Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
mówiłeś

lubię jak mrużysz oczy
w wąskich szparkach magnes
niebiański przedsmak cykad
pośród trawy baśniowy świat
zapachem przenika

szeptałeś

nektar z rozchylonego kielicha
jak pszczoła miodem raczysz
do ostatka zatracam się
w tysiącu aromatów
tobą

milczysz

nasyceni bogowie
wino uderza do głowy
powraca echem
wspólnej głębi

nieśmiertelność
Opublikowano

-droga autorko trzeba uważać!!a szczególnie przy słuchaniu poetów!!!

rzekła róża do motyla
pan nie gada, pan zapyla

pojęcia nie ma głupi kwiatek
że twórczy trud polega na tym
by słowu nadać zgrabny rym
a nie by prawda była w nim

bo zbyt dosłowne traktowanie
wierszy, wierszyków, rymowanek
sprawia ze ością nieraz stanie
najbardziej nawet smaczny rym

bo na ten przykład gdy o damie
zaśpiewa rozmarzony samiec
że jest jak waniliowy krem
to trzeba czytać - ja cię zjem

lub gdy napisze nie daj Boże-
twe serce w dłoniach mych ułożę
i będę pocałunki będę kradł
to znaczy że jest zbój i drab

więc zmykaj różo od motyla
on płodzi wiersze, nie zapyla

:-)))))))))))

Opublikowano

hehe fajny koment :> a Teresko tak ode mnie:
ciepło tu u Ciebie :) ładna, ciekawa konstrukcja,
tylko jeden fragment taki może trochę oklepany?

ambrozyjski pokarm bogów
smakuje jak rarytas upaja
śpiew ambrozjański jak wino
uderza do głowy
- te wersy mi nie pasują :P wierzę,
że możesz z nimi coś zrobić dużo lepszego :)

będę krążyć w pobliżu :*
angie

Opublikowano

Tereniu, przeczytałam, tak na gorąco - trudno mi coś sensownego
powiedzieć, myślę, że wiersz, zwłaszcza zamysł -dobry, ale pewne zmiany konieczne.
Na pewno wrócę, jak pomyślę na spokojnie.
Serdecznie ściskam
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



każdy rozumie jak umie...pod dosłownym czasami najtrudniej odkryć sedno;
dziekuję za trud wierszowania pod moją makulaturą; wiem, na minus zasłużyłam,
ale dziś tak mam...sory, że zawiodłam
;)

serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję, Angie. Ciepło w wierszu, bo trochę mnie owiało
chłodem z innej strony, ale już ok.
A ten fragment, masz rację, oklepany...
może coś z nim zrobię albo...kosz.
Lubię latawce krążące blisko.
:))
Serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Witaj ponownie Tereniu!
Zastanawiam się zawsze, jak daleko wolno mi interpretować
po swojemu czyjś wiersz. Zawsze obawiam się, że mogę przekroczyć
pewną granicę, której przekraczać nie powinnam.
Przecież wiem i umiem tak mało, a Autor, poza słowami włożył w wiersz
kawałek swojego czucia.
Ponieważ trochę się (mam nadzieję) lubimy, wklejam swoją wersję
Twojego utworu:

"mówiłeś

lubię jak mrużysz oczy
w wąskich szparkach magnes
przedsmak baśniowych cykad
zapachem trawy
przenika

szeptałeś

nektarem dojrzałego
jak pszczoła miodem raczysz
do ostatka zatracam się
w tysiącu zapachów
tobą

milczysz

bogowie nasyceni
ambrozja spokojem upaja
śpiew tętna na dwa instrumenty
szuka wspólnej głębi

znajduje nieśmiertelność"

Nie wiem, czy, ale jeśli coś się przyda - proszę!
Z życzliwością
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jak zwykle kochana Baba z Izby się wychyla zawsze w samą porę.
Od razu robi się radośniej i chce się tworzyć.
Twoja wersja, skoro pozwalasz, posłuży mi do poprawek.
Jest całkiem fajna.
I bardzo lubię Babę Izbę.:))
Dziękuję za życzliwość.
Serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Podobają mi się wszystkie wersje tzn. twoja Tereso, Baby i Basi. Wchodzę w twój baśniowy świat i słyszę świerszcze w ciepłym świetle słonecznym. Czuję zapach łąki. Później daję ponieść się swojej fantazji dzień zbliża się do mojej ulubionej pory przedwieczornej, a tam zbieranie chrustu na ognisko, dobre wino i nadal te świerszcze:) Smacznie napisane. Wiersz daje dużą przestrzeń odbiorcy. Podoba się bardzo. Plusiorki i uśmiechy posyłam :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Piękna ta twoja interpretacja, obrazowa i bardzo trafna.
Bardzom rada, że się spodobał.
Dziękuję za uśmiechy i pusiorki.
:))))

Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...