Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wiem, że mało czasu, ale jeśli ktoś miałby ochotę spróbować to ja też,
czekam w tym wątku na wiersze, któe spróbuję umuzycznić, może
brzmi to górnolotnie, ale przynajmniej postaram się wyjrzesać melodię

już tu w trakcie watku będę przekazywał co mi sie udało, co jeszcze podlega
obróbce, nie muszą to być wiersze rymowane, ale niech opowiadają jakąś
historyjkę

bardzo proszę i zapraszam
MN

ps. prawdopodobnie do Srebrnej Góry przybędę z Jackiem Suchowiczem
pod koniec trwania imprezy

Opublikowano

Afrodyty

Afrodyty w pianie z morza tańczą walca
cały szereg w mokrym piasku ćwiczy kroki
tylko słońcu dają widzieć swoje wdzięki
z mglących tiulów z ciemnych wirów w suchość biegną

kamień nieład wznieca spokój tafli łamiąc
długim rzędem sunie oddział morskich panien
żaglą rzęsy niosąc oczom szybką ulgę
wodne trzpiotki ciągle słyszą z Wiednia dźwięki

w białych muszlach wicher śpiewa raźnym tonem
jedną falą ścieli nisko morskie trawy
w długie grzywy czesze miałkie ziarnka piasku
sypie ostro niszcząc bogiń drobne ślady


Marlett oraz Sosna

Opublikowano

romans

wieczorami włóczysz się za mną jak cygan
grając na harmonijce smętne melodie
niespodzianie drogę zachodzisz złodzieju
w czapce rozwianych włosów na głowie

nie ostrzegła mnie ziemia i nagle pęka
w szczelinę wpadam - nieostrożna dziewczyna
w wirze lecimy razem przekornie w niebo
straciłam oddech - więc nasz romans ma klimat

spotykamy w drodze cygańskie tabory
przyszłość stara cyganka wróży mi z ręki
''twe uczucia chłopak ci ukradł bo złodziej
zostaniesz samotna bez serca na wieki''

nie uwierzę słowom starej cyganichy
złotawe iskry w oczach chłopca migają
rozbijemy nad piękną rzeką nasz obóz
fale pieszczą brzeg a marzenia zostaną

ta nocna opowieść niewiele jest warta
co mocno kochasz jest ważniejsze od życia
dla nauki jedno tajemnie wam powiem
widzicie: romans to jest cygańskie dziecię

Marlett i Sosna

Opublikowano

nie będzie mnie bo kasy brak na codzienną higiene a co dopiero na wyjazd.

a żałuje szczerze bo jakby nie było rok temu było fajnie. choć mało pamiętam.

grałeś kozacko - co do tekstów już mówiłem :p

bawcie się dobrze.

tera

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak, Rosołowski dalej tworzy
może przesłać następne mptróje
MN

do angello

gdzie Ty to znalazłeś Andrzej:) ?
szukałam tego kiedyś pół dnia
i faktycznie, to miłe uczucie, że ktoś mnie wraz z Rosołowskim przywraca do życia ...
a uczucie jest dziwne, bo słowa do tej muzyki, to jeden z moim pierwszych w życiu tekstów :)

ale jajaaaaa
Opublikowano

Cześć ;) Jestem tu calkiem nowy... i musze powiedzieć że ten dzial mi sie bardzo podoba... dodaje coś od siebie... ;-) www.bej.pl/wiersze/pokazwiersz.php?wierszid=1338522238

www.wrzuta.pl/audio/k1G3yuFO6Q/dobranocka

Pozdrawiam i slonecznego dnia!!!

Opublikowano

to też się zgłaszam


Kwiaty I Ciernie

Rozstąpiła się ziemia kiedy konał na krzyżu.
Myśmy byli tak blisko... A przynajmniej w pobliżu.

Zewsząd liście opadły. Wyłysiało powietrze.
Nikt nie supłał rozdarty zastrzeloną przestrzeń.

A pod dachem młyn jakiś podniecony niezmiernie
wciąż przykładał do rany jak nie kwiaty to ciernie.

A do taktu przygrywał stary kwartet Wunderlich,
wypełniając po brzegi szare światło i kielich.

I pamiętam, że biegłaś obawiając się zdrady.
A on wisiał rozpięty taki drobny i blady.

Że chwyciłaś źdźbło czasu, by potrzymać je w dłoni.
A on patrzał i patrzał i miał ciernie na skroni.

Że utknęłaś w rumiankach i że potem płakałaś,
że pragnęłaś miłości, której więcej nie miałaś.



kapitan Sparrow,

( szanty alkoholowa )



Bawimy się pod Burzą,
lecz dobrze nam nie wróżą
kapitan Sparrow, dobry człek,
postawił nam kielicha.
Trzy razy go cuciłem,
trzy razy: aj di, o !
i z knajpy wynosiłem,
trzy razy: aj di, o !
Aż krzykłem tak: " Do diabła z nim,
do beczki pełnych śledzi,
gdy wytrzeźwieje powiem mu
kto w knajpie jeszcze siedzi.

Kochałem pewną Mary
co dźgała nożem w nery
kapitan Jack, uczciwy chłop,
też lubił Krwawą Mary.
Trzy razy go cuciłem,
trzy razy: aj, di, o !
i z knajpy wynosiłem,
trzy razy: aj di, o !
Aż krzykłem tak: " Do diabła z nim,
do beczki pełnych śledzi,
gdy wytrzeźwieje powiem mu
kto ze mną w knajpie siedzi."

Bawimy się pod Burzą,
lecz dobrze nam nie wróżą
kapitan Sparrow, dobry człek,
postawił nam kielicha.
Trzy razy nas cucili,
trzy razy: aj di, o !
i z knajpy wynosili,
trzy razy: aj di, o !
Aż krzyknął rozzłoszczony
do beczki pełnych śledzi:
" Gdy wytrzeźwieją powiem im
kto w knajpie jeszcze siedzi."

Opublikowano

kiedy tęsknisz

tej kawiarni tak naprawdę
przecież nie ma
między zwrotki wmurowałam
cztery ściany
gdy deszcz pada albo zimnem
liżą mrozy
to gdzieś spotkać przecież trzeba
się z kochanym

w artystycznej klimat iście
poetycki
tam kanapę ściska w cieniu
mały kątek
jest cieplutka i pluszowa
jak twe ręce
my wtuleni do dwudziestej
chyba piątej

kiedykolwiek nam jest zawsze
tam po drodze
starczy stęsknić zaraz jesteś
właśnie wchodzisz
w oczach niebo w sercu kocham
i nikt nie wie
takie szczęście nie do wiary
jacy młodzi

tej kawiarni tak naprawdę
przecież nie ma
między zwrotki wmurowałam
cztery ściany
gdy deszcz pada albo zimnem
liżą mrozy
to gdzieś spotkać przecież trzeba
się z kochanym

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...