Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Pewnie kilka godzin już tak leży.
- Myślisz?
- No raczej.
Przykucnięci przypatrywali się mężczyźnie w średnim wieku, leżącemu i ubranemu w szary garnitur. Włosy, ciemne i raczej krótkie, zdradzały troskliwą opiekę fryzjera. Oczy miał tępo otwarte, usta lekko rozchylone. Twarz, opalona i obrośnięta w połowie siwą szczeciną, dotykała nagiej i gorącej ziemi. Nogi leżały luzem, oddalone od siebie o kilkanaście centymetrów. Prawa ręka była lekko zgięta, lewa zaś wyciągnięta do przodu. Sprawiało to wrażenie zastygłego w czasie pełzania.
Przykucnięci przypatrywali się mężczyźnie w średnim wieku. Obaj mieli po dziesięć lat i obaj, zafascynowani pytaniem przykrytym mężczyzną, nie ruszali się. Jeden z nich był drobnym blondynem o niebieskich oczach, drugi brunetem ze śniadą skórą. I choć diametralnie się od siebie różnili, zarówno charakterem jak i wyglądem, to wtedy stali się prawie identyczni. Słońce cały czas zaglądało im przez ramię - tego dnia było naprawdę gorąco. Oni jednak nie zwracali na to uwagi; najważniejszy był mężczyzna w garniturze. Trzymali bezpieczny dystans, podświadomie okazując szacunek obiektowi swojego zainteresowania oraz całkiem świadomie okazując strach. Po dwudziestu minutach nieustannej i wnikliwej obserwacji, jeden z nich odezwał się:
- Ty, on nie żyje?
- No chyba... tak.
Gdy już przypuszczenie, które ich tu zatrzymało zostało wypowiedziane i potwierdzone słowem, cała sytuacja nabrała całkowicie innych barw: to już nie był tylko mężczyzna w garniturze. To był już Trup w garniturze. Towarzyszenie mu stało się ich obowiązkiem i choć na co dzień nie przywiązywali do obowiązków wielkiej wagi, tak teraz z wojskową dyscypliną pilnowali swój martwy skarb. Po godzinie przyszedł do nich Arek.
- Ej chło
- Zamknij się. - odpowiedzieli zgodnie obaj strażnicy, nie odrywając oczu od trupa.
Odrzucili Arka, bo przyszedł w nieodpowiedniej chwili. Jakiekolwiek zakłócenie czuwania strażnicy odczytywali jako śmiertelną obrazę zwłok i gdyby byli trochę starsi i silniejsi, to intruz dołączyłby do mężczyzny. Arek, zaniepokojony odrzuceniem z niejasnych powodów, szybko odszedł.
Nie niepokojeni już przez świat zewnętrzny chłopcy oddali się pasjonującemu gapieniu się na trupa poddawanego rozkładowi. Po kilku upalnych godzinach ciało wysuszyło się. Skóra zaczęła blednąć, a z garnituru powoli wydobywał się duszący i mdlący zapach.
- Ale śmierdzi!! - zawołał brunet z obrzydzeniem podszytym zachwytem.
- No.
Słońce zaczęło powoli zachodzić. Nie zauważyli tego.

* * *

Trup powoli zieleniał. Smród stawał się już nie do wytrzymania, co wcale nie zrażało strażników. Istniało tylko ciało; ledwo co zauważyli noc, przechodzącą przez te kilka godzin przed ich oczami. Przywitali poranek skamieniali w jakiś dziwny, nieprzyjemny sposób.
Zmieniali się. Tak samo jak obiekt ich specyficznej adoracji zaczęli się rozkładać. Ich skóry traciły powoli kolor, włosy stawały się łamliwe. Jedynie oczy pozostawały takie same. Wkrótce i z ich ciał zaczął wydobywać się mdlący odór.

* * *

Arek, tak jak wszyscy mieszkańcy okolicznych osiedli, szukał swoich kolegów. Jako niezbyt bystry dzieciak nie skojarzył, gdzie najprawdopodobniej mogą oni być. Wkrótce jednak przypomniał sobie, gdzie ostatnio ich widział i pobiegł w tamtą stronę. Po kilku minutach zauważył leżące w oddali trzy wybrzuszenia - jedno większe i dwa mniejsze. Podbiegł, z ulgą myśląc, że jego drodzy koledzy usnęli przy czuwaniu.
- Ej chło - tym razem przerwał mu zapach. Obrzydliwy, mdlący zapach martwego ciała.
Przybliżył się z niepokojem do wybrzuszeń. Trup mężczyzny był już w fazie zaawansowanego rozkładu, co było zresztą mało przyjemnym widokiem. Najgorsze było jednak co innego - z przerażeniem stwierdził, że jego dwaj przyjaciele nie żyją. Leżeli w odległości w jakiej ich ostatnio przypatrywali się trupowi, obaj w tej samej, półembrionalnej pozycji. Obaj mieli otwarte, stępiałe od nieustannej obserwacji oczy.
Arek zaczął krzyczeć. Uciekał najszybciej jak mógł.

Opublikowano

Fascynacja prawdziwą śmiercią - w odróżnieniu od powszednich, wirtualnych rozrywek - i tego skutki, to fajny temat. Od tej strony jest OK. dalej jest już niestety gorzej. W wielu miejscach widziałabym zmiany; mniejsze i większe np. dwukrotnie używasz określenia "tępy" do oczu, co wydaje mi się niezręczne, sformułowanie "drodzy koledzy" i "przyjaciele" też pojawia się jakby na wyrost, bo wcześniej nie ma żadnej wzmianki, że tak bliskie relacje łączyły chłopców z Arkiem, nie mówiąc już o tym, że nawet w największym upale, w rzeczywistości proces rozkładu zwłok nie następuje tak szybko, a jego pierwszym etapem nie jest wysuszenie, wystarczy poczytać więcej na ten temat, itp. Ale generalnie, sposób ujęcia tematu mi się podoba, po dopracowaniu warsztatowym może być z tego fajne opowiadanie. Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

Dziwi mnie tylko to, że Arek nie zauważył zwłok pana w garniturze. Ale rzeczywiście, znalazłeś/wymyśliłeś temat dobry na opowiadanie, dzieciaki w tym wieku faktycznie mogły sie zafascynować i mieć poczucie misji bycia strażnikiem. Zaskoczyło mnie to, co sie z nimi stało, ale właśnie o to chodzi w literaturze, żeby móc zaskoczyć. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @TTL Idealne ukazanie przemiany z kochającej kobiety na zniszczoną przez złe doświadczenia femme fatale, z silnie narcystyczną osobowością. Czytając ten utwór, przypomniałem sobie siebie… młodego, niedoświadczonego, który był w stanie poświęcić, oddać siebie… bezgranicznie.    Pozdrawiam serdecznie.
    • @wiersze_z_szuflady dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Najprzedniejszego wina kropelka, Wypadłszy z nachylonego złotego kielicha, Spłynęła po brodzie dumnego króla, Dziwiąc się pięknu jego oblicza,   Gdy tak bezładnie spadała, Zachwycając się pięknem królewskich szat, Całą jego sylwetkę ujrzała, Widokiem tym do głębi poruszona,   W jednej krótkiej chwili, Ujrzała wszystkich znakomitych gości, Monarchów i dostojników z całej Europy, Królów i arcybiskupów dostojnych,   I wielkim zapłonąwszy zachwytem, Ujrzała całą odświętnie przystrojoną izbę, Skąpaną w blasku niezliczonych świec, Okraszoną szczęśliwych biesiadników nastrojem,   Na suto zastawionych stołach, Nie zabrakło najwyszukańszych potraw, Uginały się pod ciężarem mięsiwa, A królowała niepodzielnie dziczyzna,   Widząc kunsztowne złote korony, Zdobiące je krwistoczerwone rubiny, Tak bardzo zapragnęła być jednym z nich, Towarzystwa czystego złota zażyć,   Widząc lśniące królewskie płaszcze, Najokazalszym futrem podszyte, Być któregokolwiek z nich najmniejszym włoskiem, Ośmieliła się zamarzyć skrycie,   Widząc wielkie złote misy, Zachwycona blaskiem ich skrzącym, Zapragnęła w sobie go odbić, Lecz uniemożliwił to rozmiar jej mikry,   Widząc śnieżnobiałe obrusy, Pozazdrościła im ich bieli, Zamarzyła którykolwiek z nich splamić, By na zawsze pozostać tylko z nim,   Lecz mim drgnęła króla powieka, Skończył się krótki jej czas, Była bowiem zbyt maleńka, By dłużej niż króciutką chwilę trwać,   Gdy na posadzkę spadła, W okamgnieniu się rozprysła, Przez nikogo niezauważona, Krótki żywot swój zakończyła…   Nie unieśmiertelnił jej swym piórem kronikarz, Nie znalazła się na kronik kartach, Lecz by nie pozostała zapomniana, Skreślił wiersz o niej skromny poeta...    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Uczta u Wierzynka, obraz Bronisława Abramowicza z 1876 roku.        
    • [w odpowiedzi na wiersz "[kiedy to wszystko się wreszcie skończy]" autorstwa Michał Pawica]   kiedy to wszystko się wreszcie zacznie jeśli kiedyś się w końcu zacznie/skończymy z oduczaniem milczeniem/się od końca   bo język, który został wyrwany z tobą wciąż liczy, że jest w pełni autotomiczny odrośnie jak jaszczurce ogon: gładki, syczący, dwujęzyczny, czerwony bez białej patyny z całym arsenałem smaczków   <za/pomni o czymś takim jak ageuzja>   posmakuje ziemię - znaczy: skosztuje owoców pracy własnych rąk, które były skłonne po/święcić nienaganną aparycję pa/paznokci - to one drapały ziemię po grzbiecie z  którego za/rosło kiedyś inter/pol/e makami z surową rybą i środkiem usypiającym   po/smaku/je słowo z/ja/wy jawa - nie-sen jawa - wyspa java - język post/rzeczy/wistości ob/jawy: cisza jak makiem zasiał   od/smakuje słowo am-am ale brzmi ono jak ostatnia wola skazanego wykrzyczana za/żądana za/rządzana ost/tatni po/osiłek z maka   więc nie pytam o czym/jest ten wiersz jest jak... "zzz" bz/z/zyczenie muchy z/z/zająknięcie snu z/z/zszargane nerwy z/z/zmowa milczenia niech poezja mówi sama za siebie, niech z/z/z poetą dobierze się jak w korcu maku
    • @Berenika97 piękne! dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @LessLove szarmanckie
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...