „w Warszawie” to wtracenie, powinno być wydzielone przecinkami.

Jak z powyższego zestawienia wynika, w dużym stopniu, w tekście pojawiają się usterki tego samego typu. Proponuję więc, żebyś dalej poprawił już sam. Pozdrawiam i czekam na dalsze części - Ania

Opublikowano

No, Kapitanie, nie zawiodłeś mnie! Akcja jest!
Wprawdzie, jako typowa blondyna, specjalnie nie wchodzę w te klimaty, chyba że trafię na wyjątkowe ciacho.
Poza tym, co znalazła Ania, jest jeszcze kilka. Nie chcę już Ciebie przygniatać drobnymi usterkami. Mam walić? Nie am sensu, bo całość jest ok.
Ale obiektywnie oceniając (bzdura, nie ma oceny obiektywnej) błędy ortograficzne, interpunkcyjne , drobne stylistyczne, to pryszcz. Zatrudnij sekretarkę. Dobrze, jeśli ktoś przejrzy tekst i wyłapie to, czego samemu się nie zauważa.
Czytałam z przyjemnością i czekam na dalszy ciąg.
Pozdrawiam ciut deszczowo, ale przyjaźnie.
A.

Opublikowano

Lepiej Samuelu nie zatrudniaj sekretarki, bo może być z FSB lub Mossadu!
Podstawowa zasada konpiracji - to brak zaufania:))

Akcja fajna i obiecująca wiele (uważaj na stereotypy!) - ja żadnych błędów stylistycznych nie zauważyłem - bo ich nie szukałem.
W końcu mamy wakacje - i lektura ma nam sprawiać przyjemność.

Może tez coś skrobnę w temacie - Służby Specjalne? Chociaż po Suworowie, ciężko zainteresować czytelnika:((

Pozdrawiam - L.L.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Iwo, gamety myte magowi   Aga maca ryby, raca maga
    • Moja Tania, Kaina Tajom!
    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...