Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czy w ogóle coś takiego istnieje czy wymyśliłem to sobie sam ?
Dla mnie Stachura i Wojaczek byli pionierami, ale nie o taką stylistykę mi chodzi
bo chyba nie ma osoby, która by nie czytała wierszy Różewicza
tak "Ocalony", "Warkoczyk"
wiem to dość szamblonowe nazwiska, "myśl Różewicza" trudno odnieść do
współczesnej poezji, która jednak wcale nie broni się przed wulgarnym językiem
wręcz epatuje w czytelnika emocjonalnym chłodem Maria Cyranowicz.
język poezji współczesnej ewoluuje jak świat.

Opublikowano

Język poezji współczesnej jest zróżnicowany jak świat i ludzie na nim żyjący. Garstka tzw poetów współczesnych próbuje nas przekonać do wyznawania jedynej słusznej religii, ale dla wielu jest ona obca i nieprzyswajalna. Środowiska pasjonackie obywają się bez języka wulgaryzmów. Panują tam zwyczaje odmienne od ukazywanych w nowomodnej poezji brudu. Czy wobec tego zabronić im takich zachowań bo nie są współczesne i zabronić poetom z tamtych środowisk tworzenie w klimatach tam panujących?

Opublikowano

Wiersz czarny? Hmmmm, pewnie powinno być coś w stylu:
"Yo ziomal obczaczaj to, bryka jak śnieg biała,
Audio ma takie że każdemu mięknie pała,
Fotele skórzane, lans, to ziomale wiedzą
Full wypas, na nich z rzadka niezłe szuczki siedzą"

Leszek, pokaż mi jakiegoś poetę współczesnego (ale nie z tego forum), który "próbuje nas przekonać do wyznawania jedynie słusznej religii", ciekawi mnie też co za środowiska pasjonackie masz na myśli (po porstu nie spotkałem się ani z jednym, ani z drugim).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Acha,
Więc wokół czają się duchy, które opanowały większość środowisk (?) literackich, niszcząc podstępnie wrażliwość pisarską?

Leszku, o jakich poetach i jakich środowiskach piszesz? Jakich klimatach? Sto, dwieście lat temu panujących czy pięćdziesiąt?

Pomijasz fakt istnienia różnych zjawisk. Zmierz symbolizmu, narodziny neoklasycyzmu, kubizm, awangarda itd. Tak naprawdę to wciąż to samo – poszukiwanie nowego.


„Nowe” zazwyczaj cierpi z powodu braku społecznego uznania, ale również z powodu narastającej popularności. Rodzą się, więc gorączkowe poszukiwania coraz to nowszych, coraz to trudniejszych do przyjęcia form artystycznych. I chociaż tak naprawdę „ Nowe” po pewnym czasie unicestwia samo siebie, w momencie poddania się sukcesowi komercyjnemu, to odwoływanie się do spisku na instytucję sztuki, nie ma chyba większego sensu.

Sztuka to wieczne pole eksperymentów.


Niech moc będzie z Tobą :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj nie o personalia tu chodzi ale o zasadę, z którą się spotykam od paru lat. Gloryfikacja poetyckiego bełkotu na konkursach, na wielu forach internetowych, na których niszczy się osobowości bo nie przystają do wzorca nakreślonego przez adminów itd itp. Nie tak dawno na warsztatach poetyckich pewna persona zarzucała wielu lirykom przestetyzowanie i zalecała wlanie do wersów nieco brudu. Przykłady można mnożyć.
Z zażenowaniem przyglądam się opiniom np Barbary Janas, która mentorsko zaleca autorom aby się uczyli, czego? - głupoty takich wypowiedzi,
Przypomnij sobie Jasiu swoją wypowiedź sprzed trzech lat do pewnej autorki: kto Ci pozwolił zamieścić tu takie gówno - pamiętasz?
Co do środowisk pasjonackich to one istnieją mówię o muzykach, żeglarzach, lotnikach a także o filumenistach, czy szachistach obywają się one bez trudu bez chamstwa, wulgaryzmów, kategoryczności wypowiedzi, mentorskich tonów, których to zjawisk jest zatrzęsienie w światku poetyckim. Ech długo by mówić ale zamilknę bo i tak zaraz zostanę spalony na stosie nowomodnych jedynie słusznych opinii. Pozdrawiam Leszek :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Acha,
Więc wokół czają się duchy, które opanowały większość środowisk (?) literackich, niszcząc podstępnie wrażliwość pisarską?

Leszku, o jakich poetach i jakich środowiskach piszesz? Jakich klimatach? Sto, dwieście lat temu panujących czy pięćdziesiąt?

Pomijasz fakt istnienia różnych zjawisk. Zmierz symbolizmu, narodziny neoklasycyzmu, kubizm, awangarda itd. Tak naprawdę to wciąż to samo – poszukiwanie nowego.


„Nowe” zazwyczaj cierpi z powodu braku społecznego uznania, ale również z powodu narastającej popularności. Rodzą się, więc gorączkowe poszukiwania coraz to nowszych, coraz to trudniejszych do przyjęcia form artystycznych. I chociaż tak naprawdę „ Nowe” po pewnym czasie unicestwia samo siebie, w momencie poddania się sukcesowi komercyjnemu, to odwoływanie się do spisku na instytucję sztuki, nie ma chyba większego sensu.



Sztuka to wieczne pole eksperymentów.


Niech moc będzie z Tobą :)

Nie czytałaś chyba uważnie o czym pisałem Ewuniu, stąd pewnie Twój wywód. Pozdrawiam Leszek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj nie o personalia tu chodzi ale o zasadę, z którą się spotykam od paru lat. Gloryfikacja poetyckiego bełkotu na konkursach, na wielu forach internetowych, na których niszczy się osobowości bo nie przystają do wzorca nakreślonego przez adminów itd itp. Nie tak dawno na warsztatach poetyckich pewna persona zarzucała wielu lirykom przestetyzowanie i zalecała wlanie do wersów nieco brudu. Przykłady można mnożyć.
Z zażenowaniem przyglądam się opiniom np Barbary Janas, która mentorsko zaleca autorom aby się uczyli, czego? - głupoty takich wypowiedzi,
Przypomnij sobie Jasiu swoją wypowiedź sprzed trzech lat do pewnej autorki: kto Ci pozwolił zamieścić tu takie gówno - pamiętasz?
Co do środowisk pasjonackich to one istnieją mówię o muzykach, żeglarzach, lotnikach a także o filumenistach, czy szachistach obywają się one bez trudu bez chamstwa, wulgaryzmów, kategoryczności wypowiedzi, mentorskich tonów, których to zjawisk jest zatrzęsienie w światku poetyckim. Ech długo by mówić ale zamilknę bo i tak zaraz zostanę spalony na stosie nowomodnych jedynie słusznych opinii. Pozdrawiam Leszek :)

Ziom widzę, że się nie rozumiemy, na warsztatach poetyckich to wykładowcy sobie mogą gadać, na forach i serwisach też, a kółka szachowe nie wiem co mają do poezji. Mnie właśnie chodziło o personalia, bo to, że ty mówisz, że tak jest, to jeszcze nie znaczy, że to są fakty. Piszesz o współczesnej poezji, a odnosisz się do forów i warsztatów - trochę bywam na wieczorkach poetyckich, kilku autorów znam osobiście, chociaż może nie koleżeńsko, znam za to dobrze ich twórczość, którą publikuą (i to nie w necie tylko u wydawców) i środowiska w któych się obracają i tam nikt nie dyskutuje o tym jaka ma być poezja, nie kłóci się ani nie rzuca w nikogo mięsem, są opinie i recenzje, ale nawet jak powiedzmy Paweł Marcinkiewicz przeczyta publicznie 5 wierszy z rzędu, których powinien się wstydzić, to jedyne co usłyszy, to że ktoś tego nie kupuje. Tutaj, czy na innym forum, warsztatach, to my sobie możemy rozprawiać dla rozrywki i mamy swój mały niepoważny światek, na swój sposób zabawny i zajmujący, a oni piszą i publikują i to jest zupełnie inna bajka, tyle że bajka właściwa i prędzej oni trafią do poedręczników niż my, czy inne kółka szachowe. Więc powiedz mi, kto z tych znanych cokolwiek narzuca innym znanym, bo nigdy o czymś takim nie słyszałem. To, że na forum ja powiem, co myślę, na temat tego jak się powinno pisać (na forum, bo gdzie indziej to powie to wydawca, albo nie powie, bez różnicy, po prostu nie wyda, chyba że NWA). Jasne, że mamy tu chamstwo, wulgaryzmy i kłótnie, bo może tu pisać każdy bez żadnych konsekwencji, a z drugiej strony bez tego byłoby po prostu nudno (jakbym chciał czytać dobrą poezję to bym poszedł do księgarni, bo tu takiej to ze świecą szukać).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Acha,
Więc wokół czają się duchy, które opanowały większość środowisk (?) literackich, niszcząc podstępnie wrażliwość pisarską?

Leszku, o jakich poetach i jakich środowiskach piszesz? Jakich klimatach? Sto, dwieście lat temu panujących czy pięćdziesiąt?

Pomijasz fakt istnienia różnych zjawisk. Zmierz symbolizmu, narodziny neoklasycyzmu, kubizm, awangarda itd. Tak naprawdę to wciąż to samo – poszukiwanie nowego.


„Nowe” zazwyczaj cierpi z powodu braku społecznego uznania, ale również z powodu narastającej popularności. Rodzą się, więc gorączkowe poszukiwania coraz to nowszych, coraz to trudniejszych do przyjęcia form artystycznych. I chociaż tak naprawdę „ Nowe” po pewnym czasie unicestwia samo siebie, w momencie poddania się sukcesowi komercyjnemu, to odwoływanie się do spisku na instytucję sztuki, nie ma chyba większego sensu.



Sztuka to wieczne pole eksperymentów.


Niech moc będzie z Tobą :)

Nie czytałaś chyba uważnie o czym pisałem Ewuniu, stąd pewnie Twój wywód. Pozdrawiam Leszek



Mylisz się Leszek,

Pominęłam w swojej wypowiedźi fakt, że starasz się bronić swój punkt widzenia przez pryzmat własnych, złych doświadczeń z krytyką i wytłumaczyłam Ci, że gorączkowe poszukiwania coraz to nowszych, coraz to trudniejszych do przyjęcia form artystycznych, są naturalnym zjawiskiem.
Twój sposób pisania i Twoje środowisko być może w takim samym stopniu jest zgnuśniałe, jak bezczelne może być środowisko i punkt widzenia poetów, o których piszesz.
To będzie dzielić ... ale czy, aż tak bardzo się różnią te dwa fronty?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj nie o personalia tu chodzi ale o zasadę, z którą się spotykam od paru lat. Gloryfikacja poetyckiego bełkotu na konkursach, na wielu forach internetowych, na których niszczy się osobowości bo nie przystają do wzorca nakreślonego przez adminów itd itp. Nie tak dawno na warsztatach poetyckich pewna persona zarzucała wielu lirykom przestetyzowanie i zalecała wlanie do wersów nieco brudu. Przykłady można mnożyć.
Z zażenowaniem przyglądam się opiniom np Barbary Janas, która mentorsko zaleca autorom aby się uczyli, czego? - głupoty takich wypowiedzi,
Przypomnij sobie Jasiu swoją wypowiedź sprzed trzech lat do pewnej autorki: kto Ci pozwolił zamieścić tu takie gówno - pamiętasz?
Co do środowisk pasjonackich to one istnieją mówię o muzykach, żeglarzach, lotnikach a także o filumenistach, czy szachistach obywają się one bez trudu bez chamstwa, wulgaryzmów, kategoryczności wypowiedzi, mentorskich tonów, których to zjawisk jest zatrzęsienie w światku poetyckim. Ech długo by mówić ale zamilknę bo i tak zaraz zostanę spalony na stosie nowomodnych jedynie słusznych opinii. Pozdrawiam Leszek :)

Ziom widzę, że się nie rozumiemy, na warsztatach poetyckich to wykładowcy sobie mogą gadać, na forach i serwisach też, a kółka szachowe nie wiem co mają do poezji. Mnie właśnie chodziło o personalia, bo to, że ty mówisz, że tak jest, to jeszcze nie znaczy, że to są fakty. Piszesz o współczesnej poezji, a odnosisz się do forów i warsztatów - trochę bywam na wieczorkach poetyckich, kilku autorów znam osobiście, chociaż może nie koleżeńsko, znam za to dobrze ich twórczość, którą publikuą (i to nie w necie tylko u wydawców) i środowiska w któych się obracają i tam nikt nie dyskutuje o tym jaka ma być poezja, nie kłóci się ani nie rzuca w nikogo mięsem, są opinie i recenzje, ale nawet jak powiedzmy Paweł Marcinkiewicz przeczyta publicznie 5 wierszy z rzędu, których powinien się wstydzić, to jedyne co usłyszy, to że ktoś tego nie kupuje. Tutaj, czy na innym forum, warsztatach, to my sobie możemy rozprawiać dla rozrywki i mamy swój mały niepoważny światek, na swój sposób zabawny i zajmujący, a oni piszą i publikują i to jest zupełnie inna bajka, tyle że bajka właściwa i prędzej oni trafią do poedręczników niż my, czy inne kółka szachowe. Więc powiedz mi, kto z tych znanych cokolwiek narzuca innym znanym, bo nigdy o czymś takim nie słyszałem. To, że na forum ja powiem, co myślę, na temat tego jak się powinno pisać (na forum, bo gdzie indziej to powie to wydawca, albo nie powie, bez różnicy, po prostu nie wyda, chyba że NWA). Jasne, że mamy tu chamstwo, wulgaryzmy i kłótnie, bo może tu pisać każdy bez żadnych konsekwencji, a z drugiej strony bez tego byłoby po prostu nudno (jakbym chciał czytać dobrą poezję to bym poszedł do księgarni, bo tu takiej to ze świecą szukać).


Dotykasz pewnej nieuzasadnionej maniery gardzenia tym co w internecie przez tzw. drukowanych poetów. Też bywam i też znam jak i Ty. Znam także wielokrotnych mistrzów świata i Europy w szybownictwie i zapewniam, że pomimo, że mieliby prawo to są bardziej skromni i mniej zadufani w sobie niż niejeden samozwańczy „wielki” poeta. Ten mały niepoważny światek, jak nazwałeś Internet i publikowaną w nim poezję, to według mnie wielomilionowe nakład o jakich tylko mogą pomarzyć wydający własne tomiki w wersjach drukowanych. Ciekawe jakie nakłady osiągają publikacje współczesnych poetów ? – kilkaset szt, może tysiąc. Część nakładu kupują znajomi, część leży po wieczność na półkach, bądź to księgarń, jeśli tam trafią, bądź ludzi, którzy wypadałoby żeby je mieli. Ile trafia więc do czytelnika? – wynika z tego, że niewiele. Skąd więc ta wyższość nad poetami publikującym w Internecie, poetami, którzy stykają się na co dzień z wieloset, czy wielotysięczną rzeszą czytelniczą, która jeszcze może i niefachowo ale wypowiada się na temat utworu i tego czy trafia on w gusta czytelnicze. Jeszcze niedawno na spotkania przynosiliśmy zdjęcia, bądź slajdy wykonane aparatami kliszowymi. Z wyższością optyka wypowiadała się o raczkującej fotografii cyfrowej. Minęło niewiele lat i coraz rzadziej stosowane są aparaty kliszowe, a nawet wiele firm zaniechało ich produkcji, uznając postęp i jakość cyfrówek. Sądzę, że niewiele również czasu minie, gdy nawet gazety będą wydawane na nośnikach cyfrowych które można będzie zwinąć w rulon, poskładać i mieć po rozłożeniu zawsze aktualny numer pisma przesyłany wszechobecnym Internetem. Czym wtedy wyróżnią się dzisiejsi drukowani poeci? Mylisz się, że Ci uznani dzisiaj poeci nie wypowiadają się i nie narzucają nic piszącym. Są oni zapraszani jako jurorzy na konkursy i tam swoją kategoryczną jednowymiarową selekcją odrzucają, każdą inną formę od lansowanej przez siebie. Powodują, zjawisko, że kolekcjonerzy nagród wiedząc kto będzie zasiadał w jury piszą wiersze na konkurs pod nich. Często wypowiada się lekceważące stwierdzenia o tzw. poezji internetowej”, że prawdziwej poezji nie ma w Internecie, a ja powiem, że nie ma ale pojęcia „poezja internetowa”, gdyż Internet jest tylko nośnikiem i sposobem dotarcia do czytelnika, a poezja jest jedna, choć różnorodne formy przybiera i to gdzie jest publikowana nie stanowi o jej wartości. Pozdrawiam Leszek :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie czytałaś chyba uważnie o czym pisałem Ewuniu, stąd pewnie Twój wywód. Pozdrawiam Leszek



Mylisz się Leszek,

Pominęłam w swojej wypowiedźi fakt, że starasz się bronić swój punkt widzenia przez pryzmat własnych, złych doświadczeń z krytyką i wytłumaczyłam Ci, że gorączkowe poszukiwania coraz to nowszych, coraz to trudniejszych do przyjęcia form artystycznych, są naturalnym zjawiskiem.
Twój sposób pisania i Twoje środowisko być może w takim samym stopniu jest zgnuśniałe, jak bezczelne może być środowisko i punkt widzenia poetów, o których piszesz.
To będzie dzielić ... ale czy, aż tak bardzo się różnią te dwa fronty?


Bardzo się różnią Ewo, a przede wszystkim kategorycznością sądów i wypowiedzi o innych poetykach i ich wartości. :)
Opublikowano

dajta spokój z tą kategorycznością - jeden prezentuje jej mniej, inny więcej; co kogo interesuje, czy ktoś jest zbytnio przekonany o własnej słuszności, czy przeprasza za wyrażenie własnej skromnej opinii; nie ma to znaczenia - albo uznajemy za słuszne, albo nie; ocenianie formy przekazywania sądów i robienie z niej tematu tylko ukazuje prywatne poczucie krzywdy

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...