Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jeśli nie skończyłeś 18 lat - nie czytaj dalej!

dzięki drogiej nam wszystkim Annie był już temat o seksie, był
także wątek o homoseksualistach - cóż, pasje są różne. ja lubię
oglądać stare, czarno-białe filmy pornograficzne.

nie pytam, czy wy też, jakie, jak często, z kim i dlaczego - i
tak nie powiecie prawdy ("wszyscy kłamią" - dr Gregory House).

na wstępie zaznaczam: nie piszę o kiepskich nielegalnych
produkcjach, gdzie kobiety/mężczyźni są zmuszani do gry i
dostają za to psie pieniądze. mam na myśli wielkie koncerny porno,
mniej lub bardziej subtelne filmy ze scenariuszem [sic!],
przyjemną scenerią i prawdziwymi Aktorami [sic2] (kojarzycie filmy
z Jenną Jameson?)


panuje opinia, że kobieta w tego typu filmach traktowana jest
niegodnie, instrumentalnie, jako maszynka do sprawiania
przyjemności mężczyźnie, rzecz, ładny cycaty dodatek. o aktorach
płci brzydkiej właściwie się nie mówi. hm, no właśnie. dlaczego?

mnie właśnie wydaje się, że to facet jest w porno przedmiotem,
przepraszam - nie wiem, jak to określić, ale równie dobrze można
by zamiast niego postawić kukłę ze wzwodem. mężczyzna ma
wykonywać ruchy frykcyjne i świecić wydepilowanymi pośladkami -
na tym kończy się jego rola, rola drugoplanowa. ot, dodatek do
występu.

kobieta. kobieta jest w centrum uwagi - piękna (chociaż to
pojęcie względne;p ), zadbana, w drogiej bieliźnie, misternie
ułożonych włosach. cholera! kobieta jest tam boginią. w centrum
uwagi. pokazywaną od jak najlepszej strony (;> ). to ona jest
gwiazdą, to ona jest biorcą przyjemności, mistrzynią sztuki
kochania. jest (żeby nie było, że to niewłaściwe forum;p )
POEZJĄ!

nie skłamię, jeśli napiszę, że oglądając taki film, nigdy nie
zwróciłam większej uwagi na faceta niż na kobietę. po prostu
jakiś tyłek latał mi w tle.

ojej, czy to już jest instrumentalne traktowanie?

mam nadzieję, że do dyskusji włączą się znawcy niemieckich i włoskich filmów pornograficznych - kazelot i vacker.

Opublikowano

niestety nie jestem znawcą klasyki porno, aczkolwiek powiem szczerze, że to co oglądałam stało się nie raz nie dwa inspiracją;) ale często brakuje im polotu;) co do centrum- to jasne że kobieta nim jest. co za różnica kto jest jak traktowany? a jak siedzisz na kasie w tesco to jesteś ludzko traktowany/a?? w porno przynajmniej brandzlujący się koleś po drugiej stroonie ekranu ma z tego przyjemność.
filmy porno dają odpowiedzi na trudne pytania- ja sie zastanawiałam jak wygląda technicznie seks 2 facetów i jednej kobiety i dopiero filmy porno mi dały odpowiedź (nawet mozna obrać kilka pozycji w takim trójkącie- było to dla mnie niegdys zaskoczeniem;))
coś chciałam jeszcze, ale sie rozproszyłam;)

Opublikowano

kiełbasa w mięsnym też wisi w eksponowanym miejscu a chyba nie każdy by chciał za nią robić...
jako humanista mam problem z pornosami - z jednej strony wszystko jest dla ludzi, z drugiej, jak się widzi/słyszy dedukuje jak tym dziewczynom niszczy się życie żeby "dobrowolnie" brały w tym udział to aż przechodzi radocha z gapiochy

ps. ot i anka - jak będziesz następnym razem w krakowie to daj znać ;D

Opublikowano

Mówiąc o starych włoskich filmach porno, miałaś na myśli te mega zboczone, gdzie głównym wątkiem było kazirodztwo, gwałt, porwanie (i gwałt ;p), seks w kościele (ksiądz z wiernymi, zakonnica z wiernymi, zakonnica z księdzem, zakonnica/zakonnice gwałcone przez zamaskowanych bandziorów) itp.? Oczywiście to wszystko inscenizowane, żadnego kazirodztwa nie ma, ale widziałem już kiedyś taką akcję, jak "córka" (na oko 19 lat) sprowadziła se do domu koleżankę i zaczynają się zabawiać. Koleżanka pyta: "a jak twój ojciec nas nakryje?", na to córka: "daj spokój, to stary pryk jest". Ojciec, który podsłuchiwał pod drzwiami, usłyszał to i się wnerwił. Wparował do pokoju i rozpinając spodnie, powiedział obu zaskoczonym laskom: "ja wam dam starego pryka!". Potem zaczął akcję z koleżanką córki, a córce kazał... (to chyba nie jest portal do takich rozmów, więc przerywam i nie opowiadam dalej, w każdym razie akcja była nieźle skręcona). Widziałem też akcję, gdzie córka kazała koleżance zgwałcić matkę i inne kazirodczopodobne produkcje. Kiedyś to oglądałem, teraz mi się to znudziło. W każdym razie Włosi zawsze mieli chore pomysły, kino kanibalistyczne to też wytwór włoski, "Nekromantic", gdzie ktoś uprawia "seks" ze wzłokami w wannie, też jest chyba włoski. Włochy i Japonia - dwa najbardziej skręcone kraje. Japończycy nieustannie walą się na ulicach miasta, w parkach na oczach przechodniów. Widziałem też taką akcję, gdzie robili to w vanie (nie wannie ;p) z otworzoną tylną klapą. Dwóch Japońców, jedna Japonka, jadąc autostradą. Inni kierowcy mogli podziwiać, zresztą niektórzy specjalnie zwalniali, niektórzy (pewnie z całą rodziną) dodawali gazu, by uniknąć tego widoku. W jakimś europejskim mieście widziałem, jak robili to w przejściu podziemnym na dole schodów. Nikt nie zwrócił im uwagi, poza jednym (dość wysokim) gościem. Ale i ten zaraz poszedł, machnąwszy ręką. Akcja poza standardem dotyczyła też sikania na twarze. Mnóstwo ludzi przeszło przez ten czas koło nich. Kiedyś byłem w szoku.

Tak w ogóle te filmy stają się coraz bardziej drastyczne, zresztą rośnie już zapotrzebowanie na filmy snuffx i mondo movies, czyli powoli kultura zachodnia upada i niedługo trzeba będzie w przejściu podziemnym podrzynać innym gardła, żeby chciał w ogóle ktoś na to spojrzeć. Czarno to widzę. Nie wspominam już w ogóle, jakie wyobrażenie o seksie ma dzieciak 14-letni, który wpadnie w wir porno, zważywszy na to, że wystarczy 10 sekund, żeby dojść przez google do filmów ze zwierzęcym seksem, sadystycznym itd.

I tak w ogóle to Jameson jest słaba, rządzi Hailey Paige ;-)

Trochę nie na temat, więc teraz wracam do tematu: to, że kobieta jest w centrum uwagi i że jest traktowana instrumentalnie nie wyklucza się wcale. Bo jako instrumentalne traktowanie rozumiem sytuację, gdzie kobieta nie ma głosu, tylko facet decyduje co, jak i gdzie. Dodam, że blowjob jest w porównaniu z lizaniem kobiecie częstszy o jakieś 150 tysięcy razy, co świadczy, że głównie chodzi o zaspokojenie faceta, a kobieta jest narzędziem do tego. Chyba nie zaprzeczysz? To, że kobieta jest piękna, to wiadomo, ale jakoś trudno mi uwierszyć, że to facet jest tym instrumentem, skoro ma prawo lżyć kobiecie w takich filmach, nie przejmować się kompletnie niczym poza swoją kuźką i żeby mu było dobrze.

Pozdrawiam.

PS. Przepraszam, że taki brzydki styl wypowiedzi, ale mam dopiero 12 lat i nie chcę, żeby mnie rodzice nakryli, gdy to piszę ;P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nigdy chyba nie oglądałam włoskich filmów, ale z tego co mówisz, na pewno by mi sie nie spodobały. za to japońskie owszem;p



dlatego nie oglądam filmów, które obrzydliwe:/ napisałam we wstępie, o jakie produkcje mi chodzi


co do zaznaczenia: chyba oglądamy inne filmy, bo na moich proporcje są równe;) więc zaprzeczam.
Opublikowano

chcę jeszcze dodać, że słynne Aktorki porno to prawdziwe gwiazdy, tak, gwiazdy. to one dyktują warunki, z czasem wybierają sobie z kim chcą grać, a z kim nie, co chcą robić, a na co życiu się nie zgodzą. robią z tego naprawdę niezłe pieniądze;p
ale może coś pokręciłam, bo mam jeszcze mniej lat niż ty, amerrozzo;p

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




no ale własnie- w każdym innym fachu jest tak samo, to tylko seks nas tak ekscytuje:) przecież aktorki nie-porno są też często wykorzystywane i panie na kasie w tesco i panie takie czy siak , pracujace na targu, piosenkarki, itd. są narzędziemi:) wszyscy jeseśmy poniekad:)ale nie ważne, znowu odbiegam od tematu:)

trudno jest przyjąć społeczeństwu taki pogląd, że kobieta występuje w filmach porno bo to lubi. ktoś gdzieś pisal o tym, ze takie kobiety pracujące swoim ciałem, są zmuszane do tego często itd. no pewnie jest tak i może często, ale nikt nie bierze pod uwagę że to co sie słyszy w tv to są tylko złe wiadomości:) (prawie) przecież raczej nie robi się fotoreportażu o kobietce grającej w pornosach cieszącej sie swoim zawodem- zaraz sie znajdzie pani psycholog z panem psychiatrą i oni będą tłumaczyć, że ta dziewczyna jest niedojrzała emocjonalnie, została skrzywdzona w dzieciństwie i teraz tylko jej sie wydaje, że wszystko jest ok....prawda mogłaby być zbyt szokujaca:) nie wiem czy sa takie które sie z tego cieszą (te co pokazywali w tv zostały właśnie przypparte do muru przez publicznosć która wie lepiej co może czuć taka pani)
w tv pokazują przeciez częściej wypadki samochodowe niż udane podróże :D (swoją drogą mogłoby to być fajne- "to jest pan Kowalski, właśnie szczęśliwie dotarł do miejscowości :Stare Rumunki" w Wielkopolsce, gdzie mieszka jego ukochana ciocia od strony matki. Panie Kowalski-jak sie pan czuje? _doskonale, tylko jestem nieco zmęczony, na takiej bocznej polnej dróżce, wyskoczył mi zając przed samochód! ale go ominąłem! -Gratuluję! Panie Kowalski, jest pan świetnym kierowcą!dziękujemy panu- oby więcej takich kierowców na naszych drogach!
dla wiadomosci mówił Ktośtam Jakiśtam"
:D
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na pewno w USA, na pewno nie w Polsce. Tam porno biznes, to naprawdę biznes. U nas - amatorka. Amerykański film porno pod tytułem bodajże "Piraci" (oczywiste nawiązania do filmów z Deppem, nawet postery były podobne) miał o niebo lepsze efekty specjalne i był kilkadziesiąt razy droższy, niż polski "Wiedźmin" - produkcja najbardziej pod tym względem najbardziej u nas zaawansowana.

A swoją drogą, warto dodać, że niedawno powstał w USA bank inwestycyjny, którego celem jest jedynie finansowanie filmów porno.

Tak więc podejście do porno w USA i Polsce jest zupełnie inne i właśnie tam aktorki porno, jak wspominana Jenna Jameson są gwiazdami. U nas nie. Jak jest w innych krajach, trudno mi się wypowiadać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mnie się wydaje, że to już całkiem inna kwestia. Kiedyś moja katechetka powiedziała, że większość chłopców się masturbuje, ale żadna dziewczynka. Uparcie trzymała się swojego zdania.
Zgadzam się, że kobiety występują w filmach porno nie z przymusu (mowa o amerykańskich aktorkach), ale w niczym nie zmienia to obrazu, że są pokazywane w tych filmach jako zupełnie uległe suki spełniające każdą zachciankę mężczyny. Nie żeby mi się to nie podobało, ale wiecie ;-)

Co do polskiego porno biznesu - w Polsce kręci się rocznie około 20 "normalnych" filmów fabularnych pełnometrazowych i około 40 filmów porno nieamatorskich. Tak więc nawet tutaj, choć liczby są małe, porno biznes ma się 2 razy lepiej niż zwykły przemysł filmowy.

Pozdrawiam i kończę, bo słyszę, że mama idzie ;-)
Opublikowano

to dobrze, że patrzysz na kobiety bo ciało mężczyzny jest dla mnie nie estetyczne.

owszem są aktorki porno, które są gwiazdami i dyktują warunki. owszem jest ich pare.
ale czy spuszczanie się na oko, czy opierdalanie 10 pyt raz za razem, walenie kobiety w srake a potem w buzie jest mniejszym poniżeniem ze strony kobiety niż mężczyzny? nie wiem, nie chadzam na sex party

ulubiony filmik? hot teen waiting to get cock from behind... sweeeet

a apropo tanich, kiepskich, amatorskich filmikow, które można znaleźć na youpornie czy innych małych księciach buahaha. kobiety tam są kiepskie i ewidentnie poniżane. jak to kiedyś ładnie ujął pewien pan: "nigdy nie miałeś prawdziwej kobiety, przy twojej udałbym orgazm, splunął jej na plecy"

ot i anka napisała:
"trudno jest przyjąć społeczeństwu taki pogląd, że kobieta występuje w filmach porno bo to lubi."

już nie. nawet moja archaiczna babka by sie z tym nie zgodziła

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na pewno w USA, na pewno nie w Polsce. Tam porno biznes, to naprawdę biznes. U nas - amatorka. Amerykański film porno pod tytułem bodajże "Piraci" (oczywiste nawiązania do filmów z Deppem, nawet postery były podobne) miał o niebo lepsze efekty specjalne i był kilkadziesiąt razy droższy, niż polski "Wiedźmin" - produkcja najbardziej pod tym względem najbardziej u nas zaawansowana.

A swoją drogą, warto dodać, że niedawno powstał w USA bank inwestycyjny, którego celem jest jedynie finansowanie filmów porno.

Tak więc podejście do porno w USA i Polsce jest zupełnie inne i właśnie tam aktorki porno, jak wspominana Jenna Jameson są gwiazdami. U nas nie. Jak jest w innych krajach, trudno mi się wypowiadać.


ej, ej, ej, polski "Pan Wsadeusz" wcale nie był taki kiepski. a z tymi efektami z polskiego wiedźmina to przesadziłeś... daj spokój

wszystko na polskim rynku i każdy polski rynek nie jest porównywalny do amerykańskiego. jesteśmy biedni, zacofani, z koleji ameryka już za bardzo na wszystko się otworzyła. tam porno biznes kręci się pełną parą teraz za minute, za sekunde i tak cały czas. w polsce mamy śmieszne bałagany i jakąś panią w bikini do której się dzwoni do telewizora żeby z paru liter ułożyć zdanie.

a co do tych dobrych " " filmów porno, z dużym budżetem. ja tam nie lubie, wole szorstkie brudne produkcje z korporacji studenckich. eksploatacja ludzkiej dziczy, nie piękna.
choc jak byłem gnojem to kochałem emanuele czy jak to tam sie pisze.

mój kolego ogląda filmy z 10 letnimi dziewczynkami. chore strasznie. ale jak puscił mi jeden z filmików to musze przyznac, że dziewucha z jeszcze nie rozwiniętymi piersiami zachowywała sie w łóżka jak każda inna z filmów porno. nie wyglądała na zmuszaną. śmiała się i cieszyła z pały jak z loda. to jest chore. jeśli świat zmierza w takim kierunku to makabra. ale kolega znajdzie dla siebie swoje miejsce.

inny mój kolega całe życie chciał być baronem porno. chomikował setki filmów po czym rozdał je gówniarom pod blokiem bo przezucił sie na 15-nastki. sprytny typ. a, a filmy chciał robić kostiumowe buaha

pozostaje jeszcze rynek japoński... ale oni walą tam trupy i standard to rzyganie sobie do paszcz.

ten cały wpis to nie off top?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ekhm, panie, jeśli to jest prawda, to chyba wiesz, jak prowadzi droga na komisariat. A jak nie masz zamiaru nic z tym zrobić, to chociaż się nie przyznawaj, że wiesz, że ktoś coś takiego posiada, i że sam coś takiego widziałeś. Ja nic z tym zrobić nie mogę, bo nie wiem, czy se tu jaj nie robisz, ale wiesz: hamuj się trochę.

W pewnym czasopiśmie dla studentów ukazał się artykuł (już jakiś czas temu), że co 3 student jest z pedofilem. Jest w tym dużo prawdy, tak myślę. Swego czasu (jakieś 5 lat temu czy jeszcze wcześniej), kiedy jeszcze dużo osób nie miało neta, zalogowałem się na czacie jako kasia12 (dziś taki nick pewnie jest zajęty, podbnie jak kasia_12 i inne odmiany). Czekałem 10 minut, nikt do mnie nie napisał. Aż tu nagla cała chmara gości: 17 lat, 18 lat, koło 30, koło 40 i resztę musiałem ignorować, bo za dużo tego było. Nie certolili się: trzecia wysłana przez nich informacja była pytaniem w stylu: czy się golę, czy mam jakieś włoski, jakie mam majtki na sobie itd. Kiedyś to był szok, bo zdałem sobie sprawę, że to moi rówieśnicy, że to może są koledzy, którym grabę podaję każdego dnia.

Mężczyźni mają jakieś skłonności do małych dziewczynek. Pociąga ich pewnie przewaga fizyczną nad taką osobą, a reszta dla nich nie ma znaczenia, bo przecież wszystko jest niby na swoim miejscu. Ja tego kompletnie nie rozumiem. Wybaczcie za offtopa.

Aha, dodam jeszcze, że w Japonii dozwolone są animowane filmy pedofilskie. Mają te filmy nawet swoją nazwę (nie chodzi o hentai), inną dla filmów z małymi chłopcami, inną z małymi dziewczynkami. Warunek jest tylko jeden: filmy te nie mogą przedstawiać prawdziwych osób, cała reszta jest dozwolona.

A zresztą się zgadzam - na przykład takie bukkake. Bukkake, o ile wiem, wywodzi się z tradycji japońskiej. Niewierna żona wystawiana była naga na środek miasta, gdzie każdy mężczyzna mógł się na nią spultać, co miała ją hańbić. Tymczasem bukkake to świetny temat dla porno biznesu, rozwinięty głównie w Japonii. Ma to pokazywać całkowitą przewagę męzczyzn nad kobietą. Nawet w głupim hentai kobiety są przeważnie gwałcone i poddawane torturom (w tym jedna szczególnie często polegająca na wstrzykiwaniu dużej ilości mleka w odbyt, zaczerpnięta pewnie z lektury Markiza de Sade'a ;p).

Także, Olesia, nie wiem, w jaki sposób nie dostrzegasz instrumentalnego traktowania kobiet. Kobiety są tylko narzędziami w rękach mężczyzn. No chyba że to było pytanie z serii: czy w filmach, które ja oglądam, gdzie kobiety nie są traktowane instrumentalnie, pogląd, iż są instrumentalnie traktowane, da się wytrzymać? Odpowiedź jest rzeczywiście negatywna, ale to tylko twoje szczeście (lub nieszczęście, jak wolisz), że oglądasz/trafiasz akurat na takie filmy, gdzie kobieta ma jeszcze godność. Jest jakiś odsetek takich filmów, w których kobieta jest dobrze traktowana, nie przeczę. Ale jeśli idzie o całość, to godność kobiety została prawie całkowicie unicestwiona.

Dla ciekawości dodam, że są też filmy, w których to mężczyzna jest poniżany (zawsze są to filmy fetyszowskie). Jeden z takich filmów nazywał się, o ile dobrze sobie przypominam, "Men in pain". Tam kobiety były górą i ostro zryły dupsko gościowi, he, he.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Film to sztuka, czyli coś, co jest sztuczne. Każdy rodzaj filmu, od eksploatacji pinku eiga po romansowy serial w TVP (nareszcie znoszą abonament na te dwa tępe programy, yupi!) niesie z sobą jakiś odpowiedni przekaz emocjonalny - dla odpowiedniego odbiorcy. Ja stoję na pozycji rozumienia filmu/sztuki jako opcji kontrolowanej - czyli dla każdego coś odpowiedniego bez krzywdzenia innych czy łamania prawa. Oczywiście popieram pełną kontrolę nad wiekiem widza, nie popieram natomiast cenzury. Wiadomo, że sztuka w jakiś sposób sprawia odreagowanie (katharsis Arystotelesa, a przynajmniej jeden punkt rozumienia tego terminu, a jest ich wiele), dlatego nie widzę nic złego w porządnym kinie przemocy np. kinie typu snuff (czy każdy inny rodzaj horroru gore). Problemem jest natomiast fakt, że często człowiek wybiera opcje naprawdę skrajne i wtedy robi rzeczy, że aż włosy jeżą się na głowie (para młodych ludzi w Stanach zamordowała całą rodzinę w Wigilie, w tym 6 -ścio letnie dziecko). Dlatego wbrew pozorom ta dyskusja ma wiele wątków, w jakim stopniu i komu można podawać pewne wzorce. Jedno jest pewne - to nie telewizja/film/internet tworzy coś, co było stworzone wieki temu (np. de Sade, chociaż już w Chinach działy się "ciekawsze" rzeczy przed naszą erą). Element agresji jest w człowieku i wg mnie lepiej, jak sobie obejrzy film i mu przejdzie, niż zrobi to gdzieś na ulicy.

amerrozzo - naturalnie, że pedofilia powinna być nagminnie piętnowana i bezlitośnie tępiona. O ile się orientuje (a orientuje się) nasza policja w tym wypadku działa bardzo sprawnie.

Olesia - "silent" jest cienki jak barszczyk ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Idiotka     Ewa J., obecnie wyższa urzędniczka w ministerstwie kultury, swojego przyszłego męża poznała na plaży w Międzyzdrojach, gdzie na wypoczynek skierowała tę dwudziestoczteroletnią panienkę jej macierzysta firma. Wpadł jej w oko już pierwszego dnia. Elegancki, chociaż tylko w slipach, spacerował po plaży i czasami tylko udawał się na płytkie wycieczki w morze. Ewa J. umieściła swój kocyk w kratę właśnie obok „majdanu” przystojniaka w slipach. Reszta urlopu młodej pracownicy ministerstwa upłynęła na towarzyszeniu poznanemu na plaży chłopcu – chociaż może akurat było odwrotnie. Przedstawił się jako Jasiek C. Dowiedziała się jeszcze od niego, że skończył prawo i jest pracownikiem Ministerstwa Obrony, a jakże. Po samochodowym powrocie z urlopu (Jan C. był zmotoryzowany) romans trwał w najlepsze i po roku zakończył się bardzo kameralnym weselem. Młoda mężatka przeprowadziła się do eleganckiego, chociaż architektonicznie siermiężnego, tak zwanego dolarowca, do mieszkania męża. Dwa lata później Ewa C. urodziła chłopca, któremu dano na imię Piotr. Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego młoda mama wróciła do pracy, a małemu Piotrowi wynajęto bardzo drogą, bo dobrze wykształconą opiekunkę. Lata płynęły. Państwo C. spędzali razem urlopy, powodziło im się doskonale, byli kochającym i czułym małżeństwem. Mieli własny jacht na Mazurach oraz domek myśliwski zagubiony gdzieś w bieszczadzkich lasach. Czasami przyjmowali gości, ale byli to zawsze znajomi pani Ewy. — Mąż, ze względu na tajny charakter swojej pracy, nie ma przyjaciół — mawiała do swoich przyjaciółek pani Ewa. — A co to za praca? — dopytywały zaciekawione. — Sama nie wiem, ale to jakaś osobliwa wojskowa tajemnica — odpowiadała. 23 lata po ślubie Ewa C. zjawiła się nieproszona na policji i zażądała rozmowy z oficerem, bo to, co ma do przekazania, jest rewelacyjnie ważne i niezwykle tajne. Policja chętnie nadstawia ucha, bo bardzo sobie ceni donosy, a szczególnie takie, w których żona donosi na własnego męża. Ewa C. zeznała, że odkąd poznała Jana C., on zawsze pracował w ministerstwie obrony. Miał legitymację służbową przedłużaną w grudniu na następny rok. Ale w 23. roku wspólnego życia pani Ewa C., urzędniczka w ministerstwie, udawała się do swojego chorego szefa, dyrektora departamentu, w celu zasięgnięcia jego opinii w sprawie służbowej. Było to przed południem, przed ekskluzywnym budynkiem mieszkalnym, ostatnio oddanym do użytku w Warszawie. Zobaczyła mianowicie swojego męża w garniturze i z czarną teczką w dłoni (tak właśnie o tej porze roku wychodził do pracy), jak sprężystym krokiem przemierza przeszklony korytarz na pierwszym piętrze, zatrzymuje się, otwiera jakieś drzwi i wchodzi do czyjegoś, jak sądziła, mieszkania. Przyjrzała się dobrze tym drzwiom. Były identyczne jak siedem pozostałych. Pospiesznie załatwiła swoje sprawy z pryncypałem, ale do pracy już nie wróciła. Zaintrygowana i pobudzona siedziała w samochodzie, obserwując znajome drzwi z numerem, za którymi zniknął mąż. Kilka minut po szesnastej elegancki pan, czyli właśnie Jan C., wyszedł z mieszkania, przemierzył korytarz, zjechał windą na parking, wsiadł do swojego samochodu i odjechał, a czatująca żona podążała za nim. Pan Jan podjechał pod dom państwa C. i niespiesznie się do niego udał. Chwilę po nim do domu weszła małżonka. Nie dała po sobie poznać, że oto poznała jakąś męża tajemnicę. Standardowe pytania: jak w pracy, wszystko dobrze, obiad, syn na randkę z dziewczyną lub chłopakiem, lektura gazet, kolacja, telewizor, łóżko. Rano Jan C., jak co dzień, wychodzi pierwszy, ale tuż za nim wybiega Ewa C. Podróż małżonka kończy się pod domem z wczorajszych obserwacji Ewy C. Pan Jan opuszcza samochód, idzie chwilę korytarzem i znika za drzwiami mieszkania, czy diabli wiedzą czego, oznaczonego numerem sześć. Żona idzie za nim, podchodzi pod drzwi, nasłuchuje, ale nie dobiegają do niej żadne dźwięki. Jest cicho. Wsiada do swojego samochodu, jedzie do pracy, bo dzisiaj akurat musi, ale wychodzi wcześniej, jedzie na Mazurską (tak ją tutaj nazwijmy). Tuż po szesnastej wychodzi mąż, wsiada do samochodu i jedzie do domu. Ale zaraz po obiedzie żona pyta męża, czy u niego w pracy wszystko w porządku. — Oczywiście, jest spokojnie — odpowiada. Jest klasycznie spokojnie i dodaje jakąś ciekawostkę o generale, którego żona zna tylko z telewizora. I jest następny dzień. Rano małżonkowie, oboje, ale oddzielnie, jadą na Mazurską, ale tym razem Ewa C. dzwoni do ministerstwa, że dzisiaj do pracy nie przyjdzie, bo – delikatnie mówiąc – niedomaga. Siedzi osiem godzin przed pracą, a raczej przed sama nie wie czym swojego męża, aż wreszcie kilka minut po szesnastej pracownik ministerialny opuszcza, powiedzmy, że pracę i jedzie do domu. Małżonka jedzie za nim. W poniedziałek Ewa ze swoją koleżanką z pracy podjeżdża na Mazurską. Poinstruowana kobieta idzie do mieszkania nr 6 i dzwoni. Otwiera jej mąż Ewy C. (ona go zna, on jej nie) w samej koszuli, krótkich spodenkach i na bosaka. Koleżanka żony pyta, czy zastała Stefana. Jan C. bardzo grzecznie, z uśmiechem na twarzy i na luzie odpowiada, że tutaj nie ma nie tylko Stefana, ale nawet żadnego innego mężczyzny. Ewa C. analizuje swoje życie, a raczej życie swojego męża, Jaśka. Chodzi codziennie przez 23 lata do tej samej pracy, zawsze ubrany elegancko, wręcz wytwornie, jak na człowieka z dużą klasą i na stanowisku przystało. O jego pracy nigdy szeroko nie rozmawiają, bo to są tajemnice i lepiej dla niej, aby nic nie wiedziała. Nie ma przyjaciół ani kolegów. Małżonkom nie zbywa na niczym. Mąż jest czuły i troskliwy, a więc jest świetnym partnerem i ojcem. Każdego miesiąca oddaje do domowego budżetu swoje zarobki w bardzo przyzwoitej wysokości. Ale w rzeczywistości do pracy nie chodzi, bo z tego, co ona się orientuje, to jeszcze u nas tak nie ma, żeby ministerstwo zlecało swoim pracownikom chałupnictwo. A więc tak, myśli Ewa C.: albo w grę wchodzi jakiś niezrozumiały romans z kobietą, albo mąż jest uwikłany w bardzo nieczyste interesy. Pewnego popołudnia, kiedy mąż jest w domu, jedzie na Mazurską i dzwoni do drzwi z numerem 6. Cisza, chociaż dzisiaj modnie byłoby napisać, że słyszy ciszę. Nie ma spisu lokatorów. Jeździ tak kilka razy, ale nigdy jej nikt nie otwiera. Wtedy jedzie na policję, która skrupulatnie spisuje jej zeznania, na koniec prosząc o dyskrecję. Oni się do niej odezwą. Policjanci szybko orientują się, że jeżeli w grę wchodzi pracownik Ministerstwa Obrony, o którym oni sami w swoich aktach mają pustkę, to sprawę należy przekazać do kontrwywiadu wojskiem. Agenci kontrwywiadu, wietrząc szpiegostwo na dużą skalę, zakładają na Jana C. całkowitą inwigilację. W nocy wchodzą do mieszkania na Mazurskiej i skrupulatnie je przeszukują. Jest to 90-metrowy apartament, bardzo bogaty i wykwintnie wyposażony w najlepsze włoskie meble skórzane, super sprzęt audio, kino domowe, obrazy, puszyste dywany... Jednym słowem, mieszkanie jest urządzone z niebywałym przepychem, aczkolwiek z zachowaniem niebanalnej elegancji. Na półkach stoją tysiące dysków z filmami i muzyką jazzową. Na powierzchni około 20 m² rozłożona jest instalacja kolejki elektrycznej. Nie są to jednak tanie zabawki z dawnego NRD czy chińska tandeta. Te kolejkowe zabawki wytwarzane są na zamówienie w Japonii przez firmę produkującą je dla bardzo zamożnej klienteli. Tory są szersze niż w normalnych zabawkach, lokomotywy i wagoniki wykonane z dbałością o każdy szczegół, jest komputerowe zarządzanie ruchem, a całość ma wartość luksusowego samochodu osobowego. W rogu stoi najnowsze dziecko firmy Lockheed Martin, przeznaczone dla dużych i bardzo bogatych chłopców. Jest to wart kilkadziesiąt tysięcy dolarów symulator lotniczy do walk w powietrzu, bombardowań, atakowania czołgów i tak dalej. W klaserach na półkach są zbiory monet. Jak szybko orientują się agenci, są to monety najdroższe na świecie. A więc, pomyśleli agenci przeszukujący mieszkanie, człowiek tu mieszkający pławi się w luksusie, na jaki stać tylko ludzi najbogatszych. W mieszkaniu z numerem 6 instalowane są podsłuchy głosowe i wizyjne. Jan C. zostaje zaś poddany totalnej inwigilacji. Prześwietlone zostaje życie obserwowanego od jego narodzin. Obserwuje się również jedyną bliską mu osobę, czyli jego matkę, Kazimierę C. Jest ona byłą urzędniczką do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy w centrali PKP, aktualnie – ale od 21 lat – na rencie po stracie nogi w wypadku kolejowym. Kobieta ta pobiera 1920 zł renty, jest domatorką, nigdy i nigdzie nie wyjeżdża. Agenci szybko ustalili, że Kazimiera C. jest właścicielką wartego 950 tysięcy zł mieszkania na Mazurskiej oraz luksusowego, sportowego mercedesa GLE Coupe wartego pół miliona złotych, jakiego używa jej syn Jan. W mieszkaniu Kazimiery C. zjawia się agentka podająca się za pracownika Urzędu Skarbowego, pytając, skąd posiadała ona pieniądze na zakup mieszkania i samochodu. Kobieta nie jest speszona ani zdenerwowana pytaniami. Odpowiada, że o wszystko należy pytać jej syna, czyli Jana C. Groźby i perswazje nie rozwiązują jej języka. Trzymiesięczna totalna inwigilacja, podsłuchy i nagrania nie odpowiadają na żadne istotne pytania służby wojskowej. Wiadomo jedynie, że Jan C. nie tylko aktualnie nie pracuje, ale w ogóle nigdy i nigdzie nie pracował. Kontrwywiad ustala też, że obserwowany prowadzi niezwykle ustabilizowane życie. Każdego dnia jedzie do „pracy”, czyli na Mazurską, bawi się tam jak chłopiec, ogląda filmy, słucha jazzu, czasem się zdrzemnie i wraca po „pracy” – czyli po wszystkim, co w swoim, a właściwie swojej mamy mieszkaniu robił – do domu. Sprawia wrażenie człowieka bardzo pewnego siebie, ale ciepłego i miłego. Nie ma znajomych, z nikim się nie kontaktuje, nikt go nie odwiedza. Kontrwywiad zwraca sprawę policji, a ta decyduje się na zatrzymanie Jana C. Na pierwszym przesłuchaniu zatrzymany opowiada policji bajkę o tym, że kilkadziesiąt lat temu, kiedy zażywał życia w lenistwie, bo właśnie rzucił liceum po drugiej klasie szkolnych trudów, spotkał na ulicy szczupłego mężczyznę, który powiedział mu mianowicie, że jest jego ojcem. Powiedział też synowi, że porzucił matkę i jego, kiedy syn miał 5 lat. Dzisiaj przychodzi tu, aby nadrobić krzywdę, jaką mu wyrządził swoim odejściem. Powiedział też, że nie zapomniał o chłopcu i z bagażnika poloneza wyjął niewielką skórzaną torbę, wręczając ją synowi. — Masz tutaj ogromny majątek — powiedział — bądź tylko mądry, a wystarczy ci na całe życie. Chociaż Jasiek C. nie rozpoznał w nieznajomym ojca, to jednak po wypytaniu mamy, jak wyglądał tata, zorientował się, że to był właśnie on. W skórzanej teczce znajdowało się kilkadziesiąt papierowych pakunków, w każdym z nich było po kilka szlifowanych kamieni. Były to brylanty. Jan C. kupił odpowiednią literaturę, odwiedzał sklepy jubilerskie i powoli docierało do niego, że naprawdę został właśnie bogaczem. Pewnego dnia z dwoma niedużymi kamyczkami udał się do złotnika. Ten obejrzał towar i powiedział, że to dla niego zbyt poważny interes i nie jest zainteresowany zakupem, ale może skontaktować sprzedającego z odpowiednią osobą. Osoba ta zjawiła się na umówione spotkanie. Był to mężczyzna mówiący po angielsku, ale znał też wiele słów polskich. Obejrzał i zważył małą wagą jubilerską kamienie i powiedział, że może za obydwa zapłacić jakąś astronomiczną dla Jana C. kwotę. Transakcja doszła do skutku. Wtedy Jan C. powiedział Anglikowi, że niebawem będzie miał do sprzedania znowu dwa kamienie. Kupujący pozostawił swoją wizytówkę i powiedział, że czeka na telefon. Przez 25 lat Jan C. dzwonił do Anglika kilkanaście razy. Nauczył się mówić po angielsku. Przyzwyczajeni jednak do trochę bardziej realistycznych bajek policjanci zaproponowali w rewanżu za opowieść Janowi C. areszt. Prokurator wystąpił o jego zastosowanie do sądu, ale ten nie znalazł ku temu podstaw prawnych. Jana C. zwolniono. W kilka dni później został jednak ponownie zatrzymany pod zarzutem podrabiania dokumentów, a mianowicie legitymacji służbowej Ministerstwa Obrony. Zatrzymany przyznał się do zarzucanych czynów i zeznał, że wykonał ją sam, korzystając z drukarki i maszyny do foliowania. Co roku wypełniał też odpowiednie rubryki, co miało świadczyć o ważności legitymacji w kolejnym roku, własnoręcznie wykonaną pieczątką. Należy jednak stwierdzić, co przyznał również prokurator, że wygląd zrobionej przez zatrzymanego legitymacji bardzo daleko odbiegał od oryginału, a nawet był do niego zupełnie niepodobny. Zatrzymany przyznał się do zarzucanego czynu i chociaż prokurator sporządził wniosek do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego aresztu, to jednak sąd nie znalazł ku temu odpowiedniego powodu. Jeszcze raz policjanci próbowali nakłonić Jana C. do uwiarygodnienia swojej opowieści przez okazanie pozostałych brylantów. — Będzie panu lżej, panie Janie — przekonywali. — Nie bądźcie panowie śmieszni — odpowiedział grzecznie zatrzymany i udał się do domu. W jakiś czas później Jan C. otrzymał wezwanie do prokuratury i udał się tam ze swoim świetnym adwokatem. Prokurator przedstawił podejrzanemu akta sprawy przed skierowaniem do sądu. Z akt Jan C. dowiedział się, że za całą sprawą stała jego żona Ewa, składając na własnego męża donos na policję. Wkrótce odbyła się sprawa sądowa, a sąd, z powodu małej szkodliwości społecznej czynu, sprawę umorzył. Jan C. przeprowadził rozmowę z żoną. — Słuchaj, wiem, że to ty na mnie doniosłaś. Zachowałaś się jak ostatnia zdzira, ale ci wybaczam, bo cię kocham — powiedział, a w odpowiedzi usłyszał to, czego ona dowiedziała się od policji. — Jak ja mogłam tyle lat żyć z prostakiem bez zwykłej matury?! Jesteś dla mnie oszustem! Jak mogłam wyjść za człowieka z gminu?! — krzyczała nie tylko mężowi w twarz, ale w kilka dni później również prosto w oczy swoim bardzo licznym a ciekawskim przyjaciółkom. Jan C. jak stał, tak wyszedł ze swojego mieszkania. Nigdy już do niego nie wrócił. Wkrótce z wniosku pani Ewy odbyła się sprawa rozwodowa i już na pierwszej rozprawie sąd zarządził rozwód. Ewa C. wytoczyła następnie swojemu byłemu mężowi sprawę o podział majątku. „Mieszkanie i samochód jest byłej teściowej, ale my z mężem mamy luksusowy jacht i dom myśliwski w lesie” – napisała w pozwie Ewa C. Łączna wartość majątku małżeństwa została oszacowana na sześć milionów złotych. Na sprawie świetny, ale bardzo drogi adwokat męża przedstawił zaświadczenie, że trzy miesiące temu na jachcie, którym płynął jej mąż, wybuchła butla gazowa i doszczętnie go zniszczyła. Jana C. wyłowiła z wody łódka wędkarska, a zaraz potem przyjęła go na pokład motorówka policji wodnej. — Tutaj jest cała dokumentacja zdarzenia — powiedział i położył na stole sędziowskim plik dokumentów. — Tylko przez zwykłe przeoczenie Jan C. zapomniał o opłaceniu ubezpieczenia wypadkowego — dodał mecenas. — Ale jest jeszcze dom! — darła się w sądzie Ewa C. Adwokat z kamienną twarzą położył przed sędzią notatki z policji i straży pożarnej stwierdzające, że w dniu takim a takim, prawdopodobnie od zwarcia instalacji elektrycznej, wybuchł pożar, po którym wspaniały dom myśliwski zamienił się w stertę gruzu. — On to spalił! — wrzeszczała przed sądem Ewa C., mając widocznie na myśli swojego byłego męża. — Bardzo wątpię — powiedział adwokat i położył na stole sędziowskim dokumenty stwierdzające, że w dniu pożaru Jan C. towarzyszył swojemu mercedesowi w wymianie oleju w autoryzowanym serwisie, setki kilometrów od uroczego domku w lesie. Syn małżonków C., Piotr, kupił sobie na raty – aczkolwiek, jak głosi plotka, za pieniądze tatusia – mieszkanie i zamieszkał tam ze swoją dopiero co poślubioną żoną. Kolorowe gazety doniosły ostatnio, że śliczna młoda aktorka, grająca już nie tylko w serialach, poślubiła przystojnego i bogatego, chociaż już starszego pana. Chodzi właśnie o Jana C. Idiotka Ewa J., dawniej Ewa C., mieszka obecnie w wynajętej, obskurnej kawalerce gdzieś na Ursynowie. Głupota towarzyszy ludzkości od samego jej początku, małostkowość zaś jest tym jej elementem, który potrafi zniszczyć życie nie tylko śmieciarza, doktora habilitowanego czy prostego magistra, ale również ministerialnej urzędniczki. I to byłoby na tyle.              
    • zima nadeszła za wcześnie. rozpalone płatki śniegu, rozkładają się w podłożu.   nie przyjdzie więcej, nareszcie... lata spędzone w szeregu, marsz do zbiorowego grobu.   pamięć twa nałogiem, chodnik twym cmentarzem, cegła twym nagrobkiem.   głoś więc w szczelinach na wpół skremowany, ostatnie kazanie oddechem urwanym. niech wiedzą, że papież nie został wybrany, a ty wiedz, że byłeś, tym razem, ostatnim.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Nieco z góry, wszystko wyda się mile i słodkie, w tej naszej imagino manipulacji zwanej kreacją ;) Z rozmachem, niezwykle. Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Mama mu da, mu da. Zaduma - duma mam
    • @andrew   właśnie tak!   świetnie tę kruchość i zwiewność uchwyciłeś .   pozdrawiam:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...